Gość: EUROMIR
IP: *.cm-upc.chello.se
20.02.03, 14:39
Szanowny Panie Snajperze,
w watku "Ogloszenie..." - Pana Helgi, umiescilem odpowiedz na Panski post
sprzed dwu dni.Mam wrazenie, iz go Pan przeoczyl, skoro w miedzyczasie
udzielil Pan kilku innych odpowiedzi. Moj post zamiescilem dosc niefortunnie,
gdzies w srodku watku i jest zupelnie tam niewidoczny. Dlatego pozwalam sobie
na powtorna publikacje postu, w miejscu bardziej widocznym. Czyli tutaj.
Oto on :
"Wielce Szanowny Panie Snajperze,
widze, iz obaj jestesmy uparci. Obaj obstajemy przy swoim. Coz pewnie tak
powinno byc. Poki zaden z nas nie przedstawi swemu partnerowi w dyskusji ,
argumentow w takim stopniu przekonywujacych do swych racji, ze niemozliwym
sie stanie utrzymanie zajmowanej pozycji, poty pozostaje nam jedynie
odwolywac sie do dowodzenia niewprost i wyciagania wnioskow ze slabych
dowodow i (czesto) opartych jedynie na logice przeslenek.
Przeczac tezie o braku w Polsce Zydow i (natomiast) wielkiej popularnosci
antysemityzmu, wychodze z logicznego zalozenia, iz tak jak nie ma motoru,
ktory pracowalby bez paliwa, tak i istnienie antysemityzmu bez Zydow jest
niemozliwe.
Napisal Pan :
"Szanowny Panie Euromirze. Pozwolę niezgodzić się z Pańskim zdaniem, że gdyby
Żydów w Polsce nie było, nie byłoby też antysemityzmu. Otóż weźmy takiego
zwykłego antysemitę, pogardzajacego, nienawidzącego Żydów. Czy ta nienawiść
spowodowana jest jamimiś podłościami, które mu Żydzi wyrządzili ? Ależ skąd.
Przecież taki antysemita najczęściej w całym swoim życiu żadnego Żyda nie
spotkał. Tak więc powstanie antysemity od istnienia Żydów nie zależy. A
istnienie ? Także nie. Taki antysemita, aby utwierdzić się w swojej
nienawiści wybierze sobie kogoś, kogo nielubi, pokaże na niego palcem i
powie - To Żyd."
Rozumiem, iz Panskim zdaniem Zydzi (nieistniejacy) kanalizowaliby wszelkie
stressy, psychozy i codzienne niepowodzenia przecietnych Polakow. Celem
takiego postepowania mialoby byc odreagowanie sie na "kozle ofiarnym".
Zastanawiam sie - czemu, ow przecietny Polak, ktory "w swoim zyciu nigdy na
oczy Zyda nie widzial" wybral sobie za obiekt nienawisci wlasnie Zyda, a nie
bardziej realnego (czesciej spotykanego) Ukrainca czy Niemca. Przeciez
wowczas kanalizowanie wspomnianych negatywnych uczuc byloby sprawniejsze. Nie
teoretyczne a praktyczne gdyz skierowane w kierunku realnych, namacalnych
ludzi.
Jesliby natomiast bylo tak, iz Polak potrzebuje "kozla ofiarnego" nierealnego,
to wowczas zastanawiam sie - czemu nie wybral np. masona?
Jakims wytlumaczeniem dla istniejacej (w niezdefiniowanym dla mnie stopniu)
wspolczesnej niecheci do Zydow w Polsce jest dla mnie ich rola, ktora grali w
latach 44 - 56 w poiltycznym aparacie przemocy i ucisku. Z cala pewnoscia
popelnione wowczas zbrodnie odcisnely sie gleboko na zbiorowej pamieci
Polakow.
Fakt ten, w polaczeniu z istnieniem (mimo wszystko) pewnej aktywnej,
zydowskiej mniejszosci (ktora artykuluje sie calkiem niezle w mediach, vide :
A.Michnik, Rywin, Dawid Warszawski itd), ktora niestety czesto pysznie
prezentuje, jakby z premedytacja, najbardziej przykre cechy zydowskie, moze
powodowac wzmaganie niecheci do Zydow.
A propos ostatniej czesci, powyzszego, zlozonego i niestety przydlugiego
zdania.
Kilka miesiecy temu w Warszawie, bedac tam w interesach spotkalem jednego z
moich handlowych partnerow. U niego w firmie. Po rozmowie mielismy pojechac
do magazynow polozonych na drugim koncu Warszawy. Moj partner w interesach
jest polskim Zydem. Wsiedlismy do mikrobusu, nas dwu i jego szesciu
pracownikow, ktorych to szef firmy chcial przy okazji przewiezc do magazynow
w celu wykonania jakiejs pracy. W polowie drogi zatrzymalismy sie niedaleko
centrum Warszawy, kolo wilii mego partnera. Zaprosil mnie na obiad. Jego
zona - powiedzial - switnie gotuje. Stol przy ktorym siedzielismy ustawiony
byl przy oknie. Pracownicy w samochodzie swietnie nas widzieli, tak jak i my
ich, gdyz duze okno wychodzilo na ulice, a oni siedzieli w samochodzie
zaparkowanym naprzeciw. Przy stole spedzilismy ponad godzine. Bylo gorace
lato. Ludzie w samochodzie (otworzyli drzwi) pocili sie niemilosiernie. Kiedy
zaczeli z niego wychodzic, szef wychylal sie z okna i krzyczal - wlzcie do
srodka, nie rozlazic sie. Zazenowany ta sytuacja zapytalem, czemu nie pozwoli
im schowac sie gdzies w cieniu, dla ochlody kupic napoju w pobliskim sklepie.
Odpowiedzial - to dobra dzielnica. Nie beda mi sie po sasiedztwie petac. Ja
im place na godziny. A teraz nic nie robia. A przede wszystkim, ja tu rzadze.
Nie wolno im o tym ani przez chwile zapomniec.
Zastanawiam sie, czy takie jak opisane powyzej traktowanie zatrudnionych
Polakow, przez polskiego Zyda, ktory pochodzenia nie ukrywa, nie wplywa
przypadkiem na powstawanie niecheci (antysemityzmu) o ktorym dyskutujemy.
Pytanie, w jaki sposob te archetypowe, negatywne cechy zydowskie przetrwaly
do dzisiaj pozostaje dla mnie niezglebione. Wiem natomiast z pewnoscia, iz
pracownicy mego partnera mowiac o nim Zyd - nie wymawiaja tego slowa z
miloscia."
Pozdrawiam Pana serdecznie :
Euromir