Gość: V.C.
IP: *.puzaka.net / *.neoplus.adsl.tpnet.pl
22.01.04, 21:03
Paweł Bożyk
W poszukiwaniu alternatywy dla planu Hausnera
Dyskusja o planie Hausnera zbliżyła się do końca; niestety, dotyczyła ona
tylko szczegółów. Nikt nie postawił natomiast pytania, czy istnieje
alternatywa wobec tego planu.
Istotę planu Hausnera stanowi zamiar ograniczenia wydatków publicznych po
to, by rozpocząć proces stopniowego zmniejszania deficytu budżetu państwa;
zgodnie z logiką liberalnej doktryny gospodarczej: im mniejszy jest ten
deficyt, tym wyższe tempo rozwoju. Innego wyjścia liberałowie nie widzą.
Krytycy tego planu wywodzący się z grupy ortodoksyjnych liberałów zwracali
uwagę na niewystarczającą obniżkę wydatków państwa, proponując terapię
jeszcze bardziej radykalną. Dopiero wtedy, ich zdaniem, deficyt budżetowy
zmalałby znacząco i od razu, a dynamika rozwoju uzyskałaby widoczne
przyspieszenie. Jerzy Hausner nie ukrywał swych sympatii dla takiego
scenariusza i przyjąłby go zapewne, gdyby nie związki zawodowe i groźba
protestów społecznych.
O co bowiem chodzi w oszczędnościach budżetowych? Przede wszystkim o
zmniejszenie wydatków państwa na renty i emerytury, na ubezpieczenie
rolników, służbę zdrowia, opiekę socjalną, zasiłki dla bezrobotnych.
Zmniejszeniu bądź wręcz likwidacji ulec powinny też dopłaty do branż
nierentownych, w tym zwłaszcza do górnictwa i hutnictwa. Oznacza to w
praktyce odejście od modelu państwa opiekuńczego na rzecz modelu "pomóż
sobie sam".
Zadanie, jakie ma wykonać Hausner, jest niezwykle ambitne. Sytuacja
gospodarcza i społeczna w Polsce jest bowiem więcej niż trudna. Główną
przyczyną tych trudności jest recesja, i to nie tylko w naszym kraju, lecz
także w Europie. Swobodę wyboru ma Hausner niezbyt wielką.
Zasadniczym drogowskazem dla wyboru metod rozwoju jest zapoczątkowana przed
dwudziestu laty transformacja gospodarki amerykańskiej (w formie
Reaganomiki).
Amerykańskie doświadczenia
Reaganomika przyniosła niekwestionowane efekty Stanom Zjednoczonym. Miejsce
stagnacji w rozwoju gospodarczym zajęło ożywienie, a zbliżony do zera wzrost
PKB ustąpił miejsca sześcio-, siedmioprocentowej dynamice. Towarzyszył temu
niezwykle szybki postęp technologiczny, organizacyjny i informatyczny, co
pozwoliło USA zostawić daleko w tyle Japonię i Europę Zachodnią, które
jeszcze tak niedawno miały całkiem realną szansę zdobycia pozycji lidera
światowego.
Ten swego rodzaju cud gospodarczy Stany Zjednoczone zawdzięczają właśnie
doktrynie liberalno-monetarnej, na której oparto politykę gospodarczą.
Polegała ona na ograniczeniu interwencjonizmu państwa i zwiększeniu dozy
wolnego rynku, obniżce udziału budżetu w produkcje krajowym brutto, a w ślad
za tym na zmniejszeniu zarówno dochodów, jak też wydatków budżetowych
państwa. Producentom obniżono podatki, a konsumentom - różnego typu dotacje.
Państwo przestało się martwić o bezrobocie, koncentrując uwagę na zwalczaniu
inflacji. Podporządkowanie rozwoju gospodarczego i społecznego zasadzie help
yourself zaczęło przynosić szybko pozytywne rezultaty. W gospodarce
oznaczało ono skazanie na bankructwo wszystkich tych przedsiębiorstw, które
bez dotacji państwa nie mogły się utrzymać na rynku, bo były zbyt drogie. W
sferze społecznej ograniczenie dopłat pozwoliło państwu zaoszczędzić część
wydatków na cele socjalne i bardziej efektywnie je wykorzystać poprzez
zwiększenie dochodów przedsiębiorców (w wyniku obniżki podatków).
Unia Europejska jako całość weszła na proamerykańską drogę rozwoju,
wprowadzając od płowy lat 80. szereg reform o charakterze liberalno-
monetarnym. Co więcej, UE przyjęła jednocześnie kurs na integrację
ponadpaństwową, coś na wzór federacji stanów amerykańskich.
To, czego dokonały USA w sferze rozwoju gospodarczego w ostatnich kilkunastu
latach, można porównać do rozwinięcia prędkości superekspresu, UE goni je
pociągiem najwyżej pospiesznym, my zaś za Unią poruszamy się ciuchcią,
niekiedy wręcz zaprzęgiem konnym. Nie chodzi przy tym wyłącznie o tempo
wzrostu produktu krajowego brutto, tu chwilami bywamy nawet lepsi niż UE,
ale o postęp technologiczny i jakościowy w produkcji, o tempo przemian w
zarządzaniu i organizacji, o osiągnięcia w nauce.
Przyczyny naszego nienadążania nie są tylko i wyłącznie historyczne; błędami
poprzedników najłatwiej wytłumaczyć własną niemoc i niekompetencję, do
których zaliczam także bardzo niski poziom wiedzy ekonomicznej u rządzących
i skłonności do bezkrytycznego powielania wzorców zagranicznych w polityce
ekonomicznej.
Przenosząc na polski grunt rozwiązania liberalno-monetarne, Jerzy Hausner
nawet nie usiłował postawić pytania, czy w naszych, polskich warunkach
przyniosą one podobne efekty jak w krajach, które je pierwsze zastosowały.
Zbyt łatwo uległ on presji "ekspertów" z MFW i BŚ, którzy takimi drobiazgami
w ogóle się nie zajmują.
Oczekiwane patologie
Nie należy kwestionować atutów ekonomicznych rozwiązania liberalnego. Są one
oczywiste i łatwo je udowodnić. W gospodarce liberalizm przynosi większe
korzyści niż protekcjonizm państwa. Daje przewagę produkcji bardziej
efektywnej, tańszej i często lepszej. Przesunięcie środków z dziedzin mniej
efektywnych do bardziej wydajnych może tylko poprawić sytuację.
Niestety, liberalizm przynosi nie tylko efekty pozytywne, równocześnie
towarzyszą mu patologie, często proporcjonalne do dozy liberalizmu.
Pierwszą taką patologią jest bezrobocie strukturalne; już dziś jest ono w
Polsce bardzo wysokie. Zgodnie z szacunkami aż 40% ludzi w wieku
produkcyjnym jest bez pracy, a oficjalna stopa bezrobocia rejestrowanego
sięga 18% ludności w wieku produkcyjnym, czyli ponad 3 mln osób. Stopa ta
jest kilkakrotnie wyższa niż w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej.
Plan Hausnera nie tylko nie zmniejszy bezrobocia, ale wręcz je zwiększy.
Zwiększenie liberalizmu w gospodarce i związane z tym cofnięcie subwencji
dla górnictwa czy hutnictwa musi doprowadzić do ich bankructwa i zwolnienia
pracowników. Nowo uruchamiana produkcja w innych sektorach może zwiększyć
zatrudnienie w nieproporcjonalnie mniejszej skali, bowiem współcześnie
rozwój ma charakter kapitałochłonny, opiera się prawie wyłącznie na
zautomatyzowanych maszynach, a nie na pracy ludzkiej.
Oświadczenie Hausnera, że poda się do dymisji, jeżeli w najbliższym czasie
znacznie nie spadnie bezrobocie, należy włożyć między bajki; jeśli nawet
taki spadek nastąpi, będzie miał charakter koniunkturalny, a nie
strukturalny.
Drugą patologią liberalnej polityki ekonomicznej jest zróżnicowanie płac i
innych dochodów ludności; im doza liberalizmu jest większa, tym
zróżnicowanie jest bardziej widoczne. Zaproponowane przez Hausnera
przesunięcia w budżecie muszą więc te różnice pogłębić. Już dziś są one
większe w Polsce niż w innych krajach europejskich i równać się mogą z
dysproporcjami amerykańskimi.
Konsekwencją narastających różnic w dochodach jest przede wszystkim
zwiększenie się sektora nędzy i związanych z tym patologii w postaci coraz
większej liczby bezdomnych, ludzi bez podstawowych środków do życia.
Najważniejszym jednak skutkiem dla gospodarki jest spadek popytu
konsumpcyjnego, co wpływa negatywnie na rozwój gospodarczy.
Trzecią patologią liberalnej polityki ekonomicznej jest pogłębiające się
zadłużenie Polski za granicą; przekroczyło ono 90 mld euro i ciągle rośnie.
Deficyt bilansu handlowego odzwierciedla niekonkurencyjność polskiej
gospodarki wobec zagranicy - importowane towary są tańsze i lepsze niż
produkowane w kraju, eksportowane zaś droższe niż oferowane przez
konkurentów. Bilans kapitałowy wciąż jest dodatni, ale nadwyżka ta maleje i
nie wystarcza jej już dla pokrycia deficytu bilansu handlowego.
Ale może opłaci się ponieść takie ofiary, by przyspieszyć tempo rozwoju
gospodarczego, podnieść efektywność, jakość i nowoczesność produkcji,
uczynić polską gospodarkę bardziej konkurencyjną?
Wszystko zależeć będzie od przyzwole