patience
25.09.05, 05:46
Tak, zostalem okradziony. Zostalem okradziony do szczetu. Zostalem wlasciwie
okradziony z mojego zycia. Gdybym nie wyjechal moglbym sobie wegetowac przez
lata jako podrzedny poeta i bylbym soba. Strajki 68.roku bylyby moja legenda.
Moglbym zapisac sie potajemnie do KOR - u. Moglbym sluchac tzw.Michnika Na
Uniwersytetach Latajacych. Moglbym podziwiac i ogladac zywego Lecha Walese.
Moglbym pojechac do Gdanska w 80. roku i byc choc troche bohaterem. Moglbym
byc tchorzem i nic nie robic i widziec jak Historia przecieka mi przez palce.
Moglbym kochac kobiety nie dlatego, ze sa mi potrzebne, ale dlatego ze mi sie
podobaja. Moglbym wpasc pod tramwaj nr 16 - cie przy Saskoim Ogrodzie i to
byloby fajnie, bo to byl Ogrod mojego dziecinstwa. Moglbym czytac "Gazete
Wyborcza" codziennie i myslec sobie, ze jest redagowana przez Czlowieka,
ktorego kiedys troche znalem. Moglbym byc soba takim jakim bylem. Zwyklym i
niedorobionym.
Wyjechalem. Wbrew temu co doradzal tzw. Michnik. Musialem wyjechac z Kraju,
bo Komuna lamala mi kosci i dusze. Nie bylem na tyle silny, zeby zostac i
walczyc. I dlatego zostalem okradziony z mojego zycia, z mojego Ja, ze
wszystkiego co bylo we mnie zwyczajnie ludzkie. Teraz jestem podstarzalym
emigrantem, ktory wyje z tesknoty. Nie, nie za strzechami i zagajnikami, nie
za ul. Elektoralna i Palacem Kultury, ale za samym soba. Bo zostalem
okradziony z samego siebie i tak bedzie do konca. Byc moze stworzylem sobie
nowe Ja i nowe zycie, ale bol za tym co stracilem jest straszny. Bo zostalem
obrabowany i okradziony, a to jest gorsze niz noz w serce.