dorsai
15.10.08, 10:01
Dowcip przywieziony przez kolegę. Ponoc najnowszy i z Pragi świeżo:
Na pustynii zgubiła się ekspedycja naukowa,w której skład wchodzili
Polak, Czech i Amerykanin.Idą, idą...
-Żeby tak jakaś karawana... - wzdycha Amerykanin. I rzeczywiscie -
na horyzoncie pojawia się karawana
-Może by tak nas zabrali? - wzdycha Czech
Polak leci pędem do karawany. Szybka dyskusja z Arabami i wraca
prowadząc trzy wielbłądy.
-Skąd je masz? - pytają chorem Czech i Amerykanin
-To proste. Szefem tej karawany jest Polak, który przyjechał tu za
pracą -odpowiada Polak.
Dojedżają do osady,a tam przy jedynej pompie wodnej - tłok i hałas,
bo właśnie zebrały się dwie karawany. Zapowiada się kiepsko, ale
Polak patrzy, patrzy... po czy biegien rzuca się do pompy i po
krótkiej dyskusji wszystkie trzy wielbłady są napojone, worki na
wodę pełne, a sam Polak wraca dźwigając worek daktyli.
- Jak to zrobiłeś? - pytają chórem Czech i Amerykanin.
-To proste. Szefem tej osady jest Polak, który przyjechał tu za
pracą - odpowiada Polak.
Jadą tak, ale przed samym Kairem dopada ich patrol islamistów. Polak
wyrywa się do przodu, ale niestety...wszyscy trzej zostają porządnie
obici i ograbieni, aczkolwiek zostawieni cało.
-Co - szefem tych islamistów nie był Polak? - śmieją się Czech i
Amerykanin.
-Przeciwnie.To był mój kuzyn z Krakowa, któremu zapomniałem oddać
100 złotych - odpowiada z zakłopotaniem Polak.