To stare przysłowie pasuje jak ulał do obecnej sytuacji politycznej. Nie trudno się domyślić, że "wół" to Rosja a "stajnia" to nasz europejsko - amerykański grajdołek. Wprawdzie cisza nie tak głęboka ale przecież te kilka pomruków światowych mocarstw nie można znów nazwać gromkimi.
Jedynie nasze pomachiwanie szabelką wyróżniało się w tłumie tych, którzy nie chcą "umierać" za Krym. Ten Krym, szczerze pisząc to mi powiewa i jego strata poza tym, że gdzieś tam upokarza, niewiele znaczy. O wiele bardziej boli, w obliczu rosyjskiego barbarzyństwa, brak europejskiej solidarności. Najpierw u Anglików "wyciekł" dokument, z którego wynika, że o sankcjach nie ma mowy a teraz cios o wiele boleśniejszy od naszych zachodnich sąsiadów.
Wystarczyło postraszyć, że firmy z krajów przyłączających się do sankcji zostaną znacjonalizowane by największą europejską potęgę przemysłową rzucić na kolana.
Już widzę jak staną w naszej obronie gdyby zaszła taka potrzeba...
Dopadło mnie głębokie rozczarowanie i smuta.
Ciekawe co teraz zrobimy. Dalsze wymachiwanie szabelką doprowadzi do tego, że "znów przez nas" wybuchnie wojna. I znów się okaże, że Turcja "po naszej stronie" to za mało.