Dodaj do ulubionych

Poglądy Janusza Korwina Mikkego

19.01.06, 23:43
Nietrudno natknąć się na wypowiedzi, że JKM prezentuje chore poglądy. Mam
wrażenie, że panuje jakieś niezrozumienie jego opini w różnych kwestiach oraz
powszechne nidoinformowanie w tej sprawie. Dlatego umieszczam ten post i pytam
się: Cóż takiego chorego głosi ten osobnik?

Proszę nie umieszczać krótki bezsensownych wypowiedzi, a tylko składne
wypowiedzi poparte argumentami. (i nie cytować całych wypowiedzi przedmówcy, a
tylko fragmenty do których się odnosi)
Obserwuj wątek
    • abprall Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 19.01.06, 23:55
      lubię ku..na..
      lubię nikifora tyż...
      lubię folklor , ale nie w nadmiarze...

      dubi,schubi,duuuuu

      ------------
      pieprzone cywile
      • tojajurek Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 01:26
        Taki bełkot trudno streścić.
        Główne poglądy JKM sprowadzają się do takich tez:
        Kobieta jest z natury słabsza i głupsza od mężczyzny, więc powinna spełniać
        rolę gospodyni, żony i matki. Żeby w tej roli nie wypadła jak burak - musi mieć
        minimum ogłady, co powinna wynieść z domu.
        W domu, w sprawach zawodowych, rodzinnych, dzieci itp, - decyduje o wszystkim
        mąż, gdyż jest mądrzejszy i silniejszy.
        Stwórca wyposażył kobiety w odpowiednie cechy do pełnionej roli: słabe mięśnie
        i umysł mierny - akurat do gotowania i zmywanie garów, prania pieluch i
        opiekowania się dzieciarnią. Próba uwolnienia się od tej roli - to zwykłe
        fanaberie, które trzeba wybić babie ze łba, choćby pięścią.
        Mężczyzna jest silniejszy, mądrzejszy no i finansuje cały ten związek, więc
        absolutnie należy mu się respekt, posłuszeństwo i wdzięczność.
        Oczywiście zdarzają się chore wariatki, które próbują usamodzielniać się,
        zdobywaś wiedzę, a nawet stopnie naukowe. To są fanaberie i bzdury które
        zatrącają o jakąś chorobę psychiczną, bo kobiety i tak nie dorównują mężczyznom
        pod względem jakichkolwiek uzdolnień.

        Jedną z ważniejszych tez JKM jest stwierdzenie, że 90% społeczeństwa i tak
        składa się z kompletnych idiotów.
        Obawiam się, że nie wziął jednak pod uwagę faktu, że sam najwyraźniej do tych
        90% również się zalicza.
        • basia Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 09:12
          tojajurek napisał:

          > Taki bełkot trudno streścić.
          > Główne poglądy JKM sprowadzają się do takich tez:
          > Kobieta jest z natury słabsza i głupsza od mężczyzny, więc powinna spełniać
          > rolę gospodyni, żony i matki. Żeby w tej roli nie wypadła jak burak - musi mieć
          >
          > minimum ogłady, co powinna wynieść z domu.
          > W domu, w sprawach zawodowych, rodzinnych, dzieci itp, - decyduje o wszystkim
          > mąż, gdyż jest mądrzejszy i silniejszy.
          > Stwórca wyposażył kobiety w odpowiednie cechy do pełnionej roli: słabe mięśnie
          > i umysł mierny - akurat do gotowania i zmywanie garów, prania pieluch i
          > opiekowania się dzieciarnią. Próba uwolnienia się od tej roli - to zwykłe
          > fanaberie, które trzeba wybić babie ze łba, choćby pięścią.
          > Mężczyzna jest silniejszy, mądrzejszy no i finansuje cały ten związek, więc
          > absolutnie należy mu się respekt, posłuszeństwo i wdzięczność.
          > Oczywiście zdarzają się chore wariatki, które próbują usamodzielniać się,
          > zdobywaś wiedzę, a nawet stopnie naukowe. To są fanaberie i bzdury które
          > zatrącają o jakąś chorobę psychiczną, bo kobiety i tak nie dorównują mężczyznom
          >
          > pod względem jakichkolwiek uzdolnień.


          Przedstawiles interpretacje obciążoną skaza. Skaza charakterystyczna, jak mi sie wydaje dla ideii feminizmu, niskiej samoceny, strachu, reagowanie na silniejszego mobilizacja obrony i walki.Jezeli jest silny mezczyzna i slabsza kobieta musi sie to rownac wojna, a jak w kazdej wojnie musi byc przegrany i tym(ta)przegrana jest kobieta. Nic bardziej mylnego ( biorac pod uwage poglady JKM).

          W mojej ocenie iterpretujesz silniejszego mezczyzne jako popularnego "karka", chama, dresiarza.
          Stawiasz teze, ze silniejszy, madrzejszy mezczyzna musi sie rownac slaba i głupia kobieta. Nic bardziej mylnego jako ogólna definicja, bo ze tak moze sie zdarzyc i zadarza tego nie kwestionuje.

          JKM nie twierdzi, ze kobieta nie moze robic kariery naukowej, jednak posiadanie, rodziny, dzieci w tym przeszkadza. Jedno z dwoch cierpi, kariera albo rodzina. Oczywiscie, mozemy zatrudnic opiekunki, gosposie domowe i wtedy jest prosciej.

          Po prostu kobiety i mezczyzni sie roznia. Calkowita bzdura jest twierdzenie, ze kobiety "nie dorównują mężczyznom pod względem jakichkolwiek uzdolnień." - tego JKM nie twierdzi. Dorównuja, i przewyższaja, tylko niekoniecznie zawsze w tych samych dziedzinach.
          • centre.gravity Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 13:34
            ty to chyba jestes niezbyt rozgarnieta, albo jestes typowa glupiutka gaska. jkm
            bylby z ciebie dumny.
            • basia Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 13:51
              centre.gravity napisał:

              > ty to chyba jestes niezbyt rozgarnieta, albo jestes typowa glupiutka gaska. jkm
              >
              > bylby z ciebie dumny.

              skoro tak myslisz, to mysl sobie.Umiem korzystac z internetu, co oczywiscie dowodem na nie bycie glupim nie jest, co jasno udowodniłeś swoim komentarzem.
              • centre.gravity Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 16:23
                nie pomylilem sie w swojej ocenie.
            • xiazeluka Z ciebie nie byłby, centralny.gamoniu 20.01.06, 14:17
              JKM nie lubi chamów.
              • centre.gravity Re: Z ciebie nie byłby, centralny.gamoniu 20.01.06, 16:25
                jkm to jednak arystokrata, choc zdrowo szurniety. chlop panszczyzniany
                podszywajacy sie pod ksiecia to takze nie dla niego towarzystwo.
                czolem w mozguluka! pomietaj o tej slomie, co by ja na wiosne wyciagnac z butow.
                • centre.gravity Re: Z ciebie nie byłby, centralny.gamoniu 20.01.06, 16:26
                  a ... i pilnuj swoich gasek.
                  • xiazeluka Możesz odejść, przysiółkowy głupku /nt 20.01.06, 16:47
        • llukiz Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 09:48
          > Główne poglądy JKM sprowadzają się do takich tez:
          > Kobieta jest z natury słabsza i głupsza od mężczyzny

          Słowo słabsza ma wiele znaczeń. Czy statystycznie kobieta jest słabsza? Mniej
          podniesie? Oczywiście. Czy bardziej odczuwa stres związany z pracą? Tak. Czy
          wszystkim się bardziej przejmuje, co może jej przeszkadzać w podejmowaniu
          trafnych decyzji? Ależ tak. Oczywiści wszystko to nie odnosi się do
          poszczególnych jednostek, lecz do średniej jako takiej. Czy są sytuacje w
          których kobieta jest silniejsza od mężczyzny. Bez wątpienia. Mężczyźni ogólnie
          częściej chorują szybciej umierają, łatwiej się załamują, częściej popadają w
          depresje i nałogi, mają większą skłonność do ryzyka.
          Co do tego że kobieta jest głupsza… Tutaj można tak samo się rozpisać jak z "tą
          słabszą", również zaczynając że Kasparow nie jest kobietą, ale chyba nie muszę
          tego robić.

          Co do reszty, tzn prowadzenia domu i tego kto ma rządzić w tym domu. Znowu, po
          pierwsze pełna wolność, niech sobie to każdy organizuje jak chce, ale
          STATYSTYCZNIE (według JKM) lepiej sprawdzają się rodziny w których to mężczyzna
          podejmuje kluczowe decyzje. Jego pogląd jego prawo je głosić. Ktoś się nie
          zgadza? Przymusu nie ma. Może sobie zakładać rodzinę jaką chce.

          > bo kobiety i tak nie dorównują mężczyznom
          > pod względem jakichkolwiek uzdolnień.

          kłamstwo czystej wody. To nie są poglądy korwina. Kobieta i mężczyzna się
          uzupełniają, tak samo jak ich uzdolnienia. Każdy jest dobry w czym innym.

          > Jedną z ważniejszych tez JKM jest stwierdzenie, że 90% społeczeństwa i tak
          > składa się z kompletnych idiotów.

          Tak niestety jest. Wystarczy poczytać posty na większości forów.
      • tojajurek Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 01:26
        Taki bełkot trudno streścić.
        Główne poglądy JKM sprowadzają się do takich tez:
        Kobieta jest z natury słabsza i głupsza od mężczyzny, więc powinna spełniać
        rolę gospodyni, żony i matki. Żeby w tej roli nie wypadła jak burak - musi mieć
        minimum ogłady, co powinna wynieść z domu.
        W domu, w sprawach zawodowych, rodzinnych, dzieci itp, - decyduje o wszystkim
        mąż, gdyż jest mądrzejszy i silniejszy.
        Stwórca wyposażył kobiety w odpowiednie cechy do pełnionej roli: słabe mięśnie
        i umysł mierny - akurat do gotowania i zmywanie garów, prania pieluch i
        opiekowania się dzieciarnią. Próba uwolnienia się od tej roli - to zwykłe
        fanaberie, które trzeba wybić babie ze łba, choćby pięścią.
        Mężczyzna jest silniejszy, mądrzejszy no i finansuje cały ten związek, więc
        absolutnie należy mu się respekt, posłuszeństwo i wdzięczność.
        Oczywiście zdarzają się chore wariatki, które próbują usamodzielniać się,
        zdobywaś wiedzę, a nawet stopnie naukowe. To są fanaberie i bzdury które
        zatrącają o jakąś chorobę psychiczną, bo kobiety i tak nie dorównują mężczyznom
        pod względem jakichkolwiek uzdolnień.

        Jedną z ważniejszych tez JKM jest stwierdzenie, że 90% społeczeństwa i tak
        składa się z kompletnych idiotów.
        Obawiam się, że nie wziął jednak pod uwagę faktu, że sam najwyraźniej do tych
        90% również się zalicza.
    • keyser_sose Czy to prawda, że... 20.01.06, 00:02
      Preambuła: jestem pewien, że to prawda, ale potrzebne mi potwierdzenie od fana
      JKM. Jak będzie trzeba to poszukam potwierdzenia tegorozumienia wypowiedzi JKM.
      (Teraz jestem za granicą nie mam dostepu do materiałów, sorry)

      Teza:

      JKM uważa za szkodliwe nie tylko ubezpieczenia przymusowe, ale i dobrowolne.
      Uważa, że ubezpieczanie się jest całkowicie nieracjonalne stawki są tak
      skonstruowane, że statystycznie się na tym traci, więc lepiej sobie te
      pieniądze inwestować a jak coś się zdarzy to należy życ z inwestycji lub
      oszczędności.

      No właśnie, czy dobrze streściłem te poglady? Bo jesli dobrze jestem gotów
      drugą część (tę o nieracjonalności) nazwać właśnie pogladem głupim.
      • llukiz Z ubezpieczeniem to jest tak 20.01.06, 00:29
        Że ubezpieczanie jest tak skonstruowane, że statystycznie się na tym traci to
        chyba nie ulega wątpliwości.

        Że lepiej sobie te pieniądze inwestować, a jak coś się zdarzy to należy żyć z
        inwestycji lub oszczędności to statystycznie jest również prawdą. Problem w tym,
        że są zawsze wyjątki tzn nieszczęścia, które przytrafiają się na początku, nim
        człowiek się zabezpieczy. Korwin najprawdopodobniej uważa, że w takich wypadkach
        powinna zadziałać zwykła ludzka dobroć i inni z chęci czynienia dobra, pomogą
        takiemu nieszczęśnikowi. Uważam, że jest to również prawda, a przykładów na to
        nie brakuje.

        Wracając do sensu ubezpieczania się, to oczywiście są według korwina jednostki
        nieskłonne do ryzyka, natomiast chętne zaniżyć znacząco swoje dochody w imię
        świętego sokoju. Tyle że ubezpieczenie również nie daje pełnych gwarancji.
        Towarzystwa ubezpieczeniowe bankrutują, państwa bankrutują (Argentyna ostatnio),
        wojny wybuchają. JKM po rozważeniu za i przeciw stwierdza że jego zdaniem:
        > ubezpieczanie się jest całkowicie nieracjonalne

        PS: Nie uważam się za eksperta od poglądów JKM i mogę się mylić
        • keyser_sose No to krótko 20.01.06, 01:27
          Tu jest gwóżdź programu:

          > Że ubezpieczanie jest tak skonstruowane, że statystycznie się na tym traci to
          > chyba nie ulega wątpliwości.

          Finansowo. Bo ubezpieczenia to nie hazard jak próbuje przedstawić JKM.
          Ubezpieczjąc się kupujesz towar: bezpieczeństwo. Swoje, ukochanej kobiety
          dziecka. Kupujesz pewność, że nawet jeśli Tobie coś się stanie oni będą mieli z
          czego żyć. Czy warto za to zapłacić? Masz z czego żyć, masz gdzie mieszkać,
          odkładasz szmal na konto, wszystko układa się świetnie. A jak przestanie?

          Człowiek jest inaczej skonstruowany niż zakłada JKM - kwestia rachunku
          ekonomicznego jest dlań generalnie kluczowa przy zaspokajaniu podstawowych
          potrzeb. Potem pojawiają się inne kryteria.

          Tu masz link do teorii Malsowa (teoria została podważona na podstawie wyjatków,
          ale nadal uważana jest za wiarygodną generalizacją rozwoju potrzeb człowieka;
          coś jak Einstein podważający Newtona)

          chiron.valdosta.edu/whuitt/col/regsys/maslow.html
          Sam JKM pisał kiedyś o tym ,że ludzie dzielą się na wojowników (5% lubiacych
          ryzyko) i rolników (95% ceniacych bezpieczeństwo). Ja się nawet zgadzam. Ludzie
          tacy są. No to trzeba przyjąć do wiadomości, a nie spierać się z
          rzeczywistością i narzucać 95% system wartości 5%.

          A JKM narzuca: mówi co jest dobre, a co nie, co jest racjonalne, a co nie
          jest... I to jest właśnie nieracjonalne. To jest właśnie głupie.

          To jest jedna z przyczyn dla których JKM dostanie zawsze poniżej 5%.

          I jeszcze jedno: kiedy jesteś singlem - ryzykujesz sobą. Kiedy masz żonę i
          dzieci ryzykujesz nimi. To trochę inna perspektywa, co? Czy JKM ja uwzglednia w
          ocenie racjonalności - nie, bo po co...

          Andrzej Kmicic (po pokonaniu Bogusława, kiedy ten obiecuje darować życie Oleńce
          jeśli zostanie puszczony wolno)):

          - Ja bym za jeden jej włos stu takich wyrodków oddał.
          -------------------------
          Myślisz, że przesadził? Ja myslę, że nie. I nie urządzał, żadnych
          skomplikowanych wyliczeń jaka jest szansa na to, że Bogusław kłamie, albo na
          to, że Oleńka w międzyczasie spadła z konia i złamała sobie kark.

          To jest racjonalna postawa.

          Może jeszcze inaczej:

          Jest absolutnie nieracjonalne tworzenie modelu rzeczywistości
          nieuwzgledniajacego innych czynników niż korzyść ekonomiczna.

          To jest głupota o której pisałem na wstepie.
          • xiazeluka Na Twoim przykładzie widać wyraźnie, dlaczego... 20.01.06, 09:12
            W "powszechnej opinii" (czyli 95% "rolników") JKM ma złą opinię. Tak fałszywie
            rozumującego postu już dawno nie czytałem. Oto dowody:

            Napisałeś:

            "Człowiek jest inaczej skonstruowany niż zakłada JKM - kwestia rachunku
            ekonomicznego jest dlań generalnie kluczowa przy zaspokajaniu podstawowych
            potrzeb. Potem pojawiają się inne kryteria."

            No przecież JKM mówi dokładnie to, co Ty powyżej: człowiek zaspokaja swe
            podstawowe potrzeby w pierwszym rzędzie - a zatem papu, ubranko i ciepły kąt.
            Jeśli coś zostanie, to wtedy jest okazja, by się zastanowić, co z kasą zrobić:
            zaryzykować inwestycję czy wybrać bezpieczeństwo i się ubezpieczyć, tracąc w
            ten sposób okazję do potencjalnego wzbogacenia się. Żaden człowiek nie zaczyna
            jednak z pewnością swego rachunku od poszukania najbliższej agencji
            ubezpieczeniowej...

            oraz:

            "No to trzeba przyjąć do wiadomości, a nie spierać się z rzeczywistością i
            narzucać 95% system wartości 5%.
            A JKM narzuca: mówi co jest dobre, a co nie, co jest racjonalne, a co nie
            jest... I to jest właśnie nieracjonalne. To jest właśnie głupie."

            Znowu piszesz tak, jakbyś stał na głowie: przecież to 95% większość narzuca swe
            bezpieczniackie zdanie 5% mniejszości! Gdyby nie było przymusowego haraczu na
            ZUS, to i tak, wedle tej teorii o rolnikach i wojownikach, 95% ludzi
            ubezpieczałoby się samodzielnie, a wszyscy, łacznie z 5% elitą, zachowaliby
            prawo swobodnego wyboru - co jest lepsze od socjalistycznej niewoli.
            Po drugie - mylisz opinię, osąd, racje z dyktatem, narzucaniem, wymuszaniem -
            jeśli JKM recenzuje, to z pewnością nie narzuca swojego poglądu, ponieważ po
            prostu nie ma takich możliwości - nie jest monarchą lub komunistycznym
            okupantem. Zachowanie wolności stanowienia o sobie "narzucaniem"? To chyba po
            mandaryńsku...
            Jeśli napiszę, żeś głupek, to przecież nikomu nie narzucę takiego osądu, wyrażę
            jedynie swoje zdanie, które każdy może puścić mimo uszu. Jeśli natomiast 95%
            większość zakaże mi wypowiadać się na Twój temat, to wyedy będzie to
            narzucanie, wulgarny dyktat będący w sprzeczności z prawami naturalnymi.

            I dlatego JKM dostaje nie więcej niż 5% głosów - nie dlatego, że głupio mówi,
            ale dlatego, że 95% ciot boi się ryzykować.

            Kolejny absurd:

            " I jeszcze jedno: kiedy jesteś singlem - ryzykujesz sobą. Kiedy masz żonę i
            dzieci ryzykujesz nimi. To trochę inna perspektywa, co? Czy JKM ja uwzglednia w
            ocenie racjonalności - nie, bo po co."

            Dlaczego JKM ma uwzględniać cudzą subiektywną ocenę racjonalności? Kolego,
            jeśli masz wolny wybór, to sam o sobie stanowisz, nikt Ci niczego nie narzuca -
            poza koniecznością posiadania własnego pomyslunku, oczywiście. Można jednak
            pójść na skróty i uznać, że jeśli nie potrafisz o siebie sam zadbać, to należy
            Cię uznać za niewolnika i wyznaczyć kuratora w postaci urzędnika państwowego,
            który narzuci Ci regulamin życia: pobudka, toaleta, praca, odpoczynek,
            spatuchny w ściśle określonych godzinach. Pensji dostawać nie będziesz, w
            zamian państwo zatroszczy się o jedzenie dla Ciebie, odzież i takie tam.
            Jestem pewien, że z oburzeniem odrzucisz podobną koncepcję, choć afirmując
            wszechwładzę przymusowego ubezpieczenia dobrowolnie uznajesz się za raba
            waaaadzy.
            Wracając do racjonalności: mogę ubezpieczyć siebie, by dzieci w razie czego
            dostały za mnie kasę. Czy to się opłaca? To właśnie należy obliczyć - czy warto
            poświęcać kilkaset złotych miesięcznie na polisę, czy też lepiej za tę forsę
            wysłać dzieciaki na kurs języka obcego, naukę tenisa czy ufundować zagraniczną
            szkołę? Co się opłaca - zainwestować w rozwój dzieci TERAZ, czy zabezpieczyć im
            start życiowy (samochód, mała kawelerka) za 15 lat? Co im da samochód za 15
            lat, jeśli nie zdobędą odpowiedniego wykształcenia i umiejętności, kończąc jako
            kasjerzy w supermarkecie?
            To wszystko są decyzje indywidualne, podejmowane przez rodziców po długim
            namysle, ryzykowne w obie strony - bo wybranie ubezpiecznia też jest hazardem!
            Opłacisz polisę zamiast nauki pływania i stracisz dzieciaka, bo utopi się po
            paru latach w basenie... To wszystko nie jest takie proste, jak to nam
            trywializujesz, kolego.

            Tak więc - wyszło na to, że głupoty Ty piszesz, a nie JKM. Powodem jest, jak
            przypuszczam, strach przed wolnością.
            • keyser_sose zeby nie przedłużać 20.01.06, 12:13

              Mylisz się. JKM nadal wyzywa od durniów tych co PO zabezpieczniu podstawowych
              potrzeb idą się ubezpieczać.

              I potępia ubezpieczenia dobrowolne.

              Nie wierzysz?

              To może zakład?

              Pozdrawiam

              KS
              • xiazeluka Odpowiedź nie na temat 20.01.06, 13:33
                Dobrym prawem JKM jest wyzywanie innych od durniów (i potępianie dobrowolnych
                ubezpieczeń), podobnie jak Twoim nazywanie rozumowania JKM głupim. O tym była
                mowa? Oczywiście, że nie - insynuowałeś, że JKM narzuca innym swoje zdanie
                tudzież to, że JKM jest obdarzony tak wielką mocą sprawczą, że potrafi zmusić
                bliźnich do "niebycia" durniami.

                O co więc chcesz się zakładać?
                • keyser_sose Nieporozumienie 20.01.06, 13:40

                  > Dobrym prawem JKM jest wyzywanie innych od durniów (i potępianie dobrowolnych
                  > ubezpieczeń), podobnie jak Twoim nazywanie rozumowania JKM głupim. O tym była
                  > mowa? Oczywiście, że nie

                  Tak, o tym jest ten wątek

                  - insynuowałeś, że JKM narzuca innym swoje zdanie
                  > tudzież to, że JKM jest obdarzony tak wielką mocą sprawczą, że potrafi zmusić
                  > bliźnich do "niebycia" durniami.

                  Nie miałem takiej intencji. Ani nie chciałem sugerować, że JKM ma taką władzę.
                  Wyraziłem się nieściśle

                  O narzucaniu nie pisałem dosłownie.

                  Chodziło mi raczej o postawę: Ja mam rację. Wszyscy inni to durnie albo
                  sabotażyści.

                  > O co więc chcesz się zakładać?

                  Już o nic
                  • xiazeluka Re: Nieporozumienie 20.01.06, 13:58
                    keyser_sose napisał:

                    > Tak, o tym jest ten wątek

                    W takim razie jest to nonsens, przelewanie z pustego w próżne: roztrząsanie,
                    czy wolno ludziom wypowiadać sw3oje opinie.

                    > Chodziło mi raczej o postawę: Ja mam rację. Wszyscy inni to durnie albo
                    > sabotażyści.

                    I co z tego? Co ona implikuje w praktyce? Nie wolno komuś uważać się za
                    najmądrzejszego na świecie? Ty go za takiego nie uważasz i wystarczy, co tu
                    więcej można dodać? Poczytaj posty obecnego tu dokumendy, indywiduum udającego
                    liberała, choć będącym słabo zakamuflowanym komunistą - co post nazywa swoje
                    nudne elaboraty "genialnymi", szpanuje swoim wysokim, czterocyfrowym IQ i
                    poucza każdego, którego zdoła złapać za nogawkę spodni. Niektórych typek ten
                    denerwuje, ja po prostu przyjmuję do wiadomości jego pozę, do głowy by mi nie
                    przyszło, by otwierać wątek "Czy dokumenda może strofować bliźnich"?
                    • keyser_sose Odpowiadam 20.01.06, 14:13

                      > > Chodziło mi raczej o postawę: Ja mam rację. Wszyscy inni to durnie albo
                      > > sabotażyści.
                      >
                      > I co z tego? Co ona implikuje w praktyce? Nie wolno komuś uważać się za
                      > najmądrzejszego na świecie?

                      Wolno, ale to jest właśnie postawa głupia.

                      A o przykład głupoty ze strony JKM zostałem poproszony. No to dałem.

                      I starałem się pokazać - wiem nieudolnie - że np w sprawie ubezpieczeń jego
                      opinia jest jednoznaczna, choć mogą być sytuacje - i często są - w których
                      właśnie ubezpieczanie się jest rozwiązaniem najlepszym.

                      Już?
                      • xiazeluka Re: Odpowiadam 20.01.06, 14:17
                        keyser_sose napisał:

                        > Wolno, ale to jest właśnie postawa głupia.

                        Co to znaczy "głupia"? Wedle jakich kryteriów?
                        A co, jeśli JKM to faktycznie geniusz? Wtedy Ty wychodzisz na sam wiesz kogo,
                        nieprawdaż?
                        To zupełnie jak z gośćmi, którzy krytykuja Boga, a nie zdają sobie sprawy z
                        tego, że jeśli Bóg istnieje, to oni swoimi kurzymi móżdżkami i tak nie są w
                        stanie ogarnąć boskich intencji.

                        > A o przykład głupoty ze strony JKM zostałem poproszony. No to dałem.

                        Może i dałeś, ale słabo uzasadniłeś. W sumie - niczego nie dowiodłeś.

                        > I starałem się pokazać - wiem nieudolnie - że np w sprawie ubezpieczeń jego
                        > opinia jest jednoznaczna, choć mogą być sytuacje - i często są - w których
                        > właśnie ubezpieczanie się jest rozwiązaniem najlepszym.

                        To zdanie powinno brzmieć tak: "Są ludzie, którzy nie zdołali znaleźć
                        najlepszego rozwiązania, więc się ubezpieczyli".
            • keyser_sose jeszcze inaczej 20.01.06, 13:14
              MOdel. JKM lubi pracować na modelach. Ja też. No to proszę:

              Założenia:

              Masz żonę, dwójkę dzieci.

              Masz dobre stałe źródło dochodów. Stać Cię na dom, fajny samochód, świetne
              przedszkole dla dzieci...

              To źródło dochodu ma jeden mały mankament: musisz stale ryzykować wszystkim co
              posiadasz.

              Szansa na bankructwo (i stratę wszystkiego) w ciągu 20 lat wynosi 2%

              Pytanie: czy warto oddać 4% swoich przychodów z 20 lat, żeby zabezpieczyć się
              od bankructwa w tym czasie?

              Statystycznie się nie opłaca prawda?

              A którą postawę Ty nazwies racjonalną?

              A którą JKM?
              • llukiz Błąd w rozumowaniu 20.01.06, 13:49
                > To źródło dochodu ma jeden mały mankament: musisz stale ryzykować wszystkim co
                > posiadasz.

                A więc polisą też? Po co się więc ubezpieczać?

                > Pytanie: czy warto oddać 4% swoich przychodów z 20 lat, żeby zabezpieczyć się
                > od bankructwa w tym czasie?

                warto, ale nie firmie ubezpieczeniowej, tylko samemu odkładać. Poza tym nie
                podałeś żadnych danych jaką sumą ryzykujemy i ile posiadamy. Jeśli wszystko co
                mamy, czym ryzykujemy jest warte 100tyś a zarabiamu 20tyś to oczywiście nie
                warto oddawać 4% co miesiąc by mieć pewność że za 40 lat w wypadku stracenia
                100tyś zostaną one nam zwrócone.
                • keyser_sose korekta 20.01.06, 13:57
                  Dziękuję za uwagi:


                  > > To źródło dochodu ma jeden mały mankament: musisz stale ryzykować wszystk
                  > im co
                  > > posiadasz.
                  >
                  > A więc polisą też? Po co się więc ubezpieczać?

                  Naturalnie poza polisąsmile

                  > > Pytanie: czy warto oddać 4% swoich przychodów z 20 lat, żeby zabezpieczyć
                  > się
                  > > od bankructwa w tym czasie?
                  >
                  > warto, ale nie firmie ubezpieczeniowej, tylko samemu odkładać.

                  Ale wtedy przez najbliższe lata nie masz odłożone.

                  Ryzykujesz więc, czy nie? I które działanie jest racjonalne a które głupie?
                  • llukiz Re: korekta 20.01.06, 16:03
                    > Ale wtedy przez najbliższe lata nie masz odłożone.

                    i nie masz też nic co mógłbyś ubezpieczyć...
              • xiazeluka To już bardziej na temat 20.01.06, 13:52
                ...choć założenia metodologiczne są błędne.

                Otóż: zarzucasz JKM dokładnie to, co sam reprezentujesz: jedynie słuszną wizję
                świata, co w tym przypadku doprowadziło do skonstruowania oszukańczego,
                nieprawdopodonego i alogicznego modelu.

                Czy rodzinę i dzieci miałem przed czy po rozpoczęciu tej dziwnej pracy?
                Czy żona pracuje, jest bogata z domu, czy mamy intercyzę?
                Jeśli dużo zarabiam, to stać mnie na odkładanie forsy na lokacie stabilnego
                wzrostu, wyżej oprocentowanej od polisy ubezpieczeniowej.
                Skoro zarabiam dużo, to przyjmuję wspólnika i zarabiając nieco mniej, mam
                więcej czasu na np. znalezienie sobie kolejnego zajęcia.
                Rzucam wszystko w cholerę i zostaję urzędnikiem państwowym.

                I tak dalej, i tak dalej, kaprysić mogę w nieskończoność. Rzecz jednak polega
                na czymś zupełnie innym - na swobodzie decyzji. Nieważne czy racjonalnej czy
                nie (z czyjego niby punktu widzenia?), ważne, że podejmowanej osobiście,
                świadomie i wyłącznie w swoim imieniu. Mam wrażenie, że podważasz rozsądek
                ludzki, by uzasadnić konieczność istnienia przymusu ubezpieczeniowego. Ustalmy
                więc od razu - mnie ubezpieczenia nie przeszkadzają, pod warunkiem, że są
                dobrowolne.

                Wracając do tego cudacznego modelu: moja odpowiedź brzmi - olałbym
                ubezpieczenie, przeznaczając te 4% dochodów na inwestycje (zakup ziemi,
                mieszkania, obligacji etc.). Dopóki jestem młody i silny, dopóty mogę
                ryzykować, zarabiać pieniądze, zabezpieczać się na starość, proces przeciwny
                jest znacznie trudniejszy do wykonania.

                Czy jest to racjonalny wybór? A kto to może ocenić i kiedy? Jeśli nie
                zbankrutuję - to wygram, jeśli nie - przegram, lecz bez szklanej kuli tego
                przed podjęciem decyzji nie stwierdzimy. Każdy wolny człowiek ma wybór - hazard
                czy bezpieczeństwo, każdy podejmuje decyzję sam, każdy za nią odpowiada.
                Racjonalność można różnie interpretować - pan X dożył starości i utrzymuje się
                ze skromnej emerytury, wiodąc biedne życie w miejskim blokowisku - jest
                zadowolony z życia, nigdy nie ryzykował (nawet w lotka nie zagrał), zawsze się
                ubezpieczał, jest mu dobrze. Pan Y natomiast dożywa swoich dni w pałacu:
                zaryzykował i wygrał, teraz odcina kupony ze swego sukcesu, jest również
                zadowolony z życiowych dokonań - lubił walkę, sporty ekstremalne, hazard i tak
                dalej.
                Czy któryś z tych panów postępował nieracjonalnie?

                PS. A czy racjonalne jest wydawanie pieniędzy na papierosy, alkohol, losy
                loteryjne?
                • keyser_sose Świetnie! I o to chodzi. 20.01.06, 14:18
                  Czy JKM głosząc pogląd, że ubezpieczanie się to głupota uwzglednia te wszystkie
                  czynniki? Nie, nie uwzglednia. Po prostu głosi pogląd:

                  Ubezpieczanie się jest głupie.

                  I to jest właśnie strasznie głupie.

                  Już?
                  • xiazeluka Prawie o to 20.01.06, 14:23
                    Ubezpieczanie się to głupota - to przecież prawda. Lepiej zainwestować.
                    Większość ludzi jednak nie lubi ryzyka, więc się ubezpiecza.

                    O ile mi wiadomo JKM kontestuje ubezpieczanie się, natomiast wcale nie
                    propaguje formalnego zakazu takich praktyk.
                    • keyser_sose Przeczytaj swój post parę pięter wyżej 20.01.06, 14:32

                      > Ubezpieczanie się to głupota - to przecież prawda.

                      Bezwzględna prawda?

                      Ach! Człowiek zabezpieczjący kilka newralgicznych lat swojej rodzinie
                      przepłacając nawet dwukrotnie ponad statystyczny zwrot jest głupcem? Według
                      jakich kryteriów Luka?
                      • xiazeluka Który dokładnie? 20.01.06, 15:51
                        Napisałem: nie mam nic przeciwko dobrowolnym ubezpieczenieom, co nie oznacza,
                        że uważam ubezpieczanie się za Mądre. Nie mam nic przeciwko temu, byś pił
                        denaturat - Twój wybór - jednak nie nazwę Cię z tego powodu osobą racjonalną na
                        umyśle.

                        Człowiek, który przepłaca dwukrotnie, czyli wyrzuca pieniądze w błoto kosztem
                        np. edukacji dzieci lub inwestycji w gaśnicę, postępuje głupio. Ja rozumiem, że
                        się boi statystycznie niewielkiego prawdopodobieństwa spalenia domu, jednak de
                        facto traci pieniądze nie mając z tego żadnych korzyści, poza złudnym poczuciem
                        bezpieczeństwa.

                        Może przykład - samoloty pasażerskie od czasu do czasu spadają. Czy jest to
                        powód, by przed każdym lotem kupować polisę na milion dolarów za 1% jej sumy?
                        • piq wiecie co, chłopaki? 20.01.06, 17:36
                          Ja mam ubezpieczenie na życie z funduszem inwestycyjnym, który przyniósł mi w
                          dwa lata ponad 70% zysku. Czy to jest dobry kompromis?
                          • andrzejg Re: wiecie co, chłopaki? 20.01.06, 17:40
                            piq napisał:

                            > Ja mam ubezpieczenie na życie z funduszem inwestycyjnym, który przyniósł mi w
                            > dwa lata ponad 70% zysku. Czy to jest dobry kompromis?


                            też mam taki
                            chętnie te kilkaset złotych miesięcznie z obowiązkowych ubezpieczeń przeniósłbym do tamtego funduszu

                            a w jakim zainwestowałes?

                            A.
                            • piq CU dość agresywny - giełda polska /nt 20.01.06, 18:30
                              • andrzejg korzystasz z porad, czy sam obserwujesz trendy?/nt 20.01.06, 18:32
                                • piq oni są w tym lepsi, więc im się nie wtrącam /nt 20.01.06, 18:43
                                  • wikul Re: oni są w tym lepsi, więc im się nie wtrącam 20.01.06, 22:37
                                    www.nowydzien.pl/nowydzien/1,70091,3122123.html
                                    • llukiz Re: oni są w tym lepsi, więc im się nie wtrącam 21.01.06, 14:32
                                      Ech wogóle szkoda czytać. Kobieta sukcesu a na końcu okazuje się że zaczęła od
                                      wygrania w totolotka.
                          • xiazeluka Wiesz co, piq? 20.01.06, 22:30
                            Gratuluję udanej INWESTYCJI.
          • tolerant Re: No to krótko 20.01.06, 10:35
            > Finansowo. Bo ubezpieczenia to nie hazard jak próbuje przedstawić JKM.
            > Ubezpieczjąc się kupujesz towar: bezpieczeństwo. Swoje, ukochanej kobiety
            > dziecka. Kupujesz pewność, że nawet jeśli Tobie coś się stanie oni będą mieli

            1. Dlaczego chcesz zmuszać innych do kupowania tego towaru?
            2. Gadasz jak agent ubezpieczeniowy. Nie ma gwarancji że "jak mi się coś
            stanie" ktokolwiek z moich najbliższych dostanie najmniejszą rekompensatę.

            > A JKM narzuca: mówi co jest dobre, a co nie, co jest racjonalne, a co nie
            > jest... I to jest właśnie nieracjonalne. To jest właśnie głupie.
            >
            > To jest jedna z przyczyn dla których JKM dostanie zawsze poniżej 5%.
            >
            > I jeszcze jedno: kiedy jesteś singlem - ryzykujesz sobą. Kiedy masz żonę i
            > dzieci ryzykujesz nimi. To trochę inna perspektywa, co? Czy JKM ja uwzglednia
            w
            >
            > ocenie racjonalności - nie, bo po co...

            Ty narzucasz (lub Tobie podobni) i analizujesz czym ja ryzykuję, ile zarabiam i
            w związku z tym ile należy mi zabrać na ubezpieczenie. JKM wyraża swoją opinię,
            Ty sięgasz do cudzej kieszeni. Kiedyś, jak Bóg pozwoli, dożyjemy czasów że
            obetną Ci za to rękę.
            • keyser_sose mylisz się 20.01.06, 12:14
              JKM pisze tak o ubezpieczeniach dobrowolnych

              Ja też jestem zwolennikiem zniesienia przymusu ubezpieczeń.

              Pozdrawiam

              KS
              • xiazeluka Chwileczkę 20.01.06, 14:01
                Czy dobrze zrozumiałem, iż twierdzisz, jakoby JKM był zwolennikiem ZAKAZU
                dobrowolnego ubezpieczania się?
                • keyser_sose Re: Chwileczkę 20.01.06, 14:21
                  xiazeluka napisała:

                  > Czy dobrze zrozumiałem, iż twierdzisz, jakoby JKM był zwolennikiem ZAKAZU
                  > dobrowolnego ubezpieczania się?

                  Nie. Nie twierdzę

                  Pytanie autora wątku dotyczyło POGLĄDÓW a nie PROGRAMU.
                  • keyser_sose czyli 20.01.06, 14:27
                    Te wszystkie moje tyrady można streścić nastepująco:

                    Uważam, że pogląd jakoby ubezpieczanie się było nieracjonalne uważam za
                    nieracjnalny. Są sytuacje kiedy - i to nie żadne tam świerć promilowe wyjątki -
                    kiedy ubezpieczenie jest najlepszą z dostenych form lokowania pieniędzy.


                    Pozdrawiam serdecznie

                    KS
                    • alfalfa Re: jeżeli 20.01.06, 15:40
                      jest to lokowanie czyli inwestycja to przecież też obarczona ryzykiem (fakt, że
                      minimalnym). Bankructwo ubezpieczalni też możliwe jest a system wsparcia firm
                      ubezpieczeniowych zapewni minimalne świadczenia. To podobne do lokowania w
                      banku. Niby pewna sprawa ale z natury asekuranctwo kosztuje nieuzyskane zyski,
                      podzielić się trzeba.
                      A.
                      • llukiz Nie piszmy bzdur. 21.01.06, 14:36
                        Ubezpieczeni nie jest tym samym czym inwestowanie. Inwestowanie przynosi albo
                        zyski albo straty. Ubezpieczanie zaś przynosi straty i minimalizuje straty.
                        Trzymajmy się więc faktów.
                        • alfalfa Re: etam, zaraz bzdury 21.01.06, 21:18
                          Kupując ubezpieczenie kupuję obietnicę "świętego spokoju". Czy dywersyfikacja
                          inwestycji giełdowej jest formą ubezpieczenia? Przecież można by kupić tylko
                          papiery obiecujące najwyższy zwrot a jednak praktyka podpowiada, że to kiepski
                          pomysł. Asekuracja i ubezpieczanie się to nie tylko polisa.
                          A.
                        • konsekrowana Nie baw się w nauczyciela trollu 23.01.06, 00:02
                          Za głupiś na to.
                    • xiazeluka Jednak błądzisz 20.01.06, 15:45
                      Traktujesz ubezpieczenie się jako formę inwestycji, a nie sposób zabezpieczenia
                      się/bliskich, co oznacza, że aby to ubezpieczenie było opłacalne, musisz
                      zaryzokować i wykupić polisę lokowaną agresywnie; jeśli boisz się ryzyka i
                      kupujesz ubezpieczenie gwarantowane, to popełniasz głupotę - większy zysk
                      dostaniesz z lokaty bankowej.

                      Ubezpieczanie się jest nieracjonalne, ponieważ jest to w zasadzie topienie
                      pieniędzy, które można wykorzystać lepiej.
              • tolerant Re: mylisz się 22.01.06, 15:12
                keyser_sose napisał:

                > JKM pisze tak o ubezpieczeniach dobrowolnych

                Być może pisze o nich w kontekście tego co mamy obecnie. Nie zapominaj też że
                żadne ubezpieczenie nie daje 100% gwarancji (bankructwo, czy chociażby zwykłe
                prawnicze zabiegi by po szkodzie ubezpieczony nie wyszedł nawet na 'zero'). No i
                co najważniejsze - JKM mówi/pisze. Nikomu nic nie narzuca. Być może stosuje
                nieco kontrowersyjną retorykę, by coś wreszcie tej sprawie drgnęło. By skończyło
                się to wymuszanie haraczu.

                pozdrawiam
        • andrzejg Z dobrocią to jest tak 20.01.06, 07:32
          > Korwin najprawdopodobniej uważa, że w takich wypadkach
          > powinna zadziałać zwykła ludzka dobroć i inni z chęci czynienia dobra, pomogą
          > takiemu nieszczęśnikowi. Uważam, że jest to również prawda, a przykładów na
          > to nie brakuje.
          >

          Mam poważne wątpliwosci co do chęci pomocy nieszczęśnikowi, ponieważ nie chodzi
          tu o pomoc doraźną, lecz stałą, systematyczną.Mówimy o nieszczęściach powodujących
          trwałą (albo długotrwałą) utratę zdolnosci do zarobkowania. W takiej sytuacji
          ubezbieczenie sie w pełni zdaje egzamin,ponieważ człowiek ten ma zabezpieczony
          choćby podstawowy byt.Bez tego musiałby liczyc na wspomnianą pomoc dobrych
          ludzi.Dobroć ma to do siebie ,że jednorazowa pomoc jej nie wyczerpuje. Jednak
          gdy musiałaby to być pomoc systematyczna, to nie starczy jej na długo.


          Zastanawiam się jedynie nad koniecznoscia utrzymywania obowiazkowych ubezpieczeń
          Wynika z tego,ze ludzie nie sa przewidujący i gdyby mogli , to po prostu przejedliby
          wszystkie środki nie zostawiając sobie nic jako zabezpieczenie.

          A.

          • llukiz Re: Z dobrocią to jest tak 20.01.06, 09:18
            > Mam poważne wątpliwosci co do chęci pomocy nieszczęśnikowi, ponieważ nie chodzi
            > tu o pomoc doraźną, lecz stałą, systematyczną. Mówimy o nieszczęściach
            > powodujących trwałą (albo długotrwałą) utratę zdolnosci do zarobkowania.

            Chęć pomocy naturalnie wygasa, gdy pomocy oczekuje 50% społeczeństwa będącego na
            zasiłkach i rentach, tak jak to jest w Polsce. Chęć pomocy wygasa, gdy po pomoc
            wyciągają rękę osoby zdrowe, zdolne do pracy, lecz z powodu niesprawiedliwości
            społecznej nie potrafiące znaleźć sobie źródła utrzymania. Chęć pomocy osobom
            niepełnosprawnym, niezdolnym do żadnej pracy, nigdy w ludziach nie zgaśnie.

            > W takiej sytuacji
            > ubezpieczenie Sie w pełni zdaje egzamin, ponieważ człowiek ten ma zabezpieczony
            > choćby podstawowy byt. Bez tego musiałby liczyć na wspomnianą pomoc dobrych
            > ludzi

            Poza tym Korwin nie zakazuje nikomu się ubezpieczać. Chcesz to się ubezpieczaj,
            nie chcesz to nie. Pełna wolność. On jednak uważa, że bez ubezpieczeń w takich
            jakie są teraz było by lepiej. Poza tym nie jestem pewien, czy nie walczy on
            bardziej z firmami ubezpieczeniowymi w obecnej formie tzn. czy Np. nie dopuszcza
            jako rzeczy dobrej odkładanie przez grupę ludzi niewielkich pieniędzy na wspólne
            konto, na wypadek jak by jednemu z nich przytrafiło się coś złego. A coś takiego
            jest oczywiści również formą ubezpieczenia.

            Tak więc wolność nade wszystko.
            • andrzejg Re: Z dobrocią to jest tak 20.01.06, 10:17
              llukiz napisał:

              > Chęć pomocy naturalnie wygasa, gdy pomocy oczekuje 50% społeczeństwa będącego
              na zasiłkach i rentach, tak jak to jest w Polsce. Chęć pomocy wygasa, gdy po
              pomoc wyciągają rękę osoby zdrowe, zdolne do pracy, lecz z powodu
              niesprawiedliwości społecznej nie potrafiące znaleźć sobie źródła utrzymania.
              Chęć pomocy osobom niepełnosprawnym, niezdolnym do żadnej pracy, nigdy w
              ludziach nie zgaśnie.
              >

              Ja nie o tym.Nie chodziło mi o procentowy udział potrzebujacych pomocy, tylko
              o indywidualny przypdek.O człowieka , który trwale stracił zdolność zarobkowania
              i potrzebuje długotrwałego wsparcia.Jestem w stanie sobie wyobrazić,że wielu
              ludzi jest chętnych do pomocy, ale tej doraźnej,jednorazowej.Gdyby mieli ze
              swoich zarobków miesiąc w miesiąc wspomagac potrzebującego i to przez długi
              czas, to nie byłoby ich az tak wielu.


              >
              > Poza tym Korwin nie zakazuje nikomu się ubezpieczać. Chcesz to się
              ubezpieczaj, nie chcesz to nie. Pełna wolność. On jednak uważa, że bez
              ubezpieczeń w takich jakie są teraz było by lepiej. Poza tym nie jestem pewien,
              czy nie walczy on bardziej z firmami ubezpieczeniowymi w obecnej formie tzn. czy
              Np. nie dopuszcza jako rzeczy dobrej odkładanie przez grupę ludzi niewielkich
              pieniędzy na wspólne konto, na wypadek jak by jednemu z nich przytrafiło się coś
              złego. A coś takiego jest oczywiści również formą ubezpieczenia.
              >
              > Tak więc wolność nade wszystko.


              Jesli chodzi o mnie osobiscie, to wolałbym aby nie było przymusu ubezpieczenia.
              Z pewnoscia sam ulokowałbym te pieniądze o wiele lepiej. Biore jednak pod uwagę
              bezmyslnośc ludzi i z tego też względu nie gardłuje az tak za zniesienim
              obowiązkowego ubezpieczenia, zakładając ,że ograniczenie mojej wolności na tym
              polu nie idzie na darmo.

              A.
              • llukiz Re: Z dobrocią to jest tak 20.01.06, 11:49
                > Gdyby mieli ze
                > swoich zarobków miesiąc w miesiąc wspomagac potrzebującego i to przez długi
                > czas, to nie byłoby ich az tak wielu.

                Tak jest właśnie obecnie, z tą różnicą że wspomagasz poza potrzebującymi również
                10 razy więcej osób pomocy nie potrzebujących. Czy oddanie 10zł na miesiąc może
                stanowić dla kogoś problem jeśli wie, że to pomoże potrzebującemu? A dziś
                oddajemy gdzieś tak 50% wiedząc, że na potrzebujących wystarczyło by 1%

                > Biore jednak pod uwagę
                > bezmyslnośc ludzi

                dlaczego więc takim bezmyślnym ludziom dawać prawo głosu? Przecież to szkodliwe.
                Uważaj. Jeszcze krok a będziesz taki jak Korwin.

                > i z tego też względu nie gardłuje az tak za zniesienim
                > obowiązkowego ubezpieczenia, zakładając ,że ograniczenie mojej wolności na tym
                > polu nie idzie na darmo.

                obawiam się że idzie na darmo. Rozwiązaniem jest nie powiadamiać idiotów że
                ubezpieczenia nie są obowiązkowe. Wtedy tylko mądre jednostki będą świadome że
                mogą się nie ubezpieczać w ZUSie. Wyjdzie wtedy szydło z worka smile
                • andrzejg Re: Z dobrocią to jest tak 20.01.06, 14:17
                  llukiz napisał:

                  >
                  > Tak jest właśnie obecnie, z tą różnicą że wspomagasz poza potrzebującymi
                  > również 10 razy więcej osób pomocy nie potrzebujących. Czy oddanie 10zł na
                  >miesiąc może stanowić dla kogoś problem jeśli wie, że to pomoże potrzebującemu?
                  > A dziś oddajemy gdzieś tak 50% wiedząc, że na potrzebujących wystarczyło by 1%

                  Nie rozumiem czegos.
                  Wczesniej piszesz o dobrych ludziach , którzy wspomoga w razie biedy,
                  a teraz o 1 % od wszystkich.Przeciez rozmawiamy o pomocy potrzebujacym
                  przy załozeniu ,ze ubezpieczenie nie jest obowiązkowe i ten bidula miał
                  pecha w zyciu i został bez środków do zycia.Tymi dobrymi ludźmi nie będą
                  wszyscy, tylko jednostki.Tak więc Twoje wyliczenie owych 10 zł pomocy jest
                  pozbawione sensu.Chyba ,że wyobrażasz sobie tego potrzebującego jako żebrzącego
                  pod kosciołem.Wtedy rzeczywiście mozna wrzucic mu 10 zł i tak wspólnymi siłami
                  mu pomóc.Jednak wątpie bays kazdej niedzieli wspomagał go tym banknotem.
                  Ja miałem na mysli pomoc człowiekowi każdego miesiąca w wysokosci np. minimalnej
                  płacy , czy tez zasiłku , tak aby mógł on egzystować.Taka pomoc jaka powinien
                  uzyskać będąc ubezpieczonym.Takich ludzi będzie znikoma ilosć i to czesto ta
                  pomoc ędzie wynikała np. z powiązań rodzinnych.

                  Uścislij o jaki rodzaj pomocy Ci chodzi.


                  >
                  > > Biore jednak pod uwagę
                  > > bezmyslnośc ludzi
                  >
                  > dlaczego więc takim bezmyślnym ludziom dawać prawo głosu? Przecież to
                  > szkodliwe Uważaj. Jeszcze krok a będziesz taki jak Korwin.

                  Prawo głosu to co innego.Chodziło mi o bezmyslność i brak spojrzenia w przyszłość.Założę się ,że gdyby ubezpieczenia były dobrowolne, to wielu
                  nie ubezpieczałoby się w ogóle, odkładając to na później.



                  >
                  > obawiam się że idzie na darmo. Rozwiązaniem jest nie powiadamiać idiotów że
                  > ubezpieczenia nie są obowiązkowe. Wtedy tylko mądre jednostki będą świadome że
                  > mogą się nie ubezpieczać w ZUSie. Wyjdzie wtedy szydło z worka smile

                  Nie ma mozliwości brak powiadomienia.


                  A.
                  • llukiz Re: Z dobrocią to jest tak 20.01.06, 16:24
                    > Wczesniej piszesz o dobrych ludziach , którzy wspomoga w razie biedy,
                    > a teraz o 1 % od wszystkich

                    mówię ci tylko o sumach. Pomoc zawsze się znajdzie. A jak się nie znajdzie to
                    nie znaczy że mam przychodzić do Ciebie i siłą egzekwować z Twoich zarobionych
                    pieniędzy pomoc dla innych. A tak jest obecnie.

                    > Jednak wątpie bays kazdej niedzieli wspomagał go tym banknotem.

                    możesz sobie wątpić.

                    > Ja miałem na mysli pomoc człowiekowi każdego miesiąca w wysokosci np.minimalne
                    > płacy , czy tez zasiłku , tak aby mógł on egzystować.Taka pomoc jaka powinien
                    > uzyskać będąc ubezpieczonym

                    Chcesz to się ubezpieczaj z innymi. Nie to nie. Nie zmuszajmy do tego innych w
                    imię ich dobra. Ja nie chcę by mnie do czegoś zmuszać dla mojego dobra.

                    > Prawo głosu to co innego.

                    To zupełnie co innego. Ważna decyzja bez jasno widocznych konsekwencji. Nawet co
                    mądrzejsi się gubią nie widząc związku między między ceną benzyny, a głosem
                    oddanym na socjalistów.

                    > Chodziło mi o bezmyslność i brak spojrzenia w przyszło
                    > ść.

                    O właśnie przy urnach to wychodzi.

                    > Założę się ,że gdyby ubezpieczenia były dobrowolne, to wielu
                    > nie ubezpieczałoby się w ogóle, odkładając to na później.

                    No to może zagadka: Podaj mi kraj gdzie ubezpieczenia są dobrowolne i w związku
                    z tym cierpi on na plagę ludzi bez zabezpieczonej starości.
                  • piq JendrusiuG, powstrzymaj się... 20.01.06, 17:53
                    ...od oceniania, czy nawet przypuszczania, czy Polacy są głupcami, czy nie. Daj
                    im wolność decydowania, zamiast narzucać im przymusową opiekę. Przymusowa opieka
                    to jedno ze źródeł dochodu gangsterów. Nie kojarzysz? Spróbuj nie zapłacić zusu,
                    to przyjdą chłopaki i rozpiérdolą ci firmę. Jest róznica między zusem i bandą
                    rekieterów? Nie ma.

                    Niedocenianie własnego narodu (dlaczego on właściwie ma być gorszy od
                    Amerykanów?) jest obciążone sporym błędem: jak wykazują badania firm o uznanej
                    jakości pracy, zakłady budowane w Polsce osiągają wydajność i jakość wymaganą
                    przez wewnętrzne procedury w ciągu 1/3 czasu potrzebnego na osiągnięcie tego
                    samego w Japonii czy Korei pd. A ile się mówiło, że Polacy nie potrafią
                    pracować? Założę się, że twój zakład:
                    > Założę się ,że gdyby ubezpieczenia były dobrowolne, to wielu
                    > nie ubezpieczałoby się w ogóle, odkładając to na później.
                    jest ryzykowny.

                    Ludzie nauczyli się i kalkulują zyski i straty. Ubezpieczenie się to tak, jak
                    wzięcie kredytu na auto: płacisz odsetki, ale zachowujesz płynność finansową -
                    zamiast sobie kupić auto za gotówkę, a potem jeść suchy chleb albo nie mieć na
                    prąd. Pytanie jest proste: jak kupić auto? I tyle. Daj ludziom decydować, jak
                    sobie chcą to auto kupić.
                    • andrzejg Re: JendrusiuG, powstrzymaj się... 20.01.06, 18:19
                      piq napisał:

                      > ...od oceniania, czy nawet przypuszczania, czy Polacy są głupcami, czy nie.
                      Daj im wolność decydowania, zamiast narzucać im przymusową opiekę. Przymusowa
                      > opieka to jedno ze źródeł dochodu gangsterów.

                      a z jakimi ludźmi masz do czynienia?

                      Wiesz co
                      Jutro spytam się pracowników , jak ubezpieczliby się ( i czy ) w przypadku
                      dobrowolności.

                      Miałem taka sytuacje, gdy znieśli obowiązkowy fundusz socjalny dla firm
                      zatrudniających poniżej 20 pracowników.Do tej pory płaciłem jak nalezy,
                      a to wymagało odpowiedniego zaksięgowania. Gdy przymus minął, zaproponowałem
                      pracownikom,że dam im 50 zł więcej na miesiąc, to w sumie wyrówna zlikwidowany
                      fundusz urlopowy. Większość proponiowała ,abym wypłacął im to w jednej racie, bo
                      po prostu nie odłoża tych pieniędzy, tylko je przejedzą.Nie zgodziłem się na
                      tego typu przymusowa skarbonkę.

                      Chociaż tyle,że byli świadomi swojej niemozności oszczdzania


                      Cały wic polega na tym ,że większość może byz bardzo odpowiedzialna
                      i świadoma , ale wystarczy mały procent buntowników aby zburzyć ten system


                      A.


                  • sz0k Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 12:50
                    > Założę się ,że gdyby ubezpieczenia były dobrowolne, to wielu
                    > nie ubezpieczałoby się w ogóle, odkładając to na później.

                    Zieeeeewww. Założe się, że gdyby dawać ludziom wypłaty w gotówce to wielu
                    wydawałoby od razu wszystko na alkohol, dziwki i szybkie samochody, nie
                    przeznaczając nic na chleb, dom, że już o odkładaniu na przyszłość nie wspomne.
                    Należy więc "płacić" wszystkim w rajstopach, żywności i rachunkach za prąd,
                    może być nawet w "kartkach", przynajmniej będzie wiadomo, że nie zginą...
                    Aleee to już byłoooo...
                    • ewa8a Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 13:45
                      > Założe się, że gdyby dawać ludziom wypłaty w gotówce to wielu
                      wydawałoby od razu wszystko na alkohol, dziwki i szybkie samochody, nie
                      przeznaczając nic na chleb, dom, że już o odkładaniu na przyszłość nie wspomne

                      Jakże miło się czyta się optymistów, który wierzą w rozsadek ludu pracującego
                      miast i wsi !
                      3/4 Polaków nie odkłada ani grosza. Systematycznie oszczędza jedynie 5 %.
                      Z całą pewnością jest cale masa ludzi, którzy tak właśnie by robili. Wydatki
                      na dom i chleb to potrzeba chwili, odkładanie na przyszłość to już coś
                      odległego, o czym przeciętny Kowalski wcale nie myśli. Ubezpieczenia
                      dobrowolne spowodowałyby powstanie sporej grupy starców, będących w
                      konsekwencji na garnuszku państwa, czyli tych zapobiegliwych, którzy myśleli
                      perspektywicznie.
                      Rozsądku nie da się narzucić odgórnie. A jaki jest koń, każdy widzi.
                      • llukiz Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 15:06
                        A w swej pustej głowie nie przychodzi ci do głowy dlaczego tak jest właśnie?
                        Przecież to tak jak byś oglądała lwa zamkniętego w zoo i twierdziła że jak by mu
                        nie przyniósł dozorca jedzenia, to taki lew by zdechł z głodu, ergo Lwy należy
                        trzymać w zoo. W języku ludzi kulturalnych nie ma słów by opisać takie poglądy.
                        Tak więc dlaczego nie oszczędzają Polacy? Nie da się oszczędzać zarabiając
                        1000zł i mając kosztów stałych 950zł. A wystarczy zlikwidować większość podatków
                        i obowiązkowy ZUS. Wtedy taka osoba dostała by 1600 zł i jeszcze ceny spadły by
                        o 20%. Czy ktoś kto zarabia 1600 nie odłożył by miesięcznie dobrowolnie 200zł by
                        mieć w przyszłości 1600zł emerytury?
                        • ewa8a Posłuchaj miły internauto. 21.01.06, 15:51

                          Przychodzisz na to forum i zaczynasz dyskusję od wyzwisk. Przeczytałam
                          pierwsze zdanie twojego postu, dalej już nie kontynuuję, bo nie sądzę byś był
                          dla mnie partnerem do rozmów, a za ordynarnymi pyskówkami nie przepadam.
                          Spóźniłeś się, kiedyś pisywała na tym forum Lala.Laleczna, sądzę, że byscie
                          sobie pogadali jak równy z równym, bo stoicie na podobnym poziomie.
                          Pozwolisz zatem, że cię grzecznie pożegnam.
                          • llukiz Re: Posłuchaj miły internauto. 21.01.06, 17:53

                            > Przychodzisz na to forum i zaczynasz dyskusję od wyzwisk

                            Pusta głowa to nie wyzwisko, lecz stwierdzenie faktu.
                            Poza tym Twoje posty mnie trochę zachęciły. Napisałaś niżej:
                            "Tylko człowiek chory na umyśle może w XXI wieku uzależniać życie drugiego
                            człowieka od widzimisię sąsiada czy rodziny." I tak się zastanawiam, czy chory
                            na umyśle to większe wyzwisko niż pusta głowa? A swoją drogą to niezły pomysł
                            napisać sześć linijek głupot zamiast odpowiedzieć merytorycznie. Nie prościej
                            było wogóle nie odpisywać? Ale wtedy inni by nie zobaczyli jaka jesteś fajna i
                            jakie "super cięte" wypowidzi potrafisz umieszczać. Co nie?

                            > bo nie sądzę byś był
                            > dla mnie partnerem do rozmów

                            ja również. Jednak w czymś się zgadzamy.

                            > a za ordynarnymi pyskówkami nie przepadam.

                            Specjalnie dlatego napiszę znowu żeś jest gupiom cipom.
                      • sz0k Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 15:32
                        > 3/4 Polaków nie odkłada ani grosza.

                        Bo nie ma z czego. Państwo za niego "odkłada"... znaczy przepraszam, okrada
                        żeby potem rozdać darmozjadom, nierobom i kompletnie bezużytecznym tłumom
                        urzędasów, tfu...

                        > Rozsądku nie da się narzucić odgórnie.

                        No popatrz, a komuszki robicie to właśnie nieustannie.
                        • ewa8a Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 15:58
                          Część może i nie ma z czego, druga część nie ma takiego zwyczaju.

                          >No popatrz, a komuszki robicie to właśnie nieustannie

                          Możesz uściślić to ,,robicie ‘’?
                          • sz0k Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 16:43
                            > Możesz uściślić to ,,robicie ‘’?

                            Uściślam. Odniosłem wrażenie, że jesteś zwolenniczką przymusowych ubezpieczeń
                            ergo "narzucania odgórnie rozsądku" właśnie. To tyle, jeśli odniosłem złe
                            wrażenie, mea culpa...
                            • ewa8a Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 17:03
                              Oczywiście, że wolałabym nie płacić składek emerytalnych, bo sama potrafię
                              lepiej ulokować swoje pieniądze.
                              Jestem za przymusowymi ubezpieczeniami z powodu, o którym już pisałam – nie
                              chcę płacić za tych, którzy przez życie przeszli sobie beztrosko, nie mysląc o
                              tym, co będzie jutro. Takich ludzi jest cała masa , podobnie jak tych nie
                              płacących czynszu wcale nie ze względów ekonomicznych, a wiemy, że miłosierne
                              państwo ulituje się i nie pozwoli im umrzeć z głodu na stare lata.
                              W poprzednim poscie napisałeś :
                              > Państwo za niego "odkłada"... znaczy przepraszam, okrada
                              żeby potem rozdać darmozjadom, nierobom i kompletnie bezużytecznym tłumom
                              urzędasów, tfu...

                              Zgadzam się. Włączę do tego jeszcze kler, choć właściwie słowo ,,darmozjady’’
                              załatwia tę kwestię.
                              • sz0k Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 17:17
                                No więc w skrócie zgadzasz się nie zgadzając się, nie możesz narzucić rozsądku
                                odgórnie, jednocześnie go narzucając... zaprawde niepojęty jest dla mnie umysł
                                lewicofrenika...
                                • ewa8a Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 17:20
                                  Czasami trzeba wybrać mniejsze zło.
                                  • sz0k Re: Z dobrocią to jest tak 21.01.06, 17:25
                                    Ja tam wole wybierać dobro smile
                                    • andrzejg Re: Z dobrocią to jest tak 22.01.06, 23:50
                                      sz0k napisał:

                                      > Ja tam wole wybierać dobro smile


                                      każdy może błądzić

                                      A.
                                    • andrzejg pytania do szoka 22.01.06, 23:56
                                      sz0k napisał:

                                      > Ja tam wole wybierać dobro smile

                                      Załóżmy ,że ubezpieczenia są dobrowolne.

                                      1.Czy ubezpieczałbyś się?
                                      2.Czy spodziewasz się ,że wszyscy inni tez ubezpieczaliby się?
                                      3.Co zrobiłbyś z ludźmi nieubezpieczonymi w przypadku ich nieszczęścia (np. trwałej utraty zdrowia)?

                                      A.
                                      • llukiz odpowiedź częściowa i niesatysfakcjonyująca 23.01.06, 00:02
                                        > 3.Co zrobiłbyś z ludźmi nieubezpieczonymi w przypadku ich nieszczęścia (np.
                                        > trwałej utraty zdrowia)?

                                        Co zrobiłbyś z dziećmi umierającymi w afryce z głodu? Czy życie dziecka w afryce
                                        mniej dla Ciebie znaczy niż życie nieubezpieczonego w polsce a mającego przecież
                                        wybór?

                                        Oczywiście takie porównania są bez sensu, ale świadomość, że i w ten sposób
                                        można patrzeć na świat wielu ludziom otwiera oczy.
                                        • konsekrowana Re: odpowiedź częściowa i niesatysfakcjonyująca 23.01.06, 00:06
                                          troll napisał :
                                          Co zrobiłbyś z dziećmi umierającymi w afryce z głodu?

                                          Trzeba sie za nich modlić, tak jak za ciebie baranie.
                                        • andrzejg Re: odpowiedź częściowa i niesatysfakcjonyująca 23.01.06, 00:12
                                          llukiz napisał:

                                          >
                                          > Co zrobiłbyś z dziećmi umierającymi w afryce z głodu?

                                          Przecież w tej chwili w Afryce dzieci umierają z głodu.
                                          Co robimy na tym polu i co to ma do ubezpieczeń w Polsce.

                                          Porównanie miałby sens , gdyby były ogólnoświatowe obowiązkowe ubezpieczenia
                                          od nieszczęść.

                                          Ubezpieczenia obowiązują w organiżmie gospodarczym w skali państwa
                                          z zawieranymi miedzynarodowymi umowami

                                          A.
                                      • xiazeluka Re: pytania do szoka 23.01.06, 12:21
                                        andrzejg napisał:

                                        > 3.Co zrobiłbyś z ludźmi nieubezpieczonymi w przypadku ich nieszczęścia (np.
                                        trwałej utraty zdrowia)?

                                        Co to znaczy "co zrobiłbyś"? Pytanie zadałeś udzielnemu monarsze? Logiczna
                                        odpowiedź jest taka: "nic". Nie zawarłem z tymi ludźmi żadnej umowy, nie
                                        narzucałem im wyboru (nie ubezpieczenia lub zabezpieczenia się), nie mam wobec
                                        nich żadnych formalnych zobowiązań, przeciwnie, szanuję cudze decyzje.
                                        Pozostaje oczywiście jeszcze czysto ludzki odruch współczucia - odpiszę część
                                        podatku na hospicjum dla inwalidów, wrzucę beznogiemu do kapelusza parę
                                        miedziaków i tak dalej. Decydującą rolę powinna jednak odgrywać rodzina, no bo
                                        któż inny?
                                        • andrzejg Re: pytania do szoka 23.01.06, 13:34
                                          jezeli takich niezaradnych cwaniaczków będzie więcej , to zaczna pyszczyć ,ze państwo im nie daje, to zamiast płacic na szwadrony policji do pałowania takich , wole aby istniał przymus płacenia i cwaniaczkowie zbierali na siebie za wczasu. Powinien byc system intywidualnego oszczędzania ze swobodą wyboru firmy ubezpieczeniowej.Ubezpieczenie emerytalne zostawiłbym obowiązkowe, a reszta wedle uznania.

                                          A.
                                          • andrzejg po namysle, zdrowotne też/nt 23.01.06, 13:36
                                          • xiazeluka Re: pytania do szoka 23.01.06, 13:49
                                            Chwileczkę.

                                            Wybór był prosty: ubezpieczasz się i masz coś w rodzaju gwarancji świadczenia w
                                            razie wypadku lub nie ubezpieczasz się i ryzykujesz wegetację w kartonie pod
                                            mostem. To wolny wybór i związane z tym wyborem konsekwencje, zatem nie ma
                                            powodu do pyszczenia. Jeśli przegrasz ze mną w pokera, to domagasz się, bym nie
                                            zabierał ze stołu całej puli, bo w samych gaciach zostałeś?
                                            Dlaczego nazywasz takich ludzi "cwaniaczkami"? Oszukali Cię, chcą Cię oszukać?
                                            Zasada jest prosta - boisz się przegrać, to nie zaczynaj grać!

                                            Albo wolność i konsekwencje, albo niewolnictwo i jeszcze gorsze konsekwencje.
                                      • sz0k odpowiedzi do andrzejagie 23.01.06, 18:42
                                        > 1.Czy ubezpieczałbyś się?

                                        Od czego? smile A na serio musiałbym sobie skalkulować, czy mi się to opłaca, czy
                                        lepiej np. te pieniądze zainwestować. Pozatym tutaj nie ma znaczenia, czy bym
                                        się ubezpieczył, czy nie. Tu chodzi o fakt zmuszania ludzi do tego procederu.
                                        Przecież nawet logika wskazuje, że jeśli te ubezpieczenia są takie super-hiper
                                        i niesamowicie potrzebne i niezbędne, to po jakiego grzyba ludzi do nich
                                        zmuszać? Zmusza się kogoś do oddychania, jedzenia, zakładania czapki w mróz,
                                        ect.?

                                        > 2.Czy spodziewasz się ,że wszyscy inni tez ubezpieczaliby się?

                                        Nie obchodzi mnie to. Patrz wyżej, jeśli to jest tak niesamowicie niezbędne,
                                        ubezpieczyliby się (z przyzwyczajenia, z własnego doświadczenia, cokolwiek).
                                        Ja też mam pytanko Andrzeju: ubezpieczasz swoje mieszkanie? A jest to
                                        obowiązkowe ubezpieczenie?

                                        > 3.Co zrobiłbyś z ludźmi nieubezpieczonymi w przypadku ich nieszczęścia (np.
                                        trw
                                        > ałej utraty zdrowia)?

                                        Dlaczego ja miałbym coś z nimi robić? Jak ktoś nie ubezpieczy swojego
                                        mieszkania, a mu spłonie bo zasnął z petem w ręku to coś z tym robisz Andrzeju?
                                        • andrzejg Re: odpowiedzi do andrzejagie 24.01.06, 10:36
                                          sz0k napisał:

                                          >
                                          > Dlaczego ja miałbym coś z nimi robić? Jak ktoś nie ubezpieczy swojego
                                          > mieszkania, a mu spłonie bo zasnął z petem w ręku to coś z tym robisz Andrzeju?

                                          Wszystko zalezy od sali zjawiska.
                                          Co się bedzie działo, gdy połowoa społeczeństwa sie nie ubezpieczy
                                          i na starośc nie będzie miała środków do zycia?Prosto jest powiedzieć - ich wina
                                          niech teraz zdychają...nie za bardzo wierzę w rozsądek ludzi.

                                          A.
                                          • xiazeluka Andrzeju 24.01.06, 12:21
                                            1. Skąd pewność, że nieubezpieczeni nie będą mieli kasy na starość? Równie
                                            dobrze może być odwrotnie - i wtedy będziesz skamlał "Ja bieduję na ZUSIE, a te
                                            cwaniaczki mają po trzy pałace!"

                                            2. A co się działo w czasach, kiedy ubezpieczeń przymusowych nie było? Połowa
                                            każdego społeczeństwa wymierała w męczarniach?

                                            3. Jakim cudem pozwala się nierozsądnym ludziom decydować o państwie w wyborach
                                            powszechnych? Skoro taki dureń jeden z drugim nie umie się zatroszczyć sam o
                                            siebie - bo za jest durny - to jednocześnie uważasz go za na tyle rozsądnego i
                                            mądrego, by powierzać mu życie, zdrowie i mienie milionów innych ludzi???
                                            Cóż za brak konsekwencji w rozumowaniu.
                                            Powiedzmy sobie szczerze - albo ludzie są generalnie głupi, albo nie. Jeśli są
                                            głupi, to nie ma co pieprzyć o demokracji i prawach obywatelskich, tylko zagnać
                                            hołotę do obozów pracy i ustalić raz na zawsze porządek rzeczy: bydło ma
                                            pracować na komendę, w zamian otrzyma papu i odzież raz na rok.
                                            Jeśli nie są głupi - to nie ma najmniejszego powodu, by im kazać się
                                            ubezpieczać. Odchylenia w jedną i drugą stronę niczego nie zmieniają w
                                            werdykcie. Przykład z życia: angielski pisarz i utracjusz Dżefrej Arczer (autor
                                            m.in. znakomitej pwoieści sensacyjnej "Czy powiemy prezydentowi?") dorabił się
                                            majątku, przegrał go w karty, znowu się dorobił, ponownie stoczył na dno,
                                            kolejny raz się z kolan podniósł itd. Napisze kolejną książkę i znowu będzie
                                            bogaty. Powiedz mi, Andrzeju - Arczer jest rozsądny czy nie? Bo bogatszy od
                                            Ciebie - na pewno.
                                            • andrzejg Re: Andrzeju 25.01.06, 09:04
                                              Wspominając o czasach , gdy nie było obowiazkowych ubezpieczeń społecznych,
                                              pewnie wspomnisz o rolie rodziny i obowiązku opieki nad swoimi rodzicami...
                                              zgoda,nie będę si eo to spierał.Sam zyje w rodzinie wielopokoleniowej i ten
                                              obowiązek spełniam, a jest mi o tyle łatwiej,że rodzica zabezpieczyli się dość
                                              skutecznie.(w tym korzystając z emerytur w ZUS).Jednak zauwaz ,ze w przeszłości
                                              mielismy róznego rodzaju rewolucje i zawieruchy społeczne...

                                              Czyż nie lepiej zrezygnować z częsci swojej wolności dla świętego spokoju?
                                              Juz nadmieniłem,ze zostawiłbym obowiązkowe emerytalne i zdrowotne.Emerytalne
                                              rzutujące na starośc i tak odległe,że nie kazdy zdaje sobie sprawę z jaką
                                              szybkoscia biegnie czas, a zdrowotne na wypadek zwykłej choroby, której wiekszość,
                                              poz przeziębieniem,tez nie bardzo bierze pod uwagę.Wszelkie inne takie jak
                                              rentowe,chorobowe, czy inne namnozone tak licznie zostawiłbym w gestii kazdego
                                              z osobna.Dopuściłbym ine firmy do ubezpieczeń społecznych likwidując monopol
                                              ZUS.Konkurencja na rynku byłaby wskazana.

                                              A.
                                              • xiazeluka Re: Andrzeju 25.01.06, 10:24
                                                Przełożenia między okresem bezupezbieczeniowym i ubezpieczeniowym w kontekście
                                                rewolucji jakoś nie widzę - po wprowadzeniu przez Bismarka opieki socjalnej
                                                Niemcy wszczęły dwie wojny światowe, przeszły w półanarchię u schyłku republiki
                                                weimarskiej oraz doświadczyły rewolucji nazistowskiej, o różnych puczach nie
                                                wspominając (co najmniej trzech wartych wzmianki). Obawiam się, że błądzisz.

                                                A odpowiedź na pytanie jest taka:

                                                NIE - NIE JEST LEPIEJ rezygnować z wolności na rzecz świętego pokoju. Jeśli
                                                pozwalasz, by państwo kradło połowę Twojej pensji, to tym samym przyzstajesz na
                                                to, że jesteś państwa niewolnikiem, ponieważ to ono swobodnie dysponuje Twoją
                                                kasą.

                                                Każdy przymus to gwałt na ludzkiej psychice - jeśli terroryzujesz ludzi
                                                ubezpieczeniami, to ograniczasz ich wolną wolę, pomysłowość, twórczość,
                                                zamieniasz w tępą masę półgłówków, od których nic nie zależy, więc im samym
                                                również na niczym nie zależy. Tępisz odpowiedzialność za swoje czyny,
                                                ubezwłasnowolniasz, zamieniasz w bezwolną klientelę opieki społecznej. No i
                                                współuczestniczysz w zorganizowanym rabunku.

                                                Gdyby znieść przymus ubezpieczeń, to na wolnym rynku pojawiłoby się kilka setek
                                                przeróżnych polis, znacznie tańszych od państwowego haraczu. Mógłbyś sobie
                                                wybierać i przebierać. O emeryturę też sam się musisz zatroszczyć - jeśli
                                                jesteś tak głupi, by się tym nie przejmować, to tym bardziej nie powinieneś ieć
                                                prawa do udziału w demokratycznych wyborach.

                                                Wolność albo niewolnictwo - co wybierasz?
                                                • xiazeluka Przeczytaj jeszcze to 25.01.06, 10:53
                                                  Ja tu się nieporadnie męczę, a najwybitniejszy prezydent USA XX wieku tak to
                                                  składnie złożył:

                                                  www.korespondent.pl/index.php?x=artykuly&id=779
                                                • andrzejg Re: Andrzeju 28.01.06, 08:19
                                                  xiazeluka napisała:
                                                  >
                                                  > Wolność albo niewolnictwo - co wybierasz?

                                                  Retoryczne pytanie.

                                                  A jak sobie wyobrażasz przejscie do systemu bez obowiązkowych ubezpieczeń?
                                                  Co zrobic z ludźmi,którzy nie maja szans na zabezpieczenie się na starość,
                                                  ze względu na brak czasu?Kto przejmie finansowanie aktualnych emerytów?

                                                  A.
                                          • sz0k Re: odpowiedzi do andrzejagie 24.01.06, 14:02
                                            > Wszystko zalezy od sali zjawiska.

                                            "Wszystko", tzn. co? Głupota _przymusu_ ubezpieczania się jest nadal tak samo
                                            głupia, zarówno w jednostkowej jak i w globalnej skali.

                                            > Co się bedzie działo, gdy połowoa społeczeństwa sie nie ubezpieczy
                                            > i na starośc nie będzie miała środków do zycia?

                                            Bardzo fajne pytanie, szkoda niestety, że z góry zakładające (błędnie), że:
                                            nie ubezpieczenie się = brak środków do życia na starość...

                                            > Prosto jest powiedzieć - ich wina

                                            Pewnie, że prosto, bo czyja niby, moja?

                                            > niech teraz zdychają...

                                            A dlaczego mają "zdychać"? Tylko "państwo" jest jedynym, supernaturalnym
                                            "aboslutem" mogącym wybawić człowieka z nieszczęść???

                                            > nie za bardzo wierzę w rozsądek ludzi.

                                            Ja też nie i dlatego właśnie chcę ich go nauczyć. A nic nie jest tak dobrym
                                            nauczycielem jak doświadczenie (głównie własne, ale i cudze). Może czas skończyć
                                            wreszcie z tym traktowaniem ludzi jako bezwolnego, bezmyślnego bydła. Jeśli
                                            nawet takie ono jest (lub takie sprawia wrażenie), to chyba lepiej dążyć do
                                            zmiany tego stanu, a nie utrwalania i pogłębiania go.
                                            Można dziecku 100 razy mówić żeby zakładało czapke jak jest zimno, ale nie
                                            będzie chciało słuchać jeśli pare razy nie odmrozi sobie uszu, lub ostro się nie
                                            przeziębi. Możliwe, że jakieś dziecko w wyniku takiego nieposłuszeństwa tak się
                                            rozchoruje, że aż umrze, ale czy w związku z tym mamy nakazać przybijanie
                                            dzieciakom czapek gwoździami do główek?
                    • andrzejg Re: Z dobrocią to jest tak 22.01.06, 23:45
                      sz0k napisał:
                      >
                      > Zieeeeewww.

                      Ty sobie tam ziewaj

                      ale założe się ,gdyby ubezpieczenia OC były dobrowolne, to wielu ludzi
                      po prostu nie ubezpieczałoby się.Teraz , gdy sa przymusowe, tez są tacy, którzy
                      sie nie ubezpieczają.Powiedz mi , kto płaci odszkodowanie za takiego delikwenta
                      gdy okaże się,że nie stać go na takowe?

                      Pan płaci,Pani płaci, my płacimy

                      Piekna idea z dobrowolnymi ubezpieczeniami, ale moje doświadczenie z pracownikami
                      pokazuje całkiem coś innego.Powiedziałem im po zlikwidowaniu funduszu
                      socjalnego dla firm poniżej 20 pracowników- dam co miesiąc wam pieniądze ,
                      które dostawaliśce z funduszu na urlop, a wy sobie odkładajcie.Dla mnie
                      będzie to prostsze.Nie chceli, bo wiedzieli ,że nie odłożą....

                      Jak to wytłumaczysz?

                      Osobiście jestem za dobrowolnym ubezpieczeniem.Wolałbym sam inwestować swoje
                      pieniądze, ale znając zycie wiem ,że sporo ludzi tego nie zrobi przejadając
                      po prostu fundusze.Żyjąc na wyższej stopie niz ich stać, dlatego godzę się
                      na przymusowe ubezpieczenia, aby wyeliminować płacenie w przyszłości z własnych
                      funduszy na wszelkiego typu nieudaczników.

                      Powinni jedynie znieść monopol ZUSu na ubezpieczenia i pozwolic wybierac sobie
                      ubezpieczyciela.

                      A.
      • dokowski To rzeczywiście kuriozalne nieporozumienie 20.01.06, 10:55
        keyser_sose napisał:

        > ubezpieczanie się jest całkowicie nieracjonalne stawki są tak
        > skonstruowane, że statystycznie się na tym traci

        Z dalszej dyskusji widzę, że nie dajecie sobie sprawy z absurdu zacytowanego
        zdania. Potrzebny jest więc prosty i obrazowy przykład, który przekona o tym
        wszystkich.

        Wyobraźcie sobie rodzinę, która wydaje na życie 1000 zł miesięcznie a drugi
        1000 zł miesięcznie to spłata kredyt mieszkaniowego (albo rat) za dom, w którym
        mieszkają. Jeżeli ten dom im się spali, to nie będą mieli gdzie mieszkać, bo
        nie będą mieli z czego spłacać kolejnego kredytu, ani nie stać ich na
        wynajmowanie mieszkania za 1000 zł miesięcznie, bo cały czas muszą spłacać
        pierwszy kredyt.

        Mogą oczywiście wziąć kredyt dwa razy mniejszy i spłącać 500 zł miesięcznie i
        mieszkać w dwa razy tańszym domu, ale wtedy pozostanie im już tylko 500 zł na
        życie. A co zrobią, jeśli ten drugi dom też się spali?

        Aby się zabezpieczyć przed pożarem, rodzina ta postanawia wydawać na życie 990
        zł zamiast 1000 zł, a 10 zł miesięcznie dawać firmie ubezpieczeniowej, dość
        dziwnej firmie, którą wymyśliłem na użytek tego przykładu.

        Firma ta specjalizuje się tylko w jednym rodzaju ubezpieczenia, a mianowicie w
        wypadku pożaru firma ta daje poszkodowanej rodzinie nowy umeblowany dom, o
        standardzie nie mniejszym niż ten spalony. Firma ta ma kilka (naście) domów, w
        których mieszkają zaprzyjaźnieni ze sobą udziałowcy tej firmy, a kiedy
        przychodzi im wywiązać się z umowy, to jeden z domów zostaje zwolniony dla
        pogorzelców, przyjaciel jakiś czas mieszka u przyjaciela, dopóki firma nie
        dokupi sobie na wolnym rynku nowego domu.

        Teraz cofnijcie się do zacytowanego na początku postu zdania i spróbujcie je
        jakoś dopasować do powyższego przykładu. Dlaczego płacenie 10 zł miesięcznie
        jest nieracjonalne? Kto "statystycznie traci"? W jaki sposób można lepiej wydać
        te 10 zł co miesiąc?

        A może mój przykład jest nietrafny? Może takie ubezpieczenie powinno kosztować
        20 zł, żeby firma nie splajtowała?
        • llukiz Re: To rzeczywiście kuriozalne nieporozumienie 20.01.06, 11:29
          Przykład jest bardzo dobry. Pytań jest jednak kilka. Od ilu rzeczy chcemy się
          ubezpieczyć? Jest wiele aspektów życia. Ubezpieczenie się od wszystkiego
          kosztuje z całą pewnością więcej niż 1000 zł. A jeśli nawet nie to i tak
          zostanie nam tylko tyle pieniędzy by starczyło na wegetację. Natomiast
          właściciele firm ubezpieczeniowych będą mieli się dobrze. Dlatego należy się
          zastanowić nad prawdopodobieństwem zaistnienia pożaru naszego domu. I tu nam
          wychodzi, że dużo bardziej prawdopodobne jest, że nie dożyjemy 60 roku życia,
          niż to, że nasz dom spłonie. Można też podejść do tematu w inny sposób. Czy nie
          równie skuteczną strategią była by gra w totolotka za 10zł miesięcznie?
          Podejrzewam że wygrane padają tak samo często jak pożary domów.

