Gdyby ktokolwiek sie wypowiadal pod adresem jakiejkolwiek kobiety na temat
urody, kanapek etc. to byscie uznali taka osobe za chama. Ale pod adresem
malzonki prezydenta mozna, no nie? Bo taki to juz kraj, Bantustan, w ktorym
jak sie chce dokopac mezczyznie i sie go nie siega, to sie bije jego zone,
corke, albo wspolpracowniczke. Bo jak ja zaboli, to i meza zaboli, a kobiety
sie do bicia nadaja swietnie i sa ze tak powiem latwiejsze do znokautowania.
Co wam zrobila zona prezydenta? Zalozyla jakas fundacje obracajaca szemrana
kasa? A moze obraca makaronami lub meblami Forte? A moze wybrala sie z wizyta
oficjalna do USA w kusej spodniczce i z rajstopkami pomalowanymi znaczaco w
strzalki do gory, ze amerykanska prezydencka para tancowala nogami, zeby te
rajstopki zaslonic? A moze jestescie pewni ze jest niespelna rozumu i sie
tylko do kanapek nadaje? Nie?
To jednak chodzi moze o to, ze kobiety sie przyjemnie i latwo bije, nie to, co
ich mezow?