viri-palestyna
09.12.02, 22:20
I Prus nie stanowił wyjątku wśród oświeconej opinii, gdy w 1874 roku
pisał: "Liczna a próżniacza ludność faktorów i małomiasteczkowych
giełdowiczów ma wiele podobieństwa do grzybów i pleśni drzewnej..."
I jak reszta opinii oświeconej gromił z zapałem żydowską odrębność. W 1877
tak definiował, dręczącą inteligentów jego czasu kwestię żydowską: "...oto
ciemnota i kastowość [...], dodajmy żargon, chałat i wczesne zawieranie
związków małżeńskich, ocukrujmy to wszystko biedą, wywołującą oszustwo i
lichwę, a mieć będziemy cały tort nazywający się kwestią żydowską. Że on jest
niesmaczny - to prawda, ale żeby nie miał kiedyś prysnąć pod naciskiem
oświaty i idei postępowych - w to nie uwierzę".
Program więc cokolwiek prostolinijny, postęp miał zlikwidować odrębność,
asymilacja miała Żydów zbliżyć do jedynie słusznej kultury polskiej. Jednak
Prus do typowego programu pozytywistycznego dołączył antyżydowską obsesję,
która tak jak w przypadku Świętochowskiego w końcu zwyciężyła. Już w latach
70-tych protestował przeciwko żydowskiej dominacji w gospodarce. W 1877 r.
protestował przeciwko nazywaniu Żydów narodem, dla niego "ciemne masy" były
tylko kastą i materiałem dla "tego lub owego społeczeństwa". Wszystko to
jednak mieściło się w ramach środowiskowej filozofii, antyżydowski język miał
tylko znaczenie perswazyjne.
Prawdziwym przełomem dla Prusa w postrzeganiu przez niego kwestii żydowskiej
była pisana w latach 1887-89 "Lalka", w czasopiśmiennym pierwodruku powieść
dwutomowa. Porównanie zawartości tomów dowodzi, jak wielkich zmian dokonał
Prus w tomie II.
Społeczeństwo, ukazane w tomie I powieści znajduje się w stanie głębokiego
kryzysu gospodarczego i nade wszystko duchowego, rozkład jest najbardziej
adekwatnym pojęciem. Poszczególne warstwy nie tworzą organicznej społecznej
tkanki, kasty arystokracji, burżuazji i drobnomieszczaństwa szamoczą się w
bezsensownym, ambicjonalnym konflikcie. Droga awansu indywidualnego jest
nierealna, stanowy status jest barierą nie do pokonania, Wokulski licząc
tylko na własne siły musi pozostać subiektem, przy czym status "subiekta"
jest niemal feudalnym statusem przynależności do klasy niższej; młody
Szlangbaum i doktor Szuman cierpiąc antysemickie docinki pozostają na granicy
dwu światów, polskiego i żydowskiego, nie będą faktycznie akceptowanymi przez
żaden z nich. Zastój cywilizacyjny, konserwatyzm kastowy, takie są symptomy
kryzysu społeczeństwa w I tomie "Lalki". Przełomem ma być praca organiczna,
spółka do handlu z cesarstwem, która zaktywizuje elitę kraju, posiadającą
kapitał, lecz nie ducha przedsiębiorczości. Przedsięwzięcie to przez samego
Prusa ukazane jako inicjatywa heroiczna, wobec całkowitego, wszechobecnego
marazmu staje się w istocie fikcją.
Żydzi w I tomie to trzy postaci: stary Szlangbaum, ortodoks, zasymilowani
Szuman i Henryk Szlangbaum, dwaj ostatni uczestnicy wraz z Wokulskim
powstania styczniowego, mający za sobą zesłanie na Syberii. Obaj dotkliwie
znoszą antysemityzm i kastowe bariery; gdy Wokulski daje pracę pogardzanemu
przez Polaków i Żydów młodemu Szlangbaumowi (nie przyszedłbym, gdyby nie
troska o dzieci, mówi ten) opinia polska ma mu to za złe. Szuman to postać
głęboko tragiczna, po osobistym dramacie jest wypalony, zgorzkniały, mimo, że
asymilator, to świadomy swego statusu mieszkańca dwu światów, z których żaden
go nie zechce. Stary Szlangbaum to żydowski biznesmen, Prus opisuje go z
sympatią, gdy staruch jadąc dorożką zmuszony jest zapłacić większą taryfę
czuje słabość "około serca". Umowa, jaką zawiera z nim Wokulski o kupno
kamienicy jest tak mętna, że jej realizacja może się oprzeć tylko na
wzajemnym zaufaniu. Lojalność i zaufanie łączą tych dwu ludzi, zapamiętajmy
to.