chce

06.01.09, 13:57
gwiazdki z nieba
a co tam smile
    • constelacja Re: chce 06.01.09, 14:10
      no nie mogę się oprzeć ja constelacja mogę Ci sypnąć kilka
      gwaiazdek big_grin
      • mariaeva Re: chce 06.01.09, 20:08
        dzieki smile
        to dobry poczatek smile
    • jeszcze.ja.live Re: chce 06.01.09, 14:20
      prosisz - masz, wersje mozesz sama wybrac

      pl.youtube.com/watch?v=FfDUpB0NuF8&feature=related
      • hesse.1 Re: chce 06.01.09, 14:35
        o w mordę...ale spoko muza...do jarania w sam raz... smile))
        • jeszcze.ja.live Re: chce 06.01.09, 14:41
          dla Ciebie mam bardziej zywiolowa wersje
          pl.youtube.com/watch?v=0l3LBDHYOo8&feature=related
          • mariaeva Re: chce 06.01.09, 20:10
            i zaraz humor sie poprawia smile))
      • mariaeva Re: chce 06.01.09, 20:09
        a dziekuje smile
        extra wink
    • kawamija Re: chce 06.01.09, 18:45

      hmmmm...to moge załatwić smilesmile
      czy jeszcze coś trzeba smile


      pozdrawiam
      • mariaeva :))) 06.01.09, 20:11
        spelnienie jednego malego pewnego marzenia
        jeszcze bym prosila smile
        • harry_p_otem Marzenia... 07.01.09, 00:17
          Male... - moze byc! - pewne... - Ktoz to moze zapewnic?

