10.03.09, 14:13
Dowiedziałam się o zdradzie męża.
Nie tylko zdradzie fizycznej ale też zdradzie wszystkiego czego do
tej pory wyznawaliśmy… wzajemny szacunek, lojalność, miłość… zostały
przekreślone strasznymi słowami.

Jak strasznie ciężko być tak potraktowaną, dowiedzieć się,
przeczytać, usłyszeć... jak strasznie nienawidzi, jak nie szanuje...
jak ma ochotę zabić bo jest tchórzem i nie potrafi
powiedzieć "żegnaj...już nie kocham" - śmierć rozwiązałaby jego
problem.

Jak strasznie to boli z dnia na dzień zobaczyć, że wszystko się
skończyło - stanąć na niepewnym gruncie teraźniejszości i
przyszłości. Czuć tak wielki ból i lęk.

Koszmary, demony, stare wiedźmy....nachodzą w ciągu pierwszych
trzech godzin nowego dnia...kiedy jestem sama i bezbronna, pogrążona
we śnie i bezradna, kiedy nie mogę się ruszyć.
Kładą się na mnie, naciskają, duszą....zabierają mi to, co
najcenniejsze - życie, miłość, rozsądek.....sen.
Ból wysadzi mi serce…

Jak się z tego otrząsnąć....
Obserwuj wątek
    • ann.0 Re: BOLI 10.03.09, 14:20
      ...hmhm...-nie wiem, jak..., ale...-tak myślę-jak każde ciężkie chwile trzeba
      przepłakać, przecierpieć....aż przestanie boleć.
      I tak jak każda zła chwila też się skończy i Twój smutek,i rozpacz...
      Ps.I jak jeszcze mogę pomóc?/możemy pomóc?

    • hesse.1 Re: BOLI 10.03.09, 14:35
      stary.virus.wrzuta.pl/audio/5GeFG4ynWS/
      o takie... i niech spada na szczaw... wink
      • sylaz80 Re: BOLI 10.03.09, 15:44
        Teraz jeszcze bardziej rycze po tej piosence...
    • zabelina Re: BOLI 10.03.09, 14:38
      Kiedyś przestanie Syla...i nawet będzie dobrze całkiem, a nawet lepiejsmile Uwierz.
      • rumunska_ksiezniczka Re: BOLI 10.03.09, 14:44
        koszmar, nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak boli zdrada.
        nie zazdroszczę, ale trzymam kciuki, żeby ci się jakoś ułożyło z czasem.
        głowa do góry!
        • sylaz80 Re: BOLI 10.03.09, 15:58
          Dziękuję za słowa otuchy...

          Czy ktoś już przeżył to co ja teraz??
          Pomogłaby mi rozmowa z taką osobą - jak sobie poradziła...

          Płacz...juz płaczę od 22 lutego... 16 nocy nieprzespanych... on obok
          w łóżku udający, że niby wszystko ok ale oschły, niedostępny,
          niemiły.
          Każdy dzień czytam co pisze tej k.... jak ona nim manipuluje i
          wzbudza w nim coraz więcej nienawiści do mnie...

          Planują swoje życie i planują jak mnie załatwić - i za co???
          Nie było między nami kłótni, żadnych problemów większych... nie
          rozumiem... nie poznaje mężczyzny, z którym żyłam 8 lat - który był
          wrażliwy i kochający i nagle PSTRYK - obca osoba chcąca mi zrobić na
          dodatek krzywdę - za co???

          Jeszcze 3 tygodnie temu leżeliśmy przytuleni na kanapie... wyznawali
          miłość i snuli plany na przyszłość.

          Najbardziej pogrąża ten szok... jak to się mogło stać.. jak grom z
          jasnego nieba...
          • zabelina Re: BOLI 10.03.09, 16:01
            syla, jakby co pisz do mnie na priv...
            • rumunska_ksiezniczka Re: BOLI 10.03.09, 17:21
              polecam forum 'po przejściach'. dużo fajnych ludzi wink
          • vertigo5 Re: BOLI 10.03.09, 20:15
            Wiem co to jest... Przeszedłem przez to. Po kilku latach małżeństwa
            moja żona związała się z bardzo bogatym, starszym od niej o ćwierć
            wieku facetem. Cios był tym większy, że nic, absolutnie nic tego nie
            zapowiadało...
            Pamiętam, że wiele osób mówiło mi wtedy - jak sądziłem - banały o
            leczniczych właściwościach mijającego czasu. Ale tak jest, każde
            cierpienie z czasem słabnie, choć ból potrafi naprawdę dokuczyć...

            Życzę Ci dużo siły; jakkolwiek to odbierzesz - pamiętaj, że "płynie
            czas i zabija rany". Ale może jeszcze warto walczyć o to
            małżeństwo... ? Ja walczyłem długo, poniosłem klęskę, ale
            świadomość, że niczego się zaniedbało też coś jest warta...

            Bardzo ciepło pozdrawiam
            • sylaz80 Re: BOLI 10.03.09, 21:37
              Walczyłam przez ponad tydzień - płakałam i pytałam spokojnie - co
              się dziej, dlaczego się taki niemiły zrobił - powtarzałam, że
              kocham, że bym gwiazdkę z nieba mu dała - błagałam o rozmowę.

              Z drugiej strony czułam się podle wobec siebie, że się tak poniżam -
              widzę jak patrzy na mnie z nienawiścią i śmieje się w głębi z moich
              łez.
              Dodatkowo każdy dzień czytam jak mnie potem wyśmiewa w rozmowach,
              jak nic go nie rusza i nie umie się doczekać, aż się wyprowadzi a
              jak na mnie patrzy to mu się nóż w kieszeni otwiera... jak można tak
              reagować na cierpienie drugiej osoby??
              On taki kiedyś nie był... jak to się może stać, że człowiek z
              kochającego męża przerodzi się w potwora bez uczuć i w kilkanaście
              dni wymaże 8 lat życia.
              Choroba psychiczna i zatracenie samego siebie jest tu dla mnie
              jedynym wytłumaczeniem.


              Ktoś powiedziałby, że wszystko ma swoją przyczynę i musiało byc źle
              w małżeństwie - owszem - były problemy dnia codziennego ale
              wszystkie w miarę rozwiązywaliśmy, często właśnie tak jak on chciał
              a nie ja ale jestem osobą uległą więc nie miałam z tym większych
              problemów.
              Teraz zastanawiając się byłam raczej żona mamuśką - prowadze własną
              firmę i zarabiam 3 razy tyle co on, dodatkowow zawsze miał
              wyprasowane koszule, garnitury z pralni odebrane, obiad jak chciał,
              posprzątane....

              Temu to tak boli, że ja dla niego dawałam z siebie wszystko i co w
              zamian dostałam.
              Nie chcę się tu robic idealna bo wady swoje mam ale zawsze się
              starałam.

              Czas pokaże - mścic się nie zamierzam bo nie jestem taką osobą -
              myślę, że życie się samo na nim zemści - ta jego k.... ma już 2
              facetów - on jest trzecim. Dodatkowo jest prymitywna, wulgarna i
              pijaczka (czym się bardzo chwali jak to każdy weekend baluje i nie
              pamięta jak wróciła do domu).
              Myślę, że teraz ona potraktuje go tak jak on mnie - wycycka i
              wypluje a potem jeszcze napluje.
              • lorelei74 Re: BOLI 10.03.09, 22:18
                Jak ja Cię doskonale rozumiem ...
    • mappi Re: BOLI 10.03.09, 19:59
      podłość!!!

      ...nie wyobrażam sobie takiego bólu
      tego rozczarowania
      ...ja chyba rozsypałabym się na drobne kawałki i poprosiła żeby ktoś mnie
      zamiótł pod dywan....i przybił go do podłogi...gwóźdź przy gwoździu

      czas...na pewno pomoże...na pewno
      tylko jak to przetrwać???
      Syla...tu jest kilka osób z takimi doświadczeniami...
      porozmawiaj z nimi
      i pisz ....nie tłum w sobie gniewu...
      bo trzeba czasem te śmieci wywalić z siebie
      ...pisz tu na forumie...rozmawiaj...

      czy to rozwiąże problem...nie ...ale być może pomoże Ci
      w tej walce o siebie...
      bo teraz musisz myśleć o sobie...tylko i wyłącznie

      Pozdrawiam ciepło smile
    • clooney_g Re: BOLI 10.03.09, 20:37
      Zabić trzeba jego czy Ciebie ?
      Jaka stawka ?
      Jaki termin ?
      • hesse.1 Re: BOLI 10.03.09, 21:29
        czasem kwiaty i chwasty rosną jednocześnie, trudno
        wtedy dociec, gdzie tkwi źródło takiego chaosu.Samo zabicie nic nie
        da, tym sposobem można co najwyżej pozbyć się części
        siebie... tej lepszej części, tej jaśniejszej.
        • sylaz80 Re: BOLI 10.03.09, 21:49
          Co do morderstwa smile to chyba mnie ktoś źle zrozumiał...
          Ja pisałam, że to on pisze do tej swojej k..., że jak Ja tak płaczę
          to miałby ochote mi przypier.. i zajeb.. (cytuję) i pierd..li to już
          i pójdzie siedziec ale nie wytrzyma. Dosłownie tak napisał a 3 tyg
          temu przytulał i mówił że kocha.....

          W ogóle nie wiem skąd taki słownik mu się wziął - nigdy się tak nie
          odnosił - załapał już od niej.
          • adamek-2 Re: BOLI 10.03.09, 22:21
            Sylaza złość i nienawiśc są złym doradcą. Robisz dokładnie to oco
            temu facetowi chodzi.Ignoruj go,zero reakcji na zaczepki, całkowita
            obojętność jak na zużyte powietrze, poprostu on nie istnieje, a
            popłakać możesz sobie i po krzyczeć jak go nie będzie. Wiem to
            trudne,ale możliwe,i nie czytaj co piszą bo to prowokacja,wiedzą że
            czytasz.dasz sobie radę powodzenia
          • siamese67 Re: BOLI 10.03.09, 23:07
            Sylaz, weź Ty jakiegoś majstra, wymień szybko zamki w drzwiach, a potem spakuj manatki mężusia i wystaw je za próg. Po czymś takim nie powinnaś go wpuszczać do domu, zwłaszcza że jak mówisz - to głównie Ty pracowałaś na dom.
            Jak tak bardzo pragnie być z tą swoją, to mu tę ostatnią rzecz ułatw.
            Wiem, że boli - tu sporo takich ludzi, którzy przeżyli podobne historie. Bardzo Ci współczuję i doskonale rozumiem. Trzymaj się. A gość jest po prostu Ciebie niewart.
            • sylaz80 Re: BOLI 11.03.09, 09:27
              Właśnie taki jest jego plan - zachowywać się coraz gorzej, żebym go
              z domu wyrzuciła - wtedy będzie rozpad małżeństwa z mojej winy (tak
              mu adwokat doradził).
              On myśli, że ja nic nie wiem i tylko powtarza, że ma kryzys wieku
              średniego a jest po 30-ce.

              Nie wie, że mam zgromadzone mnóstwo dowodów na jego niewierność.
              Rozmowy, zdjęcia, bilety do jej miejsca zamieszkania.
              Harmonogramy jego wyjazdów-delegacji, które trwały 2 dni a on wracał
              po 3-4 dniach.

              Czasami jak tak siedzę obok niego i jestem czymś zajęta to na
              chwilkę zapominam co się dzieje - mam ochotę się przytulic i w
              momencie mnie uderza - aż bym wtedy krzyczała w niebogłosy z
              rozpaczy...
              • hesse.1 Re: BOLI 11.03.09, 10:45
                jak to uderza??? bo nie rozumiem już... weź Ty się uspokój i rzeczowo podejdź
                troszkę... nikt nie ma prawa Cię nawet dotknąć, jeśli tego sobie nie życzysz...
                Więc on Cię uderza? Już przestań, tylko zadbaj
                o swoją godność.
                • rumunska_ksiezniczka Re: BOLI 11.03.09, 11:00
                  takie historie mną wstrząsają.
                  dzieli się życie z drugim człowiekiem, przysięga wierność i miłość, a potem ten
                  człowiek traktuje jak śmiecia, jak przedmiot. staje się gorzej , niż obcy. bo
                  obcy nie zrani...
                  nie rozumiem, jak można z kimś tworzyć rodzinę, a potem się odwrócić i zamienić
                  wszystko w farsę.
                  jak można zdradzić?
                  jak można zachowywać się gorzej, żeby uniknąć orzeczenia o rozpadzie 'z winy'?
                  chore.
                  za jaja takiego do drzewa przybić, serio!
                  • kawamija Re: BOLI 11.03.09, 11:02

                    Księzniczko mowią tak.....

                    to przy rozwodzie poznajesz z kim spałaś.......

                    dobrze mówią sad(((
                    • rumunska_ksiezniczka Re: BOLI 11.03.09, 11:12
                      wiesz co kawusiu, ogólnie chyba, nawet jak się z kimś rozstajesz, z chłopakiem
                      np., to tez dopiero poznajesz, kim była ta osoba...
                      czy utrzymuje kontakt, czy pamięta o urodzinach, czy mówi ci cześć itp.
                      czy nagle stajesz się obcym człowiekiem, kimś, kogo w ogóle nie było...
                      • kawamija Re: BOLI 11.03.09, 12:11
                        rumunska_ksiezniczka napisała:

                        > wiesz co kawusiu, ogólnie chyba, nawet jak się z kimś rozstajesz,
                        z chłopakiem
                        > np., to tez dopiero poznajesz, kim była ta osoba...
                        > czy utrzymuje kontakt, czy pamięta o urodzinach, czy mówi ci cześć
                        itp.
                        > czy nagle stajesz się obcym człowiekiem, kimś, kogo w ogóle nie
                        było...

                        Księzniczko ja mam mniej "romantyczną" wizje rozstania.......jakie
                        pamietanie o urodzinach ? jaki kontakt ??........był czas i na
                        dbanie o siebie , i na pamietanie o sprawach ważnych i pozornie
                        nieistotnych......był czas.......jak doszlismy do puntku : KONIEC,
                        to dalej idziemy juz sami.....ja dziekuje za pamiec o urodzinach, bo
                        musze zając się zarabianiem na rachunki i wymianą oleju w
                        samochodzie ,więc.....
                        Goodbay.....
                        • frip0 Re: BOLI 11.03.09, 12:14
                          Zgadzam sie z Tobą Kawomijosmile
                • sylaz80 Re: BOLI 11.03.09, 11:42
                  Nie on mnie udeża tylko myśli moje.
                  Źle sformuowałam - miałam na myśli, że na chcwilę zapominam a potem
                  jak sobie zdam sprawę co się dzieje to mnie to tak uderza jakby mi
                  nogi ktoś podciął - jakbym młotkiem w głowe dostała....

              • kawamija Re: BOLI 11.03.09, 10:58

                Pomijając przyczyne to z rozstaniami jest taki problem......

                Wkręcasz sie w "gromadzenie dowodów przeciw niemu" - droga donikąd,
                stracona energia i spieprzo.. dzień. Chcesz z nim byc nadal,
                pomimo.... ? - gromadz dowodu dlaczego warto. NIe chcesz z nim byc -
                to niech sobie robi co chce i jak chce, tylko wara mu od Ciebie....
                Moment w myśleniu - nie ma nas...null.....niente......koniec im
                szybciej nadziejdzie, tym lepiej dla Ciebie.......
    • drumla21 Re: BOLI 10.03.09, 22:28
      Wiem jak to boli..., miałam podobne przejścia z moim byłym mężem. Z tym, że on poinformował mnie o zdradzie sam, 1 dzień przed Wigilią, kiedy nalewałam galaretę na karpia..., jego ulubioną potrawę, zresztą. Minęły 3 lata..., już nie boli, ale "smród" w moim życiu nadal się snuje.
      Jest do dupy..., zostawił mnie z dzieckiem, jego ukochanym synem, zgrywa teraz rolę idealnego niedzielnego tatusia. I żyje sobie beztrosko ze swoją K..., 350 km od dziecka.
      Jak kolejny raz docieraja do mnie takie historie, to mnie się właśnie nóż otwiera...
      Ech..., trzymaj się, lej na niego i nie miej dla niego litości...
      Pozdrawiam
      • ann.0 zdrada.... 10.03.09, 23:26
        ...i po co wkrada się między wierność...?
        Czytam i nie rozumiem....
        • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 11:08
          Zdrada wkrada się dlatego, że ludzie myślą o sobie w sposób
          egoistyczny i w krótkim horyzoncie. Przysięgając "aż do śmierci"
          koncentrują się na pierdołach (jak na naszej-klasie zaprezentują się
          zdjęcia ze ślubu?) a to, że kiedyś może im się odwidzieć jest dla
          nich oczywiste.
          Taką teraz mamy kulturę... ludzie nie chcą zmarnować okazji,
          kombinują jak się w życiu najlepiej ustawić na daną chwilę. Jeśli
          jest szansa na szybkie bzykanie a mąż nie ma jak się dowiedzieć to
          czemu nie?
          W domu mąż/żona kojarzy się ze wszystkim czym naprawdę są - z
          plusami i minusami, pieszczotami ale i przypalonym obiadem.
          Kochanek/kochanka to sama słodycz, zawsze pachnie pięknie, zawsze
          jest radosna... bo wszystkie wady zostają gdzieś indziej, w domu, za
          drzwiami. W takiej konfrontacji żona nie ma szans.

          Tylko żal tego o co naprawdę chodzi w związku (np. mi). Żal, że
          gdzieś znika ta pewność drugiej osoby... tego, że przez wszystko
          idziemy razem. Opłaca się z tego rezygnować?
          • kasiabrzoza Re: zdrada.... 11.03.09, 11:16
            Jak ty to mądrze napisałeś. Kochanka - sama słodycz. Kiedyś mi się
            wydawało, że on to rozumie - tak twierdził. Że rozumie też to, że
            nie warto z tego rezygnować. Że to jest najważniejsze, rodzina, dom,
            razem, ta pewność.
            Ale wszystko się zmieniło, ktoś 14 lat młodszy powiedział mu, że nie
            warto. I on uwierzył.
            • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 11:23
              Chciałbym nie wiedzieć jak to jest, Kasia. Też przecierałem oczy ze
              zdumienia jak można się tak zmienić. Jak można tak sobie
              samemu "strzelać w kolano". On nie jest ofiarą manipulacji moim
              zdaniem. To jakaś inna glina chyba, nie wiem. Wiem za to, że życie
              mam tylko jedno i nie będę go poświęcał dla kogoś, ktomu nie mogę
              ufać. Umiem dać oparcie i chcę móc się oprzeć na kimś innym (bez
              zastanawiania się, czy to akurat dobry moment). Tu jest "wszystko
              albo nic".
              • rumunska_ksiezniczka Re: zdrada.... 11.03.09, 11:37
                ale najbardziej zatrważa, to, ze można sie tak śmiertelnie pomylić.
                dajesz z siebie wszystko i... po latach okazuje się, że możesz sobie to wsadzić
                w dupę.
                co jest ważne?
                czego takie historie uczą?
                chyba tego, że wszystko się może zdarzyć i że wszystko można stracić.
                • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 11:52
                  I tak właśnie świat zyskuje kolejnego s...synasmile
                  Drugi raz ciężej się zaangażować, za to łatwiej samemu ranić.
                  Ale wiesz, nie żałuję. Co prawda okazało się, że 4,5 roku poszło psu
                  w d..., ale tak w zasadzie z tych lat wiekszość czasu będe wspominał
                  bardzo dobrze.
                  Trzeba umieć ufać, nie przelewać żalu na całą płciową populacjęsmile.
                  Na szczęscie ludzie są bardzo różni.
                  • rumunska_ksiezniczka Re: zdrada.... 11.03.09, 11:57
                    ja staram się nie generalizować, pamiętać dobre chwile itp. ale masz rację,
                    jeśli zostanie sie zranionym, łatwiej samemu ranić, jeśli zostało się
                    odtrąconym, łatwiej odtrącać itp.
                    trudno podnieść się po emocjonalnym zdruzgotaniu..
                    • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 12:15
                      Rumusiu za jaja???tongue_out Ty się "Piły" naoglądałaś za dużo chybabig_grin
                      • rumunska_ksiezniczka Re: zdrada.... 11.03.09, 12:23
                        do autorki wątku,
                        nie jestem kimś, kto ma w ogóle jakiekolwiek prawo komentowania twojej sytuacji,
                        radzenia itp, ale:
                        dlaczego do jasnej ciasnej, ty jeszcze mieszkasz z kimś takim?
                        nie wierze w to, że nie możesz się gdzieś przeprowadzić. właściwie, to on
                        powinien spakować manatki i won, ale chyba nie masz wyboru. dzieci nie macie, z
                        tego, co piszesz, więc co za problem?
                        zakładasz sprawę rozwodową, krótka piłka.
                        albo inaczej.
                        pakujesz drania, wystawiasz walizki za drzwi. zmieniasz zamki i sayonara.
                        z takimi trzeba krótko i na temat.
                        tak mi się przynajmniej wydaje.
                        • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 12:31
                          Zgadzam się. Zrób to choćby wbrew sobie, ale zrób to. Może wolisz
                          przyjąć na siebie drugi taki strzał za rok, dwa?
                • sylaz80 Re: zdrada.... 11.03.09, 11:54
                  Zdrada.... jakby to była tylko zdrada fizyczna...skok w bok...

                  Bolałoby bardzo - nigdy bym chyba nie wybaczyła ale starała się o
                  tym zapomniec, bo przecież jedna chwila zapomnienia, zła pokusa nie
                  może przekreślic tylu lat życia, współnych marzeń i planów.

                  Najbardziej boli odwrócenie się, nienawiść, poniżenie w słowach -
                  jakbym była niczym - jakby te 8 lat się niewydażyło.

                  Jak Ksiezniczka powiedziała - obcy tak nie zrani a to przecież mój
                  mąż....

                  • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 12:01
                    Boję się dawać kategorycznych rad (to nie są jaja), ale...

                    Rozważ odejście od niego jak najszybciej. Stać Cię na to, żeby drżeć
                    o przyszłość resztę życia? Pokazał na co go stać, pokazał z czego
                    jest zbudowany - nie łódź się, że to się nigdy nie powtórzy. Nie
                    przekonuj samej siebie, że to przejdzie. A jak wróci?

                    Za 2 miesiące będzie się pewnie czołgał u Twoich stóp, a Ty nie
                    możesz pozwolić mu wrócić. Zapamiętaj.
                    • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 12:08
                      Robercie łatwo Ci pisać tongue_out ja miałem kumpele z identycznym problemem
                      jak koleżanka-wróciła do niego bo miłośc ma ogromną s siłe ale nie
                      wyszło im po raz drugi i do tego skończyło się rękoczynemsad Szkoda
                      bo to wspaniała dziewczyna jest ale zaślepiona okrutniesad
                      • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 12:27
                        Nie chrzań, że łatwo mi pisać, bo tak nie jestsmile. Tzn teraz mogę
                        sobie pisać i powiadać ile będzie mi się chciało, śmiać się z
                        błędów. Ale w swoim czasie dostałem po krzyżu. Wiem jak to jest
                        wybaczyć, wiem jak to jest nie wybaczyć drugi raz. Trochę trwało
                        zanim odrosła mi wiara w sens tych wszystkich uczuć.
                        Tak jak nie da się być trochę w ciąży, nie da się kochać do połowy.
                        Liczę na to, że znów będę tak zaślepiony jak kiedyśsmile, nawet jeśli
                        nie wyjdzie.
                        • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 12:30
                          Ja bm chyba nie mógł wybaczyć zdrady -przecież wszystko jest już
                          inaczej sad
                          • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 13:37
                            No jest inaczej. To zależy jaką masz konstrukcję i relacje w
                            związku. Niektórym to w zasadzie nie sprawia problemu. Ci co żyją w
                            pół-otwartych związkach pozwalają sobie na wyskoki...
                            Dla mnie to nie takie proste. Załuję, że nie kopnąłem jej wtedy w
                            tyłeksmile.
                        • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 12:32
                          Wiesz co Robercie ja bym tak nie potrafił jak Ty-dlatego poszedłem
                          na łatwizne i jestem sam.Czytają takie wątki jak ten dochodze do
                          wniosku ,że samotnośc wcale nie jest taka złasmile
                          • sylaz80 Re: zdrada.... 11.03.09, 13:12
                            Dla mnie samotność jest teraz przerażająca.
                            Ja nie martwię się o moją przyszłość - wiem że sobie dam rade
                            świetnie, w końcu i tak wszystko sama ciągnęłam, jeżeli chodzi o
                            sprawy finansowe. Nawet 3 miesiące temu kupiłam mu samochód, który
                            po kryjomu zarejestrował tylko na siebie a miał byc na nas dwóch
                            (już wtedy miał plan)

                            Mnie przeraża siedzenie teraz samej w 4 ścianach - nie móc się
                            przytulić i podrapać po plecach, nie móc porozmawiać jak zawsze -
                            planować wspólnych imprez, wyjazdów, wycieczek.
                            Dobre chwile chce się z kimś dzielić.

                            Powiecie - miej pasję - ale jaką...do tej pory jej nie miałam bo nie
                            było czasu między zarabianiem, byciem i obowiązkami codziennymi.
                            Musze się odnaleźć na nowo... nie wiem na razie jak... nic mnie
                            aktualnie nie cieszy, wszystko denerwuje...


                            • rumunska_ksiezniczka Re: zdrada.... 11.03.09, 13:26
                              ale bez przesady, niech przytulenie się i podrapanie po plecach nie będzie dla
                              ciebie ważniejsze od własnej godności!
                              z samotnością człowiek sobie radzi, można się przyzwyczaić.
                              to nie koniec świata, jakiś etap tylko.
                              ja siedzę sama w czterech ścianach i żyję, nic mi nie jest.
                              a pasje są ważne, może nie pasje przez duże P. tylko zainteresowania: jakieś
                              filmy, może joga, kurs rysunku. coś, co da ci oderwanie, coś tylko dla ciebie,
                              bo na pewno na to zasługujesz.
                            • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 14:14
                              Dla kogoś kto od zawsze był sam tak jak ja np.i wiele innych osób to
                              stan normalny:0 Rozumiem Ciebie że w stanie samotności nie możesz
                              sie odnaleźć bo ja nie odnalzłbym sie w związkusad
                            • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 14:19
                              Dios mijo samochód mu kupiłaś ??? Koleś musi być perfidnysad
                              • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 14:29
                                nie on jeden frip, nie on jeden....
                                faceci mają fantazję;/

                                i chciej tu człowieku wchodzić w związki...
                                ufaj....
                                • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 14:33
                                  no ale samochód przyjął od kobiety swej -to jest delikatnie pisząc
                                  ch#jo@e postępowaniesad
                                  • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 14:36

                                    bardzo delikatnie mówiąc
                                    takie życie, tacy faceci...
                                    to nie najgorsze grzechy Twojej płci........
                                    • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 14:45
                                      Generalizując obrażasz mnie. Chcę wiedzieć dlaczego.

                                      A jakie znasz jeszcze z tych gorszych cechy mojej płci?
                                      • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 14:54
                                        ???
                                        a dlatego, że kogoś bardzo mi bliskiego skrzywdził facet....
                                        skrzywdził swoje dzieci...
                                        dlatego, że wczesniej podobne sytuacje były w innych znanych mi związkach...


                                        i nie rozumiem Twojej wrogości....
                                        bo wydawałeś się być mądrym facetem...a bierzesz cos do siebie...
                                        co nie było do Ciebie skierowane...

                                        kazdy czasem generalizuje...
                                        i nie będę wymieniać całej listy gorszych cech.....

                                        ciagle wierzę, że są też Ci dobrzy.....
                                        • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 16:15
                                          Nie ma we mnie krzty wrogości do Ciebie, Onyksie. Jest sympatia,
                                          która nie powstrzymuje mnie przed tym, żeby się z Toba niezgodzić.
                                          Mam nadzieję, że nie tylko "wydawałem" się miłym facetem, ale
                                          jeszcze wydamsmile.

                                          Uważam generalizowanie za źródło części zła tego świata, a relacji
                                          międzyludzkich w szzcególności. Tyle samo kobiet co mężczyzn
                                          krzywdzi ludzi - szczególnie teraz, kiedy jesteście świadome własnej
                                          wartości, wyzwolone.
                                          • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 18:27
                                            ojwink
                                            ależ niezgadzaj sięwink
                                            wcale nie musimy się zgadzać we wszystkim....tak ciekawiejwink

                                            ale co ja właścwie napisałam złego...hmmmm....
                                            ze faceci mają fantazjęwink

                                            a poważnie...
                                            staram się nie robić tego, wiem, że każdy z nas jest odrębną, myślącą(zazwyczajwink)istotą, ale czasem generalizujemy....

                                            czy tyle samo kobiet krzywdzi facetów ? nie wiem...mam wrażenie, że jednak przewaga jest po stronie panów...

                                            ale i tak facetów uwielbiamwink
                                        • hesse.1 Re: zdrada.... 11.03.09, 16:19
                                          "i nie rozumiem Twojej wrogości....
                                          bo wydawałeś się być mądrym facetem...a bierzesz cos do siebie..."

                                          onyks... on jest mądrym facetem... tylko może został skrzywdzony, przez drugiego
                                          człowieka, może... teraz jest wrażliwy na takie niuanse, bo największa przykrość
                                          spotkała go właśnie od człowieka kobiety...generalizując moglibyśmy tu sobie o
                                          cipkach i fiutkach pogadać... a dyskutujemy o uczuciach.

                                          i jeszcze raz zrobię kopiuj wklej.

                                          czasem kwiaty i chwasty rosną jednocześnie, trudno
                                          wtedy dociec, gdzie tkwi źródło takiego chaosu.Samo zabicie nic nie
                                          da, tym sposobem można co najwyżej pozbyć się części
                                          siebie... tej lepszej części, tej jaśniejszej.
                                          • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 16:25
                                            Dzięki hesse za to o mądrości, haha. Nie czuję się jakiś porzywdzony
                                            przez los... Raczej przeciwnie.
                                            Zastanawiałem się, czy to nie zabrzmi ciut ostro... Z drugiej
                                            strony, chciałem trochę pozaczepiać Onyksawink. Skoro uogólnia, niech
                                            się broni!
                                            • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 18:37
                                              ja Cię pozaczepiam;>;P
                                              ostro powidasz.....nieeeewink
                                          • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 18:33
                                            nie tylko on tu został skrzywdzony hesse....
                                            widzę to wyrażnie....

                                            on jest wrażliwy na niuanse, a ja czasem reaguję impulsywnie, bo kipi czasem we mnie złośc....agresja...

                                            wiem, że potrafimy być wredne;/ niestety
                                            wiem też, że faceci nie wiem dlaczego wybierają takie s***
                                            a potem cierpią...

                                            dlatego trzeba byc bardzo ostroznym przy wyrywaniu chwastów....
                                            • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 18:35
                                              A czemu kobiety wybieraja skurwysynów i kurwiarzy???Że o bawidamkach
                                              nie wspomnebig_grin
                                              • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 18:41
                                                ulala.....
                                                też nie wiem....
                                                choć nie.....domyślam się....

                                                bo Ci nie zamykają się w sobie?
                                                bo chce im się i adorują kobiety?
                                                bo nie czekają aż my zrobimy pierwszy krok ?
                                                • zabelina Re: zdrada.... 11.03.09, 18:43
                                                  dokładnie taksmile
                                                  • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 18:46
                                                    No a potem płacz na forum bo oto macho zosawiłbig_grin
                                                    Na luuuuziesmile
                                                  • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 18:50
                                                    bo wkurza mnie, że to ja mam teraz biegać za facetem
                                                    i zaciągać go do jaskini....
                                                    bo on albo wybredny, albo skrzywdzony albo gej

                                                    wolałam czasy pierwotne;P

                                                    posypią się na mnie gromy?wink
                                                  • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 18:51
                                                    Daj Ci Panie Bożebig_grin To jest równouprawnienietongue_out
                                                  • robert.83 czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 19:19
                                                    Witaj w naszym świecie, zrównouprawniona Kobieto.
                                                    Chciałbym, żeby każda jedna doświadczyła raz (wystarczy, bo ogólnie
                                                    to wszystkim dobrze życzę) jak to jest usłyszeć "nie dziś, głowa
                                                    mnie boli". Dzień kiedy to się stanie będzie dniem końca procesu
                                                    zrównywania się płci w prawach i obowiązkach.

                                                    Do rzeczy. Problem z Wami, Kwiatuszki, jest taki, że chcecie dwu
                                                    róznych postaw zamkniętych w jednym ciele. Facet ma być czuły na
                                                    Wasze potrzeby, szanować, czytać w myślach i zabierać do zoo... A po
                                                    powrocie wybzykać tak, żeby Wam bańki poszły nosem. Pokazać kto nosi
                                                    spodnie i co w nich ma. A najlepiej, żeby zrobić to wszystko NA RAZ.

                                                    Szczerze? OK. Wszystko do zrobienia, ale opanowanie tego szpagatu
                                                    trochę zajmuje. Nie każdy samiec dożywasmile. Weźcie poprawkę na to, że
                                                    jesteście tak cholernie różne (wewnątrz własnego gatunku)!

                                                    W porównaniu do czasów jaskinii zmieniło się "tylko" tyle, że teraz
                                                    nie jesteście naszą własnąścią, a bywacie nią kiedy Wam samym to
                                                    odpowiadawink.
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 19:23
                                                    Sam bym lepiej nie napisał tego -sog dla Ciebiesmile Z kobietami jest
                                                    taki probblem że one same nie wiedza o co im chodzibig_grin
                                                  • zabelina Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 19:27
                                                    Doświadczyłam i ...mogę zrezygnować z zoosmile)))
                                                  • robert.83 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 19:36
                                                    Po prostu nie wiem co powiedziećsmile.
                                                  • mappi Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:05
                                                    haha....smile
                                                    dziwne ale...
                                                    Zabelino....Robercie...obydwa strzały w 10 smile

                                                    ale mnie rozbawiłosmile setnie
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:13
                                                    mnie tam zoo też niepotrzebne...
                                                    ja az tak wymagająca nie jestem;P
                                                  • hesse.1 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 19:38
                                                    "W porównaniu do czasów jaskinii zmieniło się "tylko" tyle, że teraz
                                                    nie jesteście naszą własnąścią, a bywacie nią kiedy Wam samym to
                                                    odpowiada..."
                                                    smile smile smile smile smile smile smile
                                                    o w mordę...Ty za to nagrodę Nobla dostaniesz...i za ten szpagat
                                                    też...hahahahhahahaha.
                                                    smile smile smile smile smile smile smile
                                                  • zabelina Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 19:42
                                                    nie myslałam, że przyjdzie czas, że się z Tobą Hesse zgodzę, ale tez optuję za
                                                    Noblemsmile))
                                                  • hesse.1 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 19:55
                                                    aż się zasmarkałem... buaahahaha, a jaka uwertura... "Witaj w naszym świecie,
                                                    zrównouprawniona Kobieto. " buahahaaa... smilesmile
                                                    Zabelina- nie myślałaś? smile smile hahahaa... wierz mi wink (ale nie ufaj wink ) jeszcze
                                                    nie raz byś sie ze mną zgodziła... no ale w sumie... po co? wink
                                                  • rumunska_ksiezniczka Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:11
                                                    robert napisał:
                                                    <<Facet ma być czuły na
                                                    Wasze potrzeby, szanować, czytać w myślach i zabierać do zoo... A po
                                                    powrocie wybzykać tak, żeby Wam bańki poszły nosem. Pokazać kto nosi
                                                    spodnie i co w nich ma. A najlepiej, żeby zrobić to wszystko NA RAZ. >>
                                                    taaaa, a wy chcecie, żeby baba nagotowała, wyprała, zrobiła dobrze i siedziała
                                                    cicho.
                                                    ale do osiągnięcia TAKIEGO 'szpagatu' potrzebne jest rozprostowanie zwojów
                                                    mózgowych tudzież wszczepienie sobie kolonii mózgojadów wink
                                                    wobec takiej retoryki, chyba nie będę zabierać głosu wink
                                                  • robert.83 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:19
                                                    A na Ciebie właśnie liczyłemsmile.

                                                    Powiedzieć, nie powiedzieć... ?

                                                    No ale gdzie tu:

                                                    "nagotowała, wyprała, zrobiła dobrze i siedziała cicho."

                                                    jakakolwiek wewnętrzna niespójność?wink.

                                                    Plan dnia prosty, skuteczny, łatwy do zapamiętania.
                                                  • robert.83 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:24
                                                    Zważywszy, że "nagotowała, wyprała, zrobiła dobrze", co najmniej
                                                    równie skutecznie robi siędla dwojga co dla jednego... to w zasadzie
                                                    takie "obowiązki-nieobowiązki", haha.
                                                  • mappi Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:42
                                                    ...ja dodam tylko muzyczną ilustrację do owego wniosku wink

                                                    ...już z puentą smile
                                                    chyba

                                                    gabra.wrzuta.pl/film/d1kYSdAV2N/kasia_klich_-_bede_robic_nic
                                                    ..no się nie da bez Was...nic smile
                                                  • rumunska_ksiezniczka Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:48
                                                    wersik chyba ma rację, bo ja nie mogę pojąć, jak facet może tak po prostu
                                                    pomknąć do innej bez powodu. jakieś powody miał i to nam umknęło w całej tej
                                                    rozmowie.
                                                    ale pomoc prawnika jest niezbędna, podział majątku choćby.
                                                    hesse, robert, czy wam się w dupencjach całkiem już poprzewracałooooo? wink
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:49
                                                    może oni to dupencje niezadowolencjebig_grin
                                                  • rumunska_ksiezniczka Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:54
                                                    na monty pajtonie był cycus zwisus i ... kurczę, jak się jego żona nazywała?
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:58
                                                    Tam był jebus maximus i wielgas kutasbig_grin
                                                  • rumunska_ksiezniczka Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 21:07
                                                    ale kobitka też się jakoś nazywała... nie mogę sobie przypomnieć ;-P
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 21:13
                                                    Dupencja niezadowolencjasmile - współczuje tym żołnierzom na filmiebig_grin
                                                  • rumunska_ksiezniczka Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 21:38
                                                    a nie niedopchnęcja? ;-P
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 21:40
                                                    Nie tongue_out Z mężczyzna sie nie zprzeczaj Rumusiutongue_out
                                                  • robert.83 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:56
                                                    frip0 napisał:

                                                    > może oni to dupencje niezadowolencjebig_grin

                                                    Nie wiedząc jak to tak na 100% rozumieć, będę się bronił
                                                    słowy "Reklamacji nie było"smile

                                                  • robert.83 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:54
                                                    Hesse, co Ty na tak precyzyjnie postawione pytanie?smile

                                                    Jeśli chodzi o mnie to muszę się zastanowić.
                                                    Chyba nie... te postulaty nie zmieniały się u mnie od czasów listów
                                                    do Św. Mikołajawink.

                                                    A tak seriej, nooo mooogę trochę pomagać przy włączaniu pralki i
                                                    poprzeszkadzać przy zmywaniu.
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:15
                                                    a może miał po prostu za dobrze?
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:20
                                                    chyba sie zawiodłam....
                                                  • robert.83 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 23:31
                                                    czarny.onyks napisała:

                                                    > chyba sie zawiodłam....
                                                    >

                                                    Onyksie... szczere odpowiedzenie na pytanie czego chcę narazi mnie na śmieszność
                                                    w odbiorzesmile.

                                                    Chcę wszystkiego.
                                                  • hesse.1 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 20:21
                                                    Księżniczko... Osobnikowi z tzw."rozprostowanymi zwojami mózgowymi" nie będzie
                                                    się chciało robić takiego szpagatu ze względów czysto ekonomicznych...hahahaa
                                                    pójdzie, "bzyknie se" normalnie po ludzku
                                                    i tyle...hahahahhaa. co tu się długo "rozpisywać" wink

                                                    a pranie sprzątanie i gotowanie jest tylko w międzyczasie... hehe... wink
                                                    no tylko z tym siedzeniem cicho... to nie mam jeszcze teorii. wink
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:31
                                                    my dla nich wszystko, a oni....ciagle kombinują, jakby tu się wzywolic z obowiążków;P
                                                    po przeciez samo sie upierze, uprasuje, ugotuje,posprzata mieszkanie, umyje okna, wyrzuci smieci....
                                                    zadba o dzieci, nakarmi, odrobi lekcje, zdba o potrzeby męża
                                                    samo sie zdepiluje, samo nabalsamuje, samo wymaluje...

                                                    wszystko samą cholerę faceci mieliby sie starać....
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:32
                                                    Ja sam prasuje gotuje zmywam nawet -i depiluje teżtongue_out
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:36
                                                    ok, a tearz bardzo powaznie...

                                                    mieszkasz z kobietą swoich marzeń...kto sprzata, gotuje?

                                                    depilujesz powiadasz?? mam nadzieję, że nie nóżki;P
                                                  • rumunska_ksiezniczka Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:39
                                                    jizas! nie sprowadzajcie związku do gotowania i sprzątania!
                                                    wiadomo, że zajmuje się tym ten, kto to lubi. ja akurat lubię. i co, jestem
                                                    gorsza, bo nie jestem feministką? jestem lepsza, bo mam zapędy na kure domową?
                                                    nie. każdy orze jak może. wszystko jest do ustalenia.
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:53
                                                    oj, spokojnie...
                                                    rozmawiamy czysto teoretyczniewink
                                                    a o takie rzeczy sie potykamy...

                                                    ona zmęczona bo praca zawodowa, prace domowe, a on zaniedbany...
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:40
                                                    Jakm ieszkam z kobietą swoich marzeń to z racji tego że ja nie lubie
                                                    gotować to ona gotuje dla nas dwojga- ja sprzątam prasuje zmywam i
                                                    zakupy robie-pizze możemy razem robic bo to akurat lubiesmile
                                                    Onyksiku ja depiluje wszystko-tzn gole bo depilatora unikamtongue_out
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:12
                                                    Króliczku...gdybys tak na miesiąc stał się kobietą ze wszystkim wadami i zaletami tego stanu baardzo szybko zrozumiałbys czasem ból głowywink
                                                    i szybko chciałbys na powrót stać sie facetem...

                                                    Wy chcielibyście mieć idealną partnerkę...kumpelkę, kochankę, dobrą żonę, gospodynię, nie marudną, zadbaną,
                                                    ale gdy my chcemy więcej to juz nie pasi?wink
                                                    Bo właściwie dlaczego nie mozecie mieć kilku funkcji naraz, skoro od nas wymagacie tego samego?

                                                    zgadzam się, że jesteśmy rózne, i w tym chyba nasz urok...
                                                    Wy też jesteście tak rózni...że głowa boli;Pwink



                                                    ciesze się, że się pozmieniało...ze jesteśmy bardziej świadome, bardziej pewne siebie i niezaleznewink

                                                    ale Wam czasem trudno to zaakceptować....i szukacie takiej, która będzie podnóżkiem....a jak sie zużyje...to zmiana towaru...
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:17
                                                    Czrny onyksie chyba jednak przesadzasz zty podnóżkiem -przynajmniej
                                                    nie takiej kobiety ja oczekuje ale fakt jest taki że faceci często
                                                    tak postępują -ale NIE WSZYSCYsmile
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:24
                                                    jakiej Ty kobiety oczekujesz to juz akurat wiem;D
                                                    chyba wszyscy wiemywink

                                                    ale czy ja mówię, że wszyscy? skądwink
                                                    ale z taką kobieta jest łatwiejwink
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:26
                                                    No to powiedz jakiejtongue_out?
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:43
                                                    niskiej, drobnej, z małym biustem?;PP
                                                  • frip0 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 22:46
                                                    nie takiej 170-175 :p ze średnim biustem duż pupcią wypukłą szeroka
                                                    w bioderkach i rozbdowanych udach- twarz nie ma większego znaczenia-
                                                    ogólnie lubie jak to mój kumpel powiedział -ciałkowe kobietysmile
                                                    głupiej jak takie widzesmile
                                                  • robert.83 Re: czego pragną kobiety...:) 11.03.09, 23:09
                                                    Gdybym tak stał się... byłbym najbrzydszym okazem w historii wszystkich gatunków.

                                                    Nie umniejszam roli kobiet, ani ciężaru, któremu musicie sprostać. Nie narzekam
                                                    też na żadne z wymagań, które stawia się mi. Wręcz przeciwnie! To, że sprawdzam
                                                    się w ten lub inny sposób motywuje, kręci.

