Dodaj do ulubionych

STUDIA ZA ZAGRABIONE

11.05.03, 19:29
W naszym społeczeństwie na dość dobrze zadomowił się oksymoron "bezpłatnego"
szkolnictwa, szczególnie na poziomie wyższych uczelni państwowych. Ów mit
przybiera ostatnio na wartości - a wszystko dzięki hasłom i żądaniom
pozostawienia uczelni "bezpłatnymi" wobec pojawiających się tu i ówdzie
głosów wprowadzenia odpłatności za korzystanie z tego typu usług. Co więcej -
większość z nas daje nabrać się na tego typu hasła, gdyż wprowadzenie
dodatkowych opłat (jakbyśmy ich mało mieli) przysparza o mdłości, szczególnie
uderza to właśnie w tzw. brać akademicką.

Jednakże po głębszym zastanowieniu - z całą tego świadomością - okazuje się,
że owa "bezpłatność" jest jedynie mitem, marzeniem ściętej głowy. Tak się
akurat składa, że wszyscy, bez względu na to czy korzystają, czy też nie z
tego "przywileju" - jak zwykli mawiać politycy - nieustannie łożą swoje i
cudze, ciężko zarobione pieniądze na tzw. edukację, stąd studia wyższe -
nieodpłatne i darmowe - okazują się mrzonką, są one opłacane przez naszych
rodziców, przez nas samych i przez miliony innych osób - bez względu na to,
czy sobie tego życzymy, czy nie. Bez względu na to, czy studiujemy, czy nie i
bez względu na to gdzie studiujemy. Ale ta jawna niesprawiedliwość (jak
inaczej można nazwać przymus zabierania komuś części dochodów i oddawania go
na cele, na które osoba ta może nie chce łożyć, czy płacenia składek na
poczet świadczeń, z których nie ma ona zamiaru korzystać) wydaje się być dla
wielu - szczególnie dla samych studentów (państwowych, darmowych uczelni)
korzystna finansowo. Niestety w rzeczywistości jest to kolejne złudzenie,
bowiem gdybyśmy zsumowali kwoty zabierane nam w zasadzie każdego dnia, dzięki
którym możemy nie martwiąc się o nic spokojnie się uczyć, szybko
zorientowalibyśmy się, że za te same pieniądze bylibyśmy w stanie opłacić
sami nasze studia, a ponadto dodatkowo udało by się jeszcze coś zaoszczędzić.
Jeżeli ktoś natomiast uważa, że obecny system jest słuszny, gdyż dzięki temu
ludzie biedni będą mieli dostęp do wiedzy - jest również w błędzie, ponieważ
potencjalnie osoba ta mogłaby co pewien okres czasu zadeklarowaną uprzednio
składkę przekazywać do odpowiedniego funduszu edukacyjnego - który później
zmagazynowane środki pieniężne przeznaczał by na ową edukację. Ponadto
większość osób biednych, czy też o niskim standardzie życia nie korzysta w
ogóle z "przywileju" kształcenia się w szkołach wyższych ale niestety podatek
na ten cel pokrywać musi - co znacznie pogarsza ich sytuację majątkową.

W niezwykle pokrzywdzonej sytuacji zostają - można by takie wnioski
wyciągnąć - studenci płatnych, prywatnych uczelni, gdyż pomimo faktu, że sami
opłacają swoją edukację nie są zwalniani z obowiązku - przymusu - łożenia na
rzecz uczelni państwowych. Można by zaryzykować stwierdzenie, że w ten sposób
państwo zapewnia sobie stały dochód i tym samym wprowadza nieuczciwą
konkurencję wobec innych ośrodków - czasem lepszych, czasem gorszych -
oferujących te same usługi.

Rodzi się tu kolejny mit - mit wyższości studiów państwowych nad studiowaniem
na uczelni prywatnej. Często w świadomości społecznej funkcjonuje stereotyp,
iż na prywatnej uczelni jest łatwiej, gdyż liczą się tam tylko pieniądze - a
w ostatecznym rozrachunku wystarczy odpowiednio zapłacić by zaliczyć dany
egzamin - wszystko w myśl popularnej formuły "kto smaruje, ten jedzie". Być
może są dowody takiego stanu rzeczy, ale po pierwsze oznaczałoby to, że osoby
chcące się uczyć tak naprawdę marzą jedynie o uzyskaniu jakiegoś tytułu, nie
wiedzy - jest to raczej dylemat danej grupy osób, nie zaś uczelni, ponadto,
jeżeli komuś zależy na dyplomie, to oczywiste jest, że za mniejsze pieniądze
(niż te które wydałby na edukację) może kupić taki tytuł/dyplom nielegalnie.
Osoba pragnąca zdobyć określoną wiedzę będzie raczej kierowała się w doborze
uczelni doświadczeniem oraz osiągnięciami takowej, także w takim świetle owe
przekupne szkoły straciły by całkowicie na wartości, gdyż okazało by się, że
prócz lewizny nie mają nic ciekawego do zaoferowania żądnemu wiedzy
kandydatowi.