          Male marzenia - czyli, Sprawy_zdanie:
          Jade se i popatruje za lewe okno i... - bialo, zimowo - wiec... -
          kawy lyki i... : i ...
          Na "samotniakach" wiadome trolle se przeda, w mysl zasady:
          Zjadaj innych, lecz sam nie pozwol sie zjesc, - gdyz od Matki
          Natury dostaly te istoty rozum, dzieki ktoremu osiagnely
          samoswiadomosc i zdolne sa pojac
          abstrakcje, ktora odroznia je od zwierzat i stawia ponad nimi, a
          takze garsc bardziej szczegolowych praw, ktore wpisane gleboko w ich
          jestestwa tak, ze staly sie one immanentna cecha ich natury, ich
          czlowieczenstwa. Ulozyly sie one w swoisty dekalog, ktory tak oto
          brzmi:
          1. Nade wszystko pozadaj wladzy. Walcz o przewodzenie w stadzie lub
          w
          spolecznosci w ktorej zyjesz. Pamietaj: Cel uswieca srodki - jest to
          dewiza
          kazdej wladzy, a zatem nie wahaj sie przed ich uzyciem; kazda
          podlosc, kazda
          zbrodnia, a takze niegodziwosc, hipokryzja i zaklamanie, znajdzie
          tutaj swe
          uzasadnienie i pole do popisu. Badz bezwzgledny, nietolerancyjny i
          okrutny dla
          swych rywali do wladzy. Rywalizacja bedzie jedna z silniejszych
          potrzeb twojej
          natury.
          2. Zabijaj. Wiekszosc swiata zwierzecego kieruje sie tym prawem, aby
          przezyc, a
          ty mozesz stosowac je jeszcze w wielu innych sytuacjach: np. w
          obronie wlasnego
          zycia i swych najblizszych, w obronie terenu, ktory zajmujesz, a
          takze w walce o
          ten teren. Podczas polowania i zdobywania pozywienia, podczas
          rywalizacji o
          samice, a takze bez specjalnego powodu, gdy ktos stanie ci na drodze
          do
          upragnionego celu.
          3. Rozmnazaj sie. Po to dostales mozliwosc przezywania z tego
          najwiekszych
          przyjemnosci, aby robic to czesto i skutecznie. Rob to z tyloma
          partnerkami, ile
          tylko bedziesz w stanie zaspokoic. Aby cie jednak zwiazac na dluzej
          z jedna,
          ktora da ci potomstwo, dostales jeszcze dodatkowo milosc -
          najpiekniejsze
          uczucie jakie mozesz przezyc. To ona bedzie uswiecala zwiazek dwojga
          istot sobie
          bliskich, poki bedzie trwala. Ale z gory wiedz - to uczucie, choc
          tak piekne i
          wzniosle - nie jest wieczne. Zatem nie badz naiwny i nie czyn
          dozgonnych
          przysieg.
          4. Cudzoloz i pozadaj zone blizniego swego. Bo dla Matki Natury nie
          istnieje cos
          takiego jak "swietosc zwiazku malzenskiego" czy tez "swiety
          sakrament
          malzenski". Dla niej kazda istota to tylko samiec lub samica i nie
          ma dla niej
          znaczenia, ze ktos uwaza dana samice za wlasnosc. Dlatego
          zadne "swiete
          sakramenty" ani kontrakty slubne nie sa przeszkoda dla milosci, jaka
          zdarza sie
          pomiedzy partnerami bedacymi juz w odrebnych zwiazkach malzenskich.
          5. Nie czcij i nie kochaj ani ojca swego, ani matki swojej. Kochaj
          natomiast
          swoje dzieci. Gdyz jedyna trwala wiez jaka masz zakodowana w swojej
          naturze, to
          uczucie milosci i poswiecenia matki do dziecka. Ojciec juz w duzo
          mniejszym
          stopniu temu podlega. Aby zas dziecko odwzajemnialo sie tym samym,
          musicie go
          nauczyc tego, zaszczepic mu uczucie milosci rodzicielskiej i
          szacunku dla
          starszych. Wylacznie dla waszego dobra.
          6. Twoj umysl nie bedzie tolerowal stanow nieokreslonych. Dlatego
          tak wazna
          bedzie dla ciebie potrzeba wiary w jakas prawde o twym swiecie,
          obojetnie jaka
          ona by nie byla, ale zazwyczaj bedzie ona wiazala sie z korzyscia
          dla ciebie.
          Tak bedzie, iz za prawde bedziecie uznawac to co jest dla was
          korzyscia jedynie.
          Dodatkowo dla obrony wiary w przekonania, ktore nabyles i uznales za
          swoje
          wlasne, otrzymales ode mnie prawo "dysonansu poznawczego". On to
          bedzie
          powodowal, iz na kazda probe zburzenia twego blogiego stanu pewnosci
          w
          prawdziwosc pogladow, ktore wyznajesz, odpowiadac bedziesz niechecia
          lub wrecz
          agresja. Za zadne skarby nie pozwolisz sobie zburzyc wpojonego ci
          swiatopogladu
          a tych, ktorzy staraliby cie przekonac, iz jest on falszywy - uznasz
          za swych
          wrogow czyniacych zamach na twa wolnosc sumienia.
          7. Zajmij sobie jakis konkretny teren i urzadz sie na nim. A jesli
          bedzie juz
          zajety, zajmij go sila, jesli bedzie cie na to stac. Po to abys mogl
          zyc
          potrzebna ci jest przestrzen do zycia, teren do polowania. Dlatego
          tak mocno
          masz wpojona potrzebe obrony i walki o niego. Terytorializm bedzie
          jedna z
          silniejszych twych potrzeb. Twoj byt zalezec bedzie od tego, czy
          potrafisz
          znalezc skrawek wolnego terenu i obronic go przed innymi. To bardzo
          wazne. Nie
          mozesz zyc w ciasnocie. Z powodu nadmiernego zageszczenia, bedziesz
          odczuwal
          stres przejawiajacy sie zwiekszona pobudliwoscia i agresja.
          8. Odczuwaj niechec i agresje w stosunku do obcego. A takze pogarde
          i
          lekcewazenie, bo kazdy obcy moze byc twoim potencjalnym wrogiem lub
          rywalem.
          Moze byc zagrozeniem dla twej egzystencji twojego bytu, a takze bytu
          twoich
          bliskich. Jezeli to mozliwe - najlepiej pozbadz sie go.
          9. Kradnij. Staraj sie odebrac obcym ich wlasnosc. Gdyz dla Matki
          Natury zadna
          prywatna wlasnosc nie istnieje. A takze: Klam, oszukuj, badz obludny
          i
          niesprawiedliwy. Po to dostales rozum, aby pomagal ci on w
          oszukiwaniu innych
          wspolbraci, abys do wyznaczonego sobie celu szedl najkrotsza droga,
          depczac i
          roztracajac bardziej niesmialych lub niezdecydowanych.
          10. Bedziesz przywiazany do miejsca gdzie sie wychowales i spedziles
          dziecinstwo. To prawo wyzwalac bedzie w tobie nostalgie za krajem i
          chec powrotu
          przed smiercia w rodzinne strony. Jest ono niejako konsekwencja
          prawa nr 7.
          Te prawa beda kierowaly twoim zachowaniem w roznych sytuacjach i to
          one beda
          decydowaly o twojej przyszlosci, poniewaz ja - Matka Natura -
          wpisalam je
          gleboko w twoje jestestwo. Mozesz sie buntowac przeciwko nim, ale to
          i tak nic
          ci nie da; chcesz tego czy nie - jestes ich niewolnikiem.
          • harry_p_otem Re: Marzenia... cdn. 07.01.09, 00:23
            Matka Natura wiecej juz nie zadawala sobie wychowawczego trudu,
            uznawszy widocznie, iz powinno im to wystarczyc na drodze rozwoju, a
            w razie czego i tak
            zawsze moga kierowac sie instynktem, którego nie odebrala im
            przeciez, dajac rozum. Dalej ludzie musieli radzic juz sobie sami. I
            tak bylo:

            Poznawali swoj swiat krok po kroku, a wszystko w nim bylo straszne i
            niepojete. Jednak najbardziej niezrozumiala, przerazajaca i obca
            byla dla nich sama Matka
            Natura. Jej trudne do zrozumienia prawa, a nade wszystko przepotezne
            skutki ich dzialania, przerazaly ich i nieodmiennie budzily trwoge w
            ich sercach;
            Kiedy oslepiajacy blysk rozswietlal znienacka ciemnosc nocy i z
            ogluszajacym hukiem uderzal w wysokie drzewo, rozszczepiajac je jak
            zapalke i zapalajac w jednej chwili,... kiedy potezny wicher wyrywal
            z korzeniami olbrzymie drzewa, lamiac je jak kruche patyki; Kiedy
            wody rzeki nagle wystepowaly z jej brzegow i rwacym potokiem pedzily
            przed siebie zabierajac nawet wielkie glazy, topiac zwierzeta i
            niszczac roslinnosc,... kiedy strugi deszczu laly sie z
            zachmurzonego nieba calymi tygodniami, a dotkliwe zimno nie
            pozwalalo wytknac nosa z jaskini,... kiedy gora zaczynala dymic i
            drzec w podstawach, a potem wybuchala nagle ogniem i posrod
            przerazajacego huku wypluwala ognista lawe, glazy i olbrzymie ilosci
            popiolu przysypujacego wszystko co znalazlo sie w jej poblizu,...
            kiedy mroz scinal wody rzek i jezior, a z nieba zaczynaly leciec
            miliardy bialych platkow, pokrywajac miekkim puszystym calunem cala
            ziemie jak okiem siegnac i na dlugi, dlugi czas czyniac ja
            nielaskawa dla roslin i zwierzat,... kiedy ziemia zaczynala drzec w
            posadach, rozstepujac sie i zapadajac w sobie, zamykajac w
            smiertelnej pulapce tych, ktorzy znalezli sie tam nieopatrznie,...
            kiedy bezlitosne slonce wysuszalo swymi palacymi promieniami kazda
            krople wody, tak potrzebna przeciez do zycia zywym istotom,... kiedy
            dzikie zwierzeta napadaly, rozszarpywaly i zjadaly inne, a nierzadko
            czynily to takze ze wspolplemiencami ludzi,... kiedy zdarzaly sie
            inne bardziej lub mniej
            podobne, ale nieodmiennie budzace strach wydarzenia - ludzie drzac z
            przerazenia, zadawali sobie zawsze wtedy te same pytania: - Dlaczego
            tak jest?... dlaczego tak sie dzieje? - Nie mogac znalezc na nie
            odpowiedzi przez dlugi, dlugi czas, do powyzszych pytan dodawali
            nastepne: - Czy te przerazajace wydarzenia sa moze kara dla nas? -
            Na to pytanie rowniez dlugo nie potrafili znalezc odpowiedzi, wiec
            dodali jeszcze jedno: - Jesli sa kara, to za co?... i od kogo? - A
            poniewaz i na nie, nie udalo im sie odpowiedziec zadowalajaco,
            uznali, iz w razie czego lepiej nie zloscic tajemnych, strasznych
            mocy,... ze lepiej zyc z nimi w zgodzie, a najlepiej bedzie
            przypodobac im sie i przekupic je stosowna ofiara. Tak tez i zaczeli
            robic.

            Z czasem ofiara stala sie stalym elementem wspolpracy ze swa Matka
            Natura. Elementem oswajania ich swiata i rzadzacych nim poteznych
            sil. W swych bezpiecznych jaskiniach obmyslali i odgrywali jej
            rytual, malujac na scianach jego symboliczne znaczenie i opisujac
            umownymi znakami najwazniejsze wydarzenia z ich zycia. Tak wlasnie
            powstawaly galerie w jaskiniach Lascaux, Altamiry, Les Trois Freres,
            Isturitz, Markam, Les Combarelles... i w wielu, wielu innych
            miejscach bedacych zywa kronika tamtych czasow. Ale to tylko taka
            luzna dygresja. Nie wyprzedzajmy faktow. Jednym slowem; strach byl
            doradca ludzi w poznawaniu praw ich Matki Natury, a strach jak
            wiadomo nie jest najlepszym doradca. Ale czy mieli oni wtedy
            alternatywe?... Czy mogli zdac sie na cos innego, niz swoj wielce
            niedoskonaly rozum, kierujacy sie w wiekszym stopniu instynktem, niz
            przeslankami logicznymi?... Czy w tych warunkach mogli inaczej
            poznawac swoj swiat i inny
            stworzyc sobie obraz rzeczywistosci w ktorej przyszlo im zyc?...
            Nie!... to bylo po prostu niemozliwe. Wiec wierzyli (a wlasciwie
            powinno sie powiedziec "wiedzieli", bo wiara zaklada z gory pewna
            doze niepewnosci, a oni przeciez wtedy nie mieli zadnych watpliwosci
            co do prawdziwosci wizji swiata, jaka sobie stwarzali... wtedy
            jeszcze nie!), zatem wierzyli, ze ich swiat zajmuje centralne
            miejsce w przestrzeni kosmicznej, a oni sami mieszkaja w jego
            srodku, w jego pepku. Czlonkow swego plemienia okreslali
            mianem "prawdziwych ludzi", w odroznieniu od "nie-ludzi"
            obcojezycznych i wrogo nastawionych. Wierzyli tez, iz stwarzanie
            swiata rozpoczelo sie od gory kosmicznej, ktora pierwsza wylonila
            sie z wod Chaosu. To ona jest miejscem polaczenia swiata ludzi ze
            swiatem bogow i to na niej odbywaja sie ich epifanie,... wierzyli,
            ze kosmos mozna zrozumiec na wzor zywego organizmu - czlowieka i ze
            tak samo jak czlowiek jest on doglebnie spolaryzowany, ktorego glowa
            jest wysoko w gorze, w "swietej" przestrzeni nieba, a pozostalosc w
            swiecie widzialnym, ktorego podstawowa cecha jest rowniez plodnosc.
            Zatem Naturze przypisywali plciowosc, czego implikacja byly obrzedy
            o charakterze hierogamii, scisle zwiazane z porami roku. Mieli takze
            swoisty podzial przestrzeni na "sacrum" i "profanum", a takze
            specyficzne podejscie do czasu, ktore ogolnie biorac przejawialo sie
            w przekonaniu, iz ten kto umie go
            zmierzyc ma nad nim wladze,... wierzyli, iz w gwiazdkach zapisana
            jest ich przyszlosc, dlatego tez bacznie je obserwowali zawsze,
            starajac sie poznac swoj los,... wierzyli jeszcze w wiele
            innych "rzeczy", np. w to, ze woda i ogien maja oczyszczajaca moc,
            ze wysokie drzewo - tak samo jak i gora - jest miejscem
            polaczenia nieba z ziemia, dlatego symbolike "swietego drzewa"
            stosowali bardzo czesto w swej kosmogonii,... ze swieto jest innym
            czasem, tak samo jak przestrzen sakralna jest inna przestrzenia,...
            wierzyli w magiczna moc liczb, dlatego wiele z nich mialo
            symboliczne znaczenie i byly czesto stosowane w opisach swiata
            czlowieka.
            • harry_p_otem Re: Marzenia... cdn. 07.01.09, 00:27
              Konsekwencja tych wierzen byly kulty; Matki Ziemi, Wody, Powietrza,
              Ognia, jednym slowem - kult Matki Natury (pozniejszy panteizm).
              Ludzie czcili ja, ale i
              bali sie jej zarazem. Nie mogli jej wybaczyc okrucienstwa i braku
              litosci dla swych dzieci. Lecz nade wszystko nie mogli wybaczyc jej
              istnienia smierci. Byla ona dla nich w jednakowym stopniu niepojeta
              co i przerazajaca. Nie umieli
              wytlumaczyc sobie, dlaczego wspolplemiency, ktorzy odeszli na zawsze
              z ich zycia, powracaja w ich snach?... Czyzby czegos od nich
              chcieli?... Czyzby probowali cos im przekazac?... a zatem musza oni
              gdzies istniec... ale gdzie? Proby odpowiedzi na te pytania
              spowodowaly powstanie najstarszej religii czlowie ka - animizmu.
              Jego zmienione formy mozna odnalezc we wszystkich wierzeniach ludzi.
              Powrocmy jednak do tych istot, ktore z mozolem poznawaly swoj swiat
              i ktore juz na samym poczatku tej drogi poznania doszly do
              przekonania, iz lepiej zyc w zgodzie z nieznanymi, ale poteznymi
              silami Natury, dlatego, aby je przychylnie do siebie ustosunkowac
              nalezy skladac im ofiary, wedlug zasady, iz uzyskac mozna tylko cos
              za cos. Nic za darmo. Na tej drodze rozumowania doszli do etapu,
              ktory mozna scharakteryzowac "zycie za zycie" - czlowieka w zamian
              za dar zycia od bostwa. Byla to najwyzsza i najcenniejsza ofiara
              jaka czlowiek mogl zlozyc swojej Matce Naturze, aby zapewnic sobie
              jej przychylnosc i laskawe wejrzenie w swoj los. Potem, kiedy juz
              nieco zmadrzal, doszedl on do przekonania, iz wystarczy w tym
              samym celu ofiarowywac zycie zwierzat, czy nawet roslin. Nie mowiac
              juz o jeszcze pozniejszym czasie, kiedy bostwa staly sie tak
              wybredne, ze zadowalaly sie kosztownymi przedmiotami, ale to tylko
              taka luzna dygresja. Nie wyprzedzajmy faktow.
              A faktem jest, iz Matka Natura nie rozpieszczala swych dzieci, oj
              nie!... Bol, cierpienie i strach - byly im najbardziej znanymi
              stanami emocjonalnymi, a o szczesciu, sprawiedliwosci i
              bezpieczenstwie mogli tylko pomarzyc. Czy zatem dziwnym sie moze
              wydawac fakt, iz w koncu te biedne istoty po macoszemu traktowane
              przez swoja rodzicielke, zbuntowaly sie i wydedukowawszy wpierw, ze
              skoro jest Matka - musi byc tez i Ojciec - postanowily go odszukac i
              poznac osobiscie?
              To byl nieunikniony etap na ich drodze rozwoju. Pewnego razu zatem -
              umowiwszy sie wpierw miedzy soba - zebraly sie one i wyruszyly na
              poszukiwanie swego Prawdziwego Ojca. Wierzyly bowiem goraco, ze musi
              on istniec i ze w koncu znajda go i poznaja. Trzeba przyznac, iz
              Matka Natura zachowala sie wtedy z godnoscia; Nie blagala ich, aby
              tego nie robily, nie czynila im wyrzutow, iz ja opuszczaja. Po
              prostu, w milczeniu i z zacieta twarza pozwolila im na ten czyn,
              choc zapewne musiala wiedziec, iz te poszukiwania skoncza sie
              fiaskiem i predzej, czy pozniej marnotrawne dzieci powroca do niej,
              blagajac o przebaczenie.
              Ktoz wie jednak co wtedy czula w swym sercu?
              I tak zaczela sie ich wedrowka, pelna niesamowitych przygod,
              pomylek, a przede wszystkim pelna zludzen i nadziei. Ilez to istot
              poznali na tej drodze, ktore podawaly sie za ich Ojcow, a w
              najgorszym razie za opiekunow?... Iluz falszywym Ojcom sluzyli w
              przekonaniu o ich autentycznosci i wyjatkowosci?... Aby to
              opisac trzeba by poswiecic wiele, wiele miejsca i czasu. Faktem
              jest, iz ten wspomniany czas mijal nieustannie, a oni wciaz i wciaz
              szukali swego prawdziwego Ojca, nie tracac przy tym nadziei, iz
              znajda go wreszcie. Az po dlugim czasie bezowocnych poszukiwan, po
              wielu trudach i porazkach, po wielu rozczarowaniach i zawodach, po
              przejsciu dlugiej drogi poznania swiata - znalezli w koncu swego
              prawdziwego Ojca: byt, ktory, jak utrzymywal, byl nie z tego swiata,
              ale ktory stworzyl ten swiat i te istoty. Byt, ktory nie tylko dal
              im zycie, ale tez jego sens: mieli oni zaludniac ziemie, czynic ja
              sobie poddana i panowac nad zwierzetami,... no i oczywiscie sluzyc
              mu z oddaniem i poswieceniem, co wydawalo mu sie tak oczywiste, iz
              nie bylo nawet o czym mowic. Radosc ludzi byla nie do opisania, a
              zadowolenie nie mialo granic, chociaz jak sie potem okazalo
              przedwczesnie sie cieszyli biedacy. Bowiem Ojciec ich okazal sie
              tyranem i despota, byl bardzo apodyktyczny i zazdrosny. Kiedy mu
              powiedzieli, iz na swej drodze spotkali wielu falszywych ojcow i ze
              przez jakis
              czas sluzyli im, nieswiadomi prawdy - wpadl w szal i chcial ich
              wszystkich ukarac surowo za czesc jaka im oddawali. Z trudem udalo
              im sie przekonac go, aby ich nie karal, gdyz zostali zwiedzeni i
              omamieni podstepnie. Miotal sie w gniewie jeszcze dlugo. A w ogole,
              to byl bardzo przewrazliwiony na punkcie swej wielkosci. O ich Matce
              nie chcial wcale sluchac; wyrazal sie o niej lekcewazaco i z
              pogarda, sobie wylacznie przypisujac zasluge ich powstania. W
              zwiazku z tym nakazywal czcic i adorowac tylko siebie, a takze sobie
              sluzyc i skladac przerozne ofiary. Najlepiej widziane przez niego
              byly ofiary calopalne ze zwierzat, ktorych mila won laskotala jego
              nozdrza i wprawiala w doskonaly nastroj.
              • harry_p_otem Re: Marzenia... cdn. 07.01.09, 00:35
                Te praktyki cos im przypominaly ze znajomosci z poprzednimi ojcami,
                tymi falszywymi. Wiec zaczeli powatpiewac, czy jest on aby tym
                prawdziwym, lecz on szybko i skutecznie, sila wybil im te
                watpliwosci. Odtad strach nie pozwalal im watpic w prawdziwosc jego
                slow. Pozniej czesto im przypominal: - Pamietajcie com uczynil
                niewierzacym we mnie? - pytal ich zlowieszczym glosem. - Baczcie
                zatem, aby was to samo nie spotkalo, gdy moj gniew sie rozpali do
                konca! - Na potwierdzenie swej wladzy, a ich uleglosci, dostali od
                niego DEKALOG, ktorego prawa musieli przestrzegac pod grozba
                smierci. Zawieral on jednak inne przykazania niz te, ktore wpisala
                im Matka w ich natury. Ze zdziwieniem przeczytali, ze pierwsze - a
                zarazem najwazniejsze - przykazania zabezpieczaja interes ich Ojca,
                a nie ich wlasny. Brzmialy one nastepujaco:
                1. "Ja jestem waszym prawdziwym Ojcem". I lepiej bedzie dla was,
                jezeli w to uwierzycie bez zastrzezen i watpliwosci.
                2. "Nie bedziesz mial innego Ojca procz mnie i nie bedziesz go juz
                wiecej poszukiwal". Tylko mnie bedziesz czcil i adorowal, a takze
                jedynie mnie bedziesz sluzyl. Bedziesz mi wierny do konca swych dni.
                Jezeli by ci sie zdarzylo komu innemu zlozyc poklon i mu sluzyc,
                ukarze ciebie i twoje dzieci do czwartego pokolenia wlacznie. Ale
                jesli bedziesz mnie milowal i przestrzegal moich przykazan, okaze
                laske tobie i twoim potomkom, az do tysiacznego pokolenia.
                Pamietaj, - twoj Ojciec jest bardzo zazdrosny i nie scierpi zadnego
                rywala!
                3. "Bedziesz szanowal moje imie i czcil je zawsze". Takze walczyl w
                jego obronie z narazeniem swego zycia. Nikt nie moze mu ublizac,
                gdyz nie ujdzie mu to bezkarnie.
                4. "Pamietaj, iz daje ci swieto w czasie ktorego masz czcic Ojca
                swego". A takze adorowac go, skladac mu holdy i ofiary. Nie wolno ci
                wtedy pracowac ani twoim
                bliznim. Ten dzien masz poswiecic wylacznie mnie. Obrazilbym sie
                gdybys go zbezczescil. Czytali te przykazania, krecac glowami z
                niedowierzaniem, w milczeniu. Jedynie ich mysli pelne byly
                watpliwosci i pytan: - Czy to aby naprawde jest nasz Ojciec?... czy
                to mozliwe, abysmy go kochali, bojac sie go jednoczesnie?... czy
                jego wielkie ambicje nie sa przypadkiem chorobliwe? - i wiele
                innych, ale nie mogac powiedziec tego na glos, porozumiewali sie
                tylko wzrokiem.
                Czytali dalej z nie mniejszym zdumieniem. W nastepnych przykazaniach
                ich Ojciec zaprzeczal sam sobie; np. "nie bedziesz zabijal" w
                kontekscie dalszych praw i
                postanowien jakie im dal, nalezalo rozumiec: "Nie bedziesz
                zabijal... ale jesli chodzi o ochrone moich interesow - udzielam ci
                na to zgody i powiem ci jeszcze jak masz to robic najskuteczniej:
                najlepiej przez kamienowanie. Pozwalam ci takze mordowac swoich
                wrogow, bo sa takze moimi. Wyrzynaj ich wszystkich jak leci, nie
                oszczedzaj nikogo; ani mezczyzn, ani kobiet, ani dzieci. (Kobiety
                zreszta zostawiam do twego uznania). Zabijaj zatem dla mej chwaly, a
                ja udziele ci na to mojego blogoslawienstwa" Dal przykazanie: "Nie
                kradnij" - ale wczesniej sam doradzal jak najlepiej zlupic
                wspolbraci i sam w tym godzil sie pomoc. I nawet tak szlachetne
                przykazanie jak "Czcij Ojca Twego i Matke Twoja" potrafil zepsuc,
                dodajac do niego wyjasnienie: "Abys dlugo zyl na ziemi, która ja dam
                tobie" tak jakby nie zaslugiwali oni na czesc za swa milosc i
                poswiecenie dla dzieci. Zapoznawali sie z tymi przykazaniami i coraz
                wieksza gorycz przepelniala ich serca, a ich oblicza coraz glebszy
                pokrywal smutek. Powoli docierala do nich okrutna prawda: teraz juz
                jest za pozno na odwrot - zbyt mocno mu ufali i wierzyli w niego, a
                on wykorzystal ten czas by zapanowac nad nimi calkowicie. Zatem
                musza sie pogodzic z faktem, iz ich Ojciec ma jeszcze wiecej wad od
                ich Matki.
                Coz, skoro Ojca sie nie wybiera, musza zaakceptowac go takim, jaki
                jest: okrutny i bezlitosny, niesprawiedliwy i obludny, zazdrosny i
                zawistny, zapalczywy i gniewny - ale czyz nie jest ich Ojcem? Czyz
                nie robi tego wszystkiego dla ich wlasnego dobra? (jak to czesto
                podkreslal zreszta). Postanowili zatem zawrzec z
                nim przymierze, podporzadkowac mu sie calkowicie, sluzyc mu i
                sluchac go we wszystkim. Chociaz w przyszlosci nie raz przyszlo im
                zalowac tej decyzji,
                poniewaz Ojciec ich okazal sie nadzwyczaj trudny we wspolzyciu. Jego
                chore ambicje do panowania nad calym swiatem, powodowaly, iz
                prowadzil swoje dzieci od wojny do wojny. Przelali morze krwi by
                zaspokoic jego potrzebe wladzy, a jemu wciaz bylo malo i malo.
                Nakazywal im mnozyc sie bez opamietania; wszystkie prawa moralne
                byly temu podporzadkowane: plodzic potomkow - najlepiej mezczyzn, bo
                gineli czesto w wojnach - ile sie tylko da, od najwczesniejszych lat
                dzieciecych nieomal, do okresu starosci. Jego obsesja bylo panowanie
                nad calym swiatem, a do tego potrzebna byla armia ludzi. Dzieje ich
                zycia, to bylo jedno pasmo wojen, bitew, walk, grabiezy, mordow i
                gwaltow; Podczas wedrowki do Ziemi Obiecanej, podczas jej
                zdobywania, podczas zdobywania nowych terytoriow majacych zaspokoic
                nieposkromiony apetyt ich Ojca. Taak... wielu, wielu ich wspolbraci
                musialo zginac, aby go zadowolic. Morze ich krwi wsiakalo w ziemie,
                a jemu wciaz bylo malo i malo...(Zdarzaly sie rowniez okresy
                wieloletnich niewoli, ale dziwnym trafem pomijano je milczeniem w
                ich swietych ksiegach, a wiec i tutaj pominmy milczeniem ten
                wstydliwy temat). A wszystko to dzialo sie w imie chwaly ich Ojca i
                za jego blogoslawienstwem. Oni dawno mieli juz dosc tych
                niekonczacych sie wojen, ale Ojciec ciagle prowadzil ich do nowych
                bezlitosnych rzezi. - Czyz nie obiecalem wam panowania nad swiatem? -
                mawial. - Dopiero wtedy spoczniecie, gdy poloze wam pod stopy
                wszystkich waszych wrogow, nie wczesniej! - I musieli godzic sie z
                jego wola, pomagajac w budowaniu imperium
                wladzy swego ojca, sluzac mu za podnozek do osiagniecia chwaly i
                potegi. Takie zycie jednak calkowicie im obrzydlo, wiec buntowali
                sie przeciw niemu nie raz i
                nie dziesiec. Wtedy wpadal w szal; miotal sie i krzyczal, rzucajac
                na nich najbardziej wyszukane przeklenstwa. Grozil, ze zesle na nich
                wycienczenie i goraczke, a takze slepote, wrzody, parchy i trad! Gdy
                nie posluchaja go, ukarze ich siedmiokrotnie wiecej; zesle na nich
                dzikie zwierzeta, ktore pozra ich dzieci, zniszcza bydlo i stratuja
                zasiewy. Jesli jeszcze go nie posluchaja, ukarze ich jeszcze po
                siedmiokroc wiecej; zniszczy ich wyzyny sloneczne, rozbije ich
                oltarze, a ich trupy rzuci na pozarcie hienom i krukom, rozproszy
                ich pomiedzy narodami, a tym co zostana zesle lekliwosc do serc,
                tak, ze szmer opadajacego liscia bedzie budzil w nich przerazenie,
                beda uciekac pomimo tego, iz nikt nie bedzie ich scigal. Bali sie
                spelnienia tych grozb, wiec w koncu ulegli, poddajac sie na powrot
                jego woli. Coz innego im pozostalo? I tak uplywal czas na tej
                nielatwej sluzbie u swego Ojca. Mijaly lata... dekady... stulecia...
                az pewnego razu jakby zaswitala dla nich nadzieja. Dowiedzieli sie,
                iz podobno jakas istota glosi, ze jest wyslana od ich prawdziwego
                Ojca i jest jego jedynym Synem, ktory ma oglosic im dobra Nowine, a
                ich Ojciec w niebie jest zupelnie inny od tego, ktoremu oni
                sluza,... iz ten, ktorego oni czcza uzurpuje sobie tylko wladze nad
                nimi, nic wiecej. Byli bardzo zaniepokojeni i zdziwieni: - Jak
                to?!... wiec znow ulegli pomylce?... niemozliwe! - orzekli zgodnie. -
                Nasz Ojciec ma jakiegos jedynego syna?... przeciez my wszyscy
                jestesmy jego synami! - ale zaraz przypomnialo im sie, iz kiedys
                zdarzylo sie juz cos podobnego; ich Ojciec mial juz raz jedynego
                syna Aszimte, splodzonego z boginia Anat. Teraz wypieral sie on tego
                zwiazku i tego syna, ale oni pamietali dobrze tamten niechlubny
                okres jego zycia. Czyzby teraz miala powtórzyc sie podobna historia?
                To bylo wrecz nie do pomyslenia! Lecz ta niepokojaca mysl
                zakielkowala juz w ich umyslach i nie dawala spokoju.
                • mariaeva Re: Marzenia... cdn. 07.01.09, 08:18
                  E. wiesz ze Cie lubie wink
                  ale o religii dyskutowac nie chce
                  bo
                  chce gwiazdke z nieba - wiesz
                  taka co spelnia marzenia smile)))

                  znaczy przyziemnie-nieprzyziemnie wink
                  • harry_p_otem Re: Marzenia... cdn. 08.01.09, 00:17
                    Do PUSTEGO lba nic nie trafi, coz, taka opcja dla "sagana"*1(sagan)

                    1 Sagan = Zeliwny garnek.
                    - gdy pusty, wydaje dzwieki.
                    • mariaeva Re: Marzenia... cdn. 08.01.09, 01:00
                      no coment

                      cos ci urlop nie posluzyl jak masz taki nastroj
                      sorki ale na mnie nie wyladowuj zlych emocji a i milym byc czasem
                      wypada chocby skoro nic innego nie obliguje smile


                      aspropos - co to sagan to akurat wiedzialam - nie doceniasz mnie smile
                      a szkoda
    • salsa13 Mam pytanie? 07.01.09, 07:53
      Czy ktoś z Was przeczytał te ostatnie wypowiedzi w całości
      ale tak uczciwie od początku do końca?
      Zawsze mnie to nurtuje, czy czytacie takie długie posty?
      Ja przyznam się - tylko ogarniam wzrokiemsmile
      • iwona.ana1 Re: Mam pytanie? 07.01.09, 08:26
        ogarnęłam wzorkiem smile
      • kawamija Re: Mam pytanie? 07.01.09, 09:53
        salsa13 napisała:

        > Czy ktoś z Was przeczytał te ostatnie wypowiedzi w całości
        > ale tak uczciwie od początku do końca?
        > Zawsze mnie to nurtuje, czy czytacie takie długie posty?
        > Ja przyznam się - tylko ogarniam wzrokiemsmile

        ..czytam , jeśli mam sporo wolnego czasu....
      • mariaeva Re: Mam pytanie? 07.01.09, 10:57
        najpiew ogarniam a jesli mnie zainteresuje tekst- czytam smile
    • mariaeva i nie mam buuuu 07.01.09, 20:34
      a teraz to ma kiepski nastroj i naprawde by sie"gwiazdka z nieba"
      przydala....

      "myslenie zabija" - czasem chyba tak....
      • adamek-2 Re: i nie mam buuuu 07.01.09, 21:57
        mariaeva napisała:

        > a teraz to ma kiepski nastroj i naprawde by sie"gwiazdka z nieba"
        > przydala....
        Kiedyś sięgałem po gwiazdy i wiesz co? na ziemi nie świecą, a
        konstelacja chciała zrobić biznes i o tym nie wspomniała no cóż
        marketingsmile)
        • jchlebowska Re: i nie mam buuuu 07.01.09, 21:59
          Mogę Ci dać w każdej chwili o ile się nie mylę na sympatii można ją upic. Ale ja nie facet XD
          • mariaeva Re: i nie mam buuuu 08.01.09, 00:13
            hm...nie bardzo zrozumialam
            ale nie szkodzi smile
        • mariaeva Re: i nie mam buuuu 08.01.09, 00:11
          swieca- uwierz
          czasem swieca
          wiem to
      • jchlebowska Re: i nie mam buuuu 07.01.09, 22:00
        zabija zabija sami sie pogrążamy wink
        • mariaeva Re: i nie mam buuuu 08.01.09, 00:12
          wiem
          oj wiem
Inne wątki na temat:
Pełna wersja