Gość: nik
IP: 216.194.27.*
16.02.02, 07:52
www.rzeczpospolita.pl/Pl-iso/dodatki/plus_minus_020216/plus_minus_a_2.html
Warto przeczytać artykuł, w którym
Krzysztof Darewicz odpowiada na list Czytelnika, który boi się przyjechać do
Ameryki
Fragmenty
"W samolocie mogą Panu nie podać wina, bo korkociągi uznane zostały za ostrą
broń. Lepiej też nie spozierać za często na zegarek, nie korzystać za często i
za długo z toalety, nie wyglądać na zdenerwowanego albo przybysza z Bliskiego
Wschodu, nie wspominać o Bogu i nie czytać książek w języku arabskim. Są to,
jak się okazuje, wystarczające powody po temu, by uznać Pana za terrorystę.
Amerykańskie gazety ciągle donoszą o usuwaniu takich delikwentów z samolotów
lub awaryjnych lądowaniach z powodu obecności takich typków na pokładzie.
Nie radziłbym więc paradować po ulicach w przebraniu królika. To się źle
kojarzy. Przekonała się o tym waszyngtońska firma kredytująca budowę domów,
która zamieściła na autobusach wielkie reklamy ze zdjęciem faceta przebranego
za białego królika. Szybko jednak reklamy trzeba było usunąć, ponieważ
obywatele zgłaszali zażalenia, że biały kostium faceta kojarzy im się ze
strojem arabskim. Nie polecałbym również noszenia na głowie turbanu. Obojętnie
jakiego, gdyż etnografia, jak się okazuje, nie jest najmocniejszą stroną
Amerykanów. Niejaki Frank Roque z Arizony zastrzelił z zimną krwią na stacji
benzynowej Sikha w turbanie, biorąc go za Osamę bin Ladena. - Jestem patriotą!
Jestem, do cholery, prawdziwym Amerykaninem - tłumaczył się zabójca na policji.
I długo nie chciał dać wiary, że turbany noszą nie tylko Talibowie.
Przyjeżdżając do Ameryki trzeba się przygotować na eksplozję. Patriotyzmu. W
reakcji na eksplozje z 11 września ub. roku Amerykanie odpowiedzieli bowiem
bezprecedensową eksplozją patriotyzmu.
Wprawdzie nie ma, jak już zauważył Alexis de Tocqueville, "nic bardziej
irytującego niż patriotyzm Amerykanów",
jednak wystarczy kilka prostych zabiegów, żeby wprawić siebie i innych w dobry,
czyli patriotyczny nastrój. Po pierwsze więc, wypada wpiąć sobie w klapę
znaczek z amerykańską flagą. Może trąci to trochę Koreą Północną, no ale skoro
nawet sam prezydent Bush tak się oznaczkował, to innym też jak najbardziej
wypada. Poza tym, różnica między USA a Koreą Północną polega na tym, że w
przeciwieństwie do Busha, "Wielki Wódz" Kim Ir Sen nie nosił znaczka. Nie
wypadało mu paradować z własną podobizną w klapie. Flaga to co innego. Dlatego
po drugie, najlepiej jest zaopatrzyć się w duże ilości amerykańskich flag we
wszelkiej postaci - do wymachiwania, przyklejania na szybie samochodu,
wywieszenia za okno, albo postawienia na stole. Bo flaga jest teraz "cool".
Być może nadarzy się Panu okazja wzięcia udziału w jakimś patriotycznym
konkursie. Serdecznie namawiam! Na mnie największe wrażenie zrobił konkurs
ogłoszony przez jedną z radiostacji w Waszyngtonie, która postanowiła namówić
słuchaczy do zamanifestowania poparcia dla prezydenta Busha. Po ucieczce
Talibów z Kabulu, mieszkańcy miasta, jak wiadomo, demonstrowali radość bądź to
zrzucając zasłony z twarzy (kobiety), bądź to goląc brody (mężczyźni), które
kazał im nosić znienawidzony reżim. Zainspirowana tym radiostacja rzuciła
hasało - "shave your bush for Bush! " To znaczy, zgól swoje owłosienie łonowe
("bush" znaczy "krzak" albo "włosy łonowe") w dowód poparcia dla prezydenta. I
narodu afgańskiego, oczywiście. Apel skierowany był głównie do nastolatek,
które w danym dniu miały zgłosić się w rozgłośni celem komisyjnego zgolenia
łonowego "krzaczka". Tylko w ciągu pierwszej pół godziny trwania konkursu
zgłosiło się, po imieniu i nazwisku, sześć słuchaczek. Niech więc nikt nie
mówi, że patriotyzm Amerykanów jest irytujący.