Dodaj do ulubionych

Samoobrona bez Leppera?

IP: 212.127.95.* 12.03.04, 10:14
Czym by była?Czy w ogóle by istniała?
Obserwuj wątek
    • panidanka Re: Samoobrona bez Leppera? 12.03.04, 10:38
      Gość portalu: kij napisał(a):

      > Czym by była?Czy w ogóle by istniała?

      a po Leninie nastał Stalin

      D.
      • Gość: panwacek Re: Samoobrona bez Leppera? IP: 153.19.178.* 12.03.04, 13:04
        Pięknie panidanko. Zgadzam się. Ale lepiej niech Pani znajdzie sposób jak o tym
        przekonać owe 23 czy 24 %. Wydaje mi się, że ta część zwolenników, których
        przybyło powyżej 8 % to Ci na %%%%ach
    • indris Samoobrona bez Leppera? 12.03.04, 13:16
      Istniałaby, bo jest tzw zapotrzebowanie społeczne. Być może byłaby nawet
      bardziej kłopotliwa dla elyt. Gdyby np. na jej czele stał Piotr Ikonowicz.
      Inteligentny, znakomity mówca, socjalista ale przez komunę więziony, więc z
      pewnościa nie komuch. Niestety, Piotra zmarginalizował jego antyklerykalizm i
      może brak talentów organizacyjnych.
      • pan.scan Czy ty masz naleciałości w wymowie 12.03.04, 13:40
        pochodzące z pewnej grupy społecznej?
        Nagminnie używasz "elyt" podczas gdy jest "elit".
        Chyba, że "elity" to termin zarezerwowany dla Leppera i Ikonowicza wraz z ich
        fanami?

        Dla uzupełnienia luk:
        sjp.pwn.pl/haslo.php?id=13500
        • indris To tylko pewne lenistwo 12.03.04, 14:50
          Słowo "elyty" jest już dość często używane, właśnie w cudzysłowie. Oznacza, z
          zamierzoną ironią, grupy uprzywilejowane w Polsce a także wyraża przekonanie,
          śe nie są to elity "merytoryczne". Cudzysłów opuściłem przez pewne lenistwo a
          także przypuszczenie, że słowo to tak już weszło w użytek, że można już
          cudzysłów opuścić. Okazało się, że nie, więc będę o cudzysłowie pamiętać.
        • Gość: wikul Re: Czy ty masz naleciałości w wymowie IP: *.acn.waw.pl 13.03.04, 01:22
          pan.scan napisał:

          > pochodzące z pewnej grupy społecznej?
          > Nagminnie używasz "elyt" podczas gdy jest "elit".
          > Chyba, że "elity" to termin zarezerwowany dla Leppera i Ikonowicza wraz z ich
          > fanami?
          >
          > Dla uzupełnienia luk:
          > sjp.pwn.pl/haslo.php?id=13500


          To jest taka maniera zakompleksionych prostaków. Coś takiego jak dla komunistów
          ynteligencja. Nie to co klasy robotnicza i małorolne chłopstwo stanowiące
          zdrową siłę narodu. Inteligencja może być wyłącznie tolerowana jako "pracująca"
          a elita tylko jako "nowa" lub "ludowa".
          Pzdr.
          • Gość: polishAM Re: Czy ty masz naleciałości w wymowie IP: *.nas19.philadelphia1.pa.us.da.qwest.net 13.03.04, 01:53
            Wilkule, dlaczego tak łatwo bez hamulców przychodzi Ci obrażać fellow
            forumowiczów? Co oznacza wyrażenie "zakompleksiały prostak"? Biorąc pod uwagę,
            że zdecydowana większość to osoby prostolinijne, gdzie Ty sobie znajdziesz
            miejsce na Ziemii, żeby nie czuć się osamotniały?
            • Gość: wikul "fellow" forumowiczów to zakompleksione prostaki ? IP: *.acn.waw.pl 13.03.04, 02:48
              Gość portalu: polishAM napisał(a):

              > Wilkule, dlaczego tak łatwo bez hamulców przychodzi Ci obrażać fellow
              > forumowiczów? Co oznacza wyrażenie "zakompleksiały prostak"? Biorąc pod
              uwagę,
              > że zdecydowana większość to osoby prostolinijne, gdzie Ty sobie znajdziesz
              > miejsce na Ziemii, żeby nie czuć się osamotniały?


              Sądzisz że "fellow" forumowiczów to zakompleksione prostaki ? Po czym tak
              sądzisz, po sobie ? Ja już sobie miejsce na ziemi dawno znalazłem i dobrze się
              czuję a ty jak się zorientowałem jeszcze nie. Martw sie więc o siebie.
              Od obrażania to ty jesteś specjalistą. Szkoda że tego sobie nie uświadamiasz.
              Mam ci przypomnieć ?
      • Gość: wikul Re: Samoobrona bez Leppera ? IP: *.acn.waw.pl 13.03.04, 03:27
        Obiad u Witaszka (artykuł autorstwa Mikołaja Lizuta został opublikowany
        w G.Wyborczej 28.09.2003)

        Umówiliśmy się na obiad w jego zajeździe w podwarszawskim Czosnowie. Nieco w
        bok od szosy Warszawa - Gdańsk stoi betonowy klocek w peerelowskim stylu. Neon
        głosi: "Hotel u Witaszka", obok dwie gwiazdki. Wita mnie wąsaty recepcjonista.
        Niedbałym gestem pokazuje restaurację. Ciemne, puste wnętrze, kilkanaście
        nakrytych stołów z plastikowymi kwiatkami. Przy barze zamyślony nad krzyżówką
        kelner ze ścierką przewieszoną przez ramię.

        Pojawia się Zbigniew Witaszek. Zwalisty, serdeczny i gościnny. - Mam tu
        specjalną salkę, nikt nam nie będzie przeszkadzał - mówi, prowadząc mnie do
        pomieszczenia o ścianach wyłożonych pluszem. - Niby kto ma nam przeszkadzać? -
        zastanawiam się.

        Kelner niechętnie odrywa się od rebusu i po chwili podaje mi spécialité de la
        maison: filet w śmietanie. Chwalę rybę, a Witaszek robi skromną minę. Sam nie
        je, bo - jak stwierdza - "ma co zrzucać".

        - Chyba nieźle zareklamował pan hotel, zostając posłem? - zagaduję.
        - Kpi pan? - odpowiada Witaszek. - Widzi pan te pustki? Ludzie, nawet gdy tu
        podjadą, zaraz zawracają, gdy widzą neon. "Nie będziemy zatrzymywać się u tego
        ch... z Samoobrony".

        Witaszek - jak wielu drobnych przedsiębiorców - przyłączył się do Leppera, bo
        nie podoba mu się III RP. Interes się za bardzo nie kręci. Nie musi co prawda
        dokładać, ale luksusu też nie ma. A kiedyś to Witaszek był naprawdę kimś!

        Gdy rozmawiamy o czasach PRL, jego pełna twarz promienieje. - Proszę pana, ja w
        dobrych czasach zatrudniałem 120 osób. Wszystko miałem: własny samochód, dom,
        pieniądze... W różnych zakładach gastronomicznych nie pracowałem niżej niż jako
        zastępca kierownika. Już w latach 60. miałem z ojcem fermę drobiu. Z samych
        kurczaków mogłem załatwić rocznie pięć nowych samochodów Warszawa. W 1964 r.
        byłem kierownikiem gastronomii przy budowie rurociągu w NRD. Podlegały mi
        rzesze ludzi. Jeździłem nowiutkim wartburgiem. Już jako młody chłopak
        pracowałem w Państwowej Inspekcji Handlowej. Później miałem być nawet
        dyrektorem baru Gruba Kaśka w Przedsiębiorstwie Barów Szybkiej Obsługi. Ale
        mnie wyrolowali. W ramach rekompensaty dali mi w ajencję ośrodek wczasowy
        Mazowsze nad Zalewem. Pięknie tam było. Pływało się statkami, wodolotami. Tam
        był high life. W latach 70. przyjeżdżała do mnie cała Warszawa, łącznie z
        komendantami milicji, pierwszymi sekretarzami.

        - Tak miałem! - promieniuje Witaszek i unosi dłoń nad czołem, żeby pokazać tę
        obfitość. - Mięso, wędliny, wódkę, najlepsze piwo z Żywca. W stanie wojennym
        żywiłem milicję. Znałem wszystkich i niczego mi nie brakowało. Już w 1986 r.
        pobudowałem ten zajazd. To była żyła złota. A teraz.... - poseł macha ręką ze
        zniechęceniem. - Zacząłem i chyba skończę na państwowej posadzie.

        Liberalizm to nieszczęście

        Nowe czasy rozczarowały Witaszka.

        - Otworzyłem piekarnię na Domaniewskiej. Ale lokal należał do skarbu państwa i
        sprzedali go komuś za bezcen. Tłumaczyli, że tylko tyle chciał dać. Myślenie
        liberalne to największe nieszczęście tego kraju. Musiałem się wyprzedać, pozbyć
        maszyn. Piekarnia padła.

        Witaszek tłumaczy, na czym polega potworność współczesnej ekonomii. - Dla
        liberałów np. ten zajazd nie jest wart tyle, na ile wycenia go rzeczoznawca,
        czyli około 2 mln zł. Oni uważają, że jest wart tyle, ile zechce zapłacić
        kupiec. Nikt tu mi dziś nie zapłaci tyle, ile to warte, bo zajazd prawie nie
        przynosi dochodu. I gdzie tu sprawiedliwość? Od czego są banki? Dlaczego nie
        dają kredytów? Banki są w obcych rękach. Tak nas rozprowadzono.

