v.ci
05.10.04, 15:45
Złudna kompensacja
PZL Mielec nie może doczekać się sfinalizowania transakcji z
przedstawicielami programu offsetowego w Polsce, firmą Lockheed Martin.
Offset miał zdynamizować polską gospodarkę i unowocześnić ją, a do
przedsiębiorstw o strategicznym znaczeniu miał popłynąć strumień pieniędzy.
M. STYCHLERZ-KŁUCIŃSKA
Powód, że tak się nie stało, polega na niezrozumieniu przez polską stronę
istoty offsetu. Bo offset to nie darowizna, ale zwykły biznes. Firma
wykładająca pieniądze musi przede wszystkim zarobić. Jeżeli nie ma takiej
perspektywy, do interesu nie wchodzi.
Złudna kompensacja
Dwa lata temu Polska rozpisała przetarg na dozbrojenie polskiej armii, na co
zamierzała przeznaczyć 4 mld dolarów. Do końcowego etapu przeszły trzy firmy:
oprócz amerykańskiego koncernu Lockheed Martin (LM), szwedzko-brytyjskie
konsorcjum Gripen i grupa francuskich firm skupionych wokół Dassault
Aviation. Wybór padł na amerykańskie myśliwce. 48 latających maszyn ma trafić
do naszej armii w ciągu kilku lat. W zamian zwycięska firma przedstawiła
listę konkretnych propozycji offsetowych, czyli skompensowania Polsce wydatku
blisko 4 mld dolarów. Amerykanie swoje propozycje wycenili na 6 mld dolarów i
obiecali je zrealizować w ciągu 10 lat. Na taką też kwotę rząd szacował
korzyści, jakie miałby odnieść polski przemysł przy okazji zakupu myśliwców.
Czyli, z prostego rachunku by wynikało, że Polska powinna na tej transakcji
zarobić 2 mld dolarów. Wprawdzie w ciągu 10 lat, ale zawsze. W ten sposób
rządzący przedstawiali opinii publicznej ideę offsetu. Dzisiaj okazuje się,
że to nie do końca tak.
Jeden rozmawia, drugi inwestuje
Po pierwsze i najważniejsze, LM nie jest firmą, która wykłada pieniądze. Ona
ma tylko kojarzyć firmy między sobą - polską i amerykańską lub inną - za
pośrednictwem naszego rządu. A rządowi doradza specjalnie powołany zespół
międzyresortowy - Komitet ds. Umów Kompensacyjnych, zwany potocznie Komitetem
Offsetowym, któremu przewodzi minister nauki prof. Kleiber. W praktyce
wygląda to następująco. Amerykański LM szuka partnera, który chciałby
zainwestować w Polsce. Załóżmy, w produkcję silników do samolotów. Rząd
polski proponuje nie najlepiej prosperujące przedsiębiorstwo, na którym mu z
różnych względów zależy, bo jest np. jednym z większych zakładów w okolicy
dającym zatrudnienie sporej liczbie mieszkańców i przy wsparciu finansowym z
zewnątrz, dobrze rokuje na przyszłość.
Lockheed robi wstępne rozeznanie, głównie zagląda w księgi finansowe
wskazanego przedsiębiorstwa: czy ma długi, jaka jest jego wydajność, stan
urządzeń i czy nie ma zbędnego, a mało chodliwego majątku trwałego. Zwykle są
długi, i to spore, linie produkcyjne nie najbardziej nowoczesne oraz lekki
przerost zatrudnienia. Sytuację tę przedstawia partnerowi amerykańskiemu. Ten
odpowiada, że jest zainteresowany, ale potrzebuje poręczenia ze strony
państwa. Najlepiej, gdyby rząd poręczył kredyt bankowy, jaki ów
przedsiębiorca ma zamiar zaciągnąć na postawienie zakładu na nogi. Zaś
przedsiębiorca, jako wkład własny, proponuje wnieść do firmy nowoczesną
technologię na produkcję silników, tzw. myśl techniczną i kadrę zarządzającą.
Co robi rząd? Odmawia gwarancji kredytowych, bo go na to nie stać.
Ile takich pomysłów biznesowych nie doszło do skutku, trudno powiedzieć.
Ostatnio nie doszło do sfinalizowania transakcji między warszawskim Radwarem
a wyszukanym przez Lockheed Martin partnerem amerykańsko-belgijskim, który
miał dostarczyć technologię budowy elektrowni wiatrowych i zamawiać w Polsce
urządzenia. Plany spaliły na panewce, ponieważ zachodni parter zbankrutował.
- To jest rynek, czasami gospodarcze komplikacje są trudne do przewidzenia -
tłumaczy Philip Georgariou, dyrektor Programu Offsetowego na Polskę, z
Lockheed Martin.
PZL Mielec też czeka na uruchomienie produkcji 100 samolotów transportowych
Skytruck i 100 Dromaderów. Strona amerykańska w ramach propozycji offsetowych
obiecała znaleźć rynek zbytu na te maszyny. - Jesteśmy w każdej chwili gotowi
do uruchomienia produkcji, ale czekamy na jakiś sygnał ze strony rządu. A tu
cisza jak makiem zasiał - twierdzi Witold Marciniewicz, rzecznik prasowy PZL
Mielec.