Cos lekkiego, ulotnego ale zarazem pieknego.
Motyle.... (nie wiedzialam jaki nadac tytul temu watkowi)
Moja historia od nich sie zaczela. Ta co szukala szczescia. Szukala? Chciala zeby do niej sie usmiechnelo zeby przyfrunelo.... Czasem nie warto szukac na sile. Lepiej poczekac a motyl- szczescie sam usiadzie Ci na ramieniu (rece lepiej by pasowalo

). Co moge powiedziec przez te.... Hmmmm bedzie juz na pewno 5 lat. Poznalam dotyk motyla... Jego muskanie skrzydlami, trzepotanie, cieply podmuch wiatru. Poznalam 3 Paziow (bogatych sercem). Bywalam nawet szczesliwa. Chyba nigdy w pelni... Odczuwalam jednak brak. 3 motyl mial byc ostatnim. Skoro byl... Odlecial... (oboje tefo chcielismy) to teraz nie powinnam pozwolic zadnemu usiasc na swoim ramieniu. Na dana chwile wiem ze nie potrzebuje motyli. Hmmm dzisiaj sie spotkalam z ostatnim. Miesiac po rozlace. Dziwne odczucie. Z poczatku jakby to byla zupelnie nowa osoba. Inny glos.... Jakbym go z rok nie widziala. Dopiero pozniej do mnie dotarlo ze to On.
Wracajac znalazlam motyla

wzielam go ze soba. No dobra. Kupilam
A na koniec... Zycie bywa ulotne jak motyle. Dlatego mysle ze warto zyc. Szukac (czekac, dawac okazje) swojego szczescia na ziemi.