w5w7
11.09.05, 12:16
"W efekcie, kobieta, która w 1999 r. miała 45 lat (czyli urodzona w 1954 r.),
jeżeli przejdzie na emeryturę w wieku 60 lat, może oczekiwać świadczenia w
wysokości około 58 proc. swoich ostatnich zarobków. Jeżeli będzie pracować o
pięć lat dłużej – jej emerytura może sięgnąć ponad 86 proc. ostatnich
zarobków."
No i ja dziekuje!! 45 to ja miałam niedawno, nie w 1999. 58% TEZ DZIEKUJE! To
nawet przy moich niezlych zarobkach starczy na czynsz za mieszkanie ( wysoki
zresztą),pozostałe oplaty typu prad, telefon. A z reszty? Cholera! Moze na
mleko i bułke dziennie wystarczy:( A gdzie godne życie, kasa na zasłuzony
odpoczynek typu wycieczki, kino i inne "luksusy" ?
A pracowac do 65 roku zycia? Jezuuu..oni nie maja litosci Ci nasi
ustawodawcy. Przeciez kobieta pracuje i tak na trzech etatach: praca
zawodowa, wychowywanie dzieci, wszelkie prace domowe. I co mnie czeka w wieku
65 lat po 45 latach pracy? Po co mi wtedy te 86% ostatnich zarobkow, zreszta
niewiadomo jak wysokich wtedy? Przeciez nie bedzie juz wtedy sił na nic,
prócz cieplych kapci i bujanego fotela.
I jak sie tu nie wsciekać i nie myslec żeby uciec jak najdalej? W koncu zycie
mamy tylko jedno.
Powiedzcie mi, czy mnie sie juz w glowie przewrócilo, bo sama sie nad tym
zastanawiam:(