Dodaj do ulubionych

Bruksela obawia się polskich "spekulantów"?

15.04.03, 07:16
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030415/ekonomia/ekonomia_a_3.html


bonus:

Unia Europejska jak Związek Sowiecki - twierdzi Włodzimierz Bukowski...

www.innestrony.pl/?isi=xi956
Obserwuj wątek
    • wild Bruksela obawia się polskich 'spekulantów'? 15.04.03, 16:09
      Pokusa wykorzystania dużych różnic cen między Polską i UE
      Bruksela obawia się spekulantów

      Czy w ostatnich miesiącach przed przystąpieniem do Unii Europejskiej polskie
      firmy zaczną masowo magazynować i importować żywność, którą po 1 maja 2004 roku
      będzie można sprzedać z dużym zyskiem w krajach "15"? - Zrobimy wszystko, aby
      temu zapobiec - powiedział wczoraj rzecznik komisarza ds. rolnych UE Gregor
      Kreuzhuber.


      Ceny mleka, cukru czy ryżu w Polsce i Unii różnią się dziś nawet dwukrotnie.
      Handlowcy nie mogą jednak tego wykorzystać, bo rynek wspólnoty jest chroniony
      wysokimi cłami. Z dniem uzyskania przez Polskę członkostwa cła znikną. Co
      prawda od tego momentu interwencja Brukseli na rynku rolnym obejmie także nasz
      kraj i ceny części produktów rolnych poszybują w górę, jednak ci, którzy
      zgromadzą wcześniej zapasy, mogą zarobić krocie.

      Długa lista produktów chronionych

      - Dobrym przykładem jest ryż - mówi jeden z unijnych ekspertów. - W Polsce jego
      import jest wolny, podczas gdy Unia stosuje wysokie cła, aby promować produkcję
      w Hiszpanii, południowej Francji i zamorskich regionach krajów "15". Dlatego
      różnice cen po obu stronach Odry są wysokie. Jeśli polscy importerzy na czas
      sprowadzą ryż, po 1 maja 2004 roku mogą go z dużą korzyścią sprzedać w
      Niemczech czy Hiszpanii. Bruksela bardzo się tego obawia, bo wówczas ceny
      załamią się, a producenci we Francji czy Hiszpanii mogą nawet zbankrutować.
      Lista produktów chronionych w Unii jest długa. Nie na wszystkich da się jednak
      łatwo zarobić. Magazynowanie bananów wymaga np. poważnych inwestycji. Podobnie
      ze sprowadzanymi dziś bez ceł z Norwegii łososiami, śledziami i makrelami.

      Polskie władze obiecały Komisji dostarczyć dane o "normalnym" poziomie zapasów
      produktów rolnych. Rząd nie może zakazać prywatnym firmom sprowadzania z
      zagranicy czy magazynowania żywności. Jeśli jednak po 1 maja 2004 roku upłynnią
      one w krajach "15" wyjątkowo wysokie rezerwy, mogą zostać obłożone bardzo
      wysokimi podatkami, które zostaną uzgodnione z Brukselą.

      Wprowadzenie w życie tego porozumienia będzie jednak trudne. Rząd bowiem na
      razie nie wie, jak dużo zapasów przechowują prywatni importerzy. Można też
      spodziewać się długich sporów o definicję "normalnego" ich poziomu. Gdy do Unii
      przystępowała w połowie lat 90. Austria, Szwecja i Finlandia, zajęło to dwa i
      pół roku. Kolejny problem: od 1 maja 2004 roku kontrola przewozu towarów na
      Odrze i Nysie zniknie, przez co wykrycie wzrostu importu żywności z Polski
      będzie technicznie trudniejsze.

      Kłopot ma zresztą także sam rząd. Nasz władze objęły bowiem interwencyjnym
      skupem niektóre produkty, które nie korzystają z tej formy wsparcia w Unii.
      Dotyczy to przede wszystkim wieprzowiny. Aby dostosować się do unijnego
      prawodawstwa, rząd musi możliwie szybko pozbyć się zgromadzonych zapasów,
      tracąc na tym możliwie jak najmniej. Bruksela ma z kolei inny problem: sprzedaż
      zbyt dużej ilości wieprzowiny na rynku może podciąć ceny we wspólnocie. Są one
      dziś relatywnie wysokie dzięki cłom importowym na granicy.

      Odmienne definicje

      Spór dotyczy także zbóż, masła, mleka w proszku, wołowiny i innych produktów
      żywnościowych, które zarówno w Polsce, jak i w Unii są objęte skupem
      interwencyjnym. Jednak Bruksela i Warszawa odmiennie definiują ilość żywności,
      jaką trzeba "zdjąć" z rynku, aby utrzymać wysokie ceny. Stawki skupu w Polsce i
      Unii są zresztą odmienne. Przekazując zapasy polskie, władze mogą więc na
      jednych produktach stracić, a na innych zyskać. Dodatkowym problemem są unijne
      normy żywności: jeśli polskie zboże czy wołowina zgromadzona przez rząd nie
      będą ich spełniać, Bruksela nie zgodzi się na ich odkupienie czy objęcie
      dopłatami do eksportu.

      Kłopotów nie będzie natomiast z magazynami strategicznymi żywności,
      zgromadzonymi przez wojsko na wypadek wojny. Ich wielkość, ale także jakość
      pozostają tajemnicą. Bruksela chce mieć pewność tylko co do jednego: że nie
      będą "po cichu" upłynniane.

      Jędrzej Bielecki z Brukseli
    • Gość: matra Re: Bruksela obawia się polskich 'spekulantów'? IP: *.chello.pl 15.04.03, 20:10
      My w Polsce obawiamy sie brukselskich pedofilów
    • Gość: XXL Na spekulantów mamy inspekcje robotn-chłopskie IP: *.echostar.pl 15.04.03, 20:21
      Jesteśmy silni, zwarci, gotowi.....
    • wild PRL 18.04.03, 00:28
      www.pk.bezuprzedzen.pl/abazar.htm
      Artykuł pt. "Nie tylko bazarowi kombinatorzy":

      Najbardziej rzuca się w oczy, ze względu na masowość zjawiska, spekulacja
      drobna: artykułami wykupionymi w handlu uspołecznionym przez "staczy",
      odłożonymi dla zaprzyjaźnionych osób przez sprzedawców itp. Ten rodzaj
      spekulacji rzeczywiście - potwierdzają to milicyjne statystyki - nadal dominuje
      ilościowo.

      Ze społecznego punktu widzenia o wiele groźniejsza jest spekulacja
      zorganizowana, sprowadzająca na czarny rynek lub bezpośrednia dla niektórych
      hurtowych odbiorców, np. producentów, duże ilości poszukiwanych artykułów i
      towarów.

      Pan prezes i inni...

      Jest to działalność trudniejsza do wykrycia, zwłaszcza, że podejmują ją
      nie tylko drobni spekulanci czy bazarowi kombinatorzy, ale niekiedy nawet
      osoby zajmujące odpowiedzialne stanowiska.
      Oto kilka przykładów zaczerpniętych z aktualnie prowadzonych dochodzeń w
      Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Kaliszu. Na uwagę zasługuje fakt , że
      w niektórych przypadkach nielegalne poczynania miały pozory działalności w
      trosce o załogę lub... mienie społeczne.
      Tak np. wiceprezes ds. handlu jednej z gminnych spółdzielni "Samopomoc
      Chłopska" - nieistotne są szczegóły zwłaszcza, że dochodzenie jeszcze trwa,
      lecz problem i mechanizmy sprzecznego z prawem działania - dwukrotnie osobiście
      odebrała z fabryki transporty dywanów i chodników o wartości blisko pół miliona
      złotych. Artykuły te nie dotarły jednak do miejscowego sklepu - tam trafiły
      tylko faktura i pieniądze. Dywany i chodniki rozprowadzono wśród pracowników
      GS, a także sprzedano osobom z zewnątrz.
      Szczególnie pikantny w tym przypadku jest fakt, że z tyłu zajmowanego
      stanowiska była ona odpowiedzialna za nadzór nad prawidłowym obrotem i
      działalnością handlową spółdzielni. Tymczasem zamiast kontrolować innych
      pokazała jak łamać prawo.

      Klient - nasz pan...

      Następny przykład można by uznać za postępowanie handlu zgodnie z
      zasadą "nasz klient - nasz pan", gdyby w rzeczywistości chodziło o podwójne
      przestępstwo. Oto w innej gminnej spółdzielni pracownica sklepu, na podstawie
      pisemnego upoważnienia odebrała z fabryki dwukrotnie transporty szczególnie
      poszukiwanej tkaniny aksamitnej w wartości najmniej 200 tyś. złotych.
      Przedstawicielka była tak uprzejma, że transporty te osobiście dostarczyła pod
      wskazany adres ... właścicielowi prywatnego zakładu krawieckiego. I w tym
      przypadku do sklepu trafiła tylko faktura i gotówka. Operacja odbyła się
      oczywiście nie tylko za "dziękuje". Krawiec - co zarzuca mu milicja -
      oczywiście dał łapówkę, a ponadto uszył z tego materiału odzież, poza
      ewidencją, naraził więc skarb państwa na stratę niezależnego podatku za co
      także pociągnięty zostanie do odpowiedzialności. W całej tej sprawie conajmniej
      dwuznaczna jest rola Zarządu GS. Wydała ona pracownicy sklepu upoważnienie do
      odbioru tkanin nie zapewniając transportu.

      "Zbędne materiały"

      Nieco inaczej, chociaż z podobnym skutkiem, dwie instytucje pozbyły się
      rzekomo "zbędnych materiałów". Poważne przedsiębiorstwo, ściśle jego dział
      socjalny, kupiło po dłuższych staraniach w miejscowej fabryce 440 metrów, jak
      zapewniano niezbędnego, do wystroju domu wczasowego nad morzem. Jednak już
      czwartego dnia po otrzymaniu tkaniny okazało się że jest już ona
      zupełnie "zbędna" i jako taką natychmiast sprzedano ją właścicielowi prywatnego
      zakładu krawieckiego. Przy czym w śledztwie okazało się, że nie po raz
      pierwszy, pozbawił on państwowe przedsiębiorstwo kłopotu jakie mógłby mieć
      gdyby próbowało inną drogą pozbyć się tak nie "chodliwego" towaru.
      Jeszcze bardziej interesująca jest troska o "upłynnienie " niepotrzebnych
      nadwyżek surowców przez odzieżową spółdzielnię pracy w jednym z miast
      województwa. Otóż w latach 1982-83 pozbywała się ona m.in. podszewki, tkanin
      ubraniowych, nici, gumy do majtek, i innych równie "niechodliwych" materiałów .
      Organizatorem akcji oczyszczania magazynów spółdzielni był ówczesny kierownik
      działu zaopatrzenia. Formalnie sprzedaż odbywała się za pośrednictwem
      miejscowych sklepów WPHW i GS.
      Dokąd rzeczywiście trafiły te poszukiwane artykuły o wartości ponad pół
      miliona złotych - próbuje ustalić milicja. Gdy sprawa wydała się, pan kierownik
      powiedział, że nabyli ją pracownicy spółdzielni na własne potrzeby. Ale około
      40 przesłuchanych rzekomych nabywców nie potwierdziło tego.

      Coraz mniej bezkarności

      Ujawnianie tego rodzaju machinacji jest o wiele trudniejsze, niż zgarnianie
      spekulantów na bazarach i targowiskach. Ale ze względu na społeczną wagę
      problemu, właśnie na spekulację zorganizowaną zwrócona jest szczególna uwaga
      organów ścigania. Trzeba jednak powiedzieć wprost, że miały by one o wiele
      łatwiejsze zadanie gdyby powołane do tego komórki i organy np. samorządu
      spółdzielczego, rzetelnie wykonywały swoje zadania.
      Ale te cztery przykłady - a są one wybrane w wielu podobnych tylko z
      jednego województwa - świadczą, że nawet brak takiego nadzoru, nie oznacza
      bezkarności. Spekulacja zorganizowana zagrożona jest wyższymi karami, niż
      drobny handelek.

      Artykuł ukazał się w "TRYBUNIE LUDU" w 1983 roku.

      OD AUTORÓW: Komizm 4
      Bezsensowność 4+
      Propaganda 2-
      Poziom bełkotu 2-
      Ocena końcowa 3

      www.pk.bezuprzedzen.pl/akwiat.shtml
      "Spekulanci poniosą konsekwencje - jak rodzą się fortuny"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka