22.08.06, 19:36
W pierwszych latach wojny Polacy w Warszawie żyli w ciągłym strachu przed
łapankami i egzekucjami. A Żydzi w getcie się bawili. Mieli co świętować. W
końcu żyli w "autonomicznej prowincji", którą wynegocjowali od Niemców. Do
takich wniosków doszła historyczka Ewa Kurek



Fot. Iwona Burdzanowska / AG
Ewa KurekEwa Kurek zawarła swe ustalenia w książce „Poza granicą
solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945” wydanej w tym roku przez
Wyższą Szkołę Umiejętności w Kielcach, gdzie autorka wykłada. Doszła do nich -
pisze - analizując przede wszystkim żydowskie źródła: wspomnienia, kroniki i
relacje. Najczęściej powołuje się na Adama Czerniakowa, prezesa Judenratu -
Żydowskiej Rady Starszych w getcie warszawskim - i kronikę Emanuela
Ringelbluma - twórcy konspiracyjnego archiwum w getcie. Zwłaszcza dzienniki -
uważa - „nie pozostawiają cienia wątpliwości”, że getta „w istocie rzeczy
były zbudowanymi w latach 1939-1942 przez polskich Żydów za zgodą okupujących
polskie ziemie Niemców autonomicznymi prowincjami żydowskimi”. Żydzi „po raz
pierwszy od ponad dwóch tysięcy lat zbudowali zręby struktur żydowskiej
państwowości”.

Według Kurek w pierwszych latach okupacji najbardziej zagrożeni byli Polacy,
Żydzi zaś delektowali się „autonomiami i izolacją gett. Głodnych wprawdzie i
chłodnych, ale z wolną sobotą, żydowskimi tramwajami, własną pocztą, policją
teatrami, restauracjami”; „na przełomie 1941/1942 roku czuli się za
wzniesionymi przez siebie murami bezpiecznie i otwarcie mówili: »Nie chcemy
zbratania z Polakami «”.

W latach 1939-42 Warszawa poza gettem „była ponura i smutna. Żyła w niej
ludność zaszczuta niemieckimi łapankami, egzekucjami i wywózkami do obozów
koncentracyjnych”. W tym czasie „getto warszawskie ( ) bawiło się”. Kurek
cytuje kronikę Ringelbluma: „W »Melody Palace « odbyła się zabawa karnawałowa
z konkursem na najpiękniejsze nogi. Getto tańczy”; „Policjanci żydowscy (...)
wypełniają najelegantsze lokale [w towarzystwie] pięknych kobiet. (...) Ich
eleganckie, lśniące, wysokie buty oficerskie imponują - jak widać - kobietom”
(zapis z 1941 r.).

Dzieci konały na ulicach

Ewa Kurek pisze, jakby poza jej świadomością pozostawało, jak wyglądało życie
w gettach. Tylko mimochodem wspomina o "nieludzkich warunkach bytowych" w
getcie łódzkim.

Kiedy 16 listopada 1940 r. władze okupacyjne zamknęły getto w Warszawie, na
jego obszarze (ok. 307 ha) znalazło się ok. 450 tys. Żydów ze stolicy i
okolicznych miejscowości. Do lata 1942 r. z głodu, chorób i wyczerpania
zmarło 100 tys. jego mieszkańców.

Na miesięczne kartki aprowizacyjne można było kupić na osobę zaledwie 2,5 kg
chleba, ok. 20 dkg cukru, czasem - brukiew, ziemniaki, mydło. By przeżyć,
trzeba było mieć dodatkowe jedzenie - najczęściej szmuglowane z drugiej
strony muru. Była to bardzo niebezpieczna działalność - jej ceną często była
śmierć. Dlatego ceny produktów w getcie były o wiele wyższe niż poza nim. Ci,
którzy wyprzedali się już ze wszystkiego, nie mieli żadnych możliwości
kupowania jedzenia na gettowym czarnym rynku. Byli skazani na pomoc
społeczną, żebranie na ulicach, powolne konanie z głodu.

Z kroniki Ringelbluma:

"Ostatnio prawie na co dzień na ulicach, pośrodku chodnika, leżą nieprzytomni
lub zmarli ludzie. (...) Żebrała jakaś matka, która miała przy sobie dziecko;
okazało się, że było ono martwe. Na ulicy żebrzą trzy- i czteroletnie dzieci"
(luty 1941).

"W niektórych domach żydowskiej biedoty (...) wymierają całe rodziny"; "przed
domem przy Muranowskiej 24 (...) sześcioletnie żebrzące dziecko konało (...)
całą noc i nie mogło doczołgać się do kawałka chleba, zrzuconego z balkonu"
(oba zapisy z sierpnia 1941).

W getcie panowała straszliwa ciasnota - na izbę przypadało przeciętnie sześć-
osiem osób. Sprzyjało to - przy niemożliwości zachowania higieny i braku
środków czystości - epidemiom i stanowiło dodatkową torturę psychiczną i
fizyczną.

Od października 1941 r. karą za nielegalnie przebywanie poza gettami -
owymi "autonomicznymi prowincjami żydowskimi" - była śmierć.

Mimo tragicznego położenia mieszkańcy getta próbowali pomóc najbiedniejszym i
najbardziej potrzebującym. Czytali też książki, słuchali muzyki i chodzili do
teatru. I nawet na tańce - co tak wybija Kurek.

- Oczywiście, że się w getcie bawiono, co wieczór różne organizacje czytały
klasykę polską i żydowską - mówi Marek Edelman, jeden z dowódców Żydowskiej
Organizacji Bojowej i powstania w getcie w 1943 r. - Ci ludzie chcieli
pozostać ludźmi i dlatego zajmowali się kulturą.

Kurek to jednak nie interesuje, podobnie jak nie interesuje jej prowadzone w
getcie tajne nauczanie, badania naukowe ani działalność Janusza Korczaka,
który kierował żydowskim Domem Sierot i zginął wraz ze swymi wychowankami
wywieziony do Treblinki. Ani nadludzkie wysiłki tych, którzy starali się
ratować chorych i umierających, co opisała np. Adina Blady-Szwajger, lekarka
z getta: "Na łóżeczkach (...) po troje, czworo dzieci. (...) Dzień pracy
coraz dłuższy, coraz większe zmęczenie pielęgniarek, które same słaniając się
na nogach, przemywały odleżyny, układały obrzęknięte ciałka na boku" (jesień
1941, za: "Pamięć. Historia Żydów polskich przed, w czasie i po Zagładzie").

"W granicach żydowskiej idei"

Z lektury dzienników Czerniakowa Kurek wyciąga wniosek, że "negocjował" z
władzami niemieckim "warunki współpracy, po czym natychmiast z jak największą
skrupulatnością wprowadzał je w życie".

Kurek pisze tak, jakby nie wiedziała, że "negocjacje" z hitlerowcami polegały
na staraniach o poprawę położenia ludności - prezesi rad żydowskich zabiegali
choćby o złagodzenie niemieckich okrucieństw. I że Niemcy wielu z nich bili,
znieważali, aresztowali; wielu zginęło, gdy się przeciwstawiali.

Kurek dowodzi, że skoro drut kolczasty i mur, którym Niemcy odgrodzili getto,
sfinansowali Żydzi, to znaczy to, że izolacja "żydowskiej autonomii" od
Polaków "mieściła się w granicach żydowskiej idei". Cytuje słowa Czerniakowa
z kwietnia 1940 r.: "Poruszyłem sprawę murów. Dałem materiał"; "za mury
zapłacimy" - tak jakby te zapisy w jego dzienniku świadczyć miały o gorliwej
współpracy z Niemcami. Pomija takie świadectwa zamkniętych w getcie, jak np.
Chaima Arona Kapłana: "Judenrat buduje masowy grób na własny koszt;
oczywiście gdyby okupant nie żądał tego, Rada sama z siebie nie wpadłaby na
pomysł budowania ufortyfikowanych murów, zamykających własny naród".

Autorka książki cytuje Czerniakowa i Ringelbluma tak, jakby nie rozumiała, że
nie mogli oni o wszystkim pisać wprost, że używają ironii lub szyfrują fakty -
na wypadek gdyby ich zapiski wpadły w ręce Niemców. Dlatego Czerniaków jawi
się w jej ujęciu jako żarliwy niemiecki współpracownik, a nie dźwigający
ciężar ogromnej odpowiedzialności człowiek, który reaguje na polecenia
Niemców i, w pewnym zakresie, stosuje opór, perswazję, łapówki - byle tylko
uratować jak najwięcej rodaków. A Ringelblum staje się piewcą demoralizacji
getta, a nie działaczem konspiracji i twórcą bezcennego archiwum.
Obserwuj wątek
    • qwardian Re: . 22.08.06, 19:38
      Żydowscy kaci!

      Ewa Kurek pisze jako o rzeczy "niesłychanej", że do tej pory "do świadomości
      historyków oraz (...) ogółu społeczeństw dociera jedynie informacja o tym, że
      wszyscy zamordowani Żydzi byli ofiarami", a "wokół żydowskich katów od
      dziesięcioleci panuje martwa cisza". Po "wczytaniu się głębiej" w źródła oraz
      analizie "coraz odważniej prowadzonych najnowszych badań" stwierdza, że "obraz
      Niemców jako katów pozostaje bez zmian, lecz Żydzi coraz wyraźniej jawią się
      nie tylko jako ofiary"; rolę katów swoich braci odegrali w czasie wojny ci
      Żydzi, "którzy z jakichkolwiek pobudek uczestniczyli w którymkolwiek z etapów
      zagłady własnego narodu lub poprzez służbę w niemieckich formacjach wojskowych
      wspierali ludobójstwo hitlerowskich Niemiec". Chodzi jej m.in. o pracowników
      Judenratów i o funkcjonariuszy żydowskiej policji w gettach.

      Ale fakty, do których odwołuje się Kurek, nie są nowe. Istnieje obszerna
      literatura dotycząca współodpowiedzialności i dylematów moralnych, przed
      którymi stały powołane przez Niemców Judenraty reprezentujące społeczność
      żydowską wobec nich, a także egzekwujące ich zarządzenia. Po wojnie ci
      członkowie Judenratów, którzy posunęli się w kontaktach z Niemcami za daleko,
      stawali nawet - o ile przeżyli - przed sądami.

      Wewnętrznego porządku w gettach pilnowała policja żydowska podporządkowana
      Judenratom, ale zmuszona też wykonywać bezpośrednie rozkazy Niemców. Policjanci
      stopniowo zaczęli uważać się za coś lepszego od ogółu, bili i używali przemocy.
      W czasie deportacji mieszkańców gett do obozów byli już powszechnie
      znienawidzeni. To wszystko od dawna wiadomo.

      Kurek, powołując się na relację więźnia z obozu w Sobiborze, pisze: „Żydzi z
      całą pewnością uczestniczyli w opróżnianiu komór gazowych z zamordowanych
      współbraci i unicestwianiu ich ciał”, choć dodaje: „Można (...) zastanawiać się
      nad psychiką ludzi, którzy pozostając przy życiu, »szykowali « na śmierć swoich
      najbliższych, lecz fakt zniewolenia i realna groźba śmierci zdejmuje z nich
      katowskie piętno”.

      Chodzi o członków Sonderkommand - grup roboczych zmuszanych m.in. do obsługi
      krematoriów.

      Samuela Willenberga, który w październiku 1942 r. znalazł się w Treblince,
      Niemcy włączyli do komanda sortującego ubrania po zagazowanych. - Weź tę paczkę
      palt - krzyknął do niego pewnego razu nadzorca. "Gdy się schyliłem, aby ją
      podnieść, mignął mi znajomy kolor - wspominał Willenberg po latach. -
      Nachyliłem się i wyciągnąłem małe brązowe paletko mojej najmłodszej
      siostrzyczki Tamary i połączoną z nim spódniczkę mojej starszej siostry Ity,
      jakby splecione w siostrzanym uścisku. (...) Z peronu dolatywał stuk
      wtaczających się wagonów z nowymi ofiarami. I czułem, że zacznę krzyczeć".

      W książce Ewy Kurek, pełnej kategorycznych sądów, mało jest empatii i prób
      wczucia się w takie tragedie.

      Nowa Hannah Arendt

      Ewa Kurek odrzuca zarzuty o manipulację źródłami.

      "Gazeta": - Przeciwstawia Pani smutną i ponurą Warszawę bawiącemu się gettu. U
      Ringelbluma można znaleźć mnóstwo opisów ludzi masowo umierających z głodu w
      getcie.

      - Tego, że getto się bawiło, dowodzą żydowskie źródła. Nie wymyśliłam sobie też
      np. wolnej soboty w getcie warszawskim, własnej poczty czy teatrów. Jeśli ktoś
      chce zarzucić mi fałszerstwo, niech najpierw udowodni, że źródła, na które się
      powołuję, kłamią - mówi Kurek.

      Nie ukrywa, że spodziewała się krytyki po publikacji książki. Przywołuje Hannah
      Arendt, autorkę pracy "Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła", w
      której opisała także postawy Żydów w czasie II wojny, "za co wylano jej na
      głowę kubeł pomyj": - Liczę się z tym, że mnie spotka to samo. Rozwinęłam myśl
      rzuconą przez Arendt.

      Jednak Arendt wyraźnie zaznacza, że chodzi jej o rozpatrzenie zjawiska
      współpracy części Żydów z Niemcami w całym kontekście wydarzeń wojennych.
      Nigdzie także nie twierdzi, że można mówić o jakiejś wyjątkowej, dużej
      grupie "żydowskich katów", którzy odegraliby wyjątkową rolę w Zagładzie. Kurek
      zdaje się tego nie zauważać.

      Habilitacji nie będzie

      Praca „Poza granicą solidarności” miała być rozprawą habilitacyjną. Przeczytali
      ją historycy z KUL-u. Uznali, że nie spełnia wymogów.

      - Mam świadomość, że w tej książce kryje się potężny, niebezpieczny ładunek. Na
      pewno nie chciałabym, by ktoś próbował wykorzystać ją do retoryki
      antysemickiej - mówi Kurek. - Będę za to pozywać do sądu. Polscy Żydzi byli
      doskonale zorganizowanym politycznym narodem. Budując autonomię, zachowali się
      tak jak Polacy podczas I wojny światowej - Rosjanie z Niemcami biorą się za
      łeb, a Piłsudski buduje państwo polskie. Kto wie, czy Czerniaków nie wziął za
      wzór właśnie jego. Polscy Żydzi wykorzystali swoje umiejętności polityczne do
      maksimum. Ale nikt nie przewidział, że Hitler stworzy krematoria. I tu tkwi
      dramat.

      Jednak Czerniaków nie myślał o "budowaniu autonomii". Kierował się
      przekonaniem, że przy sprzyjających warunkach - jeśli nastąpi szybka klęska
      Niemców - można uratować większość mieszkańców getta - postępując ostrożnie,
      unikając rozdrażniania okupanta; słowem - że można przetrwać. Był gotów iść na
      kompromisy i posuwał się nawet do tego, by wydawać na śmierć jednych, by
      ratować pozostałych. Ale 23 lipca 1942 r., dzień po tym jak rozpoczęła się w
      warszawskim getcie wielka akcja deportacji do Treblinki, świadomy, że nie może
      się jej przeciwstawić, popełnił samobójstwo.

      Według Kurek odebrał sobie życie dlatego, że zrozumiał, iż "polityka współpracy
      z Niemcami okazała się straszliwym w konsekwencjach politycznym błędem". Ta
      polityka to stworzenie w warszawskim getcie "autonomicznej prowincji
      żydowskiej". Jednak takich "autonomii" nigdy w okupowanej Polsce nie było.




      Książka Ewy Kurek „Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-
      1945” (Wyższa Szkoła Umiejętności, Kielce 2006) ukazała się w nakładzie 300
      egz.

      Za pomoc dziękujemy pracownikom Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN i
      kierującej nim doc. dr hab. Barbarze Engelking-Boni

      Korzystaliśmy m.in. z: „Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego. 6 IX
      1939-23 VII 1942”, Warszawa 1983, oprac. i przypisy Marian Fuks; Emanuel
      Ringelblum, „Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 - styczeń 1943”, wstęp
      i red. Artur Eisenbach, przeł. z jidysz Adam Rutkowski, Warszawa 1983; Chaim
      Aron Kapłan, „Scroll of Agony. The Warsaw Diary”, transl. and ed. by Abraham I.
      Katsh, London 1999; Samuel Willenberg, „Bunt w Treblince”, Warszawa 2004;
      Barbara Engelking-Boni, Jacek Leociak, „Getto warszawskie. Przewodnik po
      nieistniejącym mieście”, Warszawa 2001; „Pamięć. Historia Żydów polskich przed,
      w czasie i po Zagładzie”, Barbara Engelking-Boni i inni, pod red. Feliksa
      Tycha, Warszawa 2004



      Kim jest Ewa Kurek?

      Skończyła KUL. Była redaktorem i wydawcą podziemnego „Biuletynu Informacyjnego
      NSZZ »S « FSC Lublin”, współpracowała z redakcją podziemnych „Spotkań”. U
      schyłku lat 80. obroniła na KUL-u doktorat o udziale żeńskich zgromadzeń
      zakonnych w akcji ratowania dzieci żydowskich podczas okupacji. Jest także
      autorką m.in. „Ucieczki z zesłania” (wydane w podziemiu), „Gdy klasztor znaczył
      życie” i „Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie ”. Za scenariusz i reżyserię
      filmu dokumentalnego „Kto ratuje jedno życie...” otrzymała nagrodę specjalną IX
      Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Łodzi (1998) oraz I nagrodę Międzynarodowego
      Festiwalu Filmów Katolickich w Niepokalanowie (1999). Kilka lat wcześniej
      nagrodziła ją Polcul Foundation za działania na rzecz porozumienia między
      narodami polskim i żydowskim. Za taką działalność dostała 15 sierpnia br. także
      wyróżnienie Kościoła polskokatolickiego „Serce dla s
    • pozarski Re: . 22.08.06, 19:38
      A masz to skad? Z tego "szmatlawca" GW.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka