Czy to ma jeszcze sens?
Jeszcze 50 lat temu ludzie zwykle pobierać się na dobre i złe. Rozwód był
rzadkością, tak jak partnerski związek. Co gorsi mężusiowie prali po gębach
dziatwę i wybrankę serca... a one to zwyczajnie akceptowały.
Dziś się na to nie godzimy. SAM się na to nie godzę.
Skoro jednak przyznajemy, że w związku musi być miłość, że mamy prawo do
szczęścia (i zabiegania o nie całe życie) to jak możemy przysięgać miłość
dozgonną. Przecież nie wiemy jak będzie. Przysięgać możemy jedynie
intencje, miłość, ale tu i teraz!
Przysięga powinna brzmieć: "
I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską i że Cię nie opuszczę...
chyba, że opuszczę"

.
Robimy to "bo tak się robi" i tyle? Kłamiemy?