        - Może powinien pan w ten hotel zainwestować? - rzucam.
        - Niby tak, ale nie mam za bardzo pieniędzy.

        Witaszek się zamyśla. - Można by oczywiście na grandzie pojechać. Sprowadzić
        trochę Ukrainek, rurę z sufitu do podłogi puścić, zrobić dyskotekę... Ale żona
        by mnie pogoniła.

        Dlatego wybrał inną drogę. Przy restauracji wybudował wielką salę konferencyjną
        na zjazdy i uroczystości Samoobrony. Postawił na politykę. Ale dziś sala stoi
        pusta. Witaszek wystąpił z Samoobrony.

        - Dlaczego rozstał się pan z Lepperem? - pytam.
        - Bo ludzie z otoczenia Leppera nikomu nie wierzą. Nie chcą się podzielić
        władzą. Najbardziej niewierzący jest Lepper. Tak naprawdę to on nie ufa nawet
        Filipkowi [Krzysztof Filipek jest wiceszefem Samoobrony - red.]. Przecież jak
        Leppera odwołali z funkcji wicemarszałka Sejmu, to mógł na to stanowisko
        wysunąć Filipka. Skorzystaliby na tym wszyscy. Przecież gabinet wicemarszałka
        wciąż stoi zaplombowany. Samochód, kierowca, gabinet... Wokół niego są już sami
        umaczani w afery wazeliniarze. Taki Janusz Maksymiuk [doradca Leppera, dawniej
        poseł SLD i szef Kółek Rolniczych - red.], za którym ciągnie się afera świńska
        [kupił od rządu półtusze na eksport, ale sprzedał je w kraju, biorąc rządowe
        dopłaty i rujnując rynek - red.], każe wyrzucać ludzi... Przecież to o pomstę
        do nieba woła. Nas uczciwych gnoi, a sam popiera lojalnych złodziei.

        Kiedyś również Witaszek był lojalny. Poświęcił się sprawie bez reszty.

        Oddłużyliśmy Leppera

        - Lepper był biedny jak mysz kościelna - wspomina. - Nie miał na benzynę, a
        czasem nawet na obiad. Był uzależniony od takich jak ja. Ja go wyprawiłem,
        razem z innymi go oddłużyliśmy, bo szef musi być czysty. Teraz on się tym
        chwali. "Powiedzcie - mówi - jakie niby ja mam długi?". Z kurnej chaty zrobił
        sobie dworek, w środku gdańskie meble. Na podwórku porządek ma jak jakiś
        Niemiec. Może odezwał się w nim zew krwi i dlatego zmienił zdanie - chce teraz
        do Unii Europejskiej. Powinien tylko powiedzieć chłopom z długami, jak to się
        robi, żeby ich nie mieć.
        - A jak to się robi? - ożywiam się.
        - Trzeba skrzyknąć ludzi, od jednego wziąć tysiąc, od drugiego dwa, od
        trzeciego pięć i zamiast na partię, wziąć dla siebie. Ciekaw jestem, czy urząd
        skarbowy zapyta go, skąd to wszystko ma. W zeznaniu podatkowym Lepper wykazuje
        zarobek osiem tysięcy rocznie. Przy pięcioosobowej rodzinie! Dlatego go
        wyzywają od złodziei. Nawet robotnicy w Stoczni, którzy kiedyś trzymali naszą
        stronę!

        Witaszek wzdycha ciężko. - Teraz już nie jesteśmy mu do niczego potrzebni, bo
        sra pieniędzmi z dotacji państwowej dla partii. Opluwa tych, którzy mu
        pomagali. Ludzi po studiach nie szanuje. On myśli, że dyplom to na bazarze
        można kupić.

        Lista żalów jest długa: - Mój hotel i restauracja były do jego dyspozycji. Kogo
        chciał, karmiłem i nocowałem za darmo. Mimo to nie byłem wtajemniczany, kogo
        ustawić, kogo awansować, kogo wyrzucić. Była taka fama, że najważniejsze
        decyzje zapadały u mnie. To nieprawda. U mnie zapadały decyzje gastronomiczne.
        Byłem mu potrzebny do czarnej roboty, jako kucharz i kierowca. O wszystkim
        radziła z nim Wiśniowska [Genowefa, posłanka Samoobrony - red.], Filipek,
        Maksymiuk i Łyżwiński z żoną [Stanisław i Wanda Łyżwińscy, posłowie Samoobrony -
        red.]. To są ciapki bez ambicji.

        - Podobno ma pan żal do Leppera, bo pański syn przegrał wybory samorządowe -
        mówię. Witaszek aż się unosi ze złości.
        - Lepper mieszkał u mojego syna, więc chciałem, żeby chłopak sobie wystartował
        i też porządził. Lepper najpierw mówił, że nie ma sprawy. Po czym go wycięli z
        listy, bo trzeba było wstawić żonę i siostrę Filipka. Filipkowa była dotąd
        dozorczynią, a Filipek wcześniej układał bruk. Później Lepper mówi, że jestem
        zły na Filipka, bo mój syn przegrał z jego rodziną. Jak można przegrać, jeśli
        się nie jest na liście?

        - A innych zaufanych Leppera też pan nie lubi?
        - Z "Łyżwą" raz się ściąłem. Chodziło o te intercyzy z posłami na milion
        złotych, jeśli ktoś zechce odejść z partii [Lepper chciał, by posłowie
        podpisali weksle in blanco realizowane, jeśli odejdą z Samoobrony - red.].
        Powiedziałem mu, że to kompletny idiotyzm. To zdrada interesów prostych ludzi.
        No bo skąd niby działacze Samoobrony mieliby wziąć takie pieniądze? Taką kasę
        może
        • Gość: wikul Re: Samoobrona bez Leppera ? IP: *.acn.waw.pl 13.03.04, 03:28
          (dokończenie)

          - A innych zaufanych Leppera też pan nie lubi?
          - Z "Łyżwą" raz się ściąłem. Chodziło o te intercyzy z posłami na milion
          złotych, jeśli ktoś zechce odejść z partii [Lepper chciał, by posłowie
          podpisali weksle in blanco realizowane, jeśli odejdą z Samoobrony - red.].
          Powiedziałem mu, że to kompletny idiotyzm. To zdrada interesów prostych ludzi.
          No bo skąd niby działacze Samoobrony mieliby wziąć takie pieniądze? Taką kasę
          może skombinować tylko szuler. "Łyżwa" doniósł na mnie szefowi. On zresztą nie
          ukrywał, że był agentem SB. To samo Maksymiuk - pseudonim "Roman". Mówię panu,
          tam jest ubek na ubeku. Pytałem Leppera: Po co nam tacy ludzie? Odpowiadał: Są
          lojalni.

          Przyboczni szefa dali Begerowej zrobić karierę [Renata Beger jest członkiem
          komisji sejmowej badającej aferę Rywina - red.], ale Lepper nie ufa jej za
          bardzo. Myślę, że już niedługo ją sczyszczą.

          - Co Lepper kombinuje? Jak chce utrzymać poparcie?
          - Pańska gazeta wmówiła mu, że jemu w Sejmie nie jest potrzebny ani jeden
          poseł, bo on sam ma 15 proc. On się ciągle na to powołuje. Ja liczyłem na to,
          że on rzeczywiście chce rządzić lub chociaż współrządzić. Gówno prawda! Kiedyś
          mi to powiedział: "A mnie jest dobrze". Pomyślałem sobie: "Ach, ty skurczybyku!
          Tobie jest dobrze? A my się później wstydzimy, jak handlujesz z SLD naszymi
          głosami. Jedziemy w teren i nas opluwają".

          Wróżka źle wróży

          Witaszek wspomina: - Dla mnie było niepojęte, że można z kimś pić, załatwiać
          interesy w sprawie głosowań, a później go publicznie obrażać. To człowiek bez
          skrupułów. Ale teraz chyba zaczął się bać, bo poparcie spada. Słyszałem, że
          chodzi do wróżek, na jakieś seanse spirytystyczne. Prowadza go tam Gienia
          [Wiśniowska - red.]. Dowiaduje się tam jakichś niestworzonych rzeczy, dlatego
          momentami robi wrażenie oszołoma. Teraz podobno wróżka źle mu wróży. Przedtem
          było lepiej, mówiła, że Samoobrona będzie rządzić. I co ja mam o tym wszystkim
          myśleć? Przecież to jakiś obłęd.

          Sam Witaszek nie czuje się oszukany przez byłego szefa. - Wcale nie mówię, że
          on kradnie. Chciałem na niego płacić, więc płaciłem. Mogę mieć teraz pretensje
          tylko do siebie. To trochę jak z błędną inwestycją. Nie wyszła - trudno.

          Kończę swoje danie, a Witaszek oprowadza mnie po hotelu. W dwóch pawilonach ma
          w sumie 50 pokoi. W większości telewizory i łazienki. Gości prawie wcale.

          - Myślałem, że pan zostanie na noc, jakąś dziewuchę sobie sprowadzi i połączy
          przyjemne z pożytecznym - mówi z wyrzutem. - Do Samoobrony to się pan nie
          nadaje.

          Mikołaj Lizut

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka