Dodaj do ulubionych

Uzbekistan

14.05.05, 15:38
Studenci mówią, że Saydaliyev Abduvosiq Nabiyevich był bardzo religijnym
muzułmaninem, a także słynnym artystą, mistrzem rzeźby w drewnie. Nauczył
rzeźbić wielu studentów. Został nagrodzony wieloma dyplomami, wyróżnieniami i
nagrodami UNESCO. Był jednym z projektantów nowoczesnej architektury
miejskiej, uczestniczył w międzynarodowych wystawach sztuk tradycyjnych. Jest
twórcą genialnej rzeźby tablic Koranu, aktualnie wystawianej w głównym hallu
Emir Tamerlan State Museum.

Urodził się 5 Maja 1957 w Taszkiencie. Był Uzbekiem. Po studiach podjął pracę
w centrum naukowo- przemysłowym "Musavvir" jako instruktor. Miał żonę i trójkę
dzieci, mieszkali na ulicy Saghbon 32, w dzielnicy Sobir Rahimov w
Taszkiencie. Aresztowany 20 marca 1999, 28 lipca 1999 skazany ma tajnym
posiedzeniu przez Sąd Najwyższy Uzbekistanu na dwadzieścia lat więzienia i
konfiskatę majątku. 15 września jego żona Mamura i ich prawniczka Halima
odwiedziły Abduvosiq'a w więzieniu… Kilka później dowiedziały się, że
Abduvosiq nie żyje.

"Wróciłam z więzienia w Qiziltepa o 3 rano" - mówi żona - "O godzinie 9 rano
przyszedł mój szwagier. Był bardzo blady i powiedział, że mojego męża wzięli.
Nie byłam w stanie uwoerzyć, dopiero wróciłam z więzienia. On powtórzył, że go
wzięli. Powiedział "nie moge w to uwierzyć, ale to chyba prawda..."

Tylko prawniczka rozmawiała z Abduvosiq'em. Mówi, że czuł się dobrze. Chodziło
o to, że władze więzienia używały ciężkich tortur przeciwko więźniom i dlatego
miesiąc temu Abduvosiq z prawniczką sporządzili zażalenie w tej sprawie. Po
zażaleniu władze więzienia jeszcze zwiększyły ilość tortur przeciwko
muzułmańskim więźniom i próbowali niektórych zabić poprzez tortury, w tym
Abduvosiq'a. Kiedy się o tym dowiedziała prawniczka, wraz z żoną udały się
15.IX do więzienia, ale dyrektor nie pozwolił żonie na widzenie. Pozwolono
tylko prawniczce, powiedziała Abduvosiq'owi że zarzuty przeciwko niemu są
absurdalne i że wniesie zażalenie do sądu.

"...Nic nie powstrzyma kuffarów (niewiernych) od poniżania nawet martwych
muzułmanów..." Po sprowadzenia ciała Abduvosiq'a dom został otoczony przez
policję. Utworzyli kordon i nikomu nie pozwolili wejść, nawet najbliższym
krewnym. Kazali im iść na cmentarz.

- Bali się, że po cichu przeprowadzimy obdukcję - mówi jeden z członków
rodziny - i dlatego nakazali spalenie ciała. Ci, którzy mieli w ogóle szansę
widzieć ciało, mówią, że wyglądał na wychudzonego, miał na głowie ranę, ślad
sznura na szyi i zsinienia od szyi do żołądka. Stopy były połamane, a na całym
ciele widać było siniaki. Wyglądało też, że był torturowany prądem
elektrycznym, gdyż na plecach miał okrągły, wypalony na czerwono znak. Mimo
oczywistych oznak tortur władze podały w akcie zgonu, że popełnił samobójstwo
przez powieszenie.

Abduvosiq miał pięciu braci. Rodzice osierocili ich w dzieciństwie. Trzech
braci praktykowało Islam, dwóch zrezygnowało ze względu na prześladowania ze
strony władz. Policja zainteresowała się nimi wszystkimi po jednej z akcji
protestacyjnych z udziałem studentów, gdyż bylo wiadomo, że Abduvosiq przyjął
pięciu ze swoich studentów na stancję. Zarówno bracia, jak i studenci musieli
się ukrywać, ale kiedy policja wzięła na zakładnika 14-letniego syna Umid'a,
Abduvosiq sam się zgłosił. Mimo absurdalności całej sytuacji, został sądzony i
skazany przez Sąd Najwyższy na 20 lat za zapewnianie dachu nad głową i
wyżywienia kryminalistom.

Nikomu z rodziny nie pozwolono obserwować procesu. Nawet obrońcy nie
wpuszczono na salę. Kiedy wreszcie prawniczce udało się spotkać z więźniem,
zaproponowała, że wniesie apelację i wniosek o powtórzenie procesu ze względu
na brak obrońcy. Abduvosiq prosił ją, by tego nie czyniła, i że on chce być
odesłany do więzienia, gdyż już nie jest w stanie znieść więcej tortur i
przesłuchań. Powiedział, że trzymali go w ciemnej, śmierdzącej i wilgotnej
piwnicy, był wieszany za nogi i bity, wsadzany do basenu z wodą, po wierzchu
której pływały szczury i tym podobne, i że zamiast procesu woli więzienie.
"Nieważne jak długo będę siedział, chcę opuścić to miejsce jak najszybciej."

Żona widziała go ostatni raz w marcu, na dwugodzinnym spotkaniu. Powiedział
jej, że modli się sekretnie w nocy w łóżku, gdyż by został ukarany za
modlitwę. "Zmuszają nas do śpiewania hymnu narodowego setki razy dziennie" -
powiedział. Wspomniał swego brata Abdurauf'a, zabitego wcześniej -
"zazdroszczę mu, odpoczywa w spokoju." Abdurauf próbował wyjechać z
Uzbekistanu, korzystając z tego, że prezydent Karimov ogłosił amnestię dla
wszystkich, którzy wyjadą z Uzbekistanu z powodów religijnych. Abdurauf z
przyjaciółmi zostali zatrzymani na granicy z Kyrgistanem i zabici strzałem w
tył głowy na poboczu szosy. Oficjalny powód śmierci na dokumentach: wypadek
drogowy. Nikt nie uczestniczył w jego pogrzebie, gdyż za rodziną poszła fama
że są terrorystami i lepiej się trzymać z daleka dla uniknięcia kłopotów.

"Prosimy Allaha o ukaranie prezydenta Karomova i jego otoczenia za jego
zbrodnie i prosimy braci, żeby się modlili o to samo. Prosimy módlcie się i
proście Allaha o koniec tego reżimu i czyńcie, jak nakazuje Koran." - mówi
rodzina zabitego. Nie wiem jak Koran się odnosi do modłów niewiernych, ale się
przyłączam.
Obserwuj wątek
    • patience Re: Tortury 14.05.05, 16:20
      Andrei Shelkavenko, 36, zabity na posterunku policji w Gazalkent, niedaleko
      Taszkientu. Zmarł na skutek tortur.
      hrw.org/english/docs/2004/05/21/uzbeki8604.htm
      Otamaza Gafarov miał być wypuszczony we wrześniu 2003 z więzienia w Chirchik w
      Uzbekistanie Połnocnym. Zamiast tego zmarł na skutek tortur3 maja.

      Samandar Umarov, luty 2005: Działacze Ruchu Praw człowieka przeprowadzający
      obdukcję ciała Umarowa, ewidentnie zmarłego na skutek tortur, sami znaleźli się
      w niebezpieczeństwie. Vasila Inoiatova, przewodniocząca muzułmańskiej
      organizacji praw człowieka Ezgulik została wezwana do Ministra Sprawiedliwości,
      który ustnie i na wręczonym jej piśmie oskarżył Ezgulik o działalność wywrotową
      i naruszenia prawa wolności informacji poprzez poinformowanie organizacji
      międzynarodowych o śmierci Umarova. Ustnie i pisemnie ostrzegł, że "w przypadku
      kolejnego naruszenia, zostaną podjęte wszystkie środki, jakie okażą się niezbędne."

      hrw.org/doc/?t=europe&c=uzbeki
      Uzbekistan�s disastrous human rights record:
      hrw.org/english/docs/2005/01/13/uzbeki9895.htm
      • hasz0 Dziękuję - jeszcze sprzatam ale przeczytam/n 14.05.05, 16:35
        • owca_czarna Haszu, w mediach jak dotąd mało wiadomości 14.05.05, 16:43
          W radiu podano, że w Uzbekistanie zginęło 30 osób (?) i że nie jest to kolejna
          kolorowa rewolucja. Nazwali wprost, wojna domowa w Kotlinie Fergańskiej.

          czarna_owca
          • patience Zginelo miedzy 200 a 300 14.05.05, 17:07
            Reporter Associated Press osobiscie widział 23 ciala. Strzelano do tlumu ktory
            sie zgromadzil na demonstracji protestacyjnej na rynku w piatek. Po strzelaninie
            zolnieze zniesli ciala na bok i zostaly wywiezione ciezarowkami w niewiadomym
            kierynku, co potwierdza wiele niezaleznych swiadkow. Wsrod zabitych jest sporo
            kobiet. Na granicy z Kyrgistanem zaczeli gromadzic sie uchodzcy, od rana do
            teraz zgromadzilo sie okolo 4 tysiace osob. Czekaja na decyzje wladz Kyrgistanu
            w sprawie otwarcia granicy. Na rynku w Andijan znowu gromadza sie ludzie,
            przyniesli ze soba ciala 6 osob ktore zdazyli wyniesc z placu. Posterunki w
            miescie zostaly ufortyfikowane, skrzyzowania blokuja ciezarowki z wojskiem.
            Karimow zrobil konferencje prasowa, na ktorej oskarzyl demonstrantow o
            sprowokowanie strzalow. A minister Spraw Wewnetrznych Zakir Almatov powiedzial,
            cytuje: "Nie dbamy, czy umrze 200, 300 czy 400 osob. Mamy sile i tak czy inaczej
            was stad pogonimy" Mamy nazwiski przywodcy protestujacych: nazywa sie Kabuljon
            Parpiyev i ma 42 lata. Parpijew mowi, ze w piatek rano przed masakra Almatov
            wstepnie zgodzil sie na negocjace i zaprosil do ministerstwa jeszczze w
            godzinach porannych zeby wysluchac postulatow, ale w nastepnym telefonie
            powiedzial, ze negocjacji nie bedzie.

            PS. To jest rewolucja. Ta sama, co na ukrainie. Tylko tym razem - krwawasad
    • patience Info z Muslim Uzbekistan o reakcjach Rosji 14.05.05, 16:53
      UZBEKISTAN FIRED ON PEACEFUL DEMONSTRATORS. IS RUSSIA PLEASED NOW?
      Źródło: Muslim Uzbekistan, sobota 14 maja 2005, 07:57:53 GMT
      musli197.securesites.net/eng/ennews/2005/05/ennews14052005.html
      Opisując wydarzenia w Uzbekistanie jako "sprawę wewnętrzną" Moskwa ujawniła, że
      jest poważnie zaniepokojona ostatnimi wydarzeniami w północno wschodnim
      Uzbekistanie. Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Alexander Yakovenko
      powiedział, że Kreml jest zaniepokojony żądaniami rezygnacjiwysuwanymi pod
      adresem premiera Uzbekistanu Żądania takie pojawiły się na ustach demonstrantów
      w Andijanie, czwartym co do wielkości mieście Uzbekistanu, gdzie na 300 tysięcy
      ludzi mieszka tylko 80 Rosjan. "Mamy nadzieję, że stabilność i legalny porządek
      zostaną przywrócone w tym mieście Uzbekistanu Wschodnego" - powiedział w piątek,
      tj. wczoraj, przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji. Powiedział
      też, że będzie się starał podtrzynmywać kontakt z rosyjskimi misjami
      dyplomatycznymi w Uzbekistanie.

      Dyrektor Rosyjskiego Centrum Kulturalnego w Andijan Piotr Volkov powiedział
      agencji Novosti przez telefon w piątek, że "o ile mi wiedomo, nie ma do tej pory
      żadnych ofiar. Strzały padły kiedy większość ludzi była w domach. Rynki miejskie
      zostały zamknięte, dzieciom kazano zostać w domach... Teraz jest w mieście
      spokój. Są ludzie na ulicach. Głowna promenada miejska Navoi została odizolowana
      kordonem, a inne ulice są otwarte dla transportu miejskiego."

      Raporty naocznych świadków, w tym działaczy praw człowieka i niezależne media
      dają przeciwny obraz. Dzisiaj rano Muzaffarmirzo Iskhakov - szef lokalnego
      oddziału organizacji praw człowieka "Ezgulik" powiedział, że zabito około 300
      osób, w tym wiele kobiet. Inny podał, że ciała załadowano na ciężarówki i
      wywiezionio w nieznanym kierunku. Cale miasto jest w szoku.

      Tymczasem rosyjscy eksperci zgadzają się, że prezydent Uzbekistanu użyje siły
      dla ratowania swego tronu. Na przykład profesor Andranik Migranyan z
      Moskiewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych powiedział agencji Novosti, że
      "władze Uzbekistanu do tej pory sprawnie łamały wszystkie oznaki oporu, i to
      samo zrobią dzisiaj." Sergei Mikheyev z Centrum Technik Politycznych powiedział,
      że "Karimov jasno dał do zrozumienia, że jego głównym celem jest utrzymanie
      władzy. Przywróci ład i porządek niezależnie od ceny."

      Rosyjski ekspert do spraw międzynarodowego terroryzmu, który wolał zostać
      anonimowy, powiedział Novosti, że: "Niepokoje w Andijanie są dobrze zaplanowaną
      akcją... już pobieżna analiza zachowań policji wskazuje, że jej działania były
      zaplanowane i przygotowane wcześniej."

      Dina Malysheva, wiodący naukowiec z Instytutu Światowej Ekonomii i Spraw
      Międzynarodowych, powiedziała, że "niepokoje w Andijanie mogą zdestabilizować
      sytuację w Azji Centralnej."

      Minister Przemysłu i Energii w Rosji był jeszcze bardziej otwarty: "w razie
      potrzeby Rosja może pomóc uzbeckim władzom rozwiązać kryzys w Andijanie" i
      dodał, że Rosja nie może być bezczynna w obliczu wydarzeń w Uzbekistanie.

      W miarę narastania napięcia rosyjscy oficjele zaczęli dawać bardziej nerwowe
      wypowiedzi. Dyrektor Instytutu Byłych Repoublik ZSRR i członek Dumy Konstantin
      Zatulin otwarcie domagał się od władz uzbeckich, by szybciej "rozwiązywały
      problem." Uzasadnił ponaglenie tym, że Jeśli uzbecki rząd nie podejmie
      właściwych środków, niepokoje mogą się zacząć w innych miastach Uzbekistanu".
      Mówiąc o przyczynach demonstracji w Andijan powiedział, że "pewne siły
      zewnętrzne mogą stać za tym." - "Uzbekistan ustatnio przestał wspierać USA i
      zaczął prowadzić ostrożną politykę. Po wydarzeniach w Kyrgistanie oni (rząd
      Uzbekistanu) doszli do wniosku, że USA nie wspiera lokalnych interesów" - dodał
      deputowany.

      Jego zdaniem po zdławieniu zgromadzeń w Andijan mogą nastąpić represje przeciwko
      opozycji. "To może spowodować jakieś nieprzemyślane reakcje w regionach, gdzie
      Karimow jest bardzo niepopularny. Siły zewnętrzne, w tym kongres USA, mogą
      próbować wykorzystać sytuację" ostrzegł Konstantin Zatulin.

      Islam Karimov, komunistyczny boss z sowieckiej epoki, rządzi Uzbekistanem od
      1991. Ostatnie bezkrwawe rewolucje w postsowieckich republikach, w tym w
      sąsiednim Kyrgistanie, zaniepokoiły dyktatora i zacieśniły jego więzi z Rosją.
      Między innymi Uzbekistan wycofał się z "antyrosyjskiego" bloku GUUAM na początku
      tego miesiąca.

      Uzbecki dyktator Karimov w odróżnieniu od Akayewa z Kyrgistanu jeszcze raz
      potwierdził swoją brutalność nakazując strzelanie do demonstrantów. Agencje
      informacyjne podają, że wcześniej rebelianci apelowali do prezydenta Rosji o
      interwencję i mediację aby zatrzymać dalszy rozlew krwi. Wygląda jednak, że nie
      było w interesie Moskwy zakończenie zamieszek bez "właściwych środków."
    • patience Zamieszki wybuchly pod granica z Kyrgistanem 14.05.05, 17:29
      ANDIJAN, Uzbekistan - Rebelianci zdobyli budynki rzadowe w uzbeckim miasteczku
      Korasuv graniczacym z Kyrgistanem, spalili samochody policji i pobili straz
      graniczna. Tysiace przerazonych Uzbekow zmierza w strone granicy. Korasuv
      znajduje sie okolo 30 mil na wschod od Andijanu, dokladnie na granicy z
      Kyrgistanem. Przedziela go mala rzeczka. Nad miasteczkiem widziano krazace
      helikoptery.

      Wczesniej w dniu dzisiejszym prezydent Islam Karimov oswiadczyl ze wojsko bylo
      zmuszone strzelac gdyz rebelianci probowali przerwac kordon. Zglaszaja sie
      kolejni swiadkowie podajacy liczbe okolo 200 zabitych.

      Associated Press, znalezione 4 minuty temu.
    • patience Po czym poznac ze to Kubus Puchatek? Po kobietach 14.05.05, 17:38
      Ten reporter Associated Press liczacy ciala zabitych i naboje na ulicy nazywa
      sie Bagila Bukharbayeva. To ona osobiscie widziala 23 ciala (w tej chwili
      podaje juz 30) i to ja cytuja gazety na calym swiecie. Kobieta prawniczka,
      kobieta reporterka... Nikt mi nie powie, ze rebelianci to islamisci.

      Bagila znalazla kolejnych swiadkow, ktorzy widzieli ciala skladowane za szkola,
      w poblizu tego placu. Wywozenie cial po nocy ciezarowkami nie pomoze. Nie wypra sie.
      www.canada.com/news/world/story.html?id=59412ead-71c8-492a-8232-ca11ca934510
    • patience Karimov oskarza Kyrgistan 14.05.05, 17:50
      Karimov powiedzial, ze "wydarzenia w Andijan rozwinely sie wedlug scenariusza
      Kyrgistanu" Dodal, ze "guerilla" ma nadzieje oslabic rzad, i ze ze zmiany wladzy
      moze wyniknac tylko chaos. Powiedzial rowniez, ze "wydarzenia w Andijan nie
      byly spontaniczne i najprawdopodobniej przygotowywano je od trzych do 6 miesiecy
      wczesniej".

      Jesli chodzi o "guerille" to Karimow oswiadczyl, ze ucieka z miasta w trzech
      kierunkach. Wg jego slow guerilla podzilila sie na 3 grupy kiedy zapadly
      ciemnosci z piatku na sobote i kiedy zobaczyli, ze "pierscien sie zaciesnia", a
      czesc uciakla do Kyrgistanu.

      www.uzreport.com/e/index.cfm?sec=1&subsec=1&n_ID=16763
      • drf Tadjikistan 14.05.05, 23:19
        centrum azji...powazna sytuacja...
        crying((
        • drf Lutfula Shamsutdinov and Babur 15.05.05, 01:31

          Lutfula Shamsutdinov, a member of the Apelyatsiya human rights group in Andijan,
          said that he had witnessed soldiers “loading 300 bodies into three trucks and a
          bus in the street opposite the cinema”. The claim was impossible to verify and
          access to the hospital blocked. In the capital Tashkent, Karimov said only about
          30 people had died. He described the turmoil as part of a plot by the outlawed
          Hizbut Tahrir, an Islamic group, to seize power in the ex-Soviet republic.

          www.dailytimes.com.pk/default.asp?page=story_15-5-2005_pg1_5
          Meanwhile, some 500 Uzbek refugees broke through a closed border into Kyrgyzstan
          on Saturday, fleeing violence in Andijan, Kyrgyz authorities said.

          President Vladimir Putin spoke by phone on Saturday with his counterpart in
          Uzbekistan and expressed Russia’s “serious concern” about the danger of
          instability in former Soviet Central Asia, the Kremlin said. The European
          Commission also voiced concern at the escalation of violence in Uzbekistan, but
          said the government’s disregard for human rights was partly to blame.

          ....................

          www.hindu.com/thehindu/holnus/000200505150301.htm
          PEOPLE: Ethnic Uzbeks make up about 80 percent of the country's 26 million
          population, Russians about 5.5 percent, Tajiks 5 percent, Kazakhs 3 percent and
          a scattering of other ethnic groups make up the rest. Interethnic conflicts have
          erupted in recent years, particularly among Uzbeks and Tajiks, and Uzbeks and
          Meskhetian Turks exiled there under Stalin.
          ...........................

          In the afternoon, about 4,000 protesters massed in the central square and set up
          a podium under a monument to Babur, an Uzbek prince, where speakers complained
          of unemployment and living in poverty. For some, it was the first time in their
          lives they were able to speak out in public.

          But shortly before dusk, the soldiers moved in and opened fire, and the
          demonstrators fled.

          www.kentucky.com/mld/heraldleader/news/world/11645441.htm
          Zahir-ud-din Mohammad Babur, (alternative spellings Zaheeruddin and Babar or
          Baber (February 14, 1483 - December 26, 1530) was a famous conqueror of North
          India. In 1526 he founded the Mughal Empire and Mughal dynasty.

          Zahir-ud-din Mohammad was known as Babur, derived from the common Indo-European
          word for "Beaver" (The notion that it comes from the Persian Babr meaning
          "Tiger", is erroneous). Babur was a descendant of the famed Turkish warrior
          Timur through his grandfather, the astronomer and Timurid Empire sultan Ulugh
          Beg, and of the all-conquering Mongolian leader Genghis Khan through his mother,
          Kutlak Nigar Khanum. Babur's father, Omar Sheikh, was king of Ferghana, a
          district of modern Uzbekistan, and Babur was born there in the city of Andijan.
          Omar Sheikh died in 1495. Babur, though only twelve years of age, succeeded to
          the throne. An attempt made by his uncles to dislodge him proved unsuccessful,
          and no sooner was the young sovereign firmly settled than he began to meditate
          an extension of his own dominions.

          In 1497, Babur attacked and gained possession of Samarkand, to which he always
          seems to have thought he had a natural and hereditary right. A rebellion among
          his nobles robbed him of his native kingdom, and while marching to recover it,
          his troops deserted him and he lost Samarkand. After some reverses, Babur
          regained both places, but in 1501 his most formidable enemy, Muhammad Shaybani,
          khan of the Uzbeks, defeated him in a great engagement and again he lost Samarkand.

          For three years, Babur wandered, vainly trying to recover his lost possessions.
          He managed to gather sufficient troops in 1504; crossing the snowy Hindu Kush,
          Babur besieged and captured the strong city of Kabul. With this dextrous move,
          he gained a wealthy new kingdom and re-established his fortunes.

          In the following year, Babur united with Husayn Bayqarah of Herat against
          Muhammad Shaybani. The death of Husayn Bayqarah (1506) put a stop to this
          expedition, but Babur spent a year at Herat, enjoying the pleasures of that
          capital. Babur returned to Kabul in time to quell a formidable rebellion, but
          two years later a revolt among some of the leading Moguls drove him from his
          city. He was compelled to take to flight with very few companions, but through
          courage and daring struck the army of his opponents with such dismay that they
          again returned to their allegiance and Babur regained his kingdom.

          After the death of Muhammad Shaybani in 1510, Babur once again endeavoured to
          obtain possession of his ancestral Timurid Empire territories. He received
          considerable aid from the Persian Safavid Empire's shah Ismail I and in 1511
          made a triumphal entry into Samarkand. However, he was utterly defeated by the
          Uzbeks in 1514 and only reached Kabul with great difficulty.

          Babur now resigned all hopes of recovering Ferghana; although he dreaded an
          invasion of the Uzbeks from the West, his attention increasingly turned to
          India. He had made several preliminary incursions when an opportunity presented
          itself for a more extended expedition in 1521. Ibrahim Lodi, sultan of the Delhi
          Sultanate, was detested and several of his Afghani nobles asked Babur for
          assistance.

          Babur immediately assembled a 12,000-man army, complete with limited artillery,
          and marched into India. Ibrahim advanced against him with 100,000 soldiers and
          100 elephants. Their great battle, the First battle of Panipat, was fought on
          April 21, 1526. Ibrahim Lodi was slain and his army routed and Babur at once
          took possession of Agra.

          A more formidable enemy awaited Babur. Rana Sanga of Mewar collected an enormous
          force of 210,000 men and attacked the invaders. On all sides there was danger
          and revolt; even Babur's own soldiers, worn out with the heat of this new
          climate, longed for Kabul. Babur restored their courage though inwardly losing
          confidence. In distress, Babur renounced the wine to which he had been addicted.
          In battle of Khanua, on March 16, 1527, he won a great victory and made himself
          absolute master of North India.

          In battle of Ghaghara River, on May 6 1529, Babur defeated Mahmud Lodi, brother
          of Ibrahim Lodi.

          The remaining years of Babur's life he spent in arranging the affairs and
          revenues of his new empire and in improving his capital, Agra. He died in his
          forty-eighth year. His son, Humayun, inherited his throne.

          Babur wrote his memoirs, the Baburnama, in the Turkish lingua franca Chaghatai.

          en.wikipedia.org/wiki/Babur
          • drf PAMIETNIKI BABURA 15.05.05, 01:51
            THE MEMOIRS OF BABUR


            The "Memoirs of Babur" or Baburnama are the work of the
            great-great-great-grandson of Timur (Tamerlane), Zahiruddin Muhammad Babur
            (1483-1530). As their most recent translator declares, "said to 'rank with the
            Confessions of St. Augustine and Rousseau, and the memoirs of Gibbon and
            Newton,' Babur's memoirs are the first--and until relatively recent times, the
            only--true autobiography in Islamic literature." The Baburnama tells the tale of
            the prince's struggle first to assert and defend his claim to the throne of
            Samarkand and the region of the Fergana Valley. After being driven out of
            Samarkand in 1501 by the Uzbek Shaibanids, he ultimately sought greener
            pastures, first in Kabul and then in northern India, where his descendants were
            the Moghul (Mughal) dynasty ruling in Delhi until 1858.

            The memoirs offer a highly educated Central Asian Muslim's observations of the
            world in which he moved. There is much on the political and military struggles
            of his time but also extensive descriptive sections on the physical and human
            geography, the flora and fauna, nomads in their pastures and urban environments
            enriched by the architecture, music and Persian and Turkic literature patronized
            by the Timurids. The selections here--all taken from his material on
            Fergana--have been chosen to provide a range of such observations from the
            material he recorded at the end of the 1490s and in the first years of the
            sixteenth century. It should be of some interest to compare his description of
            Samarkand with that of the outsider, Clavijo, from a century earlier.

            This translation is based on that by Annette Beveridge, The Babur-nama in
            English, 2 v. (London, 1921), but with substantial stylistic revision to
            eliminate the worst of her awkward syntax. I have chosen to use Beveridge's
            indications of distances in miles rather than confuse the reader with the
            variable measure of distance provided in the original. An elegantly produced
            modern translation is that by Wheeler M. Thackston, The Baburnama: Memoirs of
            Babur, Prince and Emperor (Washington, D. C., etc., The Smithsonian Institution
            and Oxford University Press, 1996). I have consulted Thackston and occasionally
            used his readings and renderings of the place names where the Beveridge
            translation was obscure. I would warn readers that my editing of the text has
            been done in some haste; further work would be needed to improve the style and
            standardize usages.

            Interspersed in the text are illustrations, some being contemporary views of
            places Babur describes; the others (which may be enlarged by clicking on the
            thumbnails) taken from the miniatures of an illustrated copy of the Baburnama
            prepared for the author's grandson, the Mughal Emperor Akbar. (The title page is
            here on the right.) It is worth remembering that the miniatures reflect the
            culture of the court at Delhi; hence, for example, the architecture of Central
            Asian cities resembles the architecture of Mughal India. Nonetheless, these
            illustrations are important as evidence of the tradition of exquisite miniature
            painting which developed at the court of Timur and his successors. Timurid
            miniatures are among the greatest artistic achievements of the Islamic world in
            the fifteenth and sixteenth centuries.

            depts.washington.edu/uwch/silkroad/texts/babur/babur1.html
            ......................................

            The road to the Taj Mahal leads through Samarkand.

            wink))
          • kropekuk A Amerykanie nie powiedzieli ani slowa o swych 15.05.05, 05:57
            islamskich wiezniach, odsylanych na "uslugowke torturowa" do Uzbekistanu?
            Wielka szkoda wink
    • krzys52 Gdzie zapodzial sie post Patience??? 15.05.05, 03:58
      Re: Errata
      Autor: europitek
      Data: 14.05.2005 08:38 + dodaj do ulubionych wątków

      skasujcie post

      + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      Inkryminowany aktykul zniknal z GW (wyborcza.gazeta.pl).
      Linki do info sa w:
      Czy zamknac Aquanet? post: patience "A gdzie dokladnie?" z 14.05 godz 3.31.

      W imieniu "GW" przepraszamy PT Klientow za chwilowe utrudnienia.sad

      ;;;
      Bardzom ciekaw tego artykulu, a Twojego postu z linkiem znalezc nie moge sad

      Pozdrowka

      PS Mam nadzieje, ze nie pognalas do Uzbekistanu...




      • patience Re: Gdzie zapodzial sie post Patience??? 15.05.05, 04:11
        Wybiorcza swiruje, puscila artykul a potem skasowala. To w pewnym sensie jest
        wycieczka do zrodel, wszystko sie rozstrzygnie w azji... Kuknij na
        Jaruzelskiego, dawno nie byl taki odprezony... Ale tez dawno nie bylo takiej
        jawnosci, w kazdym razie nie pamietam czegos takiego. Na tym tle zreszta bedzie
        rozlam na poziomie swiadomosciowym w PZPR, bo jednak nie kazdy jest syberyjskim
        Gollumem

        info.onet.pl/1096639,11,item.html
    • patience Rzeczpospolita 15.05.05, 12:48
      UZBEKISTAN Czy nadchodzi rewolucja islamska
      Krwawa rozprawa z buntownikami

      W kolejnym kraju Wspólnoty Niepodległych Państw doszło do antyrządowych
      wystąpień. Zbuntowały się tysiące mieszkańców Andiżanu w Uzbekistanie. Prezydent
      Isłam Karimow zareagował zdecydowanie.

      W walkach z przysłanymi oddziałami wojskowymi zginęło prawdopodobnie około 50
      osób. Niektóre źródła podawały, że zabitych i rannych były setki.

      Żołnierze strzelali do demonstrantów bez ostrzeżenia. Nie oszczędzali kobiet i
      dzieci - cytował rosyjski serwis internetowy gazeta.ru uzbecką dziennikarkę
      Galimę Bucharbajewą, obecną w Andiżanie. Buntownicy odpowiedzieli ogniem. Ich
      opór nie trwał jednak długo. Jak informowały agencje, wieczorem w mieście
      panował spokój, wojsko przejęło kontrolę nad najważniejszymi obiektami.

      Buntownicy wznosili także fundamentalistyczne hasła islamskie. - Naród powstał -
      krzyczał Walijon Atachonżonow, jeden z liderów buntu. - Chcemy wolności! Chcemy
      sprawiedliwości! - krzyczeli inni, domagając się rezygnacji prezydenta Isłama
      Karimowa i wprowadzenia demokratycznych rządów. Rebelia zaczęła się w nocy z
      czwartku na piątek. Grupa kilkudziesięciu uzbrojonych mężczyzn zaatakowała
      najpierw wojskowy garnizon w Andiżanie, trzecim co do wielkości mieście
      Uzbekistanu, położonym w Kotlinie Fergańskiej, na wschodzie kraju. Kotlina
      uchodzi za bastion prześladowanej opozycji islamskiej.

      Dzięki ukradzionej broni rebeliantom udało się zdobyć miejscowe więzienie.
      Wolność odzyskało 23 biznesmenów oskarżonych przed rokiem o przynależność do
      grupy ekstremistów islamskich Akramia oraz cztery tysiące więźniów politycznych
      i zwykłych kryminalistów. Wszyscy rozpoczęli marsz w kierunku centrum miasta.
      Wielu było zamaskowanych i uzbrojonych w karabiny maszynowe. Zajęli siedzibę
      burmistrza i administracji Andiżanu.

      Jeden z uwolnionych biznesmenów za pośrednictwem rosyjskiego portalu ferghana.ru
      wzywał Rosję do mediacji. Nic z tego nie wyszło. Karimow był do wieczora w
      Andiżanie. Jego wojska bezwzględnie rozprawiły się z demonstrantami.

      USA wezwały obie strony do unikania przemocy, Rosja potępiła atak "ekstremistów".

      ====

      Mozna powiedziac, ze Rzepa dala ciala. Albo zrozumiala co trzeba. Tyle, ze
      Amerykanie popelniaja blad...
      • patience Re: Rzeczpa -link + Bunt fundamentalistow 15.05.05, 12:54
        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050514/swiat/swiat_a_3.html - to
        artykul powyzej

        erzy Haszczyński, kierownik działu zagranicznego "Rzeczpospolitej"

        To będzie inna rewolucja

        Czy mamy do czynienia z nową rewolucją w krajach byłego ZSRR? Jeszcze nie, ale
        lada moment można się jej spodziewać. Byłaby to jednak inna rewolucja niż w
        Gruzji, na Ukrainie czy w sąsiedniej Kirgizji. Już polała się krew, prezydent
        Karimow nie zamierza łatwo oddać władzy, która jest oparta na represjach oraz
        sile milicji i służb bezpieczeństwa.

        Różne jest więc zachowanie władz, które buntowników nazwały terrorystami. I inny
        charakter ma bunt na razie ograniczony do miasta Andiżan. Oprócz haseł
        społecznych, związanych ze znanymi z całego obszaru postradzieckiego zjawiskami
        biedy, bezrobocia i braku perspektyw, pojawiły się i polityczno-religijne. Są to
        hasła fundamentalistów islamskich utworzenia państwa islamskiego i wprowadzenia
        szariatu. Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek spełnienia się czarnego scenariusza
        rewolucji islamskiej w postradzieckiej Azji Centralnej.

        Nie jest to wyłącznie bunt zniechęconego do władz ludu. Z tym buntem, co ważne
        masowym, problem będzie miał nie tylko Karimow, słusznie krytykowany na
        Zachodzie za łamanie praw człowieka. To także problem dla Zachodu i dla Rosji. W
        tym wypadku Waszyngton i Moskwa mogą zająć to samo stanowisko. Dla obu wizja
        nowego państwa w rękach fundamentalistów islamskich jest równie przerażająca.

        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050514/swiat/swiat_a_6.html

        Totalna glupota...
        Wojny z religia jeszcze nikt nie wygral.
        • europitek Re: W kwestii formalnej 15.05.05, 20:04
          W odniesieniu do krajow srodkowoazjatyckich, ktore wchodzily w skald b.ZSRR,
          trzeba zawsze pamietac, ze stosowanie naszych (europejskich) miar jest czesto
          bardzo mylace. To co sie tam dzieje moze miec zupelnie inny wymiar niz to
          wyglada na "europejski" rzut oka. Krajami tymi rzadza uklady klanowe (rodowe
          lub terytorialne) i wiekszosc konfliktow wybucha w wyniku tarc miedzy nimi.
          Nawet w czasach ZSRR nie bylo inaczej, a wlasnie Uzbekistan byl tego najlepszym
          przykladem.
          Bezwzgledna reakcja Karimowa zupelnie mnie nie dziwi, gdyz dobrze pasuje do
          miejscowej tradycji w sposobie sprawowania wladzy i nie ludzilbym sie, ze po
          ewentualnym jego obaleniu cos sie moze zmienic w sposob radykalny. Upadnie
          Karimow, wladze obejmie jakis inny klan i nadal bedzie po staremu. I tym
          wlasnie rozni sie Uzbekistan od Ukrainy.
          I chyba dlatego "swiat" ma to gdzies, ze zginelo kilkuset ludzi.

          • patience Nie.... 15.05.05, 21:22
            Karimov to nie 'lokalne plemie' tylko aparatczyk jeszcze z czasow zsrr. Byl
            przeciwko niepodleglosci uzbekistanu, a skoro sie zsrr posypal i tak, to gra
            mecz prorosyjski, mniej wiecej tak samo, jak lukaszenka. Roznica polega na tym,
            ze uzbekistan to rodzaj dealu miedzy putinem a bushem. za kase wynajem lotniska
            oraz wiezien do przechowywania - i torturowania wiezniow podejrzanych o terroryzm.
            • owca_czarna Patience ... 15.05.05, 22:19
              patience napisała:

              > Karimov to nie 'lokalne plemie' tylko aparatczyk jeszcze z czasow zsrr. Byl
              > przeciwko niepodleglosci uzbekistanu, a skoro sie zsrr posypal i tak, to gra
              > mecz prorosyjski, mniej wiecej tak samo, jak lukaszenka. Roznica polega na tym,
              > ze uzbekistan to rodzaj dealu miedzy putinem a bushem. za kase wynajem lotniska
              > oraz wiezien do przechowywania - i torturowania wiezniow podejrzanych o terrory
              > zm.

              tak na mój babski rozum, 3 kadencja Karimova miała kończyć się w 2006 roku, i
              dlaczego Uzbecy swojego niezadowolenia z rządów nie chcieli wyrazić w sposób
              pokojowy, w głosowaniu, tak jak to bylo na Ukrainie. Karimov rządził przecież
              od 1991 roku, wytrzymali 14 lat, to nie mogli zaczekać do wyborów? Może to i
              głupie pytanie, ale mnie tak nurtuje, szczególnie jak patrzę na te biedne dzieci.

              czarna_owca
              • patience Glownie dlatego ze rezim zabijal... 16.05.05, 03:26
                Ci wiezniowie by nie doczekali 2lata... Mi sie to kojarzy z Placem Tiananmen.

                Wiadomo, że bunt w Andiżanie zaczął się od szturmu na więzienie. Zbliżała się
                północ z czwartku na piątek, gdy pod więzienną bramę zajechało kilkanaście
                samochodów, z których wypadło 30-40 uzbrojonych mężczyzn. Po krótkiej
                strzelaninie zdobyli więzienie, z którego błyskawicznie uciekło 2-3 tys.
                skazańców. Część z nich była więziona za niezależne poglądy polityczne, co w
                Uzbekistanie zawsze było ciężką zbrodnią.

                Atakiem na więzienie kierowali przyjaciele 23 miejscowych przedsiębiorców,
                których władze oskarżyły o działalność wywrotową. Odkąd w lutym zaczął się ich
                proces, przed ratuszem, nie bacząc na grożące represje, coraz tłumniej zbierali
                się zwolennicy biznesmenów, żądając ich uwolnienia.

                Dla mieszkańców Andiżanu rzekomi wywrotowcy byli bowiem dobrodziejami. Dawali
                pracę w regionie, gdzie bardzo trudno dziś o płatne zajęcie. Jako pobożni
                muzułmanie pomagali biednym, których w Ferganie jest wyjątkowo wielu.

                Ta niezależność i dobroczynność sprowadziła na nich kłopoty. W dodatku
                przedsiębiorcy nie kryli podziwu dla sufickiego mędrca Akrama Jułdasza, który
                przestrzegał przed muzułmańską rewolucją, a zachęcał wiernych do pracy
                organicznej, by w ten sposób przekształcić Uzbekistan w sprawiedliwe islamskie
                państwo sług Najwyższego.

                Jułdasz trafił oczywiście do więzienia. Już w 1998 r. dostał 2,5 roku za
                posiadanie narkotyków. W żadnym innym kraju na świecie dysydenci nie wpadają tak
                masowo w ręce policji z kieszeniami wypchanymi haszyszem, pistoletami czy choćby
                pociskami. W 1999 r., gdy w Taszkiencie doszło do serii zamachów bombowych,
                Jułdasz dostał dodatkowo 17 lat za terroryzm.

                Zwolennicy Jułdasza, znani jako akramowcy, wywodzą się właśnie z Andiżanu. I
                choć przestrzegają przed skrajnościami, zostali przez władze okrzyknięci
                muzułmańskimi fanatykami, towarzyszami broni rewolucjonistów i terrorystów z
                ruchu Hezb ut-Tahrir i Muzułmańskiego Ruchu Uzbekistanu, jednej z bardziej
                aktywnych grup stowarzyszonych z al Kaidą.

                - Nie chcemy obalać rządu! Nie chcemy rewolucji! Chcemy pracy! - tłumaczą
                przywódcy andiżańskiego buntu. Ale w kilkudziesięciotysięcznym tłumie na placu
                przed ratuszem było także wielu ludzi z karabinami, którzy domagali się
                ustąpienia dyktatora Karimowa, a także uwolnienia z więzienia Akrama Jułdasza.

                serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,2707593.html
                • europitek Re: Glownie dlatego ze rezim zabijal... 16.05.05, 06:19
                  Chyba sie nie zrozumielismy. Ja twierdze, ze byle republiki azjatyckie sa
                  terenem, na ktorym nasze europejskie rozumienie polityki zawodzi, jesli nie
                  bierze sie pod uwage miejscowych zwyczajow politycznych. A bardzo
                  waznym "zwyczajem" jest tam wlasnie klanowosc i to odroznia te kraje od np.
                  Bialorusi. Radzieccy wladcy republik azjatyckich, z malymi wyjatkami byli
                  rowniez ludzmi tradycyjnych klanow. W jednej z republik rodzinna dynastia
                  rzadzila nieprzerwanie przez ponad 50 lat. Moskiewskiej "centrali" taki uklad
                  odpowiadal, poniewaz lojalni wasale zapewniali spokoj w swoich lennach i nie
                  wtracali sie do polityki seniora. Mieli rowniez bardzo sympatyczny zwyczaj
                  skladania seniorowi obfitych danin: bogato wyszywane zlotem miejscowe stroje, a
                  Brezniew dostal od jednego z nich nawet wlasne popiersie odlane w zlocie.
                  Dopiero Gorbaczow podjal probe rozbicia tego ukladu, co udalo mu sie tylko
                  czesciowo. Uzbekistan - w szczegolnosci - byl republika rzadzona przez "mafie",
                  przy ktorej znane nam europejskie i amerykanskie organizacje tego typu mozna
                  nazwac grupka kieszonkowcow.
                  Chodzilo mi, wracajac do tematu, ze bezwzgledna reakcja Karimowa jest w tamtej
                  rzeczywistosci czyms normalnym, poniewaz przywodcy klanowi traktuja buntownikow
                  z innych klanow jak wrogow zewnetrznych. W tym rejonie Azji nadal obowiazuje
                  feudalne rozumienie panstwa i polityki, nie ma narodu - sa klany, ktore od
                  wiekow walcza miedzy soba o zagarniecie jak najwiekszej wladzy i bogactw. Pod
                  wieloma wzgledami jest to sytuacja podobna do Afganistanu.
                  Kotlina ferganska "ma pecha", ze Karimow jest z polnocy - na "swoich" ziemiach
                  bylby bardziej "delikatny". Miejscowi to wiedza i dlatego zdaja sobie sprawe,
                  ze nie ma co liczyc na jekies tam "wybory", ktore sa typowym pozoranctwem na
                  zewnetrzny uzytek - zeby sie zagranica nie czepiala. Oni wiedza, ze jedyna
                  skuteczna metoda jest zbrojny bunt, na tyle silny, by zmusic wladce do ukladow
                  i podzielenia sie bogactwem, a byc moze i wladza.
    • patience Re: Muslim Uzbekistan 15.05.05, 18:33
      musli197.securesites.net/eng/poll_andizhan.html
    • patience Pogrzeby... foto 15.05.05, 21:17
      musli197.securesites.net/eng/ennews/2005/05/images/1505_1.jpg
    • patience Azjatyckie Tiananmen 16.05.05, 03:35
      Co widzieli Mahmud i Dmitrij

      Strzały padły późnym popołudniem, gdy kilka tysięcy zebranych pod pomnikiem
      Babara demonstrantów zostało otoczonych przez żołnierzy, którzy zjechali do
      śródmieścia w ciężarówkach i wozach pancernych.

      - Około piątej, po przerwie na modły, ludzie zaczęli się zbierać na placu. Po
      godzinie przez plac przejechały z wielką prędkością dwa wozy pancerne i
      ciężarówka z żołnierzami. Ktoś rzucił kamieniem. Wielu ludzi zaczęło uciekać -
      opowiadali dziennikarzowi Agence France Presse dwaj uczestnicy wiecu, prosząc,
      by nazywać ich jedynie imionami Mahmud i Dmitrij. - Potem nadjechały jeszcze dwa
      wozy pancerne i zaczęły strzelać w tłum z działek i karabinów maszynowych.
      Strzelali też schowani za ich pancerzami żołnierze w hełmach i kamizelkach
      kuloodpornych. Mężczyźni na placu rzucili się na ziemię, ale kobiety stały,
      jakby myślały, że do nich nikt strzelać nie będzie. Jedna z trafionych kobiet
      upadła zaraz obok mnie. Widziałem też chłopców, którzy przyjechali na rowerach,
      i kiedy się zaczęło, nie wiedzieli dokąd uciekać. Dwóch zostało trafionych na
      moich oczach. Wszystko to trwało ponad godzinę. Krzyczeliśmy, machaliśmy rękami,
      żeby do nas nie strzelali, że nie mamy broni. Ale oni strzelali i strzelali.
      Potem przestali i nagle zerwała się ulewa. Uciekliśmy - mówią obaj świadkowie.

      Prawie przez całą noc z piątku na sobotę trwały walki między żołnierzami i
      uzbrojonymi buntownikami, którzy zabarykadowali się w ratuszu i biurze hakima,
      czyli wojewody. Sześciopiętrowy budynek spłonął, ale rebeliantom udało się
      uciec. Przez całą sobotę w wymarłym Andiżanie słuchać było strzelaninę -
      żołnierze ścigali umykających buntowników.

      Tysiące mieszkańców Andiżanu, obawiając się walk ulicznych, a także represji,
      ruszyło w sobotę do sąsiedniej Kirgizji. W 30-tysięcznym miasteczku Kara-Suu,
      rozdzielonym rzeką na część kirgiską i uzbecką, doszło walk. Rebelianci zdobyli
      i spalili siedzibę miejscowych władz i komendę policji. Kiedy wojsko otoczyło
      miasteczko, jego mieszkańcy wraz z uciekającymi z Andiżanu rzucili do ucieczki.
      Ludzie przeprawiali się na kirgiską stronę nawet wpław. Kirgizi, choć wcześniej
      zamknęli granicę z Uzbekistanem, przepuszczali uchodźców. W niedzielę pod
      Dżelalabadem, wznieśli nawet dla nich namiotowe miasteczko. Wśród uciekinierów
      jest wielu rannych, którzy nie chcieli się leczyć w Andiżanie w obawie przed
      represjami - rana postrzałowa mogła wszak posłużyć za dowód, że uczestniczyli w
      rebelii.
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,2710109.html
      • patience W blogu puscilam tlumaczenie tekstu 16.05.05, 11:11
        terra.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?309058
    • patience "Akramists," or a "green revolution." 16.05.05, 15:18
      May 16, 2005
      UZBEKISTAN'S NIGHTMARE: MADE IN WASHINGTON
      muslimuzbekistan.com/eng/ennews/2005/05/ennews16052005a.html

      By: Justin Raimondo
      Uploaded/Updated: Mon, 16 May 2005 11:36:04 GMT

      Why our government stands by Karimov – even as he massacres his own people

      Why is Washington standing by Uzbekistan's dictator Islam Karimov, even as he
      massacres his own people – 500 of them so far? "They shot at us like rabbits,"
      says one Uzbek who escaped the carnage in Andijan, where Uzbek troops fired
      directly into a crowd of thousands, killing "hundreds," according to news
      accounts. The whole world recoiled, but White House spokesman Scott McClellan
      echoed staunch U.S. ally President Karimov in answer to a question at the daily
      press briefing:

      "We have had concerns about human rights in Uzbekistan, but we are concerned
      about the outbreak of violence, particularly by some members of a terrorist
      organization that were freed from prison. And we urge both the government and
      the demonstrators to exercise restraint at this time. The people of Uzbekistan
      want to see a more representative and democratic government, but that should
      come through peaceful means, not through violence. And that's what our message is."

      We won't see any U.S.-backed and funded color-coded "revolution" in Uzbekistan
      against the viciously repressive neo-Soviet regime headed up by Karimov, the
      former head of the Uzbek Communist party. Go here for a documentary history of
      the Bush administration's nervous yet thorough support for the Uzbek strongman.
      What is really inexcusable, however, is that the Bushies are trumpeting a charge
      that has no apparent reality outside of the Uzbek regime itself.

      At a Tashkent press conference, Karimov repeated the assertion his propagandists
      have been making ever since the Uzbek secret police began their crackdown in the
      eastern city of Andijan at the beginning of this year, when 23 prominent
      businessmen were rounded up and jailed on charges of aiding and abetting
      "terrorist" organizations. According to Uzbek prosecutors, the 23 are associated
      with what Karimov called "a faction of Hizb ut-Tahrir," a radical Islamist group
      founded in 1953, in Jerusalem, by Taqiuddin al Nabhani, an appeals court judge.
      Now spread throughout Western Europe, Central Asia, and even reaching into
      China's far west, it calls itself the "Party of Liberation" and means to
      establish a worldwide caliphate, ostensibly by peaceful political means.

      The 23 entrepreneurs are all supposedly members of a secret organization known
      as "Akramia," named after its founder, Akram Yuldashev, author of an allegedly
      subversive tract, Yimonga Yul ("Path of Faith"), who, according to analysts such
      as Alisher Khamidov and others, argued that nonviolent tactics would never
      succeed in Uzbekistan. Khamidov's thesis, which has seeped into various news
      accounts of the events precipitating the massacre, is that "Akramia" was
      essentially a radical split-off from Hizb ut-Tahrir led by Yuldashev, supposedly
      a former member.

      Khamidov cites a single authority for this history of "Akramia," the alleged
      criminal conspiracy of Islamists behind the events in Andijan: Dr. Bakhtiar
      Babadjanov, author of Islam in the Social and Political Life of Uzbekistan. Dr.
      Babadjanov is described by Khamidov as a "Tashkent-based political scientist,"
      but one wonders what it is like being a "political scientist" in the
      neo-Stalinist world of Uzbek academia, where no criticism of the Great Leader is
      permitted and reams of turgid prose are churned out to justify a system that
      boils its opponents alive.

      The truth is that the concept of the semi-mythical "Akramia" originating as a
      split-off from the Party of Liberation, spread by Karimov's international amen
      corner, is nonsense, as the Web site of Forum 18, an organization that defends
      victims of religious persecution worldwide, clearly proves. In an interview with
      relatives and associates of the accused businessmen, reporter Ignor Rotar shows
      that efforts to quash any economic as well as political initiative motivated the
      authorities to frame and imprison the "Akramists." Even their alleged name is a
      lie, as Bakhrom Shakirov, father of one of the now-escaped prisoners, explained:

      "'The word "Akramia" was applied to us by the authorities, but we call our
      circle of people with a similar outlook "Birodar,"' he told Forum 18, citing the
      Uzbek and Farsi word for 'brotherhood.'"

      According to Shakirov, Yuldashev did not agree with the Hizb ut-Tahrir concept
      of establishing a new caliphate and was emphatically anti-political:

      "Yuldashev's main idea was that every Muslim should aspire to personal
      perfection and that then the world would gradually change for the better."

      Contrary to the rantings of the Uzbek prosecutors – and pro-Karimov commentators
      who seem to insinuate their message in nearly every account appearing in the
      Western "mainstream" media – Yuldashev's 1992 pamphlet, Yimonga Yul,

      "Did not touch on political issues, but considered general moral themes, arguing
      for the superiority of Islamic philosophy. A circle of sympathizers formed
      around him, who tried to follow Islamic guidelines in their own lives."

      Forum 18 reporter Rotar sets the record straight on Yuldashev's now-famous pamphlet:

      "Yuldashev's brochure contains no call to seize power violently, and a Russian
      translation by the Andijan-based human rights activist Saidjakhon Zaynabiddinov
      was posted on the centrasia.ru Web site on 25 August 2004. 'Anyone who reads
      Akram Yuldashev's brochure carefully will understand that the accusation that
      this philosophical tract calls for the violent overthrow of the authorities is
      simply absurd,' Zaynabiddinov told Forum 18 in Andijan last November, dismissing
      the dozens of references in the court verdict against Yuldashev which cited the
      pamphlet as the main proof against the author."

      What Khamidov cited as evidence that Yuldashev was planning a localized
      revolution "based [on] his tactics on the formation of cells that grouped
      individuals from the same professional background" turned out to be a Muslim
      mutual aid society that employed as many as 2,000. When the 23 were arrested,
      their assets were seized and everyone in town was out of work. This was the
      final straw as far as the general populace was concerned. What happened in
      Andijan had little to do with Islamic "extremism," mythical "Akramists," or a
      "green revolution." The rebellion was sparked by the same sort of issue that set
      off last year's riots in Kokand, the hub of the restive Ferghana valley, which
      broke out with gusto on Nov. 1.

      A crowd of up to 10,000 took to the streets, burned police guards, and beat
      government officials intent on enforcing the dreaded "Regulation No. 387," which
      stipulates that anyone dealing in imported merchandise must have personally
      brought the goods into the country. The rioters were traders at the Yangi Bazaar
      and their dependents, all of whom would have been put out of business by this
      utterly senseless decree. What's striking about the genesis of the Kokand
      rebellion is that a more economically wrongheaded regulation could hardly be
      imagined: unless, that is, a ruler is trying to deliberately impoverish people,
      all the better to keep them in their place.

      The popular response was swift and violent. As the Institute for War and Peace
      Reporting put it, the Kokand rising was "a sign that many Uzbeks are no longer
      prepared to put up with government restrictions on business." The attempt to
      characterize the economic activities of the 23 entrepreneurs who founded Birodar
      as a political conspiracy bent on "terrorism" is cut from the same cloth as
      "Regulation No. 387" – the pathological paranoia of a neo-Communist tyrant, a
      Stalin in miniature.

      E
      • patience STRAW CALLS FOR AN END TO THE BRUTAL REGIME IN UZB 16.05.05, 15:20
        BOOT HIM OUT: STRAW CALLS FOR AN END TO THE BRUTAL REGIME IN UZBEKISTAN
        muslimuzbekistan.com/eng/ennews/2005/05/ennews16052005e.html

        By: Brian Roberts
        Uploaded/Updated: Mon, 16 May 2005 11:35:39 GMT

        Straw plea on butcher of Uzbekistan

        Foreign Secretary Jack Straw yesterday called for an end to the brutal regime in
        Uzbekistan. As relatives of 500 protesters killed by troops in a city square
        began burying their dead, he urged a move to democracy.

        Straw said: 'The situation is very serious, there has been a clear abuse of
        human rights, a lack of democracy and a lack of openness.'

        The country's hardline president, Islam Karimov, has been accused of boiling
        dissidents alive.

        Islamic beards are banned and torture and human rights abuses are widespread.

        Yesterday, Uzbek security forces sealed off Andijan's city centre, where the
        atrocity took place on Friday.

        Straw said the British ambassador was meeting officials to reiterate Britain's
        call for 'transparency' about what is happening in the country.

        Britain wants the Red Cross and foreign observers to be allowed in to Uzbekistan.

        President Karimov has blamed the unrest in Andijan on criminals and Islamic
        radicals.

        However, critics argue he is using the threat of extremism as a cover to crush
        opposition.

        Critics of the United States also say its government has turned a 'blind eye' to
        the situationThe US has an air base there and Uzbekistan is considered an ally
        in the war on terror.

        Straw said he did not know America's position in detail but said Britain's
        stance was clear.

        Yesterday, relatives of the dead carried the bodies to a school in Andijan,
        where they were laid out in makeshift lines as prayers were said. The bloodshed
        began as protesters battled to end the country's harsh Soviet-style regime.

        Karimov had refused to meet their demands and sent in troops to end an uprising
        after an armed group released 2000 prison inmates.

        It is still unknown how many people died but one doctor said 2000 had been wounded.

        As the dead were buried, up to 4000 people tried to escape the country by
        fleeing to the closed border with Kyrgyzstan.

        And Kyrgyz border guards turned back about 6000 Uzbeks who were trying to flee.
    • patience Uzbecki plac Tiananmen 17.05.05, 02:54
      Gwoli scislosci, to skojarzenie pojawilo sie po raz pierwszy u mnie. Reklama
      dzwignia handlu. Ale Jagielski pisze w tej chwili najlepsze teksty o
      Uzbekistanie, na pewno przebil Rzepe o kilka dlugosci.

      Uzbecki plac Tiananmen
      Wojciech Jagielski 16-05-2005 , ostatnia aktualizacja 16-05-2005 20:35
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2711766.html

      Mimo wprowadzonej przez władze niemal całkowitej blokady informacyjnej z każdym
      dniem pojawiają się nowe, przekazywane zazwyczaj telefonicznie relacje naocznych
      świadków masakry na placu Babara w Andiżanie. Światowe agencje porównują już
      rzeź do wydarzeń sprzed 16 lat w Pekinie, gdy zginęło około tysiąca osób.

      W piątek po południu żołnierze wysłani dla stłumienia buntu otworzyli ogień do
      wielotysięcznego tłumu na placu Babara. Do tłumu strzelano z wielkokalibrowych
      karabinów zamontowanych na wozach pancernych, a także z karabinów maszynowych.
      Naoczni świadkowie, m.in. Rustam Iszakow z ruchu praw człowieka Izgulik,
      opowiadali, że po kilku salwach, żołnierze ruszyli, dobijając leżących na ziemi
      rannych.

      Gulbachar Turdyjewa, lekarka z jednego z andiżańskich szpitali i działaczka z
      ruchu praw człowieka Animokur, mówi, że sama widziała co najmniej 600 zwłok -
      pół tysiąca zostało wyłożonych do rozpoznania w szkole nr 15, sto - w pobliskim
      technikum budowlanym. O co najmniej pół tysiącu zabitych w Andiżanie mówi też
      miejscowy adwokat i działacz praw człowieka Saidżan Zajnabiddinow.

      Ten świadek twierdzi też, że 200 kolejnych cywilów zostało zastrzelonych przez
      wojsko w mieście Pachtaabad pod Andiżanem, dokąd antyrządowa rebelia przeniosła
      się w poniedziałek. W niedzielę i poniedziałek kilkunastu buntowników i
      żołnierzy zginęło także w strzelaninach w miasteczkach Kara-Suu, Tesziktasz i
      Bogiszonol przy granicy z Kirgizją, do której uciekają tysiące Uzbeków.

      Gdyby te doniesienia się potwierdziły, to już dawałoby tysiąc zabitych. A są
      jeszcze inne relacje - o mniejszych, choć też krwawych incydentach

      Z pierwszych doniesień wiadomo, że około 600-700 osób zginęło podczas piątkowego
      szturmu na opanowany przez rebeliantów plac Babara w Andiżanie, kolejne 200-300
      podczas starć w okolicznych miasteczkach. Jednak to nie wszystko.

      Już podczas szturmu w nocy z czwartku na piątek na więzienie w Andiżanie
      rebelianci zabili prawie stu wartowników, w nocnych zamieszkach zginęło jeszcze
      20-30 osób. Nieliczni uzbeccy dziennikarze, którzy stali się świadkami rzezi,
      mówią, że jeszcze w sobotę, już po stłumieniu buntu, żołnierze zabili co
      najmniej kilku cywilów. Dziennikarze Galina Bucharbajewa i Aleksiej Wołosewicz
      opowiadają też o dziesiątkach trupów w śródmiejskim kinie Czołpan.

      W Andiżanie w poniedziałek żołnierze nadal trzymali straż przed miejscowymi
      kostnicami, nie wpuszczając do nich nikogo postronnego. Na cmentarzach pod
      nadzorem oficerów tajnej policji grabarze kopali wielkie doły - zapewne na
      przyszłe zbiorowe mogiły, w których pogrzebane zostaną nierozpoznane trupy.
      Wielu zaś mieszkańców Andiżanu wciąż nie może odnaleźć bliskich. - Już trzeci
      dzień szukam braci - mówił przez telefon dziennikarzowi Associated Press
      Bachadyr Jergaczjow. - Nie wiem, czy zginęli, bo ich trupów nie znalazłem. Może
      uciekli do Kirgizji?

      Uciekinierzy z Andiżanu i uzbeckiej części Kotliny Fergańskiej szukają ratunku
      po kirgiskiej stronie granicy. Mieszka tam wielu ich rodaków - Uzbeków, którzy
      od marcowej rebelii, która zmiotła w Kirgizji rząd prezydenta Askara Akajewa,
      rządzą w ważnych miastach Osz i Dżelalabad. Kto wie, czy znajdując gościnę u
      gubernatora Oszu - Uzbeka Anwara Artykowa - uchodźcy z Andiżanu nie skrzykną się
      w partyzancką armię i nie spróbują odwetu na Karimowie?

      W połowie lat 90. prześladowani przez Karimowa muzułmańscy radykałowie z Fergany
      uciekali do rządzonego przez talibów Afganistanu, gdzie przystali do al Kaidy i
      kilkakrotnie najeżdżali na Uzbekistan.

      Liczba zabitych w Andiżanie zapewne nigdy nie będzie znana. Władze nigdy się nie
      przyznają do rzezi. Rodziny poległych też nie będą dochodzić sprawiedliwości -
      ujawnienie, że ktoś z bliskich brał udział w rebelii, może ściągnąć gniew i
      prześladowania władz.

      W dodatku rebelia została stłumiona bez świadków. Dziennikarzom kazano wynosić
      się z miasta już w piątek, zanim wojsko przystąpiło do tłumienia rebelii. Dziś
      nie tylko Andiżan, ale cała kotlina Fergany pozostają zamknięte dla
      cudzoziemców. Nie jeździ kolej, a na przełęczy Kamczuckiej, na jedynej wiodącej
      do Fergany drodze wojsko wystawiło posterunki. Zamknięte zostały granice z
      Kirgizją i Tadżykistanem.

      O tym, co się wydarzyło w Andiżanie, niewiele wiedzą mieszkańcy innych miast
      Uzbekistanu - Taszkientu, Buchary czy Termezu. Już w piątek władze wyłączyły
      zachodnie i rosyjskie sieci telewizyjne. Telewizja uzbecka zaś nadaje ludową
      muzykę oraz oficjalne komunikaty.
    • patience Białe złoto Uzbekistanu jest czerwone 17.05.05, 03:02
      Białe złoto Uzbekistanu jest czerwone
      Leopold Unger 16-05-2005, ostatnia aktualizacja 16-05-2005 16:35
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,2711485.html

      Bawełna, główne bogactwo Uzbekistanu, nabrała koloru krwi manifestantów w
      Ferganie. Różana w Gruzji, pomarańczowa na Ukrainie, czerwona, wymieszana z
      zielonym, kolorem Islamu, będzie kiedyś - to tylko kwestia czasu - barwą
      przewrotu w Uzbekistanie. Sytuacja w Ferganie stanowi tak ostrą mieszankę
      wybuchową, reżim Karimowa jest tak obrzydliwie brutalny, jego satrapia tak
      przeżarta korupcją, że kiedy się naprawdę zacznie, to wydarzenia na Ukrainie czy
      w Gruzji, a nawet w Kirgizji, przypominać będą spacer po Hyde Parku w Londynie.

      Dwa państwa podzielają niepokój i odpowiedzialność za kryzys - i za nieuniknioną
      eksplozję - w Uzbekistanie: Rosja i Stany Zjednoczone. Oba mocarstwa, Rosja ze
      zrozumieniem, a nawet poparciem dla satrapy, Stany Zjednoczone z lekkim tylko
      grymasem, tolerowały metody rządzenia Karimowa: morderstwa, 6 tys. więźniów
      politycznych, tortury, szantaż (rodziny jego przeciwników wrzucane do tiurmy),
      knebel na mediach, przekupstwo, "rodzinne" przechwytywanie bogactwa kraju.

      Rosja się nie gniewa. Putin rozmawia z Karimowem. Strach przed wybuchem i
      metastazą "zarazy" w Azji, polityka ratowania resztek wpływów Rosji nad tym, co
      zostało z imperium, jest większy niż odraza Putina do Karimowa. Odraza tym
      mniejsza, że Karimow dzieli z Putinem spiskową wersję złowieszczej roli
      rozmaitych zachodnich fundacji w szerzeniu bakcyla demokracji na obszarze
      posowieckim. Odraza zresztą szalenie względna, bo np. Łukaszenko nie jest
      większym demokratą niż Karimow, a przecież tkwi ciągle w gorącym uścisku Unii z
      Rosją.

      Amerykański rozdział uzbeckiej epopei jest bardziej żenujący. Konkretny punkt
      wyjścia jest zrozumiały. Do niedawna nikt w na przykład w stanie Oklahoma nie
      wiedział, gdzie leży Uzbekistan i kto to jest Karimow. Teraz już wie. Waszyngton
      zamyka oczy na bezeceństwa Karimowa, bo Uzbekistan jest, od 11 września 2001,
      strategicznym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Minister Rumsfeld odwiedzał
      prezydenta Karimowa, albowiem Azja Środkowa może w pewnym momencie na nowo stać
      się teatrem "wielkiej gry" wielkich mocarstw, no i bo w Uzbekistanie, niedaleko
      granicy afgańskiej, znajduje się amerykańska baza wojskowa, kluczowa dla wojny z
      talibami.

      Kluczowa? Nie tak jak kiedyś. Od kiedy Amerykanie postawili stopę, na trwałe, w
      samym Afganistanie, baza w Uzbekistanie powoli traci na znaczeniu. Nabiera
      natomiast znaczenia problem, przepraszam za słowo, moralny. I znacznie szerszy.

      Stany Zjednoczone, to nic nowego, kiedy tylko sytuacja tego wymagała i sprzyjała
      ich interesom, kiedyś w walce z komunizmem, dziś w wojnie z terroryzmem czy w
      krucjacie o demokrację, nie tylko pomagały, dyskretnie, ale skutecznie,
      niektórym ruchom wolnościowym, ale także sponsorowały, a nawet chroniły, bez
      żadnych skrupułów czy wyrzutów sumienia, najbardziej obrzydliwe dyktatury w
      Ameryce Łacińskiej czy w Afryce. Wpływało to - i wpływa - fatalnie na image
      Ameryki, zwłaszcza kiedy opinia identyfikuje ją z satrapami znienawidzonymi
      przez ich narody, pogardzanymi przez demokratyczny świat i - co ważniejsze -
      dojrzewającymi do eksplozji. Do eksplozji, w którą, mało prawdopodobne, ale
      możliwe, pod, niekoniecznie prawdziwym, pretekstem islamistycznej groźby,
      Waszyngton, np. w Uzbekistanie, znalazłby się nagle uwikłany. I co wtedy?!

      Dyktatorzy, wiadomo, nie są sami na świecie. Karimow jednak dojrzał do odstrzału
      na zasadzie "dopóty dzban wodę nosi ". Zanim będzie za późno.
      • patience Hussajn korumpowal politykow europejskich? 17.05.05, 03:06
        Saddam skorumpował polityków europejskich?
        Marcin Gadziński, Waszyngton 12-05-2005, ostatnia aktualizacja 13-05-2005 08:59
        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2705040.html


        Śledztwa w sprawie programu "Ropa za żywność". Komisja Senatu USA oskarża dwóch
        znanych polityków europejskich o to, że dawali się korumpować reżimowi Saddama
        Husajna.

        Pierwszy oskarżony to Charles Pasqua, szef MSW Francji w latach 90., polityk
        bliski Jacques'owi Chiracowi, a dziś senator. Drugi polityk to George Galloway,
        przez lata członek brytyjskiej Izby Gmin z ramienia Partii Pracy. Galloway brał
        w obronę Saddama (i spotykał się z nim przed wybuchem wojny), kilkanaście
        miesięcy temu wyrzucono go z Partii Pracy za wzywanie brytyjskich żołnierzy w
        Iraku do niewykonywania rozkazów. W ubiegłym tygodniu Galloway, prowadząc ostrą
        antywojenną kampanię, wszedł ponownie do Izby Gmin, tym razem jako poseł niezależny.

        Uruchomiony w 1996 r. przez ONZ program miał pomóc dotkniętemu sankcjami
        gospodarczymi irackiemu społeczeństwu. Za pieniądze ze sprzedaży ściśle
        określonych ilości irackiej ropy miała być sprowadzana żywność i leki. Ale to
        Bagdad decydował, kto będzie sprzedawał ropę (wręczając kupony na nią). Brak
        nadzoru ze strony skorumpowanych urzędników ONZ pozwalał reżimowi sprowadzać
        broń i luksusowe dobra do pałaców dyktatora zamiast towarów pierwszej potrzeby,
        zaś kupony na sprzedaż ropy były rozprowadzane wśród przychylnych Saddamowi
        polityków, biznesmenów i dziennikarzy na całym świecie.

        Francuzowi komisja Senatu USA zarzuca przyjęcie kuponów na 11 mln baryłek ropy,
        zaś Brytyjczykowi na 13 mln baryłek. Jak stwierdzili eksperci komisji, kupony
        wystawiane przez reżim Saddama w latach 1999-2001 można było sprzedać na wolnym
        rynku po 3-30 centów za baryłkę.

        Obaj politycy byli już wymienieni w raporcie dotyczącym przygotowanym w ub.r.
        przez amerykańskich ekspertów pod kierunkiem Charlesa Duelfera. Tamten raport
        przedstawiony w Kongresie USA i ONZ zapoczątkował kilka dochodzeń kryminalnych.
        ONZ wciąż prowadzi wewnętrzne śledztwo.

        Opublikowany teraz raport komisji senackiej mówi głównie o francuskim i
        brytyjskim polityku, a opiera się o nowe dokumenty znalezione w archiwach
        irackich oraz o zeznania b. irackiego wicepremiera Tarika Aziza i b.
        wiceprezydenta Yassina Ramadana.

        Ten ostatni zeznał, że Pasqua i Galloway byli nagradzani "za popieranie Iraku i
        walkę o zniesienie sankcji ONZ. W jednym z dokumentów ministerstwa ds. ropy w
        Bagdadzie mówi się nawet o osobistym poparciu Saddama dla nagrodzenia Charles'a
        Pasquy kuponami na ropę.

        Zachowała się też korespondencja między pełnomocnikiem francuskiego polityka
        Bernardem Guilletem, który instruował Irakijczyków, by przydziały ropy dla
        Pasquy przekazywać nie poprzez firmę francuską, lecz podstawioną firmę
        szwajcarską. Guillet jest we Francji oskarżony o malwersacje finansowe i za swą
        rolę w programie "Ropa za żywność" najprawdopodobniej trafi do więzienia.

        Dochodzenie senackiej komisji wykazało też, że Galloway do otrzymywania
        przydziałów irackiej ropy używał m.in. założonej przez siebie fundacji
        charytatywnej.

        Pasqua i Galloway zdecydowanie zaprzeczają oskarżeniom. W przeszłości Galloway
        wygrał w brytyjskich sądach dwie sprawy o zniesławienie z dziennikami "Daily
        Telegraph" i "Christian Science Monitor", które pisały, że brał łapówki od Saddama.

        Zdaniem szefa senackiej komisji Norma Colemana przykład Pasquy i Gallowaya
        pokazuje, jak Saddam wykorzystywał program "Ropa za żywność" dla zyskiwania
        życzliwości polityków na całym świecie. Republikanin Coleman jest jednym z
        najostrzejszych krytyków ONZ. Wielokrotnie wzywał do dymisji sekretarza
        generalnego Kofi Annana, który przymykał oczy na skandal związany z programem i
        udział w nim syna Konjo Annana.
        • patience Re: Hussajn korumpowal politykow europejskich? 17.05.05, 03:08
          Rosyjscy politycy na pensji Saddama
          Marcin Gadziński, Waszyngton, Wacław Radziwinowicz 16-05-2005, ostatnia
          aktualizacja 16-05-2005 18:57
          serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,2711830.html


          Saddam Husajn korumpował najwyższych urzędników i polityków rosyjskich. Zdaniem
          komisji Senatu USA irackie łapówki brał m.in. były szef administracji prezydenta
          Rosji

          Specjalna komisja Senatu USA od kilku miesięcy bada odnalezione w Iraku i
          ujawnione w ONZ dokumenty na temat programu "Ropa za żywność". Program
          ustanowiony przez ONZ w połowie lat 90. zezwalał irackiemu reżimowi na legalny
          eksport ropy pod nadzorem ONZ. Za zarobione w ten sposób pieniądze Irak miał
          kupować żywność i lekarstwa.

          W rzeczywistości iracki reżim używał licencji eksportowych, by kupować sobie
          przychylność zagranicznych polityków i prowadzić czarne interesy. Od dawna
          wiadomo, że wśród ludzi, którzy nielegalnie zarobili na programie miliony, są
          politycy z krajów przez całe lata żądających zniesienia sankcji ONZ, a także do
          końca sprzeciwiających się planowi amerykańskiej inwazji na Irak.

          Dziś senacka komisja ma opublikować raport o powiązaniach polityków w Rosji z
          reżimem Saddama. Według dziennika "Washington Post" Amerykanie ustalili, że
          Aleksandr Wołoszyn - szef administracji Kremla za czasów i Jelcyna, i na
          początku prezydentury Putina - wraz ze swym wspólnikiem w latach 1999-2003
          zarobili na czysto 3 mln dol. dzięki licencjom podarowanym im przez Saddama.

          Jeszcze więcej zarobił na tym procederze przyjaciel Saddama i przywódca
          rosyjskich nacjonalistów Władimir Żyrinowski. Zdaniem amerykańskich ekspertów
          Żyrinowski zarobił na eksporcie irackiej ropy 8,7 mln dol.

          Dane z dokumentów potwierdzili podczas przesłuchań przed komisją byli
          wicepremier i wiceprezydent Iraku oraz pracownicy saddamowskiego ministerstwa
          ropy. Według nich Saddam dawał zarobić Wołoszynowi i Żyrinowskiemu po to, by
          zapewnić sobie rosyjskie poparcie podczas głosowań w Radzie Bezpieczeństwa ONZ,
          gdzie Moskwa dysponuje prawem weta.

          Jeśli tak było, to hojnie obdarowani przez Saddama Rosjanie rzetelnie
          odpracowywali swoje pieniądze. Bardzo w Rosji popularny Żyrinowski przez lata
          wychwalał Saddama Husajna. Jeszcze na początku 2003 r. pojechał do Iraku i
          pijany wskakiwał do lodowatej wody w basenie pałacu prezydenckiego, co pokazały
          wszystkie kanały rosyjskiej TV.

          Podczas występu w Bagdadzie pijany Żyrinowski obsobaczał George'a Busha za jego
          plany ataku na Irak. Rosyjscy widzowie usłyszeli wtedy kultowy już niemal
          monolog wodza: - George, kowboju. Opamiętaj się, k..., schowaj pociski do
          magazynu! Pomyśl o przyszłości Ameryki, która ginie! Młodzież ucieka z twojego
          kraju, nikt nie chce tam żyć, nikt! U ciebie tylko śmiecie. Dolar, dolar, dolar,
          brudny zielony papierek! Nie ma duszy, muzyki, nie ma, k..., pisarzy. Cały świat
          słucha Czajkowskiego, Dostojewskiego. A twój poprzednik, k..., Clinton? Rozpięli
          mu rozporek w samym gabinecie. Jakaś prostytutka mu o... To ma być Ameryka? Co
          wy, k..., robicie, wy onaniści, pederaści! George, popatrz na filmy kowbojskie!
          Ile trupów, ile krwi! Mówię ci: Bagdad to nie Berlin, to nie Kabul! Nigdy tutaj
          nie wygrasz. Znamy tego prezydenta. On jeden na całej planecie ma cię w d...!
          Tylko on! Tu nigdy nie wygrasz. To będzie twoja ostatnia porażka. Napoleon
          przegrał pod Waterloo, Hitler przegrał Berlin, a ty przegrasz Bagdad!.

          Kiedy w marcu 2003 r. stało się jasne, że USA mimo jego przestróg zaatakują
          Irak, Żyrinowski zmienił front i zaczął się domagać, by armia rosyjska
          uprzedziła Amerykanów i zajęła północną część kraju bogatą w ropę.

          Skryty z natury Wołoszyn nie pozwalał sobie na takie wyskoki jak Żyrinowski.
          Jednak kiedy kierował administracją Kremla, Rosja w ONZ w sprawach Iraku zawsze
          głosowała tak, jak tego sobie życzył Bagdad. Igor Iwanow, rosyjski minister
          spraw zagranicznych (w Rosji MSZ podlega nie premierowi, lecz Kremlowi), bronił
          Iraku jak niepodległości. A kiedy w marcu 2003 r. USA zaatakowały Irak, to
          właśnie Iwanow domagał się, by rosyjska Duma w odwecie odmówiła ratyfikacji
          rosyjsko-amerykańskiego układu o redukcji arsenałów nuklearnych.

          Wczoraj wieczorem rosyjski MSZ zaprzeczył doniesieniom raportu, twierdząc, że
          Amerykanie nie przedstawili Rosji żadnych konkretnych dokumentów
          potwierdzających korupcję rosyjskich polityków.

          Według senackiej komisji Saddam kupował nie tylko Rosjan. W ub. tygodniu komisja
          Senatu USA opublikowała dokumenty, które dowodzą, że milionowe zyski z handlu
          ropą w ramach programu "Ropa za żywność" czerpali m.in. przyjaźnie nastawiony do
          Bagdadu brytyjski polityk George Galloway oraz francuski minister spraw
          wewnętrznych w latach 90. Charles Pasqua.
      • owca_czarna persona non grata ? 17.05.05, 10:49
        patience napisała:

        > Białe złoto Uzbekistanu jest czerwone
        > Leopold Unger 16-05-2005, ostatnia aktualizacja 16-05-2005 16:35
        > serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,2711485.html
        >
        > Bawełna, główne bogactwo Uzbekistanu, nabrała koloru krwi manifestantów w
        > Ferganie. Różana w Gruzji, pomarańczowa na Ukrainie, czerwona, wymieszana z
        > zielonym, kolorem Islamu, będzie kiedyś - to tylko kwestia czasu - barwą
        > przewrotu w Uzbekistanie. Sytuacja w Ferganie stanowi tak ostrą mieszankę
        > wybuchową, reżim Karimowa jest tak obrzydliwie brutalny, jego satrapia tak
        > przeżarta korupcją, że kiedy się naprawdę zacznie, to wydarzenia na Ukrainie cz
        > y
        > w Gruzji, a nawet w Kirgizji, przypominać będą spacer po Hyde Parku w Londynie.
        >
        > Dwa państwa podzielają niepokój i odpowiedzialność za kryzys - i za nieuniknion
        > ą
        > eksplozję - w Uzbekistanie: Rosja i Stany Zjednoczone. Oba mocarstwa, Rosja ze
        > zrozumieniem, a nawet poparciem dla satrapy, Stany Zjednoczone z lekkim tylko
        > grymasem, tolerowały metody rządzenia Karimowa: morderstwa, 6 tys. więźniów
        > politycznych, tortury, szantaż (rodziny jego przeciwników wrzucane do tiurmy),
        > knebel na mediach, przekupstwo, "rodzinne" przechwytywanie bogactwa kraju.
        >
        > Rosja się nie gniewa. Putin rozmawia z Karimowem. Strach przed wybuchem i
        > metastazą "zarazy" w Azji, polityka ratowania resztek wpływów Rosji nad tym, co
        > zostało z imperium, jest większy niż odraza Putina do Karimowa. Odraza tym
        > mniejsza, że Karimow dzieli z Putinem spiskową wersję złowieszczej roli
        > rozmaitych zachodnich fundacji w szerzeniu bakcyla demokracji na obszarze
        > posowieckim. Odraza zresztą szalenie względna, bo np. Łukaszenko nie jest
        > większym demokratą niż Karimow, a przecież tkwi ciągle w gorącym uścisku Unii z
        > Rosją.
        >
        > Amerykański rozdział uzbeckiej epopei jest bardziej żenujący. Konkretny punkt
        > wyjścia jest zrozumiały. Do niedawna nikt w na przykład w stanie Oklahoma nie
        > wiedział, gdzie leży Uzbekistan i kto to jest Karimow. Teraz już wie. Waszyngto
        > n
        > zamyka oczy na bezeceństwa Karimowa, bo Uzbekistan jest, od 11 września 2001,
        > strategicznym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Minister Rumsfeld odwiedzał
        > prezydenta Karimowa, albowiem Azja Środkowa może w pewnym momencie na nowo stać
        > się teatrem "wielkiej gry" wielkich mocarstw, no i bo w Uzbekistanie, niedaleko
        > granicy afgańskiej, znajduje się amerykańska baza wojskowa, kluczowa dla wojny
        > z
        > talibami.
        >
        > Kluczowa? Nie tak jak kiedyś. Od kiedy Amerykanie postawili stopę, na trwałe, w
        > samym Afganistanie, baza w Uzbekistanie powoli traci na znaczeniu. Nabiera
        > natomiast znaczenia problem, przepraszam za słowo, moralny. I znacznie szerszy.
        >
        > Stany Zjednoczone, to nic nowego, kiedy tylko sytuacja tego wymagała i sprzyjał
        > a
        > ich interesom, kiedyś w walce z komunizmem, dziś w wojnie z terroryzmem czy w
        > krucjacie o demokrację, nie tylko pomagały, dyskretnie, ale skutecznie,
        > niektórym ruchom wolnościowym, ale także sponsorowały, a nawet chroniły, bez
        > żadnych skrupułów czy wyrzutów sumienia, najbardziej obrzydliwe dyktatury w
        > Ameryce Łacińskiej czy w Afryce. Wpływało to - i wpływa - fatalnie na image
        > Ameryki, zwłaszcza kiedy opinia identyfikuje ją z satrapami znienawidzonymi
        > przez ich narody, pogardzanymi przez demokratyczny świat i - co ważniejsze -
        > dojrzewającymi do eksplozji. Do eksplozji, w którą, mało prawdopodobne, ale
        > możliwe, pod, niekoniecznie prawdziwym, pretekstem islamistycznej groźby,
        > Waszyngton, np. w Uzbekistanie, znalazłby się nagle uwikłany. I co wtedy?!
        >
        > Dyktatorzy, wiadomo, nie są sami na świecie. Karimow jednak dojrzał do odstrzał
        > u
        > na zasadzie "dopóty dzban wodę nosi ". Zanim będzie za późno.

        ... i o co tu chodzi. Tam musiała być gehenna. Teraz się nie dziwię, że to ucho
        od dzbana urwało się.

        ... We wrześniu 2001 r. Prezydent Islam Karimov publicznie stwierdził, że
        corocznie karę śmierci wykonuje się na ponad 100 osobach. ...
        „Komitet Praw Człowieka ONZ zaapelował do rządu uzbeckiego o wstrzymanie
        egzekucji do momentu rozpatrzenia doniesień”.
        www.amnesty.org.pl/index.php/ai/content/view/full/1908
        "Również i rosyjscy obrońcy praw człowieka nie mogą wiele zrobić dla
        represjonowanych w Uzbekistanie. Przed kilkoma laty jeździli do republik
        środkowoazjatyckich i próbowali tam bronić ludzi prześladowanych przez władze.
        Ale szybko trafiali do aresztów, a rosyjskie ambasady nie kiwnęły palcem, żeby
        im pomóc. Rosyjskich obrońców praw człowieka zza krat musieli więc wyciągać
        dyplomaci USA."
        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,2711770.html
        a potem ...
        www.senat.gov.pl/k5/agenda/goscie/2003/030710.htm
        bez komentarza

        czarna_owca
        • patience Ale na linka tafilas 17.05.05, 11:38
          Bomba.... Ciekawe po co przyjechal. Odnawiac kontrakt w sprawie wynajmu wiezien
          i katow silom NATO?
          • europitek Re: Ale na linka tafilas 17.05.05, 13:25
            Sejmokratom nie ma sie co dziwic, to prosci ludzie, ktorzy jak tylko zobacza
            kogos w garniturze i bialej koszuli to od razu zaczynaja anielskie spiewy. Mnie
            kiedys mocno irytowalo, ze "GW" przez wiele lat wypisywala rozne bajki o
            krajach b. ZSRR, ale sobie wytlumaczylem, iz to niewidzialna reka rynku (marne
            place) powoduje niski poziom tekstow na ten temat. Od kilku lat jest lepiej,
            choc tez nie jest dobrze.
            Wracajac do wydarzen w Uzbekistanie, to mysle, ze jedyne na co mozna liczyc, to
            cicha bura od patronow: musieliscie strzelac w dzien.
            • patience Re: Ale na linka tafilas 17.05.05, 13:55
              To sie na tym nie skonczy, zrobilo sie za glosno w samym USA
              • owca_czarna nowe doniesienia z Andijanu 17.05.05, 14:08
                patience napisała:

                > To sie na tym nie skonczy, zrobilo sie za glosno w samym USA

                W doniesieniach z Andijanu podawana jest coraz większa liczba zabitych. 745
                osób, to stan na dzień dzisiejszy (radio RMF FM - > Fakty).

                czarna_owca
              • europitek Re: Ale na linka tafilas 17.05.05, 14:15
                Dobrze by bylo, gdyby doszlo do "reperkusji", nadal jednak jestem sceptykiem w
                tej kwestii. Pamietasz to:
                "Wiem, ze XXXXXXX to sykinsyn, ale to nasz sukinsyn".
                Generalnie jest tak, ze jak dyktator leje swoich, ale nie wysadza nosa poza
                wlasna domene, to go nikt nie rusza. Byly, co prawda, przypadki lamiace ta
                zasade, ale to wyjatki (a i warunki zupelnie inne).
    • marecki997 Re: Uzbekistan 17.05.05, 14:40
      Chcecie uszanować ofiary uzbeckiego i innych reżimów, a kaleczycie ich nazwiska.
      Jak można czyjeś nawisko "przetłumaczyć" na angielski? Przecież w Uzbekistanie
      obowiązuje inny niż łaciński alfabet i nazwy geograficzne i własne powinny być w
      języku polskim zapisywane fonetycznie, a nie według transkrypcji z
      angielszczyzny - widać artykuł został wyciągnięty z amerykańskiego serwisu i
      przetłumaczony, a zamerykanizowane wersje nazwisk pozostały.
      • europitek Re: Uzbekistan 17.05.05, 14:57
        Masz racje, ale i tak marudzisz. Na dobra sprawe to nie jest to uzbeckie
        nazwisko tylko jego zruszczona wersja. I teraz jest pytanie, czy potraktowac je
        wedlug zasad transkrypcji z jezyka rosyjskiego, a moze nie.
        • marecki997 Re: Uzbekistan 17.05.05, 15:19
          Ależ ja nie nakłaniam do pisania nazwisk cyrylicą, tylko do używania
          rzeczywistych nazwisk. Mało tego - tam obowiązują dwa alfabety - jeden
          przypomina cyrylicę (czyli alfabet bułgarski), a drugi - alfabet łaciński, tylko
          dwuznaki są inne niż w angielskim i litera k zastępuje k ruskie. Zatem
          przepraszam jeśli ktoś poczuł się dotknięty że się go czepiam. W takim razie
          zachęcam do kontynuowania merytorycznej dyskusji.
          • europitek Re: Uzbekistan 17.05.05, 15:32
            Ja sie nie poczulem ... z definicji jestem malo obrazliwy, a wtym wypadku
            wymienialem tylko Karimowa. Masz racje, tylko co z tym zrobic. Zeby to dobrze
            transkrybowac trza by wiedziec z jakiego alfabetu transkrybowali angole lub
            znac oryginal.
            Tez nie lubie fantazji na temat nazwisk i nazw, bo czasami trzeba kombinowac,
            by wiedziec o kim wlasciwie jest mowa.
            Piszac o zruszczeniu mialem tez na mysli otczestwo.
            • patience Re: Uzbekistan 18.05.05, 06:17
              Tu was zaskocze, artykul byl tlumaczeniem z strony uzbeckich muzulmanow, ktorzy
              oprocz swojej maja rowniez wersje rosyjska i angielska. Osobiscie jestem
              przeciwna spolszczaniu wszystkiego na sile, a szczegolnie nazwisk oraz nazw
              miejscowosci. Angielska transkrypcja jest uzasadniona tym, ze to miedzynarodowy
              jezyk i jesli chcesz pogooglac na temat wydarzen zwiazanych z damna osoba czy
              miejscowoscia, to zdecydowanie wiecej znajdziesz trzymajac sie angielskiej
              transkrypcji niz wersji 'tlumaczenie z uzbeckiego na polski'. Karimov i Karimow
              to sie jeszcze da zrozumiec, ale niektore lamance lingwistyczne wolaja o pomste
              do nieba. Media elektroniczne maja swoje prawa, a jednym z nich jest
              wyszukiwarka newsow Altawisty 'podkresl slowo w artykule i nacisnij 'szukaj'. Te
              lokalne wersje nazw to z epoki slowa drukowanego, a ja jestem zmilosniczka
              mediow elektronicznych i najzupelniej swiadomie uzywam takiej a nie innej
              transkrypcji.
    • krzys52 Re: Uzbekistan 18.05.05, 05:54
      Z przyjemnoscia przeczytalem Twoj tekst o Uzbekistanie. Gdyby nie Ty, Patience
      to byc moze nigdy nie zainteresowalbym sie tym "interesujacym" krajem.
      Za komuny w ogole nie interesowaly mnie sowieckie republiki a pozniej jeszcze
      mniej. To przykre ze swiat potrzebowal niemal stu lat od tej cholernej
      rewolucji, by wyladowac w tym samym miejscu.

      Pozdrawiam
      K.
      • patience Re: Uzbekistan 18.05.05, 06:42
        Bush popelnil okropny blad... Nikt by nie powiedzial zlego slowa na lapowke
        wreczona dyktatorowi za to ze bedzie mozna zalozyc baze lotnicza potrzebna do
        wojny w Afghanistanie. Tym bardziej, ze poziom nieludzkosci rezimu Talibow byl
        tak olbrzymi, ze nikt o zdrowych zmyslach tej lapowki nie kwestionowal. Ale Bush
        zrobil z bandytami deal. Zachcialo sie mu wynajmu wiezien i oprawcow do
        torturowania osob zatrzymanych w ramach 'war of terror'. NYT wykryl na przyklad,
        ze na terenie Uzbekistanu jeden z samolotow CIA do przewozu wiezniow wyladowal
        10 razy. A to tylko jeden samolot. Zeby przyblizyc obraz tortur, to kopanie
        pradem, bicie, lamanie kosci czy wrzucanie do basenow z szczurami plywajacymi po
        wierzchu, to jeszcze nic. Sa dowody, ze oni ludzi gotowali zywcem... No i teraz
        jest masakra. Uzbekowie byli swieckim spoleczenstwem, a ich sunnityzm wysoce
        cywilizowany, co zreszta mozna obejrzec w tlumaczeniu z Muslim Uzbekistan w moim
        blogu na temat kobiet. Byla ogromna szansa na zakopanie przepasci miedzy swiatem
        muzulmanskim a swiatem chrzescijan, wystarczylo sie qrwa trzymac praw czlowieka.
        Tak jak Reagan to swego czasu zrobil. Ale ten teksanski ciec wszystko
        zniszczyl. Najbardziej sie raduja muzulmansy fundamentalisci na calym swiecie i
        juz szykuja demonstracje solidarnosciowe pod ambasadami uzbekistanu. Jako
        jedyni. No i skutek bedzie taki, ze za dziesiec lat swieckich sunnitow juz w
        Uzbekistanie nie bedzie, sami Talibowie. A do tego Bush wpadl w lapy Putina.
        Skoro Bush bral udzial w gotowaniu ludzi zywcem, to niech teraz poprze mordy na
        Czeczenach, no nie? I powrot Uzbekistanu do sowieckiej macierzy, w ramach obrony
        przed islamistami i Al Quaida. Co za durne ch..esad((
    • owca_czarna Uzbekistan 21.05.05, 11:24
      patience napisała:

      > Studenci mówią, że Saydaliyev Abduvosiq Nabiyevich był bardzo religijnym
      > muzułmaninem, a także słynnym artystą, mistrzem rzeźby w drewnie. Nauczył
      > rzeźbić wielu studentów. Został nagrodzony wieloma dyplomami, wyróżnieniami i
      > nagrodami UNESCO. Był jednym z projektantów nowoczesnej architektury
      > miejskiej, uczestniczył w międzynarodowych wystawach sztuk tradycyjnych. Jest
      > twórcą genialnej rzeźby tablic Koranu, aktualnie wystawianej w głównym hallu
      > Emir Tamerlan State Museum.
      >
      > Urodził się 5 Maja 1957 w Taszkiencie. Był Uzbekiem. Po studiach podjął pracę
      > w centrum naukowo- przemysłowym "Musavvir" jako instruktor. Miał żonę i trójkę
      > dzieci, mieszkali na ulicy Saghbon 32, w dzielnicy Sobir Rahimov w
      > Taszkiencie. Aresztowany 20 marca 1999, 28 lipca 1999 skazany ma tajnym
      > posiedzeniu przez Sąd Najwyższy Uzbekistanu na dwadzieścia lat więzienia i
      > konfiskatę majątku. 15 września jego żona Mamura i ich prawniczka Halima
      > odwiedziły Abduvosiq'a w więzieniu… Kilka później dowiedziały się, że
      > Abduvosiq nie żyje.
      >
      > "Wróciłam z więzienia w Qiziltepa o 3 rano" - mówi żona - "O godzinie 9 rano
      > przyszedł mój szwagier. Był bardzo blady i powiedział, że mojego męża wzięli.
      > Nie byłam w stanie uwoerzyć, dopiero wróciłam z więzienia. On powtórzył, że go
      > wzięli. Powiedział "nie moge w to uwierzyć, ale to chyba prawda..."
      >
      > Tylko prawniczka rozmawiała z Abduvosiq'em. Mówi, że czuł się dobrze. Chodziło
      > o to, że władze więzienia używały ciężkich tortur przeciwko więźniom i dlatego
      > miesiąc temu Abduvosiq z prawniczką sporządzili zażalenie w tej sprawie. Po
      > zażaleniu władze więzienia jeszcze zwiększyły ilość tortur przeciwko
      > muzułmańskim więźniom i próbowali niektórych zabić poprzez tortury, w tym
      > Abduvosiq'a. Kiedy się o tym dowiedziała prawniczka, wraz z żoną udały się
      > 15.IX do więzienia, ale dyrektor nie pozwolił żonie na widzenie. Pozwolono
      > tylko prawniczce, powiedziała Abduvosiq'owi że zarzuty przeciwko niemu są
      > absurdalne i że wniesie zażalenie do sądu.
      >
      > "...Nic nie powstrzyma kuffarów (niewiernych) od poniżania nawet martwych
      > muzułmanów..." Po sprowadzenia ciała Abduvosiq'a dom został otoczony przez
      > policję. Utworzyli kordon i nikomu nie pozwolili wejść, nawet najbliższym
      > krewnym. Kazali im iść na cmentarz.
      >
      > - Bali się, że po cichu przeprowadzimy obdukcję - mówi jeden z członków
      > rodziny - i dlatego nakazali spalenie ciała. Ci, którzy mieli w ogóle szansę
      > widzieć ciało, mówią, że wyglądał na wychudzonego, miał na głowie ranę, ślad
      > sznura na szyi i zsinienia od szyi do żołądka. Stopy były połamane, a na całym
      > ciele widać było siniaki. Wyglądało też, że był torturowany prądem
      > elektrycznym, gdyż na plecach miał okrągły, wypalony na czerwono znak. Mimo
      > oczywistych oznak tortur władze podały w akcie zgonu, że popełnił samobójstwo
      > przez powieszenie.
      >
      > Abduvosiq miał pięciu braci. Rodzice osierocili ich w dzieciństwie. Trzech
      > braci praktykowało Islam, dwóch zrezygnowało ze względu na prześladowania ze
      > strony władz. Policja zainteresowała się nimi wszystkimi po jednej z akcji
      > protestacyjnych z udziałem studentów, gdyż bylo wiadomo, że Abduvosiq przyjął
      > pięciu ze swoich studentów na stancję. Zarówno bracia, jak i studenci musieli
      > się ukrywać, ale kiedy policja wzięła na zakładnika 14-letniego syna Umid'a,
      > Abduvosiq sam się zgłosił. Mimo absurdalności całej sytuacji, został sądzony i
      > skazany przez Sąd Najwyższy na 20 lat za zapewnianie dachu nad głową i
      > wyżywienia kryminalistom.
      >
      > Nikomu z rodziny nie pozwolono obserwować procesu. Nawet obrońcy nie
      > wpuszczono na salę. Kiedy wreszcie prawniczce udało się spotkać z więźniem,
      > zaproponowała, że wniesie apelację i wniosek o powtórzenie procesu ze względu
      > na brak obrońcy. Abduvosiq prosił ją, by tego nie czyniła, i że on chce być
      > odesłany do więzienia, gdyż już nie jest w stanie znieść więcej tortur i
      > przesłuchań. Powiedział, że trzymali go w ciemnej, śmierdzącej i wilgotnej
      > piwnicy, był wieszany za nogi i bity, wsadzany do basenu z wodą, po wierzchu
      > której pływały szczury i tym podobne, i że zamiast procesu woli więzienie.
      > "Nieważne jak długo będę siedział, chcę opuścić to miejsce jak najszybciej."
      >
      > Żona widziała go ostatni raz w marcu, na dwugodzinnym spotkaniu. Powiedział
      > jej, że modli się sekretnie w nocy w łóżku, gdyż by został ukarany za
      > modlitwę. "Zmuszają nas do śpiewania hymnu narodowego setki razy dziennie" -
      > powiedział. Wspomniał swego brata Abdurauf'a, zabitego wcześniej -
      > "zazdroszczę mu, odpoczywa w spokoju." Abdurauf próbował wyjechać z
      > Uzbekistanu, korzystając z tego, że prezydent Karimov ogłosił amnestię dla
      > wszystkich, którzy wyjadą z Uzbekistanu z powodów religijnych. Abdurauf z
      > przyjaciółmi zostali zatrzymani na granicy z Kyrgistanem i zabici strzałem w
      > tył głowy na poboczu szosy. Oficjalny powód śmierci na dokumentach: wypadek
      > drogowy. Nikt nie uczestniczył w jego pogrzebie, gdyż za rodziną poszła fama
      > że są terrorystami i lepiej się trzymać z daleka dla uniknięcia kłopotów.
      >
      > "Prosimy Allaha o ukaranie prezydenta Karomova i jego otoczenia za jego
      > zbrodnie i prosimy braci, żeby się modlili o to samo. Prosimy módlcie się i
      > proście Allaha o koniec tego reżimu i czyńcie, jak nakazuje Koran." - mówi
      > rodzina zabitego. Nie wiem jak Koran się odnosi do modłów niewiernych, ale się
      > przyłączam.

      Dopiero art W.Jagielaskiego rzucił światło na mroczną sytuację w Kotlinie
      Fergany i dał odpowiedź na pytanie: co działo się w Uzbekistanie od momenetu
      proklamowania niepodległości w sierpniu 1991 r., czyli po upadku ZSRR. Ze
      wzgledu na polozenie kraj ten nazywany był Mazopotamią Azji Środkowej i zawsze
      wydawał się krainą miodem i mlekiem płynącą , Teraz sie okazało, że piekną
      krainą, ale zamieszkałą przez biedych ludzi

      A takna marginesie to i naszym niektórym politykom przydałoby się takie
      objawianie jak andiżańskiemu szejkowi Akramowi Jułdaszewowi (?).

      "Doznał jednak objawienia, w wyniku którego napisał książkę "Droga do wiary".
      Przestrzegał w niej przed mieszaniem wiary do polityki i wszelkimi
      skrajnościami. Mówił np., że dobrym muzułmaninem można pozostać, nawet nie
      modląc się pięć razy dziennie i nie poszcząc w miesiącu ramadanu. A
      bezrefleksyjne dopełnienie nakazów modłów i postu wcale nie czyni jeszcze sługi
      Najwyższego. Zachęcał wiernych, by walczyli ze swoimi słabościami, a staną się
      lepsi, lepsze stanie się ich życie i cały kraj. "

      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2720910.html?as=1&ias=4

      czarna_owca
      • patience Akramjon Yoldoshev 21.05.05, 18:27
        Masakra w Andijan związana jest z procesem 23 lokalnych biznesmenów, jaki zaczął
        się w lutym tego roku. Biznesmeni zostali oskarżeni o udział w "ortodoksyjnej
        sekcie islamistycznej" znanej jako Akramiya, od nazwiska Akramjon Yoldoshev.

        Yoldoshev był nauczycielem matematyki w Andijon. W 1992 napisał esej
        zatytułowany "Iymonga Yol", czyli "Droga do Świętego Islamu", w którym to
        tekście odnosił się do moralności i podkreślał wyższość Islamu nad
        chrześcijaństwem w tej dziedzinie. W efekcie przyciągnął grupę następców,
        których zaczęto nazywać Akramiya. Nie jest jasne, czy ta grupa w ogóle posiadała
        jakąkolwiek strukturę i czy w ogóle można ją nazwać grupą. Niemniej władze
        Uzbekistanu uporczywie nazywali Akramiya antykoonstytucyjną organizacją
        ekstremistyczną, której celem jest narzucenia prawa szariatu oraz islamskiego
        państwa w centralnej Azji.

        Inni twierdzą, że Akramiya powstała w wyniku rozłamu od Hezb-e Tahrir (Party of
        Liberation, Partia Wyzwolenia) - transnarodowej grupy islamskiej zmierzającej
        do ustanowienia kalifatu w azji Centralnej, aczkolwiek środkami pokojowymi.

        W kwietniu 2005 lokalna gazeta Andijonnoma ogłosiła, że zwolennicy Yoldosheva
        propagują ideę, że rozwiązania wszystkich problemow - spolecznych i
        ekonomicznych - mogą być znalezione w Koranie. Hasło Akramiya "użyj mądrości we
        właściwy sposób" według gazety było zakodowanym przekazem islamistycznym,
        mającym za zadanie przyciągać zwolenników poprzez wytwarzanie "islamskiej
        atmosfery". Temu samemu mialo służyć zakładanie małych przedsiębiorstw
        prywatnych w sferach budownictwa, produkcji i farmerstwa, co dawało członkom i
        zwolennikom pracę i pieniądze.

        W polowie marca 2005 jakaś nierozpoznana grupa z regionu Andijan apelowała do
        wspólnoty międzynarodowej "o pomoc dla 23 przyjaciół i kolegów" oskarżonych o
        udział w grupie Akramiya. Apel zaczyna się od tego, że oskarżeni nie są
        religijnymi ekstremistami lecz prywatnymi biznesmenami, którzy prowadzili w
        swoim środowisku działalność charytatywną i pomagali ludziom w potrzebie. Apel
        zawiera również informację o ruchu młodzieżowym, że został założony w 1994 z
        zamiarem popierania reform ekonomicznych w kraju, a działalność rozpoczął na
        dobre dopiero w 1999, kiedy założona została partnerska firma
        "Qurilishsavdotaminot" (firma budowlana). Później powstały kolejne
        przedsiębiorstwa. W 2004 roku Narodowa Służba Bezpieczeństwa Uzbekistanu
        aresztowała wszystkich szefów tych firm. apel kończy się stwierdzeniem, że
        "oskarżeni oraz ich przyjaciele nie zaprzeczają, że byli i są muzułmanami, i że
        dlatego zapewniali pomoc potrzebującym, jak nakazuje Koran."

        W oczywisty sposob oskarżeni biznesmeni podzielają poglądy Akramjona Yoldosheva,
        ale jego książka powstała właśnie po to - jak oni sami mówią - żeby dać
        młodzieży alternatywę dla organizacji panislamistycznych. Również z samej
        lektury wynika, że książka Yoldosheva dotyczy moralności, nie polityki.
      • patience Jagielski: "Dolina krwi i lez" 21.05.05, 18:33
        bardzo dobry tekst... chyba wybija sie na czolowke komentatorow nie tylko w
        Polsce. Rozumie sytuacje.
        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/2029020,34474,2720910.html


        "Żyli razem, utożsamiając się z muzułmańską wiarą, miejscem zamieszkania i
        pozycją społeczną. Podobnie jak inni Azjaci Fergańczycy nie przywiązywali
        znaczenia ani do narodowości, ani do mowy. Wszyscy mieszkańcy kotliny
        posługiwali się biegle zarówno uzbeckim, jak i używanym przez Tadżyków perskim.
        Przywieziona tu przez Rosję europejska idea państwa narodowego musiała wydawać
        im się niezrozumiałym i niepotrzebnym segregacyjnym eksperymentem.

        Rosjanie zaś, jakby z chęci zemsty za powstanie basmaczów, rozdarli Ferganę
        między trzy sztuczne imperialne prowincje, które z czasem miały się stać
        niepodległymi państwami. [...] Absurd rozbioru Fergany polegał na tym, że każda
        z jej części przypadła prowincjom-krajom całkowicie od nich oderwanym. Nie tylko
        politycznie, ale także geograficznie. Osz z Biszkekiem, Andiżan z Taszkientem, a
        Chodżent z Duszanbe łączą jedynie wysokogórskie przełęcze zamknięte zimą przez
        wiele tygodni.

        Odtąd zgodni sąsiedzi stali się wrogami. Tadżycy nie mogli darować Uzbekom
        Buchary i Samarkandy, Uzbecy Kirgizom Oszu. Tadżycy i Kirgizi wiecznie
        podejrzewali Uzbeków z Chodżentu i Oszu o spiski i chęć secesji. Póki istniało
        imperium, sąsiedzkie spory o miedzę kończyły się na żalach i pretensjach. Kiedy
        jednak imperium zaczęło chylić się ku upadkowi, kłótnie przeradzały się w
        rzezie. Na początku lat dziewięćdziesiątych w Uzgenie i Oszu doszło do krwawych
        porachunków między Uzbekami i Kirgizami, w których zginęły setki ludzi."
    • patience What options in Uzbekistan? - Arab News 21.05.05, 19:09
      What Options in Uzbekistan?
      Amir Taheri
      www.arabnews.com/?page=7§ion=0&article=64086&d=21&m=5&y=2005

      muslimuzbekistan.com/eng/ennews/2005/05/ennews21052005b.html

      The bloodbath in Andijan earlier this month has brought Uzbekistan, one of the
      world’s most obscure states, into the headlines for the first time since its
      independence after the break-up of the Soviet empire 14 years ago.

      Even before the full story of what had happened could be pieced together, the
      Andijan incident had been transformed into another topic in the global
      ideological battle that we have witnessed since President George W. Bush
      declared his war on terror almost four years ago.

      To the anti-Bush and anti-US crowd the tragedy in Andijan was one more example
      of American duplicity. Here was President Islam Karimov, an Oriental potentate
      of the type that Bush has vowed to overthrow in the name of democratization,
      unleashing his bloodhounds against women and children staging a peaceful
      demonstration in support of their imprisoned men-folk.

      At the other end of the spectrum we had the realpolitik crowd, whose views were
      recently spelled out in an op-ed by Henry Kissinger. They saw the events in
      Andijan as a clash between a pro-West government and armed fanatics. The subtext
      of that analysis is that the US and other Western democracies should
      “understand” the crackdown ordered by Karimov in Andijan because he is, after
      all, “on our side.”

      The Manichean approach to Uzbek events, however, will not help us understand
      their origins let alone guess their trajectory.

      Karimov and his regime are not creatures of the United States.

      Karimov was a member of the Politburo of the Communist Party of the Soviet Union
      (CPSU) when the empire disintegrated and he found himself master of Uzbekistan.
      Since 1991 he has presided over a regime that, though labeled neo-Communist, is,
      in fact, a traditional autocracy of the kind that Uzbeks knew until the 19th
      century when they were absorbed into the Czarist Empire.

      Since independence, the Karimov regime has been a Moscow favorite. Uzbekistan is
      one of only two Central Asian republics to have a defense agreement with Moscow
      and to host a Russian military base. In 1998 it was the first regional power to
      join Russia in the anti-terrorism pact that has since attracted other members
      including China and Kazakhstan.

      The US became interested in Uzbekistan in the aftermath of the 9/11 attacks
      against New York and Washington. At the start of the war against the Taleban in
      2001, the American military welcomed the use of a base in Termez, in southern
      Uzbekistan close to the Afghan border.

      Like other potentates in the region, Karimov has tried to profit from
      Washington’s determination to crush Islamist terrorism. He has cast himself in
      the role of the champion of secularism against religious fanatics. The truth,
      however, is that Karimov was, until a couple of years ago, posing as a champion
      of Islam against what he termed “godless, Western secularism.” His government
      has financed the building of some 3000 mosques and runs hundreds of Islamic schools.

      It has cracked down on secularist, often nationalist, parties such as Erk
      (Honor), led by Muhammad Salih, and Birlik (Unity) led by Abdul-Rahim Pulad.
      Karimov has played the Islamic card against the Christian, largely Russian,
      minority that accounts for some six percent of the population, while targeting
      the Persian-speaking Tajiks, some eight percent of the population, with a
      mixture of religious and ethnic themes.

      For all that, Karimov is not another Saddam Hussein. Uzbekistan is not dotted
      with mass graves as Iraq was under Saddam. The number of political prisoners in
      Karimov’s Uzbekistan does not exceed a few hundred, compared to tens of
      thousands in Iraq under Saddam. Nor has Karimov driven nearly a fifth of his
      nation into exile as Saddam had done. As for corruption, compared to Saddam
      Hussein’s Ali Baba and the Forty Thieves set up, Karimov’s kleptocracy looks
      like a Sunday choir, if only because Uzbekistan does not enjoy Iraq’s oil bonanza.

      But should the US support Karimov in the name of joint struggle against Islamist
      terror?

      The answer must be: No.

      In Uzbekistan, as in Iraq under Saddam Hussein, the choice is not between a
      despotic incumbent and his terrorist opponents.

      For at least two decades the Western powers saw Saddam Hussein as “a rampart of
      secularism against Islamism.”

      In 1983 Claude Cheysson, France’s minister for external affairs, justified his
      country’s massive military support for Iraq in the war against Iran with these
      words: “Saddam Hussein is the standard-bearer of the values of the French
      Revolution against an obscurantist theocracy.”

      Throughout the 1980s the US, though playing third fiddle to the French and
      Russians in Iraq, also supported Saddam Hussein.

      But who are the people against whom the US and other Western powers supported
      Saddam Hussein? They are people like Jalal Talabani, now president of liberated
      Iraq, and Ayatollah Ali Muhammad Sistani, the man mentioned for a Nobel Peace
      Prize. Today, the US and other Western powers realize that they had, in fact,
      been supporting Saddam Hussein against the overwhelming majority of the Iraqi
      people who have no particular reason to be anti-West or anti-US.

      The Karimov regime is certainly facing a challenge from Islamist terrorists. In
      the past decade, the so-called Islamic Liberation Party (Hizb Tahrir Islami) has
      been behind numerous armed attacks in the Ferghana Valley and Surkhan-Dareh.
      Scores of Uzbek militants have also trained with Afghan and Pakistani terrorist
      groups, including the Taleban and the Jaish-Muhammad (Muhammad’s Army), and
      fought in both Afghanistan and Kashmir. The attempt by Islamist leader Bakhtiar
      Rahimov to seize control of the town of Qarasu on the Kyrgiz border last week
      might look like a quixotic gesture. But it does indicate the determination of
      some Islamists to provoke a civil war in Uzbekistan.

      Nevertheless, the Islamists do not have the popular base needed for making a
      serious bid for power in Tashkent. Their influence is largely limited to two of
      the 12 provinces. But even there they have been able to heighten their profile
      because the regime has banned secularist and democratic parties from normal
      political activity. Thus we witness a deadly tango in which Karimov and the
      Islamists dance as a couple.

      Uzbek Islam is largely organized through Sufi fraternities and other traditional
      structures that reject radical ideologies such as Khomeinism and Bin Ladenism.

      Today in Uzbekistan, as yesterday in Iraq, the choice is not between a secular
      despot and Islamist tyranny. The sociopolitical base for democratization in
      Uzbekistan may even be stronger than was the case in pre-liberation Iraq if only
      because the Karimov regime has not been able to wipe out its domestic opponents
      as massively as Saddam Hussein had done in the 1990s. There are dozens of
      nongovernmental groups, human rights associations, professional organizations,
      and trade unions that could be mobilized against both Karimov and the Islamists.

      There are also several political parties, including two with mass support in
      rural areas where more than 60 percent of Uzbeks live, that could emerge as part
      of a broad democratic front against both Karimov and the Islamists.

      The Uzbek middle class, though still small, is, nevertheless, more politically
      mature than its Iraqi counterpart under Saddam Hussein. Its presence in
      strategic locations, notably the capital Tashkent and such cities as Kokand,
      Urganz
      • patience What options in Uzbekistan? - Arab News- koncowka 21.05.05, 19:11
        The Uzbek middle class, though still small, is, nevertheless, more politically
        mature than its Iraqi counterpart under Saddam Hussein. Its presence in
        strategic locations, notably the capital Tashkent and such cities as Kokand,
        Urganzh, and Samarqand, could give it a leading role in a process of
        democratization.

        By claiming that the choice is between him and the Islamist deluge, Karimov is
        using the argument that President Askar Aqayev had used in neighboring
        Kyrgyzstan. Bu Aqayev is gone and the sky has not fallen. Nor is there any
        prospect of an Islamist regime emerging in Bishkek. In Uzbekistan the choice is
        between democracy, in its many forms, and tyranny in its multiple incarnations
        including the Siamese twins of Islamism and Karimovism.
    • patience Lider tadżyckiej opozycji został porwany w Rosji 20.06.05, 21:37
      Lider tadżyckiej opozycji został porwany w Rosji i wywieziony do Duszanbe
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2775509.html

      Wojciech Jagielski 20-06-2005 , ostatnia aktualizacja 19-06-2005 15:02

      Największa partia opozycyjna w Tadżykistanie prosi Rosję o pomoc w uwolnieniu
      ich przywódcy, Mahmuda Iskandarowa więzionego przez tadżyckie władze. Problem w
      tym, że Iskandarow został porwany pod Moskwą przez mężczyzn w mundurach
      rosyjskiej policji i wywieziony do Duszanbe rosyjskim samolotem wojskowym

      Iskandarow, najważniejszy z tadżyckich dysydentów, uciekł przed rokiem do Rosji
      obawiając się, że w kraju zostanie wtrącony do więzienia. Jego kłopoty zaczęły
      się, gdy przed dwoma laty ogłosił zamiar ubiegania się o urząd prezydenta kraju,
      sprawowany od 1992 r. przez Imomali Rachmanowa.

      Rachmanow doszedł do władzy w wyniku wojny domowej, jaka wybuchła tuż po
      proklamownaiu niepodległości kraju. O władzę walczyli komuniści oraz sojusz
      demokratów i muzułmańskich mudżahedinów z południa i wschodu. Dzięki wsparciu
      Rosji i Uzbekistanu, komuniści z klanów północnych wygrali wojnę, w której
      zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

      Wojna została przerwana w 1997 r., a w wyniku układu pokojowego opozycja
      otrzymała jedną trzecią posad w rządzie. Pod koniec lat 90. Tadżykistan stał się
      jedynym w postsowieckiej Azji Środkowej krajem, gdzie istniała rzeczywista
      wielopartyjność i działała legalnie partia islamska.

      Wychwalany w kraju i za granicą Rachmanow gotów był z opozycją najwyżej dzielić
      się władzą, ale w żadnym wypadku ją oddawać. Po wygranych w 1999 r. wyborach na
      drugą i ostatnią kadencję, jego zwolennicy przeforsowali poprawki w konstytucji,
      dzięki którym prezydenckie kadencje liczy się teraz od nowa.

      Rachmanow może się więc ubiegać nie tylko o kolejną prezydenturę w 2006 r., ale
      także o reelekcję w 2013 r. na kolejnych 7 lat. Jest jednak jasne, że nie po to
      jednak usunął przeszkody formalne, by ryzykować władzę w starciu z pretendentami
      do tronu.

      Dzięki układowi pokojowemu Iskandarow, były komendant mudżahedinów, wszedł do
      koalicyjnego rządu najpierw jako minister ds. sytuacji nadzwyczajnych, a potem
      jako szef państwowego koncernu gazowniczego Tadżykgaz. Rozdzielając stanowiska w
      koalicyjnym rządzie, Rachmanow dbał, by przedstawicielom opozycji dostawały się
      posady oderwane od władzy politycznej, za to kuszące możliwościami dorobienia
      się. I rzeczywiście, wielu niezłomnych niegdyś dysydentów i mężnych mudżahedinów
      uległo pokusie korupcji.

      Tadżycka prokuratura twierdzi, że wśród tych, którzy dali się zwieść, znalazł
      się też Mehmud Ruzi Iskandarow, który miał ukraść ze skarbu państwa prawie 40
      mln dol. Iskandarow odpowiada, że to nieprawda, a zarzuty o złodziejstwo są
      zemstą władz za jego niezależność i polityczne ambicje.

      Rzeczywiście, oskarżenia wobec Iskandarowa pojawiły się dopiero, gdy pod koniec
      ub.r. ogłosił zamiar ubiegania się o prezydenturę w 2006 r. oraz zapowiedział
      utworzenie nowej, opozycyjnej koalicji już podczas wyborów parlamentarnych w
      lutym 2005 r.

      W Duszanbe mówiono, że Iskandarow jeździ po kraju i skrzykuje swych dawnych
      towarzyszy broni, partyzanckich komendantów, by tworzyć z nimi opozycyjną
      partię. Sondaże wskazywały, że już na początku swej kampanii mógłby liczyć na
      jedną czwartą głosów, tylko dwa razy mniej niż Rachmanow.

      Zagrożona władza oskarżyła go o korupcję. Prokuratura wszczęła śledztwo,
      uniemożliwiając Iskandarowowi start w wyborach parlamentarnych. Kiedy do
      więzienia zaczęto zamykać jego współpracowników, Iskandarow uciekł do Rosji.
      Obóz rządzący, już bez przeszkód, wygrał lutowe wybory parlamentarne, a
      Rachmanow zażądał od Rosji, by wydała mu zbiega.

      W rosyjskiej stolicy znalazło schronienie wielu dysydentów z byłych republik
      ZSRR. Kreml chętnie udziela gościny zarówno obalanym prezydentom, jak nieudanym
      zamachowcom. W Moskwie mieszkają więc zarówno obaleni prezydenci Azerbejdżanu,
      Kirgizji czy Adżarii, jak i były gruziński minister bezpieczeństwa i niedoszły
      zabójca Eduarda Szewardnadze.

      Kreml dawno odkrył, że uciekinierzy mogą służyć jako znakomity argument w
      politycznych targach z dawnymi prowincjami. Jednych politycznych dysydentów
      wydawano w zamian za polityczne i gospodarcze przysługi. Niepokornym - jak np.
      Gruzinom - wydania opozycjonistów odmawiano.

      Tadżyckie prośby o wydanie Iskandarowa Moskwa początkowo odrzucała, choć w
      grudniu ub.r. został on na prośbę Duszanbe aresztowany. W kwietniu, ku oburzeniu
      Tadżyków, Rosjanie postanowili Iskandarowa uwolnić, twierdząc, że nie dopatrzyli
      się żadnych dowodów jego winy. Jednak pewnego dnia wolny już Iskandarow wyszedł
      wieczorem na spacer z psem i słuch po nim zaginął.

      Kiedy zrozpaczona rodzina podniosła alarm, w dalekim Tadżykistanie ogłoszono, że
      Iskandarow został aresztowany w Duszanbe i stanie przed sądem pod zarzutami
      korupcji, usiłowania zabójstwa i terroryzmu.

      Adwokaci Iskandarowa twierdzą, że podczas feralnego spaceru z psem został on
      zatrzymany przez mówiących po rosyjsku ludzi ubranych w mundury rosyjskiej
      policji. Skutego w kajdanki i z zawiązanymi oczami napastnicy wywieźli do lasu,
      gdzie przez noc trzymali w pomieszczeniu przypominającym łaźnię. Następnego dnia
      został przewieziony na wojskowe lotnisko Czkałowski i wywieziony do Duszanbe
      samolotem transportowym z załogą w rosyjskich mundurach.

      Adwokaci twierdzą, że Iskandarow został porwany, a Rosja powinna się o niego
      upomnieć u tadżyckich władz. Chyba że Tadżyk został porwany za zgodą rosyjskich
      władz. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że bez żadnych dokumentów został
      przewieziony z jednego kraju do innego?

      - Niemożliwe, by Kreml o tym nic nie wiedział - oburza się mecenas Anna
      Stawickaja, która nie wierząc w moskiewską sprawiedliwość, zapowiada, że
      skieruje skargę do ONZ, OBWE, Unii Europejskiej oraz do Europejskiego Trybunału
      Sprawiedliwości w Strasburgu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka