Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl / *.net.bialystok.pl
28.04.02, 19:33
Dzisiaj istnieje "front antykomunistyczny". Ci ludzie, którzy nazywają
siebie "liberałami * antykomunistycznymi", i których inni czasem
nazywają "antykomunistami", dążą do komunizmu bez tych wrodzonych i koniecznych
cech komunizmu, które są nadal nie do przyjęcia dla Amerykanów. Stosują złudne
rozróżnienia pomiędzy komunizmem a socjalizmem i, paradoksalnie, szukają
poparcia dla niekomunistycznego socjalizmu w dokumencie, który sami jego
autorzy nazwali Manifestem Komunistycznym. Myślą, że dobrze określili
zagadnienie, używając takich terminów zastępczych dla socjalizmu jak państwo
planowania lub państwo opiekuńcze. Symulują odrzucanie rewolucyjnych i
dyktatorskich aspiracji "czerwonych", a w tym samym czasie w książkach i
czasopismach, w szkołach i na uniwersytetach, chwalą Karola Marksa, szermierza
komunistycznej rewolucji i dyktatury proletariatu, jako jednego z największych
ekonomistów, filozofów i socjologów, i jako czołowego dobrodzieja i
oswobodziciela rodzaju ludzkiego. Chcieliby abyśmy wierzyli, że nietotalitarny
totalitaryzm, rodzaj trójkątnego kwadratu, jest najlepszym lekarstwem na
wszelkie choroby. Jeśli wysuwają jakieś zarzuty przeciw komunizmowi, to są one
łagodne, natomiast gotowi są lżyć kapitalizm słowami zapożyczonymi ze
strofującego słownictwa Marksa i Lenina. Podkreślają oni, że odczuwają
znaczenie mocniejszy wstręt do kapitalizmu niż do komunizmu i tłumaczą
wszystkie skandaliczne akty postępowania komunistów powołując się
na "okropności nie do opisania " kapitalizmu. W skrócie - udają, że zwalczają
komunizm, próbując przekonać ludzi do idei Manifestu Komunistycznego.
Ci samozwańczy "liberałowie antykomunistyczni" zwalczają nie komunizm jako
taki, ale system komunistyczny, w którym oni sami nie dzierżą steru. Chcieliby
stworzyć system socjalistyczny, tzn. komunistyczny, w którym rządziliby oni
sami lub ich najbliżsi przyjaciele. Gdybyśmy powiedzieli, że pali ich żądza
likwidowania innych ludzi, byłoby to za dużo, oni po prostu sami nie chcą być
zlikwidowani. W socjalistycznej wspólnocie tylko najwyżsi arystokraci i ich
wspólnicy mogą mieć tę pewność.