                                                    To, czego nie mogę rozgryźć to niektóre sprzeczności w wymaganiachsmile.
                                                    Poznałem dziewczyny marzące o księciu z bajki, zakochanym po pachy, umierającym
                                                    z przepełniającego go uczucia. Wiesz, taki wiedzący "jak traktować kobietę". Daj
                                                    jej to, a będzie nieszczęśliwa. W końcu to z niego za facet?
                                                    Są kobiety szukające samca z krwi i kości. Takiego typa mającego własne pasje
                                                    (pasja to duża rzecz), własne zdanie i własne pięści. Takiego, o którym powie
                                                    "odkrył we mnie kobietę przede mną samą". Tu problem taki, że sukinsyn za nic
                                                    nie chce się zmieścić do klatkismile. Jak z takim stworzyć partnerski związek?
                                                    Mógłby byś prawnik, finansista (smile)... perfekcjonista. Wymagający wiele od
                                                    siebie i od innych... ambitny, skuteczny, o zadbanych, mocnych dłoniach i
                                                    oczach, które zawsze wiedzą co mówią. Mógłby, ale gość ma ten drobny defekt, że
                                                    jest... perfekcjonistą, a do tego ambitnym. Wraca do domu później niż mężowie
                                                    koleżanek, nie pomaga w wybieraniu... abażurów (?), czyta w łóżku.
                                                    ...W przeciwieństwie do radosnego dostawcy pieczywa, który ostatnio wpadł w oko
                                                    (a potem w łapki). Wysportowany facet o szczerym sercu, taki "normalny" i
                                                    przyjemnie nieokrzesany. On nie przynosi pracy do domu, dostaje nawet urlop, nie
                                                    ma delegacji. Dzięki temu macie razem mnóstwo czasu, żeby... wspólnie narzekać
                                                    na jego kiepską pracę, która podrzyna gardło Twoim marzeniom od strony brutalnie
                                                    materialnej. Kiedy Wy ostatnio byliście w teatrze?

                                                    To taka zabawa... Morał z tej bajki jest taki, że stawiając wymagania można
                                                    dopracować się zbioru pustego. PUSTEGO. Niektóre zachciewajki wzajemnie się
                                                    wykluczają, wymagają kompromisu. To się tyczy kobiet i mężczyzn. w OBIE STRONY.

                                                    Toczyłem kiedyś wojnę totalną o to, że dziewczyna chciała się dla mnie zmienić
                                                    (wizualnie, ciuchy), ale miała pretensje, że lubię co innego, niż dotąd nosiła.
                                                    Dla mnie mogła nosić wtedy worek na ćwikłę, a i tak byłbym wniebowzięty...
                                                    byleby była szczęśliwa. Byłem zakochany w trzy d... i gdyby poprosiła,
                                                    wyciągnąłbym spod ziemi takie fatałaszki, jakie tylko by chciała. Gdyby
                                                    cokolwiek chciałasmile.

                                                    Kobiety ponoć mają trudność w stopniowaniu wagi problemów. U Was wszystkie ona
                                                    mają wagę 8 w skali 1-10wink. Jeśli facet nie bije, nie pije, nie zdradza, zarabia
                                                    sensownie itp... problemem o wadze 8 będzie to, że jego przyjęcia z pracy są
                                                    nudne (bo rozmawia się... o pracy).

                                                    Ps. "Króliczku"? Ładnie. podoba mi się. One też mają swoje pasjetongue_out.
                                                  • czarny.onyks Re: czego pragną kobiety...:) 12.03.09, 23:42
                                                    oj, króliku;P
                                                    Ty nie możesz rozgryżc?
                                                    a wiesz jak nam jest cięzko?wink

                                                    tak, jesteśmy skomplikowane
                                                    czasem same nie wiemy czego chcemy....
                                                    cholera ja to napisałam??
                                                    ale to prawda...

                                                    trudne z nami życie....ale świat bez nas??wink
                                                    koszmar, prawda?wink

                                                    nie staraj się za bardzo zrozumieć...to chyba nierealnewink
                                                • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 18:45
                                                  bo Ci nie zamykają się w sobie?
                                                  > bo chce im się i adorują kobiety?
                                                  > bo nie czekają aż my zrobimy pierwszy krok
                                                  Bo chca pobzykać??big_grin

































                                                  ;d
                                                  • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 18:51
                                                    każdy chce.....


                                                    prędzej lub póżniej;D
                                                  • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 18:52
                                                    Tak ale niektórzy chcą TYLKO pobzykaćbig_grin
                                                  • czarny.onyks Re: zdrada.... 11.03.09, 18:58
                                                    a mądre kobiety to widzą.....
                                                    i decydują co z tym fantem zrobiąwink
                                                  • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 19:04
                                                    Niestety ta mądrośc przychodzi czasem zbyt późnosad
                                                  • robert.83 Re: zdrada.... 11.03.09, 19:53
                                                    I to mi dało do myślenia...
                                    • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 16:05
                                      Grzechy ma każda płećtongue_out no ale uczciwe Ci przyznam że z moich
                                      obserwacji faceci są gorsisad
                                  • rumunska_ksiezniczka Re: zdrada.... 11.03.09, 14:37
                                    wiesz, niektórzy faceci nie mają tego, za co chciałam go przybić do drzewa ;-P
                                    • frip0 Re: zdrada.... 11.03.09, 15:53
                                      I tu masz racjesmile
    • czarny.onyks Re: BOLI 11.03.09, 13:42
      współczuję...

      nie miałabym żadnych oporów...wystawiłabym walizki za drzwi...
      niech sobie układa zycie ....

      a Ty...jesteś warta lepszego człowieka...
      takiej zdrady bym nie wybaczyła...
      lepszy lęk przed przyszłością niż zycie z człowiekiem, który ma Cię za nic
      nie szanuje....

      kobiety są silne.....Ty też
      • sylaz80 Re: BOLI 11.03.09, 14:10
        Jutro rano jedzie do kochanki - w niedzielę wraca i będzie miał
        wszystko wystawione w worach na śmieci...
        • frip0 Re: BOLI 11.03.09, 14:13
          O i takie podejście popieramsmile
        • lorelei74 Re: BOLI 11.03.09, 14:15
          I słusznie ...
        • rumunska_ksiezniczka Re: BOLI 11.03.09, 14:17
          trzymam kciuki!!
          zuch dziewczyna!
        • czarny.onyks Re: BOLI 11.03.09, 14:27
          pamiętaj o jednym, to mają być Twoje decyzje...nie nasze....

          musisz chcieć tego sama...
          to Ciebie zdradził, nie nas
          Ciebie skrzywdził
          wybrał nowszy model...

          i trzymam kciuki, byś wytrwała w postanowieniach...
          i dużo siły zyczę...będzie potrzebna

          ps. zamki też zmień.....
          • sylaz80 Re: BOLI 11.03.09, 14:48
            Część mnie chce druga część (ta bardzo głupia) nie chce ale
            logicznie i spokojnie do tego podchodząc nie ma innego wyjścia bo
            Izaurą nie jestem i nie będę.

            • czarny.onyks Re: BOLI 11.03.09, 14:58
              nie głupia!!!!!...tylko zakochana część
              nigdy nie myśl o sobie głupia...w jakimkolwiek kontekście!!!!!!!!!
              raczej ta pamiętajaca dobre chwile...

              dlatego własnie zyczę duzo siły...bo na poczatku łatwo nie będzie
              ale już chyba wiesz, co musisz zrobić..
              trzymaj się sylaz!
              • ktoj-akto Ciekaw jestem 11.03.09, 20:35
                Waszych reakcji, rad, mądrości gdyby napisał ON? Zwierzając się, że
                wytrzymał 8 lat z żoną, która była obcym człowiekiem. Samolubna, egocentryczna i skrajnie egoistyczna, która traktowała go jak swoją
                zabawkę do drapania pleców płacąc mu za to fantami, np. samochodem.
                Może ta nowa jego kobieta jest zwykłą k... (przyczynek do rozważań
                jakie są kobiety!!!) Ale może jest dobra, czysta i... osobą, która
                potraktowała go jak człowieka, czym go ujęła, dzięki czemu zaczął
                oddychać pełną piersią.

                Nie wiem tak naprawdę. Chcę tylko zwrócić uwagę, że WSZYSCY mogą popełniać błędy. A tu mamy do czynienia z naświetleniem jednej tylko
                strony.

                Autorko wątku, nie jestem twoim adwersarzem, wrogiem. Nie wierz w to,
                co on mówi, że mówi jego adwokat! Sama weź adwokata niezwłocznie. Bo
                sprawy rozwodowe bywają bardziej skomplikowane, niż Ci się wydawać może. Widzę, że jest Ci niezbędna pomoc prawnicza. Zwłaszcza, że ON
                korzysta z doradztwa.
                • frip0 Re: Ciekaw jestem 11.03.09, 20:38
                  wiadomo że kobiety sie jednocza jak taki temat zobaczą -one lubią
                  sie na duchu podnosić taka ich natura. Myślę że nad facetem by sie
                  tak nie litowałysad
                • robert.83 Re: Ciekaw jestem 11.03.09, 20:46
                  Wygląda na to, że samozwańczo stałeś się Advocatus Diaboli w tym
                  momencie. Nawet jeśli żaden z nas tak nie myśli (w co wierzę), to
                  faktycznie słusznie jest zwrócić uwagę, że takie rzeczy też mają
                  miejsca.

                  Bardzo celna uwaga a propos prawnika. Pozwól, że się pod tym
                  podpiszę. Mogę sobie tylko wyobrażać jak ciężko jest w takim
                  momencie myśleć pragmatycznie... ale trzeba.
                  • gapuchna Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 22:00
                    - robiłam dla niego wszystko....

                    Bardzo mi przykro, ze przechodzisz przez takie doświadczenie, ale na miłość
                    boską! - po jaką cholerę robiłaś W S Z Y S K O dla faceta, który
                    prawdopodobnie sobie tego nawet nie życzył????????

                    Warto jest się zatracać dla drugiej osoby? Dla kogokolwiek? Wybacz mi, nie będę
                    pisała więcej, bo ja mam trochę inne zdanie o wszystkim. Mąż bydlak, to nie
                    ulega kwestii. Jego zachowanie szczeniackie i okrutne zarazem, ale .... czasem
                    aż podstawiamy tyłki do bicia.
                    • rumunska_ksiezniczka Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 22:18
                      ale jeśli wszystko układa się od początku i jeszcze nie wiadomo, że facet okaże
                      się bydlakiem, to człowiek daje z siebie wszystko. stara się, dzieli wszystko,
                      tworzy coś razem, bez podziału na twoje/moje.
                      czasem brakuje czasu na margines egoizmu.
                      do czasu.
                      potem przychodzi opamiętanie, zastanowienie, czy było warto.
                      ale czy warto od początku zakładać, że coś pójdzie źle, że druga strona okaże
                      się bydlęciem, że wszystko weźmie w łeb? gdyby każdy robił takie założenie, nie
                      byłoby szczęśliwych rodzin, długoletnich małżeństw, zbudowanych na zaufaniu.
                      nie mozna budować związku na egoizmie. to właśnie zaufanie sprawia, że wierzymy,
                      że wszystko będzie dobrze. a potem już bez kontroli człowiek się zatraca, oddaje
                      siebie.
                      i ponosi porażkę lub nie. taka jest sztuka życia. sztuka budowania wspólnoty,
                      rodziny.
                      na czymś to się musi opierać. muszą byc jakies fundamenty.
                      • gapuchna Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 22:48
                        Nie. To jest postawa życzeniowa: zrobię wszystko, będzie mnie kochał. To trochę
                        jak taki bluszcz, tyle że emocjonalny.

                        Między kobieta a mężczyzną powinno być partnerstwo. A kompromisy działają w obie
                        strony, nie tylko jedną. Jak się ułożyć na pozycji podległej na początku, to już
                        tak będzie do końca. jeśli wywalczysz sobie niezależność i samodzielność,
                        będziesz traktowana jak partner, nie jak ktoś słabszy, a przez to niejako
                        gorszy. Tylko ja sama wiem, ze to łatwo tak mówić. Ale z drugiej strony - może
                        gdyby ten facet nie miał wszystkiego podanego na tacy, może potrafiłby cenić, ze
                        ma żonę, na którą może liczyć. Rozpieszczanie nigdy nie przynosi korzyści, ani
                        stronie rozpieszczającej, anie suma summarum - stronie rozpieszczanej.

                        Chyba nie wolno nikogo stawiać na piedestale, ani samemu się tam windować.
                        • rumunska_ksiezniczka Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 22:54
                          no tak.
                          sztuka, to znaleźć osobę, która tak samo uważa i co więcej - tak postępuje.
                          oczywiście każdy powinien mieć w zyciu jakiś margines tylko dla siebie.
                          prosty przykład:
                          to, że jest się w związku, nie znaczy, że nie wolno spotykać się z koleżankami
                          na kawkę, z kolegami na piwko.
                          nie trzeba rezygnować z jakiegoś kursu, siłowni itp.
                          ale ludzie różnie reaguja na poznanie drugiej osoby. czasem jak ktoś jest świeżo
                          w związku, to nagle otwiera mu się jakas głupia klapka i wszystko inne idzie w
                          odstawkę i liczy się tylko on/ona, a potem po kilku latach i nieudanym związku
                          okazuje się, że zostało się na lodzie.
                          bez znajomych, zainteresowań... odskoczni jakiejkolwiek.
                          • frip0 Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 22:59
                            He he chłopak mojej kumpeli zrobił jej awanture o to że ją Isia
                            nazywałemtongue_out
                        • hesse.1 Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 22:54
                          trochę się rozrósł ten temat... pogubiło sie więcej niż mogło odnaleźć, ale
                          świetnie się to wszystko czyta... smile na koniec swojej aktywności tutaj napiszę,
                          że wszystko powinno się niejako naturalnie uzupełniać, że wyważone i roztropne
                          działania, czy to kobiet, czy mężczyzn, nie dają może gwarancji szczęśliwego
                          związku, ale przecież w znaczący sposób stanowią o aspekcie jego istnienia.
                          • gapuchna Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:01
                            Hesse, dobrze powiedziałeś.

                            księżniczko, no właśnie nie można się zatracać. Zatracić możesz się w miłości
                            fizycznej z nim, w pocałunkach. Ale życie jest twarde, brutalne i sporo tzreba
                            się nagłówkować, by jakoś wyjść z tego wszystkiego z honorem. I by nie trzeba
                            było płakać.... dlaczego tak się stało?

                            Wracając do autorki wątku - nie wytrzymałabym. Zwyczajnie w obecności adwokata
                            przedstawiłabym dowody. Przy takim stosunku, jak on jej okazuje, to nie wiem, co
                            jest do ratowania? Jak można zapomnieć o takich słowach, jakimi on określa żonę?

                            Czy naprawdę bycie faceta jest aż taką koniecznością, by pozwolić się niszczyć?
                            To jakiś masochizm. I to trwa chyba - o ile zrozumiałam - kilka tygodni...
                            • rumunska_ksiezniczka Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:05
                              no tak gapciu, szmatę należy traktować jak szmatę i jak ktoś się pozwala
                              traktować jak szmata, to pewnie tą szmatą jest.
                              (to nie o autorce wątku tylko tak ogólnie)
                              • gapuchna Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:11
                                Ja wiem, ze to strasznie brutalnie brzmi, co napisałaś, ale jakoś życie nas
                                wszystkich nie rozpieszcza - prawda? Więc może warto sobie nałożyć taki
                                chitynowy pancerzyk i nie nadstawiać się niepotrzebnie. Bo i tak duża dawka bólu
                                jest nam pisana, czy tak, czy siak.
                                • frip0 Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:13
                                  Mnie tam rozpieszczatongue_out
                                • rumunska_ksiezniczka Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:16
                                  ja już sama nie wiem jak to jest.
                                  nie wiem, czy ktoś jest w stanie rozłupać mój pancerz. pewnie tak ale czy to, co
                                  jest pod nim warte jest rozłupywania.
                                  zaczynam wątpić.
                                  błędne koło.
                                  • frip0 Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:17
                                    Rumusiu Ty sie chyba ode mnie zaraziłaśtongue_out Wiosna idzie cieszyć sie
                                    trzebasmile
                                  • robert.83 Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:24
                                    Be-ze-duurysmile.

                                    Uwierz mi, Księżniczko, nie ma takiego pancerza, którego nie da się rozłupać na
                                    pył. A to miękkie wnętrze jest tym więcej warte, im trudniej się do niego dostać.
                                    Wartość, jaką wszyscy obiektywnie przedstawiamy jest podobna. A wartość, którą
                                    przypisujemy TEJ osobie... cóż... najwyższa.
                                    • gapuchna Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:28
                                      Wszystko rozbija sie o jeden problem:

                                      ŻEBY TRAFIĆ NA SWOJEGO CZŁOWIEKA, jak się to uda, to życie w radości i spokoju
                                      jest jakoś tam jednak gwarantowane. No i z tym są problemy, niestety.
                            • gapuchna Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:05
                              tfu! - obecność faceta. Zaczynam pisać niegramatycznie. zmęczenie.
                          • dunka76 Hesse 11.03.09, 23:02
                            Zostawiłam Ci krótką wiadomość na gg i wysłałam @, żebym mieć pewność, że
                            wszystko dotrze.
                            • dunka76 Gapuchna 11.03.09, 23:03
                              A Ty z łaski swojej też odpal gg i przeczytaj wiadomości. Ja już idę spać. Mam
                              łeb jak sklep sad
                          • rumunska_ksiezniczka Re: Zastanowiło mnie jedno zdanie: 11.03.09, 23:03
                            prawda jest taka, że jak nie ma miłości, to nie ma związku. proste
                • czarny.onyks Re: Ciekaw jestem 11.03.09, 22:41
                  gdyby napisał on....tez mogłoby sie okazac, że to zła kobieta była...

                  ale ten facet mógł z klasą odejść...
                  bolałoby....
                  a to co on wg autorki robi wskazuje, że to świnia

                  nigdy wina nie lezy po jednej stronie
                  czasem nieświadomi jesteśmy tego, jakie błędy popełniamy

                  ale czasem okazuje się, ze ta druga osoba jest niedojrzała....
                  • ann.0 ...wina jest pośrodku? 12.03.09, 09:14
                    ...gubimy się w gonitwie za czasem i nie zauważamy, jak się oddalamy od siebie.
                    Nie rozmawiamy ze sobą,bo się mijamy w drzwiach.... Udaje nam się tylko odp.
                    na najprostsze pytania: "Co w pracy?"
                    Ona -często tak po prostu zasypia, nie widząc, ze On czeka....-wodzi za Nią
                    wzrokiem....On nie dostrzega Jej zmęczenia.....
                    I czy dalej winna jest pośrodku?

                    • rumunska_ksiezniczka Re: ...wina jest pośrodku? 12.03.09, 09:39
                      oczywiście, ze po środku. związek tworzy dwójka ludzi.
                      napisałaś tak, jakby to żona była zmęczona pracą a mężowi chodziło tylko o seks.
                      ale przecież w każdym związku jest inaczej, czasem to facet haruje jak wół, a
                      ona ma pretensje, że on ją zaniedbuje.
                      wina prawie zawsze leży po obu stronach, chyba że mamy do czynienia z patologią
                      taką jak alkohol, czy bicie. poza tym wszystko jest to uzgodnienia.
                      • ann.0 Re: ...wina jest pośrodku? 12.03.09, 10:09
                        ...napisałam o oddalaniu się...-według mnie to jest główna przyczyna...
                        Kobieta często zapomina o sobie...-i myślę, ze w przypadku Autorki postu tak
                        było-i tu jest Jej wina...
                  • sylaz80 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 09:26
                    Praktycznie nie wiem co napisac - czy się bronić czy nie...

                    To co tu napisałam jest szczerą prawdą - z ręka na sercu.
                    Co do drapania to jak go tez drapałam smile - Co do prezentów to teraz
                    widzę, że był to błąd - uszczęśliwianie na siłę..hmmm

                    Był bardzo zadowolony, jak w pracy mówili mu - jaki świetny płaszcz -
                    ale masz dobrany krawat do koszuli - niezłą bryke masz....i sam
                    odpowiadał - moja żona miała dobry dzień i kupiła mi samochód.

                    To nie był dobry dzień dla mnie - to był zakup samochodu dla nas...
                    ja tez lubie jeździc fajnym sportowym autkiem.
                    Cieszyłam się i byłam dumna z męża a on też bardzo się cieszył i
                    mówił "nigdy nie wyprzedzałem 4 samochodów na raz...extra"

                    Co w kochance zobaczył....? Jest typem własnie takiej suki... co
                    chwilę opierdzieli go co mówi... co robi... da bardzo ostry
                    sex...jest nowością....jak na razie tą zawsze ładnie wyglądająca i
                    pachnącą....żyje z dnia na dzień.

                    Ja jestem przeciwnością - spokojna, zaplanowana, realizująca
                    marzenia (które teraz widzę dla niego nie miały zbytniego znaczenia).

                    Wiem, że się różniliśmy co do oczekiwań od życia i planów ale zawsze
                    myślałam, że będzie partnerstwo i nic na siłę... ja z czegoś
                    zrezygnuje to on też powinien i czasami rezygnował a z każda
                    rezygnacją wzrastała w nim niechęć.

                    Nic jednak nie usprawiedliwia takiego obgadania mnie i chęci
                    pogrązenia.... ja mu w życiu krzywdy nie zrobiłam...zawsze stałam za
                    nim murem, byłam lojalna i szanowałam.
                    Skąd u niego teraz taka nienawiśc do mnie - to boli najbardziej.
                    • ann.0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 09:44
                      ..., więc czasami ta wina nie leży dokładnie pośrodku.
                      Syla, chyba teraz nastał ten czas, abyś to Ty wyglądała ładnie i pachnąco...-czy
                      to trudne hmhm?
                      • robert.83 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 09:53
                        Dla takiej postawy jaką on przejawia nie mogę wykrzesać z siebie zrozumienia.
                        Dla mnie facet jest przekreślony.

                        Ładnie i pachnąco? Tak. Ale już dla kogoś bardziej wartościowego, dla siebie
                        samejsmile na początek.
                        • rumunska_ksiezniczka Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 10:12
                          właśnie robercie, kobiety bardzo często o tym zapominają, ze najważniejsze jest
                          ich własne ja. zamiast tego, odgrywają rolę matki polki, zatracając się i
                          zaniedbując - wcale nie mówieo zewnętrznym zaniedbywaniu, ale równieżo wewnętrzym.
                          anno, tez tak myślę. z jakiegoś powodu jednak faceci zdradzają.
                    • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 10:40
                      No właśnie może Ty go chciałas zatrzymać tymi prezentami???
                      • sylaz80 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 10:54
                        Jak zatrzymac?? - przeciez nic nie wskazywało na to, żebyśmy chcieli
                        się rozstawac.

                        lubiłam mu sprawiac przyjemność i dla mnie to tez btła przyjemnośc
                        • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 10:57
                          Nie wnikam w to czemu byliście razem -co jego trzymało przy Tobie-
                          dla mnie to dziwne jak kobieta sprawia takie prezenty swojemu
                          facettowi-choć może razem zapracowaliście na ten samochód???
                          • sylaz80 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 11:07
                            nie razem

                            raczej tego nie zrozumiesz, że sa na tym świecie kobiety, że jak
                            kochają to bardziej się liczy ta druga osoba niż ona sama.
                            Taka już jestem i jestem chyba skazana na samotnośc bo każdy
                            następny będzie to wykożystywał i znowu skończy się to tak samo.
                            Jestem głupia i naiwna w miłości
                            • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 11:10
                              Nie pisz o sobie głupia bo na pewno nie jesteśsmile Piszesz tak jakbys
                              nie ceniuła samej siebie-może sie myle ale takie odnosłem wrażenie
                              Ja kumam że są takie kobiety ale moim zdaniem jeśli coś zdobywa sie
                              razemsmile to jest zupełnie inaczej niz dostać coś na tacysad
                              • sylaz80 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 11:13
                                Jestem tak zrozpatrzona i załamana że już nie wiem co myśleć
                                • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 11:19
                                  To przynajmniej nie myśl zę jesteś beznadziejna głupia bo tak nie
                                  jest.Wina moim zdaniem ewidentnie leży po stronie Twojego
                                  męża.Pamiętaj o tymsmile Sytuacja jest ciężka sad No cóż na dupka
                                  trafiłaś -ale jak on mógł się maskować skutecznie tyle lat i
                                  niedawno jeszcze przyszłość planowal z Tobą chyba?
                                  • ann.0 Syla.... 12.03.09, 11:22
                                    ...co zrobisz dzisiaj dla siebie?
                                    Nową fryzurę?
                                    Kupisz sobie nową sukieneczkę?
                                    Odpoczniesz u kosmetyczki?
                                    Czy pójdziesz na ploteczki i dobre winko do najlepszej swojej przyjaciółki?
                                    • frip0 Re: Syla.... 12.03.09, 11:31
                                      Czy to cos pomoże -wątpięsad to nie nastolatka którą chłopak zostawił
                                      po miesiącu chodzenia -jej się małżeństwo rozpadło przypomnęsad
                                      • ann.0 Re: Syla.... 12.03.09, 11:35
                                        ...musi znów poczuć, że jest Kobietą-bez względu na wiek.....
                                        • frip0 Re: Syla.... 12.03.09, 11:38
                                          Tu nie chodzi o wiek -do poczucia że jest się kobietą potrzeba
                                          kiecki i pachnidełek??big_grin
                                          • ann.0 Re: Syla.... 12.03.09, 12:03
                                            ...to jest początek...tongue_out
                                            Ps. co Ty wiesz....o kobietachtongue_out
                                            • frip0 Re: Syla.... 12.03.09, 12:05
                                              Okazuje sie że nic -dziwi mnie jedno jak mogła żyć z facetem i nic
                                              nie podejrzewać?????
                                              • hesse.1 Re: Syla.... 12.03.09, 12:09
                                                Frip- polecam dogłębną analizę słowa Trwałość i zależności, które je tworzą.
                                                Najlepiej na podstawie własnych doświadczeń z przeszłości.
                                                • rumunska_ksiezniczka Re: Syla.... 12.03.09, 12:17
                                                  hesse, doświadczenia zazwyczaj są z przeszłości, ykhyyyym ;-P
                                                  • hesse.1 Re: Syla.... 12.03.09, 12:43
                                                    "hesse, doświadczenia zazwyczaj są z przeszłości, ykhyyyym ;-P"

                                                    a ta znowu mnie ściga... smile zazwyczaj są przeszłością...
                                                    popatrz też czasem na doświadczenia innych, bo mogą stać sie Twoja
                                                    przyszłością... wink
                                                  • rumunska_ksiezniczka Re: Syla.... 12.03.09, 12:45
                                                    nie bądź taki móndry ;-P
                                                    przecież cały czas się przyglądam doświadczeniu koleżanki i nawet ręce załamuję.
                                                    to zabrzmiało jak jakaś przepowiednia, obyś był fałszywym prorokiem.
                                                  • gapuchna Re: Syla.... 12.03.09, 15:33
                                                    Fripo, podoba mi się to co dziś piszesz.

                                                    Sukienka, kosmetyczka dobre as na chandrę. Na rozwód to za mało, a w dodatku na
                                                    TAKI! rozwód. Kobiecie się zawaliło życie. Za jakieś pół roku, albo jeszcze
                                                    później, to ona sobie pójdzie poszaleć ze sobą, ale nie teraz.

                                                    Teraz potrzebuje wsparcia rodziny, matki, rodzeństwa - kogo tam ma po swojej
                                                    stronie.

                                                    I chyba mocnej, oczyszczającej rozmowy z mężem.

                                                    I może nauczona doświadczeniem - nie kupuj już nigdy mężczyźnie prezentów. Nie
                                                    sadze, by to ich uszczęśliwiało. No chyba ze to jakas odmiana "tulipana" ten
                                                    twój mąż...
                                                  • sylaz80 Re: Syla.... 12.03.09, 16:04
                                                    Nawet nie wiesz jak bardzo chciałam porozmawiac - pisałam wczesniej
                                                    że próbowałam rozmowy i próbowałam jeszcze ratować.

                                                    Pytałam co się dzieje a on odpowiadał, że mam kuku i sobie coś
                                                    ubzdurałam a to że nie ma ochoty na sex czy przytulenie to ma
                                                    problemy w pracy i w ogóle kryzys wieku średniego...

                                                    Na pytanie kochanki jak ma zamiar ze mną skończyc odpowiedział -
                                                    "nic...powiem żegnaj i wyjdę"

                                                    Może w niedzielę jak zobaczy swoje rzeczy i powiem mu że o wszystkim
                                                    wiem to coś powie w co wątpię bo widzę, że jest strasznym tchórzem
                                                  • ann.0 sposób na łzy... 12.03.09, 18:56
                                                    ...jest? Sposób na ból, cierpienie? Chyba nie ma-trzeba go przeżyć,ale trzeba
                                                    próbować...-tak zwyczajnie żyć z nim...
                                                    Syla, czy długie rozmowy łagodzą Twój ból?
                                                    Byłam na Ciebie wściekła, że tak się zatraciłaś w swoim życiu, że zapomniałaś o
                                                    sobie...-wiem po prostu tak kochasz...i cenię Cię za to, ale proszę-poszukaj
                                                    sposobu na te najsmutniejsze dni...-sposobu, który nauczy Cię żyć z tym, co
                                                    przyniosło Ci życie......
                                                    Ps. Zacznij od siebie-powiedz sobie, ze dasz radę-mimo że tak bardzo boli...
                                • hesse.1 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 11:31
                                  sylaz80- wiesz co? piszesz o "technicznej" stronie związku. ok, jest to ważne,
                                  tylko, że takie "kłopoty" przydarzają się ludziom dosyć często. Nie tylko
                                  Tobie.Piszesz, że jesteś zrozpaczona i załamana. Wsiądź może do samochodu, który
                                  dałaś komuś w prezencie.Albo nie, popisz o uczuciach, o miłości, o tym jak ją
                                  widzisz, jak się zmienia
                                  w Tobie, jak prawda o niej odchodzi nagle daleko, gdyż nie spełniło się kilka
                                  podstawowych warunków do jej zaistnienia i trwania. Nie jesteś sama w takim
                                  "problemie".Wierz mi, reszta rozwiąże się.Odejdzie w końcu, stanie się jakimś
                                  doświadczeniem, nabytym, zrozumianym, zaakceptowanym. Pomyśl o Miłości i zauważ,
                                  kogo chciałaś nią "obdarzyć" i co z tego wynikło.
                                • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 11:37
                                  Przypomina mi się kumpela którą chłopak po 5 latach zostawił
                                  tzn .inaczej ona go zostawiła bo wyszły jego zdrady na wierzch.
                                  Pisała mi że jeśli np on nie chciał zjeść obiadu z jej rodziną i
                                  robił focha to ona go za to przepraszała-no ręce opadająsad i jeszcze
                                  dostał sznse od niej powrotubig_grin
                      • ktoj-akto Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 11:23
                        Kiedy przeczytałem kolejny post Sylaz, w którym powątpiewa w zainteresowanie męża realizacją jej zamierzeń, pomyślałem,że 8 lat to
                        szmat czasu. I jestem trochę zdziwiony, że dopiero teraz - w krytycznej sytuacji - docierają do niej takie myśli, refleksje.

                        Miałem sąsiada. Mieszkał w wolnostojącym jednorodzinnym domu z żoną
                        heterą. Całe dnie spędzał w ogródku: kopał, sadził, nawoził, podlewał
                        ...kwiatki. Umarła. I on wtedy powyrywał te kwiatki, zniszczył rabatki i zasiał trawnik. Przyznał mi się, że nienawidził tych roślinek. Domyśliłem się, że to była jego ucieczka. Od niej. Stał się
                        zupełnie innym człowiekiem. Radosnym, pełnym życia. Zgubił smutną, ponurą minę. Zaczął żyć. Oddychać pełnymi płucami, jak wyciągnięty z wody topielec, jak wypuszczony na wolność więzień. Czy ktoś się dziwi
                        że skazańcy nie lubią przybytków odosobnienia? Nawet komfortowych!

                        P.S. W zadziwienie wpędził mnie passus świadczący o dogłębnej znajomości następczyni autorki wątku. Nawet o jej ostrym seksie!?
                        Też daje do myślenia.

                        P.S.2. Rojenia o rozłożeniu winy są dla mnie przejawem niedojrzałości
                        nieznajomości psychiki ludzi, życia. Wina NIGDY nie jest równo rozłożona. W związkach ZAWSZE jest strona dominująca i podporządkowana. Często bywa to koegzystencja sadystyczno-masochistyczna. Z pozoru idealna.
                        • sylaz80 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 15:46
                          Przecież ja pisałam, że nie jestem bez winy - nikt nie jest idealny -
                          czy w ogóle znasz idealnie dopasowaną parę lub małżeństwo.

                          Ja jego plany też realizowałam - jak najbardziej - a on moje...
                          Myśli, czy pasujemy do siebie czy nie były od dawna - ale obserwując
                          inne pary to zawsze coś jest nie tak - właśnie na tym polega
                          partnerstwo moim zdaniem, że się idzie na ustępstwa i kompromis.
                          Ja nie jestem egoistką - wręcz przeciwnie mam strasznie dużo empatii
                          i zrozumienia - zawsze stawiam się w czyjejś sytuacji i nie wyciągam
                          pochopnie wniosków.

                          On też był takim człowiekiem - przynajmniej takim się pokazał -
                          zawsze była dyskusja i dogadanie się - jeżeli coś mu się nie
                          podobało to o tym mówił.

                          Jedyne na co się nie zgodziłam to wyprowadzka do bloku (mieszkamy na
                          wsi) - on nie miał ochoty robić czegokolwiek na około domu - więc
                          skoro tu zostaliśmy przy moim to w zamian nie wymagałam od niego
                          żadnej pomocy w ogrodzie.
                          On za to nie lubił chodzić do kina i ja chociaż filmy uwielbiam
                          przestałam prosić o te wyjścia.
                          Można tak wymieniać w nieskończoność z czego zrezygnowałam ja dla
                          niego a z czego on dla mnie.

                          Ktoś powie – bez sensu się tak ograniczać i rezygnować z bycia tym
                          kim się chce – ale warto właśnie dla wspólnej egzystencji – rozmów,
                          przytulania, planów. Przecież nie rezygnujemy ze wszystkiego ale z
                          malej części siebie a dostajemy w zamian dużo więcej radości jak się
                          wszystko przeżywa razem.
                          Nie mówiąc tu już o aspektach że kobieta pomaga mężczyźnie (pierze
                          sprząta prasuje gotuje) a facet kobiecie – wymieni olej w
                          samochodzie, zrobi ciężkie rzeczy, naprawi coś.

                          Zdrada zaczęła się pół roku temu - nie trwała latami.
                          Moją następczynie znam z jego opowiadań na początku - sam się z niej
                          wyśmiewał - potem coraz więcej z nią pisał i rozmawiał - nawet
                          zostaliśmy zaproszeni do niej na imprezę więc tez ją poznałam.

                          Potem zaczęła do mnie pisać na gg i chciała się przyjaźnić ale tylko
                          w jednym celu - żeby mnie wyczuć... Ja naiwnie wierzyłam że to tylko
                          koleżanka - jak zaczęłam podejrzewać że coś więcej to oni juz spali
                          ze sobą co najmniej 3 razy a mąż był już sprzedany.

                          o seksie wiem z ich korespondencji - bo go często wspominają.

                          Ja nie roztrząsam czyja to wina, że w ogóle do zdrady doszło - nie
                          ma sensu już bo co to zmieni - ja szukałam pocieszenia na ból i
                          chciałam się wypisac-wypłakac. Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia!!

                          Dzisiaj musze go zacząć pakować - jakbym cześć siebie wyrzucała...
                          • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 15:51
                            Moim skromnym zdaniem to on nawalił-z tego co opisałaś byliście
                            normalną parą jaakich wiele i na pewno bylibyście razem gdyby nie
                            głupota Twojego mężasad
                            • sylaz80 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 16:10
                              Dzięki Frip

                              A tak z ciekawości to ty chyba dzisiaj cały dzien na formu
                              siedzisz smile
                              Zjadłeś coś i wypiłeś w między czasie - bo się odwodnisz smile

                              Chyba, że taki zbieg okoliczności, że zaraz pod moim postem ląduje
                              Twój - bardzo pocieszający zresztą - dziękuję
                              • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 16:12
                                Nie cały ale teraz akurat jestem-w pracy zasój mam szef mnie nie
                                potrzebuje -ale jutro mamy fuche tzw to sie lenienie skończytongue_out
                              • rumunska_ksiezniczka Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 17:19
                                czy dobrze rozumiem, że sukinkot ci nawet nie powiedział o kochance? tylko sama
                                sie dowiedziałaś?
                                moja wizja jest taka, że mu młoda dupa w głowie zawróciła i jak tylko im się
                                przestanie układać (tzn. nie będzie tak kolorowo jak on sobie to wyobraża), to
                                wróci do ciebie na kolanach. ale czy ty go wtedy jeszcze będziesz szanować?
                                • gapuchna Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 19:23
                                  A macie ze sobą dziecko? Jeśli tak, to może warto trochę powalczyć o związek, ale jeśli nie - to odpuść go sobie.
                                  Co ci po mężczyźnie, który o tobie opowiada innej, który wyśmiewa cię do innej, który nie umie zachować się jak dorosły człowiek, tylko kluczy niczym małe, rozkapryszone dziecko?

                                  Sylaz, zastanów się, o kogo ty płaczesz! Dziewczyno - zastanów się! Dla własnego dobra. Wkleję ci taki list, zobacz, może czasem warto odpuścić. Inna sytuacja, bo odwrotna do twojej, to ona znalazła sobie kochanka, ale czy nie warto było?


                                  PRZECZYTAJ.......


                                  ierwszym mężczyzną, z którym miałam do czynienia, był mój brat. Przepiękne, hołubione i kochane przez wszystkich dziecko. Mnie, jako starszej siostrze, przykazano opiekować się nim aż po grób - więc się opiekowałam.

                                  Wyrósł na pięknego mężczyznę, był znanym sportowcem; kobiety lgnęły do niego. Byłam świadkiem jego pierwszego małżeństwa, potem następnych. Każdą ze swoich kobiet kochał namiętnie i "aż po grób", w co wierzyłam ja i te kobiety. Brat miał duży wpływ na moje życie.

                                  Drugim mężczyzną mojego życia był mój tata. W dzieciństwie nieobecny: grał w zespole muzycznym i częściej słuchałam go w radiu, niż widziałam w domu. Otoczony fankami opuścił nasz dom, więc znaczącego wpływu na moje życie nie wywarł.

                                  Pierwszy raz zakochałam się, mając 14 lat, w przepięknym chłopcu. Wszystkie dziewczyny mi go zazdrościły - był jak na tamte czasy modnie ubrany, niesamowicie przystojny, pięknie się poruszał. Nasza miłość była bardzo romantyczna, przez cztery lata polegała na rozmowach i ukradkowych pocałunkach. Po tych czterech latach załatwił z rodzicami "wolną chatę" i zadbał o wszystko: świece, cicha muzyka, delikatny taniec, muskający dotyk. To miał być nasz pierwszy raz.

                                  Cha, cha, cha - czar prysł, gdy mnie pocałował. Chyba mama przewidziała, co się będzie działo, i zrobiła mu przed spotkaniem jajecznicę z cebulą. Odkochałam się natychmiast, nie spotkałam go więcej.

                                  Drugi raz zakochałam się w chłopaku z mojej klasy. Skończyło się to małżeństwem i dwójką dzieci. On - artysta i marzyciel, ja - przytłoczona obowiązkami domowymi i pracą. Jako artysta uważał zarabianie na życie i wychowanie dzieci za sprawy zbyt przyziemne - oceniał, że doskonale sobie daję radę, a sam został stworzony do innych rzeczy.

                                  A że po dwóch porodach znacznie przytyłam, mąż nazwał mnie "mamulką" i tak już zostało. Nie miałam już imienia, nie byłam już kobietą - obiektem wzruszeń, westchnień, pożądania, byłam "mamulką" trojga dzieci (dwoje własnych plus mąż).

                                  Gdy dzieci się usamodzielniły, wzięłam się za siebie. Zaczęłam uprawiać sport, w półtora roku schudłam 30 kg i zrobiłam się z powrotem "laską". Miałam 32 lata i odzyskałam wiarę w siebie.

                                  To wtedy poznałam swojego mężczyznę. Jedno spojrzenie, krótka wymiana zdań i wpadliśmy sobie w ramiona - co to było za szaleństwo! Jak on na mnie patrzył! Jak pożądał! Jak dotykał! Poczułam się wreszcie kobietą. Nasza znajomość była burzliwa - od rozstań po powroty, ale brnęłam w nią, bo takiej rozkoszy nie dał mi do tej pory żaden mężczyzna.

                                  Mimo wszystko zachowałam, pewnie przez wzgląd na dzieci, resztki rozsądku. Nie chciałam rozwodu. Mimo wszystko na swój, "mamulki" sposób kochałam męża, czułam się obowiązana do opieki nad nim. Moje rozterki trwały trzy lata. W tym czasie mój mąż niczego się nie domyślił - trudno coś zauważyć, będąc wciąż nieobecnym.

                                  Po trzech latach zdobyłam się w końcu na szczerą rozmowę. Mąż był zaskoczony: - Jak ty, "mamulka", mogłaś mi coś takiego zrobić?!

                                  Zdecydowałam się natychmiast: ostre cięcie, rozwód i przeprowadzka do mojego mężczyzny. Jesteśmy razem już 26 lat i nigdy nie żałowałam tamtej decyzji. Nie mamy ślubu, mój mężczyzna nie jest ideałem - ba! daleko mu do ideału, jest narcyzem, wykorzystuje czasem moją fascynację. Ale dla niego wciąż jestem kobietą, nadal mnie pożąda, nadal mnie dotyka.

                                  Życzę tego wszystkim kobietom na świecie.
                                  • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 19:45
                                    Gapusiu jak są dzieci to nie jest tak łatwosad Ale popieram że
                                    koleżanka powinna rozstać sie z mężeem
                                    • sylaz80 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 22:55
                                      Nie - nie mamy dzieci bo on jest bezpłodny.

                                      Tak dobrze rozumiesz, że nic mi nie powiedział.
                                      Dowiedziałam się z przechwyconej korespondencji, którą sobie czytam
                                      od 22 lutego.
                                      Dziś rano pojechał niby na imprezę integracyjną - z przeczytanych
                                      rozmów wiem, że pojechał spotkac się z nia i spędzą weekend w górach.

                                      W niedzielę jak wróci będzie miał torby wystawione.

                                      Mieszka jeszcze w naszym domu tylko i wyłącznie z powodu pracy bo
                                      złożył na początku marca wypowiedzenie i jeszcze 3 miesiące musi
                                      pracowac - na czerwiec miał plan odejśc bez słowa - a w sumie ze
                                      słowem " ŻEGNAJ".
                                      Chciaż ona strasznie naciska, żeby zrobił to wcześniej i mieszkał u
                                      swoich rodziców a do nie przyjeżdżał na weekendy (bo przeciez w
                                      ciągu tygodnia ma jeszcze 2 innych facetów, których jak na razie nie
                                      wyrzuci ze swojego życia dopóki nie będzie pewna w 100% że on ode
                                      mnie odejdzie).
                                      • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 22:57
                                        Jak nie masz dzieci z tytm burakiemto daj mu kopniaka-nie wiem co
                                        tak przeżywasz ?? tego dupka??? Daj spokój wszystko przed Tobąsmile
                                        • sylaz80 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 23:08
                                          Teraz to już się chyba użalam nad sobą... Bo przecież nie mogę go
                                          już kochac po czymś takim - chociaz jakieś resztki miłości się
                                          odzywają ale zaraz je tłumi złość.

                                          Różne myśli mi latają po głowie - pamiętając z czasów szczeniackich
                                          to najlepszym lekarstwem na rozstanie był następny "związek" (o ile
                                          można tak poważnego słowa użyc na te czasy).

                                          Chciałabym teraz mieć ktosia - bo ja taki przylepek jestem a z
                                          drugiej strony nie chce słyszec o żadnych facetach.

                                          Myślę bez sensu i sprzecznie - popijam neospazmine (polecam
                                          rewelacja winkza jakiś czas się uspokoję pewno ale na razie mam kręćka
                                          • frip0 Re: Ciekaw jestem 12.03.09, 23:17
                                            Mnie neospazmina nie ruszała -pamiętaj te dobre chwilesmile Ale faceta
                                            wypierdziel z chaty jak najszybciej-nie daj się złamaćsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka