Dodaj do ulubionych

Są tu jeszcze myślący, choć trochę...?

24.03.03, 15:49
Bo w tym lewackim bełkocie na forum trudno sie połapać czy rozum zginął tu
bezpowrotnie... Ale jeśli jeszcze ktoś ocalał to polecam Stiglitza z
dzisiejszej Wyborczej. To ciężki orzech do zgryzienia dla tej linii, którą w
ekonomii prezentują specjaliści z Wyborczej, a i Leszkowi B. i Radzie
Polityki Pieniężnej z tymi poglądami nie po drodze...
Można oczywiście z poglądami Stiglitza się zgadzać czy nie zgadzać ale
nietrudno zauwazyć, że święcąca triumfy przez ostatnie niemal 30 lat szkoła
chicagowska chyba wyczerpała swój potencjał. I jej recepty obecnie nie są już
skuteczne. Chyba nadchodzi era neokeynesizmu...
Pamiętacie G. Sachs'a, "twórcę" naszecho "cudu" transformacji...? Nawet on
przechodzi na tą stronę...
Obserwuj wątek
    • Gość: +++Ignorant Daj link, bo brzmi groźnie... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.03.03, 15:52
      eliot napisał:

      > Bo w tym lewackim bełkocie na forum trudno sie połapać czy rozum zginął tu
      > bezpowrotnie... Ale jeśli jeszcze ktoś ocalał to polecam Stiglitza z
      > dzisiejszej Wyborczej. To ciężki orzech do zgryzienia dla tej linii, którą w
      > ekonomii prezentują specjaliści z Wyborczej, a i Leszkowi B. i Radzie
      > Polityki Pieniężnej z tymi poglądami nie po drodze...
      > Można oczywiście z poglądami Stiglitza się zgadzać czy nie zgadzać ale
      > nietrudno zauwazyć, że święcąca triumfy przez ostatnie niemal 30 lat szkoła
      > chicagowska chyba wyczerpała swój potencjał. I jej recepty obecnie nie są już
      > skuteczne. Chyba nadchodzi era neokeynesizmu...
      > Pamiętacie G. Sachs'a, "twórcę" naszecho "cudu" transformacji...? Nawet on
      > przechodzi na tą stronę...
      • eliot Re: Daj link, bo brzmi groźnie... 24.03.03, 16:01
        Niestety, chyba do Stiglitz'a linku nie ma...
        Pewnie prawo autorskie, alibo cóś w tym stylu. Trzeba to przeczytać z papieru...
        W wydaniu stołecznym to strona 25 i tytuł "Jak leczyć japońską chorobę"...
        Recepty i diagnozy i dla nas ważne.

        Sądząc po nikłym odzewie, to rozum na Forum w zaniku...
        wink
    • Gość: obojętny Re: tu nie ma normalnych, tu jest wysypisko IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.03.03, 16:02
      • eliot Re: Niestety to widać, a nawet czuć... 24.03.03, 16:06
        Aż cuchnie tym lewactwem!
        • Gość: Reader Re: Niestety to widać, a nawet czuć... IP: *.mci.co.uk / 10.96.0.* 24.03.03, 16:12
          szkoda, ze nie mam dostepu do papierowej wyborczej

          chetnie podyskutowalbym nt. wizji ekonomicznych
          zwlaszcza jesli choc troche "teoretycznie" moznaby
          odniesc je do sytuacji w Polsce

          podziwiam poszukiwania oznak intelignecji powyzej sredniej
          statystycznej i zycze powodzenia (bez ironii)
          • eliot Re: Niestety to widać, a nawet czuć... 25.03.03, 09:31
            Gość portalu: Reader napisał(a):

            > szkoda, ze nie mam dostepu do papierowej wyborczej
            >
            > chetnie podyskutowalbym nt. wizji ekonomicznych
            > zwlaszcza jesli choc troche "teoretycznie" moznaby
            > odniesc je do sytuacji w Polsce
            >
            > podziwiam poszukiwania oznak intelignecji powyzej sredniej
            > statystycznej i zycze powodzenia (bez ironii)

            Program SETI ????
            wink))
        • Gość: +++Ignorant Re: Niestety to widać, a nawet czuć... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.03.03, 16:56
          eliot napisał:

          > Aż cuchnie tym lewactwem!

          Sława!

          To uaktywnij się...

          Walcz z lewusami...

          Wspieraj nas...

          Bo na samym bez Ciebie będzie trudniej...

          Pozdrawiam!

          Ignorant
          +++
          • eliot Re: Niestety to widać, a nawet czuć... 25.03.03, 09:52
            Gość portalu: +++Ignorant napisał(a):

            > eliot napisał:
            >
            > > Aż cuchnie tym lewactwem!
            >
            > Sława!
            >
            > To uaktywnij się...
            >
            > Walcz z lewusami...
            >
            > Wspieraj nas...
            >
            > Bo na samym bez Ciebie będzie trudniej...
            >
            > Pozdrawiam!
            >
            > Ignorant
            > +++

            Wspieram gdzie mogę zdrowy rozsądek, praca to syzyfowa bo wbrew własnemu
            przekonaniu człowiek NIE JEST istotą rozumną i rozsądne argumenty niezbyt by
            nie powiedzieć wcale... do niego docierają...
            Lewactwo jest psychiczna dewiacja. Nie przekonasz idioty, że nim jest. By to
            pojąć musiałby nie być idiotą... To równanie jest nierozwiązywalne.
            Dlatego też szkoda mojego czasu na poważne dysputy z lewacką hołotą, bo to
            becelowe zajęcie. Od czasu do czasu, jak mam wolniejszą chwilę robię sobię z
            tych towarzyszy jaja. Ale tu znowu dylemat, na który zwrócił mi kiedyś uwagę
            chyba Kreteńczyk, jeśli będą zbyt subtelne i obarczone odnośnikami do pewnych
            symboli naszej czy szerzej europejskiej kultury to właściwie nikt tego nie
            zrozumie na tym forum z wyjątkiem może paru osób. Jak się dostosuję do
            "poziomu" to właściwie jaki miałbym mandat do zwalczania tej hołoty???
            Ale to oczywiście takie "inteligenckie" dylematy typu "rozdarta sosna"!
            wink))
            Pozdrawiam!
            • d_nutka Re: Niestety to widać, a nawet 25.03.03, 10:23
              Eliocie na tle rozdartej sosny

              nie bądź znowy taki pewny swego

              ty też stanowisz element tego nierozwiązywalnego zadania

              czy "lewactwo" to używasz zamiennie jak lewica?

              pozdrawiam rozwiązywalnego
              d_nutka
              • eliot Re: Niestety to widać, a nawet 25.03.03, 10:43
                d_nutka napisała:

                > Eliocie na tle rozdartej sosny
                >
                > nie bądź znowy taki pewny swego
                >
                > ty też stanowisz element tego nierozwiązywalnego zadania
                >
                > czy "lewactwo" to używasz zamiennie jak lewica?
                >
                > pozdrawiam rozwiązywalnego
                > d_nutka

                Napisałem, że lewactwo to schorzenie psychiczne a nie polityczne. Politycznym
                schorzeniem jest lewizna... wink))
                Co rozumiesz przez lewice ???
                • d_nutka Re: Niestety to widać, a nawet 25.03.03, 11:04
                  eliot napisał:

                  > Napisałem, że lewactwo to schorzenie psychiczne a nie polityczne. Politycznym
                  > schorzeniem jest lewizna... wink))
                  > Co rozumiesz przez lewice ???

                  chyba ciebie zrozumiałam i chyba myślę tak samo o tych odchyleniach.

                  co ja rozumiem przez "lewicę"?

                  bardzo trudna odpowiedź a pytanie tak już banalne

                  chyba już nie dzielę świata politycznego i gospodarczego według tych
                  przebrzmiałych dla mnie kryteriów.

                  skupiam się raczej na analizowaniu i syntetyzowaniu wartości.

                  w tym dopatruję się przyszłości jeśli mamy przeżyć.

                  jak temat cię interesuje możemy go "pociągnąć"

                  d_nutka
                  • eliot Re: Niestety to widać, a nawet 25.03.03, 11:28
                    d_nutka napisała:

