Dodaj do ulubionych

65. ROCZNICA WYZWOLENIA HISZPANII

10.10.04, 14:21
od czerwonego bestialstwa. VIVA EL CAUDILLO :
Minimalne zwycięstwo1 skupiającego socjalistów, socjalliberałów, komunistów i
anarchistów Frontu Ludowego w wyborach z 17 lutego 1936 roku zniweczyło
wszelkie szanse na bezkrwawe powstrzymanie rewolucji. Czerwony terror nie
tylko uwolniony został z wszelkich hamulców, ale zyskał jawnie urzędową
legitymację, jako że socjaliści i komuniści kontrolowali policję i
żandarmerię cywilną. Do dnia wybuchu powstania, czyli do połowy lipca,
spalonych zostało 170 kościołów, zamordowanych 330 osób, w tym liczni księża
i zakonnice, a 1511 ranionych; nadto przeprowadzono 113 zamachów bombowych.

Wielu znanych działaczy prawicy, w tym przywódca Falangi José Antonio Primo
de Rivera, znalazło się w więzieniu. Poprzedzone pogróżkami osławionej La
Passionaríi (Dolores Ibarruri) zamordowanie 13 lipca, przez oddział żandarmów
składający się z bojówkarzy socjal-komunistycznych, przywódcy opozycji
parlamentarnej Calvo Sotelo, było już tylko ostatnią iskrą, przyspieszającą
datę wybuchu - nieuniknionego i usprawiedliwionego całą chrześcijańską
tradycją nauki o prawie do oporu przeciwko antyboskiej i antyludzkiej
tyranii - powstania.

Karliści, którzy - jak już wspomniano - od samego ustanowienia reżimu
republikańskiego byli zwolennikami oporu zbrojnego, odegrali znaczącą, a w
pierwszych miesiącach wręcz decydującą rolę, tak w przygotowaniu, jak w
realizacji planów powstańczych. Było to możliwe przede wszystkim dzięki
posiadaniu przez nich dobrze wyszkolonej, zdyscyplinowanej i żarliwie
wierzącej w słuszność swojej sprawy 70-tysięcznej armii "requetés", której
rezerwą było około miliona członków Wspólnoty w całym kraju.

Dowódcą "requetés"2 był, zdymisjonowany z wojska przez władze republikańskie,
generał brygady José Enrique Varela Iglesias (1891-1951). Przywódca karlistów
Fal Conde, skazany zaocznie na karę śmierci i poszukiwany listem gończym, z
Biarritz, a następnie z Portugalii kierował przygotowaniami do powstania w
Nawarze i Aragonii, w porozumieniu z przywódcą konspiracyjnego Hiszpańskiego
Związku Wojskowego /"Unión Militar Espańola"/, generałem Sanjurjo (znacznie
gorzej układała się natomiast współpraca karlistów z generałem Molą, który aż
do dnia zabójstwa Calvo Sotelo odmawiał podpisania, bardzo skądinąd
ogólnikowej, deklaracji na temat celów powstania).

W dzień po wystąpieniu armii, 19 lipca 1936 roku, Fal Conde przybył samolotem
do Pampeluny, aby objąć kierownictwo polityczne powstania karlistów i spotkać
się (jedyny zresztą raz w życiu) z generałem Franco. Wkrótce po przybyciu do
Nawarry Fal Conde na własną rękę zorganizował w San Javier Królewską Akademię
Wojskową, w której miały być szkolone dalsze kadry 'czerwonych
beretów' /"boinas rojas"/, co stało się powodem natychmiastowego konfliktu z
Franco, który przed przywódcą karlistów postawił alternatywę: sąd wojenny
albo przymusowy wyjazd do Portugalii do końca wojny. Natomiast rezydujący w
Wiedniu Alfons-Karlos wydał dekret nakazujący członkom Wspólnoty
podporządkowanie się wojskowej juncie bez stawiania jakichkolwiek warunków
politycznych3.

Znaczenie zrywu karlistowskich "requetés" (wspomaganych
przez "pelayos "i "margaritas") było trudne do przecenienia już z czysto
militarnych względów, jako że sytuacja powstańców, mimo sympatyzowania z nimi
większości korpusu oficerskiego4, była początkowo bardzo trudna, a główne
siły armii przewidziane do przeprowadzenia operacji trzeba było dopiero
przetransportować z Maroka. Dopóki to nie nastąpiło, w tych pierwszych,
decydujących tygodniach główny ciężar walki spoczywał właśnie na
karlistowskich 'czerwonych beretach'.

Pomiędzy 19 a 24 lipca "requetés" samodzielnie opanowali Nawarrę, Huescę,
Vizcayę i część Starej Kastylii, umożliwiając tym stworzenie tymczasowych
struktur wojskowo-cywilnych Hiszpanii narodowej na wyzwolonych obszarach. Na
domiar, karliści byli w tych dniach pozbawieni swojego naczelnego dowódcy,
gen. Vareli, który 17 lipca został aresztowany przez Czerwonych (odbito go
dopiero w sierpniu); w jego zastępstwie dowodził nimi Antonio Lizarza
Iribarren. Będąc na pierwszej linii, ponieśli oczywiście ogromne straty. Na
przykład 31 lipca w akcji bojowej zginął, w 36 roku życia, wybijający się
działacz młodszego pokolenia, szef Wspólnoty w Kordobie i organizator Tygodni
Tradycjonalistycznych, mianowany przez juntę powstańczą komisarzem generalnym
Andaluzji - José María de Alvear y Abaurrea.

Nie wszyscy jednak mieli szczęście zginąć z bronią w ręku. Wielu, i to
najwybitniejszych, karlistów, którzy znaleźli się w strefie rządowej, zostało
z premedytacją zamordowanych. 16 sierpnia zlinczowano w Barcelonie, we
własnym domu, 65-letniego Miguela Junyenta Rovirę; mordercy pamiętali mu
wcześniejszą o cztery lata obronę kościołów przed podpalaczami. 6 września
rozstrzelany został (razem z synem Ksawerym i innymi zakładnikami) w forcie
Guadelupe koło San Sebastian główny teoretyk karlizmu, 63-letni Victor
Pradera. Już w 1937 roku zamordowano w Bilbao byłego przywódcę integrystów,
73-letniego Juana de Olazábala. Tylko przypadkiem uniknął śmierci ostatni
redaktor 'El Siglo Futuro' i założyciel Agencji Fides - Manuel Sánchez Cuesta
(1884-1939). Zadenuncjowany do władz i osadzony 18 lipca w więzieniu w
Porlier, wydostał się stamtąd dzięki 'fortelowi' zastosowanemu przez
przyjaciół5.

Atoli znaczenia udziału karlistów w powstaniu nie wolno sprowadzać do aspektu
militarnego. W ponadczasowym wymiarze duchowym po wielokroć ważniejsze jest
nadanie tej walce właśnie przez nich niezmazywalnego piętna wojny religijnej.
Jak wiadomo, określanie powstania hiszpańskiego mianem Krucjaty ma swoich
zaciętych przeciwników, mimo iż potwierdzili taką jego rangę i charakter
swoim autorytetem - wskazując na fundamentalnie antykatolicki, przepojony
aktami niezliczonych zbrodni, bluźnierstw i profanacji charakter reżimu
republikańsko-komunistycznego, a z drugiej strony wiele przypadków męczeństwa
katolików - biskupi hiszpańscy w obszernym orędziu z 1 lipca 1937 roku6.

Niekiedy nawet katoliccy (na ogół orientacji liberalnej bądź chadeckiej)
komentatorzy kwestionowali i kwestionują prawo do nazywania powstania
Krucjatą, już to ze względu na udział w nim muzułmańskich żołnierzy z Maroka
(nb., jakiż to 'nieekumeniczny' argument) oraz pomoc udzieloną frankistom
przez faszystowskie Włochy i nazistowskie Niemcy7, już to wreszcie z powodu
aktów przemocy, jakich dopuścili się, lub dopuścić mieli, również frankiści.
Jeżeli jednak nawet uzasadnione byłyby te wątpliwości w stosunku do "en bloc"
branego obozu narodowego, to nie mogą się one ostać w obliczu mistycznego
wymiaru walki prowadzonej przez karlistów, którzy zawsze nieśli w swoich
duszach świadomość bycia 'partią Boga', armią obrońców boskiego "ordo"8. Dla
noszących na piersiach ryngrafy z Gorejącym Sercem Jezusa "requetés, "którzy
przed bitwą całymi batalionami przystępowali do Komunii św., do ataku szli z
okrzykiem "Viva Christo Rey," lub z chóralnie odmawianą modlitwą "Ave Maria",
a każdego wieczoru odmawiali Różaniec, ta wojna była z pewnością Krucjatą9.
Dzieje współczesne nie znają drugiej takiej armii, która zasługiwałaby na
miano współczesnych krzyżowców10.

* * *

Nie pozbawiony znaczenia był także wkład tradycjonalistów w literaturę
wojenną powstańczej Hiszpanii. 'Karlistowskim Tyrteuszem', którego - ujęte w
formę poetyckich 'kancjonarzy'11 - wiersze i piosenki śpiewali "requetés,"
był urodzony w 1901 roku Kantabryjczyk, założyciel (1935) i redaktor
pisma 'La Tradición', Ignacio Romero Raizábal. Ten, przede wszystkim
religijny /"Rosario de Amor"; "Via Crucis en sonetos"/ poeta, 'czerwonym
beretom' poświęcił już wcześniej12 zbiór wierszy dedykowanych Don Alfonso-
Karlosowi, w czasie wojny natomiast napisał reportaż "Czerwone berety w
Asturii "/"Boinas rojas en Asturia
Obserwuj wątek
    • Gość: pijus XII Re: 71. ROCZNICA WYZWOLENIA NIEMIEC IP: *.crowley.pl 10.10.04, 14:26
      > od czerwonego bestialstwa. SIEG HAIL!
      • shanti glupszy jestes od nazwy swego IP- hitleryzm to 10.10.04, 14:42
        jedna z odmian lewactwa- narodowy socjalizm! czerwone sztandary, tytulatura
        ("towarzysze partyjni"),no - a ssam adolf byl wdziecznym uczniem Lenina I
        Stalina, aczkolwiek niedoscignal tamtych w zbrodniach-
        • Gość: Pijus XII Re:Franco/Hitler - wyzwoliciele ludu hiszpanskiego IP: *.crowley.pl 10.10.04, 15:10
          Nie bluznij. Franco razem z Hitlerem "wyzwalali" Hiszpanow. Amen.
          • shanti Kretynie oczadzony lewacka propaganda - twój 10.10.04, 15:14
            idol stalin wysylal tam swoich bandytów- na szczescie General Franco odparl
            komunistyczna agresje. Caudillo potrafil tez nie zngazowac hiszpanii po stronie
            hitlera i mussoliniego w latach II wojny- to wielki czlwoiek i bohater.
            VIVA EL CAUDILLO.
            • Gość: Pijus XII Re: Hiter Franco - dwa bratanki IP: *.crowley.pl 10.10.04, 15:22
              Modle sie za ciebie. Amen.
              www.artehistoria.com/batallas/jpg/CDH13220.jpg
              • shanti Re: Hiter Franco - dwa bratanki 10.10.04, 15:29
                modlisz sie?
                chyba w kosciele sw.judasza!
                antykomunistycznej Krucjaty, dobiegał kresu swych dni. Śmierć zyskała dostęp do
                człowieka, który od kilku dziesiątków lat żelazną ręką wiódł swój kraj, pewnie
                omijając niebezpieczne rafy i płycizny. Umierający Caudillo niemal do ostatniej
                chwili angażował się w życie swej Ojczyzny. Właśnie miał podjąć niełatwą
                decyzję - o życiu lub śmierci jedenastu skazanych terrorystów.

                * * *

                Bywa, że wielkoduszność, wspaniałomyślnie okazana litość tylko rozzuchwala zło.
                Caudillo doświadczył tego nie raz. Choćby w 1934 r. w Asturii, podczas rebelii
                fanatycznych lewicowców, którzy z upodobaniem palili kościoły, mordowali
                księży, przedstawicieli katolickich elit i urzędników. Wojska Franco krwawo
                zdusiły ów bunt, w więzieniach znalazły się tysiące lewicowych radykałów. Cóż z
                tego? Ówczesny, centro-prawicowy rząd chciał pojednania, imponował
                wielkodusznością. Aresztowani zbrodniarze szybko opuszczali cele. Ledwo dwa
                lata później, po zwycięstwie wyborczym lewicy, ci sami, nieukarani niegdyś
                mordercy, znów wyszli na ulice, by palić świątynie i klasztory, by znowu lać
                hiszpańską krew.

                * * *

                Zbrodnia musi być ukarana - tak, jak na to zasługuje. Obok dobrych, skruszonych
                łotrów, szczerze żałujących za swe czyny, są przecież i tacy, których
                powstrzyma tylko brutalna siła, do których przemówi tylko bicz. Franco rozumiał
                to doskonale. Dlatego w czasie Wielkiej Krucjaty Iberyjskiej (1936-1939), w
                dniach ostatecznej rozprawy ze Złem, nie było już pobłażania. Na całym świecie
                podniosła się wrzawa, tak zwane "autorytety moralne", te same, które wcześniej
                milcząc odwracały wzrok, gdy lewica mordowała księży i zakonnice, teraz
                gromadnie potępiały Franco i jego nacjonalistów.

                A Caudillo po prostu był skuteczny. Odpowiadał mordercom w ich własnym języku.
                Nie żywił przy tym złudzeń, że zło da się pokonać w białych rękawiczkach, choć
                odrzucał też stosowanie odpowiedzialności zbiorowej.

                To fakt, wielokrotnie sprawiedliwość zamieniała się w zemstę, gdy wojska
                nacjonalistów odnajdywały na wyzwolonych terenach masowe groby, sprofanowane
                świątynie. Bywało, że bez litości wybijano wtedy wszystkich miejscowych
                lewicowców, bez roztrząsania ich indywidualnej winy. Aby zapobiec takim
                ekscesom, Franco zajął się rewizją wszystkich wyroków śmierci, wydawanych przez
                trybunały wojskowe. Kiedy uznał to za stosowne, darowywał życie skazańcom.
                Innych wysyłał jednak przed pluton egzekucyjny, a winnych szczególnie okrutnych
                zbrodni nakazywał dusić garotą.

                * * *

                W strasznej wojnie domowej lat 1936-1939 Hiszpania straciła 300-400 tysięcy
                zabitych. Z tej liczby 72.344 osoby (w tym 6.832 duchownych) zginęło w
                egzekucjach i pogromach dokonanych przez lewicę, a 32.021 - w odwetowych
                działaniach nacjonalistów. Potem, po zwycięstwie Franco, w ciągu 11 lat
                stracono jeszcze 22.641 lewicowców - przeważnie za zbrodnie z okresu wojny
                domowej. Jeszcze w 1963 r. bezlitosna ręka sprawiedliwości dosięgła komunistę
                Juliana Grimaua, zawodowego mordercę z barcelońskiej CzeKi. O łaskę dla
                skazanego apelowały rozmaite osobistości argumentując, że po ćwierci wieku
                stare zbrodnie uległy przedawnieniu. Dla Franco - nie uległy. Caudillo
                zatwierdził wyrok, Grimau’a rozstrzelano. Czerwony rak, przeżerający ongiś
                Hiszpanię, został wypalony ogniem.

                * * *

                Po latach pojawił się nowy problem - terroryzm. Do walki ruszyli Baskowie z ETA
                i marksiści z FRAP. Rok 1970, Burgos - sześciu bojowników baskijskich,
                skazanych na śmierć za zamachy i zabójstwa, prosi o łaskę. Za skazanymi wstawił
                się papież Paweł VI. Caudillo przełamał wewnętrzny opór. Darował skazańcom
                życie.

                * * *

                Potem będzie winił siebie za okazaną litość. Terroryści uznali wielkoduszny
                gest za objaw słabości. W całym kraju mnożyły się zamachy. Najbliższy
                współpracownik Caudillo, admirał Carrero Blanco, ginie z rąk terrorystów ETA. W
                madryckiej kawiarni "Rolando" podłożona przez Basków bomba jest przyczyną
                masakry - dwunastu klientów umiera, rozerwanych eksplozją, osiemdziesięciu jest
                okaleczonych. Franco, wstrząśnięty, pyta współpracowników: "(…wink dlaczego mamy
                respektować prawa ludzkie tych morderców, występnych kreatur, którzy gwałcą
                prawa swoich ofiar? (…wink Albo my wykończymy ich, albo oni wykończą nas!"

                * * *

                Aresztowania dziesiątkują terrorystyczne podziemie. W 1975 r. zapada 11 wyroków
                śmierci. Znowu podnoszą się apele o ułaskawienie skazanych. Nikt chyba już
                jednak nie wierzy w łaskę nieugiętego generała. Nie jest on zresztą
                osamotniony. Na ulice Madrytu wychodzą tysiące Hiszpanów - domagają się
                stracenia morderców.

                * * *

                Tymczasem stan zdrowia Caudillo raptownie się pogarsza. Zakrzepowe zapalenie
                żył, niewydolność krążenia, wreszcie seria zawałów. Potem jeszcze krwotok
                żołądka i zapalenie otrzewnej. Podejmowane, jedna po drugiej, operacje nie dają
                rezultatów. W końcu życie kołacze w generale tylko dzięki transfuzjom krwi i
                obniżeniu temperatury ciała.

                * * *

                20 listopada 1975 r. Francisco Franco, "Caudillo Hiszpanii z łaski Boga", udaje
                się na Wieczną Wartę. Zostaje pochowany w krypcie przed głównym ołtarzem
                bazyliki p.w. św. Ludwika w Dolinie Poległych u szczytu masywu Guadarrama.
                Opublikowany zostaje jego testament: "Pamiętajcie, że wrogowie Hiszpanii i
                cywilizacji chrześcijańskiej czuwają. Czuwajcie zatem i wy, poświęćcie swoje
                życie osobiste najwyższym interesom Ojczyzny i ludu hiszpańskiego".

                * * *

                Na kilka tygodni przed śmiercią Franco rozpatrzył prośbę jedenastu skazanych
                terrorystów. Zatwierdził egzekucję pięciu najbardziej winnych. Sześciu
                pozostałym zamienił wyroki śmierci na kary więzienia.

                W kraju, tak ciężko doświadczonym nienawiścią i przemocą, samotnie odpierającym
                zmasowany atak, niczym oblężona twierdza - potrzebna była przecież odrobina
                miłosierdzia.
                • Gość: widz.i.czytelnik Re: Hiter Franco - dwa bratanki IP: *.bredband.comhem.se 10.10.04, 16:01
                  A lubisz naszego Generala? Tez ratowal Ojczyzne. Jaruzelski sie nazywal.
                  Marszalka tez mielismy. Lubisz tych w mundurach, i tylko tych w mundurach po
                  prawej?
              • Gość: xyron LENIN - STALIN -HITLER = bracia ideowi ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.04, 15:31
                2
                • Gość: Pijus XII Re:FRANCO-HITLER = bracia ideowi ! IP: *.crowley.pl 10.10.04, 15:34
                  To z Hitlerem kumplowal sie Franco a nie z Leninem i Stalinem. Nie hanbic swietego sojuszu!
                  • shanti tow. HITLER i tow.tow.Lenin i St = bracia ! 10.10.04, 15:37

                    • Gość: Franco Re: tow. HITLER i tow.tow.Lenin i St = bracia ! IP: *.org 10.10.04, 15:41
                      A mnie gdzie pominales? sad Nie na darmo wspieral mnie Hitler.
    • Gość: xyron Mylisz się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.04, 15:28
      Przecież Franco umarł gdzieś około lat siedemdziesiątych, a członkiem UE
      Hiszpania stała się dopiero w latach osiemdziesiątych, wiec gdzie 65 lat ?
      Chyba raczej 20, 30.
      • a.adas Re: Mylisz się 10.10.04, 15:46
        Dla Shantiego dwadzieścia lat temu Hiszpania dostała się (ponownie) w szpony
        czerwonych, wiec o jakim wyzwoleniu moze byc mowa???

        PS Najwajniejszy jest ten fragment o wątpliwościach związanych z mianem
        krucjaty smile)))))
    • Gość: Blong hitler i mussolini zbawcami poludniowej europy IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 10.10.04, 15:39
      88

      powstrzymali czerwona zaraze, pewnie pomnik im trzeba postawic
    • Gość: kilo Jakie było PKB za Franco i teraz w UE ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.04, 16:04
      Spytaj sie każdego Hiszpana kiedy było lepiej za dyktatury Franco czy w Unii
      Europejskiej.
      Ponad 95% odpowiedzi wskazywać bedzie UE. Za Franco była straszna bieda.
      • shanti a jakie bylo PKB w Anglii w 1960- a jakie teraz ? 10.10.04, 18:26
        kretynie?
    • cs137 Shanti jest przenicowanym facetem z tego wiersza: 10.10.04, 16:34
      W szkole musiałem sie uczyc kiedyś takiego wierszyka:

      Jechaliśmy stępa
      Pędziliśmy w kłębach
      I 'Jabłoczko' piosnkę
      Trzymalismy w zębach
      Lecz jeszcze pieśń inna
      O obcym narodzie
      Towarzysz do siodła
      Przyczepił w pochodzie
      I śpiewał, choć rodak
      Tutejszy, jak ja:
      'Grenada, Grenada,
      Grenada maja!'

      Róznica między Shantim i tym chłopcem z wierszyka polega na tym, że jednemu z
      nich odbiło do imentu w jedną stronę, a drugiemu w druga stronę.

      Czyli Shanti to po prostu ten gośc od "Grenada, Grenada, Grenada maja!"
      przenicowany, czyli wywrócony na drugą stronę.

      Fundamentalizm, ekstremalne poglądy są zawsze niedobre, czy komus odbije "z
      prawa", czy "z lewa". Co napisał Shanti, toż to najczystszy język propagandy,
      ten, który przerabialiśmy do znudzenia i do nudności w PRL-u! Tak, jakby on
      wykorzystał gotową "template", jak to mówi sie w USA, lub "szablon" po naszemu.
      W wykropkowanychmiejscach z instrukcjami:

      ...................(wstaw bohaterów pozytywnych)

      wstawił Franco, Legion Condor; w okienka:

      ...................(wstaw ofiary)

      wstawił księzy, zakonnice, sprofanowane świątynie;

      w okienka:

      ....................(wstaw czarne charaktery)

      wstawił Dolores Ibaruri, Karola Świerczewskiego, etc.

      Gdyby zrobic na odwyrtke, wstawić Franco et consorteds do negatywnych okienek, a
      La Passionarie, gen. Waltera etc. do okienrkl dla pozytywnych bohaterów, to
      niczego innego już nie zmioeniając, dostało by się znakomity propagandowy tekst
      gloryfikujacy Republikanów, a potępiający Franco.

      Proszę tego nie brać, bron Boże, za dekarację, że ja jestem stronnikiem
      "czerwonych". Obie strony, w moim przekonaniu, były siebie warte, dwa
      stronnictwa łotrzyków sie pobiły. Jakby ochroniarze Pruszkowa i Wołomina zaczęli
      sie naparzać.

      • shanti a ciebie cs chyba heglowski kundel ugryzl albo 10.10.04, 18:25
        tez wybiorczej za duzo lykasz-
        tak wlasnie bywa czesto na swiecie i w zyciu ; ,ze jest - tak, tak -
        • cs137 Re: a ciebie cs chyba heglowski kundel ugryzl alb 10.10.04, 23:56
          shanti napisał:

          > tez wybiorczej za duzo lykasz-

          A skąd, na Boga, ja mam brać "Wybiórczą" w Pacific Northwest? As far as
          newspapers are concerned, I used to be a devoted reader of "Washington Post",
          when I lived for 12 years in the Washington, D.C. area. But now, since we have
          moved to the Pacific Northwest 9 years ago, I read WP less often.


          The country I am a citizen of played a major role in supressing the world
          communism. People from my country don't need to be taught what to do to conquer
          the communism. USA did it, and without America the world would not be able to
          cure that disease. So please don't make me a victim of your lecturing
    • cs137 Nawiasem mówiąc, ja kocham gen. FRANCO 10.10.04, 17:00
      ...głównie dlatego, ze dzięki niemu mieliśmy wspaniały film "Bitwa o Anglię".
      Bez gen. Franco nigdy by on nie powstał.

      Dowcip polegał na tym, że rządy państw zachodnich po wojnie wykazywały w
      stosunku do reżimu gen. Franco zdecydowaniwe mniej entuzjastyczny stosunek, niz
      ten, ktory objawia tutaj nasz forumowy kolega Shanti. Jednym z przejawów tego
      ostracyzmu był fakt, że przez długie lata obowiązywały w stosunku do Hiszpanii
      rózne embarga, na broń w szczególnosci. W latach 60-tych lotnictwo wojskowe
      wszystkich państw europejskich uzywało juz wyłącznie odrzutowych samolotów
      bojowych. Ale Hiszpanii nikt odrzutowców nie chciał sprzedać, więc ich siły
      powietrzne jeszcze używały "w najlepsze" muzealnych już w owym czasie
      niemieckich Messerschmittów Me-109 z Drugiej Wojny! Mieli ich jeszcze kilka
      setek, w miare dobrym stanie, zdatnych do latania. No i filmowcy dogadali sie z
      Hiszpanami i pozyczyli te maszyny, bo były one prawie identyczne z
      wcześniejszymi modelami Me-109, które brały udział w Bitwie o Anglię. Te z
      Hiszpanii były tylko odrobine poźniejsze, z okresu, kiedy Hitlerowi jeszcze
      dobrze szło i mógł sobie pozwolić na eksport samolotów bojowych. Tylko fachowcy
      byli w stanie dostrzec drobne róznice w sylwetkach.

      Mój pech polegał na tym, ze jak "Bitwa o Anglię" dotarła do Polski, to ja
      poszedłem oglądać film razem własnie z takim "maniakiem" od lotnictwa, który
      potrafił bezbłednie rozróżnić wszystkie typy i podtypy wszystkich maszyn z IIWŚ.
      No i ten gość zupełnie mi posuł przyjemnośc z ogladania filmu, co chwila głosno
      gderając, że jakiś tam samolot nie mógł jeszcze latać, gdy toczyła się akcja na
      ekranie, bo wszedł na uzbrojenie dopiero cztery miesiące poźniej. Z fanatykami
      zawsze ma człowiek kłopot!
    • Gość: Piotr SCISLE TAJNY REFERAT PRYMASA RP IP: *.eu.verio.net 11.10.04, 00:05
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=16572433
    • Gość: jAN KATOFASZYSCI DO GAZU !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.danni.com 11.10.04, 00:07
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka