a_weasley
22.05.06, 12:46
Każdy, kto czyta teksty Korwina-Mikkego, zauważa - jedni z rozbawieniem, inni
z irytacją - jego osobliwy zwyczaj tłumaczenia imion. Włodzimierz Putin, Jan
Major, Wiluś Clinton, Małgorzata Thatcher. Jeden Wawrzyniec Beria dostąpił
zaszczytu, że mu w nawiasie dodali [Ławrentij], ale już Imre Nagy jest po
prostu Emerykiem Nagym. Ot, takie sobie nieszkodliwe dziwactwo.
Z drugiej strony wszyscy mówimy o Karolu Marksie, Fryderyku Engelsie,
Włodzimierzu Leninie (ale jest to jednak Włodzimierz Iljicz, a nie, jak u
Korwina, Włodzimierz Eljaszewicz), a nawet zupełnie niedawnym Józefie Stalinie
- że już nie wspomnę o Jerzym Waszyngtonie czy Tomaszu Jeffersonie. Piszemy po
polsku imię Wiktora Hugo, a twórcy metodyzmu to Jan i Karol Wesleyowie, nie
zaś John i Charles.
Mają polskie imiona monarchowie - ale, rzecz dziwna, nie wszyscy. Juana
Carlosa się nie tłumaczy, nie mówi się tez o carze Janie Groźnym.
Od czego to zależy?