                    > eliot napisał:
                    >
                    > > Napisałem, że lewactwo to schorzenie psychiczne a nie polityczne. Politycz
                    > nym
                    > > schorzeniem jest lewizna... wink))
                    > > Co rozumiesz przez lewice ???
                    >
                    > chyba ciebie zrozumiałam i chyba myślę tak samo o tych odchyleniach.
                    >
                    > co ja rozumiem przez "lewicę"?
                    >
                    > bardzo trudna odpowiedź a pytanie tak już banalne
                    >
                    > chyba już nie dzielę świata politycznego i gospodarczego według tych
                    > przebrzmiałych dla mnie kryteriów.
                    >
                    > skupiam się raczej na analizowaniu i syntetyzowaniu wartości.
                    >
                    > w tym dopatruję się przyszłości jeśli mamy przeżyć.
                    >
                    > jak temat cię interesuje możemy go "pociągnąć"
                    >
                    > d_nutka

                    Odpowiedziałem pytaniem na Twoje pytanie: czy utożsamiam lewactwo z lewicą.
                    Nie. Aczkolwiek jest w lewicowym spojrzeniu na swiat jakiś odchył, który mnie
                    zraża do sibei. To coś co każe (pomijam forumowe lewctwo)"bronić" zawsze takich
                    bandytów jak Milosevic, Castro, Che (lewicowa ikona), Saddam, Pol Pot, Ki Ir
                    Sen (nieboszczyk), Ho Szi Min itd, itp. Nagminia utożsamia (lewica) złtoustą
                    retoryke tych bandziorów z tzw "sprawiedliwością ( i wrażliwością !!!!sic!!!)
                    społeczną"! Ta "sprawiedliwość" mierzy się głebokością grobów.
                    • d_nutka Re: Niestety to widać, a nawet 26.03.03, 10:10
                      eliot napisał:

                      > Odpowiedziałem pytaniem na Twoje pytanie: czy utożsamiam lewactwo z lewicą.
                      > Nie. Aczkolwiek jest w lewicowym spojrzeniu na swiat jakiś odchył, który mnie
                      > zraża do sibei. To coś co każe (pomijam forumowe lewctwo)"bronić" zawsze
                      takich
                      >
                      > bandytów jak Milosevic, Castro, Che (lewicowa ikona), Saddam, Pol Pot, Ki Ir
                      > Sen (nieboszczyk), Ho Szi Min itd, itp. Nagminia utożsamia (lewica) złtoustą
                      > retoryke tych bandziorów z tzw "sprawiedliwością ( i wrażliwością !!!!sic!!!)
                      > społeczną"! Ta "sprawiedliwość" mierzy się głebokością grobów.


                      Eliocie
                      ten odchył też mnie zraża do lewicy
                      a ponadto za odchył uważam także jakaś suma "jednej myśli" prezentowana na
                      zewnątrz
                      ja po prostu nie lubię partii i partyjniactwa

                      pozdrawiam
                      d_nutka
            • Gość: +++Ignorant Eliocie! Pozostaje inna strategia... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.03.03, 13:01
              eliot napisał:

              > Gość portalu: +++Ignorant napisał(a):
              >
              > > eliot napisał:
              > >
              > > > Aż cuchnie tym lewactwem!
              > >
              > > Sława!
              > >
              > > To uaktywnij się...
              > >
              > > Walcz z lewusami...
              > >
              > > Wspieraj nas...
              > >
              > > Bo na samym bez Ciebie będzie trudniej...
              > >
              > > Pozdrawiam!
              > >
              > > Ignorant
              > > +++
              >
              > Wspieram gdzie mogę zdrowy rozsądek, praca to syzyfowa bo wbrew własnemu
              > przekonaniu człowiek NIE JEST istotą rozumną i rozsądne argumenty niezbyt by
              > nie powiedzieć wcale... do niego docierają...
              > Lewactwo jest psychiczna dewiacja. Nie przekonasz idioty, że nim jest. By to
              > pojąć musiałby nie być idiotą... To równanie jest nierozwiązywalne.
              > Dlatego też szkoda mojego czasu na poważne dysputy z lewacką hołotą, bo to
              > becelowe zajęcie. Od czasu do czasu, jak mam wolniejszą chwilę robię sobię z
              > tych towarzyszy jaja. Ale tu znowu dylemat, na który zwrócił mi kiedyś uwagę
              > chyba Kreteńczyk, jeśli będą zbyt subtelne i obarczone odnośnikami do pewnych
              > symboli naszej czy szerzej europejskiej kultury to właściwie nikt tego nie
              > zrozumie na tym forum z wyjątkiem może paru osób. Jak się dostosuję do
              > "poziomu" to właściwie jaki miałbym mandat do zwalczania tej hołoty???
              > Ale to oczywiście takie "inteligenckie" dylematy typu "rozdarta sosna"!
              > wink))
              > Pozdrawiam!
              >

              Sława!

              Pozostaje zatem inna strategia: przyciągnięcie i zdominowanie froum przez ludzi
              inteligentnych...

              Z racji mojej pracy i zainteresowań zajmuję się sposobami podejmowania decyzji
              przez ludzi...

              Otóż okazuje się, że ludzi najbardziej nawet inteligentni podejmują decyczję
              pod wpływem uczuć.., zas cały intelekt wkladają potem w uzasadnienie tej
              decyzji...

              Stąd wybory polityczne, wyobory erotyczne, a nawet miejsca wakacji czy nowego
              modelu samochodu...

              Nie bądź Eliocie obrażoną dziewicą, bo sie niestety dzieje, choć może się to
              nam obu niepodobać.., to jednak nie możemy sie obrażać, podobnie jak człowiek
              rzoumny nie obraża sie na np prawo powszechnego ciążenia, ale przeciwnie szuka
              sposób na przezwyciężenie grawitacji: od Ikara, po sondy pozasłoneczne...

              Zatem gdy Ci jeszcze na czymś zależy, to wstań w szeregu i zwalczaj lewactwo z
              lewdą i lewidłowościami...

              Bo sojuszników masz...

              Nawet tu na tym forum.

              POzdrawiam!

              Ignorant
              +++

              PS Dobrze przyjąłeś technikę wyśmiewania, bo to działa na uczucia, choc jeszcze
              nie jest ciepło, raczej zimno, gdyż wyśmiewanie uczuć tylko wzmocni ich opór...
              Zamiast tego udawaj, że zgadzasz się z ich ideałami i podsuwaj rozwiązania
              konserwatywne jako lepiej realizujące ideały tych niedowarzonych głow...
              • Gość: Reader Re: Eliocie! Pozostaje inna strategia... IP: *.mci.co.uk / 10.96.0.* 25.03.03, 13:28
                Ciekawa teoria (podejmowanie decyzji pod wplywem uczuc).

                Ciekaw jestem (serio) jak moznaby w takim razie zdefinowac
                uczucie - bo wg. mnie jest to rowniez czesc procesu
                myslowego. Moze idacego czasami na skroty...
                • Gość: +++Ignorant Eliocie! Pozostaje inna strategia... Cos takiego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.03.03, 13:45
                  Gość portalu: Reader napisał(a):

                  > Ciekawa teoria (podejmowanie decyzji pod wplywem uczuc).
                  >
                  > Ciekaw jestem (serio) jak moznaby w takim razie zdefinowac
                  > uczucie - bo wg. mnie jest to rowniez czesc procesu
                  > myslowego. Moze idacego czasami na skroty...

                  Sława!

                  Z tym, że uczucia apelują bardziej do sfrey podświadomej...

                  Bo przecież nie analizujesz swojego poządania do kobiety, jak analizujesz dane
                  techniczne nowego samochodu..

                  Choć od razu model Frerari czy Jaguara wzbudza większe emocje niż np Nissana...

                  Zatem tę decyzje podejmujesz automatycznie, na co wpływają Twoje doświadczenia,
                  Twoje fobie, urazy i wspomnienia, również te przyjemne...

                  POzdrawiam!

                  Ignorant
                  +++
                • eliot Re: Eliocie! Pozostaje inna strategia... 25.03.03, 14:37
                  Gość portalu: Reader napisał(a):

                  > Ciekawa teoria (podejmowanie decyzji pod wplywem uczuc).
                  >
                  > Ciekaw jestem (serio) jak moznaby w takim razie zdefinowac
                  > uczucie - bo wg. mnie jest to rowniez czesc procesu
                  > myslowego. Moze idacego czasami na skroty...

                  Ignorant ma rację! Jeszcze latach 70-tych widziałem badania na kilku
                  amerykańskich uniwersytetach, które pokazywały ten mechanizm...
              • eliot Re: Eliocie! Pozostaje inna strategia... 25.03.03, 14:34
                Gość portalu: +++Ignorant napisał(a):
                > >
                >
                > Sława!
                >
                > Pozostaje zatem inna strategia: przyciągnięcie i zdominowanie froum przez
                ludzi
                >
                > inteligentnych...
                >
                > Z racji mojej pracy i zainteresowań zajmuję się sposobami podejmowania
                decyzji
                > przez ludzi...
                >
                > Otóż okazuje się, że ludzi najbardziej nawet inteligentni podejmują decyczję
                > pod wpływem uczuć.., zas cały intelekt wkladają potem w uzasadnienie tej
                > decyzji...
                >
                > Stąd wybory polityczne, wyobory erotyczne, a nawet miejsca wakacji czy nowego
                > modelu samochodu...
                >
                > Nie bądź Eliocie obrażoną dziewicą, bo sie niestety dzieje, choć może się to
                > nam obu niepodobać.., to jednak nie możemy sie obrażać, podobnie jak człowiek
                > rzoumny nie obraża sie na np prawo powszechnego ciążenia, ale przeciwnie
                szuka
                > sposób na przezwyciężenie grawitacji: od Ikara, po sondy pozasłoneczne...
                >
                > Zatem gdy Ci jeszcze na czymś zależy, to wstań w szeregu i zwalczaj lewactwo
                z
                >
                > lewdą i lewidłowościami...
                >
                > Bo sojuszników masz...
                >
                > Nawet tu na tym forum.
                >
                > POzdrawiam!
                >
                > Ignorant
                > +++
                >
                > PS Dobrze przyjąłeś technikę wyśmiewania, bo to działa na uczucia, choc
                jeszcze
                >
                > nie jest ciepło, raczej zimno, gdyż wyśmiewanie uczuć tylko wzmocni ich
                opór...
                > Zamiast tego udawaj, że zgadzasz się z ich ideałami i podsuwaj rozwiązania
                > konserwatywne jako lepiej realizujące ideały tych niedowarzonych głow...


                Ja sie nie obrażam. Ja tylko widzę bezmiar tej pracy na ugorze...
                To strasznie jałowa ziemia, porosły ją chwasty lewactwa...
                Wiekszość inteligentniejszych uciekła gdzieś w cieplejsze strony...
                Oczywiście, że technikę rozmowy trzeba dostosować do rozmówcy, ta z użyciem
                żartu, lub intelektualnego dowcipu, czasami gry słowem spełnie podwójną rolę:
                po pierwsze ośmiesza głupców, choć oni zazwyczaj tego nie widzą i nie
                rozumieją, gdyż brak im odpowiediej aparatury intelektualnej i
                kulturalnego "uposażenia", ale też tym bardziej czują się ośmieszeni i
                zagrożeni, dla innych to sygnał, gdyż wiedzą czego mogą sie spodziewać i
                wiedzą, że mogą liczyć na wsparcie, gdy ono potrzebne, bo pozwolisz, że dodam
                za Gressetem: "Głupcy są wszak na tym świecie dla naszej uciechy" ... wink))
                Technika pozornej zgody jest ciężką próbą chrakteru, wziąwszy pod uwage poziom
                forumowego lewactwa... toż to niemal anacefale...
    • oleg3 Jak się nie ma co się lubi ... 24.03.03, 16:54
      Nie mam papierowej GW, ale mam ochotę podyskutować "w tym temacie". Ja tam w
      żadne genialne teorie ekonomiczne nie wierzę. Cenię prostotę i klarowność czyli
      klasyków (nie mylić z Karolem i Fryderykiem).

      Na początek cytacik:


      Spośród wszystkich nauk znanych człowiekowi właśnie ekonomia najbardziej roi
      się od błędów. To nie przypadek. Wystarczyłyby już wewnętrzne trudności
      przedmiotu, ale po tysiąckroć pomnaża je działanie czynnika, kóry nie odgrywa
      roli w na przykład fizyce, matematyce czy medycynie - jest nim specjalne
      zaangażowanie ze strony egoistycznych intersów.

      A teraz link, który musi nam zastąpić Josepha Stiglitza, były szef doradców
      Clintona
      arch.rp.pl/a/rz/2003/01/20030120/200301200093.html?
      k=on;t=2002022220030324

      Tadeusz Kowalik polemizując z Janem Szomburgiem

      arch.rp.pl/a/rz/2002/12/20021216/200212160084.html
      nawet wymienia nazwisko Stiglitza.

      • eliot Re: Jak się nie ma co się lubi ... 25.03.03, 10:19
        oleg3 napisał:

        > Nie mam papierowej GW, ale mam ochotę podyskutować "w tym temacie". Ja tam w
        > żadne genialne teorie ekonomiczne nie wierzę. Cenię prostotę i klarowność
        czyli
        >
        > klasyków (nie mylić z Karolem i Fryderykiem).
        >
        > Na początek cytacik:
        >
        >
        > Spośród wszystkich nauk znanych człowiekowi właśnie ekonomia najbardziej roi
        > się od błędów. To nie przypadek. Wystarczyłyby już wewnętrzne trudności
        > przedmiotu, ale po tysiąckroć pomnaża je działanie czynnika, kóry nie odgrywa
        > roli w na przykład fizyce, matematyce czy medycynie - jest nim specjalne
        > zaangażowanie ze strony egoistycznych intersów.
        >
        > A teraz link, który musi nam zastąpić Josepha Stiglitza, były szef doradców
        > Clintona
        > <a
        href="arch.rp.pl/a/rz/2003/01/20030120/200301200093.html?"target="_bl
        > ank">arch.rp.pl/a/rz/2003/01/20030120/200301200093.html?</a>
        > k=on;t=2002022220030324
        >
        > Tadeusz Kowalik polemizując z Janem Szomburgiem
        >
        > <a
        href="arch.rp.pl/a/rz/2002/12/20021216/200212160084.html"target="_bla
        > nk">arch.rp.pl/a/rz/2002/12/20021216/200212160084.html</a>
        > nawet wymienia nazwisko Stiglitza.
        >

        Skupiasz sie, a włąściwie Kowalik z Szomburgiem bardziej na rywalizacji
        gospodarek USA i UE, czy może na "filozofi" tych gospodarek. Mi chodziło o cos
        bardziej ogólnego. Wieki Kryzys przyniósł załamanie gospodarki i kres wiary, że
        rynek sam jest najlepszym regulatorem i lekarstwem. Keynes dał gopodarce i
        politykom narzędzia do walki z tym i następnymi kryzysami. Politycy tak
        przyswoili te zasady, że keynesizm dominował przez następne trzydzieści lat.
        Jeśli sie spojrzy na efekty to początkowo bywały imponujące. Jednak pod koniec
        lat 60-tych wszyscy już (z wyjątkiem polityków, ale to normalne...)widzieli, że
        te sprawdzone, jak sie wydawało narzedzia przestały działać. Dodawano więc
        jeszcze nacjonalizacje podstawowych (w owym czasie) gałęzi produkcji. Widać to
        było najlepiej na przykładzie Wielkiej Brytanii, która, uczciwszy drobne
        przedsiębiorstwa, była upaństwowiona nie gorzej niż "przodujące kraje obozu
        postępu i socjalizmu". Nie muszę dodawać, że stałą na skraju zupełnego
        załamania gospodarczego. Początek lat 70-tych to również czas kiedy do
        polityków zaczyna docierać, ze keynesizm nie jest jedyna szkoła i doktryną
        ekonomiczna. Pojawiłą sie w politycznej swiadomości neokonserwatywna szkoła
        chicagowska i oczywiście Milton. Szkoła ta zyskała dwoje politycznych
        sojuszników: Margaret i Ronalda. Twarde lata ich rządów dały efekty dopiero w
        dekadzie lat 90-tych. Nagle wszyscy z dnia na dzień stali się apologetami
        Miltona i szkoły chicagowskiej. W USa jak wiesz były to lata Clintona. Stglitz
        (tez zresztą noblista jak i Milton F.)jako szef doradców ekonomicznych Billego
        stał sie współtwórcą "złotej ery" Clintona. Cd. nastąpi
        • eliot Re: Jak się nie ma co się lubi ...(cd) 25.03.03, 10:41
          eliot napisał:
          >
          > Skupiasz sie, a włąściwie Kowalik z Szomburgiem bardziej na rywalizacji
          > gospodarek USA i UE, czy może na "filozofi" tych gospodarek. Mi chodziło o
          cos
          > bardziej ogólnego. Wieki Kryzys przyniósł załamanie gospodarki i kres wiary,
          że
          >
          > rynek sam jest najlepszym regulatorem i lekarstwem. Keynes dał gopodarce i
          > politykom narzędzia do walki z tym i następnymi kryzysami. Politycy tak
          > przyswoili te zasady, że keynesizm dominował przez następne trzydzieści lat.
          > Jeśli sie spojrzy na efekty to początkowo bywały imponujące. Jednak pod
          koniec
          > lat 60-tych wszyscy już (z wyjątkiem polityków, ale to normalne...)widzieli,
          że
          >
          > te sprawdzone, jak sie wydawało narzedzia przestały działać. Dodawano więc
          > jeszcze nacjonalizacje podstawowych (w owym czasie) gałęzi produkcji. Widać
          to
          > było najlepiej na przykładzie Wielkiej Brytanii, która, uczciwszy drobne
          > przedsiębiorstwa, była upaństwowiona nie gorzej niż "przodujące kraje obozu
          > postępu i socjalizmu". Nie muszę dodawać, że stałą na skraju zupełnego
          > załamania gospodarczego. Początek lat 70-tych to również czas kiedy do
          > polityków zaczyna docierać, ze keynesizm nie jest jedyna szkoła i doktryną
          > ekonomiczna. Pojawiłą sie w politycznej swiadomości neokonserwatywna szkoła
          > chicagowska i oczywiście Milton. Szkoła ta zyskała dwoje politycznych
          > sojuszników: Margaret i Ronalda. Twarde lata ich rządów dały efekty dopiero w
          > dekadzie lat 90-tych. Nagle wszyscy z dnia na dzień stali się apologetami
          > Miltona i szkoły chicagowskiej. W USa jak wiesz były to lata Clintona.
          Stglitz
          > (tez zresztą noblista jak i Milton F.)jako szef doradców ekonomicznych
          Billego
          > stał sie współtwórcą "złotej ery" Clintona. Cd. nastąpi

          Już kryzys Meksykański ukazał rysy w dotychczas niewzruszonej budowli
          neokonserwatystów ( u nas zwanych liberałami). Póżniej (1997) kryzys
          wschodnioazjatycki i rosyjski (1998) pokazała, że recepty stosowane przez
          neokonserwatystów nie zawsze są zbawienne. Stiglitz, bedący wówczas
          wicedyrektorem World Bank'u na własne oczy przekonał sie, ze recepty z WB
          płynące cześciej pogłebiały kryzys niż go leczyły. Poprawa (wg. Stglitza)
          nastepowała nie dzięki a wbrew zaleceniom WB, a tam gdzie zastosowano się
          dokładnie do żądań WB kryzys trwał (lub trwa jeszcze) dłużej i był
          dotkliwszy... Stąd jego (Stiglitza) spór z WB i ustapienie ze stanowiska
          wicedyrektora. Z pozycji Miltonowskich stopniowo odchodzili jego dawni
          apologeci a dotkneło to też tak różne osoby jak wspomiany przeze mnie G. Sachs,
          czy też G. Soros...
          Stiglitz zalicza sie obecnie (on sam siebie też) do kształtującej się szkoły
          określanej jako neokeynesizm. Przyswoił on (neokeynesizm)ponoć to co było dobre
          w keynesizmie, to co wniosła szkoła chicagowska i to czego nauczył nas
          (ponoć...) kryzys i załamanie gospodarcze początków XXI wieku. Historia
          zatoczyłą więc koło...
          • oleg3 Re:Jak się nie ma co się lubi to sie lubi polityka 25.03.03, 12:13
            Witaj eliot

            Napisałeś „W przeciwieństwie do Stiglitz'a nie mam Nobla z ekonomii, więc
            trudno mi polemizować”. Ja również jeszcze -)))) nie mam, ale nie matura lecz
            chęć szczera. Nobla zresztą można dostać za głupotę. Moim ulubieńcem (stare
            studenckie czasy – cicha zemsta na pewnym prof. wielbicielu tego noblisty)
            jest Gunnar Myrdal. Ten geniusz dostał Nobla za Zarys światowego programu
            walki z nędzą. W książce tej przeciwstawił się wprowadzaniu maszyn
            oszczędzających pracę w krajach niedorozwiniętych gospodarczo – na tej
            podstawie, że ZMNIEJSZAJĄ POPYT NA PRACĘ. Logiczną konsekwencją tego stanowiska
            byłby pogląd, że aby osiągnąć możliwie największą liczbę miejsc pracy, należy
            uczynić pracę tak niewydajną i nieproduktywną, jak tylko się da. Ja jednak
            sądzę, że żyjemy nie po to aby pracować, lecz pracujemy po to aby żyć (dobrze!).

            Wracając do głównego wątku. Moim zdaniem najważniejszy jest mechanizm
            unicestwiający (jakby to nie brzmiało strasznie i nieludzko) nieefektywne
            firmy. Monetaryści mają rację o tyle, że czytelne reguły emisji pieniądza są
            koniecznym warunkiem tego procesu. Ale może się zdarzyć i często tak bywa,
            że „nasze” firmy przegrają z „obcymi”, które korzystają z zewnętrznego (w
            stosunku do gospodarki) wsparcia. Jak zaczynamy bronić wszystkich „naszych”
            firm, to przegra cała „nasza” gospodarka. I tu pojawia się problem czyli
            polityk. Ale niestety kończy się ekonomista.

            • eliot Re:Jak się nie ma co się lubi to sie lubi polityk 26.03.03, 08:46
              oleg3 napisał:

              > Witaj eliot
              >
              > Napisałeś „W przeciwieństwie do Stiglitz'a nie mam Nobla z ekonomii, więc
              >
              > trudno mi polemizować”. Ja również jeszcze -)))) nie mam, ale nie matura
              > lecz
              > chęć szczera. Nobla zresztą można dostać za głupotę. Moim ulubieńcem (stare
              > studenckie czasy – cicha zemsta na pewnym prof. wielbicielu tego noblist
              > y)
              > jest Gunnar Myrdal. Ten geniusz dostał Nobla za Zarys światowego programu
              > walki z nędzą. W książce tej przeciwstawił się wprowadzaniu maszyn
              > oszczędzających pracę w krajach niedorozwiniętych gospodarczo – na tej
              > podstawie, że ZMNIEJSZAJĄ POPYT NA PRACĘ. Logiczną konsekwencją tego
              stanowiska
              >
              > byłby pogląd, że aby osiągnąć możliwie największą liczbę miejsc pracy, należy
              > uczynić pracę tak niewydajną i nieproduktywną, jak tylko się da. Ja jednak
              > sądzę, że żyjemy nie po to aby pracować, lecz pracujemy po to aby żyć
              (dobrze!)
              > .
              >
              > Wracając do głównego wątku. Moim zdaniem najważniejszy jest mechanizm
              > unicestwiający (jakby to nie brzmiało strasznie i nieludzko) nieefektywne
              > firmy. Monetaryści mają rację o tyle, że czytelne reguły emisji pieniądza są
              > koniecznym warunkiem tego procesu. Ale może się zdarzyć i często tak bywa,
              > że „nasze” firmy przegrają z „obcymi”, które korzystaj
              > ą z zewnętrznego (w
              > stosunku do gospodarki) wsparcia. Jak zaczynamy bronić wszystkich „naszyc
              > h”
              > firm, to przegra cała „nasza” gospodarka. I tu pojawia się problem
              > czyli
              > polityk. Ale niestety kończy się ekonomista.
              >


              Ten mechanizm (unicestwiający) działa, ze hej! Nasze firmy przegrywają bo maja
              na głowie i w kieszni nie tylko gilotyne rynku, ale też ( o czym wspomniałes )
              nierówny dostęp do finansowania (kredytów), pęta administracyjne i drenaż
              łapówkowy. Stąd nagminnpść szarej strefy, a w firmach legalnych nagminność
              podwójnej księgowośći czy okrywania rzeczywistych dochodów.
              W Polsce brak czytelnych reguł, prawa, równego dostepu do informacji (konik
              Stiglitza) itd. Dlatego "wycinanie" (upadłość) polskich firm na polskim rynku
              nie do końca, a raczej nie przede wszystkim ma charakter ekonomiczny.
              I tu zaczyna sie problem...
              • d_nutka Re:Jak się nie ma co się lubi to sie lubi polityk 26.03.03, 10:25
                eliot napisał:

                >
                > Ten mechanizm (unicestwiający) działa, ze hej! Nasze firmy przegrywają bo
                maja
                > na głowie i w kieszni nie tylko gilotyne rynku, ale też ( o czym
                wspomniałes )
                > nierówny dostęp do finansowania (kredytów), pęta administracyjne i drenaż
                > łapówkowy. Stąd nagminnpść szarej strefy, a w firmach legalnych nagminność
                > podwójnej księgowośći czy okrywania rzeczywistych dochodów.
                > W Polsce brak czytelnych reguł, prawa, równego dostepu do informacji (konik
                > Stiglitza) itd. Dlatego "wycinanie" (upadłość) polskich firm na polskim rynku
                > nie do końca, a raczej nie przede wszystkim ma charakter ekonomiczny.
                > I tu zaczyna sie problem...

                ...ale nie kończą problemy już istniejące.

                czyli zapętlenie komletne, a przeciąć jak węzeł gordyjski się nie da

                nie jestem ani politykiem ani ekonomistą, i chyba dobrze, bo nie patrzę jakby
                tu coś zgarnąć przy okazji dla siebie.
                dla siebie to ja potrzebuję miejsca pracy, które ma mi dać możliwość normalnego
                życia w normalnym kraju
                a czy my znamy te normy?
                każdy ma je inne na własny użytek i określone w danej chwili potrzeby.
                z możliwościami jeszcze gorzej sobie poradzić, bo prawie każdy widzi je jego
                własne są najlepsze.

                ale ja już chyba nie jestem w temacie
                ale jak się nie ma co się lubi to...itd

                D.
                • eliot Re:Jak się nie ma co się lubi to sie lubi polityk 26.03.03, 12:50
                  d_nutka napisała:

                  > eliot napisał:
                  >
                  > >
                  > > Ten mechanizm (unicestwiający) działa, ze hej! Nasze firmy przegrywają bo
                  > maja
                  > > na głowie i w kieszni nie tylko gilotyne rynku, ale też ( o czym
                  > wspomniałes )
                  > > nierówny dostęp do finansowania (kredytów), pęta administracyjne i drenaż
                  > > łapówkowy. Stąd nagminnpść szarej strefy, a w firmach legalnych nagminność
                  >
                  > > podwójnej księgowośći czy okrywania rzeczywistych dochodów.
                  > > W Polsce brak czytelnych reguł, prawa, równego dostepu do informacji (koni
                  > k
                  > > Stiglitza) itd. Dlatego "wycinanie" (upadłość) polskich firm na polskim ry
                  > nku
                  > > nie do końca, a raczej nie przede wszystkim ma charakter ekonomiczny.
                  > > I tu zaczyna sie problem...
                  >
                  > ...ale nie kończą problemy już istniejące.

                  Sęk w tym, że mimo szumnych zapowiedzi nikt, zadna opcja polityczne NIE CHCE
                  tych problemów rozwiązywac. Brak w Polsce siły politycznej stawiającej sobie za
                  cel interes POLSKI, a nie partyjny czy grupowy. Bliżej nam w mentalności do
                  krajów i ludów afrykańskich, arabskich, czy bantustanów. Nie ma też w samym
                  polskim społeczeństwie sił zdolnych do rozumnych zmian systemu. Jest potencjał
                  buntu, może nawet rewolty, czy rewolucji nawet, ale nie rozumu...
                  to przykre...
                  Kraje europejskie i nie tylko juz te problemy w swojej historii przechodziły,
                  jednym udało sie to rozwiązać innym nie. Te, które przeszły w miarę pozytywnie
                  znamy jako "kraje rozwiniete", te które nie potrafiły wyjść z zamkniętego kregu
                  (z różnych powodów) to te pozostałe....

                  >
                  > ale ja już chyba nie jestem w temacie
                  > ale jak się nie ma co się lubi to...itd
                  >
                  A nawet jak sie nie lubi to co można zrobić?
                  Emigrować???
                  To juz nie w moim wieku...
                  Pozdrawiam.
    • Gość: magiczny Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? IP: *.echostar.pl 25.03.03, 10:05
      tekst pana Stiglitza interesujący .... tyle że z artykułu wynika że to jest
      propozycja przeprowadzenia eksperymentu polegającego na "kontrolowanej" emisji
      pustego pieniądza przez państwo .... Autor proponuje Japończykom
      przeprowadzenie takiego eksperymentu, aby niejako stali się królikiem
      doświadczalnym ... Może Japonię stać na taki eksperyment ... Polski raczej nie
      stać
      • d_nutka Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 10:16
        pieniądze i myślenie?
        czy to nie jakiś powszechny paradoks?

        ja jeszcze nigdy nie zauważyłam, żeby czyjeś myślenie o pieniądzach nie
        zamieniało się w ubytek pieniędzy w moim portfelu.

        wolałabym więc żeby ci myśliciele myśleli jak dobrze wykonać pracę a nie jak
        pomnażać jakieś tam papierki i zera za czyjąś tam jedynką

        pozdrawiam
        myśląca o pieniądzach inaczej
        d_nutka
      • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 10:59
        Gość portalu: magiczny napisał(a):

        > tekst pana Stiglitza interesujący .... tyle że z artykułu wynika że to jest
        > propozycja przeprowadzenia eksperymentu polegającego na "kontrolowanej"
        emisji
        > pustego pieniądza przez państwo .... Autor proponuje Japończykom
        > przeprowadzenie takiego eksperymentu, aby niejako stali się królikiem
        > doświadczalnym ... Może Japonię stać na taki eksperyment ... Polski raczej
        nie
        > stać

        W przeciwieństwi do Stiglitz'a nie mam Nobla z ekonomii, więc trudno mi
        polemizować. Zauważ wszelako ( chociaż np. z Wa-wy, a szczególnie z siedzib
        rządowych słabo to widać), że ten "eksperyment" jaki trwa w Polsce, czy nam się
        to podoba, czy nie, właśnie się załamuje. UE nam też nie pomoże bo nikt nie
        weźmie nas na swoje utrzymanie, co więcej UE też kosztuje...
        W Polsce jeśi nie ma dojśc do wybuchu potrzebne są szybkie zmiany, a nie ma
        takiej siły politycznej, która mogłaby je przeprowadzić (tzn. jest Samoobrona i
        LPR, ale nie o powrót do socjalizmu chodzi).
        Polsce wg. mnie potrzeba NATYCHMIAST zmian prawno-administracyjnych jesli
        chodzi o gospodarkę (prawo uprościć, administracje likwidowac, gdzie tylko to
        możliwe) oraz zapewnienie dopływu "taniego" pieniądza. Nie wiem czy na
        warunkach Stiglitza, wiem że warunki jakie ma obecnie już nie działają ( a
        raczej działają hamująco). Same zmiany polityczne tu już nic nie dają i wymiana
        Leszka M. na np. Jarosława, czy Lecha K. nic nie zmieni. (o Andrzeju i Romciu
        już nawet nie wspomnę boć to czysty PRL).
        • d_nutka Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 11:24
          eliot napisał:

          >
          > W przeciwieństwi do Stiglitz'a nie mam Nobla z ekonomii, więc trudno mi
          > polemizować. Zauważ wszelako ( chociaż np. z Wa-wy, a szczególnie z siedzib
          > rządowych słabo to widać), że ten "eksperyment" jaki trwa w Polsce, czy nam
          się
          >
          > to podoba, czy nie, właśnie się załamuje. UE nam też nie pomoże bo nikt nie
          > weźmie nas na swoje utrzymanie, co więcej UE też kosztuje...
          > W Polsce jeśi nie ma dojśc do wybuchu potrzebne są szybkie zmiany, a nie ma
          > takiej siły politycznej, która mogłaby je przeprowadzić (tzn. jest Samoobrona
          i
          >
          > LPR, ale nie o powrót do socjalizmu chodzi).
          > Polsce wg. mnie potrzeba NATYCHMIAST zmian prawno-administracyjnych jesli
          > chodzi o gospodarkę (prawo uprościć, administracje likwidowac, gdzie tylko to
          > możliwe) oraz zapewnienie dopływu "taniego" pieniądza. Nie wiem czy na
          > warunkach Stiglitza, wiem że warunki jakie ma obecnie już nie działają ( a
          > raczej działają hamująco). Same zmiany polityczne tu już nic nie dają i
          wymiana
          >
          > Leszka M. na np. Jarosława, czy Lecha K. nic nie zmieni. (o Andrzeju i Romciu
          > już nawet nie wspomnę boć to czysty PRL).

          to co napisałeś Eliocie wskazuje, że jednak myślący(czy trochę?) tu jeszcze są.

          mnie się jednak wydaje, że nie "w tanim pieniądzu" jest problem.
          ja raczej problem dostrzegam w braku pomysłu na rozwój gospodarczy, który nie
          byłby w takim procencie jak obecnie przetwarzany na szybką konsumcję.
          a duże bezrobocie i zabezpieczenia socjalne pochłoną ten "tani pieniądz".
          ten drogi teraz pieniądz jest strasznie marnotrawiony głownie przez
          administracje i agendy rządowe z wszystkimi odnogami.
          mnie nie przekonuje argumentacja, że te straty (dla innych liczone jako zysk)
          nie stanowią znaczącego procentu w całym PKB.
          może gdyby ten % mógł być większy, jak w rozwinietych krajach, pewnie nasza
          patologia polityczno-społeczna byłaby mniej widoczna.
          a tak wszystko widać jak na dłoni a pomysłów na rozwój brak.
          są tylko pomysły na wydawanie nie swojego.
          osobiście mam obawy, czy oddanie wszystkiego w ręce "niewidzialnej ręki" rynku
          jest dla nas najlepszym wyjsciem. to już nie te czasy.

          i nadal najbardziej aktualnym pytaniem pozostaje Eliocie twoje pytanie
          tematyczne.
          tylko że należy je postawić decydentom i potem won z nimi

          d_nutka
          • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 11:45
            d_nutka napisała:


            >
            > to co napisałeś Eliocie wskazuje, że jednak myślący(czy trochę?) tu jeszcze
            są.
            >
            > mnie się jednak wydaje, że nie "w tanim pieniądzu" jest problem.
            > ja raczej problem dostrzegam w braku pomysłu na rozwój gospodarczy, który nie
            > byłby w takim procencie jak obecnie przetwarzany na szybką konsumcję.
            > a duże bezrobocie i zabezpieczenia socjalne pochłoną ten "tani pieniądz".
            > ten drogi teraz pieniądz jest strasznie marnotrawiony głownie przez
            > administracje i agendy rządowe z wszystkimi odnogami.
            > mnie nie przekonuje argumentacja, że te straty (dla innych liczone jako zysk)
            > nie stanowią znaczącego procentu w całym PKB.
            > może gdyby ten % mógł być większy, jak w rozwinietych krajach, pewnie nasza
            > patologia polityczno-społeczna byłaby mniej widoczna.
            > a tak wszystko widać jak na dłoni a pomysłów na rozwój brak.
            > są tylko pomysły na wydawanie nie swojego.
            > osobiście mam obawy, czy oddanie wszystkiego w ręce "niewidzialnej ręki"
            rynku
            > jest dla nas najlepszym wyjsciem. to już nie te czasy.
            >
            > i nadal najbardziej aktualnym pytaniem pozostaje Eliocie twoje pytanie
            > tematyczne.
            > tylko że należy je postawić decydentom i potem won z nimi
            >
            > d_nutka

            D_nutko! Toż moje wołanie miało na celu to by znaleźć tych, którzy jescze nie
            pozbyli się tego co między uszami... smile
            "Tani" pieniądz to nie znaczt łatwy pieniądz na konsumpcję. "Tani" i łatwo
            dostępny dla inwestycji bez łapówek i urzędniczej mitręgi. Konieczne jest też
            odetatyzownie gospodarki, upadłość (tak!)i/lub restrukturyzacja tych gałęzi,
            które rozwijane jako chluba PRL-u są obecnie morderczym balastem dla państwa i
            narodu, balastem, który ciągnie nas w dół i wysysa wszelkie siły z gospodarki
            (i społeczeństwa). 70 % (sic!) naszego budżetu to wydatki sztywne! Te pieniądze
            dane nawet jako zasiłki dla bezrobotnych byłyby lepsze niż utrzymywanie (z
            przyczyn społecznych oczywiście...) kopalń, hut, itd. Szybciej powstały by
            wówczas małe i średnie przedsiębiorstwa, które wchłoneły by wiekszość tak
            "powstałych" bezrobotnych. A tak to mamy miliardy dolarów płacone na
            bezsensowne utrzymywanie tego co nie daje żadnego wzrostu gospodarczego (tylko
            przeciwnie), bezrobocie 20 %, i brak możliwości manewru przez państwo, rząd i
            gospodarkę. Materia do wybuchu już jest brak tylko jednoczącego impulsu lub
            wodza...
        • Gość: magiczny Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? IP: *.echostar.pl 25.03.03, 11:40
          eliot napisał:


          > W przeciwieństwi do Stiglitz'a nie mam Nobla z ekonomii, więc trudno mi
          > polemizować. Zauważ wszelako ( chociaż np. z Wa-wy, a szczególnie z siedzib
          > rządowych słabo to widać), że ten "eksperyment" jaki trwa w Polsce, czy nam
          się to podoba, czy nie, właśnie się załamuje. UE nam też nie pomoże bo nikt nie
          > weźmie nas na swoje utrzymanie, co więcej UE też kosztuje...
          > W Polsce jeśi nie ma dojśc do wybuchu potrzebne są szybkie zmiany, a nie ma
          > takiej siły politycznej, która mogłaby je przeprowadzić (tzn. jest Samoobrona
          i LPR, ale nie o powrót do socjalizmu chodzi).
          > Polsce wg. mnie potrzeba NATYCHMIAST zmian prawno-administracyjnych jesli
          > chodzi o gospodarkę (prawo uprościć, administracje likwidowac, gdzie tylko to
          > możliwe) oraz zapewnienie dopływu "taniego" pieniądza. Nie wiem czy na
          > warunkach Stiglitza, wiem że warunki jakie ma obecnie już nie działają ( a
          > raczej działają hamująco). Same zmiany polityczne tu już nic nie dają i
          wymiana Leszka M. na np. Jarosława, czy Lecha K. nic nie zmieni. (o Andrzeju i
          Romciu już nawet nie wspomnę boć to czysty PRL).

          co do zasady zgoda - Polska potrzebuje kopa - a ponieważ nadziei z zewnątrz nie
          widac (UE faktycznie utrzymywac nas nie bedzie - pieniadze jezeli przyjda to na
          infrastrukture) jedyna szansa to "liberalizacja aktywnosci ludzkiej". Niestety
          prawotwórca (niezaleznie czy AWS czy SLD) charakteryzował się dotychczas
          tendencja do koncesjonowani, ograniczania, licencjonowania itp.... wszystko
          albo socjalisci uwazający ze Panstwo wie najlepiej albo towarzystwo typu TKM -
          chcemy miec duzo posad i koncesji do rozdzjelenia bo z tego są łapówki.

          Niestety nie podzielam Twojej wiary w mozliwosc znalezienia cudownej recepty na
          wpuszczenie do gospodarki taniego pieniądza... Pisalem serio - ze Japonie moze
          byc stac na taki eksperyment ze wzgledu na skale gospodarki i bogactwo
          panstwa... ale sądzę że nam ta recepta szybko odbilaby sie czkawka (nawrót
          hiperinflacji)
          • andrzejg w Japoni jest inna mentalność 25.03.03, 11:45
            oni tam będa umierać z przepracowania , u nas prędzej z nudów.
            Przyda im się trochę zamieszania.

