Gość: +++IGNOR
IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl
02.12.02, 15:15
Rozmiary zbrodni popełnionych na Polakach w czasie stalinizmu przez
zbolszewizowanych Żydów były i są w pełni dostrzegane przez wszystkich
obiektywnych badaczy naukowych, zarówno polskich, jak i zagranicznych.
I tak np. najsłynniejszy zagraniczny historyk badający historię Polski prof.
Norman Davies pisał wprost o "tysiącach polskich Żydów, którzy stracili twarz
przez związanie się z okrutnym powojennym reżimem stalinowskim" (por. tekst
N. Daviesa w "The New York Reviwe of Books" z 20 listopada 1986 r.).
Już na początku stalinizacji Polski mamy wiele jakże wymownych, strasznych
przykładów dążeń niektórych żydowskich komunistów do maksymalnego nasilenia
represji na polskich patriotach, łącznie z ich egzekucjami. Jednym z
najbardziej fanatycznych rzeczników intensyfikacji takiego terroru był Leon
Kasman, później przez wiele lat zajmujący wpływowe stanowisko redaktora
naczelnego organu KC PZPR "Trybuny Ludu". To on najgwałtowniej gardłował
podczas obrad Biura Politycznego KC PPR w październiku 1944 roku za
zaostrzeniem represji. "Wsławił się" wówczas powiedzeniem: "Przerażenie
ogarnia, że w tej Polsce, która jest hegemonem, nie spadła nawet ani jedna
głowa" (cyt. za tekstem P. Lipińskiego: Bolesław Niejasny, "Magazyn Gazety
Wyborczej" z 25 maja 2000 r.). I głowy polskich patriotów, głównie AK-owców,
zaczęły spadać w przyspieszonym tempie na skutek rozpętanej wówczas wielkiej
fali terroru przeciw Narodowi. Terroru dyrygowanego i realizowanego głównie
przez targowiczan o żydowskim rodowodzie, na czele z Bermanem, Różańskim i
Światło.
Szefowie syndykatu zbrodni
W czasie gdy usilnie próbuje się zaniżać procentową liczbę Żydów w UB, warto
przypomnieć jedną niezaprzeczalną sprawę. To żydowscy komuniści stanowili co
najmniej 90 procent kierowniczych kadr w stalinowskiej bezpiece, tych, którzy
faktycznie nią rządzili: od Bermana i Romkowskiego po Brystygierową i
Fejgina. Niemal wszyscy dyrygenci terroru ubeckiego w Polsce, który pochłonął
tysiące ofiar z polskich środowisk patriotycznych, byli Żydami z pochodzenia.
Symboliczna wprost pod tym względem była rola Jakuba Bermana, przez lata
członka Biura Politycznego KC PPR, a później KC PZPR, odpowiedzialnego za
nadzór nad bezpieką. Był to najbardziej niebezpieczny morderca zza biurka,
faktyczny zbrodniarz numer jeden, którego nigdy nie ukarano. Towarzyszyła mu
cała rzesza bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia. Jak wyznawał jeden z
byłych prominentów stalinowskich Wiktor Kłosiewicz w rozmowie z Teresą
Torańską - wszyscy dyrektorzy departamentów w Ministerstwie Bezpieczeństwa
Publicznego byli żydowskiego pochodzenia. Spośród najbardziej
skompromitowanych bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia można przypomnieć
choćby nazwiska takich osób, jak wiceministrowie Bezpieczeństwa Publicznego:
Mieczysław Mietkowski, Mojżesz Bobrowicki i Roman Romkowski (Grunspan-
Kikiel), dyrektor Departamentu Śledczego w Ministerstwie Bezpieczeństwa
Publicznego (MBP) Józef Różański (Goldberg), jego zastępca Józef Światło
(Fleichfarb), dyrektor V Departamentu MBP Luna Brystygierowa ("krwawa Luna"),
dyrektor X Departamentu MBP Anatol Fejgin, dyrektor VII Departamentu, a
później dyrektor III Departamentu MBP Józef Czaplicki, zwany "Akowerem", od
roli odegranej w prześladowaniu AK-owców. Dodajmy do tego, że decydującą rolę
w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego odgrywał Leon Chajn, przy
figurancie ministrze polskiego pochodzenia. Dodajmy winnych represji tak
licznych sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia typu Heleny
Wolińskiej, bezpośrednio odpowiedzialnej za mord na generale "Nilu" E.
Fieldorfie sędzi Marii Gurowskiej, zastępcy szefa Najwyższego Sądu
Wojskowego, Oskara Szyi Karlinera, szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska
Polskiego, płk. Stefana Kuhla, zwanego "krwawym Kuhlem", prokuratora
Benjamina Wajsblecha, prokurator Pauliny Kern, sędziego Emila Merza, płk.
Józefa Feldmana, płk. Maksymiliana Lityńskiego, płk. Mariana Frenkiela, płk.
Nachuma Lewandowskiego, sędziego Stefana Michnika, etc. Dodajmy do tego rolę
odgrywaną przez żydowskich komunistów jako szefów terenowych UB (por. szerzej
J.R. Nowak: "Zbrodnie UB", Warszawa 2001, s. 22-25).
Zdumiewa szczególna skłonność żydowskich adeptów stalinizmu do gromadzenia
się w aparacie okrutnego terroru, przede wszystkim w resorcie bezpieczeństwa.
I to nie tylko w Polsce, ale i w sowieckim NKWD czy w Służbie Bezpieczeństwa,
opanowanych przez Rosję krajów Europy Środkowej. Dość wskazać takie nazwiska,
jak przypomnianego przez Sołżenicyna twórcę całego systemu
sowieckich "gułagów" Frenkla czy szefa sowieckiej bezpieki Jagodę. Znany
pisarz izraelski Amos Oz mówił w wywiadzie dla "Wprost" z 2 października 1994
r., że w dzisiejszym Izraelu w rezultacie emigracji z ZSRS znalazło się co
najmniej dwadzieścia tysięcy byłych oficerów KGB (!!!). Na Węgrzech, którymi
przez cały okres stalinizmu rządziła czwórka działaczy żydowskiego
pochodzenia (Rákosi, Gerö, Farkas i Revai), bezpieka była całkowicie
zdominowana przez żydowskich aparatczyków. Jak pisał jeden z
najwybitniejszych we współczesnym świecie badaczy historii Węgier Charles
Gati w książce wydanej z posłowiem amerykańskiego ambasadora w Budapeszcie
Marka Palmera: "Trzon policji politycznej, znienawidzonej AVO, potem AVH
składał się w 70-80 procentach z Żydów" (C. Gati: Magyarország a Kreml
arnyékában, Budapest 1990, s. 103).
Zamordowanie bohatera Podziemia
Niezliczonych oficerów UB, sędziów i prokuratorów pochodzenia żydowskiego
obciąża nie tylko fakt prześladowań najlepszych polskich patriotów, lecz i
to, że uczestniczyli w nich w sposób wyjątkowo okrutny, nie okazując nawet
cienia litości dla całkowicie niewinnych Polaków. Nieprzypadkowy jest fakt
nagromadzenia żydowskich komunistów w przypadkach katowań, mordów sądowych i
egzekucji wielu osób szczególnie zasłużonych dla Narodu Polskiego, a nawet
jego bohaterów. Powrócę znów w tym kontekście do sławetnej wypowiedzi
katolewicowego "autorytetu" ks. Michała Czajkowskiego z 16-17 września 2000
r. na łamach "Gazety Wyborczej", w której zapewniał, iż rzekomo żaden Polak
nie zginął z powodu żydowskiego antypolonizmu. Domorosły znawca historii
jakoś nie zauważył zamordowania tysięcy polskich patriotów na skutek zbrodni
kierowanych przez żydowskich komunistów, w tym zbrodni na generale "Nilu" -
Emilu Fieldorfie.
"Czerwoną" prokurator, która zadecydowała o bezprawnym aresztowaniu gen.
Fieldorfa, a później równie bezprawnie przedłużała czas jego aresztowania,
torując drogę do mordu sądowego, była Helena Wolińska (Fajga Mindlak
Danielak). W 1952 roku odbył się trwający zaledwie jeden dzień proces gen.
Fieldorfa. Bohaterski generał, należący niegdyś do najusilniej tropionych
przez hitlerowców dowódców AK, został oskarżony o rzekomą współpracę z
Niemcami i wydawanie rozkazów mordowania sowieckich partyzantów, członków
PPR, AL i Żydów. Były to całkowicie sfingowane zarzuty, jak później, po
dziesięcioleciach udowodniono na rozprawie rehabilitacyjnej. Rozprawę
prowadziła sędzia - komunistka żydowskiego pochodzenia Maria Gurowska z domu
Sand, córka Moryca i Frajdy z domu Einsenman. W rozprawie pierwszej instancji
oskarżał gen "Nila" jeden z najbezwzględniejszych prokuratorów żydowskiego
pochodzenia Benjamin Wajsblech. Przewodnicząca rozprawie 16 kwietnia 1952 r.
sędzia Gurowska bez wahania wydała wyrok śmierci. Wyrok oparła na art. 1 pkt
1 Dekretu z 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-
hitlerowskich zbrodniarzy. Sąd Najwyższy w składzie: sędzia dr Emil Merz
(przewodniczył rozprawie), sędzia Gustaw Auscaler, prokurator Paulina Kern
(cała trójka później dożywała ostatnich lat swego życia w Izraelu) i sędzia
Igor Andriejew zatwierdzili wyrok śmierci na polskiego bohatera.
Bezowocne okazało się odwołanie gen. Fieldorfa od wyroku i prośby o łaskę
skierowane do komunistycznego p