kogucik.2872
20.05.15, 18:45
mus mnie dziś wywlókł z domciu, w stronę poczty, coby polecony posłać. Zmęczony wędrówką, jarałem sobie szluga przed wejściem. Na pocztę weszła dziewoja, zostawiając przed drzwiami przepiękne bydle - owczarka niemieckiego długowłosego. Z przyjemnością oglądałem kundla, który stał pod drzwiami z nosem przytkniętym do szyby i czekał na dziewoję. Luzem, bez kagańca, ale widać że psisko łagodne jak sos dla mohera. Nie zauważyłem, kiedy pod pocztą zaczął zbierać się tłumek. Babcie pancerne po znaczki do lizania, czy co
no w każdym razie w pewnym momencie usłyszałem pomruk gniewny, że bydle wejście tarasuje i strach blady padł na mohery, przepełnione wizją śmierci chrześcijańskiej tradycyjnej, czyli w paszczy lwa
dogasiłem peta, bo żal mi się babć zrobiło, a przesz i tak musiałem na pocztę iść - podszedłem do drzwi, odsunąłem bestię, zasłoniłem bohatersko sobą, coby spłoszone mohery od lwa odgrodzić, nawet drzwi przytrzymałem, żeby wycieczka mogła bezpiecznie wkroczyć do urzędu.
Ledwo weszliśmy, od drzwi dał się słyszeć kolejny wrzask przerażenia świętego - tym razem rosły ok 60 latek darł ryja, że to skandal !! że on chce wyjść !! że jak on ma to zrobić !!
iiiiiiiiiiiiiii się zaczęło
wrzaski - policję wezwać !! jak to tak można takie bydle bez kagańca i łańcucha !! policja !! zabrać to właścicielowi, bo niebezpieczne !!
dziewoja od psa westchnęła ciężko, zostawiwszy sprawy przy okienku, wypadła biegiem owego potwora uwiązać. Natychmiast rozległy się na zewnątrz skargi tak rozpaczliwe, że nawet umarłem serce by ruszyły. No ale nie moherom !! Darły mordy dalej, rozkręciwszy się już na dobre.
Stanąłem za dziewoją do okienka, bo w ten tłum wściekle ujadających moherów to się zwyczajnie bałem. Z za drzwi poczty nieustannie dobiegały straszliwe skargi skrzywdzonego piesia.
dziewoja spojrzała smutno, słuchając nadal ujadania moherowej bandy. Puściłem oczko, więc się uśmiechnęła, zakończyła swoje sprawy i wyszła. Za drzwiami ucichło. W środku dalej nie.
a ja tak sobie myślę, że my gorsi od tych psów najwścieklejszych. Bo czy nie można grzecznie poprosić - proszę zabrać psa, bo się boję ?
i jak to jest, że pies łagodny i grzeczny, dziewoja nawet razu nie odpysknęła - podziwiam - a banda agresywnych bab i dziadów grupowo zaatakowała i dziewczynę i psa w sumie, tocząc wściekle pianę z pysków i wrzeszcząc, grożąc i złorzecząc.
to kto tu był napastnikiem. Agresywnym, wściekłym, zajadłym.
komu bardziej ten kaganiec nałożyć należy... ?