Dodaj do ulubionych

Krzysztof Leski

07.01.20, 20:15
'Wbrew wielu szczegółom (porażka opieki nad Mateczką, fatalny szpital) to nie był az tak zły rok. Odzyskałem wiarę w sens życia będącego czymś więcej niż codzienna wegetacja. Pogodziłem się z rzadkimi znakami życia od dzieci uznając je za dobry znak. Always look at the bright side, isn’t it? (...)'
Krzysztof Leski na swoim blogu - 31 grudnia 2019 r.
.........................................................................................................................................................................................

Dziennikarz telewizyjny i prasowy nie żyje. Krzysztof Leski padł ofiarą zabójstwa, do którego doszło prawdopodobnie w sylwestrową noc. Podejrzany o nie 34-latek został zatrzymany w Krakowie.
Morderstwo potwierdziła prokuratura w Warszawie.

wiadomosci.onet.pl/kraj/krzysztof-leski-nie-zyje-policja-zatrzymala-podejrzanego/r635sl9



Jak sie z Toba pozegnac Krzychu ?
Przeciez byles 'od zawsze' ...
Zal przeokropny sad

tete
Obserwuj wątek
    • t_ete Bufon o Krzysztofie Leskim 08.01.20, 11:39
      t_ete napisała:

      > Jak sie z Toba pozegnac Krzychu ?



      Krzysiu

      Kiedyś Krzysztof Leski. Do wczoraj Krzysiek.

      W latach 80-tych, gdy był częścią opozycji, trybikiem, ale ważnym, ja byłem szczeniakiem. W 90-tych był panem z telewizji, nad którą przekładałem rodzinę. W 2000-cznych opisywał politykę i tworzył w rozwijającym sie internecie, a ja na zmianę walczyłem o przetrwanie i konsumowałem owoce wstąpienia do EU. Poznałem go dopiero w 2009. Tu, na Salon24.

      Leski to była Osobowość Salon24 przez duże O. Jedna z wielu, jakie kiedyś tu były, ale jedna z najwybitniejszych. Dla niejednego salonowca – i nie tylko – antyPiSowiec. Ale to nie takie proste i nieoczywiste. Krzysiek był strażnikiem prawdy. Nieraz objechał i skrytykował PO, gdy sądził że im się należy. I na początku od tej strony go właśnie poznałem. Myślałem – kolejny miłośnik PiSu. Do PiSu miał jednak takie samo podejście jak i do PO. Kłamią, mylą się, mówią bzdury – więc im to wytykał. W Polsce plemiennej to zbrodnia. Dzisiaj byśmy powiedzieli – symetrysta. A on po prostu bronił prawdy i logiki. Nawet wbrew przyjaciołom, których przez to stracił. Niektórych. Był człowiekiem zasad.

      Kiedyś mnie zaskoczył pisząc parę zdań o jakiejś (już nie pamiętam Nicku czy tez nazwiska) młodziutkiej zwolenniczce SLD oraz o Grzegorzu Wszołku, że to przyszłość polskiej polityki i najzdolniejsza młodzież. On? Solidarnościowiec o SLDziance ? I On? Krytyk PiSu ?

      Z Wszołkiem wtedy obchodziliśmy się jak lis z jeżem. On mnie irytował swoim bezkrytycyzmem wobec PiSu i szukaniem dziury w całym wobec PO. A ja go drażniłem lustrzanym odbiciem jego poglądów. Ale to właśnie był cały Leski. Tak sądził, tak mówił. I miał rację.

      Ostatnio stworzył grupę internetową swoich przyjaciół i ludzi, z którymi mu się dobrze gada. PiSowcy i antyPiSowcy – i nikt się nie kłócił. Kuźwa – jak u cioci na imieninach. Ale imieninach kiedyś, w czasach przed POPiSem. Nikogo tam nie interesowało czy ktoś kocha Kaczyńskiego, czy też imponuje mu Tusk, a może obu polityków ma w du… Byliśmy w grupie z Nim, dla Niego i dzięki Niemu.

      Gdy miałem nocną pracę, wtedy wiedziałem, że Krzysiek jest na necie i dla odprężenia mogę zawsze z nim pogadać. Czeka w tle cos czytając, surfując, albo pisząc z kimś. Czasem gadaliśmy o dupie Maryni, a czasem o sensie istnienia świata.

