Gość: ketiw1
IP: 195.116.99.*
01.04.04, 12:09
Na świecie co rok umiera z głodu 30 milionów osób. Porównajmy - w ciągu
pięciu lat druga wojna światowa spowodowała śmierć 50 milionów. Teraz w ciągu
pięciu lat umiera z głodu trzy razy więcej - 150 milionów. "Wolna prasa" o
tym nie informuje, bo ci, którym służy, uważają, że ludzkość nie powinna być
tego świadoma. Dziesiątki milionów osób - w tym 11 milionów to dzieci do lat
pięciu - umierają co rok z powodu uleczalnych chorób lub takich, którym można
zapobiec. Tylko jeden procent środków inwestowanych corocznie w badania w
dziedzinie opieki zdrowotnej przypada na badania nad zapaleniem płuc,
chorobami biegunkowymi, gruźlicą i malarią - czterema głównymi plagami krajów
słabo rozwiniętych. 800 milionów osób cierpi głód lub chroniczne
niedożywienie, a jedna trzecia ogółu mieszkańców kuli ziemskiej żyje w
ubóstwie. Przeciętne dalsze trwanie życia mieszkańca zależnych, słabo
rozwiniętych peryferii światowego systemu kapitalistycznego, zwanych Trzecim
Światem, jest o 18, a w Afryce subsaharyjskiej nawet o 30 lat krótsze, niż w
panujących, wysoko rozwiniętych ośrodkach tego systemu, które marksiści
zwykli nazywać państwami imperialistycznymi. Szacuje się, że 654 miliony osób
mieszkających na wspomnianych peryferiach nie przeżyją 40 roku życia. Odsetek
matek, które umierają przy porodzie, jest sto razy większy w Afryce niż w
Europie. 99% wszystkich ich zgonów przypada na Trzeci Świat. W wielu krajach
Afryki dwieście dzieci na tysiąc umiera przed ukończeniem piątego roku życia.
250 milionów dzieci - połowa ma poniżej 14 lat - na całym świecie musi
pracować w wołających o pomstę do nieba warunkach. Dwoje spośród pięciorga
dzieci jest w Trzecim Świecie opóźnionych w rozwoju. 840 milionów osób
dorosłych to analfabeci. Spośród 4,5 miliarda mieszkańców Trzeciego Świata
około jedna trzecia nie ma dostępu do wody pitnej. Jedna trzecia ludzkości
cierpi na anemię.
Dochody górnych - najbogatszych - 20% mieszkańców kuli ziemskiej były w 1960
r. 30 razy wyższe niż dochody dolnych - najuboższych - 20%, natomiast w 1995
r. były już 82 razy wyższe. Górne 20% kontroluje obecnie 84% bogactwa
światowego, podczas gdy trzydzieści lat temu kontrolowało 70%. Dolne 20% musi
zadowolić się jednym procentem bogactwa światowego. W latach 1980-1998
zadłużenie zagraniczne krajów słabo rozwiniętych wzrosło ponad czterokrotnie -
z 609 do 2530 miliardów dolarów. Stosunek długu zagranicznego tych krajów do
wytwarzanych w nich bogactw (mierzonych produktem krajowym brutto) wzrósł z
20 do 42%, choć z tytułu obsługi długu zagranicznego corocznie spłacają one
ogromny trybut. Im więcej spłacają, tym bardziej są zadłużone.
Jeden mąż stanu tylekroć mówi o tym przerażającym stanie świata, ilekroć ma
okazję wystąpić na forum międzynarodowym - Fidel Castro. To jeden z powodów,
dla których "globalni przywódcy" klasy panującej śmiertelnie go nienawidzą.
Podczas tzw. Szczytu Tysiąclecia Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku we
wrześniu 2000 r. przywódca rewolucji kubańskiej wystąpił z dramatycznym
apelem o pomoc dla Afryki subsaharyjskiej, pustoszonej przez plagę AIDS.
Dziesięć na jedenaście zarażeń wirusem HIV przypada na ten region, w którym
ogólna liczba zarażonych przekroczyła 25 milionów osób. Zapewnił, że Kuba
może w błyskawicznym tempie zmobilizować na zasadzie wolontariatu kilka
tysięcy swoich lekarzy i pracowników służby zdrowia, którzy w ciągu roku
byliby w stanie stworzyć w Afryce subsaharyjskiej infrastrukturę nieodzowną
do zmasowanej walki z AIDS. W wielu krajach Trzeciego Świata kubański
personel medyczny jest znany z tego, że pracuje tam, gdzie diabeł mówi
dobranoc, w najtrudniejszych warunkach; czyni to z niebywałym poświęceniem,
świadcząc usługi za darmo. Propozycja ta została zignorowana przez światową
klasę panującą i przytłaczającą większość mediów. Na froncie walki z AIDS
klasę tę stać jedynie na wykonywanie ruchów pozornych. Inicjatywa szczytu G8
w Genui w tej sprawie, wokół której robi się wiele szumu, to nawet według
paryskiego Le Monde tylko "cios szpadą w wodę", czyli bicie piany.
W świecie dzisiejszym produkuje się tyle żywności, że powinno jej starczyć
dla każdego - każdy mógłby spożywać codziennie co najmniej 2700 kalorii, a na
ogół tyle trzeba, aby normalnie żyć. Jest dość zasobów, aby nikt nie umierał
z głodu ani nie cierpiał na chroniczne niedożywienie, na brak dachu nad głową
i przyodziewku, nie umierał na choroby uleczalne i takie, którym można
zapobiec, nie miał zapewnionej opieki lekarskiej, był niepiśmienny i nie mógł
się uczyć. Jest ich dość, aby radykalnie zredukować śmiertelność niemowląt i
matek przy porodzie. Dość, aby każdy mógł pracować i mieć zapewniony godziwy
dochód. "Według Narodów Zjednoczonych, aby zaspokoić podstawowe potrzeby
(wyżywienie, wodę pitną, oświatę, ochronę zdrowia) całej ludności kuli
ziemskiej, wystarczyłoby pobrać z 225 największych fortun świata mniej niż 4%
skupionego przez nie bogactwa", pisze Ignacio Ramonet, dyrektor francuskiego
miesięcznika Le Monde Diplomatique, którego redakcja uczestniczy w
narastającym na świecie społecznym ruchu sprzeciwu wobec globalizacji
kapitalizmu neoliberalnego. "Powszechne zaspokojenie potrzeb sanitarnych i
żywnościowych kosztowałoby tylko 13 miliardów dolarów - a więc zaledwie tyle,
ile mieszkańcy Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej wydają w ciągu roku
na perfumy." (1) Na to, aby wszystkie dzieci mogły chodzić do szkoły,
potrzeba 6 miliardów dolarów. Ludzkość nie jest w stanie wysupłać takich sum,
podczas gdy corocznie wydaje na cele wojskowe 800 miliardów dolarów (z czego
USA wydają 36%, a państwa NATO 63%), na narkotyki 400 miliardów, na reklamę
komercjalną bilion.
Tego wszystkiego, na co pozwalają zasoby dostępne ludzkości, nagromadzone
przez nią bogactwa społeczne, dopóty się nie osiągnie, dopóki panującym w
systemie światowym sposobem produkcji będzie kapitalizm. Jak to wykazał
Marks, jego podstawowy stosunek produkcji stanowi stosunek wyzysku -
konkretnie wyciskanie z pracowników przez kapitał nieodpłatnej pracy pod
postacią wartości dodatkowej, która przekształca się w zysk i ulega
akumulacji jako kapitał. Przy tym nieodłączną, permanentną tendencją kapitału
jest tendencja do maksymalizacji stopy i masy wartości dodatkowej - do
maksymalizacji produkcji względnej i bezwzględnej wartości dodatkowej, czyli
wzrostu względnego i bezwzględnego wyzysku. Stąd podział społeczeństwa na
klasę wyzyskującą i klasę wyzyskiwaną oraz podział świata na narody panujące
i narody uciskane, spolaryzowana akumulacja bogactwa i ubóstwa w obrębie
poszczególnych społeczeństw i w skali światowej, która nie tylko sprawia, że
są bogaci i biedni, ale również to, że bogaci stają się coraz bogatsi, a
biedni coraz biedniejsi, że na jednym biegunie kwitnie konsumpcja zbytkowa, a
na drugim szerzy się śmierć głodowa i chroniczne niedożywienie, że trzy
najbogatsze na świecie osoby posiadają fortunę większą od sumy produktów
krajowych brutto 48 krajów najbiedniejszych, że pod względem dochodu na głowę
mieszkańca 450 miliarderów "waży" tyle co 2,5 miliarda mieszkańców Trzeciego
Świata, że w ciągu minionych czterdziestu lat Stany Zjednoczone importowały z
krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów milion fachowców, których wykształcenie
kosztowało słabo rozwinięte, ubogie społeczeństwa tych krajów 200 miliardów
dolarów, a wysoko rozwinięte, bogate Stany Zjednoczone nie kosztowało nic, że
jedność i solidarność klasy robotniczej rozbija nieustannie wyższa wartość
siły roboczej jednych pracowników (mężczyzn, "białych", zatrudnionych w
regionalnych, krajowych, międzynarodowych ośrodkach systemu światowego) i
niższa innych (kobiet, "kolorowych", zatrudnionych na regionalnych, krajowych
i międzynarodowych peryferiach systemu) - itd.