andrzejg
05.05.07, 10:53
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,4107923.html
Pod wpływem wyroku i w wyniku referendum Irlandia uchwaliła wówczas prawo
dopuszczające aborcję wyłącznie w przypadku zagrożenia życia matki - ale już
nie uszczerbku dla jej zdrowia, gwałtu lub trwałego uszkodzenia płodu, jak w
Polsce. Od tamtej pory prawo stanowi, że w razie zagrożenia życia kobieta ma
prawo do pełnej informacji na temat możliwości usunięcia ciąży za granicą
oraz do wyjazdu w tym celu.
W tym samym referendum większość obywateli zagłosowała przeciw dopuszczeniu
aborcji w samej Irlandii.
Oficjalne szacunki mówią, że co roku w klinikach Wielkiej Brytanii usuwa
ciążę co najmniej 7 tys. Irlandek. "Jesteśmy jak Poncjusz Piłat. Uznaliśmy,
że niech Anglia robi za nas brudną robotę" - napisała Martina Devlin,
publicystka największej irlandzkiej gazety "The Irish Times".
______________________________________________________________________
Zawsze można powiedzieć,że to nie my, to ci paskudni Angole
a my irladnscy katolicy jesteśmy bez grzechu, bo u nas w domu
tego się nie robi i jacy wspaniałomyslni - pozwoliliśmy.
A.