Dodaj do ulubionych

lęk przed bliskością...(?)

21.06.09, 10:57
"Nigdy nie miałam partnera. Gdy byłam dzieckiem ojciec pił, ale moja rodzina nie była patologiczna. Jako nastolatka nienawidziłam ojca za to, że pije, a matkę za jej bierność. To wtedy postanowiłam przekreślić mężczyzn w moim życiu, uznałam, że dam sobie radę sama. I tak się stało. Jestem sama, zablokowana – w kontaktach z mężczyznami. Za to, że jestem samotna, mogę winić tylko siebie. Może zawiniłam lenistwem, biernością, wygodą? Bycie z kimś kojarzyło mi się z odebraniem wolności. Gdy mężczyźni próbowali nawiązać ze mną bliższy kontakt, ja uciekałam jak najdalej. Teraz czuję, że coś jest ze mną nie tak. Nie wiem, co robić, a czasu coraz mniej, by znaleźć kogoś bliskiego i nauczyć się z nim być. Zdaję sobie sprawę, że lęk przed samotnością to nie jest dobra motywacja do szukania partnera..."


Podobnych wyznań są setki...
Jak to jest z tym lękiem?
Można pragnąć bliskości a jednocześnie się jej bać(?)
Obserwuj wątek
    • evikon Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 11:02
      Są różna przyczyny lęku przed bliskością. Ja jestem skaleczona przez mojego
      byłego męża. Skrzywdził mnie bardzo, a teraz boję się mężczyzn, boję się im
      zaufać, boję się z kimś zamieszkać, nie ufam im.... i też nie wiem jak ten
      problem rozwiązać.
    • altea7 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 11:30
      Myślę, że można. Wzorce z dzieciństwa nas kształtują, nawet jeśli nie zdajemy
      sobie z tego sprawy. Możemy się bać, że powielimy to, co złe, albo, że u nas nie
      będzie tak dobrze, jak było w domu.
      To się wiąże z podejmowaniem ryzyka, z zawalczeniem o swoje życie, bo ono jest
      takie, jakim my je stworzymy. Nasze drogi, wybory, ucieczki, lęki, ale też nasze
      pragnienia, cele, szczęście.
    • kawamija Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 13:59

      Nie ma we mnie taaaaaaaaaaakiego lęku......

      Wypada jedynie podziękować tym, co dotąd byli ze mną, obok mnie....smile

      -*-*-*-
      ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś sam.....
    • niedzisiejsza5 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 14:32
      Można,oj można się bać...Jest to w moim przypadku lęk całkowicie
      irracjonalny,ale jest.Chciałabym i boję się...
      Najbardziej chyba tego,że ktoś może sobie zażartować ze mnie...
      że nie sprostam oczekiwaniom....
      że zostanę zraniona...
      itp.itd.
      Pozdrawiam wszystkich,którzy się boją
      p.s.Ale ciągle mam nadzieję,że to się zmieni!
      • evikon Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 15:48
        Tak, nadzieja to jedyne co trzyma nas w pionie.
        • eufrosynee Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 18:26
          Zatem znacie dobrze ten lęk... Można go "oswoić"(?)

          A jeśli pojawia się w chwili gdy pragniecie zrobić Ten Właściwy Krok Naprzód...
          Niespodziewanie przypomina Wam, o tym o czym usilnie próbujecie zapomnieć...
          Jakimi metodami z nim walczyć? Walczyć, by wreszcie wygrać..
    • raf.1 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 16:31
      zależy co mamy na myśli. Bliskość.. czy tylko ta fizyczna, czysty, zwierzęcy instynkt bycia z kimś, czy może ta bardziej rozbudowana, wikłająca uczucia i duszę, zniewalająca, ustanawiająca regułę: Ty jesteś moim szczęściem,dzięki Tobie coś osiągnę, jesteś też moim celem i spełnieniem wszystkiego, co sobie wymarzyłem/am? Pierwszy rodzaj, nad nim bardzo łatwo jest zapanować i kontrolować go, gdyż w zdrowych relacjach jest tylko uzupełnieniem, częścią pewnego rytuału zawartego w prawdziwej bliskości.
      Natomiast drugi w naturalny sposób wymusza pewne podporządkowanie się drugiej istocie, nakłada też jakieś oczekiwania
      i jeśli zabraknie w tym akceptacji na takie działania, zaczynają się konflikty, uwidocznia się rozczarowanie, zaczyna dochodzić obawa, czy aby na pewno jest to to, w czym chcę być, tkwić, a w konsekwencji żyć.
      Obawa jest czymś naturalnym jeśli wynika ze zdrowych spostrzeżeń, które osiągnęliśmy do tej pory. Podejmując decyzję o zamknięciu się na bliskość, możemy uzyskać chwilkę złudnego spokoju, cząstkę jakiejś "stabilizacji", lecz tracimy wtedy sporo cennej i dobrej motywacji, która poprzez właśnie bliskość może nam dać tak wiele. Rozważając za i przeciw, powinniśmy ustalić sobie jasne granice tego bycia blisko
      i jeśli chcemy je przekraczać w celu osiągania szczęścia, otwarcie, na ile to jest tylko możliwe, trzeba weryfikować dalsze kroki. Podczas takiego procesu może okazać się, że zaszliśmy za daleko i już nie jesteśmy w stanie w jakiś racjonalny sposób "kontrolować" tej bliskości i wtedy to nazywane jest miłością. wink
      Czy udana i szczęśliwą? Czas pokazuje nam to nieustannie, tylko wiąże się to z ryzykiem, które jednak nie powinno nas ograniczać, gdyż skutków bycia blisko, nie można przewidzieć jednoznacznie
      i negatywnie, nie rozpatrując ich z perspektywy czasu.
      --
      czas sygnaturek
      • eufrosynee Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 18:18
        A bliskość postrzegana jako bliskość fizyczna bez jakichkolwiek uczuć, emocji, zaspokojenie pewnych żądz to też bliskość(?) Można tak ją nazwać, mimo tego, iż nie ma tu tego najważniejszego pierwiastka, tego warunkującego występowanie wszelkich pozostałych... nie ma uczucia... Można(?)

        Jest możliwa bliskość fizyczna bez emocjonalnej(?) Jest(?)

        Piękne przejście od lęku do... Miłości(?)
        • raf.1 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 18:28
          "Jest możliwa bliskość fizyczna bez emocjonalnej(?) Jest(?)"
          No pewnie, ale jakaś nieatrakcyjna mi się ona wydaje na dłuższą metę.


          Trochę się tu odkryję, a co mi tam.. wink:
          bliskość fizyczna jest przepięknym dopełnieniem tej emocjonalnej, duchowej
          bliskości. Jest wtedy najwyższym dopełnieniem, Pełnią, osiągana dzięki temu, iż
          jesteśmy w stanie Kochać i Być, dla siebie nawzajem.
          Prościej?
          Sama bliskość fizyczna szybko traci smak. Jest po prostu niepełna.
          A ileż tego teraz dookoła widujemy?
          • eufrosynee Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 18:36
            Stepowy... odkrywaj się.. odkrywaj...
            Z takimi definicjami...

            Ale to nie idealizowanie a życie, prawda?
            I jest możliwe(?)
            • evikon Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 18:41
              Ale to nie idealizowanie a życie, prawda?

              To jest to czego pragniemy i czego tak naprawdę oczekujemy. Można powiedzieć że
              idealizujemy życie. Ale czy marzenia nie są piękne? czy nie warto do nich dążyć?
              WARTO
              • eufrosynee Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 18:49
                Pewnie, że warto je mieć i wplatać w codzienność dni... realizować...
                Ale wszystkich denerwuje to idealizowane i nakazują(!) się z niego wyleczyć...
                A ja wierzę... jeszcze wierzę...
            • raf.1 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 18:51
              "eufrosynee napisała: Ale to nie idealizowanie a życie, prawda? I jest
              możliwe(?)" Po trosze też do Evikon odniosę się. Marzenia?? Jakie marzenia? Tak
              jest, tak było, ale można inaczej oj można i wiem to poczułem, zabolało..
              zniknąłem..
              Teraz tak dosadnie i po chamsku, bo nie zaskoczycie patrzę:
              Pieprzyć się dla samego pieprzenia, to mnie jakoś nie rajcuje..
              • evikon Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 19:02
                Bo to jest jedynie spełnianie fizjologicznych potrzeb. Jeżeli bliskość i
                intymność sprowadzimy jedynie do tego, to niczym nie będziemy różnić się od małp
                (nie ubliżam zwierzętom ).
              • eufrosynee Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 19:02
                "Pieprzyć się dla samego pieprzenia, to mnie jakoś nie rajcuje"(!)
                Taaa.. bo nie zaskoczymywink
                Bo My w "facetach" widzimy tylko...
                Bo My też znamy życie i dostrzegamy... to nie jest wyłącznie teoretyzowanie...
                • raf.1 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 19:27
                  ech, nie użyję sygnaturki, która mnie jeszcze rajcuje..
                  Cóż może dać sama "teoria" mojej bliskości. wink
                  Już tylko wspomnienie? Część fascynacji?
                  • aglajaaa Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 19:46
                    Stepowy... dawaj to zdjęcie i nie gadaj „głupot”wink
                    O „głupotach” pogadamy późniejwink i o sygnaturkach, które jeszcze...
                    wink
                • kawamija Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 19:40
                  Ależ można pragnąć i mięć w sobie lęk.......bo nawet poczucie spełnienia
                  nie daje gwarancji na lata....bo w tych pragnieniach jest dwoje zależnych
                  od siebie ale też odmiennych, z innymi doświadczeniami ludzi.......
                  Niestety ten wątek został sprowadzony do rozważań, czy "potrafimy" pójść
                  z kimś do łóżka ("pieprzyć się").........?? co ? z kimś przed 15 min
                  spotkanym w klubie ? z kimś, kto nas minął na ulicy ? z kim ???
                  No właśnie ja w tych rozważaniach w ogóle nie widzę Drugiego
                  Człowieka....bez emocji ? bez uczuć ? czyich uczuć ?
                  Tak sobie czytam i jakoś......jest tak topornie, czarnobiało.......

                  -*-*-*-
                  ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś sam.....
                  • aglajaaa Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 19:56
                    No właśnie Kawamija...
                    Ten lęk nie sprowadza się do tego czy pójść z kimś do łóżka po 15 minutach
                    znajomości, bo to w ogóle nie jest temat do jakichkolwiek rozważań (przynajmniej
                    dla mnie)
                    Bardziej chodziło o obdarzenie zaufaniem, pełne otwarcie całego siebie przed tym
                    drugim człowiekiem i ten etap przejścia z chwilowego zauroczenia w coś, co
                    mogłoby stać się czymś trwałym...
                    • kawamija Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:15
                      aglajaaa napisała:
                      > Bardziej chodziło o obdarzenie zaufaniem, pełne otwarcie całego siebie
                      przed ty> m
                      > drugim człowiekiem i ten etap przejścia z chwilowego zauroczenia w coś,
                      co> mogłoby stać się czymś trwałym...

                      Więc jeżeli mówimy wzajemnym przenikaniu się fascynacji duchowej z
                      fizycznością (a to już dla mnie w żaden sposób nie
                      oznacza "pieprzenie"),to potwierdzam, co napisałam wcześniej: nie mam lęku
                      przez taką bliskością.........gdzież granica chwilowego zauroczenia a już
                      prób budowania trwałego związku.......ano chyba w deklaracjach !! ano
                      chyba w dotyku, który wyzwala więcej, ano w przenikaniu się wzajemnym w
                      wielu płaszczyznach.........więc sprowadzenie rozważań do poziomów
                      pozornie oddzielonych od siebie: Tu fascynacja duchowa, Tam erotyka,
                      intymność, sex.......nie odpowiada mi....nie odnajduję się w rozważaniach
                      Tu Czarne, Tu Białe....Dla mnie selekcja ma miejsce kilka kroków
                      wczesniej...nie zastanawiam się czy już czas na intymnośc ? Bo jesli mnie
                      męzczyzna fascynuje to po prostu jest też w tym intymność......

                      -*-*-*-
                      ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś sam.....
                      • aglajaaa Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:21
                        Podpisuję się pod Twoimi słowami... (a niezbyt często się zdarza bym się z kims
                        zgadzała w pełni...) tylko z tym lękiem jest inaczej, niestety...
                        Jeszcze jedno: ja nie użyłam słowa 'pieprzyć się". Zacytowałam tylko Stepowego.
                  • raf.1 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:06
                    Kawa.. nie chodziło o 15 min w te, czy we wte.. chodziło o bliskość, i jej
                    rodzaje, a także o to, że często ta bliskość jest tak powierzchowna, tak smutnie
                    sprowadzająca sie tylko do jednego..a tam przecież nie ma tej pełni.
                    • kawamija Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:21
                      raf.1 napisał:
                      chodziło o bliskość, i jej rodzaje, a także o to, że często ta bliskość
                      jest tak powierzchowna, tak smutni> e
                      > sprowadzająca sie tylko do jednego..a tam przecież nie ma tej pełni.

                      Raf....czy bliskość może być powierzchowna ?
                      Sex a intymość,erotyzm ?
                      Czułość, delikatność w słowach i czynach - nie tylko w łóżku ...........

                      Ku rozmyślaniom.
                      -*-*-*-
                      ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś sam.....
                      • raf.1 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:31
                        "kawamija napisała: Raf....czy bliskość może być powierzchowna ?"
                        Mnie pewna dama "bzykała" 8 lat, po czym jej "delikatność" rozmyła się..
                        "wygasła" hehe.. big_grin , więc wiem, że ta bliskość może być powierzchowna, bo
                        inaczej bym Tu nie pisał.
                        • kawamija Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:40

                          Raf.......trudno komentować czy dyskutować z Twoimi doświadczeniami....

                          Powiem tak: Ja byłam z/obok kogoś 10 lat........i gdy zabrakło bliskości
                          wyrażającej się np. w uśmiechu, podaniu porannej kawy to.....
                          nie było bliskości w łózku bo............tam TEŻ nie bywaliśmy RAZEM
                          ....

                          raz jeszcze napisze: to są dla mnie przenikające się obszary, nie
                          doświadczyłam "bliskośći powierzchownej", nie rozumiem tej zbitki słów,
                          jak była bliskość w ciągu dnia, była też wieczorem, nocą.........a jak
                          nie.....to nie.......

                          -*-*-*-
                          ....żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.......bo nie jesteś sam.....
                    • aglajaaa Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:22
                      Panie Stepowy noooooo...
                      I jak będzie z tym zdjęciem, hmm(?)
                      wink
                      • raf.1 Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:26
                        O! Na "złość" Tobie! wink
                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ge/aj/kgq2/Diz4T0bKqy7Qy9bphX.jpg
                        • aglajaaa Re: lęk przed bliskością...(?) 21.06.09, 20:29
                          Stepowy(!) Ty paskudowink
                          Ale Ty wiesz, że nie o to zdjęcie mi chodziło...
    • leito170 Re: lęk przed bliskością...(?) 22.06.09, 19:35
      Może warto stopniowo sobie z tym radzić? Najpierw poznać kogoś w internecie, a
      dopiero później się z nim spotkać.
      Do tego polecam internetowe biuro matrymonialne np. iduo.pl
    • thomasseyr Re: lęk przed bliskością...(?) 23.06.09, 03:13
      Moja karma to chyba samotność. Nie szukam już i nie czekam na
      miłość. Pogodziłem się z tym jak jest. Zresztą i tak do związku nie
      nadawałbym się zbytnio. Lepiej to zaakceptować inaczej robieniem
      sobie non-stop nadziei można sobie doszczętnie spaprać życie.
      • kawamija Re: lęk przed bliskością...(?) 23.06.09, 16:11

        thomasseyr.........jaki "smutny" post pisany nocą....wiesz, wtedy
        nawet myśli stają się czarniejsze a cisza...brrr..........czasem
        taka, że uszy bolą.........

        smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka