Gość: Michał
IP: *.magma-net.pl
06.09.02, 10:04
Unia Pracy jest partią samodzielną i ma swoją tożsamość - na łamach GW
ogłosiła Beata Bodniak, rzeczniczka prasowa RP UP we Wrocławiu po zgłoszeniu
unickiej kandydatki na prezydenta Wrocławia w nadchodzących wyborach. Unicki
głos o "niezależności" również głośno grzmiał w ustach Jerzego
Kraśniewskiego, przewodniczącego partii. Grzmiał do czasu, gdy szefowie SLD
nakazali mu w trybie natychmiastowym wycofać z imprezy kandydatkę (Teresę
Kalisz) oraz zdecydowanie i jednoznacznie poprzeć panią Lidkę. Wystraszony
Kraśniewski w amoku zapomniał nawet poinformować Teresę Kalisz, że odbiera
jej poparcie w walce o prezydencki stołek. Jako SLD-owski neofita szybko
zaprosił na spotkanie z unitami Fil-Harmonijną Lidkę i składając jej należny
pokłon zapewnił o swoim bezgranicznym oddaniu (niczym Gomułka Breżniewowi)
jedynie słusznej partii. Uniżenie (i poniżenie UP) zagwarantowało Jerzemu
Kraśniewskiemu i Beacie Bodniak drugie lokaty na wspólnych (z SLD) listach
wyborczych do rady miasta.
Już poprzedni przewodniczący wrocławskiej Unii Pracy, Adam Hiczuk, próbował
uniezależnić swoją partię od silniejszego brata. Nie wyszło mu to na dobre,
gdyż szefowie Rady Dolnośląskiej: Marian Lewicki (senator), Ignacy Bochenek
(wicewojewoda) i Mariusz Put (DRKCh) mieli inne zdanie o "współpracy" z SLD.
Adam Hiczuk odszedł z unickiego horyzontu, a władzę w partii przejął
pracownik Politechniki Wrocławskiej - Jerzy Kraśniewski i Beata Bodniak
słynąca z nagości w filmie "Golasy". Sama oświadczyła, że zrobiła to, gdyż
nie jest osobą pruderyjną i nie należy do kółka różańcowego. Nikomu jednak
nie zdradziła DLACZEGO PORZUCIŁA SWOJE MAŁE DZIECI I POSZŁA W "CUG" DO
STARSZEGO PANA. Na jej "wyczyn" jednoznacznie zareagował sąd rodzinny -
OPIEKĘ NAD MAŁYMI DZIEĆMI PRZEKAZAŁ BYŁEMU MĘŻOWI KRZYSZTOFOWI.
Twardy orzech do zgryzienia ma wrocławski Sojusz Lewicy Demokratycznej.
Kandydatka z taką przeszłością na wspólnej liście wyborczej raczej nie
przyniesie jemu chwały i splendoru, a jedynie może spowodować eliminację
przez wyborców innych kandydatów. Póki co, pożyjemy i zobaczymy finał.