Gość: Gobi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 21:16 Złodziej, ale przynajmniej kulturalny. Włożył dużo wysiłku, żeby czytelnicy mieli tańsze książki. Politycy napychają sobie kieszenie podejmując stronnicze decyzje a nie zważając na dobro ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Populares Zarzynanie polskiej literatury IP: *.neutron-it.com 06.08.04, 09:35 Piractwo książkowe prowadzi to tego, że nic się nie będzie po polsku pisać, ani wydawać - bo się nie będzie opłacało. Moim zdaniem powinni ścigać tych piratów jak naj surowiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: XXL Re: Zarzynanie polskiej literatury IP: *.echostar.pl 06.08.04, 18:11 Za to czytać się będzie opłacało...... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ya Re: Złodziejskie dodruki bestsellerów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.04, 11:27 Jestem poligrafem i powiem z całą odpowiedzialnością, że 7 zł za książkę mającą ok. 250 str., w miękkiej oprawie, z okładką zadrukowaną 4+0 + lakier UV - to naprawdę niska cena. Poligrafia to taka dziwna dziedzina, w której cena jednostkowa DRASTYCZNIE spada wraz ze wzrostem nakładu. Jeśli ten człowiek produkował np. 1 tys. egz. danego tytułu, to opłacalność całego przedsięwzięcia była po prostu szczątkowa. Nie chce mi się tego kalkulować (lenistwo...), ale jeśli zarabiał 1,50 zł na sztuce - to i tak dobrze (uwzględniając WSZYSTKIE koszty). Nie pojmuję, nawet w ekonomicznym sensie, takich działań. Moim zdaniem policjanci powinni poszukać drukarni (prawdopodobnie z CTP, mniej prawdopodobny jest cyfrowy offset), która to drukowała. I tak co prawda nie da się im nic udowodnić, ale przynajmniej powstrzyma ich to przed takimi numerami. Bo tak naprawdę, to prawdopodobnie wpadł tylko jeden marny dystrybutor, a inni dalej tym w najlepsze handlują. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olig On nic nie zrobił złego pokazal tylko, że książki IP: *.wbc.lublin.pl / *.wbc.lublin.pl 06.08.04, 13:41 mogą być tańsze !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miro kpisz chyba? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.04, 15:04 Ile zapłaciłeś za swoj samochod? A ile za niego wezmie zlodziej, ktory ci go ukradnie? Tak samo jest z produkcją każdej rzeczy. Oddasz mi swój dom za 1/3 ceny? Chętnie wezmę, bo ja swojego nie mam. Nie dorobiłem się, ale za to używam rzeczy, za które zapłaciłem ich wytwórcy lub autorowi, złodziejom z zasady nie płacę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ka2 Re: kpisz chyba? IP: 80.51.240.* 06.08.04, 22:03 > złodziejom z zasady nie płacę. Płacisz płacisz Czesć Twoich podatkow idzie na pensje dla posłow z Samoobrony przeciez. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gojm RADIO EREWAN IP: *.mad.east.verizon.net 06.08.04, 14:18 Minister Prawdy pisze: "Złodziejskie wydanie od legalnego różni się ceną." Chwileczke, tylko kto tutaj jest zlodziejem? Jezeli ksiazke mozna wydac i sprzedac za ulamek ceny, to znaczy ze "legalna" kopia ma zlodziejsko wygorowana cene. W ten sposob komercja zaczyna kontrolowac niezalezny rozwoj wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dres spod budki Re: Do gojm i oliga IP: *.pwn.com.pl 06.08.04, 15:09 Do oliga i gojma Otóż „drodzy” przedmówcy, jeśli droga zaboru z włamaniem staniecie się właścicielami nowego samochodu wartego 40 000 zł ( powiedzmy Peugot 206) samochodu i sprzedać go za 1000 zł, to nie znaczy że cena wasza jest rynkowa i uczciwa, a cena producenta jest złodziejska. Bo (wracając do książki) cena egzemplarza w niewielkim stopniu zawiera koszty poligraficzne (papieru, farby, drukarza), a w dużej mierze to koszta autorskie (to że ktoś poświęcił rok czasu na jaj napisanie), koszty redakcyjne (ktoś wyłapał błędy, nieścisłości, itp., bo sam autor takich rzeczy nie jest już w stanie wyłapać) graficzne (że ktoś tekst poskładał i przerobił na format książki, którą da się czytać), wydawnicze (ktoś pracę tych wszystkich ludzi zorganizował) i dystrybucyjne. Otóż ktoś kto zeskanował książkę to poniósł tylko koszty poligraficzne i koszty dystrybucyjne a największych kosztów (bo za najtrudniejszą pracę) unikną, bo ukradł efekt czyjejś pracy, jest złodziejem i należy go potępić, a wasze opinie albo świadczą o waszej ignorancji (więc się głąby, nie wypowiadajcie na tematy o których nie macie pojęcia), albo głupocie (więc współczuje łudzą mający z wami kontakt, do głupota zawsze jest uciążliwa), albo o braku etyki i moralności Kalego (kraść nie jest źle, jeśli ja coś na tym zyskam, źle to mi coś ukraść, więc winić należy waszych rodziców i otoczenie, a was napiętnować i starać się zresocjalizować). Bo stwierdzenie że książki są za drogie jest bez sensu, bo co jest tanie? Idziesz do adwokata i za samo otworzenie drzwi płacisz 500 zł, za benzyna płacisz, za jedzenie płacisz, więc co ? Może marzy wam się anarcho- trockistowskio-bolszewickie państwo, gdzie wszystko jest tanie, i za nic nie płacisz bo wszystko jest za darmo, tyle że nic nie ma (przykład komunizmu na Kubie). A bajdurzenie że „....komercja zaczyna kontrolować niezależny rozwój wiedzy”, świadczy o niezrozumieniu zasad uczciwości (złodziej nie może dyktować cen i wyznaczać tendencji na rynku bo złodziej powinien „gibać w więżniu pod celą”, czyli albo twoja głupota, albo masz predystynacje do złodziejstwa. Was nie pozdrawiam, do innych czytelników szacuneczek.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nieestetyczny Re: Do gojm i oliga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.04, 15:26 Ziomal jesteś w porzo. Może jak im coś ktoś podprowadzi to zrozumieją Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gojm a jednak sie kreci IP: *.mad.east.verizon.net 06.08.04, 16:08 Bo (wracając do książki) cena > egzemplarza w niewielkim stopniu zawiera koszty poligraficzne (papieru, farby, > drukarza), a w dużej mierze to koszta autorskie (to że ktoś poświęcił rok czasu > > na jaj napisanie), koszty redakcyjne (ktoś wyłapał błędy, nieścisłości, itp., > bo sam autor takich rzeczy nie jest już w stanie wyłapać) graficzne (że ktoś > tekst poskładał i przerobił na format książki, którą da się czytać), wydawnicze > > (ktoś pracę tych wszystkich ludzi zorganizował) i dystrybucyjne. Wiekszosc popularnych tytulow (rowniez CD) splaca sie natychmiast. Przyklad Alibabek (lacze sprawe praw autorskich w jedno) ukazuje kto jest oszustem. ZAiKS nie dolozyl ani zlotowki to Alibabek. Nigdy. Ale kase zgarnial latami. No i skoro plyty Alibabek splacily sie 3 dekady temu (nie ZAiKSowi), to dlaczego CD (koszt calkowity produkcji i dystrybucji AD 2004: ~ 0,30 PLN / szt.) kosztuje 50 PLN? Czyli setki razy wiecej niz "koszta". No i gdzie ktokolwiek widzial rozliczenie autora i wydawcy? Bartelsman zada zrzeczenia sie od autora praw na zawsze i we wszechswiecie. A pozniej naciaga ceny a autor nie dostaje nic. Koszt druku dobrej jakosci sredniej ksiazki, ksiazki wynosi 10 PLN za sztuke. Jednorazowe koszta wydania sa rozne, powiedzmy 5 PLN. Cena w detalu bedzie juz 60 PLN. Ile z tego ma autor a ile wydawca? Do kradziezy auta mozna to porownac, tylko ze zlodziejem jest kto inny. Chce zobaczyc te "straty" wydawcy. Zlodziej faktycznie kosztow przygotowania nie ponosi, ale nie sa one parokrotnie wyzsze od druku i ponad 90% profitow idzie to hochsztaplera wydawniczego. > Bo stwierdzenie że książki są za drogie jest bez sensu, bo co >jest tanie? Idziesz do adwokata i za samo otworzenie drzwi płacisz 500 zł, za >benzyna płacisz, za jedzenie płacisz, więc co ? "Drogo" znaczy kiedy cena jest niedostepna dla odbiorcy w wyniku manipulacji rynkiem popytu i podazy. Korporacja prawnikow kontroluje dostep do koryta, wiec ceny sa wysokie. Moga byc mniejsze kiedy dostep do zawodu bedzie nieograniczony (dla profesjonalistow - bez manipulacji aplikacjami). Za wiele prac Ossolineum nie placi ani grosza bo prawa autorskie juz nie chronia. Wiec cena nie powinna przekroczyc ceny druku plus przyzwoity profit. Czyli bedize to powiedzmy 20 PLN za wysokiej jakosci klasyke. A jest 50-100 PLN. Wiec jednak zlodziejstwo jest. No i jezeli Chmielewskiej prace bylyby dostepne po nizszej cenie, ale z profitami dla wydawcy i jej samej, to zlodziej nie mialby szans utrzymania sie na rynku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dres spod budki Re: a jednak sie kreci IP: *.pwn.com.pl 06.08.04, 17:17 Ok., ok., zdarzają się nieuczciwe praktyki wśród wydawców (niepłacenie honorarium autorom, lub wymuszanie zrzeczenia się praw autorskich) i są one nad wyraz naganne (o ZAIKS pisać nie będę bo w moim mniemaniu to instytucja pasożytnicza i szkodliwa), ale nie należy w ten sposób usprawiedliwiać piractwa i złodziejstwa. Zresztą jak autor natnie się na jednym wydawcy to idzie do drugiego, jak wydawca schrzani korektę, czy książkę, to też poniesie duże straty, co może się skończyć jego upadkiem, więc to nie jest tak że wszyscy wydawcy to krwiopijcy którzy nie dbają o jakość swoich produktów i o swoich autorów (zdarza się też i tak, że dobry autor dyktuje drakońskie warunki wydawcy i zresztą bardzo dobrze, bo to i tak się w końcu wszystkim opłaca, autorowi bo za prawa dostaje ogromne pieniądze , wydawcy bo zarabia, odbiorcy bo dostaje bardzo dobry produkt, czasami drogi, ale tak jest już urządzony świat. Często jest tak, że wydawcy dają wysokie ceny książek, CD, programów, by móc powetować straty na działaniach pirackich. Po za tym wydawcy często wyceniają swoje produkty na cenę dla nich opłacalną, czyli taką by zarobić, ale by produkt się sprzedał i ludzie jednak go kupili. Jak kogoś nie stać to niech wystąpi o stypendium, albo niech nie kupuje, bo kradzież w imię zdobywania wiedzy, nadal jest kradzieżą i jest czynem nagannym! „No i jezeli Chmielewskiej prace bylyby dostepne po nizszej cenie, ale z profitami dla wydawcy i jej samej, to zlodziej nie mialby szans utrzymania sie na rynku. „ Tylko co znaczy niska cena? Bo żaden wydawca nie wytrzyma konkurencji z piratem, jak wydawca obniży cenę, to i złodziej zrobi to samo, bo przecież chce sprzedać kradziony produkt i tyle, więc raczej należy napiętnować piratów i liczyć że w końcu zostaną (prawnie, czy instytucjonalnie) ograniczeni w swojej działalności, a podaż i popyt oraz kalkulacja kosztów pozwoli na to by ceny bardziej odpowiadały zasobności odbiorców (ale stara prawda nadal obwiązuje: jak kogoś nie stać, to po prostu nie ma, bo nie można wymagać, by ktoś pracował za darmo i efekt swej pracy oddawał za darmo w imię powszechnego dostępu do dóbr). Chce zobaczyc te "straty" wydawcy. Zlodziej faktycznie kosztow przygotowania nie ponosi, ale nie sa one parokrotnie wyzsze od druku i ponad 90% profitow idzie to hochsztaplera wydawniczego To już trąci lekką ideologią, ktoś pracuje po to by zarobić, kupujący kupuje by mieć (móc korzystać) efekt czyjejś pracy, nie można twierdzić, że wydawnictwa nie robią nic innego jak tylko liczą kasę, bo to straszna naiwność. W ten sposób można podważyć wszystko, na żywności też ogromna ilość profitów idzie do producentów, tak już ten świat jest urządzony, gorzej jest w tedy gdy ktoś monopolizuje rynek i zaczyna podnosić cenę, ale to już zupełnie inna dyskusja. Reasumując nic nie powinno usprawiedliwiać złodziejstwa jakim jest piractwo i zachowań paserskich jakim jest świadome kupowanie produktu od złodzieja.... Szacuneczek.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gojm Re: a jednak sie kreci IP: *.mad.east.verizon.net 07.08.04, 00:03 Z tym Peugotem 206 to jest tak. Na tablicach rejestracyjnych jest ostentacyjnie napisane Prawa Autorskie. Ale faktyczny autor jest wlascicielem zaledwie gumy od wycieraczek na przedniej szybie. Tylko prawej. Zeby "kupic" musial zrzec sie praw autorskich. Ladny wyraz "przeniesc prawa". Kieszonkowiec w tramwaju tez przenosi prawa wlasnosci Cale auto stoi w garazu wydawcy i on nim jezdzi caly czas i smieje sie a autora i czytelnika, i lamentuje ze nie moze postawic na noc na ulicy auta bo ukradna. A tutaj jakis zlodziejaszek ... bec, ukradl auto i odsprzedaje za 1/3 ceny. Wiec komu ukradl? Autorowi, ktory dostal zaledwie gume od wycieraczek, czy hochsztaplerowi wydawniczemu, ktory uzurpowal sobie prawo do calej reszty Peguota minus guma z prawej wycieraczki dla autora? Wiec jezeli publicznosc ma okazje kupic za 1/3 ceny bo KRADZIONE, to dlaczego nie, skoro ukradziono zlodziejowi a nie wlascicielowi. My, spoleczenstwo, dostajemy produkt dostepny, ktory inaczej jest dostepny dla wiele mniejszego grona. A moze znajdzie sie jakis Kopernik, ktoremu wiedza z ksiazki sie przyda? Jest taki fenomenalny autor Marian Malowist, ktorego w Polsce uparcie nie drukuje sie? Wiec jezeli jedyna droga zdobycia wiedzy ma byc kradziez (piracki przedruk), to my czytelnicy pojdziemy na to. Obecnie jest paru molochow na rynku i kontroluja one prawie wszystko. Kiedys nazywala sie to cenzura, teraz moze to sa prawa autorskie, ale dla nas czytelnikow efekt jest ten sam: mamy ograniczony (komerycjnie/ideowo) dostep do wiedzy. >> ?No i jezeli Chmielewskiej prace bylyby dostepne po nizszej cenie, ale z >> profitami dla >> wydawcy i jej samej, to zlodziej nie mialby szans utrzymania sie na rynku. ? > Tylko co znaczy niska cena? Bo żaden wydawca nie wytrzyma konkurencji z > piratem, jak wydawca obniży cenę, to i złodziej zrobi to samo, bo przecież chce > sprzedać kradziony produkt i tyle W tym wypadku mamy doczynienia z trzema pijawkami, z ktorych kazdy po kolei robi profity, mimo ze kradziona cena wynosci 1/3 "legalnej". Czy 2/3 ceny detalicznej to naprawde te pozostale koszta autora, korekty, promocji itp.? Przeciez tych trzech zlodziejow nie moze obnizac w nieskonczonosc. W koncu nie sa tam dla idei a dla kasy. Jezeli dochodzi to takich wielokrotnych pasozytow, to system praw autorskich jest chory, bo pozwala na naduzycia manipulowaniem rynkiem wydawniczym. A to doprowadza do sieczki na rynku, bo kto by tam wydal Malowista, Kopernika czy Einsteina. Michnik plakal pare miesiecy temu, ze polski rynek piracki CD i DVD jest opanowany przez przestepczosc zorganizowana, co wynika z jednolitych cen na bazarach w roznych czesciach Polski. Eureka! A czym jest narzucanie jednakowo wysokich cen na plyty ktore splacily sie dekady temu? Jedyna roznica, ze tamci kryminalisci od piratow nie placa podatkow z zasady, a drudzy, jak Agora czy Bartelsman, bo im rzad na to pozwala. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dres spod budki Re: a jednak sie kreci IP: *.pwn.com.pl 06.08.04, 17:59 I jeszcze jedno wracając do kosztów produktu i ceny sprzedaży. Aby produkt dotarł do odbiorcy to trzeba go powiadomić że on istnieje, że jest dobry i że mu się przyda, następnie taki produkt należy do odbiorcy dostarczyć. I są to ogromne koszta które ponoszą producenci, bo oprócz kosztów produkcji i gratyfikacji dla autora to trzeba z produktem dotrzeć do odbiorcy. Utopia jest że ktoś napisze książkę, nagra płytę, lub napisze program komputerowe i ją po niskich kosztach rozdystrybułuje (nawet jeśli, to niewielu odbiorców przekona się czy to produkt dobry czy nie bo do niewielu trafi). Piraci żerują na produktach już wypromowanych, o których odbiorca wie i chce je kupić, wykorzystują (po prostu kadrą) nakłady finansowe i prace wydawnictwa i autora i z tego żyją.... Szacuneczek... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja NIe byłoby tego, gdyby książki miały odpowiednie IP: 5.5R* / 212.253.2.* 06.08.04, 18:05 ceny. Te obecne to bandydtyzm w biały dzień. Takie kisązki pownny byc udostr epniane w internecie. Za darmo!!!!Za darmo q. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bolo Re: Złodziejskie dodruki bestsellerów IP: *.szczecin.mm.pl 06.08.04, 21:13 Przykład idzie z góry, tylko "góry" nikt nie ściga. Tego kolesia wczesniej czy poźniej złapią i zrobią z tego wielką aferę. Nie wiadomo tylko kto jest większym złodziejem, ten co sprzedaje tą samą książkę za 7zł., czy ten co za 26zł. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: next0r Re: Złodziejskie dodruki bestsellerów IP: *.home.cgocable.net 07.08.04, 00:02 Ksiazki pierwszego wydania - zgoda, powinny byc drozsze . Drugiego- o wiele tansze, skoro wiekszosc roboty zostala juz zrobiona i pozostaje tylko dodruk , najlepiej zreszta na makulaturowym papierze i w miekkich okladkach - to swietnie dziala w Kanadzie, gdzie pierwsze wydanie kosztuje zazwyczaj 30-40$ , a jak ksiazka jest popularna, "makulaturowy" dodruk wychodzi mniej wiecej w ciagu roku od pierwszego wydania i kosztuje juz 10-20$ , zalezy od wydania . Pierwsze wydania, elegancja - francja, jak sie nie sprzedadza, to cene sie obniza do calkiem drobnych groszy, byleby sie pozbyc . Polski rynek wydawniczy jest nieprzemyslany wedlug mnie i zniecheca sie ludzi do kupna wlasnie tym , ze nie pojawiaja sie w miare szybko tanie dodruki dla tych , ktorzy nie moga sobie pozwolic na 50-100 zl na ksiazke . Zdrowy snobizm jeszcze w nardozie istnieje, ci, ktorych stac, kupia nowy bestseller bez wzgledu na to , jaka jest cena pierwszego wydania . Odpowiedz Link Zgłoś