Jakie mieliscie ptasie spotkania, ktore wedlug wszelkiego prawdopodobienstwa
nie powinny sie w ogole zdarzyc?!
Nie powinny - bo ptaki, ktore udalo wam sie zobaczyc, sa albo ogromna
rzadkoscia, albo wcale nie pojawiaja sie w Polsce, wedlug relacji
ornitologow, a co najmniej - nie powinny.
Mialem jedno takie spotkanie.
No...moze dwa nawet
Pierwsze - dawno ,dawno temu.
Niezwykle zupelnie!
Bylo to w Wielkanoc, w kwietniu wlasnie, w okolicach jeziora Goplo, na
podmoklych lakach pomiedzy mala wsia Wroble, a Kruszwica.
Akurat przylecialy gesi, mnostwo.
I wsrod nich, nie w stadzie, ale osobno, pojawil sie najautentyczniejszy
_marabut_!
Nie mam zadnych watpliwosci, ze to byl on.
Trudno go pomylic z jakimkolwiek innym ptakiem /ta kedzierzawa glowa!/
Przelecial wolno, statecznie kilkanascie metrow nad moja glowa i wyladowal
kilkaset metrow, gdzies dalej za trzcinami.
A drugie spotkanie /tym razem juz tylko z rzadkim ptakiem, a nie z
nieprawdopodobnym/ zdarzylo mi sie w czasie ogromnych mrozow w koncu grudnia
1996 roku.
Jechalem z Plocka do Lodzi i w odleglosci 7-9 kilometrow za Piatkiem musialem
gwaltownie hamowac, bo na samym srodku szosy stal ogromny _drop_.
Niewatpliwie samiec.
Byl swit, mroz jak sto diablow - biedny olbrzym sprawial wrazenie
zdezorientowanego,
Zatrzymalem samochod i moglem go obserwowac zza szyby przez pare minut, z
odleglosci zaledwie kilku metrow, do czasu az wreszcie dosc obojetnie
przeszedl na pole i zniknal za krzakami.
A jakie byly wasze najdziwniejsze spotkania?
Napiszcie!
Starzec