          Poza tym zakładanie rodziny przy 2000zł przychodu i kredycie do spłacania
          1000zł... Może rozważmy przypadek ludzi postępujących racjonalnie, tzn. nie
          wydających pieniędzy których nie mają. W opisanym przykładzie pożar to ostatnie
          z zagrożeń mogących spaść na tę rodzinę. Najbardziej prawdopodobna jest raczej
          czasowa przerwa w uzyskiwaniu dochodów 2000zł, również kończąca imprezę na
          bruku. Tak więc widać, że głównym zagrożeniem w Twoim przykładzie nie jest pożar
          tylko bezmyślność konkretnych osób. Specjalnie wymyśliłeś idiotę i chorą
          sytuację na potrzeby własnej argumentacji. Lecz jak widać nawet w takich
          warunkach teza o nieopłacalności ubezpieczeń może próbować się bronić.
          --

          llukiz
          • dokowski To na razie tylko demagogia 20.01.06, 12:26
            llukiz napisał:

            > Od ilu rzeczy chcemy się
            > ubezpieczyć? Jest wiele aspektów życia. Ubezpieczenie się od wszystkiego
            > kosztuje z całą pewnością więcej niż 1000 zł.

            Z pewnością nie chcemy się ubezpieczyć od wszystkiego, więc nie ma obawy, że
            zbliżymy się do 1000 zł, czy choćby nawet do 100 zł. Jeżeli chcesz być
            przekonujący, to podaj jakieś przykłady ubezpieczeń równie potrzebnych jak to,
            które opisałem. Na razie podałeś tylko jeden przykład, ubezpieczenia od
            bezrobocia.
            • llukiz Oj nie ma zrozumienia 20.01.06, 12:58
              > Jeżeli chcesz być
              > przekonujący, to podaj jakieś przykłady ubezpieczeń równie potrzebnych jak to,
              > które opisałem

              Opisałeś przykład ubezpieczenia niepotrzebnego, więc chyba nie muszę podawać
              kolejnego takiego przykładu. Poza tym to na tobie spoczywa raczej obowiązek
              wskazania ubezpieczeń potrzebnych. Pokazałem ci że absurdem jest ubezpieczanie
              tylko i wyłącznie mieszkania w sytuacji gdy grożą nam dużo większe
              niebezpieczeństwa. Logicznie, należało by się najpierw od nich ubezpieczyć. A
              takie postępowanie prowadzi do absurdu.
              • dokowski Nie ma dobrej woli i uczciwości 23.01.06, 12:14
                llukiz napisał:

                > Poza tym to na tobie spoczywa raczej obowiązek
                > wskazania ubezpieczeń potrzebnych.

                Sformułowałeś tezę w demagogicznej formie: "Ubezpieczenie się od wszystkiego
                kosztuje z całą pewnością więcej niż 1000 zł"

                Albo więc przyznajesz się do tego, że była to tylko pusta demagogia, za którą
                nie stoją żadne tezy, albo musisz przyznać, że za tym zdaniem kryje się jakaś
                teza w rodzaju:

                "Wszystkie potrzebne ubezpieczenia kosztują przynajmniej 1000 zł". Ale w takim
                razie to na tobie spoczywa obowiązek wskazania chociaż kilku potrzebnych i
                drogich ubezpieczeń.

                > Pokazałem ci że absurdem jest ubezpieczanie tylko i wyłącznie
                > mieszkania w sytuacji gdy grożą nam dużo większe niebezpieczeństwa.

                Łatwo wymyślić coś głupiego a potem pokazać absurd. Taką to nieuczciwą i
                prostacką sztuczkę zastosowałeś. Takie chwyty zdradzają, że wiesz, że mam
                rację, ale wstydzisz się do tego przyznać.
        • llukiz i jeszcze pytanie 20.01.06, 11:36
          Tak więc mając te 1000zł miesięcznie od czego byś się jeszcze ubezpieczył i ile
          by to kosztowało (propnuję byś użył cen zbliżonych do rynkowych)?
          No i jeszcze proste matematyczne pytanie, ile by Ci został na życie.
          • dokowski Brawo! Chcesz na mnie przerzucić obowiązek ... 20.01.06, 12:29
            llukiz napisał:

            > mając te 1000zł miesięcznie od czego byś się jeszcze ubezpieczył i ile
            > by to kosztowało (propnuję byś użył cen zbliżonych do rynkowych)?
            > No i jeszcze proste matematyczne pytanie, ile by Ci został na życie.

            ... argumentacji, którą Ty jesteś winien.
            • llukiz Brawo brawo panie dyrektorze 20.01.06, 13:06
              > ... argumentacji, którą Ty jesteś winien.

              Mógł bym tutaj polemizować, jednak napiszę jeszcze raz. Mając 1000zł dochodu i
              do tego jeszcze mieszkanie nie stać nas na ubezpieczenia, ponieważ nie pozostało
              by nam nic na życie. A trzeb by się ubezpieczyć od choroby swojej i dzieci i
              żony, od starości swojej i żony (emerytura), od kradzieży, od bezrobocia. Widać
              więc jasno że ubezpieczanie w tych warunkach które podałeś jest nie możliwe.
              • dokowski Brawo! A więc mamy argumenty 23.01.06, 12:43
                llukiz napisał:

                > Mając 1000zł dochodu i do tego jeszcze mieszkanie

                Skąd ci przyszło do głowy, że ktoś, kto ma 1000 zł dochodu, ma jeszcze
                mieszkanie? Ja pisałem o kimś, kto spłaca 1000 zł miesięcznie kredytu, drugie
                1000 wydaje na życie, a inne wydatki pominąłem (wiesz, co to znaczy "na życie"?)

                > trzeb by się ubezpieczyć od choroby swojej i dzieci i
                > żony, od starości swojej i żony (emerytura), od kradzieży, od bezrobocia

                Zauważ, że zacząłem swój tutaj podwątek (gałąź) od zwrócenia uwagi na
                nieporozumienie, które jest źródłem błędów takich jak ten, który popełniasz.
                Istota tego nieporozumienia kryje się w ocenie finansowej opłacalności
                ubezpieczenie. Mój przykład miał pokazać, że takie kryteria oceny prowadzą do
                absurdu. Lista przykładów, które wymieniłeś, są dobrą ilustracją mojej tezy.

                Rozważmy dwa przykłady z tej listy: bezrobocie i chorobę dzieci - i porównajmy
                je pod kątem finansowej opłacalności z moim przykładem pożaru.

                Facet zarabia 2000 (to oczywiście uproszczenie), ma 1000 na życie. Gdy spali mu
                się dom, będzie musiał mieć nowy i efekt będzie taki, jakby jego zarobki
                zmniejszyły się o 1000 (bo będzie musiał spłacać ten nowy dom).

                Jeżeli zostanie bezrobotnym, jego dochody spadną o 1000, bo zamiast pensji
                będzie miał zasiłek i coś czasem sobie dorobi. Bezrobocie można więc porównać z
                pożarem, gdyż ma taki sam wpływ na ocenę "opłacalności" ubezpieczenia.

                Jeżeli zachoruje mu dziecko, to ani jego dochody ani wydatki się nie zmienią.
                Takie ubezpieczenie jest więc bez sensu z punktu widzenia opłacalności, więc
                ktoś, kto myśli w tych katogoriach nie może brać go w ogóle pod uwagę. Takie
                ubezpieczenie nie wchodzi więc do sumy, o której mowa jest w tym wątku.

                Sam widzisz, że ubezpieczenia od choroby dziecka nie można traktować w
                kategoriach opłacalności, bo gdyby rodzice kierowali się chęcią zarobienia, to
                pozwoliliby po prostu dziecku chorować i umrzeć - jest oczywiste, że średnio
                nie opłaca się ubezpieczać od takich wypadków, które nie obniżają dochodów
                • dokowski Jednak wymiana argumentów jest trudna, prawda? 25.01.06, 09:34

    • dokowski JKM kiedyś w jednym z wywiadów wywodził, że ... 20.01.06, 10:07
      ... zgwałcona kobieta powinna zachować w tajemnicy to, że została zgwałcona.
      Ponadto stwierdził, że wiedza o gwałcie nie powinna wyjść poza ścisły krąg
      najbliższej rodziny.

      W jednej ze swoich książek JKM pisze, że dopuszczalne jest czasem bicie żony
      przez męża. No i oczywiście JKM jest zwolennikiem bicia dzieci.
    • indris Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 11:29
      W "Najwyższym Czasie" JKM żądał, żeby prawo wyborcze w wyborach samorządowych
      mieli tylko właściciele nieruchomości".
      Opinie o "nielegalności" powstań polskich przez litość pomijam, ale można je
      odnależć. Podobnie jak opinię, że rozbiory Polski nie były żadnym
      przestępstwem, bo "Polska nie miała Dynastii".
      • centre.gravity Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 13:29
        facet juz dawno powinien miec zalozony gustowny kaftanik z rekawami zawiazanymi
        z tylu.
        • llukiz Do zjeba centre.gravity powtórzę 20.01.06, 13:35
          Proszę nie umieszczać krótki bezsensownych wypowiedzi, a tylko składne
          wypowiedzi poparte argumentami.
          • centre.gravity Re: Do zjeba centre.gravity powtórzę 20.01.06, 16:21
            prosic chamie zawsze mozesz. tylko grzecznie i w niskim sklonie.
            • piq zmień sobie wreszcie, łże-Dymitrze, ten... 20.01.06, 18:03
              ...pretensjonalny nik, bo sugeruje, że nie jesteś blokersem podającym się za
              carównę Anastazję, a po prostu zwykłym blokersem.
              • centre.gravity pikus, sierotko! 20.01.06, 18:25

                cos ty się kundelku przychrzanil do mojego nicka ? twoje zalosne
                poszczekiwanie i popiskiwanie to chyba dowod, ze mi zazdrościsz. wymysl sobie
                psiaczku nick rownie szlachetny, ale jakbys ty sierotko z takim nickiem
                wyglądała.
                no pikus za duzo czasu ci dzisiaj poswiecilem. teraz do lazienki marsz !

                • piq centre.gravity to nik szlachetny??? 20.01.06, 18:42
                  Szlachetny (w porównaniu) to byłby np.: nocnik, tow.morszczuk albo zigly.widly.
                  Centre.gravity jest po prostu pretensjonalny,
                  zagraniczno-tandeciarsko-odpustowy. Tak się może nazywać były bar GSu w Cipkach
                  Górnych - obecnie gogo z napisami w kulawej angielszczyźnie i niedomytymi
                  wieśniaczkami o pseudonimach "Betsy" i "Miranda" wijącymi się na rurce
                  ukradzionej ze złomowanego autobusu PKSu.
                  • centre.gravity Re: centre.gravity to nik szlachetny??? 20.01.06, 18:50
                    pikus to nick niewatpliwie bardziej swojski. gratuluje gustu.
                    wyluzuj psiaczku, fantazja cie ponosi i zalewasz sie wlasna zolcia.
                    see yuo tomorrow!
                    • piq A jednak lepszy mój swojski nik... 20.01.06, 19:42
                      ...niż twój jak ze sklepu dolarowego we Władykaukazie.
                      • llukiz Re: A jednak lepszy mój swojski nik... 21.01.06, 15:16
                        W każdym wątku znajdzie się miejsce na chata. Wymiencie sie numerami gg moze.
      • ewa8a Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 21.01.06, 16:14
        Takie perełki można by cytować bez końca. Zabawny z niego błazen i niech dalej
        puszcza w świat swoje złote myśli. Dostarcza rozrywki, zaskakuje, a w sumie
        jest niegroźny.
    • keyser_sose No i zakaz reklamy:-) 20.01.06, 12:28
      Pamiętam takieliberalne słowa ze spotkania w Gdańsku:

      Ja to bym reklamy zakazał. Szczególnie w telewizji.

      Ot, liberalizmsmile
      • xiazeluka Re: No i zakaz reklamy:-) 20.01.06, 13:53
        keyser_sose napisał:

        > Ja to bym reklamy zakazał. Szczególnie w telewizji.

        Publicznej czy państwowej?
        • keyser_sose miało być... 21.01.06, 01:32
          > Publicznej czy państwowej?

          Publicznej czy prywatnej, prawda?

          Otóż ta wypowiedź padła w trakcie tyrady o wpływie telewizji na lud... Nie było
          sprecyzowane w jakiej.

          Ale jest wskazówka: każdy liberał wie, że telewizji publicznej być nie powinno
          w ogóle, prawda? Więc chyba nie o niej to było...
      • llukiz Re: No i zakaz reklamy:-) 20.01.06, 13:59
        > Ja to bym reklamy zakazał. Szczególnie w telewizji.

        Słowa wyrwane z kontekstu, mające na celu zobrazowanie sytucji i relacji
        telewizja-społeczeństwo, a nie realne zadeklarowanie zakazania reklam.

        llukiz
      • piq w publicznej to oczywiste, że zakaz /nt 20.01.06, 18:04
        • xiazeluka Piq, no co Ty??? 20.01.06, 22:34
          Nie powinno się ani zakazywać, ani dozwalać na reklamy w telewizornii
          publicznej, tylko całe to tefałpe rozpędzić na cztery wiatry! Woronicza zaorać,
          wyświęcić, odprawić egzorcyzmy, po czym odczadzony teren sprzedać pod budowę
          jednorodzinną, a Wańkową straszyć niegrzeczne dzieci.
          • piq to sytuacja idealna, nie? 20.01.06, 23:25
            A ja się odnosłem niestety do istniejącej, z reketem za "abonament". Jest
            "abonament", nie ma reklam; nie ma "abonamentu", mogą być reklamy.
            • xiazeluka Re: to sytuacja idealna, nie? 22.01.06, 00:19
              Wymuszenie o żartobliwej nazwie "abonament" nadal jest nielegalne, mimo drobnej
              korekty ustawowej dokonanej przez komunistyczny sejm, tak więc nawet ta
              sytuacja nie ma prawa zachodzić.
    • rs_gazeta_forum Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 20.01.06, 19:02
      llukiz napisał:
      > Nietrudno natknąć się na wypowiedzi, że JKM prezentuje chore poglądy.
      > ... pytam się: Cóż takiego chorego głosi ten osobnik?

      Dlaczego od razu chore? Niespójne choćby.
      Odnosząc się do niedawnego wywiadu w TOK FM
      serwisy.gazeta.pl/tokfm/1,70505,3116930.html :

      - uważanie 90% społeczeństwa za idiotów ze względu na ich postępki nie sprzyja
      dawaniu im postulowanej przez JKM swobody wyboru wyrażanej zdaniem "My uważamy,
      że ludzie są rozsądni i każdy podejmuje decyzję rozsądnie".

      Pozdrawiam
      • llukiz Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 21.01.06, 15:20
        90% ludzi zachowuje się irracjonlnie gdy nie dostrzega bezpośredniej zależności
        między swoim zachowaniem a własną sytucją w przyszłości.
        • rs_gazeta_forum Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 21.01.06, 19:59
          Nie mam zamiaru polemizować w tej materii ani z JKM, ani z Tobą, ba, przyznaję,
          że być może napisałeś zdanie prawdziwe.
          Ale to, co napisałeś, nie ma nic do rzeczy.
          Ja tu nie wartościuję ani zachowań społecznych, ani ilości ludzi zdolnych do
          takich czy innych wnioskowań. To JKM to robi, ale stosuje w zależności od tego,
          jak mu wygodnie.
          Ty też wartościujesz. A jak stosujesz?
          • keyser_sose Śliczne! 21.01.06, 20:07
            Rs masz buziaka!

            1. "Ludzie są durni (bo się np ubezpieczją, a to głupota)"

            2. "Ludzie najlepiej wiedzą co jest dla nich dobre i na rynku podejmują
            rozsądne decyzje. Ludzie głosują nogami."

            No tak...
            • rs_gazeta_forum Re: Śliczne! 22.01.06, 00:11
              keyser, tylko wolałbym przed odebraniem nagrody jasno określić strony w modnym
              ostatnio temacie: jestem płci męskiej.
              wink
              Ale często takie nagrody wręczały osoby delegowane, więc w razie zgody jakiejś
              siostry czy córki... A, koleżanka też jak najbardziej.

              Pozdrawiam
    • keyser_sose Następny numer 21.01.06, 03:04
      -----------------------------------------------------------------------------
      www.nczas.com/?a=show_article&id=2945)
      ------------------------------------------------------

      Streśćmy jedną z tez JKM: dla gospodarki jest korzystne kiedy wielu
      przedsiębiorców bankrutuje. Przetrwają ci, którzy lepiej przewidują, a ta cecha
      powinna być premiowana. Autor zauważa też, że zmiany w kursach przynoszą raz
      stratę raz zysk, więc to się równoważy.

      Przyjmijmy to za dobrą monetę

      Z drugiej strony JKM proponuje vakatio legis - 6 lat! - dla wszystkich praw
      uchwalanych przez parlament. (ja się z TYM postulatem bardzozgadzam, choć 6 lat
      wydaje misię okresem trochę zbyt długim)

      Mam tu bardzo dobry argument przeciwko vacatio legis

      Zaskakujące zmiany przepisów są dla gospodarki korzystne - dzięki temu wielu
      przedsiębiorców zbankrutuje. Przetrwają ci, którzy lepiej przewidują zmiany, a
      ta cecha powinna być premiowana. Zmiany w przepisach jednym przynoszą stratę
      innym zysk, więc to się równoważy.

      ----------------------------------------------------------

      Błędem jest oczywiście uznanie, taki niezaplanowany zysk i strata się równoważą.

      Nie, nie równoważą się.

      Podobnie zespół piłkarski wygrywający w lidze 20 meczów 1:0 jest lepszy od
      zespołu wygrywającego 10 meczów 2:0 i remisujący 10 meczów 0:0. Ale to się
      przecież równoważy!!!!

      Proste?

      Nie, nie proste...
      • llukiz trochę mętnie piszesz 21.01.06, 15:30
        argument z zespołem piłkarskim nie trafiony.
        oczywiście że wszystko się równoważy. Tyle tylko, że niektóre przepisy powodują
        że nie równoważy się wedle realnej opłacalności, a wedle chorych reguł.

        > Zmiany w przepisach jednym przynoszą stratę
        > innym zysk, więc to się równoważy.

        tyle tylko że wtedy kryterium doboru przedsiębiorstw przestaje być
        konkurencyjność a umiejętność radzenia sobie ze zmianami. Nie wygra firma która
        robi lepiej i taniej, lecz ta w której pracują lepsi prawnicy.
        • keyser_sose Świetnie 21.01.06, 15:50
          To teraz powiedz mi dlaczego JKM cieszy się z istnienia ryzyka kursowego.
          • llukiz Re: Świetnie 21.01.06, 17:58
            Nie jestem pewien czy korwin cieszy się z istnienia ryzyka kursowego.
            Podejrzewam raczej, że jest mu ono obojętne, pod warunkiem że kursy walut
            dyktuje rynek i nie są one sztucznie manipulowane.
            • keyser_sose ja jestem pewien 21.01.06, 20:18
              "P.Prezes AA dba o przedsiębiorców; ja natomiast dbam o rozwój gospodarki,
              która działać ma na rzecz konsumentów, a nie przedsiębiorców; celem gospodarki
              nie jest bowiem produkcja, lecz konsumpcja!!

              Otóż dla gospodarki jest rzeczą korzystną, by przedsiębiorcy byli narażeni na
              ryzyko walutowe! Pozdrawiam serdecznie"

              ----------------------------------------------------

              Juz?

              Komentarz: JKM mówi dużo rozsądnych rzeczy. Serio, tak właśnie uważam.
              Ale najważniejszą sprawą chroniącą przed wieloma rozczarowaniami jest
              wspieranie spraw a nie ludzi.

              JKM robi błędy i nie warto utożsamiać konserwatywnego liberalizmu z nim samym.
              Bo się zawiedziesz.

              Pozdrawiam serdecznie

              KS
      • xiazeluka Odpowiem Ci, Keyserze 22.01.06, 00:28
        Vacatio legis (sześcioletnie - dlaczego takie krótkie? Dla ustaw podatkowych
        powinno liczyć 7 lat, czyli średni okres zwrotu inwestycji) i kurs walutowy to
        dwie różne rzeczy, obrazowo rzecz ujmując ta pierwsza to grunt, po którym
        chodzisz, a ta druga to pogoda. Z gruntem przez 6-7 lat nic się nie stanie,
        pogoda natomiast może płatać najróżniejsze figle. Pamiętajmy, że zawsze powinna
        istnieć podstawa, opoika, prawa kardynalne, słowo honoru jako fundament, na
        bazie którego działamy, tworzymy, działamy. jeśli nie ma fundamentu, jeśli mamy
        ruchome piaski, to zabawa przypomina marsz przez nieoznakowane pole minowe.
        Wydaje mi się zatem błedem łączenie tych dwóch spraw, tym bardziej, że radosna
        twórczość ustawodawcza często prowokuje kurs to zachowań niepożądanych, więc
        stawianie przez Ciebie takich reguł gry jest nie do przyjęcia - dla uczciwości
        rozgrywki.
        • keyser_sose rere 22.01.06, 00:41
          xiazeluka napisała:

          > Vacatio legis (sześcioletnie - dlaczego takie krótkie? Dla ustaw podatkowych
          > powinno liczyć 7 lat, czyli średni okres zwrotu inwestycji) i kurs walutowy
          to
          > dwie różne rzeczy,

          Ja je odróżniam.

          Natomiast JKM uzasadnia w swoim artykule dlaczego ryzyko walutowa ma byc
          korzystne dla gospodarki.

          Moja odpowiedź jest taka: jesli to ma być uzasadnienie to identyczne
          uzasadnienie można przytoczyć na rzecz zmiennych praw. Skutek powinien byc taki
          sam. Nie jest? To może jednak ryzyko kursowe nie jest korzystne?

          Podobnie jak Ty jestem zwolennikiem Vacatio.

          I z tych samych przyczyn uważam, że likwidacja ryzyka kursowego jest jedyną
          korzyścia z wstapienia do strefy E

          Zauważ, że istnienie ryzyka kursowego oznacza, że część kapitału nie będzie
          inwestowana tylko zamrożona na wypadek strat wynikających ze zmiany kursu...

          Przy braku tego ryzyka wiecej kapitału będzie w gospodarce i szybciej bedzie
          wzrastało bogactwo.
          • xiazeluka Re: rere 22.01.06, 12:47
            keyser_sose napisał:

            > Natomiast JKM uzasadnia w swoim artykule dlaczego ryzyko walutowa ma byc
            > korzystne dla gospodarki.

            Nadal nie widzę sprzeczności.

            > Moja odpowiedź jest taka: jesli to ma być uzasadnienie to identyczne
            > uzasadnienie można przytoczyć na rzecz zmiennych praw.

            Wybacz, nie zamierzam się powtarzać. Post wyżej dostałeś odpowiedź na ten temat.

            > Zauważ, że istnienie ryzyka kursowego oznacza, że część kapitału nie będzie
            > inwestowana tylko zamrożona na wypadek strat wynikających ze zmiany kursu...

            Niezupełnie. Jeśli konstansem jest obecność ryzyka walutowego, to zadaniem
            przedsiębiorcy jest podjąć takie działania, które go od takiego ryzyka
            uniezależnią, tym bardziej, że ryzyko takie istnieje także wtedy, gdy będziesz
            w strefie euro, eksportując do krajów spoza strefy. Jeśli nastawisz się na
            handel z Chinami w rozliczeniu dolarowym, to ryzyko kursowe będzie stale
            obecne. Możesz więc nie ryzykować lub np. część produkcji kierować na rynek
            bezkursowy, by przeczekać niekorzystny okres. Kurs ma to do siebie, że raz jest
            wyższy, a raz niższy, ustawy podatkowe takich nadziei nie dają. Sfera prawa
            stanowionego przez państwo to jednak rzecz całkowicie różna od dynamicznych,
            lecz naturalnych czynników składających się na wolny rynek.
            Poza tym - jeśli ustnieje ryzyko kursowe, to przecież nie tracą wszyscy, zatem
            kapitał nie znika z powierzchni ziemi.
            • keyser_sose skoro ryzyko walutowe jest korzystne... 22.01.06, 22:31
              ... to mam świetny pomysł: trzeba uchwalić ustawę nakazującą 10% biznesmenów w
              Polsce wymianę waluty. Na dolary. Co 2 lata.

              Czemu nie?

              Luka: jeśli przyjmiesz uzasadnienie JKM dalczego ryzyko walutowe jest korzystne
              to nie ma rady: należy przyjąć, że te same korzyści daje częsta zmiana
              uregulowań prawnych.

              Być może te hipotetyczne korzyści nie równoważą strat związanych ze zmiennością
              przepisów - ale trzeba te korzyść uwzgledniać w bilansie. Widziałeś gdzieś,
              żeby JKM to uwzględniał? Nie? Ja też nie.
              • xiazeluka To nie ta kategoria 23.01.06, 09:57
                Ryzyko walutowe to po prostu jeden ze zmieniających się czynników
                okołogospodarczych i tyle. Mieszanie do tego materii ustawowej oznacza
                interwencję państwa w gospodarkę, czyli wprowadzenie socjalizmu, a to oznacza,
                że nie jest to dobry pomysł. Wolny rynek sam reguluje takie rzeczy, jak
                organizm, który sam zwalczy infekcję; Ty zaś twierdzisz, że lekarstwo na katar
                (ingerencja ustawodawcza) skróci okres choroby z tygodnia do 7 dni.
            • keyser_sose Zupełnie 23.01.06, 00:38
              > > Zauważ, że istnienie ryzyka kursowego oznacza, że część kapitału nie będz
              > ie
              > > inwestowana tylko zamrożona na wypadek strat wynikających ze zmiany kursu
              > ...
              >
              > Niezupełnie.

              Luka! Zupełnie!

              1. Ryzyko kursowe to gra o sumie zerowej: dokładnie tyle ile ktoś traci ktoś
              inny zyskuje (pomińmy rolę pośrednika wymieniającego walute choć on tez rolę
              odgrywa)

              2. Wyobraż sobie, że żyjesz w Polsce w czasach Wikingów. Tylko, że ci
              wikingowie to tacy dziwni są. jak kogoś napadną to zabiorą wszystko i oddadzą
              sąsiadowi. Średnio wikingowie napadją wioskę raz na pięć lat (i co
              jednymzabiorą to drugim oddadzą). Jest oczywiste, że będziesz trzymał rezerwy u
              krewnych w interiorze, zeby w razie wpadki mieć za co żyć, prawda?

              Teraz przychodzi kniaź i mówi. Ja tych wikingów wykurzę: nikomu nic już nie
              zabiorą (ale inikt nie dostanie nic za darmo)

              Na co JKM: to nie korzystne dla gospodarki.

              Pozdrawiam serdecznie

              KS
              • xiazeluka Niezupełnie 23.01.06, 10:08
                Ryzyko kursowe, podobnie zresztą jak gospodarka, nie jest grą o sumie zerowej,
                wszak ilość importerów i eksporterów nie jest równa.

                Przykład z Wikingami nie jest najlepszy - ryzyko kursowe nie oznacza bankructwa
                przy każdorazowym wychyleniu kursu w jedną stronę. Dla przedsiębiorcy
                ważniejsza jest stabilność prawa podatkowego i sytuacja polityczna, dzięki
                czemu drgania kursu na plus i minus są niewielkie i nie wymagające specjalnej
                rezerwy walutowej, bo niby po co? Należy umieć znaleźć się w widełkach, a nie
                marnować kapitał, trzymając go w skarpetce.
                Jeśli więc przyszedłby do mnie jakiś uzurpator i zarządził sztywny kurs
                walutowy, to bym mu powiedział: "Wasza Komunistyczna Mość zechce się chyżo
                oddalić precz, bo wojów ruszę." Wikingowie to jak złamanie nogi - zdarza się
                raz na jakiś czas, ale nikt normalny nie trzyma z tego powodu w domu zapasu
                gipsu.
                • keyser_sose Jednak zupełnie 23.01.06, 12:50
                  xiazeluka napisała:

                  > Ryzyko kursowe, podobnie zresztą jak gospodarka, nie jest grą o sumie
                  zerowej, wszak ilość importerów i eksporterów nie jest równa.

                  1. Ilość nie ma nic do rzeczy. Liczy się wartość obrotu. A ten tak czy owak po
                  jakimś czasie się bilansuje (mysmy coś sprzedali za jeny to teraz za te same
                  jeny coś od Japońców kupimy)

                  2. Jeśli uważasz, że ryzyko kursowe nie jest grą o sumie zerowej to skąd się
                  bierze zysk?

                  W gospodarce wiem skąd: z pracy. A jesli ta sama praca zostanie poddana ryzyku
                  to ską sie bierze zysk, hę? Nie ma darmowego lanczu Luka, nie ma pieniędzy
                  znikąd.

                  > Przykład z Wikingami nie jest najlepszy - ryzyko kursowe nie oznacza
                  bankructwa

                  3. Nie, nie oznacza bankructwa. A wiesz czemu? Temu, że firmy maja rezerwę.
                  Gdyby zaiwestowały wszystko w założeniu, że ryzyka kursowego nie ma, to w
                  wypadku niekorzystnego odchylenia by upadały.
                  • xiazeluka Re: Jednak zupełnie 23.01.06, 13:12
                    keyser_sose napisał:

                    > 1. Ilość nie ma nic do rzeczy. Liczy się wartość obrotu. A ten tak czy owak
                    po jakimś czasie się bilansuje (mysmy coś sprzedali za jeny to teraz za te same
                    > jeny coś od Japońców kupimy)

                    Wcale nie - kto powiedział, że obie strony muszę się wymieniać? Stomil
                    sprowadza z Nipponu kauczuk i sprzedaje tam w zamian ziemniaki?

                    > 2. Jeśli uważasz, że ryzyko kursowe nie jest grą o sumie zerowej to skąd się
                    > bierze zysk?

                    Chociażby dlatego, że na drodze wytwórca towaru-klient może być nawet kilku
                    pośredników. Potraktuj ryzyko kursowe jak nieproszonego pośrednika.

                    > W gospodarce wiem skąd: z pracy. A jesli ta sama praca zostanie poddana
                    ryzyku to ską sie bierze zysk, hę? Nie ma darmowego lanczu Luka, nie ma
                    pieniędzy znikąd.

                    Każda praca (biznes) poddany jest ryzyku - zła inwestycja, nietrafiony towar,
                    irracjonalna niechęć klienteli, konkurencja i tak dalej, wszystko to obarcza
                    każdy biznes czynnikiem hazardu. Gdyby trzymać się Twojej analogii, że
                    zadekretowanie braku ryzyka jest jednak korzystne, to prostą drogą dotrzemy do
                    Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

                    > 3. Nie, nie oznacza bankructwa. A wiesz czemu? Temu, że firmy maja rezerwę.
                    > Gdyby zaiwestowały wszystko w założeniu, że ryzyka kursowego nie ma, to w
                    > wypadku niekorzystnego odchylenia by upadały.

                    Ależ firmy biorą pod uwagę ryzyko kursowe - i popatrz, jak teraz reagują: nie
                    wykorzystują żadnych tam rezerw, tylko szukają oszczędności w np. zwalnianiu
                    pracowników.
                    • keyser_sose Re: Jednak zupełnie 23.01.06, 13:51
                      xiazeluka napisała:

                      > > 1. Ilość nie ma nic do rzeczy. Liczy się wartość obrotu. A ten tak czy ow
                      > ak
                      > po jakimś czasie się bilansuje (mysmy coś sprzedali za jeny to teraz za te
                      same
                      >
                      > > jeny coś od Japońców kupimy)
                      >
                      > Wcale nie - kto powiedział, że obie strony muszę się wymieniać?

                      JKM powiedział. Bo co niby zrobimy z jenami? I nie interesuje mnie spojrzenie
                      na tę rzeczywistość z punktu widzenia pojedynczego gracza: mnie interesuje
                      całość gospodarki

                      > sprowadza z Nipponu kauczuk i sprzedaje tam w zamian ziemniaki?

                      Polska gospodarka tak czyni.

                      > > 2. Jeśli uważasz, że ryzyko kursowe nie jest grą o sumie zerowej to skąd
                      > się bierze zysk?
                      >
                      > Chociażby dlatego, że na drodze wytwórca towaru-klient może być nawet kilku
                      > pośredników. Potraktuj ryzyko kursowe jak nieproszonego pośrednika.

                      1. Posrednik to nie część gospodarki? Jego strat/zysków nie wliczasz do
                      bilansu? Nie ma darmowego obiadu. Ktoś musi dołożyć, żeby wyjąć mógł ktoś. Mnie
                      nie interesuje sam producent i sam klient. Pośrednik jest częścią gospodarki i
                      jego zyski/straty też proszę wliczać do bilansu. I znowu okaże się, że ryzyko
                      kursowe jest grą o sumie zerowej. I jesteśmy przy punkcie wyjścia.

                      >Gdyby trzymać się Twojej analogii, że zadekretowanie braku ryzyka jest jednak
                      korzystne, to prostą drogą dotrzemy do Koreańskiej Republiki Ludowo-
                      Demokratycznej.

                      Tu jest pies pogrzebany. Socjaliści słusznie zauważyli, że ryzyko zmniejsza
                      wzrost. Więz zabrali się za dekretowanie. W durnych pałach nie powstała nawet
                      myśl, że ryzyko jest - z punktu widzenia gospodarki - złem KONIECZNYM, że
                      usuwając je niszczą wszystko inne... I stąd ich hipoteza, że gospodarka planowa
                      wygra. Nie wygra. Gdyby ryzyko było jedynym czynnikiem... Ale nie jest. Bo
                      ryzyko oczywiście jest nierozerwalnie związane z wolnością.

                      Podobnie zauważ domagając się przywrócenia kary smierci zdajemy sobie sprawę,
                      że co jakiś czas ktoś niewinny naprawdę zostanie skazany. To jest ryzyko. Ale
                      przecież nie dlatego, że ktoś niewinny zostanie skazany domagamy się kary
                      smierci tylko mimo tego.

                      Albo jeszcze inaczej: przechodzenie przez jezdnię wiąże się z ryzykiem: jakiś
                      pijany debil może Cię rozjechać. Podejmujemy to ryzyko ale się z tego nie
                      cieszymy - jasię w każdym razie nie ucieszę słyszac, że rozjechał Cięjakiś
                      debil - to będzie strata. Dla gospodarki - oczywiście korzystne jest, że ludzie
                      jeżdżą samochodami MIMO ryzyka.
                      • xiazeluka Re: Jednak zupełnie 23.01.06, 14:06
                        keyser_sose napisał:

                        > JKM powiedział.

                        Z całym szacunkiem - ale wątpię, by coś takiego palnął. Jeśli jednak masz pod
                        ręką cytat potwierdzający tę wypowiedź, to się z JKM nie zgadzam.

                        > I nie interesuje mnie spojrzenie
                        > na tę rzeczywistość z punktu widzenia pojedynczego gracza: mnie interesuje
                        > całość gospodarki

                        Z punktu widzenia klienta, producenta czy pierwszego ministra?

                        > Polska gospodarka tak czyni.

                        Zdarza się, jeśli już.

                        > 1. Posrednik to nie część gospodarki? Jego strat/zysków nie wliczasz do
                        > bilansu? Nie ma darmowego obiadu. Ktoś musi dołożyć, żeby wyjąć mógł ktoś.

                        Obiadu darmowego nie ma, nie oznacza to jednak, że może na nim zarobić kilka
                        podmiotów, a to oznacza, że nie jest to gra o sumie zerowej. Prosty przykład:
                        sprzedałem Ci małego fiata za 500 PLN. Mnie ów grat do niczego nie jest
                        potrzebny (mam jaguara), zagraca tylko garaż i naraża na kontakt z darmozjadami
                        z Urzędu Złodziejskiego; Ty zaś masz 16-letniego syna, którego chcesz nauczyć
                        prowadzenia. Pozornie plusy i minusy się równoważą, jednak zysk ma szersze,
                        głębsze znaczenie: ja kupują sobie święty spokój i oszczędzam czas, o drobnych
                        na pizzę nie wspominając, Ty zaś zyskujesz tani środek edukacyjny, dzięki
                        któremu kupujesz dla syna rzecz bezcenną - umiejętność jazdy zwiększającą
                        szanse przeżycia na drodze. To niepoliczalne zalety trasakcji, jednak z
                        pewnością dla obu stron zyskowne.

                        > Mnie
                        > nie interesuje sam producent i sam klient. Pośrednik jest częścią gospodarki
                        i jego zyski/straty też proszę wliczać do bilansu. I znowu okaże się, że ryzyko
                        > kursowe jest grą o sumie zerowej. I jesteśmy przy punkcie wyjścia.

                        Nonsens, co wykazałem powyżej. Mogę wprowadzić do tej historyjki pośrednika -
                        gazetę z ogłoszeniem, agenta samochodowego, rozklejacza reklam. On też ma zysk.
                        Kto więc stracił, żeby Ci wyszło zero?

                        Co do reszty - zgoda.
                        • keyser_sose dzieki 23.01.06, 14:33
                          >
                          > > JKM powiedział.
                          >
                          > Z całym szacunkiem - ale wątpię, by coś takiego palnął. Jeśli jednak masz pod
                          > ręką cytat potwierdzający tę wypowiedź, to się z JKM nie zgadzam.

                          Ok. Nie mam linka a jestem teraz za granicą i nie mamdostepu do materiałów
                          drukowanych. Sprawę zawieśmy. Będę o niej pamiętał

                          > > 1. Posrednik to nie część gospodarki? Jego strat/zysków nie wliczasz do
                          > > bilansu? Nie ma darmowego obiadu. Ktoś musi dołożyć, żeby wyjąć mógł ktoś
                          > .
                          >
                          > Obiadu darmowego nie ma, nie oznacza to jednak, że może na nim zarobić kilka
                          > podmiotów, a to oznacza, że nie jest to gra o sumie zerowej. Prosty przykład:
                          > sprzedałem Ci małego fiata za 500 PLN. Mnie ów grat do niczego nie jest
                          > potrzebny (mam jaguara), zagraca tylko garaż i naraża na kontakt z
                          darmozjadami z Urzędu Złodziejskiego; Ty zaś masz 16-letniego syna, którego
                          chcesz nauczyć prowadzenia. Pozornie plusy i minusy się równoważą, jednak zysk
                          ma szersze, głębsze znaczenie: ja kupują sobie święty spokój i oszczędzam czas,
                          o drobnych na pizzę nie wspominając, Ty zaś zyskujesz tani środek edukacyjny,
                          dzięki któremu kupujesz dla syna rzecz bezcenną - umiejętność jazdy
                          zwiększającą szanse przeżycia na drodze. To niepoliczalne zalety trasakcji,
                          jednak z pewnością dla obu stron zyskowne.

                          I tojest działanie gospodarki BEZ ryzyka kursowego. Teraz dołóż do tego ryzyko
                          kursowe (niech jeden handlujący będzie za granicą): gdzie tu zysk zryzyka
                          kursowego?

                          Właśnie podałeś przykład jak to działa.

                          Dzięki
                          • keyser_sose dzieki cz II 23.01.06, 15:51
                            Zaraz muszę się zbierać do pracy więc nie będę mógł nic więcej napisać do jutra
                            wieczorem.

                            Dlatego wybacz, ze dopiszę szczegółową ilustrację ja działa ryzyko kursowe w
                            Twoim przykładzie z samochodem - bycmoże jest to całkiem zbyteczne.

                            Ja jestem w Polsce mój kontrachent za granicą w strefie euro.

                            Dla potrzeb modelu przyjmijmy, że jedynym sposobem zakupienia Euro jest bank
                            znajdujący się o dzień drogi ode mnie.

                            Przez internet dowiedziałem sie, że Kontrachent ma tego grata do sprzedania.
                            Cena w Euro: 150. W złotówkach dokładnie 558 PLN (taki był kurs w dniu w którym
                            się dowiedziałem o tej ofercie) odłożone.

                            I co teraz?

                            Jesli nie ma ryzyka kursowego to sprawa jest prosta jadę i kupuję.

                            A jesli jest ryzyko kursowe?

                            A.... to muszę albo zaryzykować, że przez ten dzień kurs euro nie wzrośnie,
                            albo uzbierać rezerwę - na wszelki wypadek. (Czas podróży nie jest kosztem-
                            przyjmijmy, że do miasta tak czy owak jeżdżę bardzo często, więc to nie jest
                            koszt związany z transakcją)

                            Czyli zamrozić kapitał

                            (ja wiem, że przy 159 euro to są smiesznepieniadze, ale są)

                            I to jest skutek istnienia ryzyka walutowego

                            W gospodarce zamrożony jest kapitał, którym w innym wypadku można by obracać.
                            • xiazeluka Jedna uwaga 23.01.06, 17:02
                              Sześć dych wte czy wewte to koszt do przyjęcia, wszak mowa o jednorazowej
                              transakcji.

                              Rzecz ważniejsza: dlaczego w ogóle sprzedaję towar na rynek innowalutowy,
                              zamiast po prostu zająć się rynkiem wewnętrznym? Jak się nazywa ten plus, który
                              anuluje minus?
                              • keyser_sose Re: Jedna uwaga 23.01.06, 17:15
                                xiazeluka napisała:

                                > Sześć dych wte czy wewte to koszt do przyjęcia, wszak mowa o jednorazowej
                                > transakcji.

                                Przyjmijmy więc że transakcja dotyczy np. wielkiego vana za E 100 000

                                I nie na prezent tylko do robienia biznesu

                                I jest to wyjatkowa okazja: świetny sprzęt, niska cena.

                                Chciałbym go kupić bo zamierzam pracować przy przewozach międzynarodowych. Bez
                                ryzyka walutowego uzbierawszy

                                Równowartość 100 000 mogę go kupić

                                Przy ryzyku walutowym muszę dozbierać rezerwę.


                                > Rzecz ważniejsza: dlaczego w ogóle sprzedaję towar na rynek innowalutowy,
                                > zamiast po prostu zająć się rynkiem wewnętrznym?

                                A co to ma do rzeczy? Skoro tak swietnie opisałeś zysk jaki odniesiemy obaj z
                                handlu, to dlaczego ma on nie dotyczyć Helmuta zza grobli?

                                Może to wyjątkowa okazja?

                                Może uważam, że akurat samochód Helmuta wart jest 1000 PLN?

                                A co to mado rzeczy, czemu chcę kupić akurat samochód od Helmuta a nie od Jana?

                                Ja nie jestem nacjonalistą - mnie wsztko jedno po której stronie granicy
                                mieszka sprzedawca.
                                • xiazeluka Re: Jedna uwaga 24.01.06, 10:03
                                  keyser_sose napisał:

                                  > Przy ryzyku walutowym muszę dozbierać rezerwę.

                                  Albo utargować upust. Pojedyncza transakcja to jednak nienajlepszy przykład.

                                  > A co to ma do rzeczy? Skoro tak swietnie opisałeś zysk jaki odniesiemy obaj z
                                  > handlu, to dlaczego ma on nie dotyczyć Helmuta zza grobli?

                                  Skoro obaj mamy zysk to znak, że ryzyko kursowe nikomu nie przeszkadza.

                                  > Może uważam, że akurat samochód Helmuta wart jest 1000 PLN?

                                  Jeśli tak uważasz, to tego wehikułu nie kupujesz. Cena towaru w tym przypadku
                                  wynosi tyle, ile usatysfakcjonuje obie strony.

                                  > Ja nie jestem nacjonalistą - mnie wsztko jedno po której stronie granicy
                                  > mieszka sprzedawca.

                                  Ależ oczywiście. Tyle, że domagając się sztywnego kursu zostaniesz socjalistą.
                                  • keyser_sose Re: Jedna uwaga 24.01.06, 10:22
                                    xiazeluka napisała:

                                    > keyser_sose napisał:
                                    >
                                    > > Przy ryzyku walutowym muszę dozbierać rezerwę.
                                    >
                                    > Albo utargować upust. Pojedyncza transakcja to jednak nienajlepszy przykład.

                                    Tere fere. Jeśli to jest prawdziwa okazja to inni mogą mnie uprzedzić. Albo
                                    krzyknę przez internet: kupione! albo ktoś inny zaraz to zrobi. Możesz też do
                                    tego modelu dołożyć KARĘ za krzyknięcie Kupione i niekupienie

                                    Pojedyncza transakcja jest wystarczajaco dobra jako przykład.

                                    > > A co to ma do rzeczy? Skoro tak swietnie opisałeś zysk jaki odniesiemy ob
                                    > aj z
                                    > > handlu, to dlaczego ma on nie dotyczyć Helmuta zza grobli?
                                    >
                                    > Skoro obaj mamy zysk to znak, że ryzyko kursowe nikomu nie przeszkadza.

                                    Mamy zysk: pod warunkiem, że do transakcji dojdzie. A dojdzie jeśli będę miał
                                    wysrtraczajaco dużo pieniędzy. A będę miał wystarczajaco dużo pieniędzy na
                                    100% - jeśli uzbieram rezerwę.

                                    >
                                    > > Może uważam, że akurat samochód Helmuta wart jest 1000 PLN?
                                    >
                                    > Jeśli tak uważasz, to tego wehikułu nie kupujesz. Cena towaru w tym przypadku
                                    > wynosi tyle, ile usatysfakcjonuje obie strony.

                                    1000 PLN dotyczyło ceny zakupu 600 pLN

                                    dla ceny E100 000 niech będzie 150 000

                                    juz?


                                    > > Ja nie jestem nacjonalistą - mnie wsztko jedno po której stronie granicy
                                    > > mieszka sprzedawca.
                                    >
                                    > Ależ oczywiście. Tyle, że domagając się sztywnego kursu zostaniesz socjalistą.

                                    Nie rozumiesz: ja się nie domagam sztywnego kursu:

                                    ja twierdzę, że ryzyko kursowe jest niekorzystne - jego zniesienie daje korzyść.

                                    Natomiast wprowadzenie sztywnego kursu niesie INNE niekorzystne efekty i bilans
                                    jest taki, że lepiej sztywnego kursu nie wprowadzać.

                                    Mowa nie jest o sztywnym kursie ani nawet o wchodzeniu do strefu euro. Mowa
                                    jest o ryzyku kursowym.

                                    Wchodzenie do euro jet niekorzystne z innych przyczyn które z nawiązką niwelują
                                    korzyści

                                    Pisze o tym pan Arendarski: JEDYNĄ korzyscią z wejściado strefy euro jest
                                    zniesienie ryzyka kursowego.

                                    A JKM się z tym nie zgadza: ryzyko kursowe jest korzystne.

                                    JKM się myli.

                                    Już jest liberalnie?
                                    • xiazeluka Re: Jedna uwaga 24.01.06, 12:34
                                      keyser_sose napisał:

                                      > Tere fere. Jeśli to jest prawdziwa okazja to inni mogą mnie uprzedzić.

                                      No to powtórzę się: skoro to taka cud okazja, to i ryzyko kursowe jest
                                      nieistotne, nawet jeśli zaboli. Powiedz mi, keyserze, jeśli uczestniczysz w
                                      licytacji, to tworzysz "rezerwę"? Zależy Ci szalenie na tej chińskiej wazie z
                                      epoki Swing, ale wiesz, że na sali będzie Twój stary rywal, również miłośnik
                                      mandaryńskiej porcelany - co grozi przekroczeniem załozonego budżetu. Czy to
                                      powód, by ustalać odgórnie cenę wazy, a nabywcę wskazywać losowaniem?

                                      > Mamy zysk: pod warunkiem, że do transakcji dojdzie. A dojdzie jeśli będę miał
                                      > wysrtraczajaco dużo pieniędzy. A będę miał wystarczajaco dużo pieniędzy na
                                      > 100% - jeśli uzbieram rezerwę.

                                      "Rezerwa" taka zwykle istnieje, niekonieczne w formie gotówki. Jeżeli interes
                                      jest zyskowny, to nawet konieczność zakupu towaru po cenie nieco wyższej nie
                                      powoduje strat.

                                      > dla ceny E100 000 niech będzie 150 000

                                      ???

                                      > Natomiast wprowadzenie sztywnego kursu niesie INNE niekorzystne efekty i
                                      bilans jest taki, że lepiej sztywnego kursu nie wprowadzać.

                                      Przepraszam, to o co my się spieramy???

                                      > A JKM się z tym nie zgadza: ryzyko kursowe jest korzystne.
                                      >
                                      > JKM się myli.

                                      Ty piszesz, że lepiej sztywnego kursu nie wprowadzać.
                                      JKM pisze, że lepiej jest kurs pozostawić w spokoju (czyli zachować ryzyko
                                      kursowe).

                                      Czym się różnią Wasze opinie???
                                      • keyser_sose wyjaśnienie. 24.01.06, 22:25
                                        xiazeluka napisała:

                                        > keyser_sose napisał:
                                        >
                                        > > Tere fere. Jeśli to jest prawdziwa okazja to inni mogą mnie uprzedzić.
                                        >
                                        > No to powtórzę się: skoro to taka cud okazja, to i ryzyko kursowe jest
                                        > nieistotne, nawet jeśli zaboli.

                                        TYLKO jeśli masz wystarczającą ilość pieniędzy. Nigdy Ci nie zabrakło?

                                        mam E 100 000 NIE MAM więcej. Nie mam skąd wziąć. Helmut mówi: albo bierzesz Ty
                                        albo sprzedaję komu innemu (np Hidalgo który nie ma takich problemów jak ty)

                                        Jeśli do tej transakcjio nie dojdzie to to jest strata.

                                        Powiedz mi, keyserze, jeśli uczestniczysz w
                                        > licytacji, to tworzysz "rezerwę"? Zależy Ci szalenie na tej chińskiej wazie z
                                        > epoki Swing, ale wiesz, że na sali będzie Twój stary rywal, również miłośnik
                                        > mandaryńskiej porcelany - co grozi przekroczeniem załozonego budżetu. Czy to
                                        > powód, by ustalać odgórnie cenę wazy, a nabywcę wskazywać losowaniem?

                                        Nie. Ale ja nie mam w tym momencie więcej niż E100 000. No nie mam. Wydłubałem
                                        ostatnie drobne ze skarbonek dzieci. żonę zstawiłem w burdelu, pożyczyłem od
                                        mafii. I uzbierałem E100 000. Nie mam więcej w tym momencie. Dodrukować mam
                                        czy co?

                                        > > Mamy zysk: pod warunkiem, że do transakcji dojdzie. A dojdzie jeśli będę
                                        > miał wysrtraczajaco dużo pieniędzy. A będę miał wystarczajaco dużo pieniędzy n
                                        > a
                                        > > 100% - jeśli uzbieram rezerwę.
                                        >
                                        > "Rezerwa" taka zwykle istnieje, niekonieczne w formie gotówki. Jeżeli interes
                                        > jest zyskowny, to nawet konieczność zakupu towaru po cenie nieco wyższej nie
                                        > powoduje strat.

                                        Jeśli masz czym zapłacić to strata jest niezauważalna. A jak nie masz?
                                        Bowłaśnie wyżyłowałeś ostatni grosz?

                                        > Przepraszam, to o co my się spieramy???

                                        Zasugerowałeś, że skoro uważam ryzyko kursowe za niekorzystne to to oznacza, że
                                        chcę wprowadzić kurs sztywny co kończy sie socjalizmem. Odpowiadam na ten
                                        zarzut.

                                        > Ty piszesz, że lepiej sztywnego kursu nie wprowadzać.
                                        > JKM pisze, że lepiej jest kurs pozostawić w spokoju (czyli zachować ryzyko
                                        > kursowe).
                                        >
                                        > Czym się różnią Wasze opinie???

                                        Różnica: ja uwazam, że ryzyko kursowe jest niekorzystne (podobnie jak pan
                                        Arendarski) a JKM uważa, że jest korzystne.

                                        Tym sie różnią. Przeczytaj artykuł JKM. Na samym poczatku podwątku jest link.
                                        • xiazeluka Re: wyjaśnienie. 25.01.06, 10:32
                                          keyser_sose napisał:

                                          > TYLKO jeśli masz wystarczającą ilość pieniędzy. Nigdy Ci nie zabrakło?
                                          > mam E 100 000 NIE MAM więcej. Nie mam skąd wziąć. Helmut mówi: albo bierzesz
                                          Ty albo sprzedaję komu innemu (np Hidalgo który nie ma takich problemów jak ty)

                                          I to jest właśnie normalna sytuacja - nie wszystko mogę sobie kupić, trudno
                                          mieć do kogoś o to pretensję. To tak, jak na aukcji - licytujesz do wysokości
                                          swego budżetu, nawet jeśli bardzo licytowanego przedmiotu pragniesz.

                                          > Jeśli do tej transakcjio nie dojdzie to to jest strata.

                                          To nie jest strata - straciłeś co najwyżej okazję, rzecz niewymierną.

                                          > Nie mam więcej w tym momencie. Dodrukować mam czy co?

                                          Nie. Schowaj dumę do kieszeni i czekaj następnej okazji. Kto powiedział, że
                                          każdego ma zawsze stać na to, co mu się zamarzy? Karol Marks?

                                          > Jeśli masz czym zapłacić to strata jest niezauważalna. A jak nie masz?
                                          > Bowłaśnie wyżyłowałeś ostatni grosz?

                                          To pożyczasz. Jeśli to taki świetny interes, to szybko zwrócisz. Piętrzysz
                                          trudności, Keyserze.

                                          > Odpowiadam na ten zarzut.

                                          Odpowiedziałeś, że nie chcesz wprowadzać. W takim razie się myliłem, na
                                          szczęście.

                                          To ocena stanu istniejącego, którego nie chcecie zmieniać - z powodów
                                          merytorycznie zbliżonych. Będę się upierał, że generalnie głosicie to samo, z
                                          odrobinę odmiennych przyczyn, nieistotnych z powodu uznawania stanu
                                          istniejącego za optymalny.
                                          • keyser_sose Nie mogę teraz odpowiedzieć :-( 25.01.06, 23:12
                                            potrzebuję zacytować JKM

                                            a witryna NCZ mi sie nie otwiera.

                                            Jak tylko mi sie uda tam dogrzebać dam znać
                                      • keyser_sose Spróbuj bronić ryzyka kursowego teraz! 25.01.06, 07:38
                                        Ponizsze uwagi nie zastepują głównego wątku rozważań - jedynie uzupełniają.
                                        Będę wdzięczny za odpowiedź także w głównym wątku, nie tylko w tym.

                                        Jesli handluję z Helmutem potrzebny mi jest posrednik - cinkciarz,zebym mógł
                                        nabyc euro sprzedając złotówki lub odwrotnie.

                                        Załóżmy, że pośrednik pobiera zaledwie 1 promilową prowizję i jest to najniższa
                                        możliwa do uzyskania prowizja.

                                        To oznacza, że na naszą transakcję zostaje nałożony podatek (za handlowanie
                                        walutą) w wysokości 0,1%. Dodatkowy KOSZT.

                                        Uzasadnienie szkodliwości nawet 1 promilowego podatku nie trzeba uzasadniać,
                                        prawda?

                                        Wikingowie cz II

                                        Porównałeś ryzyko kursowe do pogody. Dobrze, trzymajmy sie tego porównanania.
                                        Wyobraź sobie, ze są dwa państwa: mają identyczne warunki do uprawy roli.
                                        Identyczne,poza jednym szczegółem: nad jednym z nich raz do roku pojawia się
                                        burza i niszczy połowę zasiewów a z drugiej połowy daje plon podwójny (-1
                                        promil dla cinkciarzysmile).

                                        Nadal uwazasz, że obie gospodarki będą sie rozwijały równie dobrze?

                                        Bo JKM uważa, że lepiej będzie się rozwijała gospodarka ... państwa atakowanego
                                        przez tę dziwna burzę! JKM nie twierdzi, że ta burza jest obojętna. JKM
                                        twierdzi, że jest korzystna! Bo przetrwają najlepsi w przewidywaniu pogody.
                                        Tymczasem powinni przetrwać najlepsi w zaspokajaniu potrzeb klienta. A to jest
                                        różnica. Strat jakie poniesie gospodarka z powodu angażowania energii w prace
                                        nad przewidywaniem - gdzie to tym razem może przywalić - JKM nie widzi.

                                        Jak zwykle: co widać i czego nie widać.

                                        Pogląd JKM jest nie do obrony przy przyjeciu paradygmatu liberalnego.
                                        • xiazeluka To nie jest o ryzyku kursowym! 25.01.06, 10:41
                                          keyser_sose napisał:

                                          > Jesli handluję z Helmutem potrzebny mi jest posrednik - cinkciarz,zebym mógł
                                          > nabyc euro sprzedając złotówki lub odwrotnie.

                                          Piszesz o podatku obrotowym, nie o ryzyku.

                                          > Identyczne,poza jednym szczegółem: nad jednym z nich raz do roku pojawia się
                                          > burza i niszczy połowę zasiewów a z drugiej połowy daje plon podwójny (-1
                                          > promil dla cinkciarzysmile).

                                          jw.

                                          > Bo JKM uważa, że lepiej będzie się rozwijała gospodarka ... państwa
                                          atakowanego przez tę dziwna burzę! JKM nie twierdzi, że ta burza jest obojętna.
                                          JKM
                                          > twierdzi, że jest korzystna! Bo przetrwają najlepsi w przewidywaniu pogody.
                                          > Tymczasem powinni przetrwać najlepsi w zaspokajaniu potrzeb klienta.

                                          Nie widzę sprzeczności - jeśli dzięki prawidłowej prognozie zasieję tylko tę
                                          jedną połowę, która nie ulegnie zniszczeniu, to w ten sposób potrzeby klientów
                                          pozostaną zabezpieczone. Czy kurs meteorologii to strata? A co jest tańsze -
                                          kurs czy konsekwencje niewłaściwego wyboru? Dzięki umiejętności przewidywania
                                          nie będziesz marnował ziarna na obsiewanie pola, które zostanie zniszczone.
                                          Zostaniesz więc z nadwyżką ziarna, którą sprzedasz za granicę. Zysk długofalowy
                                          uzasadnia naukę meteorologii.

                                          Czy JKM tego nie widzi? A może po prostu o tym nie pisze lub prowokuje do
                                          takich rozważań, jak Twoje? Prawicowcy, jako osoby inteligentne, nie potrzebują
                                          zawsze i wszędzie kropek nad "i".
                                          • keyser_sose Masz rację 25.01.06, 21:42
                                            xiazeluka napisała:

                                            > keyser_sose napisał:
                                            >
                                            > > Jesli handluję z Helmutem potrzebny mi jest posrednik - cinkciarz,zebym m
                                            > ógł
                                            > > nabyc euro sprzedając złotówki lub odwrotnie.
                                            >
                                            > Piszesz o podatku obrotowym, nie o ryzyku.

                                            Chyba zwoje mi sie przepaliły wczoraj w nocy.

                                            Naturalnie masz rację.

                                            To jest zupełnie nie na temat
    • ewa8a Re: Poglądy Janusza Korwina Mikkego 21.01.06, 10:14
      llukiz napisał:

      > Nietrudno natknąć się na wypowiedzi, że JKM prezentuje chore poglądy. Mam
      > wrażenie, że panuje jakieś niezrozumienie jego opini w różnych kwestiach oraz
      > powszechne nidoinformowanie w tej sprawie.



      W tej kwestii chyba wszystko jest jasne :


      Alek: Gdyby Pan i Pańska partia doszli do władzy, to co stałoby się z ludźmi
      niezdolnymi do pracy np. inwalidami? Kto by o nich zadbał, bo państwo raczej
      nie?

      Janusz Korwin-Mikke: Jak to kto? Rodziny, sąsiedzi. A mieliby na to pieniądze,
      bo nie płaciliby na "cholernie drogie" państwo opiekuńcze. Przez 40 wieków nie
      było socjalizmu, bieda była jeszcze większa, a ludzie jakoś nie umierali.


      Genialnie to wymyślił.
      • keyser_sose No i? 21.01.06, 10:53
        > Genialnie to wymyślił.

        On tego nie wymyslił - on to zaobserwował.

        Jednym z elementów ludzkiej natury jest chęć niesienia pomocy bliźniemu w
        potrzebie.

        Nie wierzysz?

        To spójrz na WOŚP. Spójrz ile ludzie płacą w sytuacji gdy państwo chce zabierać
        im ponad 80% zraobionych pieniedzy (na szczęście nie udaje mu się to i zabiera
        ca 50%)

        Jeżli pozostawisz te pieniądze ludzim w kieszeni będą dawać więcej i z sensem.

        A skąd wiem to? A stąd, że po zaspokojeniu podstawowych potrzeb (najpierw
        potrzeby bytowe, potem bezpieczeństwo) pojawiają się inne takie jak: poczucie
        przynależności, wysoka samoocena...

        A ich zaspokojenie w społeczeństwie cywilizacji zachodniej wiąże się z
        okazywaniem miłośuierdzia (zapewniam Cię, że dla tym, którym pomoc jest
        niesiona jest wszystko jedno czy otrzymali ją ze szczerych pobudek czy z
        obłudnych)

        A tu mała ściąga do piramidki potrzeb

        chiron.valdosta.edu/whuitt/col/regsys/maslow.html
        • ewa8a Re: No i? 21.01.06, 11:13

          Wszystko to piękne, co piszesz. Filantropia i szlachetność to bardzo dobre
          cechy.

          > Jeżli pozostawisz te pieniądze ludzim w kieszeni będą dawać więcej i z sensem.

          Nic bardziej błędnego ! Wąż siedzi w kieszeni tak samo chętnie u wszystkich,
          może u bogatszych nawet chętniej. W tym przypadku nie ma reguł. Wzbogacenie się
          wcale nie jest tożsame z chęcią dzielenia się.
          Ale nie o to chodzi w wypowiedzi JKM, którą zacytowałam. Tylko człowiek chory
          na umyśle może w XXI wieku uzależniać życie drugiego człowieka od widzimisię
          sąsiada czy rodziny.
          • keyser_sose są reguły 21.01.06, 11:16
            > Nic bardziej błędnego ! Wąż siedzi w kieszeni tak samo chętnie u
            wszystkich, może u bogatszych nawet chętniej. W tym przypadku nie ma reguł.

            Po prostu się mylisz.

            Przeczytaj teorię Maslowa. To jest w zasadzie uznana teoria (choć podważają ją
            wyjątkowe przypadki indywidualne, więc nie może być uznana za prawo w sensie
            naukowym)
          • llukiz Re: No i? 21.01.06, 15:34
            > Tylko człowiek chory
            > na umyśle może w XXI wieku uzależniać życie drugiego człowieka od widzimisię
            > sąsiada czy rodziny.

            Tylko człowiek chory na umyśle może uzależniać życie drugiego człowieka od
            widzimisie użędników.

            Pani ewie8 dziękujemy za wykazanie się głupotą najwyższych lotów.
            • ewa8a Re: No i? 21.01.06, 15:54
              Mogłabym ci napisać, że porozmawiamy, jak się nauczysz ortografii, ale nie
              napiszę, bo musisz jeszcze nauczyć się kultury, a to nie jest takie proste.
              • llukiz Re: No i? 21.01.06, 16:35
                A ja moglbym ci napisać że jesteś gupiom cipom...
                Ale sprawdź poczte ewa8a@gazeta.pl
                • patience Re: No i? 22.01.06, 13:59
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=35405690&a=35417896
                  • llukiz Re: No i? 22.01.06, 18:52
                    Nie rozumiem ludzi nie rozumiejących dowcipów, a dokładnie rozumiejących je
                    tylko wtedy gdy są ich autorstwa. Ponadto zawsze intrygowały mnie osoby
                    "obrażacze" - obrażające wszystkich na około i jednocześnie same się obrażające
                    o wszystko.
                    • konsekrowana Ty niewiele rozumiesz ptasi móżdżku 22.01.06, 23:46
                      Że też ja muszę się przed wieczornymi modłami tak denerwować !
                • konsekrowana Zabrać stąd to chamisko !!!!!!!!! 22.01.06, 23:48
                  Panie, wybacz moją irytację, ale nie mogę się pohamować.
              • tolerant Re: No i? 22.01.06, 19:21
                ewa8a napisała:

                > Mogłabym ci napisać, że porozmawiamy, jak się nauczysz ortografii, ale nie
                > napiszę, bo musisz jeszcze nauczyć się kultury, a to nie jest takie proste.

                Powaliłaś go argumentami.
    • ewa8a Jeszcze jedna warta zacytowania złota myśl 21.01.06, 10:20
      potiomkinn> Jak by Pan rozwiązał problemy służby zdrowia. Nie lepiej zatrzymać
      pieniądze z ubezpieczenia zdrowotnego na poziomie województwa. A może niech
      każdy leczy się sam? Tylko co z biednymi? Co Pan o tym sądzi?

      Janusz Korwin-Mikke: Zlikwidować! To biedni najwięcej tracą: bogatego stać, by
      zapłacić horrendalną SKŁADKĘ - I W RAZIE POWAŻNIEJSZEJ CHOROBY PÓJŚC DO LEKARZA
      PRYWATNIE; BIEDNEGO TYLKO NA JEDNO - albo na drugie...



      Tem Korwin najwyraźniej marnuje się na odstawce. Powinien koniecznie zostać
      ministrem zdrowia.
      • keyser_sose Przecież to prawda 21.01.06, 10:58
        > To biedni najwięcej tracą: bogatego stać, by
        > zapłacić horrendalną SKŁADKĘ - I W RAZIE POWAŻNIEJSZEJ CHOROBY PÓJŚC DO
        LEKARZA PRYWATNIE; BIEDNEGO TYLKO NA JEDNO - albo na drugie...

        Możesz uzasadnić dlaczego uważasz tę myśl za głupią? Miałaś w rodzinie kogoś
        NAPRAWDĘ chorego? I co? Zostawiliście go nałasce państwowej służby zdrowia? Nie
        daliście nic w łapę lekarzowi (danie w łapę - częściowa prywatyzacjasmile?

        > Tem Korwin najwyraźniej marnuje się na odstawce. Powinien koniecznie zostać
        > ministrem zdrowia.

        No, tu się nie zgadzam. Facet mawiele zalet, ale do władzy wykonawczej na pewno
        się nie nadaje.
        • ewa8a Re: Przecież to prawda 21.01.06, 11:23

          Są tacy, których nie stać ani na jedno, ani na drugie. Korwin wprawdzie o tym
          łaskawie nie wspomina, ale z pewnością widzi dla nich rozwiązanie, bo jedno
          takie istnieje. Cały problem polega na tym, by każdego było stać na tę składkę
          i by w ramach tej składki zaspokojono jego potrzeby. Nie jest to życzenie zbyt
          skomplikowane, to wymóg cywilizacji. Więcej opiekuńczości ze strony państwa nie
          oczekuję.

          > Zostawiliście go nałasce państwowej służby zdrowia? Nie
          daliście nic w łapę lekarzowi (danie w łapę - częściowa prywatyzacjasmile?

          Rozumiem, że popierasz taki stan rzeczy i dlatego alternatywa Korwina nie
          wydaje ci się zaskakująca.

          > No, tu się nie zgadzam. Facet mawiele zalet, ale do władzy wykonawczej na
          pewno się nie nadaje.

          Uzupełnię moją poprzednią wypowiedź – TO BYŁ OCZYWIŚCIE ŻART.
          • keyser_sose Nie stać ich... 21.01.06, 11:29
            > Są tacy, których nie stać ani na jedno, ani na drugie.

            Tak są tacy. A wiesz czemu ich niestać? Bo państwo zabiera im połwę dochodu (a
            chciałoby zabrać 80%). Niska pensja w Polsce to dajmy na to 800 PLN. A dołóż do
            niej drugie tyle i wtedy się zastanawiaj czy kogoś stać czy nie. Wiesz,
            zarabiając 1500 PLN (ta stówka narzeczywiscie niezbędne wydatki państwa) już
            można się zatroszczyć o składkę - zapewniam Cię, prywatne składki są niższe i
            dają wyższy standard.
            • ewa8a Re: Nie stać ich... 21.01.06, 11:48
              Opieka zdrowotna to rzecz bardzo specyficzna i nie zabiera się na nią połowy
              dochodu. Pisząc, że są ,,tacy” miałam na mysli tych co wcale dochodu nie mają.
              A tych, genialny myśliciel chce zdać na łaskę i niełaskę sąsiadów.
              Jestem wrogiem przywilejów socjalnych. Zdrowie i życie to wyjątek.
              • keyser_sose Re: Nie stać ich... 21.01.06, 11:59
                > Pisząc, że są ,,tacy” miałam na mysli tych co wcale dochodu nie
                > mają. A tych, genialny myśliciel chce zdać na łaskę i niełaskę sąsiadów.

                Na łaskę. I to działa. Zauważ, jak wielu ludzi głosi poglad podobny do
                Twojego.Jest Was wiekszość. Więc czego się obawiacie? Po zlikwidowaniu
                państwowej pomocy założycie prywatną - lepiej zarządzaną, oszczędniejszą,
                skuteczniejszą. My Wam pomożemy.

                Serio piszę.

                Tak działa człowiek - ma inne potrzeby poza posiadaniem pieniędzy. Naprawdę.
                Jak mi nie wierzysz z tym Maslowem to zapytaj jakiegoś psychologa. W
                cywilizacji zachodniej realizacja tych potrzeb często wiąże się z
                dobroczynnością właśnie.

                Ale tw potzreby (wyższe) - pojawiają się PO zaspokojeniu potrzeb niższych.
                Dlatego ludzie bogaci dadzą większy procent swojego dochodu niż biedni. A
                państwo - utrudniając ludziom wzbogacenie się - opóźnia ten proces.
                • ewa8a Re: Nie stać ich... 21.01.06, 12:08
                  > Więc czego się obawiacie?
                  > My Wam pomożemy.
                  > Jak mi nie wierzysz z tym Maslowem to zapytaj jakiegoś psychologa

                  Rozczuliłeś mnie tą chęcią pomocy. Następnie ROZCZULIŁEŚ MNIE TOTALNIE
                  propozycją szukania autorytetu u psychologa. Ja chyba dyskutuję z jakimś
                  nastolatkiem. Skończmy zatem. Było mi miło.
                  • keyser_sose Hm... 21.01.06, 12:16
                    > Rozczuliłeś mnie tą chęcią pomocy.

                    To jest propozycja. Rozczul mnie też i powiedz, że byś ją przyjęła.

                    > Następnie ROZCZULIŁEŚ MNIE TOTALNIE
                    > propozycją szukania autorytetu u psychologa. Ja chyba dyskutuję z jakimś
                    > nastolatkiem. Skończmy zatem. Było mi miło.

                    Nie odchodź - tak miło mi się z Tobą gaworzy...

                    Moja propozycja wzięła się stąd, że nie odnosisz się do stanu nauki o
                    zachowaniach człowieka - masz hipotezę (fałszywą), że ludzie jak będą mieli
                    więcej pieniędzy to nie będą się nimi dzielić. Ja Ci przedstawiam argument.
                    Konkretny, rozumiesz, nie żadne tam fantazjowanie. A Ty się do niego nie
                    odnosisz. No to namawiam Cię żebyś się z nim zapoznała. Wszystko.

                    Zakładam, że masz jakiś powód, żeby się nie odnieść - przyszedł mi do głowy
                    jeden:że mi nie ufasz. No to szukam kogoś kogoś do kogo możesz mieć większe
                    zaufanie

                    Uraziłem? Przepraszam

                    Pozdrawiam serdecznie

                    KS
          • alfalfa Re: Przecież to prawda 21.01.06, 11:30
            Zdaje się, że kłopot polega na tym, że Ty piszesz o tym co powinno być a nie o
            tym co jest.

            > Cały problem polega na tym, by każdego było stać na tę składkę
            > i by w ramach tej składki zaspokojono jego potrzeby.

            Tak jest. Każdemu według potrzeb. Niestety nie sprawdza się w praktyce. Dziwne,
            że chcesz powtarzać ten eksperyment.
            A.
            • ewa8a Re: Przecież to prawda 21.01.06, 13:57
              >Zdaje się, że kłopot polega na tym, że Ty piszesz o tym co powinno być a nie o
              tym co jest.

              Tak własnie robię, wcale nie tego nie ukrywając.

              >Tak jest. Każdemu według potrzeb. Niestety nie sprawdza się w praktyce.
              Dziwne, że chcesz powtarzać ten eksperyment.


              Tak, każdemu wedle potrzeb, w tym konkretnym przypadku . Chciałbyś różnicować
              pacjentów wg kwoty, jaką odprowadzili ze swoich zarobków ? Temu, kto mało –
              wyrwać zęba, a temu, kto dał więcej plombować ? Mogłam podać przykład z nogą,
              ale nie chciałam aż tak drastycznie.
              Jeśli chodzi o eksperymenty, ten z sąsiadem, który miałby się troszczyć o moje
              zdrowie, najmniej mi się podoba.
              • llukiz Re: Przecież to prawda 21.01.06, 15:42
                > Tak, każdemu wedle potrzeb, w tym konkretnym przypadku

                Przykro mi że się jeszcze nie zorientowałaś jak świat jest urządzony. Kto
                powinien płacić na leczeni bezrobotnego? Według ciebie pewnie inni pracujący. A
                jak nie będą chcieli to co? Okradniesz ich żeby leczyć bezrobotnego? Czy może
                zmusisz lekarzy producentów lekarstw by pracowali za darmo. Tak więc co robimy?
                Organizujemy niewolników, czy legalizujemy kradzież. W komunizmie było jedno i
                drugie. W polsce obecnie jest tylko legalizacja kradzieży w majestacie prawa.
              • alfalfa Re: Przecież to prawda 21.01.06, 20:57
                ewa8a napisała:

                > Tak, każdemu wedle potrzeb, w tym konkretnym przypadku . Chciałbyś różnicować
                > pacjentów wg kwoty, jaką odprowadzili ze swoich zarobków ? Temu, kto mało ̵
                > 1;
                > wyrwać zęba, a temu, kto dał więcej plombować ?

                Zróżnicowałbym kwoty i pozwolił na wybór świadczenia i jego zakresu.
                Oczywiście, że głównym brakiem (i w efekcie przekrętem) jest informacja co tak
                na prawdę kupujemy pod hasłem "ubezpieczenie" i dlatego potrzebne są oferty
                prywatnego ubezpiecznia zdrowotnego. Np. LuxMed 1300pln za rok,
                pakiet "dziecko" - pediatra z przyjazdem, dostęp do wszystkich specjalistów.
                Wiem mniej więcej co kupuję.

                Ubezpiecznie społeczne też kiedyś było eksperymentem więc nie przekreślałbym
                tak od razu "eksperymentowania" jako takiego tym bardziej, że niektóre
                eksperymenty zostały wdrożone i po latach okazują się nietrafione. Trzeba więc
                kolejnych pomysłów żeby znaleść poprawę być może, trzeba próbować a nie
                twierdzić, że tak jak jest - tak trzeba.

                Nie o sąsiada chodzi tak na prawdę ale o rodzinę, jej rolę i znacznie. Nie
                państwo pomaga skutenie ale właśnie rodzina. Polityka upaństwawiania i
                zastępowania relacji rodzinnych nie wyeliminowała problemów, zaledwie je
                przykryła obietnicami bez pokrycia.

                A.
      • tolerant Re: Jeszcze jedna warta zacytowania złota myśl 22.01.06, 15:20
        > Janusz Korwin-Mikke: Zlikwidować! To biedni najwięcej tracą: bogatego stać, by
        > zapłacić horrendalną SKŁADKĘ - I W RAZIE POWAŻNIEJSZEJ CHOROBY PÓJŚC DO LEKARZA
        > PRYWATNIE; BIEDNEGO TYLKO NA JEDNO - albo na drugie...

        JKM opisał rzeczywistość i to całkiem trafnie. Przynajmniej z mojego
        doświadczenia. Ja lub moja rodzina nie raz dawaliśmy lekarzowi w łapę. Nie
        pamiętam również kiedy ostatni raz byłem u państwowego lekarza. Pamiętam
        natomiast sytuację, całkiem niedawno (3 mies. temu) kiedy znajomy miał zabieg w
        szpitalu, przeprowadzony przez lekarza w godzinach jego pracy, na szpitalnym
        sprzęcie za stówę do ręki. Oczywiście pacjent przeszedł wszystkie 'szczeble
        rejestracji', odstał swoje i swoje się swoje naw***wiał. Ale z zabiegu
        zadowolony jest, żadnych komplikacji. Opłacało się.
    • ubogacona W ptasiej glowce Korwina - ptasi mozdzek. Wiadomo 22.01.06, 21:01
      wystarczy popatrzec na Kaczki a oni z tej samej rodziny. Wystarczy popatrzec na
      to co on plecie ponizej



      "Janusz Korwin-Mikke: Jak to kto? Rodziny, sąsiedzi. A mieliby na to pieniądze,
      bo nie płaciliby na "cholernie drogie" państwo opiekuńcze. Przez 40 wieków nie
      było socjalizmu, bieda była jeszcze większa, a ludzie jakoś nie umierali."


      Hihihi, a to dobre. To co, niesmiertelne byli bo odzwyczaili sie od (szkodlwego)
      jedzenia?!


      Jako ptak Mikke takze niewatpliwie pstryka. sad

      • llukiz Znowu muszę obrażać 22.01.06, 23:31
        Bo znowu ktoś głupi się wypowiada, w sposób sugerujący całkowitą nieznajomość
        tematu.
        • konsekrowana Nie musisz chamciu 22.01.06, 23:44

          Wystarczy jak weźmiesz swoje stąd swoje dupsko. Zanizasz poziom tego forum, a
          ja już nie nadążam ze zdrowaśkami za twoją przygłupawą duszyczkę.
          • llukiz W końcu się wydało. 23.01.06, 00:06
            Podziękujmy konserwatywnej za poinformowanie nas kto zaniża poziom na forum.

            Ps: Swoją drogą ciekawe, że dziś socjaliści uważają się za konserwatystów. No
            ale świat idzie do przodu...
            • konsekrowana Re: W końcu się wydało. 23.01.06, 00:09
              llukiz napisał:

              > Podziękujmy konserwatywnej za poinformowanie nas kto zaniża poziom na forum.
              >
              My ? Jest was więcej ?
              KONSEKROWANEJ tłumoku ! Ty nawet czytać nie potrafisz.
              • llukiz To nie tak 23.01.06, 00:13
                bo ja po prostu nie znam wyrazu "konsekrowana" i postanowiłem że zastąpie go
                podobnie brzmiącym.
                • konsekrowana Trzeba było do szkoły chodzić ośle 23.01.06, 00:14
                  Słownik sobie kup, zamiast wydawać na jabole.
                  • llukiz Re: Trzeba było do szkoły chodzić ośle 23.01.06, 00:16
                    a co to jabole?
                    • konsekrowana Re: Trzeba było do szkoły chodzić ośle 23.01.06, 00:19
                      Lump, używający słowa CI.. (panie wybacz!)nazywa to pewnie po swojemu.
    • babariba-babariba domagasz się rzeczy niemożliwych... 22.01.06, 22:34
      ...bo czegoś takiego, jak na przykład poglądów JKMikke, ani JW(d.M)Rokita opisać
      się nie da w żaden sposób. Jest to klasa przyjęciowych 'strategów', lowellasów z
      XIX wiecznych komedii, znakomicie prezentujących się na herbatkach u cioć, na
      których ślad (braku) myśli jakiejkolwiek znakomicie tuszuje się ciętymi uwagami
      i nic nieznaczącymi hasłami.
      • llukiz Nisko się kłaniam 23.01.06, 00:10
        Wobec tak silnych argumentów, niestety z żalem to przyznaję, ale zmuszony jestem
        skapitulować.
        Wybaczcie. Sam się sobie dziwię, ale nie mam wyjścia. Przekonali mnie. Tkwiłem w
        błędzie. UUUuuuuuu. AAAAAAaaaaaaa.
        • konsekrowana Wybaczamy ci baranie. 23.01.06, 00:12
          Mamy miękkie serca.
          • llukiz Re: Wybaczamy ci baranie. 23.01.06, 00:14
            Jak to było z tym miękkim sercem? Kto ma miękkie serce ten ma twardą...
            • konsekrowana Re: Wybaczamy ci baranie. 23.01.06, 00:15
              Nie filozofuj, boś na to za durny.
              • llukiz Re: Wybaczamy ci baranie. 23.01.06, 00:19
                pyskówki z kobietami zawsze kończą się na seksie. Niniejszym nie odpisuję już na
                posty, albowiem nie jestem pewny wyglądu konsekratywnej...
                • konsekrowana Re: Wybaczamy ci baranie. 23.01.06, 00:23
                  KONSEKROWANEJ baranie ! Co do płci, mężczyzna nie może być dziewicą, więc o
                  płeć możesz być spokojny. Możesz mi odpisać i tak się muszę wyspowiadać, bo
                  nieco się uniosłam, ale takie bydlęta jak ty zawsze wyprowadzają mnie z
                  równowagi.
                  • amigosan To ten Mikee ma jakieś poglady w ogole?????? 23.01.06, 16:37
                    Do tej pory miał tylko zyczenia niespełnione i kszywą muszke
                    • konsekrowana Re: To ten Mikee ma jakieś poglady w ogole?????? 23.01.06, 16:38
                      Poglądy ma każdy, z oszołomami włącznie.
                      • owca_czarna troche kabaretu :D ?????? 27.01.06, 00:21
                        konsekrowana napisała:

                        > Poglądy ma każdy, z oszołomami włącznie.


                        Janusz Korwin-Mikke

                        Wiersz powstał podczas kampanii wyborczej w 1989.

                        Gdy kraj w delirium, a ustrój - denat,
                        Dobrze jest wtedy powołać Senat.
                        Na każdą klęskę, mankament, zator,
                        Bezwzględnie znajdzie radę senator.

                        Oto już zgłasza się do wyborów
                        Tłum kandydatów na senatorów
                        I każdy skromnie o sobie pieprzy,
                        Że najmądrzejszy jest i najlepszy.

                        Jeden zapewni nam żywność tanią,
                        Drugi zabroni skrobać się paniom,
                        Trzeci na odwrót: uczenie mendzi [1],
                        Żeby się skrobać - zwłaszcza, gdy swędzi.

                        Czwarty da wszystkim bezpłatnie buty,
                        A piąty będzie wysadzać huty.
                        Ich argumentom trudno się oprzeć:
                        Całą noc myślę: kogo tu poprzeć?

                        Wreszcie nad ranem mam już taktykę:
                        Poprę Janusza Korwina-Mikke!
                        Po pierwsze - szlachcic! (Wiem z heraldyki)
                        Ma w herbie Kruka... i Myszkę Miki.

                        Po drugie: Kisiel poparł Korwina -
                        Czyli, że Korwin - to oryginał.
                        Po trzecie Korwin publicznie głosi,
                        Iż jest repliką Pani Małgosi [2].

                        Pani Małgosia zaś od lat wielu
                        Wyciąga starą Anglię z burdelu;
                        Więc jeśli Mikke jej system ściągnie,
                        To może w końcu i nas wyciągnie?

                        (Z tym, że tu sprawa będzie trudniejsza,
                        Bo burdelmama [3] jakby silniejsza...)
                        Reasumując: rozum i dusza
                        Każą mi oddać głos na Janusza!

                        Niech weźmie nawet etat Cesarza!!
                        ... Jajarz powinien wspierać jajarza...

                        [1] Istnieje wersja "mędzi".
                        [2] Chodzi o p.Thatcherową, późniejszą Lady Małgorzatę of
                        [3] Aluzja do istniejącego wtedy Związku Sowieckiego
                        (przypisy JKM)

                        Wpisał(-a): Janusz Korwin-Mikke

                        www.waligorski.art.pl/liryka.php?litera=j&nazwa=712
            • jaceq Re: Wybaczamy ci baranie. 26.01.06, 00:34

              llukiz napisał:
              > Jak to było z tym miękkim sercem? Kto ma miękkie serce ten ma twardą...

              Pałę, baranie, pałę ma twardą. Wyobraź jakoś sobie, że większość jednak zna
              takie zjawisko.

              _____________________________
              Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
              cenzurą obyczajową".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka