08.07.04, 07:58
Korzystny dla zabużan wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w
Strasburgu (Broniowski przeciwko Polsce z 22 czerwca br.) w sposób naturalny
rodzi pytanie o roszczenia odszkodowawcze tzw. niemieckich wypędzonych wobec
Polski. Dla polskiego rządu, zwłaszcza dla szefa polskiej dyplomacji, wyrok
ten stanowi kompletne zaskoczenie, chociaż eksperci pozarządowi ostrzegali
przed taką ewentualnością. Także my ("Rz" z 8 października 2003 r., "Zamknąć
drogę do odszkodowań") pisaliśmy o tym. "Ostatnio minister Cimoszewicz
powiedział o ewentualnych roszczeniach niemieckich wypędzonych wobec Polski: -
Jeśli mamy jakieś obawy, to dlatego, że m.in. w kwestiach dotyczących mienia
zabużańskiego znane są orzeczenia, które nie mają żadnej podstawy prawnej i
ze zdumieniem stwierdzam, iż polskie sądy mogą je wydać" - tak kończyliśmy
tamten tekst i, kwestionując pewność ministra, wyraziliśmy opinię, że należy
w Polsce przystąpić czym prędzej do sporządzenia własnych list szkód i strat
wyrządzonych Polsce przez Niemcy hitlerowskie.

Wbrew poglądom ministra

Opierając się na naszym stanowisku, a wbrew poglądom ministra Cimoszewicza,
najpierw Rada Warszawy przyjęła uchwałę o oszacowaniu strat poniesionych
przez stolicę wskutek działań obcych armii, niemieckiej i sowieckiej, podczas
II wojny światowej. Podobne uchwały przyjęto w innych miastach, np. w
Poznaniu. Następnie Sejm przyjął uchwałę, w której czytamy: "(...) wszystkie
kwestie związane z przejęciem przez Polskę majątków po byłych przesiedleńcach
z ziem odzyskanych uważa za ostatecznie zakończone i w żaden sposób
niepodlegające rozpoznawaniu przez Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot
Europejskich w Luksemburgu lub Europejski Trybunał Praw Człowieka w
Strasburgu (...)". W swej uchwale Sejm wezwał rząd do zagwarantowania w
traktacie konstytucyjnym UE zapisu mówiącego o zakończeniu wszystkich kwestii
związanych z przejęciem przez Polskę majątków po obywatelach niemieckich po
II wojnie światowej.

Jednocześnie, również wbrew poglądom ministra Cimoszewicza, przedstawiciel
Departamentu Prawno-Traktatowego MSZ, mówił dziennikarzom: - Trybunał w
Strasburgu złamał zasadę, iż nie zajmuje się sprawami sprzed swego powstania.
Do niedawna odżegnywał się od rozpatrywania tzw. starych spraw, a złamał tę
zasadę po raz pierwszy przed około dwoma laty, podejmując decyzję o
dopuszczalności rozstrzygnięcia w sprawie Broniowski przeciwko Polsce,
dotyczącej mienia zabużańskiego. Tak oto Trybunał otworzył puszkę Pandory.
Orzeczenia w tych sprawach będą miały dla Polski zasadnicze znaczenie.
Trybunał uznał wówczas, że choć naruszenie praw zabużan nastąpiło, zanim
objęte zostały ochroną na podstawie art. 1 protokołu nr 1 do europejskiej
konwencji praw człowieka, jednak z uwagi na "ciągłość naruszenia" (skutki
trwają) sprawa objęta jest jego kompetencją. Wcześniej podobne skargi, np. ze
strony byłych właścicieli z Prus Wschodnich, były oddalane.

Jeśli po wyroku Trybunału w Strasburgu przedstawiciele polskiego rządu
uspokajają opinię publiczną, że roszczenia niemieckich wypędzonych mają
całkiem inny charakter niż roszczenia zabużan, warto im przypomnieć właśnie
zasadę "ciągłości naruszeń". Trzeba też jednak przytoczyć opinie niemieckich
prawników, wzywających do tzw. opcji zerowej. Kiedy Polacy czy Czesi
skrupulatnie obliczą szkody wyrządzone im przez Niemcy hitlerowskie, okazać
się może, że per saldo to nie Polska i Czechy mają płacić niemieckim
wypędzonym, tylko Niemcy - Polakom i Czechom, a rezygnacja z reparacji jest
łaską wyrządzoną państwu niemieckiemu. Taki wniosek wynika np. z opinii
wybitnego znawcy prawa międzynarodowego prof. Christiana Tomuschata (opinia
wydana dla niemieckiego parlamentu w sprawie wypędzenia Niemców Sudeckich).

Niemieckie władze inspirują roszczenia

Rządy polski i niemiecki reprezentują odmienne stanowiska prawne w sprawach
wypędzenia. Rząd niemiecki uważa, że wywłaszczenia dokonane bez odszkodowań
były niezgodne z prawem międzynarodowym, polski jest innego zdania. Jednak
problem dzisiaj polega na czymś innym - na bezczynności polskiego rządu
wykorzystywanej przez rząd niemiecki. Jak niedawno napisało niemieckie
Ministerstwo Finansów w liście do jednego z wypędzonych, który wystąpił o
odszkodowanie do rządu federalnego, Republika Federalna zrezygnowała jedynie
z roszczeń terytorialnych wobec Polski i uznała jej granice, ale "nie
zrezygnowała przez to z indywidualnych roszczeń Niemców". Ministerstwo
poradziło swemu rodakowi, aby wystąpił przeciwko Polsce na drogę procesową.

Oprócz majątków wypędzonych (czyli prywatnej własności niemieckiej, przejętej
przez Polskę pod koniec II wojny światowej i tuż po jej zakończeniu, tzn. w
latach 1945 - 1947) odrębną kwestią są roszczenia przesiedlonych, którzy
wyjeżdżali z Polski później (do 1989 r.), w tym w ramach akcji łączenia
rodzin, już nie na podstawie umowy poczdamskiej. Problem ten, choćby ze
względu na inny kontekst historyczny, pod względem prawnym jest poważniejszy
dla Polski niż roszczenia wypędzonych (wszak w przypadku wypędzonych chodziło
o rozstrzygnięcie wielkich mocarstw, aczkolwiek tak też było w przypadku
zabużan). Tutaj też wysuwanie roszczeń odszkodowawczych wobec Polski jest w
białych rękawiczkach inspirowane przez władze niemieckie. Tamtejsze urzędy
masowo występują do przesiedlonych, aby zwrócili "świadczenie wyrównawcze"
uzyskane od rządu niemieckiego za pozostawione w Polsce mienie.

Na przykład ostatnio burmistrz Dortmundu (notabene członek rządzącej SPD)
wezwał do zwrotu świadczenia mieszkankę tego miasta, która w latach 70.
wyjechała do Niemiec, pozostawiwszy w Polsce mienie. Pochodząca jeszcze z lat
50. niemiecka ustawa o świadczeniu wyrównawczym (Lastenausgleichsgesetz) mówi
bowiem, że jeśli stan faktyczny ulegnie zmianie, urząd (Ausgleichsamt) może
domagać się zwrotu tego quasi-odszkodowania. Urzędy niemieckie wychodzą z
założenia, że stan faktyczny radykalnie się zmienił, tzn. w Polsce nastąpiła
demokratyzacja i liberalizacja, a członkostwo w Unii Europejskiej likwiduje
przeszkody, aby przesiedleni wrócili do swoich domów. Jeśli zaś kogoś tam
zastaną, mają pełne prawo do ubiegania się o zwrot własności na drodze
sądowej w Polsce. Zgodnie z prawem polskim nieruchomości te zostały
wywłaszczone na podstawie dekretu o majątkach opuszczonych i poniemieckich z
1946 r. oraz ustawy o gospodarce terenami w miastach i osiedlach z 1961 r.
Mimo to do dziś w wielu księgach wieczystych figurują nazwiska dawnych
niemieckich właścicieli. Tylko na Opolszczyźnie jest ok. 700 nieruchomości o
nieuregulowanym stanie prawnym. Tutaj też wydaje się konieczna opcja zerowa.
Aby to było możliwe, potrzebna jest odpowiednia aktywność polskiego rządu,
który jednak nie widzi problemu.

Czas na polsko-niemiecką umowę

Sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych przyjęła w pierwszym czytaniu uchwałę, w
której rząd został zobowiązany do wyegzekwowania od Niemiec należnych Polsce
reparacji wojennych. Optymalnym rozwiązaniem w tej sytuacji wydaje się
właśnie opcja zerowa, tzn. każda ze stron rezygnuje ze swoich roszczeń,
niemiecka w swoim oraz w imieniu swoich obywateli, polska również. W każdym
razie rozmiar szkód wyrządzonych Polsce przez Niemcy hitlerowskie upoważnia
rząd RP do wyegzekwowania od rządu RFN stosownej umowy.

W Niemczech członkowie Rady oraz osoby wspierające Centrum przeciwko
Wypędzeniom wydały oświadczenie, w którym zdystansowały się od działalności
Pruskiego Powiernictwa (Preussische Treuhand), organizacji przygotowującej
pozwy za pozostawione przez Niemców mienie w Polsce. Abstrahując od tego, czy
działaczom Centrum rzeczywiście zależy na zablokowaniu roszczeń
odszkodowawczych wypędzonych, odnotujmy, że w oświadczeniu sygnatariusze
sugerują, "aby rządy w Berlinie i Warszawie, ale także i w innych krajach, w
których istnieją po dzień dzisiejszy otwar
Obserwuj wątek
    • tomek9991 Alarm !!! c.d. 08.07.04, 07:59
      Czas na polsko-niemiecką umowę

      Sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych przyjęła w pierwszym czytaniu uchwałę, w
      której rząd został zobowiązany do wyegzekwowania od Niemiec należnych Polsce
      reparacji wojennych. Optymalnym rozwiązaniem w tej sytuacji wydaje się właśnie
      opcja zerowa, tzn. każda ze stron rezygnuje ze swoich roszczeń, niemiecka w
      swoim oraz w imieniu swoich obywateli, polska również. W każdym razie rozmiar
      szkód wyrządzonych Polsce przez Niemcy hitlerowskie upoważnia rząd RP do
      wyegzekwowania od rządu RFN stosownej umowy.

      W Niemczech członkowie Rady oraz osoby wspierające Centrum przeciwko
      Wypędzeniom wydały oświadczenie, w którym zdystansowały się od działalności
      Pruskiego Powiernictwa (Preussische Treuhand), organizacji przygotowującej
      pozwy za pozostawione przez Niemców mienie w Polsce. Abstrahując od tego, czy
      działaczom Centrum rzeczywiście zależy na zablokowaniu roszczeń
      odszkodowawczych wypędzonych, odnotujmy, że w oświadczeniu sygnatariusze
      sugerują, "aby rządy w Berlinie i Warszawie, ale także i w innych krajach, w
      których istnieją po dzień dzisiejszy otwarte kwestie majątkowe, szukały
      politycznego rozwiązania sprawy indywidualnych roszczeń majątkowych oraz
      roszczeń reparacyjnych państwa". Oświadczenie to podpisali, oprócz Eriki
      Steinbach, m.in. Ralph Giordano, Peter Glotz, Otto von Habsburg, Klaus Haensch,
      Helga Hirsch i Christian Tomuschat.

      Dlaczego więc polski rząd milczy? Po strasburskim wyroku w sprawie zabużan
      rzecznik praw obywatelskich prof. Andrzej Zoll mówił:

      - Władze nic nie zrobiły, żeby rozwiązać problem roszczeń zabużan. Sprawę można
      było załatwić bez wydawania pieniędzy, przekazując zabużanom rekompensatę w
      naturze, choćby w nieruchomościach rolnych skarbu państwa. Teraz trzeba będzie
      płacić.

      Polski rząd tak jak nic nie zrobił, żeby rozwiązać problem roszczeń zabużan,
      tak też nic nie robi, aby zlikwidować ostatecznie problem roszczeń niemieckich.

      I co z tego wynika?

      Po pierwsze, żeby wypłacić zabużanom godziwą rekompensatę, może trzeba będzie
      podnieść podatki - oświadczył reprezentant RP przed Trybunałem w Strasburgu.

      Po drugie, jeśli dalej tak pójdzie i polski rząd nie będzie nic robił, a szef
      dyplomacji w kwalifikacjach prawnych będzie się znowu mylił, Polacy mają
      zagwarantowaną stałą podwyżkę podatków. W każdym razie ma kto płacić.
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040702/publicystyka/publicystyka_a_6.html

      • panidanka Re: Alarm !!! c.d. 08.07.04, 09:43
        nie rozumiem
        dlaczego pojedyńczy zabużanin domaga się rekompensaty od Państwa, czyli
        wszystkich obywateli Polski a nie od tego, który "przejął" na własność jego
        majątek?
        czy te "odszkodowania zabużańskie" działają na zasadzie odszkodowań za
        kradzieże i inne szkody na takich samych zasadach jak UBEZPIECZENIA mienia z
        opłacaną regularnie składką?
        przecież jak się jakiś czas składki nie płaci, to takie "ubezpieczenie" przepada
        a może w jakiś tam umowach jest "ubezpieczenie wieczyste"?
        za jaką składkę wtedy?
        bo bywa przecież, że "składką" jest oddanie życia w obronie tego
        wspólnego "ubezpieczyciela" jakim jest Państwo.
        czy wam już całkiem w tych prawniczych głowach odbiło?

        danka
        • panidanka Re: Alarm !!! c.d. 08.07.04, 09:52
          panidanka napisała:

          > czy wam już całkiem w tych prawniczych głowach odbiło?
          >


          odbiło jeszcze gorzej niż u medyków od organów a nie leczenia CAŁEGO pacjenta
          bierzecie się teraz za "przeszczepy" wyciętych dawno organów?
          a gdzie je przetrzymaliście w sprawnosci do "wszczepienia"?
          w zamrażalniku?
          w zamrażalniku historii?

          opamiętajcie się szaleńcy
          okłady z lodu polecam na rozgoroczkowane widokiem mamony czoła

          danka
          • rycho7 nie zrealizowane zobowiazania 08.07.04, 10:17
            panidanka napisała:

            > w zamrażalniku historii?

            Polska czekala 60 lat na naslanie na nia miedzynarodowego komornika. Doczekala
            sie.
        • rycho7 bilans ksiegowy 08.07.04, 10:00
          panidanka napisała:

          > dlaczego pojedyńczy zabużanin domaga się rekompensaty od Państwa, czyli
          > wszystkich obywateli Polski a nie od tego, który "przejął" na własność jego
          > majątek?

          Poniewaz panstwo polskie za Kresy dostalo Ziemie Odzyskane i w traktacie
          miedzynarodowym zobowiazalo sie do rozliczenia sie z przesiedlana ludnoscia.

          To bardzo proste. Wystarczy chciec zrozumiec.
          • panidanka Re: bilans ksiegowy 08.07.04, 10:40
            rycho7 napisał:

            > Poniewaz panstwo polskie za Kresy dostalo Ziemie Odzyskane i w traktacie
            > miedzynarodowym zobowiazalo sie do rozliczenia sie z przesiedlana ludnoscia.
            >
            > To bardzo proste. Wystarczy chciec zrozumiec.

            i co rozumny?
            te "Ziemie Odzyskane" już do Polski nie należą?
            zabrakło na nich "majatków" aby wszystkich zabużan nimi obdzielić?
            a może w międzyczasie tych "zabużan" nam przybyło w sposób...no nazwijmy to
            naturalny i....przyrost naturalny był szybszy niż przyrost "majątków"?

            wystarczy chcieć?
            chcieć czego?
            przyrostu "majątków" dla przyrostu "naturalnego"?

            gratuluję twojego chcenia, ale nie wiem czy rozumu

            danka
            • rycho7 Jak zwykle 08.07.04, 12:06
              panidanka napisała:

              > zabrakło na nich "majatków" aby wszystkich zabużan nimi obdzielić?

              Tak, Agencja Wlasnosci Rolnej Skarbu Panstwa ma majatki na Ziemiach Odzyskanych
              i nie chce ich dac zabuzanom. Jak widac nie znasz faktow. A moze nie chcesz
              znac? Jak zwykle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka