Gość: Elvis
IP: *.po.punkt.pl
10.04.02, 09:21
Katolewica wciąż nie ustaje w próbach pogodzenia katolicyzmu z liberalną
demokracją; niekiedy nawet można odnieść wrażenie, że po pewnych korektach jej
przedstawiciele gotowi byliby uznać zachodni porządek społeczny za
ucieleśnienie ładu chrześcijańskiego.
Innym razem swoje sympatie polityczne uzasadniają koniecznością głoszenia
Ewangelii niezależnie od ustroju państwowego. Z tym ostatnim argumentem trudno
się nie zgodzić. Chrześcijanin w każdych warunkach powinien głosić Chrystusa,
ale dlaczego zaraz usprawiedliwiać system, który promuje sposób życia z zasady
spychający chrześcijaństwo na margines.
Kilkadziesiąt lat temu mieliśmy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Tak zwani
księża patrioci również próbowali na różne sposoby usprawiedliwiać flirt z
panującym wówczas systemem politycznym. Dzisiaj powszechnie uważa się taką
postawę za zwykłą zdradę. Niewykluczone, że za pewien czas podobny los spotka
katolickich liberałów. Tak kończy się bowiem ideologizacja chrześcijaństwa.
Problem w tym, że owoce takiego postępowania zbierze jak zwykle cały Kościół.
Jego dyżurni wrogowie znów będą domagać się rozliczenia za grzechy z
przeszłości, tym razem za kolaborację ze zbrodniczym... liberalizmem. Całkiem
możliwe, że oskarżycielami będą też duchowe dzieci współczesnych kolaborantów.
Formacja ta przecież radykalizuje się z pokolenia na pokolenie. Teraz są
katolewicą (czytaj: katoliberałami), jutro zaś zostaną pewnie katoanarchistami.