Gość: pl.indymedia.org
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
10.04.03, 21:55
Żałoba w „Palestynie”
AFP Bagdad 08/04/2003
W hotelu „Palestyna”, gdzie zgromadziła się prasa międzynarodowa Bagdadu,
dziesiątki dziennikarzy ogarnęła żałoba. I wściekłość. Trzech ich kolegów
zginęło we wtorek od amerykańskiego pocisku.
Pod namiotem rozbitym na dachu hotelu „Palestyna”, gdzie zgromadzono sprzęt
transmisyjny agencji Reuters, płacze Ahmad Bahamo, przyjaciel
trzydziestopięcioletniego Tarasa Protsyuka. Białymi serwetkami czyści z krwi
kamerę Tarasa, zabitego przez pocisk, który uderzył w hotel. Łzy ściekają mu
po policzkach, ból sprawia, że nie może otworzyć ust.
Kolega dziennikarza, zmarłego od ran brzucha i głowy, uderza hełmem o ścianę
windy. Jedzie na 14 piętro, gdzie wybuch zmiótł pokój pracy Reutersa. „Kiedy
w końcu Amerykanie skończą ze swoimi głupotami?” – pyta blady ze wściekłości.
Zdjęcia nakręcone przez francuski kanał telewizyjny France 3 pokazują jasno
jak czołg dokładnie celuje w hotel oddalony o 300 metrów. Cel był łatwy.
Pocisk uderzył w fasadę budynku o 11:59 czasu miejscowego niszcząc balkon, z
którego ekipa dziennikarzy śledziła bitwę po drugiej stronie rzeki.
„Jestem zszokowany brutalnością ataku. Nawet jeśli tu był snajper czy to
znaczy że należy atakować w hotel wypełniony dziennikarzami?” – zastanawia
się Thomas Alcoverro, 35 lat w zawodzie, wysłannik specjalny dziennika La
Vanguardia.
Rzeczywiście, Amerykanie zapewnili, że poczuli się zagrożeni przez
pojedyńczych strzelców, którzy mieli się schronić w hotelu „Palestyna”.
Jednak nic jak dotąd nie pozwala wierzyć ich zapewnieniom. Dziennikarze,
którzy byli na miejscu, nie widzieli żadnych strzelców i nie słyszeli żadnych
strzałów od strony hotelu. „I gdyby to nawet był pojedynczy snajper – mówi
Lilli Gruber, korespondent włoskiej telewizji Rai Uno – Amerykanie powinni
byli mierzyć w snajpera, tymczasem nie celowali w jakąś szczególną osobę,
pocisk uderzył w balkon”.
Według Rogera Auque’a, korespondenta francuskiego radia RMC, amerykańskim
żołnierzom brakuje „zimnej krwi i profesjonalizmu”. „Amerykanie są
niezdyscyplinowani, mieszają dziennikarzy z bojownikami. Strzelają do nas jak
do zajęcy”.
Do tego wtorku dziennikarze zagraniczni mieli nadzieję, że ta wojna będzie
respektować minimum reguł, w odróżnieniu od konfliktów domowych, z chaosem
nieregularnych oddziałów i brakiem linii frontu. Niemal wszyscy dziennikarze
zginęli podczas tej wojny mimo akredytacji armii amerykańskiej, ostrzelani
przez ogień amerykański.
Na 14 piętrze hotelu Palestyna Jose Couso, trzydziestosiedmioletni
dziennikarz hiszpańskiej telewizji, został trafiony w prawą nogę i szczękę.
Zmarł na stole operacyjnym. Paul Pasquale, brytyjski technik Reutersa
odpowiedzialny za transmisje przez satelitę, został ranny w obie nogi. Samia
Nakhoul, szefowa biura środkowowschodniego, z pochodzenia Palestynka,
odniosła rany twarzy, ma obolałe ciało. Faleh Khaiber, iracki fotograf,
trafiony w głowę. Kilka godzin wcześniej w amerykańskim bombardowaniu zginął
Tarek Ayoub, korespondent arabskiej telewizji Al. Dżazira.
We wtorek wieczorem w oknach hotelu Palestyna pojawiły się białe
prześcieradła, by przypominać amerykańskim żołnierzom, że dziennikarze są
neutralni i że należy ich oszczędzić.
Tłum J.S.A