hugo_w2
26.08.06, 18:22
Konflikt libański staje się przykładem współczesnej wojny, w której
przegrywają wszystkie strony, ale zarazem żadna z nich nie traci na tyle, aby
ogłosić porażkę, poddać się, zniknąć.
Dzisiejsze konflikty trwają latami, tlą się przez dziesięciolecia, albowiem
nie mamy już do czynienia z tradycyjnymi starciami wielkich armii i
definitywnymi rozstrzygnięciami. Zaciera się różnica między żołnierzem a
cywilem, znika front walki, nie ma wielkich wodzów, przywódców, postaci
reprezentujących konfliktowe interesy.
W wojnie w Libanie niewątpliwie przegrał duchowy przywódca Partii Boga, szejk
Hassan Nasrallah. Jego brawura w szafowaniu cudzym życiem doprowadziła do
humanitarnej katastrofy w tym państwie i nawet wśród muzułmanów, tradycyjnie
nieliczących się z rozmiarami ofiar i strat, jego postawę przyjęto
niechętnie, co - nawiasem - wzmocniło autorytet słabego rządu w Bejrucie.
Przegrał Hezbollah, który po prostu został bardzo poważnie osłabiony i
zmarginalizowany w libańskiej polityce. Dotychczas odgrywał istotną rolę we
władzach państwa, dziś jest małym liczebnie, militarnie nieznaczącym
ugrupowaniem podejrzanym na arenie międzynarodowej. Wprawdzie w warunkach
islamskich o nowe kadry fanatyków nietrudno, a o pieniądze na uzbrojenie też
łatwo, ale Hezbollah już nie wróci do dawnego znaczenia w oficjalnej
polityce.
Przegrał Izrael, który okazał się niezdolny do militarnego rozprawienia się z
wrogiem, a nieudolna akcja wojskowa - zarówno przygotowawcza do inwazji, jak
i sama kampania wojenna w Libanie - podważyła morale dotychczas bardzo
sprawnej armii, jak i skompromitowała rząd Ehuda Olmerta.
Przegrała społeczność międzynarodowa, w tym jej "reprezentacja" - ONZ.
Ponownie okazała się niezdolna do szybkiej, zdecydowanej akcji, która
pozwoliłaby zapobiec większej katastrofie w tym regionie. Najbardziej zaś
przegrała ludność Libanu. Zwykli ludzie - schwytani w kleszcze sprzecznych
interesów frakcji i partii, kombinacji odległych stolic i walki o wpływy na
Bliskim Wschodzie - ginęli masowo, większość musiała uciekać z terenów
objętych walkami, a wrócić już nie ma do czego. Bejrut został ponownie
zniszczony, podobnie jak cała południowa część kraju.
Awantura libańska okazała się kompletnym fiaskiem. Czy to oznacza, iż nie
należało rozpoczynać - ze strony Izraela - akcji odwetowej przeciwko
Hezbollahowi? Nie, była ona konieczna, choć krytycy na pewno mają rację, iż
można ją było przeprowadzić lepiej. Ale nawet najsprawniejsza militarna
operacja nie mogła przynieść rozstrzygnięcia z uwagi na specyfikę
współczesnych konfliktów, które od dziesiątków lat trapią Afrykę i rozlewają
się na coraz szersze połaci Azji. Dziś walczy się nie po to, by wygrać, ale
aby potwierdzić niejako wolę zachowania stanowiska.
Quelle PDN-NY(CK)