      Jestem sztywnym konserwatystą, więc długo mu „Panowałem”, co go wkurzało. Aż się obraził i zagroził, że nie będzie się odzywał, dopóki nie będę mówił do niego po imieniu. Został więc Krzysztofem, Krzyśkiem, Krzysiem.

      Uwielbiałem podrzucać mu informacje o pociągach. Wtedy się zapalał i wiedziałem, że skrytykuje, sprostuje albo rozwinie informacje na Twiterze lub na swoim blogu. Ostatnio napisał zamówiony tekst o rozbudowie linii kolejowych w związku z planowaną budową CPK. Tekst zamówiony i nieodebrany. Jest teraz nieopublikowany gdzieś na jego komputerze i czeka na Święty Nigdy. I nigdy już nie ujrzy światła dziennego. A tekst byłby pewnie zaskoczeniem, bo Krzysztof widział sens w tej inwestycji, nawet mimo sporego niedocenienia kosztów. Jak to Krzysztof: konstruktywna krytyka.

      Był kopalnią wiedzy o pociągach i kolejnictwie. W Polsce i na całym świecie. Wytłumaczyłby ci, dlaczego ta inwestycja jest tania, a tamta bez ekonomicznego sensu. Ile kosztuje km trasy kolei w Kuala Lumpur, a ile w Czechach. Czy zakup Pendolino miał sens, czy też przepłaciliśmy za nie. Chcesz to wiedzieć? Przejrzyj Jego teksty. Bo On już nie odpowie na twoje pytania. Na niczyje.

      Zawsze robiła na mnie wrażenie czułość i miłość, które przebijały ze sposobu, w jaki pisał o swoich dzieciach. Mysza, jego córka, och! Jaki był z niej dumny. Z jej studiów, z jej pracy. Cieszył się z samodzielności syna. I jednocześnie niesamowicie za nimi tęsknił. Najchętniej trzymałby je przy sobie.

      Miał nierozliczone rachunki z Jankesem. Poczucie winy wobec niego, ale i żal do niego. Chciał to wszystko przelać w tekst i wypluć z siebie. Przekonałem go, że nie warto, żeby się zastanowił. I się zastanowił. Że nie warto. Że lepiej zostawić niedopowiedziane, niż powiedzieć za dużo. Słyszysz Igor ? Byłeś dla Niego ważny. Tym bardziej coś (to) Go bolało. Ale ból zabrał ze sobą. Kiedyś, gdy też przejdziesz na drugą stronę, wyjaśnicie to sobie. Już na spokojnie. Bez świadków. I znowu będziecie kumplami.

      I nie. Krzysztof się nie pogubił, jak niektórzy o nim piszą. Miał po prostu duże problemy zdrowotne. I związane z tym konsekwencje. Szybko się męczył, nie miał sił na opiekę nad Mateczką, jak o niej zawsze czule mówił. Nie mógł już chodzić na nocne rajdy 13 grudnia po Kampinosie. Czasem miał nawet problem dojść do najbliższego sklepu i wtedy zamawiał dostawę do domu. Przez słabość ciała bywał nerwusem. Bo już go nie słuchało tak jak kiedyś. Bo nie mógł już tak jak kiedyś być silnym, być opoką dla innych, a stawał się zależny.

      Jaki dumny byłem, gdy pierwszy raz nazwał mnie swoim przyjacielem. Może to było po którejś długiej nocnej rozmowie, w której tym razem nie on mi, tylko ja jemu tłumaczyłem jak żyć. Wiem, to było na wyrost. Nie zasługiwałem na to miano. Po prostu stałem mu się wtedy bliski. A on mi. Może i tak samo nazywał tego, któremu dał schronienie, a który podziękował mu za to nożem. Starał się pomagać ludziom i był ufny w stosunku do nich. Za ufny.

      Był chodzącą encyklopedią wiedzy o podziemiu w latach 80-tych. Gdzie było silne, a gdzie ledwie zipało. Gdzie SBcy mocno zinfiltrowali struktury opozycji, a gdzie podziemie było mocne. Kto wtedy odwalał czarną robotę, a kto dzisiaj przypisuje sobie nieistniejące zasługi. Miał wiedzę nieteczkową. Nieskażoną eSBckim punktem widzenia. Przez to niepełną, ale za to czystą. Przez jego ręce i głowę przeszły dziesiątki tysięcy notatek opozycji spływających z całego kraju. I zostały w niej. Niespisane. Na nigdy. Na zawsze.

      Widział rzeczy, którym wy ludzie nie dalibyście wiary. Wszystkie te chwile zniknęły w czasie jak łzy na deszczu. Pora umierać.

      www.salon24.pl/u/maruda/1010846,krzysztof-leski
      • t_ete Ufka o Krzysztofie Leskim 08.01.20, 11:41
        t_ete napisała:

        > Jak sie z Toba pozegnac Krzychu ?

        Krzysztofa poznałam osobiście, kiedy byłam salonową myszą. To były czasy, kiedy wielu dziennikarzy pisało na Salonie24, nie zniżając się nigdy do odpowiedzi na komentarze. Krzysztof odpowiadał, pisał bardzo często o wszystkim, nie tylko o polityce. Dlatego przed wyjazdem na wakacje zajrzałam ok 22 na Salon, bo to były czasy, że netu na wsi nie miałam. A u Krzysia grzmiała impreza, byli ludzie już na Salonie nie piszący. Westchnęłam z zazdrością. a Leski napisał - jeszcze czas, wpadaj! Na priva podał adres, zeszłam do spakowanego samochodu , wyjęłam butelkę wina i pojechałam na Ursynów.

        Potem była słynna akcja "przechodzilim ze szwagrem, wpadniemy" czyli największa impreza w prywatnym mieszkaniu. Byli wszyscy - dziennikarze, blogerzy z kraju i z za granicy. Butelki słały się gęsto na podłodze, podziwiałam wytrzymałość balkonu, na którym tłoczyli się palący i niepalący. W przedpokoju stała kolejka do wc , Rybitzky skarżył się Igorowi, że PiS nie stawia na młodych. Postawił, na Rybę też.

        W Krzysztofie ceniłam - jak trudno pisać w trybie przeszłym! - to co też cenię w ludziach. Czyli lojalność. Tak, miał swoje fochy, ale na dłuższą metę sprawy polityczne nie stanowiły dla niego problemu. Przyjaźń była ponad wszystko. Wystarczy napisać, że chociaż jechał po PiSie równo na TT, to na jesieni przysłał mi przez kuriera po wygranych przez PiS wyborach dwa dobre szampany i słodycze oraz bezalkoholowy szampan "dla pisowskich dzieci" jak się wyraził. Wspominał polityków dobrze, jeśli miał z nimi osobiste relacje sprzed lat , chociaż mógł ich nie cierpieć politycznie - mówię np o Zbigniewie Ziobrze.

        Kochał bezgranicznie swoje dzieci, brał je ze sobą nawet w podróże służbowe, politycy coś o tym wiedzą. Mimo rozwodu walczył o nie jak lew - przyznano mu tzw opiekę naprzemienną. Każdy z ojców wie, jak trudno nawet teraz coś takiego uzyskać, a to było lata temu. W końcu dzieci zamieszkały u niego na stałe. Chronił ich prywatność, pisał o B. i T., ale wiedzieliśmy gdzie z nimi wyjeżdża, jaką torebkę czy meble kupił B. Do końca był z nich dumny.

        O swojej matce zawsze mówił Mateczka i znajomi tak właśnie o niej mówią. Widziałam Ją tylko raz i o dziwo to ja milczałam wiele godzin, a Ona mówiła. Oczywiście o Krzysiu i jego Ojcu.

        Po pobycie w szpitalu chciał u mnie odpocząć kilka dni. Nie liczyłam na przyjazd, bo przecież rzadko w ogóle wychodził z domu. A jednak się zdobył - dwa autobusy, jeden do Giżycka, drugi do Węgorzewa. Jedno z pierwszych pytań jakie mu zadałam - kto zajmuje się kotem? Odpowiedź - poznałem ludzi w szpitalu, nie mają się gdzie podziać - nie wzbudziła mojego entuzjazmu, ale co miałam mu powiedzieć? Przecież i tak by nie posłuchał. Mimo wszystko bałam się tylko okradzenia, demolki, ale przecież nie morderstwa!

        Z wszystkimi na koniec się pożegnał - 31 grudnia napisał do wielu znajomych osobiste życzenia. Ja też mu życzyłam lepszego roku 2020 niż był 2019. Wierzę, że tak właśnie jest i że Bóg osądził go sprawiedliwie. Bo niósł bogate naręcze dobrych czynów. Niech spoczywa w pokoju.

        www.salon24.pl/u/ufka/1010903,krzys
    • t_ete Krzysiowi Leskiemu 08.01.20, 11:47
      Pamiętam, że w łazience na warszawskich Kabatach miał takie małe schodki przy wannie i sedesie, żeby dzieciom łatwiej było trafiać. Śmiałem się z tego tronu Kingsaja, a on opowiadał, że sam to zaprojektował. Błyszczały mu wtedy oczy, miał chyba najbardziej błyszczące oczy, jakie znałem.

      Na swoją rolę w podziemiu machał ręką, tak jak na sugestie, by jeszcze raz wydać jedną z pierwszych historii Solidarności, którą napisał razem z profesorem Jerzym Holzerem. O słynnym ojcu, gigancie AK, wypowiadał się z żalem, ale szacunkiem, to po nim miał pewnie zdolność do nauki języków. Znał ich cztery albo pięć, ale i tak uważał, że za słabo, ojciec znał ich ponoć kilkanaście.

      Dumny był z matki. Podzielał jej pogląd o głupocie dowodzenia naukowego badaniem statystycznej korelacji. Kochał kolej i pewnie swój zawód dziennikarza, który go wypluł i przez lata pozostawiał na aucie.

      Miałem okazję go poznać w jednym z najlepszych okresów jego dorosłego życia. U boku partnerki, z dwoma małymi kotami, był gwiazdą salonu24.pl i znanym dziennikarzem telewizyjnym. Wkrótce miały wprowadzić się do niego dorastające dzieci. Mówił na nie „Myszaki”. I pewnie kupował im hoop colę, bo ona zawsze wolał hoop colę od tej prawdziwej, amerykańskiej.

      Potem wszystko się posypało, zwolnienie, depresja, próby znalezienia pracy. Kilka lat temu sam coś chciałem zorganizować, niestety się nie udało. Kontakt się urwał.

      Cieszyłem się, że pisze na twitterku, nawet jeśli twitterek nie był dla niego. Chyba nie odnajdywał się w czasach postpolityki, był zbyt impulsywny, miał za mało dystansu. Social media są dla ludzi z grubą skórą, mniej pryncypialnych.

      Ponoć zamordował go facet, którego Krzysztof ugościł i chciał mu pomóc. Chciałoby się powiedzieć: cały Leski, który przez lata, każdego 31 października, organizował nocne marsze do Palmir. Albo przyjmował, pewnie nie tylko Francuzów, na coachsurfingu.

      Nie powiem, Krzysiu, do zobaczenia i że się spotkamy, bo w to nie wierzę. Ty zresztą chyba też nie. Powiem tym, którzy o Ciebie spytają, że naprawdę godnie przeżyłeś życie. I że zawsze byłeś dla mnie wzorem dziennikarstwa. Cześć Twej pamięci.

      galopujacymajor.wordpress.com/
    • t_ete Krzysiek Leski zamordowany . Ryczę Przyjacielu 08.01.20, 11:50


      Od 1 w nocy wiem , że Krzychu Leski nie żyje .

      Od 14tej wiem , że został zamordowany .

      Był człowiekiem prawym . Tak prawym , jak wzorzec metra w Sevre.

      Był dziennikarzem . Może ostatnim w Polsce .

      Nie umiem dziś składać słow. Każda litera to ból.

      Pomagał , choć w ostatnich latach sam niewiele miał . Miał mieszkanie . Nie było tajemnicą , że przebywał pewien czas w szpitalu . Tam ponoć poznał młodego chłopaka , bezdomnego , biednego .

      Cóż mogła zrobić taka osoba jak Krzychu ? Dał mu kąt u siebie na jakiś czas .

      Potem ten młody zamordował Krzycha.

      Ja po prostu nie chcę w to wierzyć , a muszę .

      Rok temu Paweł . Teraz Krzychu .

      Zawieszenie . Piszę a Mateczka Krzycha jeszcze nic nie wie .

      Jak przestanę ryczeć może sklecę swój ostatni tekst w S24 . O Leskim .

      O Krzychu , który 13 grudnia 2011 czytał mój tekst o zamordowanym Ojcu pod domem Jaruzelskiego.

      Bo Krzychu dla mnie był jedyną osoba , która mogła to zrobić.

      Przyjaciel legenda czasów Jaruzelskich.

      Tyle bo znowu ryczę .


      www.salon24.pl/u/lestat/1010768,krzysiek-leski-zamordowany-rycze-przyjacielu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka