Wiem, że to trochę głupie pisać posta o imionach w 6. tygodniu ciąży, ale nie wytrzymam

No rozumiecie

Miło przejść do praktyki
No to tak:
- nazwisko jest bardzo polskie, miękkie, wręcz "rozmemłane", czterosylabowe, potrzebuje mocno brzmiącego imienia, szczególnie źle brzmi z imionami z dobrze słyszalnym "l"
- największym problemem jest mąż

który nie chce wyjść poza imiona "bezpieczne". Dla zilustrowania: nie ma mowy o Henryku, Eugenii, Joachimie, Bognie, Mironie, Wincentym, Sewerynie, Grażynie i innych pięknościach. Tadeusz czy Stefan to na granicy jego tolerancji. Dlatego niżej podaję tylko te imiona, które, choćby z wątpliwościami, ale przedarły się przez jego sito. Mąż sam ma niewiele propozycji - pamiętam Łukasza, Agnieszkę (dla mnie nie!), Lenę (super, ale nie do tego nazwiska, Reytanem się położę!), Aidę (nie wiem, nie wiem...).
Chłopak będzie miał na drugie Wojciech.
Propozycje na pierwsze:
- Ryszard (z wątpliwościami u męża, dla mnie ideał)
- Hubert (akceptowany)
- Tadeusz (z wątpliwościami)
- Stefan (nie pytałam ostatnio, ale kiedyś były jakieś nikłe szanse na akceptację)
- ewentualnie Andrzej...
Z dziewczyną to gorzej. Na drugie będzie miała Romualda. W zasadzie mąż z moich propozycji akceptuje tylko Zoję, Mirę i Monikę, ale te imiona nie wywołują u mnie szału (są OK, przeżyję każde z nich). Szał wywołuje wiele innych, podam tylko te, dla których widzę jakąkolwiek szansę na akceptację:
- Judyta
- Teresa
- Janina
Na punkcie Judyty mam od paru miesięcy świra

I ostatnio spodobały mi się jeszcze te imiona, ale nie pytałam o nie dotąd, więc nie wiem, czy by dało radę: Melania, Stefania, Józefina. Melania chyba trochę za mało wyrazista.
Jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie, to mamy syna Adama.
I co sądzicie?