Dodaj do ulubionych

To nie żart - WPROST PRZECIWNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

IP: 195.116.99.* 01.04.04, 11:33
Tak Jamie Doran opisuje to, co sfilmował. Przez dwadzieścia kilka lat
pracował na samych szczytach światowych telewizyjnej produkcji filmowej, w
tym siedem lat w telewizji BBC, i za swoje filmy dokumentalne był
wielokrotnie nagradzany. Obecnie kieruje własną, niezależną spółką
telewizyjną Atlantic Celtic Films. W 2002 r. wyprodukował pewnie
najważniejszy film swojego życia pt. Masakra afgańska: Konwój śmierci. Oto
jak Doran relacjonuje to, co w nim ujawnił.

„Daszt-i-Lejli w Afganistanie - ok. 3 tysięcy ludzi znalazło tu pochówek;
jedni byli już martwi, gdyż udusili się podczas piekielnej podróży, a inni,
leżąc wśród trupów towarzyszy swojej niedoli, krzyczeli wniebogłosy i błagali
swoich katów o litość, zanim zginęli od serii kul. Wierzyli, że przyjechali
do tego przeklętego kraju walczyć z niewiernymi wrogami swojego Boga. Byli
fanatykami religijnymi gotowymi oddać życie w obronie wiary. Który z nich,
opuszczając Pakistan, Czeczenię, Uzbekistan czy różne kraje arabskie i udając
się w tę zbiorową pielgrzymkę, mógł podejrzewać, że tak skończy?”

Taki los Amerykanie zgotowali części obrońców Kunduzu. Zapewne każdy, kto
śledził w mediach przebieg inwazji amerykańskiej na Afganistan, pamięta, jak
już po upadku Kabulu talibowie bronili się w Kunduzie. Dopóki toczyły się
walki, media zajmowały się Kunduzem. Gdy padł, nastała cisza, tzw. mainstream
medialny natychmiast stracił zainteresowanie dla wydarzeń w tym mieście. Jego
milczenie przysłoniło zbrodnię. Nie wyszłaby na jaw, gdyby nie Doran.

Oto co ustalił.

W listopadzie 2001 r. dwukrotnie liczniejsze wojska (w rzeczywistości bandy)
Sojuszu Północnego obległy w Kunduzie około 15 tysięcy bojowników talibskich,
w tym kilka tysięcy zagranicznych ochotników z Al-Kaidy i innych organizacji
radykalnego islamu politycznego. Regionalny watażka, Amin Dżhan, wystąpił w
roli mediatora i 21 listopada pod okiem obecnych tam wojskowych amerykańskich
i brytyjskich wynegocjował porozumienie: uzgodniono, że talibowie złożą broń
i będą mogli rozejść się do domów, podczas gdy ochotnicy cudzoziemscy zostaną
przekazani Narodom Zjednoczonym.

Tymczasem w Waszyngtonie sekretarz obrony USA, Donald Rumsfeld, zaczął
wywierać presję, aby rozprawić się z jeńcami. Oświadczył: „Byłoby godne
pożałowania, gdyby w Afganistanie cudzoziemcy - ci z Al-Kaidy, Czeczeni i
inni, którzy współpracowali z talibami - zostali uwolnieni i mogli udać się
do innego kraju po to, aby popełniać tam takie same akty terrorystyczne.” W
ciągu następnych dni potwierdził swoje stanowisko: „Oczekuję, że zostaną
zabici lub schwytani. To ludzie, którzy zrobili straszne rzeczy.” Komentarz
Dorana: „Rzecz w tym, że komendanci Sojuszu Północnego nie mogą udawać, iż
nie słyszą, gdy tak wypowiada się ich główny sojusznik i sponsor, a poza tym
raczej zgadza się z takim postawieniem sprawy.” Jeńcy wojenni wpadli w
pułapkę. Masakra była nieuchronna.

Około 470 zagranicznych islamistów zabrano z Kunduzu do Kala-i-Dżangi, gdzie
zamknięto ich w tunelach pod jedną z ogromnych fortyfikacji. 25 listopada na
miejsce przybyło dwóch agentów CIA po to, aby ich pojedynczo przesłuchać.
Dodajmy, że szybko okazało się, iż ci agenci to zawodowi oprawcy, specjaliści
od najbrudniejszej na świecie roboty. Jeńcy, nie chcąc iść jak barany na
potworne tortury, wydarli Amerykanom broń, zabili Johnny „Mike'a” Spanna i
swoich strażników afgańskich, opanowali zbrojownię i starając się za wszelką
cenę ratować życie, przystąpili do zaciekłej walki. Na żądanie amerykańskich
wojsk specjalnych na opanowaną przez zbuntowanych jeńców cytadelę dokonano
morderczych uderzeń z powietrza, podczas gdy komandosi brytyjscy
zorganizowali kontratak. Doran: „Po trzech dniach boju w cytadeli nie
pozostał przy życiu ani jeden talib, co jest zdumiewające. Na koniec każdej
operacji wojskowej należy spodziewać się, że na polu walki znajdzie się
przynajmniej kilku - choćby ciężko rannych - pozostałych przy życiu żołnierzy
strony pokonanej.” W tunelach odkryto natomiast 86 ocalałych jeńców, w tym
amerykańskiego członka Al-Kaidy - Johna Walkera Lindha. (Bunt wybuchł, gdy
Spann nad nim właśnie zaczął się znęcać).
„Choć wydaje się to niewiarygodne, w tym czasie nikt nie zainteresował się
losem innych bojowników, którzy złożyli broń w Kunduzie”, pisze Doran. A
chodziło o kilka tysięcy młodych ludzi - więcej niż ofiar zamachu Al-Kaidy z
11 września 2001 r.! Lecz zgodnie z ideologią panującą w skali światowej,
tacy jak ci młodzi ludzie to tylko „nawóz historii” podbojów
imperialistycznych. „To, co stało się z tymi ludźmi, na zawsze rzuci cień na
wizerunek Sojuszu Północnego, ONZ, rządu USA i jego personelu wojskowego.
Rzecz bowiem w tym, że w zupełnie innej, nigdy nie wymienianej w depeszach
zachodnich, fortecy zaczęła się rzeź, w której zginęło ok. 3 tys. jeńców.
Powróćmy do Amira Dżhana, który brał udział w rokowaniach w sprawie
kapitulacji. «Policzyłem ich osobiście - było ich 8 tys. Teraz pozostało
jedynie 3015, przy czym liczba ta obejmuje nawet Pasztunów z Kunduzu, którzy
nie figurowali wśród tych, co oddali się początkowo do niewoli. Co się stało
z innymi?» Przynajmniej częściowo odpowiedź znajduje się pod 50 metrami
piachu, w środku pustyni, w Daszt-i-Lejli. Rachunek jest prosty - brakuje 5
tysięcy ludzi. Niektórzy mogli zbiec, inni się wykupili, a jeszcze inni
zostali niewątpliwie sprzedani służbom bezpieczeństwa swoich własnych krajów,
gdzie spotkał ich los gorszy od śmierci. Zgodnie jednak z pewnymi kluczowymi
dla tej sprawy zeznaniami, które udało nam się zebrać w ciągu
sześciomiesięcznego śledztwa, większość z nich po prostu pogrzebano pod
pustynnym piaskiem.”



Obserwuj wątek
    • Gość: ketiw1 Re: To nie żart - WPROST PRZECIWNIE!!!!!!!!!!!!!! IP: 195.116.99.* 01.04.04, 11:35
      Te „brakujące” tysiące jeńców wywieziono do twierdzy Kala-i-Zejni. Tam
      przyjechał po nich konwój ciężarówek z 25 stalowymi kontenerami. Miał zawieźć
      ich do więzienia w Szeberghanie. Do każdego kontenera wsadzono około dwustu
      jeńców. Ściśnięci w temperaturze ponad 30° Celsjusza jak sardynki w metalowych
      pojemnikach, do których nie przenikało ani powietrze, ani światło, błagali o
      litość. „Zadośćuczyniono” ich błaganiom - żołnierze Sojuszu Północnego
      ostrzelali kontenery z broni maszynowej, „aby zrobić w nich otwory
      wentylacyjne”, jak jeden z nich opowiedział Doranowi. „Za szczerością tego
      człowieka kryje się jednak wielkie okrucieństwo. Wiele śladów po kulach, które
      widzieliśmy na kontenerach, znajdowało się w dolnej lub środkowej części
      ścianek, a nie w górnej, gdzie rzeczywiście mogłyby one zapewnić wentylację i
      dać jeńcom szansę przeżycia.” Pewien taksówkarz widział potem ten konwój
      śmierci. Opowiedział Doranowi, że kontenery dosłownie „sikały krwią”.

      Nie wszystkie. „Niektóre z kontenerów nie zostały ostrzelane kulami, które
      przyniosły wybawienie pod postacią śmierci. Jeńcy konali w nich pięć dni,
      umierając z braku powietrza, głodu i pragnienia. Gdy w końcu je otwarto, z
      pasażerów pozostały już tylko kałuże moczu i krwi oraz kupy fekaliów, wymiotów
      i rozkładających się ciał. Pierwsze pytanie, które przychodzi na myśl, gdy
      wchodzi się na teren więzienia w Szeberghanie, brzmi: czy ktoś mógł naprawdę
      uwierzyć, że ten zakład, przewidziany maksymalnie dla 500 więźniów, pomieści
      ich piętnastokrotnie więcej? Czy naprawdę to kwestia przypadku, że
      przytłaczająca większość tych, którzy mieli być tu przewiezieni, nigdy nie
      dojechała? Kontenery z ładunkami mięsa z rzeźni ludzkiej ustawiają się przed
      więzieniem. Jeden z żołnierzy, którzy je konwojują, jest na miejscu, gdy
      oficerowie odpowiedzialni za więzienie otrzymują rozkaz pośpiesznej likwidacji
      wszelkich śladów tej operacji. «Większość kontenerów była podziurawiona kulami.
      W każdym kontenerze było od 150 do 160 trupów. Garstka jeńców jeszcze
      oddychała, ale większość nie żyła. Amerykanie mówili ludziom z Szeberghanu, by
      wywieźli ich z miasta zanim zostaną sfilmowani przez satelitę.” Doran ustalił,
      że w Szeberghanie było wówczas 150 wojskowych amerykańskich - nie licząc
      personelu CIA.

      Doran odnalazł dwóch kierowców, którzy po kolei, jeden w kilka dni po drugim,
      zaprowadzili go w to samo miejsce na pustyni. „W Szeberghanie wyładowano tych,
      którzy dawali jeszcze oznaki życia”, opowiada jeden. „Byli jednak i tacy
      talibowie, którzy stracili przytomność, bo byli ranni lub zbytnio osłabieni.
      Tych przywieziono w to miejsce, zwane Daszt-i-Lejli, i wykończono.
      Przyjeżdżałem tu trzy razy i za każdym razem przywoziłem 150 jeńców. Krzyczeli
      i płakali, gdy do nich strzelano. Takie same podróże odbyło dziesięciu czy
      piętnastu kierowców.” Drugi to potwierdza. „Niektórzy jeszcze żyli - byli ranni
      lub nieprzytomni. Przywieziono ich tutaj, związano im ręce i zabito. Cztery
      razy jeździłem tam i z powrotem i dowoziłem jeńców. Ogółem musiałem tu
      przywieźć od 550 do 600 osób.” Pytany o Amerykanów, odpowiada: „Tak, byli z
      nami, tu, w Daszt-i-Lejli.” Ilu ich było? „Dużo, może trzydziestu czy
      czterdziestu.” Doran: „W kilka miesięcy później na miejscach rzezi w Daszt-i-
      Lejli widać jeszcze ślady buldożerów - trupy zepchnięto do dołu i ukryto pod
      tonami piasku.”

      A co z tymi jeńcami, których wyładowano w Szeberghanie? „Ze strony żołnierzy
      amerykańskich spotkał ich wcale nie lepszy los niż ich braci pogrzebanych pod
      kupą piachu. Jeden z żołnierzy afgańskich twierdzi, że widział, jak żołnierz
      amerykański zabił jeńca-taliba po to, aby zastraszyć innych i skłonić ich do
      mówienia. «Gdy byłem żołnierzem w Szeberghanie, widziałem, jak żołnierz
      amerykański łamie jeńcowi kark. Innym razem wylali na nich kwas czy coś
      takiego. Amerykanie robili co chcieli. Nie byliśmy w stanie temu zapobiec,
      wszystko było pod kontrolą amerykańskiego komendanta.» Jeden z generałów
      Sojuszu Północnego, który wtedy również stacjonował w Szeberghanie,
      zeznaje: «Ja tam byłem. Widziałem, jak wbijali noże w nogi, obcinali języki,
      obcinali brody. Czasami odnosiło się wrażenie, że sprawia im to przyjemność.
      Wyprowadzali więźnia na zewnątrz, bili go, a następnie przyprowadzali. Czasami
      jednak więzień nie wracał.»”

      • Gość: ketiw1 Re: To nie żart - WPROST PRZECIWNIE!!!!!!!!!!!!!! IP: 195.116.99.* 01.04.04, 11:36
        Doran: „Wszyscy świadkowie, którzy występują w naszym filmie, są gotowi stawić
        się przez jakąkolwiek instancją międzynarodową - komisją badawczą czy
        trybunałem - która w wyniku ich zeznań zajęłaby się tą sprawą. Gdyby stworzono
        im taką okazję, byliby gotowi zidentyfikować wojskowych amerykańskich, o
        których mówią. Po upływie tak długiego czasu od tych wydarzeń oskarżenia o
        stosowanie tortur i o zabójstwa na terenie więzienia w Szeberghanie mogą okazać
        się trudne do zweryfikowania. W odległości 4 km od więzienia znajduje się
        jednak zbiorowy grób, w którym niewątpliwie leżą zwłoki kilku tysięcy jeńców.
        Jeśli wojskowi amerykańscy rzeczywiście wzięli udział w eliminacji tych jeńców,
        jeśli - jak to twierdzą liczni świadkowie - stali na czele hierarchii
        dowodzenia, jeśli powstrzymali się od interwencji, gdy na setkach ludzi
        dokonywano doraźnych egzekucji, to są oni winni zbrodni wojennych.” (1)

        Andrew McEntee, wybitny adwokat wyspecjalizowany w sprawach praw człowieka w
        skali międzynarodowej i były kierownik brytyjskiej sekcji Amnesty
        International, nie ma wątpliwości: „Wskazówki udzielone przez świadków, których
        sfilmował Jamie Doran, wystarczają, aby zażądać dochodzenia w sprawie zbrodni
        wojennych i karnego ścigania ich sprawców”. Nie ma obawy - włos im z głowy nie
        spadnie. Przeciwnie - następnym razem, w tym samym lub innym kraju, który
        padnie ofiarą kolejnej wyprawy krzyżowej zarządzonej przez ich rząd pod
        pretekstem „walki z terroryzmem”, „obrony świata przed bronią masowego rażenia”
        czy „szerzenia demokracji”, uczynią to samo. Z inicjatywy Konfederalnej Grupy
        Jednościowej Lewicy Europejskiej/Zielonej Lewicy Nordyckiej (GUE/GNL) film
        Dorana o konwoju śmierci dwukrotnie - w czerwcu i listopadzie 2002 r. -
        pokazano w Parlamencie Europejskim (co polskie media przemilczały). Nadały go
        telewizje ogólnokrajowe w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Włoszech, Australii. 23
        maja 2003 r. pokazała go w Stanach Zjednoczonych Democracy Now! -
        ogólnokrajowy, sponsorowany przez słuchaczy i widzów i oparty na najszerszej w
        tym kraju sieci współpracy mediów społeczności lokalnych program radiowo-
        telewizyjny, przełamując na miarę swoich sił blokadę informacyjną wokół tej
        zbrodni.

        Wspomniany lewicowy klub parlamentarny zażądał utworzenia międzynarodowej
        komisji do zbadania tej zbrodni, lecz ani ONZ, ani żadne instytucje
        tzw. „społeczności międzynarodowej” nie kiwnęły ani nie mają zamiaru kiwnąć
        palcem. Ignorują rozpaczliwe apele Dorana o zapewnienie ochrony świadkom,
        którzy wystąpili w filmie. Niektórych już zamordowano, innych aresztowano i
        poddano torturom. Winni zbrodni zacierają ślady i wkrótce będą śmiać się
        Doranowi w oczy. Z innymi wziętymi do niewoli w Afganistanie jeńcami wojennymi,
        uwięzionymi w amerykańskiej bazie wojskowej Guantánamo na Kubie, postępują po
        barbarzyńsku na oczach aprobującej ich metody lub w najlepszym razie milczącej,
        ale tak czy inaczej współwinnej tego haniebnego gwałtu „społeczności
        międzynarodowej”. Pozbawiono ich nie tylko należnych im naturalnie praw
        jenieckich, gwałcąc co najmniej piętnaście artykułów konwencji genewskiej o
        traktowaniu jeńców, ale w ogóle praw człowieka. To tylko jeden z najnowszych
        przykładów tego, że w „demokracji amerykańskiej”, podobnie jak w
        całej „cywilizacji zachodniej”, prawa człowieka i obywatela nie przysługują
        wszystkim ludziom i obywatelom, a tylko tym, którym klasa panująca, państwo i
        władza przyznają takie prawa.

        Jak to możliwe? Otóż, wbrew pozorom, przyczyny nie należy upatrywać jedynie w
        niemal powszechnym zastraszeniu „społeczności międzynarodowej” drakońskim,
        popartym gotowością zastosowania nieokiełznanej przemocy, dyktatem imperialnym
        George'a W. Busha. To poważny powód, ale koniunkturalny. Jest jednak również
        inny powód - strukturalny. Tkwi on w samej strukturze „demokracji liberalnej”
        i „zachodniej cywilizacji liberalnej”,
        • Gość: ketiw1 Re: To nie żart - WPROST PRZECIWNIE!!!!!!!!!!!!!! IP: 195.116.99.* 01.04.04, 11:48
          Co na to polskie „wolne media” i prawiące w nich nieustannie kazania kohorty
          moralistów, humanistów, demokratów, rzeczników praw człowieka, ci wszyscy
          głosiciele „fundamentalnych wartości etycznych”, rzekomo leżących u podstaw
          kapitalizmu, rzekomo ucieleśnianych przez „cywilizację europejską”, która od
          pięciu stuleci pływa w morzu krwi zarówno własnej, jak i przelanej wzdłuż i
          wszerz Trzeciego Świata, i rzekomo doskonale realizowanych przez „demokrację
          amerykańską”? Milczą i udają, że o afgańskim konwoju śmierci nie słyszeli. W
          wielkonakładowej prasie śmiało, bo pod osłoną Busha, popisują się
          demaskatorską „odwagą” wobec Fidela Castro, publikując wielokolumnowe elaboraty
          o „brutalnym gwałceniu praw człowieka przez reżim komunistyczny na Kubie”. Te
          same zuchy robią w portki ze strachu na samą myśl o tym, że mogłyby napisać o
          tym, co dzieje się również na Kubie, tyle że w Guantánamo (o czym niżej), a już
          tym bardziej o afgańskim konwoju śmierci.

          Ilekroć słyszymy górnolotne dyskursy rzeczników „demokracji liberalnej” oraz
          tych, którzy głoszą wyższość „cywilizacji europejskiej” i
          doskonałość „demokracji amerykańskiej”, tylekroć pamiętajmy, że takie masowe
          zbrodnie, jak afgański konwój śmierci, podobnie jak w ogóle barbarzyństwo
          prowadzonych dziś przez imperializm wojen, organicznie przynależą do ich
          tradycyjnych i zasadniczych „wartości”. Oni milczą o tych zbrodniach nie tylko
          dlatego, że boją się władzy George'a W. Busha, podlizują się jej i wysługują -
          choć zwykłych tchórzy wcale wśród nich nie brakuje. Rzecz w tym, że
          taka „demokracja”, taka „cywilizacja”, takie „prawa człowieka”,
          takie „fundamentalne wartości etyczne”, z którymi oni się identyfikują, a które
          stoją na straży własności prywatnej, wartości dodatkowej i kapitału, są -
          podobnie jak sam kapitalizm, dla którego tworzą nadbudowę państwowo-prawną i
          ideologiczno-kulturową - nieodłączne od barbarzyństwa „dominacji totalnej”.

          A co na to, co się stało z konwojem kilku tysięcy jeńców afgańskich, ci, którzy
          rządzą Polską i w ogóle ci polscy politycy, lewicowi i prawicowi, którzy ze
          świętym oburzeniem spieszą głosować w Sejmie potępienia władz kubańskich z
          powodu skazania kilkudziesięciu „dysydentów”, od wewnątrz pomagających Białemu
          Domowi w obaleniu tamtejszego ustroju? Oczywiście też milczą. Też udają, że o
          afgańskim konwoju śmierci nie słyszeli - tak samo, jak milczą o potwornym losie
          około siedmiuset jeńców wojennych z Afganistanu, których więzi się na tej samej
          Kubie, tyle że w strefie okupowanej przez USA.

          Któż może zaprzeczyć, że na Kubie jest wielka liczba więźniów trzymanych w
          najgorszych warunkach, jakie można dziś znaleźć na świecie? Dla nich nie ma ani
          nocy, ani dnia, bo ich oczy są zawiązane i żyją w absolutnej ciemności. Zatkano
          im również uszy i trzyma się ich pogrążonych w wiecznej ciszy. Pozbawiono
          wszelkich wrażeń dotykowych, bo ich dłonie pokrywają swojego rodzaju rękawice.
          Jest kilkuset takich więźniów, którzy nie wiadomo jak się nazywają, podobnie
          jak nie wiadomo o co są oskarżeni, i nie byli sądzeni, a tym bardziej skazani,
          nie mają obrońców i odbywają bezterminowe kary, bo nikt nie wie, jak długo będą
          więzieni. To są więźniowie na Kubie - nie uwięził ich jednak Fidel Castro, lecz
          prezydent Bush w Guantánamo. Są zamknięci w pojedynczych klatkach i ubrani na
          czerwono, co wszyscy widzieliśmy, ale o nich samych nic więcej nie wiadomo.
          Prasa amerykańska o nich nie pisze, ponieważ są więźniami Busha, a nie Fidela
          Castro. Pytam, czy Unia Europejska zaprotestowała w sprawie tych więźniów na
          Kubie. Czy zażądała stanowczo, aby Stany Zjednoczone uwolniły tych więźniów,
          tak, jak zażądała, aby Kuba uwolniła swoich 75 więźniów?

          Jasne, że nie zaprotestowała, podobnie jak nie zaprotestował polski Sejm.

          Restauratorzy zależnego, (co najmniej na wpół) peryferyjnego kapitalizmu,
          czyniący z Polski państwo satelickie wobec USA i zaprzęgający ją do rydwanu
          wojen imperialistycznych, mają gęby pełne praw człowieka wyłącznie według list
          sporządzonych przez amerykański Departament Stanu. Nie ważą się upomnieć o te
          prawa w państwach, które nie figurują na wspomnianych listach, to znaczy są
          sojusznikami i protegowanymi USA, i gdy życzy sobie tego Biały Dom, bez żenady
          bratają się z przywódcami reżimów dyktatorskich, policyjnych i
          terrorystycznych. Tak, jak życzy sobie tego Bush, uważają, że w krajach
          umieszczonych przez rząd USA na liście „państw chuligańskich” i „osi zła”,
          podobnie jak wszelkich innych, które nie idą na pasku imperializmu
          amerykańskiego, jeńców wojennych można torturować i mordować, a ludność cywilną
          bombardować i masakrować.

          • rycho7 Film ogladalem w niemieckiej telewizji pare miesie 01.04.04, 11:54
            Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

            > Co na to polskie „wolne media”

            Film ogladalem w niemieckiej telewizji pare miesiecy temu. Siali widocznie
            nienawisc do USA.
    • rycho7 tak funkcjonuja "bronie inteligentne" 01.04.04, 11:37
      Odwet na Polske tez spadnie.
      • Gość: ketiw1 Re: tak funkcjonuja "bronie inteligentne" IP: 195.116.99.* 01.04.04, 21:56
        Jak to się dzieje, że większość zawsze będzie miała takie zdanie jakie
        zaprezentują im FAKTY TVN, albo inny równie "niezależny" serwis, który "tylko"
        95 proc informacji zagranicznych czerpie z największych amerykańskich i
        angielskich agencji prasowych. No coż, socjologowie mają rację - większość
        społeczeństwa to naśladowcy i oportuniści - nie inaczej na tym forum

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka