Gość: euromir
IP: *.cm-upc.chello.se
07.03.02, 18:21
Wydarzenia ostatniego półrocza wyrażnie pokazują wzrost napięcia na arenie polityki międzynarodowej. Można
mówić o generalnie dwu głównych tego stanu rzeczy żródłach. Pierwszym z nich jest bezsprzecznie
amerykańska wojna z miądzynarodowym terroryzmem, drugim - teraz totalnie wymykający się spod kontroli -
kryzys izraelsko-palestyński. Wydawałoby się, iż oba wspomniane konflikty nie mają ze sobą dużo wspólnego.
Terroryzm wymierzony w USA jest formą odpłaty świata islamu za faktyczne, (lub też urojone) amerykańskie
winy w stosunku do świata arabskiego i tych którzy wyznają islam. Generalnie rzecz biorąc obarczają oni USA
winą za pełnienie roli światowego żandarma, który narzuca reszcie świata swą wolę, nie licząc się z celami i
interesami narodów słabszych, a przede wszystkim od USA kulturowo odmiennych. Pamiętajmy, zgadzając się z
tym zdaniem, lub nie, że tak wygląda polityka amerykańska - zdaniem jej krytyków .
Konflikt palestyńsko-izraelski natomiast, będąc konfliktem lokalnym, w skali tylko regionu, stanowi doskonałą
ilustrację - w dalszym ciągu referuję tylko argumentacją adwersarzy USA - zachowań agresywnego hegemona
(tym razem wykonywanymi rękoma Izraelczyków). Cechuje go nade wszystko - to opinia powszechna -
autentyczny konflikt interesów dwu różnych narodów, społeczności roszczących sobie prawo do posiadania
tego samego terytorium w celu stworzenia sobie tam (najchętniej hemogennej) organizacji państwowej. Obie
strony naturalnie przedstawiają swoje historyczne prawa do ziem o które toczy się walka. Obie na swój sposób
zdają się mieć rację�
W kontekście globalnej polityki międzynarodowej, te dwa przedstawione powyżej żródła napięcia, coraz
wyrażniej stają się zainflamowane, a ich temperatura wzrasta na naszych oczach. Tedy fakt ten powinien stać
się żródłem i naszego niepokoju. Jako jednostek i jako państwa polskiego bądącego członkiem wspólnoty
międzynarodowej.
Decydując się na analizę najbliższej przewidywalnej logicznie przyszłości (tzn. wydarzeń zapowiedzianych już
przez polityków) stwierdzimy, że nadchodzące półrocze przedstawia się - użyję określenia niezabarwionego
emocjonalnie - bardzo ciekawie.
Otóż w najbliższym czasie czeka nas niosąca globalne zagrożenia wojna. Wojna USA z Irakiem.
Tak wynika z wypowiedzi wiceprezydenta Dicka Cheneya, doradcy do spraw bezpieczeństwa - Condoleezzy
Rice,ministra obrona Donalda Rumsfelda jak i ministra sprawiedliwości Johna Ashcrofta - wszyscy wymienieni
wypowiedzieli się za wojną z Irakiem, albo też operacją, która pozbawi władzy Saddama Husseina.
Amerykanie twierdzą, że to on właśnie jest głównym mecenatem terroryzmu w regionie. Krytycy Ameryki
nadziwić się natomiast nie mogą, że wojna z terroryzmem w przedziwny, a nieprzypadkowy sposób sposób
toczy się na terytoriach, które - jak Afganistan mają olbrzymie, jeszcze nieeksploatowane, lub jak Irak -
największe na świecie, po Arabii Saudyjskiej - złoża ropy naftowej.
Przygotowania wojenne rozpocząto. W tej chwili decyduje się tylko datę operacji. W marcu wiceprezydent
Chaney odwiedzi Arabię Saudyjską, Jordanię, Turcję i Egipt. Wszystkie te kraje mają powody, aby obawiać się
konsekwencji wojny z Irakiem. Turcja bądzie chciała zapobiec powstaniu wolnego Kurdystanu. Egipt, Arabia
Saudyjska i Jordania obawiają się wzmocnienia na swoich terenach muzułmańskiego fundamentalizmu.
Prezydent Bush stwierdził, że Chaney podczas swoich wizyt wytłumaczy "jak bardzo rząd amerykański
zdecydowany jest zwalczać terroryzm i oczekuje pomocy w realizacji tego celu. Albo jesteście z nami, albo
przeciw nam".
W jednym z najbardziej prestiżowych, konserwatywnych dzienników szwedzkich "Svenska Dagbladet", (
05-03-2002), ukazał się artykuł Larsa O. Nordmarka - członka Szwedzkiej Królewskiej Akademii Wojennych
Umiejętności, analizujący przewidywane wydarzenia.
Szwedzki pułkownik przewiduje, iż " /�/ w przeciwieństwie do wojny w 1991 w regionie, oblicza się ,że USA
zamiast jak wówczas 500 000 zadowoli się 200 000 żołnierzy. Dowództwo utworzy sztab w Bahreinie, gdzie
już od jakigoś czasu US Navy ma swoją kwaterę główną. Trzecia Armia, specjalnie szkolona do operacji w
regionie przegrupowuje się obecnie głównie w Kuwejcie. Siły powietrzne będą operować z bazy Prinz Sultan w
Arabii Saudyjskiej. W tej chwili, po operacjach w Afganistanie występują problemy z dostarczeniem"sprytnych"
bomb wyposażonych w system naprowadzania JDAM. Bomby te produkowane przez Boeinga w ilości 1500 szt.
miesięcznie zużyto w dużej ilości w Afganistanie. Teraz trzeba poczekać na nowe dostawy.
W najbliższych miesiącach amerykańskie, tureckie i izraelskie siły powietrzne przeprowadzą trzy wspólne
ćwiczenia bojowe. Najwcześniej w maju należy się spodziewać, że zostaną ukończone wszystkie
przygotowania. Wówczas pozostanie tylko kwestia wyboru - sposobnego politycznie - momentu ataku.
Co może się wydarzyć w sytuacji wybuchu wojny ?
Izraelski premier Sharon zapowiedział, że Izrael nie zamierza w spokoju oczekiwać, aż rakiety Saddama nadlecą
nad Izrael. Nie można wykluczyć, że Sharon prewentywnie dokona ataku nuklearnego na Irak. Również USA
mogą znależć się w sytuacji, w której użyją broni jądrowej, aby zlikwidować środki masowego rażenia, którymi
dysponuje armia iracka.
Minister obrony Rumsfeld reprezentuje zdanie "�że wojna, jeśli to konieczne, również z użyciem broni
atomowej, jest oczywistym środkiem amerykańskiej polityki zagranicznej."
Jak zareaguje ONZ, Europa i kraje muzułmańskie ? Sekretarz generalny Annan powiedział : "Byłoby niemądrze
zaatakować w tej chwili." To jest sformułowanie, które być może dopuszcza atak, jeśli Saddam Hussein nie
zgodzi się na wpuszczenie inspekcji oenzetowskich. Taka inspekcja planowana jest w maju.
Premier Anglii Tony Blair - najbliższy sojusznik USA - ostrzega przed: "militarną awanturą w Iraku, tak długo póki
nie można dowieść, że Saddam Hussein jest odpowiedzialny za atak terrorystyczny 11 września."
Minister spraw zagranicznych Niemiec -Fisher uważa, że :"Trzeba uważać, żeby wojna przeciw terroryzmowi
nie rozszerzyła się do rozmiarów wojskowego, globalnego konfliktu." A francuski minister spraw zagranicznych
Vedrine stwierdził, iż : "Nie wszystkie problemy w świecie da się rozwiązać poprzez walkę z terroryzmem." /�/
Podsumowując swój artykuł w "Svenska Dagbladet" pułkownik Nordmark stwierdza, że :"Atak na Irak jest
prawdopopodobnie największym kryzysem politycznego bezpieczeństwa świata od czasu kryzysu kubańskiego
(1962). Kwestię tę należałoby gruntownie przedyskutować. Również najczarniejsze scenariusze -
konsekwencje całych, lub tylko częściowych niepowodzeń - należy poddać analizie. To jest zadanie dla
wszystkich narodów świata."
Myślę , że trudno nie zgodzić się z niepokojem wyrażanym ostatnio, na łamach dzienników,
nie tylko europejskich, że amerykańska polityka ostatniego półrocza spowodowana tragicznym atakiem
terrorystycznym z 11 września, stała się zbyt awanturnicza i nieprzemyślana (co sam atak tylko w części
usprawiedliwia), i w konsekwencji może prowadzić nasz świat ku znacznie większym zagrożeniom,
wynikającym jak to zwykle bywa z powodu niefrasobliwości i światopoglądowych polaryzacji. Podobną sytuację
obserwujemy przecież w konflikcie palestyńsko-izraelskim. Brak refleksji i długofalowego myślenia wpędza
strony konfliktu w coraz głębszą przepaść eskalacji i obopólnych nieszczęść.
Być może naszym zadaniem - ludzi i narodów będących od żaru bitwy jeszcze oddalonych, dysponujących tak
potrzebnym w konflikcie dystansem - jest poprzez uświadamianie zagrożeń - ostudzanie wojennych, mściwych,
zamiarów.