Dodaj do ulubionych

Coś miłego...

25.12.20, 22:23
...Was spotkało w pierwszym dniu Świąt? smile
Obserwuj wątek
            • koszmarna.baba Re: Coś miłego... 27.12.20, 14:11
              >Ale jakże to tak, po świętach nie narzekać na przejedzenie....? Toż to wbrew tradycji.... wink

              Może i masz rację ALE... jutro trza się wyczołgać z piżamy, wbić w dzinsy i do łagru - sorry - roboty zasuwać. sad
                • obrotowy Coś miłego... od jutra... :) 27.12.20, 19:43
                  tzn.aga napisała:
                  > Na wasze narzekanie na robotę też bym rzekła:
                  > cieszcie się, że ją macie


                  i takoz to jest...

                  onegdaj, jak wielu rodakow - tesknilem za tym, by nie musiec pracowac...

                  a dzis ciesze sie, ze ja mam - sam sie sobie dziwiac

                  Tak poswiatecznie i gornolotnie smile

                  - To nie pozycja i pieniadze daja prawdziwe poczucie godnosci i wartosci

                  ale wlasnie praca i poczucie, ze cos sie tworzy i/lub jest sie komus przydatnym.

                  ale zeby nie bylo zbyt gornolotnie - to i troche "zakwasu" nie zaszkodzi:

                  - ale ta praca musi byc wykonalna, nie moze byc jej k... za duzo
                  i nie powinna byc bezsensowna smile
                • koszmarna.baba Re: Coś miłego... 27.12.20, 22:15
                  >Na wasze narzekanie na robotę też bym rzekła:
                  cieszcie się, że ją macie emots.yetihehe.com/2/ok.gif

                  Jakbyś MUSIAŁA (jak nie to won) wyrabiać po 300 h miesięcznie w ciężkiej i fizycznie, i psychicznie robocie to myślę, że trochę inaczej byś podchodziła do tematu. tongue_out
                  • obrotowy naturalnie... 27.12.20, 22:23
                    koszmarna.baba napisała:
                    Jakbyś MUSIAŁA (jak nie to won) wyrabiać po 300 h miesięcznie w ciężkiej i fizycznie, i psychicznie robocie
                    to myślę, że trochę inaczej byś podchodziła do tematu. tongue_out


                    naturalnie, dyc napisalem :

                    > - ale ta praca musi byc wykonalna, nie moze byc jej k... za duzo
                    i nie powinna byc bezsensowna


                    ERGO:

                    1. tak ciezko u was z praca, ze nie mozesz znalezc troche mniej wykanczajacej ?

                    2. a co na to Panstwowa Inspekcja Pracy ?
                    • koszmarna.baba Re: naturalnie... 27.12.20, 22:34
                      >Nie odpowiada ci praca to won.
                      Czy Ty aby nie jesteś moją szefową?! tongue_out

                      1. tak ciezko u was z praca, ze nie mozesz znalezc troche mniej wykanczajacej ?

                      2. a co na to Panstwowa Inspekcja Pracy ?

                      ad.1 Niestety łatwo nie jest. Zwłaszcza teraz w dobie lockdownu.
                      ad.2 Gdyby w firmie ktoś przeprowadził jakąkolwiek rzetelną kontrolę to natychmiast musieliby ją zamknąć!
                      Tak, że ten... wicie, rozumicie... smile
                      • tzn.aga Re: naturalnie... 27.12.20, 22:39
                        koszmarna.baba napisała:

                        > ad.1 Niestety łatwo nie jest. Zwłaszcza teraz w dobie lockdownu.

                        No to sama widzisz - należy się cieszyć, że pracę się ma bo może być gorzej i się jej nie ma.
                        • koszmarna.baba Re: naturalnie... 27.12.20, 22:48
                          Wiesz... odpracuj 110 h w tydzień to potem pogadamy. I nie w biurze tylko czymś na miarę budowy. Ja w prawdzie nie pracuję na budowie ale w czymś równie ciężkim a w dodatku zarobki są raczej takie se.
                          Więc sorry ale nie widzę powodu do radości.
                          • tzn.aga Re: naturalnie... 27.12.20, 23:03
                            To się zwolnij - odpoczniesz i będziesz się radować.

                            Niestety nie trafisz do mnie żadnymi argumentami.
                            Jeśli praca jest taaaka zła to szukaj innej a jeśli innej nie możesz znaleźć to ciesz się z tej którą masz bo daje ci pieniądze.
                            Aha - nie pracuję w biurze tongue_out
                            Mam fajną pracę na którą sobie zasłużyłam.
                            Kiedyś lubiłam bardziej, teraz nieco mniej, ale nie narzekam i doceniam.
                            • koszmarna.baba Re: naturalnie... 27.12.20, 23:14
                              A mogłabyś mi wyjaśnić dlaczego tak się upierasz, żebym cieszyła się z czegoś co robię bo muszę ale nie daje mi już żadnej satysfakcji!
                              I owszem przy pierwszej okazji rzucę ten łagr.

                              >Mam fajną pracę na którą sobie zasłużyłam.

                              Chcesz powiedzieć, że ci którzy mają gorszą pracę to dlatego, że NIE zasłużyli na lepszą???
                              • tzn.aga Re: naturalnie... 27.12.20, 23:36
                                koszmarna.baba napisała:

                                > A mogłabyś mi wyjaśnić dlaczego tak się upierasz, żebym cieszyła się z czegoś c
                                > o robię bo muszę

                                Dlatego, że masz z tego kasę - po to tam chodzisz i tak się męczysz.

                                > ale nie daje mi już żadnej satysfakcji!

                                Czyli kiedyś dawało?

                                > Chcesz powiedzieć, że ci którzy mają gorszą pracę to dlatego, że NIE zasłużyl
                                > i na lepszą???

                                A ty jesteś zdania, że człowiek nie ma wpływu na swoje życie?
                                To nie jest moja pierwsza praca. Poprzednie były tymczasowe, na przetrwanie podczas dążenia do obecnej, docelowej. Było ciężko, ale też nie narzekałam jakoś bardzo, bo wiedziałam, że to stan przejściowy, konieczny.

                                • tzn.aga Re: naturalnie... 28.12.20, 11:50
                                  A i jeszcze chciałam dodać, że nie jestem żadna fiszą w pracy tylko zwykłym, szeregowym pracownikiem.
                                  Kokosów nie zarabiam.
                                  Czasem bywa ciężko i nieprzyjemnie.
                                  Ale w ogólnym rozrachunku lubię swoją pracę i mam nadzieję w niej finiszować http://emots.yetihehe.com/3/tancze.gif
                  • kevinjohnmalcolm Re: Coś miłego... 28.12.20, 15:26
                    koszmarna.baba napisała:
                    > Jakbyś MUSIAŁA (jak nie to won) wyrabiać po 300 h miesięcznie w ciężkiej
                    > i fizycznie, i psychicznie robocie

                    Dlatego właśnie ludzie muszą tyrać po 300 h miesięcznie, bo nikt się nie postawi. Pracodawca zrobi tylko tyle na ile mu pozwolą pracownicy i skoro nikt nie protestuje, to zmusza ludzi do orki. Gdyby wszyscy się postawili, to proceder natychmiast by został ukrócony. Ale nie, lepiej położyć uszy po sobie i tyrać. Nigdy nie będzie dobrze dopóki ludzie będą pozwalali sobą tak pomiatać...
                    • marcepanka313 Re: Coś miłego... 29.12.20, 19:38
                      kevinjohnmalcolm napisał:

                      Pracodawca zrobi tylko tyle na ile mu pozwolą pracownicy i skoro nikt nie p
                      > rotestuje, to zmusza ludzi do orki. Gdyby wszyscy się postawili, to proceder n
                      > atychmiast by został ukrócony.

                      Zejdź na ziemię....
                      Zawsze znajduje się kilka osób, które bez wazeliny wchodzi szefom tam, gdzie słońce nie dochodzi.... więc wybór raczej indywidualny niż zbiorowa decyzja....
                      • kevinjohnmalcolm Re: Coś miłego... 29.12.20, 20:14
                        marcepanka313 napisała:
                        > Zawsze znajduje się kilka osób, które bez wazeliny wchodzi szefom

                        Dopóki jest to kilka osób, a nie trzy czwarte załogi, to nie ma problemu, firma za pomocą tych kilku osób nic nie wyprodukuje. Problemem jest mentalność większości pracowników - oni nawet nie spróbują zaprotestować.

                        W Anglii spotkałem kilka polskich dziewczyn, które pracowały za grosze w urągających warunkach, pracodawca notorycznie łamał prawo pracy. W UK jest ono bardzo rygorystycznie przestrzegane i na firmy je łamiące nakładane są ogromne kary, a pracownicy dostają ogromne odszkodowania. Mówiłem tym dziewczynom, że mając dowody na łamanie przepisów mogą bez problemu wygrać w sądzie odszkodowanie rzedu kilkudziesięciu tysięcy funtów. Nie, nie chciały. Tłumaczyłem, dawałem namiary na osoby które mogłyby im pomóc i sprawą się zająć, oferowałem osobistą pomoc. NIE, NIE, NIE!!!

                        I jak ma być dobrze, skoro sami pracownicy nie chcą tego żeby pracodawca respektował prawo i traktował ich jak ludzi?
                        • marcepanka313 Re: Coś miłego... 29.12.20, 20:28
                          kevinjohnmalcolm napisał:

                          > marcepanka313 napisała:
                          > > Zawsze znajduje się kilka osób, które bez wazeliny wchodzi szefom
                          >
                          > Dopóki jest to kilka osób, a nie trzy czwarte załogi, to nie ma problemu, firma
                          > za pomocą tych kilku osób nic nie wyprodukuje. Problemem jest mentalność więk
                          > szości pracowników - oni nawet nie spróbują zaprotestować.


                          Zależy jak wiele osób pracuje , bo kilka osób może stanowić połowę pracowników

                          >
                          > W Anglii spotkałem kilka polskich dziewczyn, które pracowały za grosze w urągaj
                          > ących warunkach, pracodawca notorycznie łamał prawo pracy. W UK jest ono bardz
                          > o rygorystycznie przestrzegane i na firmy je łamiące nakładane są ogromne kary,
                          > a pracownicy dostają ogromne odszkodowania. Mówiłem tym dziewczynom, że mając
                          > dowody na łamanie przepisów mogą bez problemu wygrać w sądzie odszkodowanie rz
                          > edu kilkudziesięciu tysięcy funtów. Nie, nie chciały. Tłumaczyłem, dawałem na
                          > miary na osoby które mogłyby im pomóc i sprawą się zająć, oferowałem osobistą p
                          > omoc. NIE, NIE, NIE!!!
                          >
                          > I jak ma być dobrze, skoro sami pracownicy nie chcą tego żeby pracodawca respek
                          > tował prawo i traktował ich jak ludzi?

                          Łatwiej chyba zwolnić się, niż walczyć dla kogoś kto nie jest do tego przekonanym.
                          Ale zauważ też, że pracodawca wykorzystuje również to, że jest jednym z nielicznych pracodawców i może dyktować warunki.
                        • koszmarna.baba Re: Coś miłego... 01.01.21, 23:29
                          Spróbuję odpowiedzieć hurtem:
                          - Aga - jeżeli ktoś mówi "żaden argument mnie nie przekona" to dla mnie jest koniec rozmowy.

                          -Kevin - na tę chwilę mogę tylko rzucić pracę - nie stać mnie na to! Aktualnie próbuję znaleźć inne źródło dochodu- a to raczej nie stanie się ot tak, z dnia na dzień - ale dopóki go nie znajdę będę zmuszona do tej orki.
                          MUSZĘ utrzymać dom i dzieci! To determinuje moje działania.
                          Ale możesz mi wierzyć, że nie jestem wazeliniarą.
                          Nie robię afery wokół nieprzestrzegania prawa pracy bo wtedy źródło utrzymania straciłoby ok. 30 osób - zbyt duża odpowiedzialność jak dla mnie. Sorry.
    • ga77-77 Re: Coś miłego... 27.12.20, 22:03
      szarlotka_ja napisała:

      > ...Was spotkało w pierwszym dniu Świąt? smile

      Nie wiem czy to się liczy, ale córka do mnie przyszła i aż do wieczora oglądaliśmy w TV odmóżdżające filmy (plus świąteczna wyżerka).

      A dziś siedzę sam, ale Szybcy&Wściekli 8 + Johnnie Walker to nie taki zły wieczór wink
      • tzn.aga Re: Coś miłego... 27.12.20, 22:34
        Spoko.
        Na przyszłość mógłbyś jakoś ten czas ciekawiej zaplanować.
        Znam wiele nastoletnich osób płci obojga, którzy nie lubią weekendów u taty bo jest nudno.
        • ga77-77 Re: Coś miłego... 27.12.20, 22:56
          tzn.aga napisała:

          > Spoko.
          > Na przyszłość mógłbyś jakoś ten czas ciekawiej zaplanować.
          > Znam wiele nastoletnich osób płci obojga, którzy nie lubią weekendów u taty bo
          > jest nudno.

          Spoko. Zapiszę sobie w... no gdzieś na pewno sobie zapiszę. Tak zrobię, nie kłamię smile
        • ga77-77 Re: Coś miłego... 28.12.20, 20:11
          tzn.aga napisała:

          > Spoko.
          > Na przyszłość mógłbyś jakoś ten czas ciekawiej zaplanować.
          > Znam wiele nastoletnich osób płci obojga, którzy nie lubią weekendów u taty bo
          > jest nudno.

          Tytułem uzupełnienia: dziś była niejako powtórka. film z nagranych (poważniejszy) i komedia. Chociaż naprawdę się śmiała, to po filmach spojrzała na zegarek i stwierdziła że straciła dużo czasu. Jest ambitna, stara się jeszcze wykorzystać ferie na podkręcenie wyników, OK. Jest zafiksowana na zdrowym żywieniu i też ją refleksja wzięła że zachęcam ją do niezdrowego żarcia (choć jadła ze smakiem)... też OK.
          Szczerze mówiąc czuję się jakoś na tyle psychicznie wyprany, że wszelką kreatywność odnośnie organizowania jej czasu u mnie diabli wzięli (dorosłej imprezy w obecnej sytuacji też bym na 99% nie rozkręcił); w sumie totalny brak weny twórczej połączony z brakiem chęci. Po prostu wystarczy mi że ona tylko będzie u mnie, wystarczy mi jej obecność. Dlatego zaproponowałem jej żeby następnym razem po prostu wzięła swoje materiały i zbunkrowała się u mnie (w drugim pokoju, na sofie czy gdzie jej wygodnie): porobi co chce z pełnym dostępem do wszelkich potrzebnych jej napojów i żarcia, spyta jak będzie potrzebować jakiejś informacji itd. Żarcie też zapewnię bardziej zgodne z jej sumieniem wink

          Ona naprawdę dużo zapieprza; podziwiam ją i będę starał się być jej pomocny, mimo że sam nie zamierzam iść tą samą drogą (podobnie w kwestii odżywiania, tym bardziej że dobre żarcie to już chyba ostatnia przyjemność życiowa jaka mi pozostała, więc też nie będę się jej wyrzekać, bo w imię czego?).
          • tzn.aga Re: Coś miłego... 28.12.20, 20:49
            Kroczysz prostą drogą do unikania przez córkę odwiedzin.
            O co potem oczywiście obwinisz jej matkę.
            Przychodzenie do ciebie pouczyć się jest bezsensu. Odkryje to po pierwszym razie.
            Kluczowy jest jej wiek i sposób w jaki spędzaliście czas wcześniej.
            Jeśli też tak przed TV, bez aktywności to na razie ok ale potem zainteresuj ją czymś, zaktywizuj.
            W kolejnych tygodniach idźcie gdzieś np.: na jakąś wystawę czy do muzeum. Tylko wybierz dobrze tematykę żeby dobrze wyszło. Moja np.: była zachwycona Muzeum II WŚ w Gdańsku.
            Ty wyszukaj coś apropos zdrowej żywności czy coś naukowego z ulubionej dziedziny. Albo chociaż zamów jedzenie z jakiejś zdrowej knajpy - to by dopiero była frajda. Albo ugotujcie coś razem z jakimś modnym youtuberem.
            Zagrać w coś lubicie? Teraz gry "bez prądu" przeżywają renesans. Są na każdy wiek, temat czy aktywność (strategiczne, na refleks i spostrzegawczość albo z losowe z kostką).
            Jak jest pogoda to w plener: spacer, rower, rolki, a jak otworzą to park trampolin.
            Spraw, żeby chciała z tobą spędzać czas bo jest fajnie i ciekawie.
            • ga77-77 Re: Coś miłego... 28.12.20, 21:37
              tzn.aga napisała:


              Zdrową żywność przerabialiśmy w praktyce jeszcze przed świętami (smażyłem w woku, razem eksperymentowaliśmy). Wycieczki do muzeów ją kręciły jak była młodsza, wszystko co opisałaś niżej też już było dawno przerabiane i jej przeszło. Chyba nie doceniasz wieku (liceum, zaliczony już pierwszy projekt i to w roli project managera, całkiem sprecyzowany już cel i dążenie do pójścia na konkretny kierunek studiów (nie, nie jest to medycyna wink). najlepsze że to nawet nie ambicje jej matki czy moje, to ona obrała cel łącznie z przyszłym kierunkiem na podstawie tego co JĄ fascynowało i w sumie z nas trojga ma najwięcej zdolności samoorganizacyjnych i samodyscypliny.
              A nauka u mnie bardzo często jej wychodziła i to dobrze, mimo wszystko (mimo że to liceum i to na wysokim poziomie) jestem jej jeszcze w stanie pomóc i to dość wszechstronnie (mimo że to mamusia ma doktorat).
              A jeśli uzna że dla swoich celów szkolnych musi ograniczyć kontakty ze mną, to trudno; muszę się liczyć z tym, że moja droga z drogą dziewczyny będącej już w II klasie liceum coraz bardziej będą się rozchodzić i świata nie zmienię. Zresztą jak już Ci pisałem: czuję się tak wyprany z kreatywności, że nawet nie jestem w stanie walczyć za wszelką cenę o odwrócenie tego stanu rzeczy. Będzie co ma być...
              • tzn.aga Re: Coś miłego... 28.12.20, 21:56
                Nie doceniłam wieku bo go nie podałeś.
                Oczywiście część rzeczy odpada przy jej 17? latach.
                Park trampolin, gotowanie, jakieś wystawy, gry czy plener są uniwersalne.
                Dochodzą koncerty (jak już będą).
                Podałam przykłady, trzeba je dostosować do wieku i tematu.
                Ogólnie chodzi mi o to, żeby spędzanie z tobą czasu nie było bez wyrazu bo będzie miało negatywny wydźwięk.
                Nie chce ci się walczyć? hmm...
                niedawno "płakałeś", że tracisz ukochaną córeczkę więc myślałam...
                spoko.
                • ga77-77 Re: Coś miłego... 28.12.20, 22:13
                  tzn.aga napisała:

                  Koncerty też odpadają, bo niczego konkretnego nie słucha; jakiś czas temu poinformowała mnie, że wcześniej traciła za dużo czasu na You Tube, teraz sobie odpuściła. Jedyne co bym mógł powiedzieć, to że już może nie potrafi odpoczywać, ale z tym niczego nie zrobię, zresztą nie sądzę by mnie w tej kwestii chciała posłuchać. Chociaż w sumie nie postawię nawet 10 złotych na to, że jej wizja ogólnie nie jest lepsza. Po prostu wszystko trzeba dostosować do indywidualnego organizmu.

                  > Ogólnie chodzi mi o to, żeby spędzanie z tobą czasu nie było bez wyrazu bo będz
                  > ie miało negatywny wydźwięk.

                  Nie jest bez wyrazu, tym bardziej że wciąż jesteśmy w stanie rozmawiać na wiele tematów, wciąż jestem w stanie czymś ją zaskoczyć (jeśli chodzi o moją wiedzę/informacje) i w czymś jej pomóc.

                  > Nie chce ci się walczyć? hmm...
                  > niedawno "płakałeś", że tracisz ukochaną córeczkę więc myślałam...
                  > spoko.

                  To bardziej złożona kwestia. Nie czuję w sobie zupełnie energii/ woli walki tak samo jak zupełnie nie czuję radości wynikającej z jakichkolwiek elementów codziennego czy niecodziennego życia, co wcale nie znaczy że cierpię w mniejszym stopniu. Na dobrą sprawę nawet nie jestem w stanie tego dokładnie opisać; może lepszymi słowami byłyby tu "otępienie" czy raczej "rezygnacja". Ale wciąż ją kocham, być może jako jedyną już istotę na świecie, a na pewno jedyną na świecie za którą byłbym w stanie oddać życie (choć łatwo oddać coś co nie ma prawie żadnej wartości), ale nie wiem przez lata będę w stanie żyć tylko dla niej i tylko dzięki jej istnieniu. Na razie tak na dobrą sprawę ona jest jedynym jasnym momentem w moim życiu.
        • stasi1 Re: Coś miłego... 01.01.21, 11:45
          Ale wielu tych nastoletnich obojga płci za najlepsze uważa spędzenie czasu z kompem, od biedy z telewizorem. I jak się przez to przebić Z najlepszą ofertą?
          • ga77-77 Re: Coś miłego... 01.01.21, 17:46
            stasi1 napisał:

            > Ale wielu tych nastoletnich obojga płci za najlepsze uważa spędzenie czasu z ko
            > mpem, od biedy z telewizorem. I jak się przez to przebić Z najlepszą ofertą?

            Słusznie, czasami nie ma co się kopać z koniem. Dostosuj się, starając się sposobem wetknąć swoje 3 grosze. Ja nie staram się na siłę płynąć pod prąd (brak siły i chęci na wspomniane kopanie się z koniem), ale drobnymi szczegółami staram się sprawić żeby jednak wizyta u mnie nie została źle zapamiętana. Może najlepszym sposobem jest normalna rozmowa, w której tam gdzie trzeba wykorzystuję większą wiedzę, ale nie traktuję jej jak dziecka...
    • prawda_we_mgle Re: Coś miłego... 27.12.20, 22:38
      Coś mi kazało, poza standardowym spacerem, wyjść z psem. taki impuls nagle: idź się przejść... No to poszłam... Szłam na drugie osiedle, gdy słyszę wołanie i nagle podbiega do mnie babka: proszę pani proszę mi pomóc, ja od dwóch godzin nie mogę psa złapać... a obok ulica, i samochody jeżdzą, aż dziw że debil jeszcze nie wbiegł...
      I nagle do mojej suczki podbiega radosny psiak i kręci ósemki... ale nie mogłyśmy go złapać bo co podbiegł, to nam się wysmykiwał z rąk.
      Więc przywiązałam Gaję do latarni jako "wabik" (do niej podbiegał) i żeśmy się nieźle nasapały... ale złapałyśmy paskudnika... takie ro ruchliwe było, z rąk się wysmykiwało, jakby osiem wijących się psów było, a nie jeden smile
      No ale udało się. Zacisnęłam mu jeszcze dobrze obroże i powiedziałam, że na razie krótkie spacery aż się przyzwyczai, bo zaraz sylwester, będą strzelać i koleżka znowu pójdzie w długą tongue_out.
      Okazało się, że babka dwa dni wczesniej wzięła go ze schroniska i że jej się wysmyknął z obroży... mały głupek dostał nowe życie i radość go rozpierała wink
      Powiem wam, że wracałam taka szczęśliwa... dopiero wtedy poczułam magię świąt, tą radość i taką wzniosłość... Ze plan wykonałam na te święta...
      Babka mi jeszcze życzyła, żeby mi się najskrytsze marzenie spełniło i poczułam, że w tym było tyle szczerej wdzięczności i żaru, że nie ma bata - musi się spełnić smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka