Dodaj do ulubionych

--------------------AQUANET-----------------------

    • Gość: Prion BSE,CJD,KURU IP: *.acn.waw.pl 11.11.04, 03:58
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=17544594
      (kuru -wyjasnienie na dole postu )

      Ano.... O przyczynach to juz milion ton papieru wypisano...
      Ale ...Sami sobie stworzylismy te chorobe. Moim niesmialym zdaniem to dopiero
      poczatek a nie koniec afery z CJD. Popatrzcie na wazna kwestie:
      Wycofana karma dla krow ( ta aferalna tj. resztki kosci, mozgi,ciala )trafic
      musiala do jakis magazynow zanim po aferze trafila do spalarni. Nie mozliwoscia
      jest spalenie,zutylizowanie tylu ton karmy.Wiec lezy sobie ona w magazynach np.
      w Wielkiej Brytanii.Pomyslmy o szczelnosci tych magazynow. Czy kazdy z nich
      jest na tyle dobrze zabezpieczony, ze karmy nie zjedza myszy, szczury czy tez
      inne zwierzeta? Jesli zjedza, z hipotetycznego aczkolwiek uzasadnionego naukowo
      punktu widzenia moze wytworzyc sie inna odmiana BSE dotykajaca szczury,myszy, a
      takze te zwierzaki,ktore plasuja sie na wyzszej pozycji w lancuchu
      ppokarmowym.Czyli hipotetycznie, po zjedzeniu myszy moze zachorowac kot,pies,
      ptak....
      Ale to juz rozwazania... Aczkolwiek bardzo,bardzo prawodpodobne.

      Poza tym jesli chodzi o BSE,CJD,a nawet kuru dziwi tylko powstanie i niemoznosc
      dokladnego zbadania patogenu choroby, mniejszego od wirusa i nie posiadajacego
      kwasu nukleoinowego! Skoro to nie ma kwasy nukleoinowego, to czym to jest ???

      A co do opracowania, ktore sobie dzsiaj przeczytalam w zwiazku ze smiercia
      Irlandczyka na CJD, niezwykle sa zaleznosci pomiedzy tymi trzma chorbami.A
      takze niezwykla statystyka, ktora pokazuje,ktora nacja choruje najczesciej.
      Poza tym jest tu znosne wyjasnienie arcyciekawej choroby o ktorej wpomnialem w
      tytule.

      Wklejam :
      Choroba zwana od jednego z objawów "śmiejącą się śmiercią". Występowała ona
      tylko wśród członków plemienia Fore żyjących w górach Nowej Gwinei. Kuru
      szerzyła się poprzez rytualny kanibalizm, uprawiany przez Fore w dowód szacunku
      dla zmarłych krewnych. W czasie tego rytuału wyciągano z rozłupanej czaszki
      mózg, gotowano w bambusowym cylindrze, a następnie zjadano bądź rozsmarowywano
      na skórze. W każdym gramie mózgu znajdowały się ogromne ilości form białkowych,
      które po spożyciu przenikały do krwi poprzez uszkodzoną błonę śluzową przewodu
      pokarmowego. Po różnie długim okresie czasu: kilkunastu miesięcy do 40 lat
      rozpoczynał się powolny proces umierania, zaburzenia równowagi, drżenie,
      przymusowy płacz i śmiech. Wyniszczeni i niezdolni do poruszania chorzy
      umierali z powodu śmierci głodowej lub na zachłystowe zapalenie płuc.
      Choroba kuru na obszarze Papui Nowej Gwinei występuje w przeciwieństwie do
      danych sprzed 30 lat głównie u osób starszych, co można powiązać ze zniknięciem
      rytualnego kanibalizmu.
      Klasyczna CJD występuje na całym świecie z częstością 0,25-2 przypadki na
      milion ludności rocznie. Większą zachorowalność obserwuje się wśród libijskich
      Żydów w Izraelu oraz na niektórych obszarach Słowacji.
      Nie znaleziono jednoznacznych przyczyn zakażeń klasyczną CJD. Może tu chodzić o
      mutację genu kodującego białko PrPC. Udało się udowodnić jatrogenne
      przeniesienie choroby CJD przez użycie w operacjach neurochirurgicznych
      zanieczyszczonych instrumentów lub przyrządów, przez przeszczepienie zakażonej
      rogówki, poprzez zakażone elektrody korowe użyte podczas chirurgicznego badania
      padaczki, użycie przeszczepów z opony twardej pochodzącej ze zwłok,
      wstrzyknięcie ludzkich hormonów przysadkowych. Narażony może być personel
      medyczny mający kontakt z mózgiem osób chorych. Kontakty małżeńskie obarczone
      są bardzo małym ryzykiem zachorowania, ale są doniesienia o jednym przypadku.
      Według przypuszczeń, nowy wariant CJD związany jest z BSE i spożyciem produktów
      mięsnych pochodzących od bydła zakażonego BSE. Listę produktów z grupy ryzyka
      podano na stronie o produktach. NvCJD występuje w krajach macierzystych BSE -
      głównie w Wielkiej Brytani (do listopada 2000 85 przypadków śmiertelnych) oraz
      we Francji (4 przypadki śmiertelne - listopad 2000). Angielski epidemiolog z
      Oxfordu, Roy Anderson nie wyklucza do 500.000 zachorowań w Wielkiej Brytanii w
      ciągu następnych 30 lat.
      • Gość: ^ Re: BSE,CJD,KURU...etc ;) IP: *.cm-upc.chello.se 13.11.04, 12:39
        Arafat's Billions

        www.cbsnews.com/stories/2003/11/07/60minutes/main582487.shtml
        "This (training) will save lives."

        www.terrorism.com/modules.php?op=modload&name=About&file=index&subcontent=services&detail=currenttraining

        www.terrorism.com/
        Statements of Israeli leaders
        To Israelis, Arafat was an arch-terrorist and later, an obstacle to peace. The
        general public atmosphere regarding his death was one of relief and joy over
        the death of a bitter and cruel enemy. Israeli officials, however, reacted with
        restraint. [24] (news.bbc.co.uk/1/hi/world/middle_east/4002821.stm)
        Israeli right wing groups were uniform in welcoming Arafat's death. [25]
        (www.haaretz.com/hasen/pages/ShArtVty.jhtml?sw=Eitam&itemNo=500841)

        Israeli Prime Minister Ariel Sharon said: "The recent events could be a
        historic turning point for the Middle East. Israel is a country that seeks
        peace and will continue its efforts to reach a peace deal with the Palestinians
        without delay."

        Israeli Labor Party leader Shimon Peres said: "There is no doubt that with the
        death of Yasser Arafat an era has ended... for good or bad. The biggest mistake
        of Arafat was when he turned to terror. His greatest achievements were when he
        tried to build peace."

        Israeli Justice Minister Yossef Lapid said: "(It is) good that the world is rid
        of him... The sun is shining in the Middle East." [26]
        (news.bbc.co.uk/1/hi/world/middle_east/4001697.stm)

        National Religious Party Chairman Effi Eitam said: "Today a heavy cloud has
        been removed from the values of life, freedom and liberty .. [Arafat] is gone,
        but his teachings have sunk like poison into the hearts of his people, and it
        will take many years to heal this wound ... The Palestinians must now strive to
        return to a culture of life, justice and compassion, so that in the future, we
        will be able to speak together to achieve peace and quiet." [27]

        www.jewishvirtuallibrary.org/jsource/biography/arafat.html
        • Gość: patience 2 smierci, 2 pogrzeby - jedno BSE,CJD,KURU... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.11.04, 14:16
          Some journalists couldn't wait for Arafat's actual death to begin weeping for
          him. Take the BBC's Barbara Plett, who burst into tears on the day he was
          airlifted out of the West Bank. "When the helicopter carrying the frail old
          man rose above his ruined compound," Plett reported from Ramallah, "I started
          to cry." Normal people don't weep for brutal murderers, but Plett made it
          clear that her empathy for Arafat
          • Gość: sensibility Re: 2 smierci, 2 pogrzeby - jedno BSE,CJD,KURU... IP: *.acn.waw.pl 13.11.04, 18:20
            W najprostszych slowach :
            jeses Osoba ( przez duze O) o ponad przecietnej wrazliwosci a takze
            empatii.Rozumiem owo rozdwojenie uczuc, z jednej strony opowiesc o placzacej
            dziennikarce BBC, a z drugiej o zbrodniach faceta. Sam tego doswiadczam czesto.
            Nie moge niesety podac ci jakiegokolwiek rozwiazania w tej kwestii, gdyz sam go
            nie znam..
            Co do generala Skalskiego, az mi sie tego nie chce komentowac... cisnie mi sie
            na usta tysiac slow ale...

            3m sie po prostu!
        • Gość: suseł Re: BSE,CJD,KURU...etc ;) IP: *.acn.waw.pl 13.11.04, 14:19
          alesssszzzz.... wim.

          DRF, Arafat Arafatem, wiekszosc inteligentnych ludzi, wie ze to byl ordynarny
          terrorysta.I zlodziejem.

          A moze dla odmiany, jak ci sie nie podoba Kuru, CJD,BSE zajmiemy sie snem ??
          Ja dzisiaj o zgrozo spalem do..... 13.46...........
          • drf BSE,CJD,KURU...etc ;) 13.11.04, 17:59
            www.opinionjournal.com/extra/?id=110004075
            moze wiec chodzi o mozliwosc powiedzenia np : ze KROL JEST NAGI ...

            ze WLADZA KORUMPUJE...ze jest zycie POZA SRODKAMI MASOWEGO OBRAZU... ze warto

            MYSLEC WLASNYM MOZGIEM...ze warto miec SNY...smile

            www.apple.com/trailers/paramount/the_manchurian_candidate/manchurian_large.html

            wink))
            • Gość: <:)> Re: BSE,CJD,KURU...etc ;) IP: *.acn.waw.pl 13.11.04, 18:32
              Homo sum et.....

              usmiecham sie do Was smile



    • mcattery rozmowa z Zimbardo cz 1 13.11.04, 18:50
      Rozmowa z prof. Philipem Zimbardo
      ZOBACZ TAKŻE


      • Zimbardo, Philip (05-11-01, 13:54)


      Rozmawiają Piotr Pacewicz i Sławomir Zagórski; współpraca Bożena Jamroż 05-11-
      2001, ostatnia aktualizacja 05-11-2001 14:05
      O słusznym nieposłuszeństwie, czyli opowieści psychologa

      O więźniach i strażnikach
      Pewnej letniej niedzieli wycie syren zakłóciło spokój mieszkańców
      kalifornijskiego Palo Alto. Pod dom Tommy'ego Whitlowa, studenta wyższej
      uczelni, z piskiem opon podjechał policyjny samochód. Tommy został oskarżony o
      popełnienie przestępstwa, poinformowany o swoich prawach, zrewidowany i skuty
      kajdankami. W komisariacie zdjęto odciski palców, po czym zawiązano mu oczy i
      przewieziono do Stanfordzkiego Więzienia Stanowego. Tam mężczyznę rozebrano do
      naga, wydezynfekowano i wydano kusy więzienny strój z numerem identyfikacyjnym
      z przodu i z tyłu. Tommy stał się więźniem nr 647. W rzeczywistości Tommy nie
      popełnił żadnego przestępstwa, tylko wziął udział w jednym z najsłynniejszych
      eksperymentów z psychologii społecznej. Pan był autorem tego eksperymentu.
      Rozmowa z Panem to dla nas wielka okazja, żeby zapytać o różne rzeczy z nim
      związane. A przede wszystkim: w jakim celu Pan go przeprowadził?
      Chciałem się przekonać, w jaki sposób konkretna sytuacja społeczna wpływa na
      nasze zachowanie. Sprawdzić, co się stanie, jeśli dobrych, przyzwoitych ludzi
      umieścimy w obrzydliwym, złym miejscu. Co zwycięży - dobroć ludzi czy zło
      otoczenia?
      Dlaczego zdecydował się Pan akurat na więzienie? Przysposobił Pan do tego
      piwnicę jednego z uniwersyteckich budynków.
      Wiadomo bowiem, że więzienie jest miejscem złym. Większość osób po wyjściu z
      więzienia staje się gorsza, agresywniejsza, bardziej skłonna do popełniania
      przestępstw.
      Więzienia są złe, ponieważ zamyka się tam złych ludzi, zaś strażnicy to typowi
      socjopaci - tak myśli większość z nas. Ale co się stanie, jeżeli w więzieniu,
      zarówno w roli więźniów, jak i strażników umieści się najlepszych,
      najinteligentniejszych studentów, o normalnej osobowości? Takich, którzy nigdy
      nie zażywali narkotyków, nigdy nie byli aresztowani. Czy będą na tyle silni, by
      oprzeć się naciskowi i zachować przyzwoicie w nowej sytuacji?
      Wydawało się, że będą, że nie sprawi im to większego kłopotu, nasi studenci
      bowiem mieli wprawę w buntowaniu się. Przypomnijmy, że wszystko to działo się w
      roku 1971, w czasach wojny w Wietnamie. Młodzi wykształceni ludzie zbuntowali
      się przeciw tej wojnie, panowała niemal rewolucja przeciw establishmentowi,
      działali obrońcy praw obywatelskich.
      Co jednak wykazał eksperyment? Że wystarczy 36 godzin, by ci sami wrażliwi,
      kulturalni, mądrzy studenci przeistoczyli się w biernych, całkowicie bezradnych
      więźniów oraz agresywnych, sadystycznych strażników!
      Dlaczego tak się stało?
      Ponieważ znalezienie się w więzieniu na niby spowodowało wytworzenie nowej
      rzeczywistości społecznej - prawdziwego więzienia - w psychice dozorców i
      więźniów. I jedni, i drudzy ulegli temu z zadziwiającą szybkością.
      A przecież zadanie, jakie otrzymali strażnicy, polegało wyłącznie na utrzymaniu
      porządku. Tymczasem już od pierwszych chwil eksperymentu weszli w rolę i
      zaczęli się znęcać nad więźniami. Nalegali, by więźniowie bez szemrania
      wypełniali wszelkie polecenia. Każde niepodporządkowanie się prowadziło do
      utraty jakiegoś przywileju. Najpierw chodziło o możliwość czytania, pisania
      bądź rozmowy z innymi więźniami, potem w grę zaczęły wchodzić takie przywileje,
      jak jedzenie, mycie się czy spanie. Nieprzestrzeganie reguł pociągało też za
      sobą upokarzające kary, jak czyszczenie toalet gołymi rękoma.
      Co na to więźniowie? Wiedzieli przecież, że nie są prawdziwymi więźniami, i że
      ich koledzy również o tym wiedzą i także nie są prawdziwymi strażnikami.
      Więźniowie oczywiście początkowo się buntowali. Krzyczeli, znieważali
      strażników, barykadowali cele od wewnątrz. Jednak w miarę upływu czasu ich opór
      malał, zaś strażnicy czerpali coraz większą, sadystyczną satysfakcję z władzy.
      Kiedy rozpoczynaliśmy eksperyment, nie mieliśmy pojęcia, co odkryjemy. Jego
      wynik całkowicie nas zaskoczył. Przeczył powszechnemu przekonaniu, że dobre
      jednostki nigdy nie uległyby presji otoczenia. Tylko złych ludzi, sadystów,
      można nakłonić do robienia złych rzeczy - uważano. A tymczasem okazało się, że
      na dobrą sprawę każdy z nas mógłby zostać esesmańskim strażnikiem.
      Po wojnie uważano, że nazistowscy dozorcy musieli być sadystami czy
      psychopatami z natury. Mówiono też, że liczył się tu narodowy charakter
      Niemców. Mnie by się to nie przytrafiło, ponieważ nie jestem ani psychopatą,
      ani sadystą, ani nie mieszkam w Niemczech - uspokajali się ludzie po obu
      stronach oceanu. Mój eksperyment temu zaprzecza.
      Nie miał Pan żadnych złych przeczuć? Badanie było przecież bardzo nietypowe.
      Mnie nigdy nie interesowały sprawy drążone na tysiąc sposobów przez moich
      kolegów. Zawsze szukałem nowych intrygujących tematów i niekonwencjonalnych
      rozwiązań. Ponadto jestem osobą dramatyczną, a eksperyment więzienny od
      początku był dramatyczny. Były role, kostiumy, scena.
      Na przykład strażników, którzy de facto niczym się nie różnili od więźniów
      (jednych i drugich wybraliśmy spośród studentów, którzy odpowiedzieli na
      ogłoszenie w gazecie i losowo przydzielaliśmy do obu grup), ubraliśmy w
      identyczne mundury koloru khaki i ciemne, odblaskowe okulary. Chodziło o
      podkreślenie ich anonimowości. Więźniowie nie tylko nie znali ich personaliów,
      ale też nigdy nie mieli okazji zobaczyć ich oczu.
      Pański przyjaciel, znany amerykański psycholog społeczny Elliot Aronson, był
      bardzo krytyczny wobec tego eksperymentu.
      "Zimbardo zaangażował się i stracił kontrolę nad doświadczeniem - powiedział
      nam w wywiadzie. - Popełnił poważny błąd, że nie poprosił kogoś z zewnątrz, by
      panował nad sytuacją. Mogliby się tam pozabijać. Zimbardo był chyba niespełna
      rozumu. Teraz, po latach przyznaje, że mógł przeprowadzić eksperyment mądrzej".
      Z kolei inny Pański kolega, Stanley Milgram, twierdzi, że użył Pan tego
      eksperymentu, by zrobić karierę.
      Wielu psychologów społecznych, w tym moi najbliżsi koledzy, po ogłoszeniu
      wyników doświadczenia nie zostawili na mnie suchej nitki. Naturalnie zdaję
      sobie sprawę, że mogłem go przeprowadzić lepiej. Ale to nie Aronson pierwszy
      stwierdził, że straciłem kontrolę nad sytuacją. Ja sam mówiłem o tym głośno od
      początku.
      Po prostu zaangażowałem się w sytuację bez reszty. Nie doceniłem, jak potężnie
      atmosfera więzienia podziała na wszystkich uczestników eksperymentu.
      Wszystkich - więc także na mnie. Mówię o tym wszędzie - nie chcę, by Aronsona
      uważano za osobę, która to pierwsza powiedziała - że błąd mój polegał na tym,
      iż zdecydowałem się odegrać jednocześnie dwie role: obiektywnego naukowca
      nadzorującego eksperyment i dyrektora więzienia.
      Gdybym trzymał się tylko tej pierwszej, wszystko byłoby w porządku. A tak
      straciłem obiektywizm badacza. Do tego stopnia wciągnąłem się w codzienne życie
      więzienia, że zapominaliśmy nawet o gromadzeniu danych (a zaprzestanie
      zbierania danych to dla naukowca grzech niewybaczalny). Straciłem wolność
      rozumowania i w pewnych momentach nie byłem w stanie podejmować najważniejszych
      decyzji.
      Na przykład, gdy po 36 godzinach jeden z więźniów zaczął na zmianę płakać i
      wybuchać gniewem, zamiast uznać, że jeśli się to powtórzy, to kończymy
      eksperyment, stwierdziliśmy, że popełniliśmy błąd, rekrutując kogoś "z
      defektem".
      Ostatecznie jednak przerwałem doświadczenie po sześciu dniach, choć
      zaplanowaliśmy je na dwa tygodnie.
    • mcattery rozmowa z Zimbardo cz 2 13.11.04, 18:51
      Od początku zakładał Pan, że przed zakończeniem eksperymentu nie zwolni żadnego
      więźnia?
      Nie. Dwukrotnie zwoływana była komisja do spraw zwolnień, w skład której
      wchodzili m.in. ludzie niezwiązani bezpośrednio z doświadczeniem. Więźniowie
      zgłaszali się do komisji, a strażnicy tłumaczyli, dlaczego nie powinno się ich
      zwalniać. Więźniowie mieli prawo do odwiedzin rodziny, kapelana, prawnika i
      obrońcy z urzędu. Wszyscy doskonale widzieli, co się święci, ale mówili
      tylko "dobra robota" i odchodzili.
      Kiedy pytano mnie, dlaczego nie przerwałem doświadczenia, odpowiadałem: "A
      czemu matka albo ksiądz nie zakończyli eksperymentu?".
      Gdy jeden z chłopców załamał się psychicznie, ksiądz tłumaczył mu, że widział
      podobne załamania w prawdziwym więzieniu, ale że z czasem stajemy się twardsi,
      bardziej odporni na więzienne warunki. Dlaczego on nie kazał zaprzestać
      doświadczenia?
      Jak wyglądały odwiedziny?
      Rodzice najpierw musieli się zobaczyć z dyrektorem więzienia. Tam otrzymywali
      raport o tym, jak zachowywał się ich syn. Pozwalaliśmy jedynie na
      dziesięciominutowe widzenia, i to tylko dwóch osób.
      Rodzice zaakceptowali narzucone ograniczenia. Dzięki temu kontrolowaliśmy ich
      zachowanie. Przystawali na to, a przecież wcześniej wcale nie wyrażali zgody na
      eksperyment.
      Któregoś dnia matka jednego z więźniów powiedziała mi, że nie chce sprawiać
      kłopotów, ale nigdy nie widziała syna w tak złej kondycji psychicznej i
      fizycznej. Zdałem sobie sprawę, że będę miał z nią problem. Cóż więc zrobiłem?
      Zapytałem: "Co według pani jest problemem syna?". Tak postępują wszelkie
      autorytety, na przykład kiedy rodzice idą na wywiadówkę do szkoły. Starają się
      przekonać, jak ja w tym przypadku, że nie jest to wina sytuacji, tylko syna.
      A matka dalej swoje, że przez ciągłe budzenie więźniów w nocy syn nie spał
      przez dłuższy czas. "Czy pani syn cierpi na bezsenność?" - natychmiast odbiłem
      piłeczkę. Odpowiedziała, że o ile jest zorientowana, to nie. Widzę, że tak
      łatwo jej nie spławię, więc zwróciłem się do ojca: "Czy pański syn nie poradzi
      sobie z tą sytuacją?". Nawiązałem w ten sposób męską więź: ojciec, ja, syn.
      Ojciec postawiony w takiej sytuacji nie może powiedzieć, że syn sobie nie
      poradzi, gdyż to oznaczałoby, że syn jest słabeuszem. I ojciec odpowiedział, że
      oczywiście syn da sobie radę, wziął żonę pod rękę i wychodząc rzucił: "Robicie
      tu dobrą robotę. Wrócimy za tydzień".
      Odgrywał Pan rolę, czy była to Pana naturalna reakcja?
      W tej konkretnej sytuacji wszedłem w zupełnie obcą mi rolę.
      No więc dlatego Aronson uważa, że stracił Pan kontrolę nad eksperymentem.
      Stracił Pan kontrolę nad samym sobą.
      W pewnym sensie. Podejmowałem rolę dyrektora więzienia, a potem opuszczałem
      więzienie i znów stawałem się profesorem. Odpowiadałem na listy, rozmawiałem ze
      studentami, telefonowałem do matki.
      Tak jak nazistowscy oficerowie, którzy po powrocie do domu byli miłymi ludźmi,
      opiekowali się dziećmi.
      Na swoją obronę mam tylko to, że nieustannie zwracałem uwagę strażnikom, by nie
      byli tak agresywni w stosunku do więźniów.
      Z jakim skutkiem?
      Po pewnym czasie dozorcy postrzegali mnie jako liberała, a do tego słabeusza.
      Czekali, aż pójdę spać.
      Dlaczego?
      Ponieważ dopiero wtedy, gdy strażnicy z nocnej zmiany myśleli, że nikt ich nie
      obserwuje, zaczynały się dziać naprawdę koszmarne rzeczy. Prowadząc więźnia do
      łazienki poza terenem więzienia skuwali go kajdankami, popychali w dół schodów,
      wpychali w mocz. Wypytywaliśmy ich później, dlaczego tak postępowali.
      Odpowiadali, że kiedy byli sam na sam z więźniem, bez zaplecza, jakim było
      więzienie, np. bez umieszczonego tam napisu "nie rozmawiać", musieli pokazać
      swoją siłę. Udowodnić więźniom, że wciąż mają nad nimi władzę, choć znajdują
      się w zwykłej, a nie więziennej toalecie.
      Wniosek, jak wypływa z Pana eksperymentu, brzmi: natura ludzka jest gorsza, niż
      sądzono.
      Nie, wcale nie. Eksperyment udowodnił tylko, że jesteśmy znacznie bardziej
      podatni na wpływy, niż myśleliśmy. Że możemy zostać wychowani tak, by służyć
      np. Hitlerowi. Że można zaaranżować sytuację, kiedy ludzie twierdzący, że
      czegoś by za nic nie zrobili, po chwili to robią.
      Proces przemiany następuje, gdy umieści się ludzi w konkretnym kontekście
      społecznym, ubierze ich w mundury, odbierze tożsamość, wyznaczy rolę, jaką mają
      odegrać i każe trzymać się ściśle wyznaczonych reguł. Następuje rozproszenie
      odpowiedzialności. To nie wy jesteście odpowiedzialni, lecz sytuacja, w jakiej
      się znaleźliście, i reguły, którym musicie się podporządkować. W takich
      warunkach niezwykle łatwo manipulować ludźmi. Sprawić, by przekroczyli barierę
      pomiędzy dobrem i złem.
      Na wykładach często przedstawiam taką sytuację. Proszę studentów, by wyobrazili
      sobie, że staram się ich nakłonić do wstąpienia do plutonu egzekucyjnego, który
      wykona wyrok na zdrajcy Stanów Zjednoczonych. Prawo stanowi, że taką osobę
      należy rozstrzelać. Zdrajca został uznany za winnego i zapadła decyzja, że to
      cywile, a nie żołnierze mają dokonać egzekucji. Czy zgodzą się wejść w skład
      tego plutonu? Na początku nikt nie chce. Wystarczy jednak, iż dodam, że jest
      tylko jeden ostry nabój, a pozostałych pięć to ślepaki, i że w skład plutonu
      wchodzi osiem osób - co oznacza, iż ryzyko, że konkretnej osobie przypadnie
      ostra amunicja jest jak 1 do 48. I cóż się dzieje? Po ogłoszeniu takiego
      komunikatu natychmiast zgłaszają się chętni. Dlaczego? Ponieważ nastąpiło
      rozproszenie odpowiedzialności. Manipulując tą jedną zmienną psychologiczną,
      potrafię zmienić nastawienie studentów z "nie zabiję" na "jestem skłonny zabić".
      To nie brzmi optymistycznie.
      Ależ właśnie jest optymistyczne, ponieważ każe nam uważnie obserwować
      środowisko, w którym żyjemy i które współtworzymy.
    • mcattery rozmowa z Zimbardo cz 3 13.11.04, 18:53
      O autorytetach
      Pisze Pan w podręczniku "Psychologia i życie" , że przemożny wpływ sytuacji na
      zachowanie jednostki jeszcze bardziej przekonująco zademonstrował pański
      kolega - wspomniany Stanley Milgram w innym słynnym eksperymencie. Wielu
      naszych czytelników o nim słyszało, przypomnijmy jego przebieg tym, którzy go
      nie znają. Milgram dobierał ochotników w pary. Jedna osoba grała rolę
      nauczyciela i miała uczyć ucznia powtarzania serii wyrazów. Psycholog poprosił,
      by nauczyciel karał za każdy błąd bolesnym wstrząsem elektrycznym. Uczeń (w
      rzeczywistości pomocnik eksperymentatora) siedział w pomieszczeniu obok, tak że
      nauczyciel go nie widział, za to doskonale słyszał. Rzecz jasna żadnych
      wstrząsów naprawdę nie otrzymywał, ale nauczyciele nie podejrzewali, że to
      manipulacja. Przy pierwszym błędzie mieli karać ucznia dawką 15 woltów. Każdy
      następny błąd miał być karany surowiej. I badani posłusznie zwiększali dawkę,
      mimo że uczeń coraz głośniej błagał o litość. Kiedy zaś uczeń przestawał
      reagować, nauczyciele krzykiem domagali się poprawnej odpowiedzi, żeby nie
      musieli wymierzać mu kolejnych wstrząsów. Przez cały czas kłócili się też z
      eksperymentatorem, ale ten nalegał: "Zasady to zasady. Proszę działać dalej". I
      ostatecznie aż 62,5 proc. nauczycieli zastosowało szok o najwyższym,
      potencjalnie śmiertelnym napięciu 450 woltów. Profesorze Zimbardo - a więc
      większość z nas jest w stanie bez większych ceregieli zabić drugiego człowieka?
      Zważcie, że nauczyciele sądzili, że uczestniczą w godnym przedsięwzięciu
      badawczym. Polecenia wydawał ubrany w biały fartuch naukowiec, postrzegany
      jako "sprawiedliwy autorytet w służbie nauki". Z eksperymentu Milgrama wynika
      jednak, że jeśli ten autorytet zaczyna wydawać złe polecenia, ludzie nie
      potrafią mu odmówić.
      Początkowo wszyscy nauczyciele protestowali, ale karnie wykonywali polecenia.
      Nikt nie odmówił. A jednak to doświadczenie ma swoich bohaterów. Jedna trzecia
      powiedziała, że nie wykona polecenia, gdy napięcie przekroczyło 300 woltów, co
      musiało być już bardzo bolesne. Ale uwaga - żaden z nich nie wstał i nie
      poszedł pomóc cierpiącemu uczniowi. To był kolejny przejaw posłuszeństwa. Na
      podobnej zasadzie - dopóki nauczyciel nie pozwoli, dopóty dzieci nie mogą wstać
      z ławek i wyjść z klasy.
      Na czym polega różnica pomiędzy Pańskim eksperymentem a eksperymentem Milgrama?
      Milgram pokazał, jak autorytet jednostki potrafi zmusić ludzi do posłuszeństwa.
      A ja - jak ludzie poddają się działaniu instytucji.
      W Pańskim doświadczeniu niektórzy strażnicy pod koniec eksperymentu też się
      wyłamali i przestali poniżać więźniów.
      Chciałem badać dalej tę małą grupę moich "bohaterów". Kiedy zakończyliśmy
      eksperyment, Aronson i dwóch innych naukowców stwierdziło, że potrafiliby
      odpowiednio przygotować strażników i rezultaty nie byłyby tak negatywne.
      Zgłosiłem więc na Stanfordzie projekt kolejnego doświadczenia, do którego
      strażnicy byliby specjalnie przygotowywani. Spytano mnie, czy mogę
      zagwarantować, że uzyskam lepsze wyniki. Naturalnie nie mogłem tego zrobić. "To
      trzeba dopiero sprawdzić" - tłumaczyłem. No i uniwersytet nie wyraził zgody.
      Nie mogłem więc zbadać, czym charakteryzują się ludzie, którzy postawieni w
      sytuacji zła potrafią zbuntować się, okazać nieposłuszeństwo.
      Ale jednak trafiają się tacy ludzie, bohaterowie. Skąd się, Pana zdaniem, biorą?
      Może liczą się tu indywidualne cechy? Może to efekt wychowania religijnego?
      Dobrego przykładu rodziców? Tego nie wiemy i prawdopodobnie nigdy się nie
      dowiemy, ponieważ by zbadać to doświadczalnie, należałoby stworzyć "sytuację
      złą". Oczywiście, w każdym kraju byli ludzie, którzy na przykład pomagali Żydom
      w czasie Holocaustu. Ale po 30 - 40 latach otrzymuje się tylko retrospektywne
      odpowiedzi, dlaczego tak postępowali, co sprawiło, że zachowali się w sposób
      bohaterski. A pamięć ludzka jest zawodna.
      Chcę jeszcze dodać, że dzisiaj nie dałoby się zaaranżować sytuacji podobnej do
      tej z eksperymentu Milgrama czy mojego. Zgodnie z dzisiejszymi wymogami
      etycznymi tego rodzaju badań nie wolno dziś przeprowadzać.
      Załóżmy, że dostaje Pan jednak pozwolenie na powtórzenie eksperymentu.
      Wiedziałby Pan, jakich zmian dokonać, by pomóc ludziom stać się bohaterami?
      Aronson i inni - jak wspomniałem - twierdzili, że potrafią przygotować
      strażników, żeby byli bardziej ludzcy.
      Ja raczej zastanawiałem się, jak przygotować przyszłych więźniów, by potrafili
      mądrze odmawiać posłuszeństwa. Doszedłem do wniosku, że prostym sposobem na to
      byłby śmiech, humor. Można było na przykład zażartować: "Spójrzcie, zachowujemy
      się tak, jakby to było prawdziwe więzienie. A ty wyglądasz na prawdziwego
      strażnika". Tymczasem więźniowie nie byli w stanie się wyluzować, przypomnieć
      strażnikom, że to tylko eksperyment. Jestem przekonany, że gdyby umiejętnie
      żartowali ze strażników, ci zachowywaliby się mniej agresywnie.
      Humor pozwala nam zdystansować się wobec rzeczywistości. I dlatego go lubimy.
      • mcattery Re: rozmowa z Zimbardo cz 4 13.11.04, 18:54
        O nieśmiałości
        Po eksperymencie więziennym zabrałem się za nieśmiałość. Nieśmiałość to też
        więzienie, w które sami siebie wtrącamy. A w badaniach psychologicznych to był
        też dziewiczy ląd. Człowiek boi się odezwać, boi jakiejkolwiek konfrontacji z
        innymi. Przeprowadziliśmy ponad 10 tysięcy wywiadów na całym świecie. Na
        początku badań blisko 40 procent Amerykanów twierdziło, że są nieśmiali.
        Niedawno zebraliśmy nowe dane. I okazało się, że wśród amerykańskich studentów
        procent ów przekroczył 50. To już epidemia!
        Więc uważa Pan, że ludzi nieśmiałych jest dziś więcej niż 20 lat temu? Ale
        dlaczego? Czym to można wytłumaczyć?
        Przypuszczam, że to wynik nowej technologii, która w ciągu ostatniej dekady
        zdominowała Amerykę. Ta technologia powoduje izolację społeczną. Dzieci w
        Stanach spędzają od dwóch do ośmiu godzin dziennie na oglądaniu telewizji
        samotnie, bez nadzoru. Rodzice nie rozmawiają z nimi na temat tego, co
        obejrzały. Dzieci serfują po Internecie, grają w gry wideo i to wszystko
        izoluje je od społeczeństwa.
        Rezultat? Coraz więcej osób nie czuje się swobodnie, stojąc twarzą w twarz z
        innym człowiekiem, ponieważ nie wiedzą, jak się zachować. Doszedłem do wniosku,
        że aby próbować z tego ludzi wyzwalać, trzeba zmienić ich sposób myślenia. W
        połowie lat siedemdziesiątych stworzyłem więc Klinikę Leczenia Nieśmiałości.
        To bardzo skomplikowana rzecz prowadzić konwersację. Jak blisko usiąść? Jak
        skomplementować drugą osobę? Jak się zachować, gdy ktoś powie nam komplement?
        Setki, a nawet tysiące reguł.
        W naszej klinice rozprawiamy o tym na okrągło, radzimy, kiedy się uśmiechnąć,
        jak uważnie słuchać rozmówcy. Kręcimy filmy wideo, które obrazują, jak dana
        osoba zachowuje się w określonych sytuacjach. Tłumaczymy, że trzeba się starać,
        by inni w naszej obecności czuli się dobrze, swobodnie. Walka z nieśmiałością
        to praca na całe życie.
        Nieśmiałość jest wspaniałym tematem dla psychologa, dającym poczucie, że robimy
        coś naprawdę użytecznego, coś co pomaga ludziom żyć. Zważcie, że jeżeli ponad
        50 procent społeczeństwa zmaga się z nieśmiałością, to to staje się problemem
        ogólnonarodowym, bo ogranicza wolność społeczeństwa.
        • mcattery Re: rozmowa z Zimbardo cz 5 13.11.04, 18:55
          Wolność społeczeństwa?

          Tak. Ogranicza przecież swobodę wypowiedzi i swobodę zrzeszania się.
          Powinniście uważnie obserwować to zjawisko w swoim kraju. Polska wkracza
          przecież w wiek elektronicznej technologii, w wiek Internetu.
          O szkole, posłuszeństwie i nieposłuszeństwie
          Dlaczego tak łatwo podporządkowujemy się autorytetom i zatracamy umiejętność
          krytycznej oceny sytuacji? Ponieważ od dziecka uwarunkowuje się nas, byśmy byli
          posłusznymi władzy konformistami. Proszę zauważyć, że wszyscy uczestnicy mojego
          eksperymentu byli wychowani - poprzez szkołę podstawową, średnią, Kościół - w
          tradycji posłuszeństwa, uległości. My tylko wykazaliśmy, jak łatwo te nawyki
          można uaktywnić. Po to, by wychować mniej konformistyczne pokolenia, należałoby
          powołać coś, co nazywam szkołami nieposłuszeństwa. Twórczego nieposłuszeństwa.
          Czyli - jak być nieposłusznym, a jednocześnie nie narazić się nauczycielowi.
          Chyba trudno byłoby znaleźć do nich nauczycieli. Nauczyciele lubią posłusznych
          uczniów.
          Nauczyciel przede wszystkim chce, żeby wszyscy byli cicho. Ale jeśli powie coś
          głupiego albo niezgodnego z przekonaniami uczniów? Można się temu
          przeciwstawić, opuszczając klasę.
          Zanim w Stanach zapanował feminizm, zdarzało się, że profesorowie opowiadali
          seksistowskie kawały. Klasa się śmiała. Ale niecała. Śmiali się chłopcy, a
          dziewczyny siedziały cicho. Dopiero po rewolucji feministycznej dziewczęta
          zaczęły wyrażać swoją dezaprobatę posykiwaniem. Profesorowie zdali sobie
          sprawę, że takie żarty były dla nich obraźliwe i przestali je opowiadać.
          Inny przykład: taksówkarz opowiada antysemicki kawał. Zwykle w takiej sytuacji
          albo się śmiejemy, albo co najwyżej milczymy. Powiedzmy taksówkarzowi, że nie
          mamy ochoty słuchać tego rodzaju dowcipów. To nie jest łatwe, ponieważ czujemy
          się skrępowani, ale musimy się przemóc, by stanąć w obronie naszych przekonań.
          Jeżeli się nie przeciwstawimy, to nagle okaże się, że wokół nas coraz więcej
          osób opowiada antysemickie żarty, a wtedy już trudniej wyrazić swoją
          dezaprobatę.
          Czy naprawdę sądzi Pan, że ideę szkół nieposłuszeństwa udałoby się wprowadzić w
          życie?
          W Stanach to nierealne. Ale być może w Polsce byłoby łatwiej, ponieważ wy macie
          tradycję stawiania oporu.
          Czego jeszcze oczekiwałby Pan od tych szkół?
          Chcemy, żeby dzieci były posłuszne. Ale czy chcemy ślepego posłuszeństwa?
          Chcemy, żeby ludzie szanowali władzę - ale czy chcemy, żeby przystawali na
          faszyzm?
          Ważne jest, aby rodzicom uświadomić, że dzieci mogą w uzasadnionych przypadkach
          być nieposłuszne. By umieć odróżnić, kiedy komuś należy się szacunek, a kiedy
          mam prawo się sprzeciwić. Szacunek i dyscyplina w rodzinie i szkole to są
          rzeczy dobre, ale konformizm to rzecz zła.
          Według mnie należy w bardzo młodym wieku uczyć dzieci o rewolucji, kiedy ona
          jest dobra, a kiedy zła. Jak narodziła się rewolucja "Solidarności". Jak udało
          się nakłonić intelektualistów i stoczniowców, by w sposób twórczy wypowiedzieli
          posłuszeństwo.
          Chciałbym też, by uczono tam żartowania. Są ludzie z natury skorzy do żartów.
          Ale wielu tego nie potrafi. Dlatego żartowania powinno się uczyć w szkole.
          W czasach komunizmu to był popularny sposób samoobrony.
          Tak. Graffiti, dowcipy podziemne... Dzięki humorowi można nauczyć ludzi, aby w
          twórczy sposób minimalizowali powagę, z jaką władza zajmuje swoje stanowisko.
          Chciałbym też, aby w szkole uczono, by ludzie nie traktowali się zbyt poważnie.
          By umieli patrzeć oczami innych i nie bali się być śmieszni. Wtedy, gdy ktoś im
          powie: "wyglądasz głupio", potrafili odpowiedzieć: "świetnie, czasami chcę tak
          wyglądać".
          • mcattery Re: rozmowa z Zimbardo cz 6 13.11.04, 18:57
            Cztery lata temu miałem okazję chodzić na Pana zajęcia na Uniwersytecie
            Stanforda. Pamiętam, jak urządził Pan "Dzień dziwaka" (Deviant Day). Większość
            studentów przyszła ubrana niecodziennie, prowokująco.
            Od lat przeprowadzam ten eksperyment, chociaż dopiero tu, w Warszawie, na
            uniwersytecie opowiedziałem o nim na forum publicznym. Proszę moich studentów,
            by przez jeden dzień starali się zachowywać w sposób inny niż zazwyczaj. Żeby
            zrobili coś sprzecznego ze swoim wyobrażeniem o sobie. Jeżeli ważne dla nich
            jest, by wyglądać elegancko, namawiam, żeby ubrali się w łachmany. Jeżeli
            pragną uchodzić za mądrych, niech zachowują się głupio. I tak mają postępować
            przez cały dzień, nie mówiąc nikomu, że to praca domowa.
            Potem na wykładzie omawiamy, kto co zrobił i dlaczego, jak ludzie reagowali i
            jakie to wywołało w nich uczucia.
            Dodam, że ja sam również się wtedy przebieram. Przez półtorej godziny prowadzę
            wykład ubrany w sukienkę, mam perukę. W trakcie wykładu nakładam kolczyki,
            maluję się szminką. To bardzo krępujące, ale dzięki temu moim studentom łatwiej
            jest przeprowadzić ten eksperyment.
            Za każdym razem najważniejszą nauką płynącą z tego doświadczenia jest to, żeby
            studenci zdawali sobie sprawę z przemożnej siły konformizmu. Na własnej skórze
            odczuwali, co to znaczy, że ludzie się z nich śmieją, nie chcą z nimi
            rozmawiać. A przecież wszyscy chcemy, by nas lubiano, akceptowano.
            Pokazywał Pan także na wykładach filmiki świadczące o owej przemożnej sile
            konformizmu.
            Studenci uwielbiają je oglądać. Psycholog społeczny Allen Funt okiem ukrytej
            kamery rejestrował, jak zwyczajni ludzie zachowują się w niecodziennych
            sytuacjach. Wynikało z tego, że jeżeli kogoś ubierzemy w mundur, to ta osoba
            może powiedzieć coś totalnie bezsensownego, a ludzie będą się słuchać.
            Na przykład, na moście przy wjeździe do stanu Delaware umundurowany osobnik
            mówił: "Stan Delaware jest dzisiaj zamknięty. Mamy wiosenne sprzątanie. Musicie
            wracać do New Jersey". I ludzie zawracali!
            Albo przed sklepem, w którym podłoga była ułożona w szachownicę, umieszczono
            napis: "Proszę nie stawać na czarnych kafelkach". I klienci chodzili po
            sklepie, skacząc z jednej białej płytki na drugą. Okropnie się przy tym
            męczyli. Niektórzy drobili, inni przeskakiwali przez dwa czarne kafelki naraz,
            tylko nieliczni, rozglądając się niepewnie, czy nikt ich nie widzi, łamali
            przepis. Zupełnie niezwykłe jest to, z jaką łatwością jakikolwiek symbol
            władzy - mundur czy napis - sprawia, że ludzie robią rzeczy głupie, a nawet
            niebezpieczne.
            Oglądając telewizyjny program "Ukryta kamera", zwykle śmiejemy się do rozpuku,
            choć rzadko dociera do nas głębszy sens tego, co się dzieje. Jak mocno
            zakorzenione jest w nas poczucie posłuszeństwa.
            Wykład, który wygłosił Pan w Warszawie podczas inauguracji roku akademickiego w
            Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, nosił tytuł "Psychologia wyzwolenia"
            (Psychology of Liberation). Wyzwolenia od czego?
            Od ignorancji.
            Chciałem, by moje wystąpienie zainspirowało studentów. Mówiłem m.in. o wolności
            i o sensownej niezgodzie na świat. Starałem się wykazać, że wykształcenie jest
            jednym z kluczowych warunków bycia wolnym. To przecież dzięki wykształceniu
            jesteśmy w stanie ocenić kto i w jaki sposób ogranicza naszą wolność. Miałem tu
            na myśli ograniczenia narzucone przez najrozmaitszej maści dyktatorów, przez
            ideologie, instytucje.
            Tłumaczyłem, że edukacja z jednej strony dodaje nam skrzydeł, a z drugiej
            nawiązuje do naszych korzeni. Skrzydła pozwalają studentom wzlatywać w
            intelektualne przestworza i miewać wizje, których bez wykształcenia nigdy by
            nie doświadczyli. Z kolei korzenie zapewniają im łączność z przeszłością, z
            tradycją, z rodziną, z narodem. To dla mnie idealna kombinacja tego, co może
            dać wykształcenie. A wiem, o czym mówię, bo sam pochodzę z biednej,
            niewyedukowanej, sycylijskiej rodziny. Nikt z moich krewnych nie skończył
            szkoły średniej.
            Pokazałem warszawskim studentom dwa rekwizyty - liczącą ponad 100 lat szczotkę
            do butów i równie starą brzytwę fryzjerską. Tej pierwszej używał mój dziadek ze
            strony matki, który robił buty na Sycylii. Druga stanowiła własność dziadka ze
            strony ojca - fryzjera. To były właśnie dwie kariery dla mnie - mogłem zostać
            albo szewcem, albo fryzjerem. A tymczasem dziś udzielam wam wywiadu, a wczoraj
            wystąpiłem w charakterze gościa honorowego i wykładowcy podczas inauguracji
            roku akademickiego na polskiej wyższej uczelni.
            Jak to możliwe? To, co różni mojego dziadka i mnie, to wykształcenie. Dzięki
            niemu miałem nieomal nieograniczony wybór drogi życiowej. Mój dziadek takiego
            wyboru nie miał.
            Ale zgodzi się Pan, że można być człowiekiem wykształconym, a wcale nie czuć
            się wolnym?
            Naturalnie. Ludziom niewykształconym jednak dużo trudniej bronić własnej
            wolności i niezależności. Tym bardziej że w większości społeczeństw jest tyle
            mechanizmów i instytucji, które czyhają na naszą niezależność. Choćby reklama.
            Wmawiają ci, żebyś kupił to czy tamto. Wydaje się nam, że mamy wolny wybór, a w
            rzeczywistości jesteśmy go pozbawieni. Ulegamy przyzwyczajeniom, zamiast
            zachowywać się w sposób racjonalny.
            Nie sądzi Pan, że zarówno z Pańskiego eksperymentu, jak i z doświadczenia
            Milgrama wynika wniosek, że system szkolny, uniwersytecki, uczy konformizmu?
            Dlatego dziwię się, że tak Pan go wychwala. Gdyby nie system uniwersytecki, nie
            pozwolono by na przeprowadzenie podobnych eksperymentów. Rodzice zaakceptowali
            doświadczenie, ponieważ to uniwersytet je nadzorował. Tymczasem okazuje się, że
            uniwersytet może stać się siłą konformistyczną, a nie wyzwoleńczą.
            Tradycyjna edukacja rzeczywiście promuje konformizm. Dlatego właśnie upieram
            się przy swoich szkołach nieposłuszeństwa. Chcemy, by ludzie szanowali władzę,
            by dzieci były posłuszne. Ale czy chcemy, by byli ślepo posłuszni? Nie.
            Tymczasem nasze szkoły nie przygotowują uczniów, by potrafili odróżnić
            sprawiedliwy autorytet od niesprawiedliwego, dobrego przywódcę od żądnego
            władzy tyrana.
            A czy ma Pan pomysł na eksperyment z psychologii społecznej, który dałby
            pozytywne rezultaty i nadzieję, że poprzez stworzenie stymulujących warunków
            pozytywnego środowiska ludzie staną się lepsi, bardziej altruistyczni?
            Przychodzi mi na myśl doświadczenie, które byłoby przeciwieństwem eksperymentu
            Milgrama. Chodziłoby o to, by nakłonić ludzi do coraz to trudniejszych zachowań
            pozytywnych. Na przykład do wyrażenia zgody na przeszczep serca po śmierci.
            Ludzie twierdzą, że to ważne, ale wcale nie mają ochoty się na to godzić. Można
            by ustalić szereg altruistycznych uczynków, oszacowanych w skali od 1 do 10, i
            starać się nakłonić badanych, aby zgadzali się na coraz to bardziej
            altruistyczne działania. W trakcie eksperymentu zmieniać ich zachowanie
            od: "Nie, nie zrobię tego" do "Dobrze. Zgadzam się". To byłby przykład
            pozytywnej psychologii.
            O życiu czasem przeszłym, przyszłym i teraźniejszym
            Mój nowy konik to obserwowanie, jakie jest nastawienie ludzi do czasu.
            Zamieniamy się w słuch.
            Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że sposób, w jaki
            ludzie oceniają swoje doświadczenia życiowe w kategorii przeszłości,
            teraźniejszości i przyszłości, ma na nich przemożny wpływ.
            W zależności od pochodzenia, religii, wykształcenia, niektórzy ludzie skłonni
            są nadużywać przeszłości, teraźniejszości lub przyszłości, a nie doceniać
            pozostałych czasów. I to często ma groźne skutki, tymczasem ludzie nie zdają
            sobie z tego sprawy.
            Na przykład ci, którzy skupiają się na przeszłości, stale odwołują się do
            dawnych doświadczeń i zamiast postrzegać sytuację jako nową, za wszelką cenę
            starają się ją wtłoczyć w ramy znane z przeszłości. Tacy ludzie z nostalgią
            wspominają rodzinne święta Bożego Narodzenia, lubią wracać pamięcią do dawnych,
            dobrych czasów. Cóż w tym złego? Nic. Przeciwnie, to cecha, która łączy nas z
            naszymi korzeniami, tradycją,
          • mcattery Re: rozmowa z Zimbardo cz 7 ostatnia 13.11.04, 18:59
            Lepiej więc być nastawionym na przyszłość?
            Nie do końca. Ludzie zapatrzeni w przyszłość stawiają sobie cele i wolą
            poczekać na gratyfikację. W efekcie osiągają sukcesy w szkole, w biznesie, ale
            płacą za to słoną cenę. Często bowiem rezygnują z "kapitału społecznego". Nie
            troszczą się o rodzinę, przyjaciół, społeczność, czyli o wszystko, co może
            stanąć im na drodze do sukcesu. Zapominają też o tym, żeby znaleźć czas na
            korzystanie z przyjemności życia. Zostaje nam troska o teraźniejszość.
            \Tak, ci to dopiero potrafią cieszyć się życiem. Carpe diem, dobre jedzenie,
            dobre wino, dobry seks. Żyje się chwilą. Tacy ludzie są świetnymi przyjaciółmi.
            Są też jednak znacznie bardziej podatni na nałogi. Jedzenie, seks, narkotyki.
            Co ciekawe, uleganie nałogom nie idzie w parze z wiedzą na temat konsekwencji
            nałogu. Kiedy zapytać ich na przykład o skutki nieostrożnego seksu, doskonale
            znają konsekwencje (AIDS, ciąża). Ale w sytuacji, gdy są pobudzeni, nie
            istnieje dla nich czas przyszły. Tymczasem ktoś, kto jest nastawiony na
            przyszłość, w takich sytuacjach mówi "nie".
            Skrytykował Pan wszystkie trzy modele. Czyli nie ma tu dobrego wyjścia?
            Jest. Zachowanie równowagi pomiędzy sposobem odbierania przeszłości,
            teraźniejszości i przyszłości. Kiedy pracuję, to nagrodę otrzymam później.
            Kiedy skończę pracę, będę się bawił i cieszył życiem. Kiedy będę rozmawiał z
            babcią o naszej przeszłości, to postaram się być uczestnikiem tej pozytywnej
            przeszłości.
            Robiliśmy ostatnio badania na temat postrzegania czasu i okazało się, że
            ludzie, którzy są nastawieni negatywnie na przeszłość i pesymistycznie na
            przyszłość - nie bardzo też potrafią się cieszyć teraźniejszością. Twierdzą, że
            nie opłaca się niczego planować, ponieważ to i tak przeznaczenie rządzi życiem.
            Nasze badania wykazały, że te dwie postawy przyczyniają się do agresji, złości,
            depresji. Tymczasem nastawienie do czasu można przecież próbować zmienić. Jak
            to robić - nad tym właśnie się głowimy.
            Mówił Pan, że są całe społeczności nastawione na teraźniejszość lub przeszłość.
            To świetnie widać na przykładzie Włoch. Ten kraj żyje w dwóch różnych
            przedziałach czasu. Północne Włochy to przyszłość i przeszłość. Teraźniejszość
            tam nie istnieje. Natomiast na południe od Rzymu ludzie są nastawieni wyłącznie
            na teraźniejszość i przeszłość. Opowiadają o swojej historii i żyją chwilą
            obecną (szczególnie cenią porę obiadową). Wszystko to naturalnie jest mało
            efektywne.
            Północ Włoch chce się oderwać od Południa. Ludzie z Północy mówią, że z
            Południem nie da się prowadzić interesów, ponieważ południowi Włosi nie
            podchodzą poważnie do pracy. Powstaje pytanie, jak zmienić postawę ludzi,
            którzy nigdy nie byli nastawieni na przyszłość.
            Inny przykład. W USA dzieci pochodzące z rodzin mniejszości narodowych
            (Murzyni, Portorykańczycy) często nie dają sobie rady w szkole. Zakłada się, że
            są mniej inteligentni niż rówieśnicy. Moja hipoteza brzmi, że oni wcale nie są
            głupsi, a ich trudności w nauce to efekt nastawienia do przeszłości,
            teraźniejszości i przyszłości. Dzieci te pochodzą bowiem z rodzin, których
            członkowie nie interesują się przyszłością. Jeśli ich tego nie nauczymy, nie
            osiągną dobrych wyników w szkole, nie dostaną się do college'u.
            Z naszych badań jasno wynika, że uczniowie zorientowani na teraźniejszość mają
            gorsze stopnie, nawet jeżeli są równie inteligentni. Pracują tylko wtedy, gdy
            lubią nauczyciela lub dany przedmiot. Tymczasem ludzie zapatrzeni w przyszłość
            pracują z jednakową intensywnością, niezależnie od tego, czy lubią przedmiot,
            ponieważ zależy im na dobrej pensji.
            Profesorze Zimbardo, podkreśla Pan, że jest "psychologiem z pogranicza".
            Prowadził Pan zawsze kontrowersyjne badania. Na wykładach zachowuje się Pan jak
            showman, puszcza z taśmy ostry rock, przebiera się w kobiece ciuchy. Teraz
            jednak przyszła Panu chęć przewodniczenia szacownej naukowej instytucji, jaką
            jest Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologów. Czy opinia, jaką ma Pan wśród
            kolegów-naukowców, nie sprawi, że nie zagłosują na Pana?
            Zobaczymy. Sądzę, że dość często naukowcy zbyt poważnie traktują samych siebie.
            Ja zawsze staram się uświadomić ludziom, że nie powinno się innych oceniać po
            wyglądzie, lecz po tym, jak myślą. Czasem przychodzę na wykłady ubrany w
            elegancki garnitur, czasem w koszulkę bawełnianą i dżinsy. Moja inteligencja
            nie zależy od tego, jak wyglądam.
            I jeszcze jedna ważna sprawa. Zawsze uczę studentów, że trzeba umieć cieszyć
            się życiem. Życie jest zbyt krótkie, by z tego zrezygnować.
    • Gość: lUNArㄖㄡ AN.TUI MO.ROU QIA.NA MO2.GUN.ZHEN IP: *.cm-upc.chello.se 17.11.04, 20:11
      PAI.KOU COU.DOU YAO
      ....................
      Poㄖㄡanne dzieci...
      ..............

      Placzcie Poㄖㄡanne dzieci
      alleUlewa...zewanie chmury
      mokra skora
      Smiejcie sie wieCzone dzieci
      az do lzow potoku rzeki
      oceanu
      fal z ksiezyca
      AN TUI MO ROU QIA
      NA MO2 GUN ZHEN
      PAI KOU COU DOU
      YAO
      ...

      Manipulations

      Pushing (Tui Fa)

      Grasping (Na Fa)

      Pressing (An Fa)

      Rubbing (Mo Fa)

      Kneading (Rou Fa)

      Arc pushing (Yun Fa)

      Nipping (Qia Fa)

      Pinching (Nie Fa)

      .........Behandlungstechniken mit Variationen
      und Kombinationen
      • Massierende Manipulationen
      Tui, Na, An, Mo, Rou, Nie, Cuo, Ca, Kou Ji, Gun, Yi Zhi Chan
      • Mobilisierende und reponierende Manipulationen
      Ban, Ba Shen, Yao, Dou, Qia, Cai, Nian, Ning, Tan Bo, Gua


      www.library.ucla.edu/libraries/eastasian/ctable2.htm
      • drf atmosfera tego swiata sztucznego... 18.11.04, 00:56
        SKLEPY CYNAMONOWE

        www.gutenberg.net/etext05/sklep10.txt

        W okresie najkrótszych, sennych dni zimowych, ujetych
        z obu stron, od poranku i od wieczora, w futrzane krawedzie zmierzchów,
        gdy miasto rozgalezialo sie coraz glebiej w labirynty zimowych nocy, z
        trudem przywolywane przez krótki swit do opamietania, do powrotu--
        ojciec mój byl juz zatracony, zaprzedany, zaprzysiezony tamtej sferze.
        Twarz jego i glowa zarastaly wówczas bujnie i dziko siwym wlosem,
        sterczacym nieregularnie wiechciami, szczecinami, dlugimi pedzlami,
        strzelajacymi z brodawek, z brwi, z dziurek od nosa--co nadawalo jego
        fizjonomii wyglad starego, nastroszonego lisa. Wech jego i sluch
        zaostrzal sie niepomiernie i znac bylo po grze jego milczacej i napietej
        twarzy, ze za posrednictwem tych zmyslów pozostaje on w ciaglym
        kontakcie z niewidzialnym swiatem ciemnych zakamarków, dziur mysich,
        zmurszalych przestrzeni pustych pod podloga i kanalów kominowych.
        Wszystkie chroboty, trzaski nocne, tajne, skrzypiace zycie podlogi mialy
        w nim nieomylnego i czujnego dostrzegacza, szpiega i wspólspiskowca.
        Absorbowalo go to w tym stopniu, ze pograzal sie zupelnie w tej
        niedostepnej dla nas sferze, z której nie próbowal zdawac nam sprawy.
        Nieraz musial strzepywac palcami i smiac sie cicho do siebie samego, gdy
        te wybryki niewidzialnej sfery stawaly sie zbyt absurdalne; porozumiewal
        sie wówczas spojrzeniem z naszym kotem, który równiez wtajemniczony w
        ten swiat, podnosil swa cyniczna, zimna, porysowana pregami twarz,
        mruzac z nudów i obojetnosci skosne szparki oczu. Zdarzalo sie podczas
        obiadu, ze wsród jedzenia odkladal nagle nóz i widelec i z serweta
        zawiazana pod szyja podnosil sie kocim ruchem, skradal na brzuscach
        palców do drzwi sasiedniego, pustego pokoju i z najwieksza ostroznoscia
        zagladal przez dziurke od klucza. Potem wracal do stolu, jakby
        zawstydzony, z zaklopotanym usmiechem, wsród mrukniec i niewyraznych
        mamrotan, odnoszacych sie do wewnetrznego monologu, w którym byl
        pograzony. Azeby mu sprawic pewna dystrakcje i oderwac go od
        chorobliwych dociekan, wyciagala go matka na wieczorne spacery, na które
        szedl, milczac, bez oporu, ale i bez przekonania, roztargniony i
        nieobecny duchem. Raz nawet poszlismy do teatru. Znalezlismy sie znowu w
        tej wielkiej, zle oswietlonej i brudnej sali, pelnej sennego gwaru
        ludzkiego i bezladnego zametu. Ale gdy przebrnelismy przez cizbe ludzka,
        wynurzyla sie przed nami olbrzymia bladomebieska kurtyna, jak niebo
        jakiegos innego firmamentu. Wielkie, malowane maski rózowe, z wydetymi
        policzkami, nurzaly sie w ogromnym plóciennym przestworzu. To sztuczne
        niebo szerzylo sie i plynelo wzdluz i w poprzek, wzbierajac ogromnym
        tchem patosu i wielkich gestów, atmosfera tego swiata sztucznego i
        pelnego blasku, który budowal sie tam, na dudniacych rusztowaniach
        sceny. Dreszcz plynacy przez wielkie oblicze tego nieba, oddech
        ogromnego plótna, od którego rosly i ozywaly maski, zdradzal
        iluzorycznosc tego firmamentu, sprawial to drganie rzeczywistosci, które
        w chwilach metafizycznych odczuwamy jako migotanie tajemnicy. Maski
        trzepotaly czerwonymi powiekami, kolorowe wargi szeptaly cos bezglosnie
        i wiedzialem, ze przyjdzie chwila, kiedy napiecie tajemnicy dojdzie do
        zenitu i wtedy wezbrane niebo kurtyny peknie naprawde, uniesie sie i
        ukaze rzeczy nieslychane i olsniewajace. Lecz nie bylo mi dane doczekac
        tej chwili, albowiem tymczasem ojciec zaczal zdradzac pewne oznaki
        zaniepokojenia, chwytal sie za kieszenie i wreszcie oswiadczyl, ze
        zapomnial portfelu z pieniedzmi i waznymi dokumentami. Po krótkiej
        naradzie z matka, w której uczciwosc Adeli zostala poddana pospiesznej,
        ryczaltowej ocenie, zaproponowano mi, zebym wyruszyl do domu na
        poszukiwanie portfelu. Zdaniem matki do rozpoczecia widowiska bylo
        jeszcze wiele czasu i przy mojej zwinnosci moglem na czas powrócic.
        Wyszedlem w noc zimowa, kolorowa od iluminacji nieba. Byla to jedna z
        tych jasnych nocy, w których firmament gwiezdny jest tak rozlegly i
        rozgaleziony, jakby rozpadl sie, rozlamal i podzielil na labirynt
        odrebnych niebios, wystarczajacych do obdzielenia calego miesiaca nocy
        zimowych i do nakrycia swymi srebrnymi i malowanymi kloszami wszystkich
        ich nocnych zjawisk, przygód, awantur i karnawalów. Jest lekkomyslnoscia
        nie do darowania wysylac w taka noc mlodego chlopca z misja wazna i
        pilna, albowiem w jej pólswietle zwielokrotniaja sie, placza i
        wymieniaja jedne z drugimi ulice. Otwieraja sie w glebi miasta, zeby tak
        rzec, ulice podwójne, ulice sobowtóry, ulice klamliwe i zwodne.
        Oczarowana i zmylona wyobraznia wytwarza zludne plany miasta, rzekomo
        dawno znane i wiadome, w których te ulice maja swe miejsce i nazwe, a
        noc w niewyczerpanej swej plodnosci nie ma nic lepszego do roboty, jak
        dostarczac wciaz nowych i urojonych konfiguracji. Te kuszenia nocy
        zimowych zaczynaja sie zazwyczaj niewinnie od chetki skrócenia sobie
        drogi, uzycia niezwyklego lub predszego przejscia. Powstaja ponetne
        kombinacje przeciecia zawilej wedrówki jakas nie wypróbowana przecznica.
        Ale tym razem zaczelo sie inaczej. Uszedlszy pare kroków, spostrzeglem,
        ze jestem bez plaszcza. Chcialem zawrócic, lecz po chwili wydalo mi sie
        to niepotrzebna strata czasu, gdyz noc nie byla wcale zimna, przeciwnie
        - pozylkowana strugami dziwnego ciepla, tchnieniami jakiejs falszywej
        wiosny.

        www.gutenberg.net/etext05/sklep10.txt
        • Gość: !d The Land of Love IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 01:16


          The Land of Love

          "W ell, is `hee-haw` all you are able to say?" inquired the Sawhorse, as he
          examined Hank with his knot eyes and slowly wagged the branch that served him
          for a tail.

          They were in a beautiful stable in the rear of Ozma`s palace, where the wooden
          Sawhorse--very much alive--lived in a gold-paneled stall, and where there were
          rooms for the Cowardly Lion and the Hungry Tiger, which were filled with soft
          cushions for them to lie upon and golden troughs for them to eat from.

          Beside the stall of the Sawhorse had been placed another for Hank, the mule.
          This was not quite so beautiful as the other, for the Sawhorse was Ozma`s
          favorite steed; but Hank had a supply of cushions for a bed (which the Sawhorse
          did not need because he never slept) and all this luxury was so strange to the
          little mule that he could only stand still and regard his surroundings and his
          queer companions with wonder and amazement.

          The Cowardly Lion, looking very dignified, was stretched out upon the marble
          floor of the stable, eyeing Hank with a calm and critical gaze, while near by
          crouched the huge Hungry Tiger, who seemed equally interested in the new animal
          that had just arrived. The Sawhorse, standing stiffly before Hank, repeated his
          question

          "Is `hee-haw` all you are able to say?"

          Hank moved his ears in an embarrassed manner.

          "I have never said anything else, until now," he replied; and then he began to
          tremble with fright to hear himself talk.

          "I can well understand that," remarked the Lion, wagging his great head with a
          swaying motion. "Strange things happen in this Land of Oz, as they do
          everywhere else. I believe you came here from the cold, civilized, outside
          world, did you not?"

          "I did," replied Hank. "One minute I was outside of Oz--and the next minute I
          was inside! That was enough to give me a nervous shock, as you may guess; but
          to find myself able to talk, as Betsy does, is a marvel that staggers me."

          "That is because you are in the Land of Oz," said the Sawhorse. "All animals
          talk, in this favored country, and you must admit it is more sociable than to
          bray your dreadful `hee-haw,` which nobody can understand."

          "Mules understand it very well," declared Hank.

          "Oh, indeed! Then there must be other mules in your outside world," said the
          Tiger, yawning sleepily.

          "There are a great many in America," said Hank. "Are you the only Tiger in Oz?"

          "No," acknowledged the Tiger, "I have many relatives living in the Jungle
          Country; but I am the only Tiger living in the Emerald City."

          "There are other Lions, too," said the Sawhorse; "but I am the only horse, of
          any description, in this favored Land."

          "That is why this Land is favored," said the Tiger. "You must understand,
          friend Hank, that the Sawhorse puts on airs because he is shod with plates of
          gold, and because our beloved Ruler, Ozma of Oz, likes to ride upon his back."

          "Betsy rides upon my back," declared Hank proudly.

          "Who is Betsy?"

          "The dearest, sweetest girl in all the world!"

          The Sawhorse gave an angry snort and stamped his golden feet. The Tiger
          crouched and growled. Slowly the great Lion rose to his feet, his mane
          bristling.

          "Friend Hank," said he, "either you are mistaken in judgment or you are
          willfully trying to deceive us. The dearest, sweetest girl in the world is our
          Dorothy, and I will fight anyone--animal or human- -who dares to deny it!"

          "So will I!" snarled the Tiger, showing two rows of enormous white teeth.

          "You are all wrong!" asserted the Sawhorse in a voice of scorn. "No girl living
          can compare with my mistress, Ozma of Oz!"

          Hank slowly turned around until his heels were toward the others. Then he said
          stubbornly:

          "I am not mistaken in my statement, nor will I admit there can be a sweeter
          girl alive than Betsy Bobbin. If you want to fight, come on--I`m ready for you!"

          While they hesitated, eyeing Hank`s heels doubtfully, a merry peal of laughter
          startled the animals and turning their heads they beheld three lovely girls
          standing just within the richly carved entrance to the stable. In the center
          was Ozma, her arms encircling the waists of Dorothy and Betsy, who stood on
          either side of her. Ozma was nearly half a head taller than the two other
          girls, who were almost of one size. Unobserved, they had listened to the talk
          of the animals, which was a very strange experience indeed to little Betsy
          Bobbin.

          "You foolish beasts!" exclaimed the Ruler of Oz, in a gentle but chiding
          voice. "Why should you fight to defend us, who are all three loving friends and
          in no sense rivals? Answer me!" she continued, as they bowed their heads
          sheepishly.

          "I have the right to express my opinion, your Highness," pleaded the Lion.

          "And so have the others," replied Ozma. "I am glad you and the Hungry Tiger
          love Dorothy best, for she was your first friend and companion. Also I am
          pleased that my Sawhorse loves me best, for together we have endured both joy
          and sorrow. Hank has proved his faith and loyalty by defending his own little
          mistress; and so you are all right in one way, but wrong in another. Our Land
          of Oz is a Land of Love, and here friendship outranks every other quality.
          Unless you can all be friends, you cannot retain our love."

          They accepted this rebuke very meekly.

          "All right," said the Sawhorse, quite cheerfully; "shake hoofs, friend Mule."

          Hank touched his hoof to that of the wooden horse.

          "Let us be friends and rub noses," said the Tiger. So Hank modestly rubbed
          noses with the big beast.

          The Lion merely nodded and said, as he crouched before the mule:

          "Any friend of a friend of our beloved Ruler is a friend of the Cowardly Lion.
          That seems to cover your case. If ever you need help or advice, friend Hank,
          call on me.

          "Why, this is as it should be," said Ozma, highly pleased to see them so fully
          reconciled. Then she turned to her companions: "Come, my dears, let us resume
          our walk."

          As they turned away Betsy said wonderingly:

          "Do all the animals in Oz talk as we do?

          "Almost all," answered Dorothy. "There`s a Yellow Hen here, and she can talk,
          and so can her chickens; and there`s a Pink Kitten upstairs in my room who
          talks very nicely; but I`ve a little fuzzy black dog, named Toto, who has been
          with me in Oz a long time, and he`s never said a single word but `Bow-wow!`"

          "Do you know why?" asked Ozma.

          "Why, he`s a Kansas dog; so I s`pose he`s different from these fairy animals,"
          replied Dorothy.

          "Hank isn`t a fairy animal, any more than Toto," said Ozma, "yet as soon as he
          came under the spell of our fairyland he found he could talk. It was the same
          way with Billina, the Yellow Hen whom you brought here at one time. The same
          spell has affected Toto, I assure you; but he`s a wise little dog and while he
          knows everything that is said to him he prefers not to talk."

          "Goodness me!" exclaimed Dorothy. "I never s`pected Toto was fooling me all
          this time." Then she drew a small silver whistle from her pocket and blew a
          shrill note upon it. A moment later there was a sound of scurrying foot-steps,
          and a shaggy black dog came running up the path

          Dorothy knelt down before him and shaking her finger just above his nose she
          said:

          "Toto, haven`t I always been good to you?"

          Toto looked up at her with his bright black eyes and wagged his tail.

          "Bow-wow!" he said, and Betsy knew at once that meant yes, as well as Dorothy
          and Ozma knew it, for there was no mistaking the tone of Toto`s voice.

          "That`s a dog answer," said Dorothy. "How would you like it, Toto, if I said
          nothing to you but `bow-wow`?"

          Toto`s tail was wagging furiously now, but otherwise he was silent.

          "Really, Dorothy," said Betsy, "he can talk with his bark and his tail just as
          well as we can. Don`t you understand such dog language?"

          "Of course I do," replied
        • Gość: eh....... Sanatorium pod klepsydra..... IP: *.acn.waw.pl 18.11.04, 01:30
          jw
    • Gość: canaPKa wanted! az zglodnialem !poproszeowyjasnienieeksperymentu IP: *.acn.waw.pl 18.11.04, 03:00
      poddaje sie.
      ale nasuwa mi sie inne pytanie:
      dlacego zadales te a nie inne pytania:
      tj czy chodzi o slawe ?
      pienadze ?
      zadowolenie z zycia ?

      hm.... egocentrycznie odniose je do siebie.Slawa - juz mi przeszlo. Pieniadze -
      tak chce coraz wiecej. Lubie pieniadze i sie do tego przyznaje.
      Zadowolenie z zycia najwazniejsze. Dodaje rzeczy arcywazne :
      najwazniejsze,ze ma sie poczucie,ze we wspolnym domu jest ktos, kto cie kocha
      tak samo mocno jak ty jego. Mocno ale....nietoskycznie.....





      • Gość: 97AAL 9&3/4 Zakon Syjonu IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 09:57

        Dan Brown

        Kod Leonarda Da Vinci





        Sonia Draga i Albatros Andrzej Kuryłowicz


        Demonizm niejednoznaczności

        Maciej Pinkwart

        Dobiega jedenasta w nocy. W Luwrze świecą się tylko słabiutkie światła
        techniczne- obrazy odpoczywają. W Wielkiej Galerii malarstwa włoskiego w
        skrzydle Denona kustosz największego muzeum na świecie, 76-letni Jacques
        Sauniere ma przed sobą jeszcze 15 minut życia. Właśnie ledwo powłócząc nogami
        wraca z sąsiedniej sali, gdzie zwykle kłębią się największe tłumy, mimo zakazu
        błyskają flesze, a wszyscy usiłują uruchomić komórki, by zawiadomić rodzinę i
        znajomych: Słuchaj, właśnie stoję przed Moną Lizą, masz pojęcie jaki tu tłok?
        Komórki w tej sali jednak nie działają i mimo że teraz jest pusto i głucho
        kustosz nie może nikomu dać znać o tym że umiera, kto go zabił ani też nie ma
        jak przekazać największej tajemnicy wszechczasów, której jest ostatnim
        depozytariuszem. Na pleksiglasowej szybie najsławniejszego obrazu świata pisze
        więc kilka słów niewidocznym dla zwykłych oczu tuszem. Po czym wraca do
        Wielkiej Galerii, ostatnim wysiłkiem rozbiera się, rysuje wokół siebie krąg,
        pisze jeszcze kilkanaście cyfr i umiera, przybierając pozę, przypominającą
        najsłynniejszą grafikę świata - sylwetkę nagiego mężczyzny, wpisanego w krąg.
        Człowiek witruwiański Leonarda da Vinci.

        A potem, zgodnie ze znaną receptą Hitchcocka - napięcie stopniowo wzrasta. Dan
        Brown, z którego poprzedniej książki "Anioły i demony" niedawno lekko się
        naśmiewałem - tutaj trzyma czytelnika w nieustannym napięciu i nie trudno mi
        się zgodzić, że jest to światowy bestseller nr 1, jak zapewniają wydawcy. Bo
        też autor w "Kodzie Leonarda da Vinci" okazał się absolutnym mistrzem, podczas
        gdy w "Aniołach..." był co najwyżej czeladnikiem.

        A propos bestsellerów: pyszny fragment rozmowy bohatera, Roberta Langdona ze
        swoim wydawcą, który dziwi się, że prawdziwa historia Świętego Graala nie jest
        szerzej znana, a Lagdon mówi mu, że sprawę zaciemnia wszechświatowy bestseller
        wszechczasów. Na co wydawca:

        - Chyba nie powiesz, że "Harry Potter" też jest o Świętym Graalu.

        - Miałem na myśli Biblię.

        I taka jest to książka: sprawy, rodem ze średniowiecza - więcej: z początków
        naszej ery, jak się okazuje - ciągle żywotne, aktualne i wyzwalające największe
        ludzkie emocje osadzone są mocno w realiach współczesności. Jeszcze więcej:
        mają na tę współczesność ogromny wpływ. Tym razem realia właśnie są
        najmocniejszą stroną książki Browna: szczególnie te, związane z Paryżem i
        Londynem.

        Wraz z bohaterami - i depczącymi im po piętach "czarnymi charakterami" -
        podążamy zawiłym tropem wskazówek pozostawionych przez tragicznie zmarłego
        wielkiego mistrza Zakonu Syjonu oraz jego wielkiego poprzednika - Leonarda da
        Vinci. Celem poszukiwań jest, oczywiście Święty Graal, a raczej to, co on
        oznacza. Akcja toczy się wartko, choć niekiedy dość sztucznie stopują ją
        dialogi - a dokładniej, rozpisane na głosy wykłady o historii Graala i jego
        symbolice. Ale ponieważ temat jest niesłychanie wciągający, a niektóre
        konkluzje dla nas, tkwiących z zasady bezrefleksyjnie w tradycji i symbolice
        chrześcijańskiej są zupełnie szokujące - więc w lekturze to nie przeszkadza.
        Ciekawe, jak potraktowane to zostanie w filmie, który na podstawie "Kodu..." ma
        powstać w Hollywood.

        Jednym z elementów tajemnicy jest portret, malowany na topolowej desce we
        Florencji w latach 1503-1506. 77 cm wysokości, 53 cm szerokości. Numer
        inwentarzowy Luwru 779. Autorem jest Leonardo di ser Piero z Vinci. Gioconda.
        Joconde. Mona Lisa Leonarda da Vinci.

        Jak pisał jeszcze w XVI wieku pierwszy biograf Leonarda, a zarazem pierwszy
        historyk sztuki Giorgio Vasara portret prawdopodobnie przedstawia Lisę
        Gherardini, małżonkę florenckiego notabla Francesco di Bartolomeo di Zanoli del
        Giocondo. Dlaczego, jeśli portret był zamówiony przez bogatego kupca, Leonardo
        woził go wszędzie z sobą, z Florencji do Mediolanu, potem do Rzymu i na koniec
        do Francji, gdzie na łożu śmierci przekazał go swemu protektorowi, królowi
        Franciszkowi I z poleceniem, by go strzegł jak oka w głowie? Ale "gioconda" to
        po włosku określenie kobiety wesołej, miłej. Więc może prawdziwa jest
        interpretacja, w myśl której jest to portret "pewnej florenckiej damy, wykonany
        z natury na życzenie wspaniałego Giulana Medici", jak to ujęto w pierwszym
        opisie dzieła, jeszcze za życia artysty. Ale istnieje też anonimowy dokument
        opisujący Giocondę jako... przebranego mężczyznę, być może samego Leonarda. Jak
        pisze na stronie internetowej Luwru kustosz działu malarstwa Vincent Pomaréde
        ostatecznie do dziś nie mamy żadnego przekonującego dowodu kogo obraz
        przedstawia. Niewykluczone, że jest to abstrakcyjny wizerunek, ukazujący po
        prostu postać ludzką na tle wyidealizowanego krajobrazu.

        Dan Brown znacznie rozszerza w swojej książce dywagacje na temat Mony Lisy, jej
        pochodzenia i znaczenia, oczywiście symbolicznego. Są ciekawe, na pewno, ale
        dla mnie La Joconde jest symbolem czegoś, co nie ma nic wspólnego z historią,
        opisywaną w książce.. Chociaż... Mona Lisa jest niezniszczalnym symbolem
        wyższości ducha nad materią. Kawałek deski, niepiękna kobieta, może i nie
        całkiem kobieca, skąpy uśmiech... I 500 lat istnienia. Mona Lisa przetrwała
        Walezjuszy i Burbonów, Rewolucję i Cesarstwo, wszystkie republiki, wojny
        światowe, faszyzm i komunizm, nowinki techniczne i prądy filozoficzne. Trwa
        poza wszystkim i ponad wszystko. Jak najtrwalsza idea. Jak Święty Graal.

        Książka Browna urzeka kapitalnie poprowadzoną akcją, wspaniałą galerią postaci
        pierwszo- i drugoplanowych, erudycją historyczną i artystyczną. Jest w niej
        mnóstwo odniesień do wydarzeń politycznych, a także do literatury, w tym - do
        współczesnego piśmiennictwa związanego z legendą Graala. Powołuje się nawet
        bezpośrednio na bestseller Michaela Baigenta, Richarda Leigha i Henry'ego
        Lincolna "Święty Graal, Święta Krew", a tragicznie zmarły kustosz Luwru nosi to
        samo nazwisko co bohater "Świętego Graala..." - proboszcz z wioski Rennes-de-
        Chateau, Béranger Sauniere... Powieść Browna ma więc wszelkie dane, by zostać
        przebojem wydawniczym na długi czas.

        I dlatego nie mogę zrozumieć, dlaczego wydawcy pozwolili sobie na próbę
        deprecjacji dzieła poprzez dołączenie do niego "Posłowia", w którym prof.
        Zbigniew Mikołejko - wielki naukowiec z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN,
        badacz historii religii i świetny pisarz - "daje odpór" Brownowi. I to
        bynajmniej nie w kwestiach najbardziej dla książki fundamentalnych, tylko
        przeprowadzając filipikę w obronie... kościoła katolickiego, a przede wszystkim
        formacji "Opus Dei", która w książce Browna pełni rolę marginalną, a jej
        przedstawiciele, działający niewątpliwie w dobrej wierze, zostali wciągnięci w
        ponurą grę przestępczą przez nie przebierającego w środkach maniaka, z pobudek
        absolutnie z Kościołem nie mających nic wspólnego. Nota bene, jednym z
        zarzutów "posłowia" pod adresem Browna jest to, że nie jest on katolikiem...
        Wolno panu profesorowi Mikołejce przywdziewać kostium rycerza i wyruszać na
        krucjatę przeciw Brownowi, jego sprawa, byłoby niewątpliwie ciekawe przypatrzyć
        się merytorycznej polemice w opisywanych tam kwestiach. Ale nie rozumiem
        wydawcy, który na okładce zachęca nas, żebyśmy kupili ten wspaniały bestseller,
        a pod koniec książki wynajmuje historyka religii, który drobnym drukiem
        przekonuje nas, że autor pisze banialuki. I to nie w książce naukowej, tylko w
        powieści sensacyjnej. No to jak? Musieli wydawcy umieścić ten tekst, żeby
        książka otrzymała imprimatur? Jesteśmy czy nie jesteśmy państwem religijnym?

        Obyśmy nie doczekali czasów, w którym do "Harrego Pottera" trzeba będzie pisać
        posłowie tłumaczące, że tak naprawdę to Joanna Rowling się myli, bo profesor od
        peronologii stwierdza autorytatywnie, że na dworcu King's Cross nie ma peronu
        numer dziewięć i trzy cz
        • Gość: . Leonardo da Vinci 9.3/4 IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 10:13
          Autor:
          Amy Welborn

          Tytuł: Zrozumieć Kod Da Vinci
          Wydawnictwo:
          WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE

          Liczba stron: 144

          ISBN: 83-88822-94-2

          Zrozumieć Kod Da Vinci Amy Welborn jest błyskotliwą analizą najbardziej
          intrygujących kwestii podniesionych przez książkę Browna: tożsamość i
          posłannictwo Jezusa Chrystusa, powstanie chrześcijaństwa, osoba Marii
          Magdaleny, gnostycyzm, pogaństwo, herezje, rola kobiet w religii, twórczość
          Leonarda da Vinci, Święty Graal, Zakon Syjonu, templariusze, Opus Dei.
          Autorka dowodzi, że teorie Browna oparte są na całkowicie niewiarygodnych
          podstawach lub są po prostu czystą fantazją. Wskazuje na wielką liczbę grubych
          błędów lub oczywistych kłamstw Kodu Leonarda da Vinci. Oto niektóre z nich:
          Jezus i Maria Magdalena byli małżeństwem; Jezus wyznaczył Marię Magdalenę do
          kierowania Kościołem; pierwsi chrześcijanie uważali Jezusa tylko za człowieka,
          a o tym, że ma On być uważany za Boga, zadecydował cesarz Konstantyn w IV
          wieku; Kościół powstał w wyniku walki o władzę, a ci, którzy w tej walce
          zwyciężyli, wybrali spośród 80 ewangelii te cztery, które im najbardziej
          odpowiadały; Leonardo da Vinci był „wielkim mistrzem” antykatolickiej
          organizacji, a w swoich obrazach zakodował bardzo ważne tajne informacje,
          godzące w Kościół katolicki.

          Zrozumieć Kod Da Vinci Amy Welborn to lektura obowiązkowa dla wszystkich
          czytelników Kodu Leonarda da Vinci, którzy dali się nabrać na te fantazje.
          Ponadto jest to niezwykle przystępna książka o powstaniu chrześcijaństwa i
          historii początków Kościoła, skutecznie zachęcająca do czytania Ewangelii.

          Konsultantem naukowym polskiego przekładu jest ks. dr Piotr Turzyński,
          specjalista z zakresu patrologii, wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w
          Radomiu.

          O autorce: Amy Welborn jest amerykańską autorką książek o tematyce religijnej,
          m.in. przewodników po Biblii, felietonistką i recenzentką Our Sunday Visitor
          (www.osv.com). Ukończyła historię Kościoła na Uniwesytecie Vanderbilt.

          www.panoramafirm.com.pl/acms/religie/religie.html?catid=%7C4%7C1%7C15%7C&rb=cs_articlea&id=428874

          --------------------------------------------------------------------------------

          Strengthening European co-operation in vocational education and training: The
          Way Forward
          13. - 16. prosinca 2004.
          Maastricht, Nizozemska
          www.bologna-bergen2005.no/EN/Bol_sem/Other_sem/041213-16Maastricht.HTM
          The conference programme will include a series of formal and informal
          Ministerial and official meetings and a Ministerial Conference attended by some
          500 - 600 participants. The events will bring together the key political and
          practical processes and players around the launch of a planned new ‘Maastricht
          Declaration’ on VET. A Leonardo da Vinci Exhibition showcasing some 30
          practical examples of innovation in VET and the first Leonardo da Vinci awards
          will also feature during the week.


          /////////////////////////////////////\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
          Leonardo da Vinci 0.9
          data dodania do serwisu:
          28-09-2004




          Aplikacja służąca do kodowania tekstów w obrazach BMP, w celu wymiany tajnych
          informacji. Bardzo prosta w obsłudze. Dla osób postronnych plik zostaje nie
          zmieniony. Tekst można odtworzyć w programie Leonardo. Dla zwiększenia
          bezpieczeństwa można ustanowić hasło.

          www.pcworld.pl/ftp/program.asp?sys=pc&id=4395

          • Gość: ależ alez.............. IP: *.acn.waw.pl 18.11.04, 10:16
            nie wklejaj recenzji Doc tylko marsz do czytania. Ksiazka jest
            koszaca!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Potem na jej temat pogadamy. Chyba
            ze juz czytalessmile

            sciski smile
            • Gość: 3X9317M3NT Systemy Wspomagania Decyzji w Wy& iquest;szej Szkole .... IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 10:42
              Tekst zakodowany w pliku TORY.BMP
              ----------------------------------------------------------------------

              Program Leonardo da Vinci s³u¿y do ukrywania informacji w widmie kolorów
              fotografii cyfrowych.

              Aplikacja powsta³a jako demonstracja jednego z wyk³adów z przedmiotu Systemy
              Wspomagania Decyzji w Wy¿szej Szkole Komunikacji i Zarz¹dzania w Poznaniu.

              Autor: Karol Nawrot
              e-mail: knawrot@wskiz.edu

              .....................................

                            
              






              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              


              









              
              
              
              
               "$%%( ( )!!)!!*""*""+##+##("#)#$)#$)#$)#$*$%*$%*$%+%
              &+%&+%&+%&+%&+%&+%&+%&/''/(%/(%/(%/(%/(%/(%/(%,%",%",%",%",%",%",%",$$*$%*$%*$%
              *$%)$%)$%)$%)$%'%%'%%%%%%%%%%%%%%#%%#%%(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&
              (&&(&&(&%(&%('#('#('#(&%(&%(&&(&&&$$&$$&#%$!#!"
              
              ")+$675FICTWO_e[nsk~ƒu‰Žx??‚—˜?¥£–°ª—´«—
              ¸ªœº­ž¿±§Ç¼žÀ¶š¼²?²¨ž—mŒ…[tpD[W%:7/,$$"#"#'$ %%##
              
              
              
              
              
              
              
              
              
                      
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
                     
              
              
              
              
              
              
              
                  
              
              
              
              
              
              
                  
              
              
                               
                   
              
              
              
                             
               



              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              


              
              





               
              
               

              !#$%( ( )!!)!!*""*""+##+##("#)#$)#$)#$)#$*$%*$%*$%*$%*$%*$%+%
              &+%&+%&+%&,'&/''/(%/(%/(%/(%/(%/(%/(%,%",%",%",%",%",%",%",%"*$%*$%*$%*$%)$%)$%)
              $%)$%'%%'%%%%%%%%%%%%%%#%%#%%'%%'%%'%%(&&(&&(&&(&&)''(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&%(&%
              ('#('#('#(&%(&%(&&(&&'%%'%%(%'&#%#$
              !
              %!.0)crying:KNHY\Tdjaqwo‚‡z?’|?’„™š?§¥•±«™¶­™º¬?¾°žÁ³¦È½œ¾´”¶¬†¨žr‘Š^}
              vJc_2IE.+'$ !"#"&& %&""
              
              
              
              
              
              
              
              
              
               
              
              
              
              
              
              
              
              
                  
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
                   
              
              
              
              
              
                                   
                    
              
                  
              
              
              
              
                           
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              


              
                  #$$(
              ( )!!)!!*""*""+##+##("#)#$)#$)#$)#$*$%*$%*$%*$%*$%*$%+%&+%&+%
              &,&','&.&&0'$0'$0'$0'$0'$0'$0'$/&#/&#/&#/&#/&#/&#/&#-&#*$%*$%*$%*$%)$%)$%)$%)$
              %'%%'%%%%%%%%%%%%%%#%%#%%'%%'%%'%%(&&(&&(&&)'')''(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&%(&%('#
              ('#('#(&%(&%(&&(&&(&&(&&)&((%'%!&!
              "#"''46/AB?PSM^aYiofv|u…‹~‘–
              ‚•˜ŠŸ ”¬ªš¶°?º±ž¿± Ãµ¤Ç¹¡Ã¸”¶¬‰«¡y›‘c‚{NmfsmirkO!84+($"!"&"'%$$ #
              
              
              
              
              
              
              
              
              
               
              
              
              
              
              
              
              
                 
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
                  
              
              
              
              
              
                        
              
                            
                 
                
                
              
              
                          
                   
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              


              
              


              !!!!#$"'*!',#).   "$$( ( )!!)!!*""*""+##+##
              ("#)#$)#$)#$)#$*$%*$%*$%*$%*$%*$%+%&+%&,&',&','&-%%-&#-%%-&#-%%-&#-%%-
              &#.&&.'$.&&.'$.&&.'$.&&.&&*$%)$%*$%)$%)$%)$%)$%)$%'%%'%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%'%%'%
              %'%%(&&(&&)'')'')''(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&%('#(&%(&%(&%(&%(&&(&&(&&)''*'))&
              (&#%"!%#(+7;3DGCTWSbe^mpkz}
              z‰Œƒ•–‰›œ?¥£˜±­žº´Ÿ¾µŸÃ·¢Éº§ÍÁ˜»±Œ­¦€¡šq?‰\xrIb^2IE.+-+'%"# $%%$(#$!
              
              
              
              
              
              
              
              
              
                
              
              
              
              
                 
              
              
              
                 
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
                      
              
              
                  
              
              
              
                            
               
                
              
                
              
              
              
                
              
              
                     
                    
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              

              
                      
                  
              "#%)**./,12-47-6:/8( 
              !#%)!"*"#+#$,$%-%&,$%+#$+#$+&%*%$*%$)$#(#"'"!&! &! '"!)$#*%
              $,'&-('-(','&,'&*&%*&%*%&*&%*%&*&%*%&*&%+&'*&%)$%)%$)$%*&%+&'+&'*%&(&&*%&'%%'%%
              &$$&$$&$$(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&
              (&&)'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')''(&&(&%(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&
              (&&(&&(&&(&&&$$# "" #()/44?G(IQLZ`
              [gkgsur~~|Šˆ…”?‹Ÿš?§Ÿ–±¨š¹°ŸÂ¸¡É¾?Ƚ˜Ãº‹¯©‡©£zš•j…?Vmi)PO,:9",,%%
              #$!"
               
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
                 
              
              
              
                 
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
              
                 
              
              
              
              
                
              
                  
              
              
              
              
              
              
              
              
              
               
              
                            
              
              
              
              


               
               
               
              
              
                
                
                
                 #(,#/3(48+7;,8(5BD7CE8DF  
              "#)!"*"#+#$,$%-%&,$%+#$+#$+&%+&%*%$)$#(#"'"!&! &! (#")$#*%$,'&-
              ('-(','&+'&*%&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&'%%&$$&$$&$$'%%(&&)''(&&(&&(&&'%%'%%'%%
              &$$&$$(&&(&&(&&(&&(&&(
              • drf (.)-CoD )\/..(. 18.11.04, 11:22

                BMÞ 6 (     ¨ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ
                ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿ
                ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ


                ......
                BMV¨
                6 ( ƒ X   ¨
                  
                
                            
                    
                
                
                   
                
                
                #
                0 ;,J3P:V:V6P2L1K2L/G/G.F-E,B+A*@)?)=(((:
                (:'9&8&7&7'9'9&8&8%7%7$6$6%7%7%7%
                7&8&8&8%:$:#($=$=&(&('='=))))*(););(:)9)
                9);););*(*(*(*(+=.@.@/A0B0B1C2D2D/A/A0B0B1C2D3E3E6H7I!
                9K#;M$(N!9K4F0B+(.? 4F!9K&)P(BS'BV'BV.I^,G\+CY(@V';T"6O.H*A2(
                !(&7+;2A6E7F5E!3D!3D!5G4F3E2D3E4F5G 6H3E4F5G 6H!
                7I"8J#9K#9K&:K';L)=N,@Q-AR.BS.BS.BS/CT/CT.BS-AR-AR,@Q+?P+?P')N&=M%(L$;K"9I
                7G6F6F4D5E!8H$;K')N*AQ,CS,EU.GW.HX0J[1K\1M^1M^2Ma2Ma1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-
                Lc,Lc+Kb)I`)I`)H_)H_)H])H],I^,I^.I].I].J[/K\2L]2L]2L\3M]2L\3M]4N^5O_5O_5O_3M]3M]
                4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N\5O]8O^9P_;Q]tongue_out[;OZsurprisedW)PW)QV?OU?PS@OQ?
                NP@MOAMMDIJEJIDIHCHGDFFCEEDDDCCCBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D?
                @@(;@(;A(;A(;A(9@;8B;8B;8C:6C:6C;4B:3D:3C92C:1C:1E(3E(3E(3F=4F=4F=4F=4G)5E(3F=4F
                =4F=4G)5H?6H?6H?6F=4F=4F=4F=4F=4F=4F=4F=4G)5G)5G)5G)5G)5H?
                6I@7HA8F@;EA(FB=GC)GD@GD@GD@GD@ECBECBCCCCCCBBBAAA)@A)@@crying8sad6;;5;8383070-7+)
                5)'3%&1#$+ %
                
                   
                    
                 
                 
                 
                 
                     
                   
                
                
                # /:+I2O:V;W7Q2L1K2L0H0H/G-E,B*@)?)?)=(((:
                (:'9&8&7&7'9'9&8&8%7%7%7%7%7%7%7%
                7&8&8&8%:$:#($=$=&(&('='=))))*(););(:)9)
                9);););*(*(*(*(+=.@.@/A/A0B1C1C2D/A/A0B1C2D3E4F4F5G6H
                8J":L":L6H/A*($5(9.@5G":L%?P'@T%@T*EZ)DY)AW(?U';T#4N,F(?2 )
                !
                (%6+;1@5D4D4D"2C"2C"3F3E2D1C1C1C2D3E1C2D3E 4F!5G"6H#7I#7I%
                9J&:K)=N+?P-AR.BS.BS.BS/CT/CT.BS.BS-AR-AR,@Q,@Q(?O')N&=M%(L#:J"9I 7G 7G4D6F!
                8H$;K')N*AQ-DT,EU/HX.HX0J[1K\1M^1M^2Ma2Ma1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-Lc,Lc+Kb*Ja)I`*I`)H_)
                H])H]+H],I^.I].I]/K\/K\2L]2L]3M]3M]2L\3M]4N^5O_5O_5O_4N^3M]
                4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^5O]5O]8O^9P_;Q]tongue_out[;OZ;PX)PW)QV?OU?PS@OQ?
                NP@MOAMMDIJDIHDIHCHGDFFCEEDDDCCCBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D?
                @A=(@(;A(;A(;A(9@;8B;8B;8C:6C:6C;4B:3D:3D:3C:1C:1E(3E(3F=4F=4F=4F=4G)5G)5E(3F=4F
                =4G)5G)5H?6H?6H?6F=4F=4F=4F=4F=4F=4F=4F=4G)5G)5G)5G)5G)5H?6I@7HA8GA(EA(GC)HD?
                HEAHEAHEAHEAECBECBCCCCCCBBBAAA)@A=??:;7sad6::4:728306/,6*(4(&1#$/!")# 
                
                  
                
                
                
                
                
                
                
                
                  
                !
                - 8)G1N:V(X8R3M0J1K1I1I/G.F,B*@)?())=(((:
                (:'9&8&7&7'9&8&8&8&8%7%7%7%7%7%
                7&8&8&8&8&;$:#($=$=&(&('='=))))););););)9)
                9);););*(*(*(*(+=-?-?.@/A0B0B1C1C0B0B1C2D3E4F5G5G5G6H
                8J":L 8J2D);
                #5+ /&8.@5G :K";O#(P&)T&)T(?U')T&smirk"3M+E&=2
                (  
                &#4(8-=1A1A/@ .@ .@ 0A/@.?-),=-)-).?-).?/@0A1B!3D"4E"4E#7H%
                9J';L*)O+?P,@Q-AR-AR.BS.BS.BS.BS-AR-AR-AR-AR)@P)@P')N&=M$;K#:J"9I!8H5E6F"9I%(L
                (?O+BR.EU-FV/HX/IY0J[2L]1M^1M^2Ma2Ma1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-Lc,Lc+Kb+Kb*Ja*I`)H_)H])H]
                +H]+H].I].I]/K\/K\2L]2L]3M]3M]2L\3M]
                4N^5O_6P`5O_4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^5O]6P^9P_9P_;Q];Q\(P[;PX)PW)QV?OU?
                PS@OQ?NP@MOAMMDIJDIHCHGBGFCEEBDDDDDCCCBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D?
                @A=(A=(B=(A(;A(9A(9C(9B;8C:6C:6C;4C;4D:3D:3D;2D;2F=4F=4F=4F=4F=4G)5G)5G)5F=4F=4F
                =4G)5G)5H?6H?6I@7G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5H?6I@7I@7HA8HB=FB=HD?
                IE@IFBIFBIFBIFBECBECBCCCCCCBBBAAA)@A=??9:69;599396161.4-*4(&2&$. !,& 
                
                 
                
                    +
                5'E0M:V=Y9S4N1K1K2J2J0H.F,B*@)?())=(((:
                (:'9&8&7&7&8&8&8&8&8&8&8&8%
                7&8&8&8&8'9'9&;$:#($=$=&(&('='=(=
                (=););););*:*:);););*(*(*(*(+=-?-?-?
                .@/A0B0B1C0B1C2D3E4F5G6H7I7I 8J":L#;M 8J0B&8 1 $)2
                (:/A3E5I5I 8N"tongue_out%(R(=S):T#4N+E&=0 &
                
                 $/"3(8*:*;):(:(:);(:&8%7$6$6%7%7'9'9(:*(+=-
                ? .@/@!3D 4E#7H%9J';L)=N)=N)=N*)O+?P+?P,@Q,@Q-AR-AR.BS)@P(?O')N&=M$;K#:J!8H!
                8H6F 7G#:J&=M)@P,CS/FV.GW0IY0JZ1K\2L]1M^2N_2Ma2Ma1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-
                Lc,Lc+Kb+Kb+Kb+Ja*I`)H])H]+H]+H]/J^/J^/K\0L]2L]3M^3M]3M]2L\3M]
                4N^6P`6P`6P`5O_4N^5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O]6P^9P_:Q`(R^;Q\(P[;PX)PW)QV?OU?
                PS@OQ?NP@MOAMMCHIDIHCHGBGFCEEBDDCCCCCCBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D?
                @A=(A=(B=(B=(A(9A(9C(9C(9C:6C:6C;4C;4E;4E;4E(3E(3F=4F=4F=4F=4G)5G)5G)5G)5F=4F=4G
                )5G)5H?6H?6I@7I@7G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5H?6G)5G)5G)5H?
                6I@7JA8HA8IC)GC)IE@JFAJGCJGCJGCJGCFDCFDCDDDCCCBBBAAA=?@=??89579388274/4/,2+(2&$0
                $"+("
                
                   
                 
                
                   )
                2 #A.K:V)Z;U6P2L1K3K2J0H.F,B*@)?())=(((:
                (:'9&8&7&7&8&8&8'9'9'9'9'9&8&8&8&8'9'9'9&;$:#($=$=&(&(
                '='=(=(=););););*:*:);););*(*(*(*(+=,),)-?-?
                .@/A0B0B0B1C2D3E5G6H7I 8J!9K":L$(N%shock":L2D(: !3%)
                1&8*(,),@+?1G3I6L$9O&7Q"1K)C#;+
                # 
                
                (
                +
                / 1!2112 1 0.-,,-- 0 0!1#3%5&6(8(8+(-)/@
                2C#5F$6G%7H%7H&8I'9J(:K*(M+=N-?P.@Q-AR(?O(?O&=M%(L#:J"9I!8H 7G 7G!8H$;K')N*AQ-
                DT0GW/HX1JZ0JZ2L]3M^1M^2N_2Ma1L`1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-
                Lc,Lc+Kb+Kb+Kb+Ja*I`*I^*I^,I^,I^/J^/J^0L]0L]3M^3M^3M]4N^2L\3M]
                5O_6P`7Qa6P`6P`5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_6P^6P^9P_:Q`(R^;Q\(P[(QY)PW)QV?OU?
                PS@OQ?NP@MOAMMCHIDIHCHGBGFCEEBDDCCCBBBBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D?
                @B)=A=(B=(B=(B=:A(9C(9C(9C:6C:6C;4C;4E;4E;4E(3E(3F=4F=4G)5G)5G)5G)5H?6H?
                6F=4G)5G)5H?6H?6I@7I@7I@7H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6I@7JA8IB9IC)HD?
                IE@JFAJGCJGCJGCJGCFDCFDCDDDCCCBBB@@@=?@())67368266052-2-*/(%0$"-!'$
                
                   
                   
                
                     
                 &/= +H9U?[=W8R3M2L2J2J0H/G-C+A*@)?)=(((:
                (:'9&8&7&7&8&8&8'9'9'9'9
                (:&8&8&8'9'9'9'9'($:#($=$=&(&('='='('(););););+;+;););
                );*(*(*(*(+=+=,),)-?.@.@/A/A/A0B1C3E4F6H7I 8J":L#;M%shock'?Q%
                shock7I.@(: . 1#6(:(:&8
                #7!5
                %;'=+A/E-G)C"(5
                %
                   
                  !%''
                &'(
                &
                %
                #" ""
                ## % &')+-./"3$5'8*;,=.?.?.?0A1B!3D$6G'9J*(M,)O+?
                P*)O')N&=M%(L#:J"9I 7G 7G!8H"9I%(L(?O+BR.EU1HX0IY2K[1K[2L]
                3M^2N_2N_2Ma1L`1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-Lc,Lc+Kb*Ja*Ja*I`*I`*I^+J_-J_.K`/J^/J^0L]0L]
                3M^3M^4N^4N^2L\3M]5O_6P`7Qa7Qa6P`6P`5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_6P^7Q_:Q`:Q`(R^(R]
                =Q\(QY)PW)QV?OU?PS@OQ?NP@MOAMMCHICHGBGFAFEBDDACCCCCBBBBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D?
                @B)=B)=C)=B=(B=:B=big_grin=:C(9C:6C:6C;4C;4F(5F(5F=4F=4G)5G)5G)5
                • Gość: :E:M.(2: (.)-CoD )\/.!.(.3 IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 13:57
                  image18.webshots.com/19/3/31/16/218933116liBkjM_fs.jpg
                  community.webshots.com/album/42521574iBGEAa
    • Gość: q# renesansowy! renesans kuchenny IP: *.acn.waw.pl 18.11.04, 23:43
      jako, ze czlek renesansowy winien sie zajmowac wieloma naukami, ja zajalem sie
      dzisaj tym, co artystom najbardziej smakuje.
      Wczoraj pisalem canapca wanted tak wiec dzisiaj zajalem sie tworzeniem
      renesansowych kanapek.

      - canaPKa Michala Aniola Buonarotti
      - kawalek chleba ciemnego ze sliwkami suszonymi posmarowac maslem ( zadna tam
      margaryna).Na to polozyc kawalek Bleu d'Auvergne. Na kawalek sera rzucic od
      niechcenia plaster avocado. Popieprzyc tylko bialym piepierzem!
      Spozywac i czuc jak delikatne avokado studzi smak wyrazistego sera, a bialy
      pieprz dodaje glebi wyrazu. Cos ostre jest ostre,cos wyraziste zostaje
      wyraziste, a jednoczesnie balsamiczne, miekkie i lagodzace podniebienie.
      ( mam jeszcze wersje - niezbyt pilny uczen Leonardo tj. zgniesc avocado i
      pomieszac z Bleu d'Auvergne ale .... wtedy avocado nie koi ostrego smaku a
      spycha w otchlan pyszny aromat i wyrazistosc sera)

      CanaPKa Mistrza Leonardo
      - na pumpernikiel( male kawalki najlepiej okragle )posmarowany maselkiem ( nie
      zadna tam margaryna ) kladziesz tatar z lososia ( najleopszy norweski wedzony
      na zimno pomieszany z surowym norweskim posiekane w proporcjach 2/3 wedzonego,
      1/3 surowego z domieszka bialego,zielonego pieprzu,ze sproszkowana wyschnieta
      ociupinka skorki z cytryny,troszeczke galki muszkatalowej, troche oliwy z
      oliwek, sok z cytryny w niezabojczych dla ryby proporcjach) na to czyli na
      tatara - papryka : musi byc żółta (- malutko nie przesadzac!) Obok papryki -
      1/7 lyzczeczki od kawy Pesto Genovese.Do tego... posiekanej cebulki - tylko
      czerwonej szczypte. Mozna dodac oliwki - czarna koniecznie.
      I pojawia nam sie ; tatar z łososia pieknego różowego,jesli na okragly kawalek
      nalozony umiejetnie przybiera postac rózy.
      Papryka i cebulka daje mozliwosc chrupniecia clou canaPKi, ktora przeciez jest
      miekka,morska rozplywajaca sie w ustach.Pesto przeniesie cie do Italii.A Nuta
      zielonego pieprzu pozwoli ci poznac goraco smaku a zarazem chlod zapachu.


      Ide po kolejna porcje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!







      • Gość: Daikon MAK RO BIO TYKA IP: *.cm-upc.chello.se 20.11.04, 00:50
        The Macrobiotic Knowledge

        The History of Macrobiotics

        Thousands of years ago great sages realised that the food we eat not only
        sustains life, but also underlies our health and happiness. They compiled
        religious or medical laws-the Code of Manu in India, the Hebrew code, the Nei
        Ching and the Hon.so Komoku (the first medicinal herb book) in China; the Zen
        diet in Japan, are just some examples.

        Around the end of the last century a Japanese army doctor, named Sagen
        Ishizuka, established a theory of nutrition and medicine based on the
        traditional Oriental diet, to which he applied the Western medical sciences of
        chemistry, biology, biochemistry, and physiology.

        He had been born weak and suffered from kidney and skin disease. In order to
        restore his health he studied both Western and Eastern medicine extensively. He
        compiled the information and conclusions of his lifelong study in two books-
        Chemical Theory of Longevity, published in 1896, and Diet For Health, published
        in 1898.

        In 1907 a group of his followers started an association, called Shoku-Yo-Kail
        in Japanese. lshizuka was an Army doctor of the highest rank, and the co-
        founders of this association consisted of noblemen, congressmen, councilors,
        representatives, and successful businessmen of the day. At this time Japan was
        being strongly influenced by European culture and science. Going against this
        trend, Ishizuka criticized the adoption of the West's modern medicine and
        dietary theories, and recommended the Japanese traditional diet - whole,
        unrefined foods, with very little or no milk or animal foods.

        He cured many patients by having them eat a traditional diet based on brown
        rice, and a variety of land and sea vegetables. Since his method was unique at
        that time, and effective, many patients visited his clinic; so many in fact
        that he had to limit his practice to 100 persons per day. There were also many
        inquiries by mail which, because of his fame, would reach him addressed
        only "Vegetable Doctor, Tokyo," ` `Daikon (Japanese radish) Doctor, Tokyo";
        or "Anti-Doctor Doctor, Tokyo." His healing technique was based on the
        recognition of five very important principles:

        Foods are the foundation of health and happiness.
        Sodium and potassium are the primary antagonistic and complementary clements in
        food. They most strongly determine its character-or "yin/ yang" quality.
        Grain is properly the staple food of man.
        Food should be unrefined, whole, and natural.
        Food should be grown locally and eaten in season.

        Suffering "incurable" diseases at the age of 18, George Ohsawa learned about
        this approach to diet from two of Mr. Ishizuka's disciples, Manabu Nishibata
        and Shojiro Goto. After completely restoring his own health, Ohsawa joined
        ShokuYo-Kai. He was later elected the association's President. Before Ohsawa
        started his prolific writing career there were only a few books in Japan on the
        subject of diet and health. Mr. Akira Iida was a director of Shoku-Yo-Kai, and
        one of the editors of the magazine published by that organization.

        About 1925 Mr. Ohsawa wrote many articles for the magazine, and in 1928 his
        first books, Physiology of Japanese Mentality and Biography of Sagen Ishizuka,
        were published. When Ohsawa's activities started to gain recognition he was
        excluded from the association, which I believe was due mainly to the jealousy
        of some of the directors. He then established his own organisation, where he
        devoted himself more to the teaching of the yin and yang philosophy rather than
        the direct treatment of the sick. From that point on Mr. Ohsawa devoted his
        life to lecturing around the world and to writing on macrobiotic philosophy and
        its application, until his death at the age of 74. George Ohsawa first
        mentioned the term macrobiotic in his Japanese translation of Alexis Carrel's
        Man, the Unknown. It did not appear in the main text but rather in his
        postscript. His first textual usage of the term was in Zen Macrobiotics, which
        he wrote in English in 1959. It was published in English by Nippon Centre
        Ignoramus, (Nippon C. I). in 1960.

        In Greek, macro means big or great and biotic means concerning life, so the
        word refers to the "big view of life." This meaning suggests that we should
        relax our small, rigid views of the world so that the underlying unity of
        nature can be sensed. The word macrobiotic was originally used in literature by
        the German scholar Christophe Wilhelm Von Hufeland in Das Makrobiotik (1796).

        George Ohsawa met a descendant of Hufeland in Germany in 1958. After Ohsawa
        died his disciples continued to teach macrobiotics in Japan, Europe, North
        America, and South America. It is currently being practised virtually all over
        the world, including the Eastern European countries.
        During his lifetime Ohsawa wrote more than 300 books and pamphlets, in
        Japanese, French, English, and German.

        He also published a monthly magazine for more than 40 years, and today more
        than 30 of his books have been translated into English, German, French,
        Swedish, Flemish, Portuguese, Italian, Spanish, and Vietnamese. In America
        thousands of people are using the principles of macrobiotics in their daily
        lives in all the major cities, and the number of people practising this way of
        life is increasing across the country. Thousands of health and natural food
        stores throughout the nation now sell the basic foodstuffs commonly used in
        macrobiotics -such as organically-grown grain and produce, sea vegetables, and
        special condiments. A growing number of macrobiotic publications are also
        appearing.

        A positive sign is that some medical doctors are now recommending the
        macrobiotic diet to their patients. Since the publication of Dr. Anthony
        Sattilaro's recent book, Recalled By Life, many people have opted for this
        natural method of healing, which simply involves providing the proper material
        and allowing the body to heal itself. Many of these people have had good
        results. However, macrobiotics is not primarily a diet for curing sickness, nor
        is it a new fad.

        Macrobiotics is a way of life, based on an understanding of the rhythm, the ebb
        and flow of nature. Its roots can be traced back through civilisation to the
        beginning of human tradition. Although it requires study and seemingly very big
        adjustments, macrobiotics is a practical way of living towards happiness.
        Nippon C. I. or M. I. (Maison Ignoramus). Many of them went abroad and started
        macrobiotic centres in Europe, U.S.A. and Brazil. Michio Kushi was the first
        such student who left Japan from his school.)

        Extracts from the book 'Basic Macrobiotics' by Herman Aihara

        www.macrobiotics.co.uk/macrobiotics.htm
        www.makrobiotyka.wroc.pl/
        www.holisticmed.com/www/macrobiotics.html
        wink


        recepty :

        members.tripod.com/enisart/cooking.htm
        polecam
        • Gość: well Re: MAK RO BIO TYKA cz 1 IP: *.acn.waw.pl 20.11.04, 01:27

          a w sumie moge sie nazwac specjalista od zywienia.
          Przetrzasnalem tone ksiazek, wiem co jest na co, i wiem jak to stosowac.I
          stosuje.
          Np. u mnie baze stanowia ryby. Na okraglo ale nie do znudzenia, bo jestem
          kolekcjonerem najlepszych przepisow na ryby.Potrafie co sie 2 razy
          zdarzylo....sprowadzac rybe z Berlina, dzieki pewnemu znajomemu mistrzowi
          kuchni. Ryba byl to rozowy tunczyk z Omanu.U nas to co jest sprzedawane jako
          tunczyk nie pluywalo nawet kolo tunczyka. Jest to ( ja sie he he dobrze trafi )
          ryba z rodziny tunczykowatych i poza tym z tunczykiem nie ma nic wspolnego.
          Najgorszego tunczyka aczkolwiek prawdziwego mozna dostac w duzych
          hipermarketach. Nadaje sie on prawie wylacznie do stekow, ale do tego by zrobic
          z niego sashimi nie ma mowy.
          Acha, ryby przewaznie jem na surowo. Mam zelazny zapas wasabi ( zielony chrzan
          wspominany w "twoim "tekscie ), sosu sojowego.
          Ryby slodkowodne ( nie wszystkie ) tez ku zgrozie znajomych jem na surowo.
          Musze co parwda uzupelniac niedobory witaminy B poniewaz surowe ryby zawieraja
          enzym ( fenyloalamina mam nadzieje ze nie schrzanilem nazwy )rozkladajacy
          witamine B6.
          Na temat zdrowotnych wlasciwosci ryb rozpisywac sie nie bede bo sa znane. Uwaga
          tylko na zbyt duze ilosci rybek na surowo bo jak wyzej.Zrobiono kiedys
          doswiadczenie na kotach.Koty odzywiano wylacznie surowymi rybami. No i....
          pewnego dnia koty zaczely tracic zmysl rownowagi.Zbadano poziom witamin
          mikrioelementow itd.Okazalo sie ze maja wielki niedobor wit B6.


          Poza rybami na surowo wszystkie chwyty z rybami dozwolone.
          Co do mleka - mleko kozie, jogurty, sery ( mniam...niesety )
          Absolutnie nie Actimel - poniewaz reklamowane szeroko bakterie L Casei Defensis
          maja zdolnosc przebywania w organizmie tylko wtedy gdy sie dopiero co wypilo ow
          actimel. Czytalem dobre opracowanie o L Casei.
          Sery...moja zmora.Niby wapn, bla bla, smak Granda Padano,Bleu
          d'Auvergne,Rocamadour w zaadzie wszystkie plesniowe niebieskie, camemberty,brie
          ale ....
          migrena - udowodniono,ze sery sa migrenotworcze
          zlogi w okreznicy - francuzi ostatnio nmaja hopla na punkcie
          hydrokolonoskopii.Absolutna wyluda grosza i niebezpieczenstwobo :wypulkujesz
          korzystna flore bakteryjna z jelit, moze zdarzyc sie ze twoje jelito ma uchylek
          i pozostala tam po zabiegu woda spowoduje zapalenie jelit, nie wyplukuje zlogow
          z okreznicy itp itd
          cholesterol

          zaraz beda warzywasmile















          (pomijam jeno hi hi wieczory z robota, Pizza Hut lub KFC )

          • Gość: waziwa Re: MAK RO BIO TYKA cz 2 (czesc warzyw) IP: *.acn.waw.pl 20.11.04, 02:43
            Warzywa.To jest temat rzeka.
            Co do mnie nie zjadlbym nigdy gotowanego kalafiorasmile
            No ale wemy pod lupe takie popularne:
            - pomidory - zrodlo likopenu, potasu.Likopen - udowodniono,ze zapobiega zawalom
            serca. Z tym,zeby pomidory wyleczyly zdorwe serce trzba by ich jesc pare kg
            dziennie. Wiec niestey polcam likopen z pomidorow apteczny.Dla sercowcow.
            - brokuly - bomba antywolnorodnikowa. Polecany....przy nowotworach ze wzgledu
            na b.wysoka zawartosc antyutleniaczy.Prowitamina A w czystej formie !
            ( na marginesie: palaczom nie poleca sie przyjmowanie zwiekszonych dawek
            betakarotenu i wit E w formie tabletek.Hm...nie zbadano do konca dlaczego,ale
            czasem przynosza one dokladnie odwroctny od zamierzonego skutek, tj. moga
            sprzyjac nowotworom.Ale tylko u palaczy.
            - papryka - duza dawka wit C.Nie polecana w przypadku schorzen watroby i
            woreczka zolciowego.
            - imbir - dziala antywymiotnie.W Chinach jest stosowany jako najleoszy srodek
            przeciw chorobie lokomocyjnej.Wystarczy troszke swiezego imbiru i pawie z
            glowy.
            - marchew - patrz brokuly
            - cebula - kwercetyna + flawonoidy + wit c+ antyutleniacze = silne dzialanie
            antybakteryjne, antymiazdzycowe,antyszkorbutowe.Wiec :stosowac w
            przeziebieniach,infekcjach
            Uwaga ! Nie naduzywac w przypadku niskiego cisnienia.
            - czosnek (moge jesc tonami dla tych,ktorzy boja sie zapachu pozniej polecam
            zielona pietruszke ) jak w cebuli z tym ze dzialanie razy 2
            musza jesc: miazdzycowcy, wysokocisnieniowcy,sercowcy.
            Czosnek ma tak silne dzialanie antybakteryjne,ze byl stosowany w medycynie
            ludowej, jako srodek zapobiegajacy....grzybicom m.in pochwy.Wiejskie dziewczyny
            owijaly bawelna kawalek czosnku i wkladaly go do pochwy na noc. Kilka dni i
            grzybica z glowy. No ale.... hi hi co z oralem ?
            - seler,zielona pietruszka - dzialanie moczopedne
            - ziemniaki - superowy wynalazek dla np. chorych na wrzody zoladka. Wystarczy
            pic codziennie 1/3 szklanki soku z surowych ziemniakow.Pomaga, widzialam.
            Ponadto :weglowodany, weglowodany, weglowodany.Dowiedziono naukowo,ze osoby
            spozywajaceduzo weglowodanow sa...spokojniejsze i mniej nerwowe. Tak wiec
            kartofelki lagodza charakter.
            kapusta - dzialanie antybakteryjne,wit C, wit A z tym ze kapusta odwapnia. Tak
            wiec uwaga jesli ktos ma osteoporze. Ponadto powoduje wzdecia.



















            • Gość: . The great Vegeta , creator of us all and our parts IP: *.cm-upc.chello.se 20.11.04, 03:28
              www.gdynia.ids.pl/~wroclawska/warzywa.html
              members.lycos.co.uk/jggo1/html/warzywa.html
              kuchnia.gery.pl/cms/
              www.vegetablepatch.net/index.phtml................................................

              temat jak morze...

              moze cos na temat :

              swiadomosci warzywnej ?

              Once upon a modern time there was a place where chaos and harmony both existed,
              where peace and war were constant, and where technology and poor eating habits
              coexisted. Indeed it was a modern time full of skyscrapers, tongue depressors
              and anti-depressants. There were centrifuges, kaleidoscopes, lemon-scented
              napkins, even 3-D internet chemical plug-ins… yet there were huge divisions
              among the people all because of vegetables. Vegetables, you ask? Yes
              vegetables. They were never eaten together. People always ate them separately.
              Not only did they eat them separately, but people of different regions and
              backgrounds would only eat the one kind of their division. Huge fights
              developed when people discussed vegetables, their nutritious qualities and
              their delectable flavors. Hot-headed carrot crazies would threaten the lettuce-
              lovers after hearing one say, "Lettuce balances spaghetti and sauce like no
              other vegetable can." Yet, because of society, the various vegetable-lovers
              were forced to live in the same neighborhoods - working in the same offices and
              sending their children to the same schools. Oh, a few were willing to try other
              vegetables in secret, but even if they did rather enjoy the forbidden food,
              their pride wouldn't dare let them admit that any vegetable could taste better
              than the one their forefathers ate. All the people in each vegetable section
              would say "The great Vegeta , creator of us all and our parts" would be
              displeased if they were open to any vegetable but their own.

              www.swingmachine.org/issue8/vegeta.html

              czy ludzie w to uwierza?

              wink
              • Gość: MSW "Hipnoza zbiorowa podwyższa życiową energię" IP: *.cm-upc.chello.se 20.11.04, 12:48
                Hipnoza zbiorowa jest bardzo interesującym typem terapii. Polega ona na tym, że
                w jednym pomieszczeniu gromadzi się grupę osób i oddziaływuje na nią technikami
                wprowadzającymi w sztuczny sen. Na podwyższenie energii życiowej i zdrowotnej
                pacjentów działa nie tylko siła hipnoterapeuty, ale także osób obecnych na
                sali. Ma ona słabsze działanie niż seanse hipnozy indywidualnej, ale jej
                niekwestionowaną zaletą jest fakt, że w grupie wszystko wydaje się łatwiejsze,
                bezpieczniejsze i radośniejsze. Tworzy się łańcuch wspólnej pomocy.



                Dr Andrzej Kaczorowski: Hipnoza zbiorowa wykorzystuje dwa interesujące
                zjawiska. Po pierwsze koncentrację, czyli skupienie się na działaniach
                hipnotyzera oraz formę transu, która zawsze rodzi się się wtedy, gdy grupa osób
                coś wspólnie przeżywa i jest kierowana przez jedną osobę przewodnią. Przy
                poważnym potraktowaniu tego typu hipnozy przez obecnych na sali przypomina to
                koncentrację w kościele. Hipnoterapeuta przecież chętnie korzysta z gestów
                zwracających i skupiających uwagę (jak kapłan): podnoszenia rąk, odrzucania ich
                po przejęciu na siebie złej energii, trzymania dłoni nad pacjentem, co jest
                uniwersalnym symbolem bezpieczeństwa. Ważna jest też modulacja głosu,
                monotonna, ale nie cicha – hipnoza bowiem to w dużej mierze działanie
                autorytatywne. Hipnoterapeuta to przewodnik, z którym się nie dyskutuje, ale
                wykonuje się jego polecenia. Przepływ energii uzdrawiającej nie może być niczym
                zakłócony; skupienie i cisza ułatwiają kontakt bez słów – droga dobrych uczuć
                musi być czysta.

                Uzdrawianie ciała
                Wpływ hipnozy zbiorowej na polepszanie stanu organizmu ludzkiego jest wciąż
                badany. Dziś z całą pewnością możemy stwierdzić, że tego typu terapia wzmacnia
                psychikę osób w niej uczestniczących. Wiadomo zaś, że wszelkie leczenie powinno
                zaczynać się od zrównoważenia stanu duszy. Stopniowo umacniana psychika zaś
                lepiej sobie radzi z pokonywaniem chorób. Bariera ochronna organizmu to nie
                tylko mur zbudowany z tkanek fizycznych, które walczą z bakteriami i zarazkami.
                To także blokada psychiczna, która stanowi pierwszą straż przeciw wszelkim
                truciznom. Hipnoza zbiorowa to właśnie lekki sztuczny sen, który pobudza w nas
                siły odpornościowe dla duszy i ciała.

                Z mojego doświadczenia wieloletniego hipnoterapeuty wynika wniosek, że osoby,
                które częściej korzystają z takiej formy terapii grupowej, są spokojniejsze,
                coraz bardziej odporne na stresy, lepiej umiejące sobie z nimi radzić.
                Zanotowałem też wiele przypadków złagodzenia przewlekłych bólów głowy, a nawet
                stanów lękowych czy obsesji utrudniających życie.

                Pomoc dla duszy
                W obecności bratnich dusz i przyjaznego przewodnika każda terapia i każda
                sugestia jest łatwiej rozumiana i przyjmowana. Hipnoza zbiorowa ma zatem
                niebagatelne znaczenie, jako pomoc w uleczaniu zaburzonych stosunków z innymi
                ludźmi. W czasie seansu, kiedy myślimy o naszych obsesjach, lękach i
                natręctwach to nie musimy uciekać od rzeczywistości. Obecność innych osób
                zapewnia nam „kotwicę bezpieczeństwa”. Walkę z własnymi lękami możemy przenieść
                na płaszczyznę zbiorową. Poczucie, że inni borykają się z podobnymi do naszych
                problemami daje nam większe szanse na wygraną z własnym „złym losem”.
                Hipnoterapeuta-przewodnik pozwala nam ukierunkować nieujarzmione poczucie
                zagrożenia, pozwala je wyjaśnić i rozpoznać jego przyczyny. Hipnoterapeuta nie
                krytykuje i nie potępia, ale naprowadza pacjentów na drogi możliwych dla nich
                rozwiązań. Nie traktuje nikogo indywidualnie, co zapobiega lękowi przed
                odkryciem słabego miejsca u osób nadwrażliwych. Podbudowuje w nich chęć do
                indywidualnego wzmacniania woli uzdrowienia. Obecność innych osób pozwala
                pozbyć się dręczących nas automatyzmów w myśleniu, a więc pobudza działania
                twórcze, bardziej rozwojowe. Hipnoterapeuta i osoby na sali dają sobie nawzajem
                duchowe wsparcie. Uczą otwarcia się na innych, właściwej oceny własnych
                problemów oraz budzą w nas chęć do pomocy innym, co już jest dowodem na to, że
                staliśmy się silniejsi. Życie jest grą zbiorową, a hipnoza zbiorowa uczy nas,
                jak należy z pożytkiem dla siebie i innych brać w niej aktywny udział.
                .........................................................

                www.hipnoza.wroclaw.pl/internet.html
                ZAStOSOWANIE poliTYczne ?
                • Gość: taaaak Re: "Hipnoza zbiorowa podwyższa życiową energię" IP: *.acn.waw.pl 20.11.04, 13:53
                  zasosowanie polityczne a jakze istnieje.
                  Masz przywodcow ( historia, terazniejszosc) wytarzajacych stany euforii podczac
                  wiecow, zebran itd.Stany zafascynowania idea,osoba itd.
                  Czasem przy uzyciu tzw. meskaliny ale wazny jest efekt.
                  Tak samo sekty.
                  Niesety tez masz to dobrze widoczne na przykladzie spotkan np.Amwaya.Wiec mozna
                  jeszcze dorzucic do polityki, sekt, niektore firmy.

                  sad((



                  • drf "Hipn0za zbi0r0wa = energia życi0wa ?" 20.11.04, 14:24
                    ..............................


                    Hypnosis is an induced state of trance. Generally, that state is induced by
                    one person upon another person, but it is sometimes achieved alone (Self-
                    Hypnosis) or with the use of mechanical devices such as spinning spirals or
                    other attention holding devices. Hypnosis is not sleep, but rather a form of
                    deep relaxation similar to sleep where the senses (especially hearing) are
                    still able to supply the subconscious with information, but much more directly -
                    with less scrutinisation, judgement and reasoning from the conscious.
                    Capturing and holding the attention of any person is of prime importance in
                    Hypnosis - and usually an acceptance of the induction procedure or device is
                    required before Hypnosis can occur. If you agree with the popular theory that
                    no person can control another with Hypnosis, then it is also probable that the
                    theory which proposes that all Hypnosis is really Self-Hypnosis, is also quite
                    correct.

                    Any person, who agrees to be hypnotised by another, immediately has a higher
                    probability of attaining at least some stage of trance - whereas anyone who
                    objects to being hypnotised, has a very slim chance of entering into Hypnosis.
                    Initial trance induction, then subsequent deepening of that trance state to a
                    point where the subject is “hypnotised” is different in every person and in
                    fact different every time that person is hypnotised. Hypnosis is an inexact
                    science where two plus two usually equals four, but sometimes equals three -
                    and sometimes five!

                    During the state of induced trance called Hypnosis, the conscious mind is
                    relaxed to such a degree that it’s desire and ability to judge and reason
                    (known as “critical faculties”wink becomes very much lessened. The subconscious,
                    on the other hand, becomes very much more dominant, accepting and responsive to
                    suggestions - especially positive, repetitious suggestions, that are presented
                    to it.

                    A light state of trance coupled with a desire to follow the suggestions of the
                    Hypnotist, will often achieve much more than will a deep state of trance
                    combined with suggestions that are too far from a subject’s comfort zone.

                    During Hypnotherapy, usually a client and therapist are working toward the same
                    goal so a light to medium depth will usually be sufficient because of the
                    client’s will to change or improve. However, during Stage Hypnosis, a much
                    deeper state of trance is generally necessary to achieve some of the more
                    spectacular and humourous routines expected of the hypnotised volunteers.
                    Basically, their critical faculties (desire and ability of the conscious mind
                    to judge and reason) has become lessened to such a degree that they’re usually
                    happy to follow the Hypnotist’s suggestions without question. It’s as if the
                    Hypnotist has become the volunteer’s conscious mind and is supplying the
                    subconscious directly with suggestions. And, because the subconscious usually
                    just accepts what it is given, it takes and responds to those suggestions - up
                    to a point!

                    If the morals, ethics or physical boundaries of the volunteer are challenged
                    too far, then there are several likely outcomes. The volunteer may break the
                    trance; remain hypnotised but refuse to comply; or maybe refuse to awaken from
                    the trance altogether. Knowing that awakening may mean partial or even full
                    compliance with the suggestions, where no compliance is acceptable, then
                    remaining in a trance state can be a means of escape from the unacceptable
                    suggestions.

                    So, where Hypnosis is concerned, working with a person’s expectations of
                    achieving a trance will help immensely in the induction of that trance. When
                    working within the moral, ethical and physical boundaries of any hypnotised
                    person, it becomes far more likely that that person will comply with any of the
                    suggestions given.

                    .........

                    http://www.stuartashing.co.uk/hypnosislinks.htm


                    ..............................

                    States of Awareness - Beta, Alpha, Theta, Delta. The "Beta" state being the
                    most aware and the Delta being the least. ie. Beta = wide awake. Alpha = light
                    trance. Theta = deep trance/light sleep. Delta = deep sleep.

                    .......................................
                    The Four Brain States
                    Choosing the Programs that are Right for You
                    Beta Alpha Theta Delta

                    Vibrations from rhythmic sounds have a profound effect on our brain activity.
                    In shamanic traditions, drums have long been used to transport the shaman out
                    of his or her body into other realms of reality through the use of constant
                    rhythmic vibrations. Researcher Melinda Maxfield, studying the Shamanic State
                    of Consciousness, found that the steady rhythmic beat of the drum struck four
                    and one half times per second was the key to transporting a shaman into the
                    deepest part of his shamanic state of consciousness.

                    It is no coincidence that 4.5 beats, or cycles, per second corresponds to the
                    trance-like state of theta brain wave activity. In direct correlation, we see
                    similar effects brought on by the constant and rhythmic drone of Tibetan
                    Buddhist chants that transport the monks and even other listeners into realms
                    of blissful meditation.

                    The gentle pulsating rhythms of Brain Sync tapes act in a similar fashion, yet
                    because the frequencies are computer generated, they are precise, consistent
                    and can be targeted to induce highly specific and desired brain states. Just as
                    we can tune a radio to get a particular station, with Brain Sync technology we
                    can tune our consciousness to dial-in a wide variety of brain states.

                    You have your very own signature brain wave activity, unique to you. It has a
                    rhythm and pattern - and it incorporates Beta, Alpha, Theta, and Delta
                    frequencies at varying levels over the course of a day as your brain modulates
                    them to match your activities. Brain Sync audio programs amplify a single
                    frequency or a carefully balanced combination of frequencies to achieve a
                    specific purpose.

                    So how do you choose the programs that are right for you? Consider the
                    qualities each frequency promotes as we describe them below. Listen to the
                    audio samples we've provided, then select the audio programs that best support
                    your personal desires, preferences, and goals.

                    Beta
                    Alertness
                    Concentration
                    Cognition
                    You are wide-awake, alert. Your mind is sharp, focused. It makes connections
                    quickly, easily and you're primed to do work that requires your full attention.
                    In the Beta state, neurons fire abundantly, in rapid succession, helping you
                    achieve peak performance. New ideas and solutions to problems flash like
                    lightning into your mind. Beta training is one of the frequencies that
                    biofeedback therapists use to treat Attention Deficit Disorder.

                    Beta-centered programs help you prepare to take an exam, play sports, give a
                    presentation, analyze and organize information, and other activities where
                    mental alertness and high levels of concentration are key to your success.

                    Beta waves range between 13-40 HZ. The Beta state is associated with peak
                    concentration, heightened alertness, hand eye coordination and visual acuity.
                    Nobel Prize Winner Sir Francis Crick and other scientists believe that the 40HZ
                    beta frequency used on many Brain Sync tapes may be key to the act of cognition.

                    To experience the Beta State for increased cognition and concentration try
                    Brain Power or High Focus.

                    To boost energy and enhance your workout try these high beta fitness programs:
                    Power Training, Running Meditation, Walking Meditation, Breakthrough Training.

                    Back to Top

                    Alpha
                    Relaxation
                    Visualization
                    Creativity
                    When you are truly relaxed, your brain activity slows from the rapid patterns
                    of Beta into the more gentle waves of Alpha. Your awareness expands. Fresh
                    creative energy begins to flow. Fea
                    • drf Modulowanie czestotliwosci fal mozgu.... 20.11.04, 14:30
                      www.brainsync.com/about/4states.asp
                      Choosing the Programs that are Right for You
                      Beta Alpha Theta Delta

                      Vibrations from rhythmic sounds have a profound effect on our brain activity.
                      In shamanic traditions, drums have long been used to transport the shaman out
                      of his or her body into other realms of reality through the use of constant
                      rhythmic vibrations. Researcher Melinda Maxfield, studying the Shamanic State
                      of Consciousness, found that the steady rhythmic beat of the drum struck four
                      and one half times per second was the key to transporting a shaman into the
                      deepest part of his shamanic state of consciousness.

                      It is no coincidence that 4.5 beats, or cycles, per second corresponds to the
                      trance-like state of theta brain wave activity. In direct correlation, we see
                      similar effects brought on by the constant and rhythmic drone of Tibetan
                      Buddhist chants that transport the monks and even other listeners into realms
                      of blissful meditation.

                      The gentle pulsating rhythms of Brain Sync tapes act in a similar fashion, yet
                      because the frequencies are computer generated, they are precise, consistent
                      and can be targeted to induce highly specific and desired brain states. Just as
                      we can tune a radio to get a particular station, with Brain Sync technology we
                      can tune our consciousness to dial-in a wide variety of brain states.

                      You have your very own signature brain wave activity, unique to you. It has a
                      rhythm and pattern - and it incorporates Beta, Alpha, Theta, and Delta
                      frequencies at varying levels over the course of a day as your brain modulates
                      them to match your activities. Brain Sync audio programs amplify a single
                      frequency or a carefully balanced combination of frequencies to achieve a
                      specific purpose.

                      So how do you choose the programs that are right for you? Consider the
                      qualities each frequency promotes as we describe them below. Listen to the
                      audio samples we've provided, then select the audio programs that best support
                      your personal desires, preferences, and goals.

                      Beta
                      Alertness
                      Concentration
                      Cognition
                      You are wide-awake, alert. Your mind is sharp, focused. It makes connections
                      quickly, easily and you're primed to do work that requires your full attention.
                      In the Beta state, neurons fire abundantly, in rapid succession, helping you
                      achieve peak performance. New ideas and solutions to problems flash like
                      lightning into your mind. Beta training is one of the frequencies that
                      biofeedback therapists use to treat Attention Deficit Disorder.

                      Beta-centered programs help you prepare to take an exam, play sports, give a
                      presentation, analyze and organize information, and other activities where
                      mental alertness and high levels of concentration are key to your success.

                      Beta waves range between 13-40 HZ. The Beta state is associated with peak
                      concentration, heightened alertness, hand eye coordination and visual acuity.
                      Nobel Prize Winner Sir Francis Crick and other scientists believe that the 40HZ
                      beta frequency used on many Brain Sync tapes may be key to the act of cognition.

                      To experience the Beta State for increased cognition and concentration try
                      Brain Power or High Focus.

                      To boost energy and enhance your workout try these high beta fitness programs:
                      Power Training, Running Meditation, Walking Meditation, Breakthrough Training.



                      Alpha
                      Relaxation
                      Visualization
                      Creativity
                      When you are truly relaxed, your brain activity slows from the rapid patterns
                      of Beta into the more gentle waves of Alpha. Your awareness expands. Fresh
                      creative energy begins to flow. Fears vanish. You experience a liberating sense
                      of peace and well-being. In biofeedback, Alpha training is most commonly
                      recommended for the treatment of stress.

                      Alpha-centered programs help you tap your creativity and are excellent for
                      problem solving, finding new ideas and practicing creative visualization.
                      Choose Alpha programs when you want to attain deep levels of relaxation that
                      are so essential to your health and well-being.

                      Alpha waves range between 7-12 HZ. This is a place of deep relaxation, but not
                      quite meditation. In Alpha, we begin to access the wealth of creativity that
                      lies just below our conscious awareness - it is the gateway, the entry point
                      that leads into deeper states of consciousness. Alpha is also the home of the
                      window frequency known as the Schuman Resonance - the resonant frequency of the
                      earth's electromagnetic field.

                      To expand creativity, reduce stress and relax into Alpha try Total Relaxation,
                      Increase Creativity, or Stress Free Forever.



                      Theta
                      Meditation
                      Intuition
                      Memory
                      Going deeper into relaxation, you enter the elusive and mysterious Theta state
                      where brain activity slows almost to the point of sleep, but not quite. Theta
                      is the brain state where magic happens in the crucible of your own neurological
                      activity. Theta brings forward heightened receptivity, flashes of dreamlike
                      imagery, inspiration, and your long-forgotten memories. Theta can bring you
                      deep states of meditation. A sensation of "floating." And, because it is an
                      expansive state, in Theta, you may feel your mind expand beyond the boundaries
                      of your body.

                      Theta rests directly on the threshold of your subconscious. In biofeedback, it
                      is most commonly associated with the deepest levels of meditation. Theta also
                      plays an important part in behavior modification programs and has been used in
                      the treatment of drug and alcohol addiction. Finally, Theta is an ideal state
                      for super-learning, re-programming your mind, dream recall, and self-hypnosis.

                      Theta waves range between 4-7 HZ. Theta is one of the more elusive and
                      extraordinary realms we can explore. It is also known as the twilight state
                      which we normally only experience fleetingly as we rise up out of the depths of
                      delta upon waking, or drifting off to sleep. In Theta, we are in a waking
                      dream, vivid imagery flashes before the mind's eye and we are receptive to
                      information beyond our normal conscious awareness. Theta has also been
                      identified as the gateway to learning and memory. Theta meditation increases
                      creativity, enhances learning, reduces stress and awakens intuition and other
                      extrasensory perception skills.

                      To enter the Theta state try Deep Meditation, Sacred Ground, Guided Meditation,
                      Deep Learning, or Deep Insight.

                      Delta

                      Detached Awareness
                      Healing
                      Sleep
                      Long, slow, undulating. Delta is the slowest of all four brain wave
                      frequencies. Most commonly associated with deep sleep, certain frequencies in
                      the Delta range also trigger the release of Human Growth Hormone so beneficial
                      for healing and regeneration. This is why sleep - deep restorative sleep - the
                      kind that Delta frequencies help induce is so essential to the healing process.

                      Delta is the brain wave signal of the subconscious, the seat from which
                      intuition arises. That means Delta-based programs are not only an ideal choice
                      for their sleep and deep regeneration potential, but also when you want to
                      access your unconscious activity and help that wellspring of information flow
                      to your conscious mind for clearing and for empowerment. Delta waves range
                      between 0-4 HZ.

                      To enter Delta for sleep or healing try Sound Sleep, Deep Sleep, or Healing
                      Meditation.

                      ...................

                      fale na wodzie w mozgu ?
                • patience Re: "Hipnoza zbiorowa podwyższa życiową energię" 20.11.04, 19:26
                  > ZAStOSOWANIE poliTYczne ?

                  The Collection on Nourishing Life1 says: " The most important things in
                  Nourishing Life are the following: 1. Stint spirit; 2. Cherish Vital Breath; 3.
                  Nourish the body; 4. Gymnastics; 5. Speech; 6. Eating; 7. Sexual life; 8.
                  Following customs; 9. Medicine; 10. Taboos. " In addition, inner alchemy,
                  Breathing Arts and martial arts are also important methods.


                  www.eng.taoism.org.hk/daoism&human-civilization/mpeg3/music1.mp3

                  (.)
                  • Gość: DrUfo martian- art & lifeforms... IP: *.cm-upc.chello.se 22.11.04, 02:14
                    CHANGQUAN
                    NANQUAN
                    DAOSHU
                    JIANSHU
                    GUNSHU
                    QIANGSHU
                    SANSHOU
                    BAGUA ZHANG
                    TUMBLING BOXING
                    SHAOLIN QUAN
                    TAIJI QUAN
                    QIGONG

                    The Shocking Truth About Realistic Self Defense:
                    What the Masters Won't Tell You!..........

                    martialarts.about.com/od/history/a/ShaolinMyth.htm
                    www.hku.hk/philodep/ch/daotoc.htm#Language
                    www.martian-lifeforms.com/index.html

                    cydonia.proboards21.com/
                    wink)))
    • Gość: pytanie mam pytanie i ogromna prosbe IP: *.acn.waw.pl 21.11.04, 14:54
      Bardzo potrzbuje tlumaczenia jednej nazwy na angielski.
      Mam zwykly slownik bez takich terminow.A nie chce pomylic, bo musze pilnie
      znalezc publikacje na ten temat w necie.

      "Przewlekle zapalenie krtani,gardla,gornych drog oddechowych u zwierzat
      domowych".



      • Gość: drf Re: mam pytanie i ogromna prosbe IP: *.cm-upc.chello.se 22.11.04, 00:37
        niestety tez nie jestem posiadaczem slownika terminow medycznych, sorry...sad
        • mcattery :(((((( 22.11.04, 00:40
          szkoda,bo potrzebuje....bardzo....
          sad
      • patience Prosze uprzejmie, mccattery 22.11.04, 00:54
        Gość portalu: pytanie napisał(a):

        > Bardzo potrzbuje tlumaczenia jednej nazwy na angielski.
        > Mam zwykly slownik bez takich terminow.A nie chce pomylic, bo musze pilnie
        > znalezc publikacje na ten temat w necie.
        >
        > "Przewlekle zapalenie krtani,gardla,gornych drog oddechowych u zwierzat
        > domowych".
        >

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=517

        Ps.

        polecam:
        forum.gazeta.pl/forum/0,46581,1901857.html?x=1270754
        • Gość: bardzo dziekuje Re: Prosze uprzejmie, mccattery IP: *.acn.waw.pl 22.11.04, 00:58
          moj domowy zwierz jest ci wdzieczny.
          choruje od 3 mcy sad

          i nikt nie zna przyczyny.

          dziekujesmile
          • patience Re: Prosze uprzejmie, mccattery 22.11.04, 01:05
            Gość portalu: bardzo dziekuje napisał(a):

            > moj domowy zwierz jest ci wdzieczny.
            > choruje od 3 mcy sad
            >
            > i nikt nie zna przyczyny.
            >
            > dziekujesmile

            Prosze uprzejmie. W katalogu forow znajdziesz bardzo wiele interesujacych forow
            na ktorych zdecydowanie szybciej uzyskasz odpowiedz, niz zadajac pytania tutaj.
            Oprocz forum Kuchnia i English Only jest tam rowniez na przyklad forum
            Psychologia, Zwierzęta oraz Czas Wolny.
  • zupagrzybowa [...] 26.10.03, 01:05
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka