oleg3
29.10.09, 19:35
Rasizm – jako zwarta ideologia – jest popłuczynami po pozytywizmie. Jednak idea, iż rasy ludzkie są od siebie różne ma znacznie starszą historię, która zdecydowanie wyprzedza samo współczesne pojęcie „rasy”. Większość ze znanych nam antycznych ludów moglibyśmy dziś określić mianem rasistowskich, gdyż epoka starożytna cechuje się niezwykle silnym przestrzeganiem zasady, że obcy nie mają wstępu do plemienia, czyli – jakbyśmy to nazwali dzisiaj – nie istnieje prawo naturalizacji. Wyjątkiem jest tu Rzym, co wynika zapewne z faktu, że nie założyło go żadne konkretne plemię, lecz uciekinierzy z innych plemion, czyli powstał z mieszanki ludzi. W warunkach takich, szczególnie, że fakt ten dobrze pamiętano, trudno było stworzyć doktrynę o niepowtarzalności rasowej Rzymian.
Grecy nie dopuszczali w ogóle możliwości, aby nie-Grek stał się obywatelem którejś z polis. Nie-Grek, zwany wówczas „barbarzyńcą”, jest istotą co do której Grecy wątpią czy w ogóle jest człowiekiem. Obrazują to znane rozważania samego Arystotelesa z księgi I Polityki, w których dochodzi on do par excellence rasistowskiego wniosku, że ludzie dzielą się na dwie kategorie: Greków (charakteryzujących się rozwinięciem funkcji umysłowych kosztem siły mięśni) i barbarzyńców (o niedorozwiniętym umyśle i dobrze rozwiniętym umięśnieniu). Poza nielicznymi sofistami (Hippiasz, Antyfont, Alkidamas), świat grecki odrzucał tezę o jednolitości rodzaju ludzkiego i dopiero w epoce hellenistycznej utrwaliła się zasada, że Grekiem jest każdy wolny człowiek posługujący się ówczesną greką (koine). Rasizm ten obowiązywał także pomiędzy Grekami z różnych polis, a ujawnia go kategoria tzw. metojków (lub meteków), czyli wolnych ludzi – zwykle greckiego pochodzenia – którzy od pokoleń zamieszkiwali w danej polis nie mogąc jednak nabyć obywatelstwa, gdyż obywatelem polis można się tylko urodzić. Najściślej tej rasistowskiej zasady przestrzegano w Atenach, gdzie nawet w przypadku gdy jedno z rodziców było metojkiem, dziecko takie nie mogło obywatelstwa uzyskać. Cechą charakterystyczną rasizmu greckiego jest jego połączenie z ideą obywatelstwa – obywatele danej polis stanowią oddzielny i niepowtarzalny rodzaj ludzki.
Rasizm charakteryzuje także starożytny Izrael. Ma on tutaj źródła religijne. Żydzi nie byli wyznawcami religii monoteistycznej, lecz monolatrycznej, czyli takiej, gdzie Bóg (JHWH) nie jest Bogiem wszystkich ludzi, lecz wyłącznie Izraela. Daje to Żydom przekonanie o wyższości nie tylko religijnej, lecz i rasowej. Przypadki naturalizacji były zapewne częste w czasie podboju ziemi Kanaan, gdy, mimo poleceń kapłanów, najprawdopodobniej nie wymordowano całości ludności autochtonicznej, lecz nawrócono ją na judaizm. Jednak przypadki nawróceń dobrowolnych w czasach późniejszych były bardzo rzadkie, co wynikało z niezwykle bolesnej operacji obrzezania wszystkich mężczyzn. Brak chętnych do naturalizacji oraz przekonanie o specjalnych stosunkach Izraela z Bogiem stworzyło przekonanie o niemożności aby barbarzyńca (goj) mógł stać się Żydem. Przekonanie to obrazują nam, opisane w Księdze Ezdrasza i Nehemiasza, reformy o charakterze rasistowskim, polegające na wygnaniu z ludu Izraela wszystkich tych, którzy nie narodzili się z dwojga rodziców-Izraelitów. Jest to pierwsze, znane nam z historii, ustawodawstwo o charakterze rasowym, gdyż np. w Grecji rasizm wynikał z tradycji, a nie czegoś co moglibyśmy określić mianem ustawy.
Wraz z nadejściem chrześcijaństwa, rasizm zanika całkowicie w krajach przez religię tą zdominowanych. Słowa św. Pawła, że „nie ma więcej ani Żyda, ani Greka” (List do Galatów) wskazywały na uniwersalny charakter Kościoła. Barbarzyńca – do niedawna istota niższa – okazał się teraz polem do ewangelizacji, przeistaczając się w poganina, który może być w państwie chrześcijańskim dyskryminowany prawnie za swoją religię (żydzi, marrani), ale który staje się pełnoprawnym obywatelem z chwilą przyjęcia chrztu. Oznacza to uznanie wszystkich ludzi za członków tego samego rodzaju ludzkiego.