Dodaj do ulubionych

Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psychikę

09.03.07, 23:34
dziecka jest oczywisty.
Z Marzanną to jaja, ale trup na belce jest dołujący dla dziecka. Co z tym
robimy?
Dlaczego chrześcijaństwo nie obrało na symbol Miriam karmiącej piersią albo
dorsza?
Obserwuj wątek
    • jaceq Re: Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psy 09.03.07, 23:55

      > albo dorsza?

      Ależ obrało. Co kreślili patykiem na piasku bohaterowie Quo Vadis? Właśnie
      dorsze albo pytlingi.

      > symbol Miriam karmiącej piersią

      Ten symbol też gdzieś widziałem, na witrażach, albo cuś. Nie była to jednak
      Miriam, ale chyba pelikan i obrazek też był krwawy. Miriam z cycuszkami to była
      rzadkość nawet za Rubensa.
      • swantevit Re: Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psy 10.03.07, 00:10
        dorsz kojarzy mi sie raczej z krajami nordyckimi, a wiec z sagami islandskimi..
      • palnick Re: Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psy 10.03.07, 16:24
        jaceq napisał:

        >
        > > albo dorsza?
        >
        > Ależ obrało. Co kreślili patykiem na piasku bohaterowie Quo Vadis? Właśnie
        > dorsze albo pytlingi.
        ---
        Nie jest to jednak oficjalny symbol. Kreślili go jacyś członkowie kółka
        wędkarskiego smile

        > > symbol Miriam karmiącej piersią
        >
        > Ten symbol też gdzieś widziałem, na witrażach, albo cuś. Nie była to jednak
        > Miriam, ale chyba pelikan i obrazek też był krwawy. Miriam z cycuszkami to
        była rzadkość nawet za Rubensa.
        >
        -------
        Miriam z cycuszkami do tego karmiąca niemowlę byłaby super
    • orwella Re: Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psy 10.03.07, 00:58
      zwykly przypadek o tym zrzadzil 2000 lat temu w okresie szalejacego
      patriatchatu, ktorzy mordowal bostwa zenskie. Czasy byly wowczas krwawe tak jak
      i dzis. chrzescijanstwo jednak zachowalo boginie matke, a judaizm i islam nie.
      -
      Carpe diem.
    • ewa8a Re: Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psy 10.03.07, 01:21
      Zgadzam się, to widok wyjątkowo nieestetyczny i w dzieciństwie robił na mnie
      przygnębiające wrażenie.
      • danus01 Re: Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psy 10.03.07, 10:00
        ewa8a napisała:

        > Zgadzam się, to widok wyjątkowo nieestetyczny i w dzieciństwie robił na mnie
        > przygnębiające wrażenie.
        >

        'nieestetyczny'?
        czyzby ten widok to tylko kwestia smaku byl?
        z 'wrazen przygnebiajacych' sie wyrasta?
        no,tak
        jesli sie jest 'wrazeniami przygnebiajacymi' bombardowanymi wszem i wobec
        kazdego dnia to czlowiek sie uodbparnia,albo ...robi z tych 'wrazen'
        tzw. 'sacrum' i osiaga dzieki temu psychiczny dodatek 'dobra'
        • ewa8a z psychiki w tytule zrobiły się psy. 10.03.07, 10:58
          danus01 napisała:
          > czyzby ten widok to tylko kwestia smaku byl?

          Owszem nieestetyczny, podobnie jak wisielec na szubienicy czy ciało rozerwane
          przez minę.

          > jesli sie jest 'wrazeniami przygnebiajacymi' bombardowanymi wszem i wobec
          kazdego dnia to czlowiek sie uodbparnia,albo ...robi z tych 'wrazen'
          tzw. 'sacrum' i osiaga dzieki temu psychiczny dodatek 'dobra'


          Masz rację, uodporniłam się, bo nie miałam innego wyjścia, uważam jednak to
          logo za bardzo niefortunne. Na ,,sacrum’’ jednak nie dałam się złapać,
          podobnie jak nigdy nie zdołała mnie uwieść żadna religia, choć jak każde
          dziecko byłam nią bombardowana ze wszystkich stron. Już we wczesnym
          dzieciństwie, ku rozpaczy mojej babci, wyczuwałam w niej fałsz, a w miarę
          dorastania niechęć się jeszcze pogłębiała.
          • danus01 Re: z psychiki w tytule zrobiły się psy. 10.03.07, 11:27
            ewa8a napisała:

            > ku rozpaczy mojej babci, wyczuwałam w niej fałsz, a w miarę
            > dorastania niechęć się jeszcze pogłębiała.
            >
            >

            mam nadzieje,ze nie do babci smile
            mam nadzieje,ze ten falsz wyczuwalas nie w babci a w aplikowanych Ci naukach
            religii
          • danus01 Re: z psychiki w tytule zrobiły się psy. 10.03.07, 11:33
            ewa8a napisała:

            > danus01 napisała:
            > > czyzby ten widok to tylko kwestia smaku byl?
            >
            > Owszem nieestetyczny, podobnie jak wisielec na szubienicy czy ciało rozerwane
            > przez minę.
            >

            tak,to sa nieestetyczne widoki
            na przyklad dla mnie rownie nieestetycznym widokiem sa poltusze swinskie czy
            jakiekolwiek inne powieszone na haku,a tych widokow tzw. z dawna jatki nie
            oszczedzaja az do dzis.
            takie juz 'popakowane w kawalki' zwloki sa mniej nieestetyczne a nawet potrafia
            wzbudzic zachwyt dobrej gospodyni...podobny troche do "ciala jezuska" na jezyku
            • palnick Re: z psychiki w tytule zrobiły się psy. 11.03.07, 21:45
              Autor: salimis
              Data: 11.03.07, 10:09

              Mam znajomą która ciągle (kilka razy w tygodniu ) biegała do kościoła.Swoją małą
              córeczkę też tam ciągnęla czy jej się to podobało czy nie.Efekt był taki że mała
              zrobiła krzyż z tego co miała pod ręką i ukrzyżowała swoją ... lalkę.Gdy znajoma
              z lekkim zgorszeniem opowiadała nam o tym w pracy,my - życzliwe koleżanki
              pokladalyśmy się ze śmiechu.

    • danus01 Re: Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psy 10.03.07, 09:51
      palnick napisał:

      > Dlaczego chrześcijaństwo nie obrało na symbol Miriam karmiącej piersią

      bo podobna symbolika byla juz wykorzystana
      przez cywilizacyjnych pogan ponoc

      albo
      > dorsza?
      >

      jeszcze gorszy pomysl
      zakazac spozywania dorszy,bo bylby to 'boski' kanibalizm?
      • palnick Re: Zły wpływ okrwawionych zwłok na krzyżu na psy 10.03.07, 16:33
        danus01 napisała:

        > palnick napisał:
        >
        > > Dlaczego chrześcijaństwo nie obrało na symbol Miriam karmiącej piersią
        >
        > bo podobna symbolika byla juz wykorzystana
        > przez cywilizacyjnych pogan ponoc
        >
        ----
        Chrześcijanie to poganie. Zależy od punktu widzenia.

        > albo dorsza?
        > >
        >
        > jeszcze gorszy pomysl
        > zakazac spozywania dorszy,bo bylby to 'boski' kanibalizm?

        -----
        No problem. Ciało Jezusa jest wtryniane :-0
    • babariba-babariba ooo, palnick wziął się nam i nawrócił... 10.03.07, 12:28
      ...przecież palnicku, te dwa nieduże główną legitymizację swoich pie..ów z
      regularnego pożerania 'krwi i ciała' wywodzą.
    • keyser_sose Oczekujesz odpowiedzi czy szydzisz? 10.03.07, 17:17
      > Dlaczego chrześcijaństwo nie obrało na symbol Miriam karmiącej piersią albo
      > dorsza?

      Potraktuję jakbyś oczekiwał odpowiedzi i zamierzam się tego trzymać do
      pierwszego szyderstwa. Wtedy temat kończymy.

      1.Krzyż stał się symbolem chrześcujaństwa, bo zawiera w sobie jego sens: miłość
      aż do końca, poświęcenie, odkupienie grzechu.

      Chrześcijanin patrząc na krzyż widzi m.in następujace praawdy:

      1.1 Jestem grzeszny (Tzn: wiem jak należy postępować i tak nie postepuję.
      Krzywdzę moich bliźnich, oszukuję, szukam własnej korzyści, przedkładam dobra
      większe nad mniejsze. Jestem samolubny, pyszny itd.)

      1.2 Choćbym nie wiem jak sie starał samolubna i pyszna strona mojej natury
      zawsze bierze górę. (Spróbuj Palnick tak przez dwa miechy ani razu nie postapić
      złośliwie , nie skłamać - nawet w drobnej sprawie... Spróbuj nie napisać
      komentarza którego celem bedzie poniżenie drugiej osoby albo wywyższenie się nad
      człowieka mniej pojętnego ni z Ty.)

      1.3 Jest ktoś kto pokazał mi, że tak się jednak da. Zademonstrował całym swoim
      życiem. Aż do końca.

      1.4 Zrobił to tylko dlatego, że mnie kocha. Nie miał w tym żadnego interesu.

      1.5 Dzięki temu aktowi który postrzegam na krzyżu nie muszę już wypierać moich
      win do nieświadomości (bagatelizować, tłumić) - mogę powiedzieć: tak, zawiniłem.

      1.6 Bóg wziął na siebie konsekwencje wszyskich moich grzechów. Ale konsekwencją
      wszystkich grzechów które popełnię i popełniłem jest śmierć. On umarł, żebym ja
      mógł żyć.

      1.7 Jest to najważniejsze wydarzenie w historii świata.

      No to jak niby cokolwiek innego ma symbolizować chrześcijaństwo, hę?

      --------------------------------------------------------

      > wpływ na psychikę dziecka jest oczywisty.

      Jaki to wpływ?

      Dla kogoś kto nie rozumie (wiara nie ma z tym nic wspólnego - wystarczy wiedzieć
      co oznacza symbol) powyższych treści kryjących się za krzyżem faktycznie moze
      być kłopot: jak napisał św Paweł "głupstwo dla pogan, zgorszenie dla żydów"

      Dla takich ludzi jest to jeszcze jeden krwawy obrazek (tak nierozumni ludzie
      potraktowali "Pasję" Mela Gibsona. Film o miłości i poświęceniu).

      Jeśli sens symbolu zostanie dziecku przedstawiony (w sposób stosowny do wieku i
      rozeznania) w miłości to nie sądzę, żeby ten wpływ był zły.

      Niektóre filmy przyrodnicze pokazujące sceny polowania drapieżników moga być
      bardziej traumatyczne - śmierć jest pokazana w atmosferze obojętności...
      • danus01 Re: Oczekujesz odpowiedzi czy szydzisz? 11.03.07, 22:51
        keyser_sose napisał:

        > Chrześcijanin patrząc na krzyż widzi m.in następujace praawdy:
        >
        > 1.1 Jestem grzeszny (Tzn: wiem jak należy postępować i tak nie postepuję.
        > Krzywdzę moich bliźnich, oszukuję, szukam własnej korzyści, przedkładam dobra
        > większe nad mniejsze. Jestem samolubny, pyszny itd.)
        >
        > 1.2 Choćbym nie wiem jak sie starał samolubna i pyszna strona mojej natury
        > zawsze bierze górę. (Spróbuj Palnick tak przez dwa miechy ani razu nie
        postapić
        > złośliwie , nie skłamać - nawet w drobnej sprawie... Spróbuj nie napisać
        > komentarza którego celem bedzie poniżenie drugiej osoby albo wywyższenie się
        na
        > d
        > człowieka mniej pojętnego ni z Ty.)
        >

        ten opis przypomina mi Zyda raczej niz Chrzescijanina

        > No to jak niby cokolwiek innego ma symbolizować chrześcijaństwo, hę?

        oczywiscie ukrzyzowanego Zyda!
        niech teraz biedak jak wierzyl swemu ojcu wyblaga i dla nas zmartwychwstanie
        a nam chrzescijanom wystarczy tylko uwierzyc,ze ma taka moc boska
        oto tajemnica wiary
        amen

        >
        > --------------------------------------------------------
        >
        > > wpływ na psychikę dziecka jest oczywisty.
        >
        > Jaki to wpływ?
        >
        > Dla kogoś kto nie rozumie (wiara nie ma z tym nic wspólnego - wystarczy
        wiedzie
        > ć
        > co oznacza symbol) powyższych treści kryjących się za krzyżem faktycznie moze
        > być kłopot: jak napisał św Paweł "głupstwo dla pogan, zgorszenie dla żydów"
        >
        > Dla takich ludzi jest to jeszcze jeden krwawy obrazek (tak nierozumni ludzie
        > potraktowali "Pasję" Mela Gibsona. Film o miłości i poświęceniu).
        >
        > Jeśli sens symbolu zostanie dziecku przedstawiony (w sposób stosowny do wieku
        i
        > rozeznania) w miłości to nie sądzę, żeby ten wpływ był zły.
        >
        > Niektóre filmy przyrodnicze pokazujące sceny polowania drapieżników moga być
        > bardziej traumatyczne - śmierć jest pokazana w atmosferze obojętności...
        >
        • danus01 Re: a cala reszta czyli otoczka 11.03.07, 22:57
          jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze
          a pieniadze daja wladze,a wladza pieniadze
          i kolko sie zamyka
          • palnick B16 - celibat źródłem niezmierzonych wartości :-) 14.03.07, 01:20
            danus01 napisała:

            > jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze
            > a pieniadze daja wladze,a wladza pieniadze
            > i kolko sie zamyka
            >
      • nick.kertiz Re: Oczekujesz odpowiedzi czy szydzisz? 18.03.07, 19:10
        Epatujesz nas przekazem oficjalnym. Ale moim zdaniem on mało tłumaczy, nie jest
        godny zaufania. Nie przychodzi Ci do głowy, by zerknąć głębiej, zastanowić się
        nad prawdziwą funkcją danego symbolu, funkcją potrzebną przez setki lat?

        Początkiem poważnego podejścia do tematu jest przypuszczenie, że ciągłe
        eksponowanie rzeźby (czy malowidła) zatorturowanego na śmierć przywódcy służy
        rozbudzeniu agresji. Tak potrzebnej religijnym do prowadzenia religijnych
        wojen, podbojów oraz do prowadzenia agresywnej, opresywnej polityki wobec
        inaczej myślących. "Popatrzcie, co mu zrobili... ONI, inni..." Oficjalnie można
        wyciszać emocje, nawet nawoływac do upatrywania bliźnich w tych innych, ale
        nieoficjalny przekaz emocjonalny może być silniejszy (czy nawet ważniejszy).

        Obecnie od wielu dziesięcioleci taka funkcja wydaje się dziwnym anachronizmem.
        Jednak symbol, który analizujemy, jest znacznie starszy - chrześcijaństwo (ze
        swoją wersją papieską na czele) trwa tak długo, że na tym tle ostanie sto lat
        czy ile tam, to bardzo niewiele. Zresztą anachronizm nie tak zupełny, dość
        popatrzeć na Rydzyka i jego stronników.
        • rs_gazeta_forum Re: Oczekujesz odpowiedzi czy szydzisz? 18.03.07, 20:17
          nick.kertiz napisał:
          > Początkiem poważnego podejścia do tematu jest przypuszczenie, że ciągłe
          > eksponowanie rzeźby (czy malowidła) zatorturowanego na śmierć przywódcy służy
          > rozbudzeniu agresji.

          Poczucia agresji? Może. Ale to raczej przy okazji, jeśli już.
          Podstawowym zadaniem wiary chrześcijańskiej (może i innej) jest budowanie w
          wyznawcach poczucia winy. Jesteś grzeszny z definicji, wszak już urodziłeś się w
          grzechu, itd. itp. Mało kto dziś chodzi i się publicznie biczuje, ale jest to
          zachowanie przez kościół przecież stawiane za wzór.
          A krzyż z rozciągniętym na nim bóstwem? Świetnie się do budowania tego poczucia
          winy nadaje.
          • keyser_sose Czy poczucie winy trzeba budować? 18.03.07, 23:54
            Poczucie winy wiąże się z popełnieniem niegodziwości. Ponieważ każdy z nas jakąś
            popełnił godzi się odczuwać z tego powodu winę. Nic nie trzeba budować. Samo
            jest. Human nature.

            Mnie ten zarzut bardzo zastanawia, bo spostkałem się z zupełnie przeciwnym:

            Wy katolicy to macie łatwo - wyspowiadacie się i z głowy. A taki ateista musi z
            tym żyć.

            Jesli dobrze zrozumiałem ten zarzut to właśnie chodzi o to, że niby zbyt łatwo
            poczucia winy sie pozbywamysmile
            • rs_gazeta_forum Re: Czy poczucie winy trzeba budować? 19.03.07, 02:06
              > Poczucie winy wiąże się z popełnieniem niegodziwości. Ponieważ każdy z nas
              > jakąś popełnił godzi się odczuwać z tego powodu winę. Nic nie trzeba budować.
              > Samo jest. Human nature.

              Poczucie winy jak każde poczucie można wzmacniać czy osłabiać. Często odbywa się
              to na drodze manipulacji, podobnie jak robi to kościół.
              Można wyobrazić sobie religię radosną, podobnie jak można wyobrazić sobie dwie
              szkoły - jedną zamordystyczną i powodującą mocznie dziecka, gdy w nocy widzi ją
              w sennych koszmarach, a drugą witającą szerokim uśmiechem. Ten uśmiech wcale nie
              oznacza, że nie wyrabia się tam poczucia odpowiedzialności za swoje niedobre
              uczynki. Ale ta druga wypuści raczej ludzi absolwentów niezależnych i
              swobodnych, którzy na słowa przewodnika reagują zastanowieniem, a nie ślepym
              posłuszeństwem.

              Natomiast co do permanentnego poczucia winy i odpuszczenia (chwilowego!) tych
              mniej ważnych win - nie widzę tu sprzeczności, a raczej symbiozę. To pierwsze
              jest stałe i organiczne niemal, to drugie pozwala na chwilę oddechu, inaczej być
              może to pierwsze nie dałoby się znieść i wyznawcy odpuściliby sobie taką religię
              w ogóle.
              • keyser_sose Re: Czy poczucie winy trzeba budować? 19.03.07, 07:05
                O jakim kościele piszesz? Bo doświadczenie mi podpowiada, że nie o Kościele
                Katolickimsmile Może o kalwinach i purytanach z ich mroczną koncepcją
                predystynacji? A może o hinduistach z reikarnacją i milionami pariasów?

                Moja religia jest religią radosną: żyję w świecie odkupionym, zbawionym. Łaska
                już sie po nim rozlała. Alleluja!

                Tyle, że żeby rzeczywiście się cieszyć z tej Łaski trzeba najpierw sobie
                uświadomić własne zło które prowadzi do "świadomego i dobrowolnego przestąpienia
                prawa bożego w ważnej sprawie".

                Otóż RSie w mojej religii poczucie winy jest pochwalane gdy zaszła rzeczywista
                wina i potępiane gdy nie zaszła (jeden ze znanych mi kapłanów nazywa ją wprost:
                dziełem szatana). I żal za grzechy drobne jest wystarczającym powodem ich
                przebaczenia. Dogłębne poczucie winy wynikać ma ze "świadomego i dobrowolnego
                przestąpienia prawa bożego w ważnej sprawie" - czyli grzechu śmiertelnego.

                Chesterton pisze, że w starożytności (w myśli filozoficznej)n a j p i e r w była
                głęboka intuicja, że w człowieku jest coś bardzo, bardzo nie tak, a dopiero
                potem pojawiło się chrześcijaństwo mówiące: to prawda, jest coś nie tak -
                zgrzeszyliśmy, ale grzechy sa odkupione, zgładzone. Wystarczy je uznać i przyjąć
                łaskę a Bóg o nich zapomni.

                Dzięki chrzescijaństwu człowiek nie musi już swojej grzeszności chować,
                wypierać, tłumić... Może stanąć z nią oko w oko...

                RS: dość dobrze znam dwie siostrzyczki zakonne pracujące w hospicjum. Jedną z
                ich immanentnych cech jest radość.

                Przyjaźnię się z księdzem katolickim - trudno mi znaleźć częściej uśmiechniętego
                człowieka...
                • rs_gazeta_forum Re: Czy poczucie winy trzeba budować? 19.03.07, 10:26
                  Mówię o kościele instytucjonalnym, najogólniej nazywając chrześcijańskim.
                  Pozytywne przykłady, jakie podajesz, nie łamią reguły. Oczywiście, w życiu można
                  spotkać wielu ludzi o różnych charakterach, a prawdziwego optymisty nie złamie
                  prawie żadna tragedia. Te przykłady świadczą też o zjawisku, jakie (nieuważnie
                  śledziłem, więc może zbyt to jest pośpieszna teza) można zaobserwować i u nas -
                  kościół wystawiony na konkurencję zaczął szukać nowych metod działalności.
                  W takiej atmosferze tym bardziej mogą odnajdywać się ludzie, jakich opisujesz.
                  Tyle, że ja mając kontakt z takimi księżmi, odnoszę wrażenie, że jest to śmiech
                  przez łzy, a nie śmiech dziecka. Osobiście wolę ten ostatni.

                  P.S.
                  Można też i trzeba pamiętać o pewnej kulturze 'zewnętrznego uśmiechu', jaką
                  wymusza na nas współczesna cywilizacja. Taki ciągły uśmiech bywa dla mnie nawet
                  podejrzany wink.
                  • keyser_sose Nie sądzę... 20.03.07, 00:37
                    Moja religia od poczatku jest religią radości i wyzwolenia. Od samiuśkiego
                    początku. Nawet ascetyczny święty Augustyn, nie mówiąc o świetym Pawle i samym
                    Jezusie. Teza, że tacy ludzie pojawili się dopiero niedawno jest baaaardzo
                    trudna do obrony. Bardzo.

                    Trudno jest niechrześcijaninowi uwierzyć w radość człowieka obcującego z Bogiem,
                    który stał się tego człowieka bratem... Postaw się przez chwilę w sytuacji kogoś
                    kto obcuje z czystą Miłością (nie wnikając w realność tego doświadczenia. Dla
                    wierzącego katolika to jest realne - choćby w Eucharystii)...

                    Wcale się nie dziwię, że ludzie niewierzący z dużą rezerwą podchodzą do
                    opowieści o radości nas wierzacych.

                    Jesteś w tym trochę podobny do obserwatora, który ogląda trening takiego dajmy
                    na to Stevena Gerarda: hektolitry potu, powtarzane do znudzenia zagrania,
                    ćwiczenia taktyczne... Jednym słowem tortury. A ponieważ nie wierzysz w coś
                    takiego jak mecz, to jak masz uwierzyć w radość ze strzelonego gola i wygranego
                    meczu?

                    No i wtedy z całego chrześcijaństwa zostaje samo ukrzyżowanie/wina/cierpienie
                    bez Zmartwychwstania/wyzwolenia/radości... A przecież jak pisze św Paweł "Jeśli
                    Chrystus nie zmartwychwstał to próżna jest wasza wiara"

                    Dajesz wiarę, że się umartwiamy i żałujemy za grzechy, że wzbudzamy w sobie
                    poczucie winy po popełnieniu grzechu... Tak w to wierzysz. A w to, że przeżywamy
                    obecność kochającego Ojca, że radujemy się z przebaczenia grzechu, że Miłość
                    Boga i radość z jej doświadczania jest miliardkrotnie większa od dowolnego
                    grzechu... Nie, w to nie wierzysz, to jest jakieś takie... podejrzane, nie?

                    Otóż w naszej religii szala z napisem miłość/radość przeważa nieodwołalnie nad
                    szalą z napisem grzech/wina. Bo wszystkie grzechy świata są w porównaniu z
                    oceanem Bożej Miłości nieledwie kropelką...

                    dlatego "każdy święty chodzi uśmiechnięty"

                    smile

                    (smile)
                    • rs_gazeta_forum Re: Nie sądzę... 20.03.07, 11:52
                      Co do świętych i ich radości, to nie zamierzam dyskutować, bo to nie moje pole,
                      a przekopywanie się przez ich teksty byłoby karą, na którą dalibóg nie
                      zasłużyłem. Ja to niedokładnie pamiętam, w końcu co to przyjemność, ale
                      oczywiście czytałeś teksty świątobliwych, w których kobietę przyrównują do
                      naczynia pełnego grzechu, w którym tylko cienka błonka oddziela nas od oślizłego
                      plugastwa, wstrętnego śluzu itd. To oczywiście teksty pełne radości życia. Ja
                      nawet nie dziwię się, że jak piszesz, przeżywają oni ekstazę w obcowaniu z
                      bóstwem zamiast z kobietą, w końcu jakoś muszą sobie tę grozę obcowania z
                      nieczystościami w pełnym grzechu świecie zrekompensować.
                      Przywołujesz Augustyna, nie mam pewności, ale gdyby u niego poszukać, całkiem
                      interesujące fragmenty chyba możnaby znaleźć.
                      Podobnie radością życia są napełnione teksty o szukaniu sił nieczystych (w
                      postaci czarownic głównie) jakich tytuły znasz na pewno lepiej ode mnie, wszak
                      przynajmniej jeden to wielokrotnie wznawiane dzieło podpisane także przez
                      nieomylną głowę kościoła katolickiego, tego radośniejszego od odszczepieńców
                      protestantów.
                      A schwytanych nieboraków z jaką miłością/radością na przeważającej, oczywiście,
                      szali traktowano. Nic dziwnego, że tak wielu ich było, wszak to czysta
                      przyjemność takiej miłości/radości zaznać.

                      Dla tych, którzy nie mieli okazji czytać Umberto Eco - swoje "Imię róży" oparł o
                      walkę ludzi o prawo do śmiechu - co wg niektórych miało być rzeczą zabronioną,
                      jako że śmiech mógłby pozwolić im zapomnieć o grozie tego świata i sprawić, by
                      przestali się bać swego bóstwa.

                      No, ale by w pyskówki dotyczące starych tekstów i działań (starych, ale wszak
                      słyszę często mantrę, jak to już 2000 lat itd.) nie wchodzić, przypomnę Ci pewne
                      podstawy Twojej wiary, o których w szale radości łatwo zapomnieć.
                      Otóż każdy rodzi się podług wiary chrześcijańskiej z grzechem pierworodnym, i
                      nie mając szczęścia dostępu do osób rozdzielających miłość/radość zasługuje tym
                      samym na potępienie. O ile słyszałem, zbierały się gremia wielce szanowne, by
                      wyręczyć bóstwo w decyzji, gdzie też trafiają ci z definicji potępieni, ale
                      dłuższy czas lecieli do piekła bez możliwości odwołania.
                      Ty być może urodzenie się z definicji w grzechu uważasz za miłość/radość okazaną
                      Ci ze strony wszechmogącego bóstwa, Twoja sprawa i Twój problem, mnie to mało
                      interesuje, przyznam. Tylko nie dziw się, jak śmiech słyszysz.

                      Ale na koniec wniosę nutę optymizmu w to pisanie. Czytając Twój tekst,
                      oczywiście daję wiarę, że Twoja radość z przebaczenia grzechu jest jest
                      miliardkrotnie większa od wzbudzonego wcześniej poczucia winy. Winy za,
                      przykładowo, niezłożenie bóstwu ofiary.
                      • keyser_sose Tu tylko o Imieniu Róży... 20.03.07, 13:53
                        Pewnie odpowiem na całość później tu tylko jeden watek

                        > Dla tych, którzy nie mieli okazji czytać Umberto Eco - swoje "Imię róży" oparł
                        > o walkę ludzi o prawo do śmiechu - co wg niektórych miało być rzeczą
                        zabronioną, jako że śmiech mógłby pozwolić im zapomnieć o grozie tego świata i
                        sprawić, by przestali się bać swego bóstwa.

                        Spór ten toczył się w r a m a c h Kościoła. I pogląd przeciwny radości p r z
                        e g r a ł.

                        (Nie to co u katarów i niektórych protestantów)

                        Podobnie jak wiele n i e s ł u s z n y c h poglądów i interpretacji - znaleźć je
                        można u Ojców Kościoła i u świętych - które zostały odrzucone (i nigdy ich
                        uznawanie nie było o b o w i ą z k i e m katolika.)

                        Z czytaniem starożytnych autorów religijnych jest trochę tak jak z czytaniem
                        starożytnych naukowców. Pisali różne rzeczy starając się dojść do prawdy: czasem
                        rzeczy madre, czasem głupoty... A nauka włączała w swoje dziedzictwo te mądre i
                        zapominała o tych głupich. Podobnie jest z magisterium Kościoła: niektóre rzeczy
                        - czasem nawet powszechnie podzielane w danej epoce - nie zostały włączone do
                        obowiązkowego nauczania. Robienie Kościołowi zarzutu z poglądów Jego niektórych
                        - nawet bardzo zasłużonych synów - jest podobne do robienia zarzutu współczesnej
                        biologii z tego, że poważni naukowcy uwazali - dajmy na to 400 lat temu - że
                        myszy rodzą się z brudu...

                        A i słówko o czarownicach - skorośmy przy wiekach dawnych... to akurat raczej
                        protestanckie hobby było. W krajach katolickich ogniska z czarownic to były
                        incydenty (relatywnie). A był nawet czas w średniowieczu kiedy mój Kościół w
                        Hiszpanii traktował d o n i e s i e n i e o czary jak herezję smile

                        Pozdrawiam serdecznie

                        KS
                        • rs_gazeta_forum Re: Tu tylko o Imieniu Róży... 22.03.07, 22:03
                          > Spór ten toczył się w r a m a c h Kościoła. I pogląd przeciwny radości
                          > p r z e g r a ł.

                          A niby w czyich ramach miał się toczyć? Przeciez ludzie normalni nie mieli nigdy
                          co do tego wątpliwości.
                          Pogląd przegrał, powiadasz. No, PRZEGRYWA. Jeszcze nie w Polsce, ale też do tego
                          dojdziemy, mimo wysiłków ludzi, którzy chcą nas skazać na izolację i okrążyć
                          dookoła swoimi fobiami /absolutnie nie mam na myśli wszystkich katolików, wszak,
                          jak ustaliliśmy, toczą się tam walki wewnętrzne, więc i zwolennicy normalności
                          być muszą - nb. chyba mam z jednym z nich do czynienia smile/.

                          > Podobnie jest z magisterium Kościoła: niektóre rzeczy - czasem nawet
                          > powszechnie podzielane w danej epoce - nie zostały włączone do obowiązkowego
                          > nauczania. Robienie Kościołowi zarzutu z poglądów Jego niektórych
                          > - nawet bardzo zasłużonych synów - jest podobne do robienia zarzutu
                          > współczesnej biologii z tego, że poważni naukowcy uwazali - dajmy na to 400
                          > lat temu - że myszy rodzą się z brudu...

                          Wybacz, ale stosujesz czystą demagogię, porównując obyczajowość i spory
                          kościelne z naukowymi (może nawet nie demagogię, a brzydkie nadużycie, mając na
                          względzie walkę, jaką nauka musiała nieraz stoczyć z kościołem).
                          Wszak religia i jej zasady oraz normy postępowania dane są ludziom od boga, więc
                          już sama walka o ich interpretację wewnątrz kościoła czyni te zasady
                          niewiarygodnymi, a dużą część z perspektywy czasu śmiesznymi, gdyby to nie był
                          śmiech przez łzy i cierpienie pomordowanych i uwięzionych. Już bardziej
                          wiarygodny mógłby wydawać się islam, który na żadne reinterpretacje nie pozwala.

                          > A był nawet czas w średniowieczu kiedy mój Kościół w Hiszpanii traktował
                          > d o n i e s i e n i e o czary jak herezję smile

                          Nie wchodząc w szczegóły, kiedy i w jakich przypadkach traktował, to miłe, że
                          mozna się pochwalić wyjątkiem od reguły, prawda?
                          • keyser_sose Zgałęzienie Róży... 23.03.07, 09:36
                            > Rozgałęziłeś wątek, szkoda, wolę w jednej gałęzi wszystko ciągnąć smile.

                            Już zgałęziam - nie ma sprawy

                            >Nie będę stosował żadnej taryfy ulgowej w dyskusjach,

                            Obawiam się, że i Ty nie masz co liczyć na diskantsmile

                            Niemniej doceniam, bo dzieki takiej sensownej dyskusji sam mogę sobie parę
                            rzeczy poukładać... I do katechizmu zajrzę i nad Piśmem Świętym posiedzę...

                            A teraz do rzeczy:

                            > ludzie normalni nie mieli nigdy co do tego wątpliwości.

                            Buddyści, stoicy...

                            > Pogląd przegrał, powiadasz. No, PRZEGRYWA.

                            Nie rozumiemy się. Doktryna przegrała - nigdy nie została wprowadzona do
                            oficjalnego i obowiązkowego nauczania Kościoła. I nie zostanie (wezwania do
                            radości można znaleźć w zbyt wielu miejscach Nowego Testamentu). To, że ludzie
                            toczą ten bój we włanych duszach i plebaniach to inna rzecz. Tym bardziej, że
                            nawet oni nie toczą już boju w celu wyeliminowania śmiechu tylko umieszczenia go
                            w odpowiednim - ich zdaniem - miejscu i czasie. Koncepcja śmiechu jako wytworu
                            szatańskiego poległa. Definitywnie.

                            > Wybacz, ale stosujesz czystą demagogię, porównując obyczajowość i spory
                            > kościelne z naukowymi

                            Nie zgadzam się. Nie porównywałem obyczajowości i sporów. Porównałem proces
                            ustalania obowiązujących praw. A ten jest bardzo podobny:

                            1. Teolog stawia tezę.
                            2. Przedstawia argumenty w oparciu o prawa już uznane - Pismo Święte i
                            obowiązkowe nauczanie Kościoła (Naukowiec czyni to na podstawie logiki i
                            doświadczenia).
                            3. Rzecz jest dyskutowana i analizowana przez innych teologów. Na tym etapie
                            teza nie zostaje odrzucona ani potępiona. Jest dopuszczalna choć nieobowiązkowa
                            i poddawana analizom czeka na dalsze roztrzygnięcia.
                            4. Czasem, kiedy dyskusja dojrzeje teza zostaje albo:
                            4.1 przyjęta do magisterium Kościoła i włączona do obowiązków katolika albo
                            4.2 odrzucona i potępiona tym samym jej wyznawanie zostaje katolikowi zakazane

                            Stawianie dziś zarzutu Kościołowi za punkty 1-3 rozgrywające się we wczesnym
                            średniowieczu jest... no, słabe jest.

                            > Wszak religia i jej zasady oraz normy postępowania dane są ludziom od boga,
                            więc już sama walka o ich interpretację wewnątrz kościoła czyni te zasady
                            > niewiarygodnymi,

                            Nauka Kościoła jest stała: Pismo Święte oraz tezy 4.1 i 4.2 są niepodważalne.
                            Cała reszta podlega dyskusji i analizie.

                            > Nie wchodząc w szczegóły, kiedy i w jakich przypadkach traktował, to miłe, że
                            > mozna się pochwalić wyjątkiem od reguły, prawda?

                            Oczywiście, ze to jest miłe nawet jeśli nie jest to taki wyjątek - raczej
                            przykładsmile

                            >Przyznam, że nie bardzo jest tu z czym dyskutować. Kompletnie zamąciłeś obraz
                            >grzechu pierworodnego - wystarczy chrzest i już człowiek będzie wiedział, jak
                            >należy czynić i to robił?. Będzie wybierał to co słuszne? Nie będzie kłamał,
                            >kradł, zabijał?

                            Pisałem o grzechu pierworodnym nie grzechu uczynkowym. Grzech uczynkowy nadal
                            się bedzie zdarzał. Choć za każdym razem będzie to samodzielna, wolna decyzja
                            grzesznika.

                            Usunięcie grzechu pierworodnego włącza w Ciało mistyczne Chrystusa i czyni
                            człowieka bratem Boga.

                            Potem to już kwestia decyzji - determinacja się skończyła, n i e jestem
                            potępiony. Jestem zbawiony.

                            Definicja grzechu ciężkiego (zrywającego więź z Bogiem) jest jasna:

                            "Świadome i dobrowolne przekroczenie prawa bożego w ważnej sprawie."

                            Nawet pobieżna analiza definicji wykaże, że nie każdy czyn potepiany jest zaraz
                            grzechem ciężkim (nawet zabójstwo takim może nie być) - i po nawróceniu i
                            chrzcie można stale przebywać w stanie łaski uswięcającej.

                            >Oczywiście, przecież o tym cały czas piszę - najpierw religia wali Cię
                            grzechem, byś potem mógł się cieszyć, gdy ci kapłan egzorcyzm odczyni.

                            Grzechem walę się sam. Zrobiłem świństwo bliźniemu (lub - w wypadku wierzacych -
                            Bogu) i mam poczucie winy. To jest zdrowe i normalne. Co w tym nienormalnego?
                            Nienormalny jest raczej morderca, złodziej, oszust, kłamca, okrutnik,
                            wyzyskiwacz, który nie ma poczucia winy.

                            Tak więc powtórzę: grzechem wale się sam. Kościół przynosi rozgrzeszenie.

                            > Wszyscy? Od kiedy?

                            Pytasz o to czy wszyscy katolicy tak uważają? Zapewne nie wszyscy. Podobnie jak
                            nie wszyscy znają katechizm. Niemniej użyłem słowa "katolicy" w znaczeniu
                            wyznawców zorientowanych w tym aspekcie doktryny a nie 100% ochrzczonych.
                            Podobnie jesli napiszę "my katolicy uważamy, że wszyscy ludzie mają tę samą
                            godność i powinni być traktowani z szacunkiem", to nie znaczy, że nie znajdą sie
                            katolicy - nawet duchowni - zaprzeczający słowem lub czynem tej podstawowej
                            prawdzie mojej wiary (co nie musi być od razu grzechem).

                            (Szkoły zostawię sobie na inną razę)

                            Pozdrawiam serdecznie

                            KS
                            • danus01 Re: Zgałęzienie Róży... 23.03.07, 11:58
                              keyser_sose napisał:

                              > >Oczywiście, przecież o tym cały czas piszę - najpierw religia wali Cię
                              > grzechem, byś potem mógł się cieszyć, gdy ci kapłan egzorcyzm odczyni.
                              >
                              > Grzechem walę się sam. Zrobiłem świństwo bliźniemu (lub - w wypadku
                              wierzacych
                              > -
                              > Bogu) i mam poczucie winy. To jest zdrowe i normalne. Co w tym nienormalnego?


                              poczucie winy nie jest zdrowe i normalne
                              poczucie winy zaprzecza szczesliwosci
                              w Raju nie ma byc poczucia winy-prawda?
                              i to jest dowod,ze poczucie winy nie jest ani zdrowe ani normalne
                              jest po prostu TYLKO ludzkie
                              bo nic mi nie wiadomo aby zwierzeta odczuwaly cos takiego jak poczucie winy
                              np.psy nieraz tak sie zachowuja jakby odczuwaly poczucie winy,ale tak naprawde
                              to sie boja kary i nie lubia niezadowolenia wlasciciela
                              to tak najkrocej o tej 'normalnosci' poczucia winy

                              > Tak więc powtórzę: grzechem wale się sam. Kościół przynosi rozgrzeszenie.
                              >
                              >
                              > KS

                              grzechem wali Cie DEKALOG
                              a rozgrzeszenie ma Ci dac pocieszenie
                              daje?
                              usypia sumienie?
                              • rs_gazeta_forum akurat papież to ładnie zilustrował 26.03.07, 03:17
                                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4012390.html
                                "Benedykt XVI powiedział w niedzielę, że piekło istnieje dla tych, którzy
                                odrzucają Boga."

                                Dwa komentarze:
                                - papież chyba pomylił czas teraźniejszy z przeszłym, wspominając, jak jego
                                współwyznawcy czynili ludziom nie popierającym ich konfabulacji piekło na ziemi,
                                tym samym zresztą przyznając się do niewiary w to piekło zaświatowe. A może nie
                                pomylił???
                                - I drugi, związany z wątkiem: typowy przykład miłości szerzonej dziś przez
                                wiarę chrześcijańską. Żadnego straszenia, żadnego wzbudzania winy za nie wiadomo
                                co, skądże.

                                P.S.
                                A może źle przetłumaczono jego słowa? Tylko że to słowa, które można znaleźć
                                pewnie z kilkadziesiąt razy w Biblii i pewnie setki tysięcy razy w innych
                                tekstach kościelnych. Jaka przykrość, chyba dobrze przetłumaczono.
                                • keyser_sose W czym problem? 26.03.07, 06:01

                                  > - typowy przykład miłości szerzonej dziś przez wiarę chrześcijańską. Żadnego
                                  straszenia, żadnego wzbudzania winy za nie wiadomo co, skądże.

                                  My, chrześcijanie wierzymy, że:

                                  1. Bóg istnieje
                                  2. Człowiek może go przyjąć lub odrzucić
                                  3. Ci którzy Go świadomie i dobrowolnie odrzucają wybierają istnienie bez Boga,
                                  który jest Miłością, Dobrem, Pięknem i Prawdą. Istnienie bez tego wszystkiego
                                  nazwaliśmy sobie technicznym słówkiem piekło.
                                  4. Oststeczne przyjęcie/odrzucenie nastepuje w chwili śmierci

                                  Co to ma wspólnego z poczuciem winy?

                                  Jeśli w to nie wierzysz to nie masz poczucia winy ani w ogóle problemu, nie?

                                  A ten kto wierzy - jak np ja - jest zobowiązany przez Jezusa Chrystusa do
                                  czynienia dobrze niewierzącym braciom, pomagania im, błogosławienia, modlenia
                                  się za nich...

                                  Czyli pobudzania w sobie miłości.

                                  I też nie ma poczucia winy za niewiarę bo przecież wierzy.

                                  Co to ma wspólnego z poczuciem winy?

                                  Chyba się czepiasz.
                      • keyser_sose Dzięki za przypomnienie... 20.03.07, 19:37
                        ... posdtawowych prawd mojej religii.

                        >Tylko nie dziw się, jak śmiech słyszysz.

                        Czemu nie? Lubię sie dziwić. Bycie zadziwionym to całkiem duży krok w kierunku
                        radoścismile

                        W poprzednim wpisie (wbrew początkowej intencji)udało mi się odpowiedzieć na
                        wiekszość zarzutów - w tym odpowiem na dwa.

                        1. Grzech pierworodny i potępienie.

                        >przypomnę Ci pewne podstawy Twojej wiary, o których w szale radości łatwo
                        zapomnieć. Otóż każdy rodzi się podług wiary chrześcijańskiej z grzechem
                        pierworodnym(...)

                        Grzech pierworodny nie jest jakimś tam religijnym wydumem. Jest technicznym
                        opisem tego, co każda kultura i refleksja filozoficzna zauważała zupełnie
                        niezależnie od chrześcijaństwa: człowiek ma skłonność do postępowania wbrew
                        sumieniu/poczuciu słuszności. Wie jak należy czynić i tego nie robi. Miast
                        wybierać to co słuszne - wybiera to co niesłuszne. Kłamie, kradnie, zabija,
                        poniża... Żeby wymienić kilka niezależnych od chrześcijaństwa: Tao
                        (nierównowaga), stoicyzm (popędy), buddyzm (popędy), hinduizm (karma), nawet
                        konfucjanizm (kładący silny nacisk na kształtowanie silnej woli - nie wystarczy
                        poznać drogę Niebiańskiego Spokoju)

                        Każda z filozofii podaje jak tę przyrodzoną człowiekowi przypadłość pokonać.

                        Tylko chrześcijaństwo mówi, że nic nie trzeba robić, ze wszystko już zostało
                        zrobione - wystarczy w to uwierzyć (a nawet: wystarczy, że wierzą rodzice i
                        zobowiążą się tę wiarę przekazać)... i juz i grzech pierworodny zmazany.

                        I to niby jest ta straszna religia?

                        Owszem, potem są jeszcze różne upadki, grzechy słabości, ale najważniejsza rzecz
                        już się stała: żyjemy w błogosławionym czasie, czasie odkupionym.

                        To dość dobry powód do radości, nie?

                        2. Kto może być zbawiony?

                        >i nie mając szczęścia dostępu do osób rozdzielających miłość/radość zasługuje
                        tym samym na potępienie

                        A to juz herezja jest - pogląd zupełnie niekatolicki, tym bardziej nie będący
                        podstawą mojej wiary.

                        My katolicy uważamy, ze jeśli ktops jest w stanie "niewiedzy niemożliwej do
                        usunięcia" może być zbawiony. A osąd nad tym kto znajduje się w stanie takiej
                        niewiedzy należy Boga. Dajmy na to Ty: nie wierzysz. Ale przecież ż a d e n
                        normalny katolik nie powie Ci, że nie zostaniesz zbawiony. Byc może znajdujesz
                        się w stanie "niewiedzy niemożliwej do usunięcia" (To akurat Tomasz z Akwinu) -
                        może np. nigdy nie wyłożono Ci prawd wiary we właściwy sposób? Jezus mówi
                        wyraźnie: "obyś był zimny lub gorący". Uczciwe poszukiwanie prawdy jest
                        ważniejsze od rytuału i formalnej przynależności. Zauważ, ze KK ogłasza
                        niektórych zmarłych świętymi - lista jest całkiem pokaźna. A znasz katolicką
                        listę potepionych? Nie ma? No właśnie.

                        Pozdrawiam serdecznie

                        KS
                        • palnick Gratuluję ci "duchowych przewodników" w firmie. 20.03.07, 20:10
                          jaką bez wątpienia jest globalna korporacja kościół katolicki.

                          Wielokrotnie zastanawiałem się , jakie mechanizmy psychologiczne ,
                          socjologiczne i społeczne , decydują o obliczu moralnym i etycznym
                          duchowieństwa rzymsko - katolickiego . Jeśli ja - laik w sprawach świętych
                          ksiąg chrześcijaństwa - po przeczytaniu Biblii , widzę czarno na białym , że
                          cały Kościół katolicki skażony jest ciężkim grzechem bałwochwalstwa , to czy
                          nie dostrzegają tego " biegli w księgach " : księża , klerycy , zakonnicy ??? .
                          Jeśli istotą chrześcijaństwa w wydaniu watykańskim , są modły wznoszone do
                          drewnianych , metalowych , plastikowych i gipsowych figurek , do obrazków ,
                          chorągiewek , proporczyków , do .... szyb na których , po umyciu jakimś
                          przeterminowanym specyfikiem , pojawił się Pan Jezus lub Jego Matka , to dla
                          każdego rozumnego człowieka , który choćby " liznął " Biblii , jest oczywiste ,
                          że praktyki takie są bałwochwalstwem czystej wody , ciężkim grzechem ,
                          napiętnowanym w świętej Księdze chrześcijan !!!! .

                          Zakładam , że kapłani ( i kandydaci na nich ) , to ludzie obdarzeni rozumem .
                          Obserwując codzienną rzeczywistość Kościoła i konfrontując ją z nakazami
                          Biblii , chcąc nie chcąc , muszą oni dojść do wniosku , że służą grzesznej
                          sprawie ! . Jeśli tak , to co oni robią w Kościele ? . Co ich tam trzyma ? .
                          Obłuda , fałsz , zakłamanie , chęć robienia kasy na naiwnych ?? . Ilu z pośród
                          nich wierzy w Boga , a ci którzy wierzą ( sądzę , że nieliczni ) , jak sobie
                          radzą z własnym sumieniem , które stale przypomina , że żyją w grzechu ??? .

                          Skoro każdy średnio rozgarnięty absolwent liceum , ma ogólną wiedzę , na temat
                          ogromu zbrodni popełnionych z inspiracji Kościoła , bądź przez ludzi Kościoła w
                          ciągu wielu wieków jego istnienia , to tym bardziej wiedzę taką muszą posiadać
                          księża i klerycy ! . Dlaczego więc , idą służyć instytucji , odpowiedzialnej za
                          morze , niewinnie przelanej krwi , milionów ludzi na całym świecie ??? . Nie
                          jestem w stanie tego zrozumieć !! . Byliby oni tak zdeprawowani , że wszystko
                          im jedno , komu służą , byleby była z tego kasa ?? .

                          Czy kandydaci na księży , młodzi ( i chyba wrażliwi , przynajmniej na początku
                          kariery duchownej ) ludzie nie widzą dramatycznego rozdźwięku pomiędzy
                          nauczaniem Chrystusa , a codziennym życiem duchowieństwa ? . Nie bulwersują ich
                          biskupie i księżowskie pałace , ich luksusowe samochody , wystawny tryb życia ,
                          skandale obyczajowe , finansowe i seksualne , w sytuacji gdy miliony ludzi
                          wokół nich , żyje w biedzie i nędzy ? . Czy ci chłopcy , nie odczuwają
                          zażenowania na widok biskupa , wystrojonego ( na podobieństwo szamana z
                          afrykańskiego buszu ) w pstrokate przepaski , narzuty , wdzianka , obwieszonego
                          paciorkami , jakimiś medalami , obrazkami . ( Brakuje im tylko obrączek
                          powbijanych do nosa i uszu , oraz piór i muszelek , powtykanych w zakamarki
                          groteskowego stroju ) . Dlaczego więc , oni - kandydaci na " dobrodziejów " -
                          dobrowolnie przyłączają się do środowiska , którego styl życia jest całkowitym
                          zaprzeczeniem nauczania i życia Chrystusa ??!! .

                          Na postawione wyżej pytania , nie jestem w stanie odpowiedzieć , jednak
                          instynktownie przeczuwam , że magnesem przyciągającym ludzi - o pewnych
                          specyficznych cechach charakteru - do stanu duchownego , jest bezmiar patologii
                          w których to środowisko jest pogrążone po uszy . Sądzę , że ludzie społecznie
                          nieprzystosowani , dotknięci różnymi kompleksami , fobiami , obsesjami i
                          zboczeniami , odnajdują w środowisku kościelnym , miejsca w których łatwo
                          zaspakajają swoje przeróżne , dewiacyjne potrzeby .
                          Dlaczego miliony ludzi na całym świecie , popiera chorą moralnie instytucję ,
                          jaką jest Kościół katolicki i łoży na jego utrzymanie , gigantyczne
                          pieniądze ? Czy wiara krzewiona przez tych cynicznych hipokrytów może być
                          cokolwiek warta?. Wreszcie, na czym polega magiczna siła przyciągania Kościoła
                          i głoszonej przez niego anty - religii , która jest zaprzeczeniem
                          chrystianizmu ?? .
                          Na ostatnie pytanie można bardzo łatwo odpowiedzieć analizując prosty a
                          podstawowy mechanizm funkcjonowania tej przebiegłej instytucji pozwalajacy
                          łatwo, cyklicznie i perfidnie manipulowac ludźmi:

                          Sprawowanie rządów w państwie, które oprócz opętanego gromadzenia dóbr
                          doczesnych jest jedynym celem kościoła katolickiego, realizowane jest według
                          bardzo prostej a niezwykle skutecznej recepty.
                          KK w swoim cynicznym geniuszu skupia się na trzech sprawach:

                          1. chrzest nieświadomych niemowląt przez spętanych obyczajowo dorosłych.
                          2. pranie mózgu dzieci od 5 lat tak aby uzyskać spętanych obyczajowo
                          dorosłych.
                          3. wywieranie presji na przygotowanych wg. pkt.1 i 2 dorosłych aby chrzcili
                          niemowlęta.

                          Ten prosty, genialny system działa od wieków okraszony strachmi,ogniem
                          piekielnym itp. Pozwala to w niezakłócony sposób okradać otumanionych ludzi.
                          Pierwsza zaś komunia to etap pkt.2. Taka ona święta jak cały ten kościelny,
                          genialnie prosty, biznes.

                          Cóż więc może zrobić człowiek świadomy? Przerwać ten zaklęty krąg w jednym z
                          wymienionych,trzech punktów a cała układanka rozsypie się.
                          Wymaga to jednak odwagi przyjęcia odpowiedzialności za siebie i bliskich,
                          odwagi przełamania presji środowiska, odwagi zmierzenia się z lękami
                          egzystencjalnymi, odwagi poszukiwania odpowiedzi na pytania a nie tłumaczenia
                          wszystkiego wiarą i dogmatem. Odwagi, odwagi, odwagi...
                          Tego życzę wszystkim Polakom, odwagi właśnie w korzystaniu z danej przez boga
                          wolnej woli - tak usilnie tłamszonej przez Watykan.
                          • keyser_sose Re: Gratuluję ci "duchowych przewodników" w firmi 20.03.07, 20:33
                            Napisałeś:

                            >Jeśli ja - laik w sprawach świętych
                            > ksiąg chrześcijaństwa - po przeczytaniu Biblii , widzę czarno na białym , że
                            > cały Kościół katolicki skażony jest ciężkim grzechem bałwochwalstwa , to czy
                            > nie dostrzegają tego " biegli w księgach " : księża , klerycy , zakonnicy ???

                            I jeszcze...

                            >Skoro każdy średnio rozgarnięty absolwent liceum , ma ogólną wiedzę(...)

                            Odpowiadam agoryzmem Blaise Pascala (naukowiec, żeby nie było):

                            "Trochę wiedzy oddala od Boga, dużo wiedzy przybliża do Niego."

                            A tak przy okazji: skąd Ci sie wzięły te miliony zabitych z winy Kościoła
                            Katolickiego? Miliony to co najmnie 2, nie? A to strasznie duża liczba jest...
                            • orwella Re: Gratuluję ci "duchowych przewodników" w firmi 20.03.07, 20:46
                              Odpowiadam agoryzmem Blaise Pascala (naukowiec, żeby nie było):
                              "Trochę wiedzy oddala od Boga, dużo wiedzy przybliża do Niego."

                              Zgadzam sie Pascalem i z Toba Keyserze.
                              Kiedy posiadlo sie troche wiecej wiedzy, zaczy sie rozumiec istote Boga.
                        • rs_gazeta_forum Re: Dzięki za przypomnienie... 22.03.07, 22:25
                          Rozgałęziłeś wątek, szkoda, wolę w jednej gałęzi wszystko ciągnąć smile.

                          Muszę niestety duży fragment przytoczyć:
                          > 1. Grzech pierworodny i potępienie.
                          > Grzech pierworodny nie jest jakimś tam religijnym wydumem. Jest technicznym
                          > opisem tego, co każda kultura i refleksja filozoficzna zauważała zupełnie
                          > niezależnie od chrześcijaństwa: człowiek ma skłonność do postępowania wbrew
                          > sumieniu/poczuciu słuszności. Wie jak należy czynić i tego nie robi. Miast
                          > wybierać to co słuszne - wybiera to co niesłuszne. Kłamie, kradnie, zabija,
                          > poniża... Żeby wymienić kilka niezależnych od chrześcijaństwa: Tao
                          > (nierównowaga), stoicyzm (popędy), buddyzm (popędy), hinduizm (karma), nawet
                          > konfucjanizm (kładący silny nacisk na kształtowanie silnej woli - nie
                          > wystarczy poznać drogę Niebiańskiego Spokoju)
                          > Każda z filozofii podaje jak tę przyrodzoną człowiekowi przypadłość pokonać.
                          > Tylko chrześcijaństwo mówi, że nic nie trzeba robić, ze wszystko już zostało
                          > zrobione - wystarczy w to uwierzyć (a nawet: wystarczy, że wierzą rodzice i
                          > zobowiążą się tę wiarę przekazać)... i juz i grzech pierworodny zmazany.

                          Przyznam, że nie bardzo jest tu z czym dyskutować. Kompletnie zamąciłeś obraz
                          grzechu pierworodnego - wystarczy chrzest i już człowiek będzie wiedział, jak
                          należy czynić i to robił?. Będzie wybierał to co słuszne? Nie będzie kłamał,
                          kradł, zabijał?
                          No, ale przewrotnie odczytuję to jako krok w dobrą stronę. Przecież pisałem, że
                          kościół ewoluuje, więc, co wynika z takich zamąceń jak Twoje, dąży też do
                          usunięcia co bardziej idiotycznych rzeczy, takich jak tłumaczenie sprzeczności
                          pojawiających się nieuchronnie, gdy na materialną rzeczywistość nakłada się
                          wydumany idealny obraz człowieka - jako wyniku nieposłuszeństwa przodków wobec
                          bóstwa.

                          > Owszem, potem są jeszcze różne upadki, grzechy słabości, ale najważniejsza
                          > rzecz już się stała: żyjemy w błogosławionym czasie, czasie odkupionym.
                          > To dość dobry powód do radości, nie?

                          Oczywiście, przecież o tym cały czas piszę - najpierw religia wali Cię grzechem,
                          byś potem mógł się cieszyć, gdy ci kapłan egzorcyzm odczyni.

                          > 2. Kto może być zbawiony?
                          > A to juz herezja jest - pogląd zupełnie niekatolicki, tym bardziej nie będący
                          > podstawą mojej wiary.
                          > My katolicy uważamy, ze jeśli ...

                          Wszyscy? Od kiedy?
                  • palnick Zasady mobbingu religijnego w pigułce :-) 22.03.07, 16:46
                    I pomyśleć że ta historia ma już przeszło 2000 lat wink

                    Siedziało sobie dwóch ludzi i myślało, jakby tu zarobić bez wysiłku.
                    Jeden rzucił pomysł: stwórzmy religię, to zawsze jest dobry interes.

                    A że znali się trochę na psychologii, zaczęli myśleć, jaka powinna być owa
                    religia, żeby zysk był jak największy.

                    A: Najwięcej można zarobić na lęku przed śmiercią, trzeba tylko obiecać
                    szczęśliwe życie pozagrobowe. Oczywiście jedynie tym, którzy spełnią nasze
                    warunki...

                    B: Niezłe jest też poczucie winy, bo dokuczliwe i ludzie dużo dadzą, by się od
                    niego uwolnić.

                    A: Masz rację, trzeba tylko je stworzyć, a potem ugruntować i wyolbrzymić, masz
                    jakiś pomysł?

                    B: Tak! To proste, należy ludziom zakazać akurat tego, co lubią najbardziej, od
                    czego nie dadzą rady się powstrzymać.

                    A: Czyli na początek na pewno seksu, ale nie całkowicie, bo skąd by się brali
                    nowi wyznawcy? Wciśnijmy im ścisłą dożywotnią monogamię, nie nazywam się A jeśli
                    w niej wytrwają.

                    B: Poza tym, ludzie są z natury dumni, należy im owej dumy zakazać i zrobić z
                    niej grzech.

                    A: Lubią się też bawić, nie zakażemy im tego całkowicie bo nie znajdziemy
                    wyznawców, ale trzeba wprowadzić dużo okresów, w których zabawa będzie
                    zakazana.

                    B: Ja dodałbym do tego jeszcze zakaz jedzenia i picia w tych okresach,
                    przynajmniej częściowy.

                    A: A jak już nagrzeszą, przyjdą do nas uwolnić się od poczucia winy,
                    a wtedy ich oskubiemy do ostatniego grosza.

                    B: Mam genialny pomysł! Niech mają obowiązek opowiadania swoich grzechów
                    kapłanowi. Może nawet sami nam podpowiedzą, czego by tu jeszcze zakazać?

                    A: Tak, a przy okazji będziemy mieli czym ich szantażować.
                    Albo nie, to nie jest dobry pomysł, nie byliby szczerzy.
                    Wystarczy samo upokorzenie, pomylą ulgę że już się skończyło z "odpuszczeniem
                    grzechów".

                    B: Żeby zwiększyć zyski, wprowadźmy dużo płatnych obrzędów. Śluby i pogrzeby na
                    pewno, ale ja dodałbym jeszcze kilka.

                    A: Coś takiego jak przyjęcie do nas powinno być bezpłatne, po co na samym
                    początku odstraszać, skubnie się ich później.

                    B: A teraz pomyślmy, co im tu zaoferować w zamian, oczywiście nie może to być
                    nic materialnego.

                    A: Da się zrobić, ale zainwestować i tak trzeba...

                    B: No tak, w jakieś miejsce kultu, z dobrą akustyką i odpowiednimi dekoracjami.
                    Niezłe będzie zbiorowe śpiewanie i modły, dobrze działa na ich psychikę. Przy
                    okazji pozbiera się od nich kasę.

                    A: Masz na myśli, że ludzie to zwierzęta stadne, więc lepiej czują się wspólnie
                    coś przeżywając?

                    A: Trzeba narzucić im jeszcze jakiś kodeks moralny, wiesz że są agresywni,
                    a szkoda byłoby żeby się wybijali miedzy sobą, bo nam spadną dochody.
                    Agresję ukierunkujemy na innowierców.

                    B: A z rzeczy niematerialnych zaoferujmy im kontakt z Bogami przez modlitwę.
                    Mogą nawet ich prosić, o co zechcą, z wyjątkiem rzeczy które uznamy za grzech.

                    A: Tak, niektórzy wmówią sobie, że Bóg im odpowiada, a reszta będzie udawać,
                    wstydząc się swej bezbożności. W efekcie nikt się nie połapie.

                    B: Jeszcze jedną rzecz trzeba zrobić: wmówić im, że to jedyna prawdziwa wiara i
                    mają obowiązek narzucić ją wszystkim ludziom.

                    A: Genialne, w ten sposób sami będą odwalać za nas robotę, pozyskując nowych
                    wyznawców.

                    B: Wmówmy im też, że rzeczy materialne są bez znaczenia...

                    A: Heheh, zwłaszcza pieniądze! Oczywiście, chętniej wtedy się ich pozbędą.
                    Mało tego: wmówmy im, że pieniądze są przeszkodą w drodze do szczęśliwości
                    wiecznej, wobec której ich ziemskie życie jest krótką chwilką.

                    B: Postawmy też na strach, czym by ich tu postraszyć jeśli nie będą posłuszni?

                    A: Może wiecznymi mękami, ogniem, czego jeszcze się boją? Węży. Postraszmy więc
                    ich wężem, niech będzie on wrogiem naszych Bogów, Szatanem.

                    B: A co powiesz na zarabianie nawet na tych, którzy zmarli? Stwórzmy coś w
                    rodzaju poczekalni, w której pomniejsi grzesznicy czekają na dopuszczenie do
                    wiecznej szczęśliwości.

                    A: Tak, a ich oczekiwanie będzie można skrócić opłacając za nich nasze modły.
                    Niezłe źródełko dochodów.

                    B: Wiesz co? Wydaje mi się, że lepszy będzie jeden Bóg.
                    Mniejsze koszty niż stawianie świątyń dla kilkunastu, a nadrobić możemy to
                    licznymi świętami. Poza tym, okoliczne kultury mają wielu bogów, więc napuścimy
                    ich na nie właśnie.

                    A: OK. No to do roboty, trzeba napisać dla nich jakąś odpowiednio
                    skomplikowaną świętą księgę posługując się ogólnikami, tak, żeby w razie czego
                    łatwo można było pozmieniać dogmaty, gdyby nauka poszła do przodu.

                    B: Już się za to biorę... "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię..."

                    The End

                    Wszelkie podobieństwo do powyższego jest przypadkowe i niezamierzone wink
    • socjalliberal Względy praktyczne. 14.03.07, 16:26
      Takim krzyżem jest łatwo okładać niewierzących, poza tym można było przekonywać
      rycerzy o świętości ich broni (podobny kształt do miecza), a poza tym taki krzyż
      był praktyczny do późniejszego krzyżowanie złyyyyych muzułmanów.

      A teraz 'ładnie' wygląda obok godła w każdej instytucji naszego laickiego państwa.
      • pozarski Re: Względy praktyczne. 14.03.07, 17:15
        socjalliberal napisał:

        > Takim krzyżem jest łatwo okładać niewierzących, poza tym można było
        przekonywać
        > rycerzy o świętości ich broni (podobny kształt do miecza), a poza tym taki
        krzy
        > ż
        > był praktyczny do późniejszego krzyżowanie złyyyyych muzułmanów.
        >
        > A teraz 'ładnie' wygląda obok godła w każdej instytucji naszego laickiego
        państ
        > wa.
        >
        >
        Poprosze o link do krzyzowania (zlyyyyyych i dooooobrych) muzulmanow.
        • socjalliberal Re: Względy praktyczne. 14.03.07, 20:12
          Racja, nigdy nie było krucjat przeciwko Saladynowi, który nie prześladował
          chrześcijan w Jerozolimie a swoje państwo uczynił jednym z najbardziej
          oświeconych (wtedy 'Zachód' to byli właśnie muzułmanie, a 'Bliski Wschód' wśród
          zarzynających się europejskich chrześcijan miłujacych pokój wink )
          • pozarski Re: Względy praktyczne. 14.03.07, 20:16
            socjalliberal napisał:

            > Racja, nigdy nie było krucjat przeciwko Saladynowi, który nie prześladował
            > chrześcijan w Jerozolimie a swoje państwo uczynił jednym z najbardziej
            > oświeconych (wtedy 'Zachód' to byli właśnie muzułmanie, a 'Bliski Wschód'
            wśród
            > zarzynających się europejskich chrześcijan miłujacych pokój wink )
            Szukam potwierdzenia,ze chrzescijanie ukrzyzowywali muzulmanow.Na razie nie
            znalazlem i mialem nadzieje,ze mi podasz jakis link.
    • palnick Dziecko a molestowanie religijne. 15.03.07, 08:31
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3979000.html

      Opisywane w tym artykule problemy są jasną przesłanką dla Rzecznika Praw
      Obywatelskich do skierowania sprawy do Trybunału Konstytucyjnego na podstawie
      poniższej regulacji konstytucyjnej:

      Art. 53 ust. 4 Konstytucji RP:

      "Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji
      prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być
      naruszona wolność sumienia i religii innych osób".
      • ewa8a Re: Dziecko a molestowanie religijne. 15.03.07, 08:49
        palnick napisał:

        > Opisywane w tym artykule problemy są jasną przesłanką dla Rzecznika Praw
        Obywatelskich do skierowania sprawy do Trybunału Konstytucyjnego

        Obawiam się, że Twoim polityczni idole nie pochwaliliby takiego działania.
        • palnick Re: Dziecko a molestowanie religijne. 15.03.07, 10:16
          ewa8a napisała:

          > palnick napisał:
          >
          > > Opisywane w tym artykule problemy są jasną przesłanką dla Rzecznika Praw
          > Obywatelskich do skierowania sprawy do Trybunału Konstytucyjnego
          >
          > Obawiam się, że Twoim polityczni idole nie pochwaliliby takiego działania.
          >
          -------
          Możesz precyzyjniej?
          • ewa8a Re: Dziecko a molestowanie religijne. 15.03.07, 11:00
            To nie było dość jasno ? Spróbuję jaśniej.
            Kaczyńscy nie poparliby skierowania wniosku o którym piszesz do TK ponieważ
            są zwolennikami obecności religii w życiu publicznym, sami gorliwie propagują
            mariaż państwo-kościół, a nauczanie religii w państwowej szkole to dla nich
            oczywistość, krzewienie wartości chrześcijańskich i z całą pewnością nie
            dopatrzyliby się w żadnym z wymienionych w artykule przypadków naruszenia
            wolności sumienia.

            Istnieje coś takiego jak lojalność wobec kk i byłoby rzeczą niesłychaną, gdyby
            niezwykle oddany syn kościoła, który podczas kampanii prezydenckiej w liście do
            biskupów wyłuszczał swoje zasługi ,,w dziedzinie szeroko rozumianej promocji
            zasad chrześcijańskich w życiu społecznym" i zapewniał, że jako prezydent
            będzie stał na straży wartości bliskich sercu swej umiłowanej organizacji,
            poparł takie wywrotowe działania.

            Ostatecznie takie slowa :

            "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Jako kandydat na prezydenta RP zdaję
            sobie sprawę z odpowiedzialności wobec Boga, z jaką wiąże się objęcie tego
            stanowiska"

            do czegoś jednak zobowiązują.
      • keyser_sose Dobry argument... 15.03.07, 23:21
        ... przeciw państwowemu szkolnictwu.

        GW nadal manipuluje językiem:

        "Ale zawsze można znaleźć te bardziej świecko nastawione. Choć prędzej wśród
        prywatnych.

        Czyli płatnych."

        Obrzydliwy jest fałsz zawarty w tym zdaniu. Tak jakby państwowe przedszkole było
        bezpłatne...
        • rs_gazeta_forum Re: 20.03.07, 12:18
          keyser_sose napisał:
          > Dobry argument przeciw państwowemu szkolnictwu.

          Rozumiem, że skoro pewna grupa nacisku opanowała państwowe szkolnictwo, to jako
          jedyne rozwiązanie widzisz rozwiązanie tego szkolnictwa, a nie przykładne
          ukaranie 'układu' i jego wyprowadzenie ze szkoły?
          • keyser_sose Re: 20.03.07, 14:09
            Coś w tym jest co piszesz. Po części to prawda.

            Uważam, że państwo nie powinno zajmować się indoktrynacją obywateli. I ten
            pogląd jest zupełnie niezależny od tego jaka doktryna akurat panuje w państwie
            (akurat w moim interesie leży, żeby religia w szkołach była - wkrótce żenię się
            z katechetkąsmile.

            Szkoła jest elementem wprowadzania dzieci w doktrynę. Dlatego należy ją wyjąć z
            rąk państwa.

            Dziś władzę mają środowiska sprzyjające mojemu światopoglądowi i dyskomfort
            moralny odczuwają rodzice-niechrześcijanie i ich dzieci.

            Jutro władzę przejmą Sierakowscy i ten dyskomfort będą cierpieć
            rodzice-chrześcijanie i ich dzieci.

            I tak w koło Macieju: kto się tylko dorwie do władzy, zaraz zabiera się za
            indoktrynowanie cudzych dzieci.

            Prywatne szkolnictwo jest rozwiązaniem tego problemu (są inne problemy - ale tu
            nie o nich. Tu jedynie bronię poglądu, że problemy światopoglądowe są dobrym
            argumentem za. Może inne - przeciw przeważają. Ja tak nie uważam, ale to inna rzacz)

            Pozdrawiam serdecznie

            KS
            • rs_gazeta_forum Re: prywatne szkolnictwo 22.03.07, 23:17
              Zgadzam się, że szkoła nie powinna być miejscem wprowadzania żadnej doktryny,
              poza doktryną prezentowania, poznawania, dyskutowania i przyzwyczajania do
              istnienia obok - różnorodności.
              Tym niemniej nie widzę tu jednego dobrego rozwiązania.
              Szkoły prywatne mogą stać się takim samym powodem do narzekań ze względów czysto
              praktycznych: trudno założyć szkołę dla małej liczby dzieci. A sama prywatność
              własności nie zakłada w żadnym stopniu braku wprowadzania w szkole doktryny
              wynikającej z takich, a nie innych poglądów właściciela. Więc jeśli masz w
              okolicy wyłącznie szkoły nieodpowiadające postulatowi jak na początku, to masz
              duży problem, może nawet większy niż obecnie, bo nawet nie będziesz się miał do
              kogo zwrócić z pretensją.
              Można oczywiście postulować, by właśnie państwo, nie prowadząc szkół, stało na
              straży itd., ale wracamy wtedy do punktu wyjścia.

              P.S.1
              Nie będę stosował żadnej taryfy ulgowej w dyskusjach, ale przyznam, że niektórzy
              dyskutanci nie wzbudzają u mnie żadnych negatywnych uczuć mimo wszelkich różnic,
              co jest dobrym powodem do przemyśleń, jak to się dzieje smile.

              P.S.2
              Związek małżeński traktowany jako wspólnota dwojga ludzi, a nie kontrakt, jest
              pewnym przykładem takiej szkoły opartej na poznawaniu i szanowaniu
              różnorodności, o jakiej wspomniałem, w dodatku nie ustającej, więc powodzenia w
              nauce Wam oboju życzę!

              P.S.3 (mało istotne w sumie)
              Jak sobie wyobrażasz szkolnictwo pod rządami p. Sierakowskiej (Izabelli, którą,
              jak sadzę, miałeś na myśli)?
    • manny_ramirez Poczytalem ten watek. 20.03.07, 20:50
      I widze jedynie wpisy osob, ktore zielonego pojecia nie maja o temacie na ktory
      pisza.


      Ignoranci epatujacy nienawiscia.
      • palnick Krynico wiedzy. Jutrzenko miłości. Skomentuj pls! 20.03.07, 21:40
        manny_ramirez napisał:

        > I widze jedynie wpisy osob, ktore zielonego pojecia nie maja o temacie na
        ktory pisza.
        >
        > Ignoranci epatujacy nienawiscia.
        >
        ----------

        Oświeć nas ciemniaków. Porusz temat. Poraź nas błyskotliwością i mądrością.
        • manny_ramirez Ok przesadzilem 20.03.07, 21:46
          Nie dotyczalem postow Keysera. Tam znajdziesz czego poszukujeszsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka