Wczoraj do pracy jechałam z koleżanką, więc zmuszona byłam dotrzeć do przystanku, wszystko w biegu, czego oczywiście nie znoszę ale tak wyszło

Zapomniałam z tego wszystkiego telefonu. Zdarzyło mi się to trzeci raz w życiu. Właściwie nawet się nie zorientowałam, że go nie mam, dopiero jak koleżanka poprosiła abym do niej zadzwoniła, bo coś tam chciała sobie sprawdzić w ustawieniach dźwięku. I tu powstał problem. Oczywiście nagle! Bo przecież ktoś mógł do mnie dzwonić, nie wspominam nawet, że natychmiast musiałam zadzwonić do syna i... kolejny problem, ponieważ nie znam numeru. Wymieniłam mu numer miesiąc temu i nie wpadłam na pomysł zapisania go gdziekolwiek.
Po prostu panika

I tysiąc myśli, że przecież mogło się coś stać.
I takie moje przemyślenia dzisiejsze:
kiedyś to było fajnie

Jechałam na kolonie na trzy tygodnie i jak była okazja to może raz zadzwoniłam do domu. Z obozów to nawet nie było jak zadzwonić. I wszystko toczyło się dalej, tak jakoś całkiem normalnie. Nie było panicznego strachu, że coś się złego dzieje.
Tak po prostu jechało się i wracało i było OK. Teraz obojętne gdzie jadę, to natychmiast się melduję, że dojechałam a jak rodzice gdzieś wyjeżdżają to dzwonię po sto razy
Sama nie wiem już, co lepsze: czasy dzisiejsze czy tamte sprzed lat?