Wiele osób niesprawiedliwość "bezpłatnej" edukacji stara się wytłumaczyć
wyświechtanym i obiegowym twierdzeniem, iż w przyszłości osoby, absolwenci
owych uczelni wniosą wiele dobrego w rozwój kraju, gospodarki, zapewnią
miejsca pracy itd. Czy oznacza to jednak, że osoby te będą w przyszłości
odpracowywały udzielony im przez społeczeństwo kredyt zaufania? Czy będą
dbały tylko o interesy kraju i społeczeństwa, które w nich zainwestowało?
Szczerze wątpię, przede wszystkim uczymy się dla siebie, dbamy o swoje
umiejętności i tym samym o swoje przyszłe życie, wobec powyższego dlaczego
nie możemy robić tego sprawiedliwie i to za swoje pieniądze. Jeżeli ukończymy
studia i pomogą nam one w życiu to zainwestowane pieniądze w naukę (nauka to
przecież inwestowanie w samego siebie) zwrócą się z nawiązką. Jeżeli
natomiast studia nie okażą się pomocne w życiu to wówczas pieniądze
zmarnujemy, a najłatwiej jest marnować cudze pieniądze niż własne. Ponadto
edukacja funkcjonująca na zasadzie wolnego rynku, ze sprawiedliwą konkurencją
potencjalnych uczelni oferujących wiedzę, doprowadzi przede wszystkim do
stałej poprawy jakości świadczonych usług (lepsza kadra, lepsze
oprzyrządowanie) oraz do znacznego obniżenia kosztów nauki. Ponadto istnieje
możliwość studiowania bez wkładania ogromnych kwot pieniędzy sprawiedliwie,
bez okradania kogokolwiek przez kogokolwiek, za pośrednictwem kredytu
zaufania określonej placówki, która zainwestuje pieniądze w nasze
kształcenie - np. dzięki stypendium wypłacanym przez określony zakład pracy
czy organizację, stowarzyszenie mające na celu inwestowanie w przyszłość
swojego regionu itp.

Do tej pory dotychczasowa sytuacja wydawała się być komfortowa dla osób
uczących i tak była - i nadal jest - przedstawiana przez różnorakie lobby
mające na celu utrzymanie aktualnego porządku. Istotna jest tu sprawa kadry,
utrzymywanej również za te same pieniądze, za nasze pieniądze, podczas gdy w
formie edukacji sprawiedliwej potencjalnie kadra byłaby uzależniona od
jakości świadczonych usług - w tym przypadku od umiejętności w przekazywaniu
wiedzy. Przy czym niemożliwa była by sytuacja - kolejny mit - iż
uczeń/student mógłby traktować swojego wykładowcę jako osobę, która musi
zaliczyć mu egzamin, gdyż w przeciwnym wypadku straci pracę - zaświadczało by
to właśnie o lewiźnie uczelni, nie o dobrym poziomie wykładanego w niej
przedmiotu. Natomiast gdyby zdarzyła się sytuacja odwrotna - tzn. nauczyciel
okazał by się osobą zupełnie niekompetentną, niezdolną do przekazywania
wiedzy z pewnością zmuszony byłby albo do poprawy swych umiejętności albo do
zrezygnowania z pracy (moje doświadczenia akademickie ukazują czasem
całkowicie odmienny mechanizm postępowania takiego nauczyciela od
przedstawionego powyżej, na co potencjalnie nie jestem w stanie nic
poradzić).

Istotnym mankamentem całej tej sprawy jest karygodne niesprawiedliwe
postępowanie aparatu przymusu wobec każdego z nas, fakt wydzierania
pieniędzy - bez żadnego zapytania - na cele, na które wielu z nas nie
zgodziłoby się w życiu płacić, przymusowe utrzymywanie przy życiu wielu (nie
okłamujmy się) osób nie posiadających częstokroć umiejętności przekazywania
wiedzy, całych molochów państwowych zapewniających czasem niepotrzebne,
ciepłe posady wielu osobom i tym samym ogromne marnotrawstwo naszych
pieniędzy, podczas gdy sami powinniśmy stanowić o tym co dla nas dobre i za
co chcemy, a za co nie chcemy płacić. Nasze pieniądze są naszą własnością,
nikt nie ma prawa do decydowaniu o sposobie wydawania cudzych pieniędzy, a
tym bardziej do rozporządzania nimi w swoich prywatnych interesach, obojętne
na to, czy owo rozporządzanie leży w tzw. interesie społecznym. Zgodnie z
powyższym jesteśmy przeciwni dalszemu t
Obserwuj wątek
    • wild STUDIA ZA ZAGRABIONE. 11.05.03, 19:30
      Zgodnie z powyższym jesteśmy przeciwni dalszemu takiemu rozwojowi sprawy i
      jednocześnie sprzeciwiamy się "bezpłatnej", odgórnej i przymusowej nauce,
      częstokroć sterowanej dzięki olbrzymim, ekonomicznym działaniom
      monopolistycznym państwa. Uważamy, że rezygnacja z tego typu haniebnych
      praktyk, jakim jest mit "bezpłatności" edukacji może doprowadzić do polepszenia
      się sytuacji edukacji w naszym kraju i wszędzie indziej na świecie.
      Jednocześnie za mrzonkę i bujdę wyssaną z palca uważamy straszenie
      niedostępnością nauki dla najuboższych i tym samym odrzucamy przekonanie, iż
      nauka dostępna będzie tylko dla bogatych. Zniesienie obowiązku utrzymywania tej
      i innego typu "darmowych" instytucji, z jednoczesnym wprowadzeniem prawa do
      samostanowienia uważamy za krok ku w pełni wolnościowemu i sprawiedliwemu
      społeczeństwu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka