Gość: Iga
IP: 217.67.195.*
18.09.01, 15:49
Pracuję jako księgowa w spółce prywatnej. Wczoraj doznałam szoku : przyszedł do
mnie szef i powiedział "Pani Igo jak to jest,że skoro zarabiam 80tys na ręke
dostaję ok.45?" Tłumaczyłam mu , że płaci 40% podatku, wszystkie fundusze,
składki itd. razem potrąca mu się co miesiąc ponad 30tys. On o tym wie i pyta
się mnie jak będą kształtowały się podatki po wyborach. Jeśli wygra SLD to bez
zmian, albo i podwyższą, jeśli inni, to może obniżą. Nakazał mi wyliczyć ile
brutto musiałby mieć żeby na ręke brać 65tys. Wyszło ponad 100tys. Od
października taką będzie miał pensję, ale firma nic nie straci bo kazał zwolnić
kadrowej 15 osób które zarabiały łącznie te 20-25 tys różnicy. Do mnie
przyszedł i powiedział : "reszcie się dowali roboty, chcieli socjalizmu to go
mają, ja swoje muszę wziąć a 40% nie będę płacił". Na prawdę cieszę się , że
nie padło na mnie ale co będzie po wyborach przecież ONI wszyscy tak właśnie
liczą i myślą. Czy nie można ustanowić podatku liniowego?