            A.
          • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 11:55
            Gość portalu: magiczny napisał(a):

            >
            > Niestety nie podzielam Twojej wiary w mozliwosc znalezienia cudownej recepty
            na
            >
            > wpuszczenie do gospodarki taniego pieniądza... Pisalem serio - ze Japonie
            moze
            > byc stac na taki eksperyment ze wzgledu na skale gospodarki i bogactwo
            > panstwa... ale sądzę że nam ta recepta szybko odbilaby sie czkawka (nawrót
            > hiperinflacji)

            Stiglitz analizował w odniesieniu do Japonii problem pobudzenia gospodarki w
            warunkad deflacji. Bo z tym problemem ma do czynienia Japonia od lat 20-stu z
            okładem. Wyszło mu ( i tej grupie z którą wspólpracował), że można "wpuścić"
            piniądz do gospodarki zarówno w warunkach deflacji jaki małej (i malejącej jak
            u nas) i średniej inflacji jeśli jest połaczona ze stagnacją gospodarczą.
            W Polsce podobną rolę mogą spełnić inwestycje w infrastrukture, jeśli
            zdobędziemy pieniądze na finansowanie tege i środki unijne. Nic to oczywiście
            nie da (podobnie jak w Japonii) jesli nie nastąpi odbiurokratyzowanie,
            odetatyzowanie gospodarki i zwiększenia mobilności "siły żywej".
            Oprócz pieniądza, największy problem w Polsce to sytem i struktura władzy,
            funkcjonowanie prawa i biurokracja.
            • Gość: magiczny Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? IP: *.echostar.pl 25.03.03, 12:05
              eliot napisał:
              > Stiglitz analizował w odniesieniu do Japonii problem pobudzenia gospodarki w
              > warunkad deflacji. Bo z tym problemem ma do czynienia Japonia od lat 20-stu z
              > okładem. Wyszło mu ( i tej grupie z którą wspólpracował), że można "wpuścić"
              > piniądz do gospodarki zarówno w warunkach deflacji jaki małej (i malejącej
              jak
              > u nas) i średniej inflacji jeśli jest połaczona ze stagnacją gospodarczą.
              > W Polsce podobną rolę mogą spełnić inwestycje w infrastrukture, jeśli
              > zdobędziemy pieniądze na finansowanie tege i środki unijne. Nic to oczywiście
              > nie da (podobnie jak w Japonii) jesli nie nastąpi odbiurokratyzowanie,
              > odetatyzowanie gospodarki i zwiększenia mobilności "siły żywej".

              pobudzenie popytu wskutek inwestycji w infrastrukture po wejsciu do UE (srodki
              unijne + obowiazkowy udzial wlasny) są realną szansą na wzrost. Problem tylko
              ze aby "wydusic" srodki na udzial wlasny wzrosnie pewnie fiskalizm... A i nie
              jest pewne ile z tych srodków przejma zagraniczni wykonawcy. Mam tylko
              watpliwosci czy doczekamy skutkow ozywienia (3-4 lata) czy wczesniej Roman z
              Andrzejem Balcerowiczmusiodejsc nie wyprowadza ludzi na ulice ....



              > Oprócz pieniądza, największy problem w Polsce to sytem i struktura władzy,
              > funkcjonowanie prawa i biurokracja.

              Sama madrosc/oczywistosc z tego zdania plynie - nie ma co komentowac
              • d_nutka Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 12:25
                wygląda na to, że wszyscy tu mamy swój kawałek racji.
                tylko co z tego?
                satysfakcja racji?

                a pomysłu na realizację brak
                nie tak.
                pomysły są
                tylko który wybrać i jak wdrożyć
                i kto to ma zrobić

                chyba wojny to łatwiejsza sprawa

                pozdrawiam
                d_nutka
                • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 12:36
                  d_nutka napisała:

                  > wygląda na to, że wszyscy tu mamy swój kawałek racji.
                  > tylko co z tego?
                  > satysfakcja racji?
                  >
                  > a pomysłu na realizację brak
                  > nie tak.
                  > pomysły są
                  > tylko który wybrać i jak wdrożyć
                  > i kto to ma zrobić
                  >
                  > chyba wojny to łatwiejsza sprawa
                  >
                  > pozdrawiam
                  > d_nutka

                  Brak siły politycznej z wystarczającym poparciem społecznym by w warunkach
                  demokracji wprowadzić konieczne zmiany. Wojna faktycznie często łatwiejsza niż
                  zmiany wewnętrzne, stąd Rosja zajęła 1/6 świata... wink
                  Polsce już brakuje pola do manewru, a społeczeństwo konieczności niektórych
                  zmian jeszcze nie rozumie.
                  Pozdrawiam
              • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 12:27
                Gość portalu: magiczny napisał(a):
                . Mam tylko
                > watpliwosci czy doczekamy skutkow ozywienia (3-4 lata) czy wczesniej Roman z
                > Andrzejem Balcerowiczmusiodejsc nie wyprowadza ludzi na ulice ....
                >
                Ja starszy a i zdrowie już nie to..., to i moja nadzieja na doczekanie
                dobroczynnych skutkow ożywienia, a nie Romcia z Andrzejem mniejsza...
                wink
                • Gość: magiczny Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? IP: *.echostar.pl 25.03.03, 12:52
                  eliot napisał:

                  > Ja starszy a i zdrowie już nie to..., to i moja nadzieja na doczekanie
                  > dobroczynnych skutkow ożywienia, a nie Romcia z Andrzejem mniejsza...
                  > wink

                  póki życia póty nadziei smile i jaj jej więc nie tracę
                  • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 13:03
                    Gość portalu: magiczny napisał(a):

                    > eliot napisał:
                    >
                    > > Ja starszy a i zdrowie już nie to..., to i moja nadzieja na doczekanie
                    > > dobroczynnych skutkow ożywienia, a nie Romcia z Andrzejem mniejsza...
                    > > wink
                    >
                    > póki życia póty nadziei smile i jaj jej więc nie tracę


                    Pocieszasz mnie...
                    A z ta nadzieją to byłbym ostrożny, już mi tu Tomasz zarzucił, żem głupi...wink))
                    Niedługo się przekonamy! Te 3-4 lata pewnie jeszcze pożyję...smile))
                    • Gość: magiczny Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? IP: *.echostar.pl 25.03.03, 13:10
                      eliot napisał:

                      > A z ta nadzieją to byłbym ostrożny, już mi tu Tomasz zarzucił, żem głupi...;-
                      ))

                      ... bo to niedobry Tomasz była smile a może to niewierny Tomasz ? albo Tomcio
                      Paluch ? smile
                      • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 13:14
                        Gość portalu: magiczny napisał(a):

                        > eliot napisał:
                        >
                        > > A z ta nadzieją to byłbym ostrożny, już mi tu Tomasz zarzucił, żem głupi..
                        > .;-
                        > ))
                        >
                        > ... bo to niedobry Tomasz była smile a może to niewierny Tomasz ? albo Tomcio
                        > Paluch ? smile

                        "Tomasz, ach Tomasz powiedz mi gdzie ty to masz...???"
                        Myślisz, że on z "tych"...????
                        wink
                        • Gość: magiczny Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? IP: *.echostar.pl 25.03.03, 13:22
                          eliot napisał:
                          > Myślisz, że on z "tych"...????
                          > wink

                          Oczywiście ze z tych ... gdyby był z tamtych to by się św. Tomasz podpisał smile i
                          od goopkow nie wyzywal
                          • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 14:40
                            Gość portalu: magiczny napisał(a):

                            > eliot napisał:
                            > > Myślisz, że on z "tych"...????
                            > > wink
                            >
                            > Oczywiście ze z tych ... gdyby był z tamtych to by się św. Tomasz podpisał smile
                            i
                            >
                            > od goopkow nie wyzywal


                            smile)))))))))))))))
                            Dobre!!!
    • Gość: Reader Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? IP: *.mci.co.uk / 10.96.0.* 25.03.03, 13:36
      By zaczac zastanawiac sie nad sposobami uzdrowienia,
      nalezaloby przede wszystkim prawidlowo zdiagnozowac chorobe
      smile
      .......................
      Mnie ciekawi jeden z objawow tej choroby - bedacy
      paradkosem, tzw. dwie srednie krajowe. Kazdy w Polsce
      chcialby by jego konto zasilay co miesiac dwie srednie
      krajowe
      ........................
      Dla mnie ekonomia bedaca nauka spoleczna, w ktorej czynnik
      ludzki jako dominujacy jest nieracjonalny jest rownie
      magiczna jak teorie Hawkinga.

      Wszlkiego rodzaju teorie, szkoly, nurty sa doraznymi
      srodkami likwidujacymi objawy choroby. Czynnik ludzki
      szybko przestaje reagowac na zadane metody leczenia i s
      stosunkowo krotkim czasie potrzeba nowych lekow smile

      • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 25.03.03, 15:27
        Gość portalu: Reader napisał(a):

        > By zaczac zastanawiac sie nad sposobami uzdrowienia,
        > nalezaloby przede wszystkim prawidlowo zdiagnozowac chorobe
        > smile
        > .......................
        > Mnie ciekawi jeden z objawow tej choroby - bedacy
        > paradkosem, tzw. dwie srednie krajowe. Kazdy w Polsce
        > chcialby by jego konto zasilay co miesiac dwie srednie
        > krajowe
        > ........................
        > Dla mnie ekonomia bedaca nauka spoleczna, w ktorej czynnik
        > ludzki jako dominujacy jest nieracjonalny jest rownie
        > magiczna jak teorie Hawkinga.
        >
        > Wszlkiego rodzaju teorie, szkoly, nurty sa doraznymi
        > srodkami likwidujacymi objawy choroby. Czynnik ludzki
        > szybko przestaje reagowac na zadane metody leczenia i s
        > stosunkowo krotkim czasie potrzeba nowych lekow smile
        >


        To pytanie trochę retoryczne: czy lekrastwo leczy, czy likwiduje objawy choroby?
        Weź gospodarkę niemiecką: była w 30-33 roku w stanie zupełnego rozkładu.
        Hjalmar Schacht (taki Balcerowicz Pana Kanclerza winkzastosował podstawowe zasady
        keynesizmu: władował pieniądze w gospodarkę: w infrastrukture, to wówczas
        zaczęto budować niemieckie autostrady, w zbrojenia (również zalecane przez
        keynesizm bo wprowadzło pieniądze "bezproduktywnie"), rozbudowano sferę
        socjalną (urlopy płatne, wczasy, wycieczki zakładowe pożyczki i zapomogi w
        pracy i cała ta sfera znana nam z PRL-u). Aby pieniądze nie wypływały poza
        Rzeszę zniesiona została wymienialnośc marki a handel zagraniczny w znacznej
        mierze zcentralizowano... Ponieważ jednak zachowano prywatną własność środków
        produkcji to cały mechanizm zadziałał! Jak wiesz do 1939/40 roku gospodarka
        niemiecka była gotowa do wojny światowej...
        Nadmiar gotówki, znany nam z PRL-u "nawis inflacyjny" rozładowywano w
        dobrowolno-przymusowym oszczedzaniu, w przedpłatach na volkswagena,
        przymusowych akcjach typu :pomoc zimowa itd. Odcięcie rynku (brak
        wymienialności) pozwoliło utrzymać inflacje, poziom życia i gospodarke na
        odpowiednim poziomie.
        Drugi przykład: powojenna Wielka Brytania wpierw z wolna póżniej coraz szybciej
        staczała sie z roli mocarstwa do dość pośledniej pozycji, a włąściwie pozycji
        chorego człowieka Europy. Tam również stosowano zalecane przez Keynesa bodźce.
        Z odwrotnym skutkiem. Upragniony wzrost był mnierjszy od oczekiwanego za to
        inflacja wzrastała do 10 %(i więcej). Bardzo silne związki zawodowe walczyły o
        utrzymanie poziomu życia, co doprowadzało do upaństwowienia podstawowych
        działów gospodarki porównywalnym z krajami "demokracji ludowej"...
        Gospodarka brytyjska była otwarta (funt pełnił role waluty rezerwowej i
        światowej) więc wypływ gotówki (w ramach pobudzania gospodarki) był niwelowany
        przez import a nie przez rozwój gospodarki, powodowało to wzmożemie inflacji a
        to wyzbywanie się funtów jako waluty rezerwowej przez banki narodowe i
        zastępowanie go dolarem lub złotem. W efekcie po ustąpieniu Harolda Wilsona
        (Partia Pracy) Wielka Brytania potoczyła sie na dno. Kiedy Margaretka
        tłumaczyła torysom podstawy neokonserwatyzmu to raczej niewielu traktowało ja
        poważnie, brakowało (i u torysów i w Parti Pracy) wyrazistych i zdecydowanych
        przywódców parństwo był zetatyzowane, gospodarka znacjonalizowana, decydowały
        partyjne układy (coś jak u nas). Potem zaczełą się walka Margaretki...
        Łatwo nie było...
        • oleg3 Co by było gdyby 25.03.03, 15:39
          Przykład niemiecki z lat 30-tych jest b. trudny do oceny. Brak dalszej
          perspektywy czasowej - wojna. Jakie byłyby skutki po kilkunastu-kilkudziesięciu
          latach? Moim zdaniem byłoby jeszcze gorzej niż niż w Wielkiej Brytanii bo
          doszłaby jeszcze izolacja od gospodarki światowej.

          Ale keynsizm stosował też Roosvelt z wynikiem porównywalnym do brytyjskiego. Z
          perspektywy kilkudziesięciu lat ocena keynsizmu musi być negatywna. Gospodarka
          rozwijała się wolniej i pozostała góra dotychczas niespłaconych długów.

          Ale w realnym socjaliźmie było jeszcze gorzej.

          cześć
          oleg3
          • eliot Re: Co by było gdyby 26.03.03, 09:25
            oleg3 napisał:

            > Przykład niemiecki z lat 30-tych jest b. trudny do oceny. Brak dalszej
            > perspektywy czasowej - wojna. Jakie byłyby skutki po kilkunastu-
            kilkudziesięciu
            >
            > latach? Moim zdaniem byłoby jeszcze gorzej niż niż w Wielkiej Brytanii bo
            > doszłaby jeszcze izolacja od gospodarki światowej.
            >
            Fakt, że brak tu dobrej perspektywy, ale biorąc perspektywę do 1939/1940 to
            sukces był porażający. W tej też perspektywie pozytywnie zadziałał czynnik
            swoistego odcięcia rynku niemieckiego spowodowany niewymienialnością waluty.
            Ale w dłuższej perspektywie dziłaloby to hamująco na rozwój gospodarki. Weż
            jednak pod uwagę, że do powojennego sukcesu (cudu) gospodarczego Niemiec
            (zachodnich) zastosowano również mechanizmy keynesizmu (bo innych wówczas nie
            znano). Nie jestem wielbicielem keynesizmu, chodzi mi o to, że mechanizmy
            gospodarcze stosowane w różnych warunkach ( na przykłąd w Wielkiej Brytanii i
            Niemczech) daja rózne efekty. To co zadziałało w Niemczech i odbudowało
            błyskawicznie ich gospodarke nie zadziałało w WB. A raczej zadziałalo z
            odmiennym skutkiem. Musiały pojawić się inne narzedzia (monetaryzm) i inne
            spojrzenie na gospodarkę (neokonserwatyzm). Wynika z tego, że pewne i zdawałoby
            sie sprawdzone mechanizmy działają na pewnym etapie rozwoju rynku (gospodarki).
            Tak działal i był skuteczny keynesizm, tak też przestał być skuteczny, a
            skutecznym okazał sie być neokonserwatyzm (wedle naszej nomenklatury liberalizm
            monetarystyczny). Teraz zaś, po prawie trzydziestoleciu sukcesów skutecznym
            przestaje być i neokonserwatyzm...
            Czy nowym remedium będzie neokeynesizm, tego oczywiście nie wiem, ale gołym
            okiem widać, że neokonserwatyzm stracił swą cudowną moc...


            > Ale keynsizm stosował też Roosvelt z wynikiem porównywalnym do brytyjskiego.
            Z
            > perspektywy kilkudziesięciu lat ocena keynsizmu musi być negatywna.
            Gospodarka
            > rozwijała się wolniej i pozostała góra dotychczas niespłaconych długów.

            Ocena Roosevelta i jego New Dealu nie jest tak prosta jak to przedstawiłeś,
            trzeba ją odnieść do stanu w jakim były Stany po Wielkim Kryzysie. Uruchomienie
            robót publicznych, budowa autostrad, systemu zapór i elektrowni wodnych itd.
            było z pewnościa lepsze niz wypłacanie np. zasiłków czy karmienie bieda-zupką
            przez organizacje charytatywne. Co do końcowych skutków njudilu to występuje
            podobna trudność jak przy ocenie końcowego sukcesu polityki gospodarczej
            Niemiec (1933-1939/40) - później była IIWŚ. Dla gospodarki USA była
            zbawieniem... i ten sukces poszedł na konto New Dealu...
            >
            > Ale w realnym socjaliźmie było jeszcze gorzej.
            >
            To fakt, ale "gospodarke planową" trudno nazwać gospodarką...

            Pozdrawiam
    • Gość: Reader Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? IP: *.mci.co.uk / 10.96.0.* 25.03.03, 14:32
      mnostwo troche myslacych i troche myslacych
      • eliot Re: Są tu jeszcze myślący, choć trochę...? 26.03.03, 14:26
        Gość portalu: Reader napisał(a):

        > mnostwo troche myslacych i troche myslacych

        Optymista!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka