Dodaj do ulubionych

Kozienice - Teraz pokażę ci zadymę

IP: *.IOd.krakow.pl 10.06.02, 10:45
Wiadmość z Życia Warszawy
Teraz pokażę ci zadymę

16-letni Kamil S. mówi cichym głosem. Nawet najdrobniejszy wysiłek sprawia mu
ból. Na brzuchu wielki opatrunek, lewa ręka cała w gipsie, mniejszy opatrunek
na plecach. Przy łóżku ojciec, pełen niepokoju. Stan chłopaka jest nadal
ciężki. Wydarzenia sprzed dwóch tygodni Kamil wspomina niechętnie. - Dlaczego
tamten chłopak sięgnął po nóż? To miała być zwykła solówka. Jeden na jednego i
tylko pięści - mówi cicho. - A teraz ten, co mnie ranił, chodzi wolny. Boję
się... Coś dziwnego w oczach Sobota, 25 maja. Kamil do późna pomagał ojcu w
wykańczaniu budowanego domu. Po pracy był bardzo zmęczony. Zjadł kolację i
zdrzemnął się. - Wieczorem zadzwonił znajomy. Wyciągnął Kamila na ognisko.
Poszedł z czterema kolegami zobaczyć, co się tam dzieje - mówi Bogdan S.
Chłopcy udali się nad rzeczkę, gdzie często urządza się ogniska. Bawiła się tam
ok. 15-osobowa grupa młodzieży w wieku 18-20 lat. Żegnano chłopka, który dostał
bilet do wojska. Na widok nieznajomych balangowicze zareagowali bardzo ostro.
Zaczęły się zaczepki. Od słowa do słowa, w ruch poszły pięści. Sytuację szybko
udało się opanować. Gdy wydawało się, że wszystko będzie w porządku, do Kamila
podszedł starszy chłopak. Był to 19-letni Bogumił K., syn miejscowego
policjanta. - Poszturchaliśmy się i powiedziałem, że możemy iść na solo, czyli
jeden na jednego. On się zgodził. Nie wiem, kto zadał pierwszy cios - wspomina
Kamil. - Nagle w jego oczach wyczytałem coś dziwnego. "Teraz pokażę ci
prawdziwą zadymę" - usłyszałem. Aż po rękojeść Nastolatek nie zauważył noża w
dłoni starszego chłopaka. Ten zaś nacierał, zadając cios za ciosem. Wbijał
ostrze z bardzo dużą siłą. Pierwsze uderzenie w brzuch. Kamil zasłonił się.
Ostrze przebiło rękę. Chłopak padł na kolana. Napastnik uderzył w plecy i
rzucił się do ucieczki. - Nie wiedziałem, co się dzieje - mówi Kamil. Uratowała
go przytomność kolegów. Ktoś założył uciski na rany, ktoś inny szybko wezwał
pogotowie. Gdy karetka przyjechała nad rzeczkę, chłopak leżał w kałuży krwi.
Był w ciężkim stanie. W szpitalu okazało się, że rany były bardzo głębokie.
Ostrze o centymetry minęło serce. Aby uratować chłopka, lekarze musieli wyciąć
mu śledzionę. Miał przekłuty żołądek i pozrywane ścięgna w lewej ręce. Przez
dwa dni był nieprzytomny. - Siedzieliśmy cały czas przy nim. Baliśmy się, że
ten, kto to zrobił, może powtórzyć atak - mówi matka chłopaka. Kaucja
błyskawiczna Niedługo po tragedii Bogumił K. został zatrzymany. Podczas
przesłuchania twierdził, że wcale nie atakował Kamila, tylko się przed nim
bronił. - Szło na mnie pięć osób. Czułem się zagrożony i machałem nożem, by ich
odstraszyć - mówił na policji. Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego dobrze
zbudowany i silny chłopak, mając za plecami z 10 kolegów, bał się nastolatka.
Ponadto, skoro działał w obronie własnej, to co się stało z nożem. Bogumił K.
twierdził, że wyrzucił go w krzaki. Według prokuratury w Kozienicach, do tej
pory noża nie znaleziono. Napastnik został zatrzymany. Zarzucono mu ciężkie
uszkodzenie ciała. Tu znów rodzą się pytania, dlaczego nie zakwalifikowano tego
czynu jako usiłowanie zabójstwa. Decydując się na użycie noża i zadając ciosy w
brzuch ofiary, Bogumił K. musiał się liczyć, że jego przeciwnik może umrzeć. W
poniedziałek, 27 maja, nożownik trafił do sądu. Prokuratura wnioskowała o
aresztowanie. W tym czasie jego ojciec przywiózł z ogólniaka zaświadczenie, że
Bogumił będzie zdawał we wtorek maturę z geografii. Podczas rozprawy sędzia
Marek Nowakowski zdecydował, że K. powinien być aresztowany na 3 miesiące.
Jednocześnie uznał, że "środek ten będzie uchylony po złożeniu poręczenia
majątkowego w wysokości 10 tys. zł". Choć nikt wcześniej nie mówił, że Bogumił
może być zwolniony za kaucją, okazało się, że jego rodzina miała już
przygotowane pieniądze. Po kilku godzinach chłopak był wolny. Za kratami
spędził tylko jeden dzień. W Kozienicach wrze - Gdy się dowiedzieliśmy, że sąd
go wypuścił, to zaczęliśmy się bać. Przez kilka dni ktoś z nas cały czas
dyżurował przy Kamilu - mówi Mirosław S., ojciec rannego.- Tu nie ma żadnej
sprawiedliwości. Współczujemy rodzicom napastnika, ale powinien on ponieść
karę. Przez niego nasz syn o mało co nie zginął. Niedługo potem okazało się, że
sprawą państwa S. nie chce się zająć żaden z miejscowych adwokatów. - Tu jest
za dużo układów - tłumaczył jeden z prawników. - Szukajcie w Radomiu. Kamil
leży w szpitalu. Nie wiadomo, kiedy będzie mógł go opuścić. W Kozienicach wrze.
Koledzy Kamila i inni młodzi mieszkańcy miasteczka odgrażają się, że skoro sąd
nie potrafił być sprawiedliwy, to oni będą musieli wziąć sprawy w swoje ręce.
Padają zarzuty, że nożownik wyszedł, bo ojciec pracuje w policji, a sąd wziął
łapówkę. - Apeluję do młodych, by nie robili głupot. Bijatyki czy rozlew krwi
nie pomogą Kamilowi - prosi jego ojciec. - Musimy wierzyć w sprawiedliwość.
RAFAŁ PASZTELAŃSKI

dziwny ten wymiar spraiedliwości - za próbę zabójstwa i ciężkie uszkodzenie
ciała wypuszczaja za kaucja !

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka