harry_p_otem
21.01.09, 19:34
“Wagą zabraną Temidzie
Bawimy się w sprawiedliwość.
Na jednej szali zło kładziemy
Na drugiej dobro i litość”.
Ps.
Andrzejowi nie trzeba urody.
Andrzej nie musi byc mlody.
Andrzej sie nie ma podobac nikomu -
Andrzej potrzebny jest forum!
Z madroscia to takze przesady -
intelekt to - na forum - nie wszystko.
Andrzej nie musi byc madry -
wystarczy, ze obral se stanowisko
- "pocalowac w dupe..."
Andrzeja z nieba zeslali,
Na forum - nie po proznicy:
Andrzej w sercu plomien rozpali,
i wegla przyniesie z piwnicy!
Czasami zaprosi do tanca,
podskoczy w rytmie klawiszy
i wtedy Andrzej… -
ma w sobie cos z samca:
tak dyszy, na forum, tak dyszy!
Choc czasem,
gdy mowic juz szczerze,
nachodza go mysli niezdrowe
- wtedy..., w Andrzeju wrecz budzi sie zwierze!
kurzecze piersi z lodowki - oh forum, nie swierze!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wyjątkowo łatwo nadsyłać komentarze nt. naszej polskiej, między Odrą
i Bugiem pędzonej jakości życia, najczęściej z punktu widzenia
własnej arogancji i kompleksów, grzejąc się ciepełkiem emigranta (w
Twoim przypadku: uciekiniera). Mentorów, którzy nie jedzą na codzień
tutejszego chleba Polacy nie lubią i - najczęściej - nie rozumieją.
Staram się być przyzwoity w stosowaniu słów, więc nie będę opisywać
odległości, jaka dzieli Twoją mentalność od rozsądku Jerzego
Giedroyca, którego ducha chciałbyś - widać to miedzy wierszami
Twoich tekstów - bardzo zastąpić itd, itp. ...
* * *
Andrzeju MW! Moze masz, a moze nie masz racji, wypowiadajac sie w
imieniu _Polakow_ o _uciekinierach_. Wiem ze to tylko Twoja opinia
(moze i wielu innych PPP Prawdziwych Polakow Patriotow) o nas, o
tych ktorzy wyemigrowali z Polski.
Jedni musieli - pamietaj, inni nie widzieli swej przyszlosci w
marazmie owczesnej Polski. Wiele powodow sklada sie na to ze Polske
opuscili.
Moze, przyblize Ci Andrzeju perspektywe emigranta, moze zrozumiesz
co za tym slowem sie kryje... - Moze?
Tylu ich znam, emigrantow zyjacych kazda noga w innym swiecie. Sa to
tacy, ktorzy tesknia strasznie za SWOIM domem i chca wracac do
niego, ale jak tylko pojada na miesiac wakacji, to tesknia strasznie
by wracac spowrotem.
Moj dom w “GH” (Golden Horseshoe) jest moim domem. Czego chciec
wiecej? Spedzone tu lata uwazam za najlepsze jakie mi sie
przydarzyly, a jesli mialabym umrzec jutro, uwazalabym nadal ze
wyjazd z Polski byl najlepsza rzecza jaka mi sie w zyciu przydazyla.
Oswajanie nowych terytoriow trwa czasem dluzej, czasem krocej.
Dosc szybko oswoilem sie z miejcem ktore lubie - bez tego, zawsze
trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie plotu.
Znam takich, ktorzy nie wracaja bo ich wiza dawno stracila waznosc,
wiec wyjazd oznaczalby opuszczenie Kanady na zawsze.
Siedza tu nadal nielegalni obiecujac sobie ze jeszcze tylko kilka
tygodni, jeszcze kilka dolarow na koncie i juz koniec tej meki.
Wreszcie wyjada, na zawsze.
Jedni i drudzy i trzeci - jakkolwiek ich sytuacje dziela lata
swietlne - kiedy mysla dom - mysla o innym miejscu, innym kraju.
Chocby siedzieli tu niewiarygodnie dlugo. Wracaja, czasem na stare
lata dopiero.
Wyjezdzaja ci co emigracje traktuja jako stacje przesiadkowa -
epizod - szanse na ekonomiczne odkucie sie, nauczenie czegos,
zobaczenie innego swiata. Ale i ci, pelni energii i ciekawosci
zalamuja sie kiedy okazuje sie ze bez wzgledu na bagaz umiejetnosci
i doswiadczen w nowym kraju, trzeba zaczac wszystko od zera.
Wracaja zdolne, wyksztalcone dziewczyny zmeczone praca sprzataczki
czy kelnerki, ktora okazala sie byc jedynym dostepnym sposobem
zarabiania na zycie - i ci, co po wielu latach, nieraz wypelnionych
sukcesami zawodowymi i osobistymi nie potrafia odnalezc sie w kraju,
ktory na zawsze pozostanie dla nich obcym. Czasem, potrzeba masy
czasu by zrozumiec, ze Polska jest prawdopodobnie jedynym na ziemi
krajem, gdzie obcych traktuje sie lepiej niz swoich i nawet dlugie
lata przezyte tu, nie gwarantuja wpasowania sie w dlugi ciag
ludzkich pokolen ktore ten kraj tworza. Ze nie wystarczy umiec
odpowiedziec bezblednie na wszystkie pytania w tescie na
obywatelstwo by przynalezec, byc czescia, byc u siebie. Sa tu w
miejscu ktore wybrali z takich czy innych powodow, ale bez wzgledu
na to skad pochodza i co tu przezyli - tesknia. Za zbieraniem
grzybow w lasach lubuskich. Za domowym drim-sum i pora deszczowa na
Tajwanie. Za gremialnym szalenstwem malomiasteczkowych Oktoberfest.
Za dziadkiem w Pendzabie ktorego pewnie juz nie zdaza zobaczyc. Za
pewnym magicznym miejscem w parku miejskim w Seulu, o ktorym nikt
nie wie…
Paradoksalnie, to zwykle male rzeczy budza najwiecej tesknot.
Ci co mowia ze chca wracac nie uzywaja wielkich slow.
Mowia; “mama” ale, nie “Ojczyzna”.
Mowia; “przyjaciele” ale, nie “Patriotyzm” (slowo patriotyzm
= “patriotism” tu jest prawie nie uzywane).
Mowia; “domowy krupnik” ale, nie “tradycja”.
Tych wielkich rzeczy, ktore sa suma malych jakos w nich nie widac -
dopoki, nie wyjada naprawde, nie stopia sie ze zrodlem swoich
tesknot, nie powroca do tego, co - choc moze nie wiedzieli o tym -
pozwala im czuc sie czescia czegos wiekszego, stabilnego, dajacego
poczucie sily.
Znam tez innych, takich co zostali tu i najpewniej zostana juz na
zawsze, ktorzy zyja ponad tesknota, zadowoleni z losu przesadzonego
drzewa.
Najczesciej, zostaja ci ktorych trzymaja tu mieszane malzenstwa - i
dzieci urodzone tu, albo sukces w interesach, czy fakt nabycia
swojego, pierwszego domu, takiego ich, prawdziwego. Ci predzej czy
pozniej zaczynaja czuc sie u siebie, nawet wtedy, gdy po latach tu
spedzonych nie umieja zaspiewac urodzonemu dziecku kolysanki po
angielsku, nie rozumieja wszystkich angielskich dowcipow. Po czesci,
dlatego zapewne ze nowa, kochana amerykanska rodzina daje rownie
mocne poczucie przynaleznosci jak tamta, zostawiona gdzies tam.
Pewnie jest w tym takze cos z ciazenia rzeczy, ktore zgromadzone,
wytwarzaja wlasne pole grawitacji - co trzyma mocniej niz stare
tesknoty.
Sa jednak i tacy, ktorzy nie maja tu nic, nie dorobili sie niczego
godnego. Nie zasiadaja w zarzadzie zadnej wielkiej korporacji, a
mimo to zostali i zostana i nawet tesknia mniej niz inni lub zgola
nie tesknia wcale. Czasami dlatego ze swiadomosc mizerii
ekonomicznej kraju z ktorego przyjechali, jest wystarczajaco mocna
by nie miec najmniejszej ochoty porzucac kraju masla orzechowego i
taniej benzyny. Czasami dlatego, ze zbyt boja sie zaczynac wszystko
od nowa, po raz kolejny, tym razem w kraju co powinien byc bliski, a
stal sie obcy, bo nic nie stoi w miejscu, ludzie i miejsca sie
zmieniaja. Powstale od czasu ich wyjazdu i zapetlone przez lata nici
miedzyludzkich zaleznosci tworza juz siec w ktorej nikt, kto nie
uczestniczyl w jej budowie, nie zdola sie polapac. Czasami powrot
rowna sie przyznaniu do porazki, a ambitna dusza woli raczej dac sie
upokarzac obcym w obcym kraju, niz znosic ironie i docinki ziomali.
Czasami… - oh, bywa tyle powodow zupelnie roznych, czasem madrych
czasem nie. Jednak fakt pozostaje. Dlaczego?
Emigracja nie jest dla kazdego, gdyby bylo inaczej, zapewne nikt z
tych co urodzili sie w biednych lub miotanych niepokojami krajach
nie zostalby w miejscu skad pochodzi. Nawet nie to jest
najtrudniejsze ze czasem wyjazd, rowna sie dlugiemu okresowi
wyrzeczen, odkladania na bilet kazdych zarobionych pieniedzy, czasem
ryzykowaniu zdrowiem czy zyciem by dostac sie do upragnionej Coca-
Cola plynacej ziemi obiecanej. I nie tym ze bilet czasem, bywa w
jedna strone. Najtrudniejszy jest krok, ktory wyrywa ze znanego, ze
wspolnoty pokolen budujacych wspolna rzeczywistosc, jezyk, obyczaje
i prawa, historie i legendy. Wszystkiego, co pozwala czuc sie
bezpiecznie, mogac liczyc na czyjas pomoc w potrzebie, na czuly ges