oleg3
15.08.10, 12:27
Już obecnie obsługa długu publicznego to prawie 12 proc. wydatków budżetu
państwa (w 2009 koszty obsługi długu wyniosły 30,6 mld). Dzieje się tak w
sytuacji, gdy Polska postrzegana jest przez rynki finansowe jako kraj
wiarygodny, gdy agencje ratingowe utrzymują oceny naszego kraju na
niezmienionym poziomie (chociaż zaczynają wydawać ostrzegawcze pomruki), a
średnia rentowność polskich obligacji już od kilku lat pozostaje stabilna w
stosunkowo wąskim przedziale 5,5-6,5 proc. Gdyby jednak utrzymywanie się
wysokiego deficytu i wzrost długu publicznego zostały potraktowane przez świat
globalnych finansów jako istotne zagrożenie dla polskiej równowagi
makroekonomicznej, może się dokonać głęboka przecena naszych papierów
skarbowych i wzrost ich rentowności, a w konsekwencji koszty obsługi długu
mogą gwałtownie pójść do góry. Kiedy rentowność podnosi się o 3-4 pkt
proc. lub więcej (a takie doświadczenia mieli Węgrzy i Grecy), przyrost
kosztów obsługi długu w skali rocznej wyraża się w miliardach (w warunkach
polskich należałoby się liczyć z kwotą przekraczającą 20 mld zł, a to
byłoby bardzo silnym ciosem w finanse publiczne). Choćby z tego powodu należy
więc przekonywać, że jesteśmy w stanie powstrzymać narastanie nierównowagi. I
jest to zadanie pilne!
Polski
ślizg pod ostrzem gilotyny
Dariusz Filar*
* Autor jest profesorem Uniwersytetu Gdańskiego i członkiem Rady Gospodarczej
przy Prezesie Rady Ministrów, byłym członkiem Rady Polityki Pieniężnej.