Gość: Prion BSE,CJD,KURU IP: *.acn.waw.pl 11.11.04, 03:58 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=17544594 (kuru -wyjasnienie na dole postu ) Ano.... O przyczynach to juz milion ton papieru wypisano... Ale ...Sami sobie stworzylismy te chorobe. Moim niesmialym zdaniem to dopiero poczatek a nie koniec afery z CJD. Popatrzcie na wazna kwestie: Wycofana karma dla krow ( ta aferalna tj. resztki kosci, mozgi,ciala )trafic musiala do jakis magazynow zanim po aferze trafila do spalarni. Nie mozliwoscia jest spalenie,zutylizowanie tylu ton karmy.Wiec lezy sobie ona w magazynach np. w Wielkiej Brytanii.Pomyslmy o szczelnosci tych magazynow. Czy kazdy z nich jest na tyle dobrze zabezpieczony, ze karmy nie zjedza myszy, szczury czy tez inne zwierzeta? Jesli zjedza, z hipotetycznego aczkolwiek uzasadnionego naukowo punktu widzenia moze wytworzyc sie inna odmiana BSE dotykajaca szczury,myszy, a takze te zwierzaki,ktore plasuja sie na wyzszej pozycji w lancuchu ppokarmowym.Czyli hipotetycznie, po zjedzeniu myszy moze zachorowac kot,pies, ptak.... Ale to juz rozwazania... Aczkolwiek bardzo,bardzo prawodpodobne. Poza tym jesli chodzi o BSE,CJD,a nawet kuru dziwi tylko powstanie i niemoznosc dokladnego zbadania patogenu choroby, mniejszego od wirusa i nie posiadajacego kwasu nukleoinowego! Skoro to nie ma kwasy nukleoinowego, to czym to jest ??? A co do opracowania, ktore sobie dzsiaj przeczytalam w zwiazku ze smiercia Irlandczyka na CJD, niezwykle sa zaleznosci pomiedzy tymi trzma chorbami.A takze niezwykla statystyka, ktora pokazuje,ktora nacja choruje najczesciej. Poza tym jest tu znosne wyjasnienie arcyciekawej choroby o ktorej wpomnialem w tytule. Wklejam : Choroba zwana od jednego z objawów "śmiejącą się śmiercią". Występowała ona tylko wśród członków plemienia Fore żyjących w górach Nowej Gwinei. Kuru szerzyła się poprzez rytualny kanibalizm, uprawiany przez Fore w dowód szacunku dla zmarłych krewnych. W czasie tego rytuału wyciągano z rozłupanej czaszki mózg, gotowano w bambusowym cylindrze, a następnie zjadano bądź rozsmarowywano na skórze. W każdym gramie mózgu znajdowały się ogromne ilości form białkowych, które po spożyciu przenikały do krwi poprzez uszkodzoną błonę śluzową przewodu pokarmowego. Po różnie długim okresie czasu: kilkunastu miesięcy do 40 lat rozpoczynał się powolny proces umierania, zaburzenia równowagi, drżenie, przymusowy płacz i śmiech. Wyniszczeni i niezdolni do poruszania chorzy umierali z powodu śmierci głodowej lub na zachłystowe zapalenie płuc. Choroba kuru na obszarze Papui Nowej Gwinei występuje w przeciwieństwie do danych sprzed 30 lat głównie u osób starszych, co można powiązać ze zniknięciem rytualnego kanibalizmu. Klasyczna CJD występuje na całym świecie z częstością 0,25-2 przypadki na milion ludności rocznie. Większą zachorowalność obserwuje się wśród libijskich Żydów w Izraelu oraz na niektórych obszarach Słowacji. Nie znaleziono jednoznacznych przyczyn zakażeń klasyczną CJD. Może tu chodzić o mutację genu kodującego białko PrPC. Udało się udowodnić jatrogenne przeniesienie choroby CJD przez użycie w operacjach neurochirurgicznych zanieczyszczonych instrumentów lub przyrządów, przez przeszczepienie zakażonej rogówki, poprzez zakażone elektrody korowe użyte podczas chirurgicznego badania padaczki, użycie przeszczepów z opony twardej pochodzącej ze zwłok, wstrzyknięcie ludzkich hormonów przysadkowych. Narażony może być personel medyczny mający kontakt z mózgiem osób chorych. Kontakty małżeńskie obarczone są bardzo małym ryzykiem zachorowania, ale są doniesienia o jednym przypadku. Według przypuszczeń, nowy wariant CJD związany jest z BSE i spożyciem produktów mięsnych pochodzących od bydła zakażonego BSE. Listę produktów z grupy ryzyka podano na stronie o produktach. NvCJD występuje w krajach macierzystych BSE - głównie w Wielkiej Brytani (do listopada 2000 85 przypadków śmiertelnych) oraz we Francji (4 przypadki śmiertelne - listopad 2000). Angielski epidemiolog z Oxfordu, Roy Anderson nie wyklucza do 500.000 zachorowań w Wielkiej Brytanii w ciągu następnych 30 lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ^ Re: BSE,CJD,KURU...etc ;) IP: *.cm-upc.chello.se 13.11.04, 12:39 Arafat's Billions www.cbsnews.com/stories/2003/11/07/60minutes/main582487.shtml "This (training) will save lives." www.terrorism.com/modules.php?op=modload&name=About&file=index&subcontent=services&detail=currenttraining www.terrorism.com/ Statements of Israeli leaders To Israelis, Arafat was an arch-terrorist and later, an obstacle to peace. The general public atmosphere regarding his death was one of relief and joy over the death of a bitter and cruel enemy. Israeli officials, however, reacted with restraint. [24] (news.bbc.co.uk/1/hi/world/middle_east/4002821.stm) Israeli right wing groups were uniform in welcoming Arafat's death. [25] (www.haaretz.com/hasen/pages/ShArtVty.jhtml?sw=Eitam&itemNo=500841) Israeli Prime Minister Ariel Sharon said: "The recent events could be a historic turning point for the Middle East. Israel is a country that seeks peace and will continue its efforts to reach a peace deal with the Palestinians without delay." Israeli Labor Party leader Shimon Peres said: "There is no doubt that with the death of Yasser Arafat an era has ended... for good or bad. The biggest mistake of Arafat was when he turned to terror. His greatest achievements were when he tried to build peace." Israeli Justice Minister Yossef Lapid said: "(It is) good that the world is rid of him... The sun is shining in the Middle East." [26] (news.bbc.co.uk/1/hi/world/middle_east/4001697.stm) National Religious Party Chairman Effi Eitam said: "Today a heavy cloud has been removed from the values of life, freedom and liberty .. [Arafat] is gone, but his teachings have sunk like poison into the hearts of his people, and it will take many years to heal this wound ... The Palestinians must now strive to return to a culture of life, justice and compassion, so that in the future, we will be able to speak together to achieve peace and quiet." [27] www.jewishvirtuallibrary.org/jsource/biography/arafat.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: patience 2 smierci, 2 pogrzeby - jedno BSE,CJD,KURU... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.11.04, 14:16 Some journalists couldn't wait for Arafat's actual death to begin weeping for him. Take the BBC's Barbara Plett, who burst into tears on the day he was airlifted out of the West Bank. "When the helicopter carrying the frail old man rose above his ruined compound," Plett reported from Ramallah, "I started to cry." Normal people don't weep for brutal murderers, but Plett made it clear that her empathy for Arafat Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sensibility Re: 2 smierci, 2 pogrzeby - jedno BSE,CJD,KURU... IP: *.acn.waw.pl 13.11.04, 18:20 W najprostszych slowach : jeses Osoba ( przez duze O) o ponad przecietnej wrazliwosci a takze empatii.Rozumiem owo rozdwojenie uczuc, z jednej strony opowiesc o placzacej dziennikarce BBC, a z drugiej o zbrodniach faceta. Sam tego doswiadczam czesto. Nie moge niesety podac ci jakiegokolwiek rozwiazania w tej kwestii, gdyz sam go nie znam.. Co do generala Skalskiego, az mi sie tego nie chce komentowac... cisnie mi sie na usta tysiac slow ale... 3m sie po prostu! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: suseł Re: BSE,CJD,KURU...etc ;) IP: *.acn.waw.pl 13.11.04, 14:19 alesssszzzz.... wim. DRF, Arafat Arafatem, wiekszosc inteligentnych ludzi, wie ze to byl ordynarny terrorysta.I zlodziejem. A moze dla odmiany, jak ci sie nie podoba Kuru, CJD,BSE zajmiemy sie snem ?? Ja dzisiaj o zgrozo spalem do..... 13.46........... Odpowiedz Link Zgłoś
drf BSE,CJD,KURU...etc ;) 13.11.04, 17:59 www.opinionjournal.com/extra/?id=110004075 moze wiec chodzi o mozliwosc powiedzenia np : ze KROL JEST NAGI ... ze WLADZA KORUMPUJE...ze jest zycie POZA SRODKAMI MASOWEGO OBRAZU... ze warto MYSLEC WLASNYM MOZGIEM...ze warto miec SNY... www.apple.com/trailers/paramount/the_manchurian_candidate/manchurian_large.html )) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: <:)> Re: BSE,CJD,KURU...etc ;) IP: *.acn.waw.pl 13.11.04, 18:32 Homo sum et..... usmiecham sie do Was Odpowiedz Link Zgłoś
mcattery rozmowa z Zimbardo cz 1 13.11.04, 18:50 Rozmowa z prof. Philipem Zimbardo ZOBACZ TAKŻE • Zimbardo, Philip (05-11-01, 13:54) Rozmawiają Piotr Pacewicz i Sławomir Zagórski; współpraca Bożena Jamroż 05-11- 2001, ostatnia aktualizacja 05-11-2001 14:05 O słusznym nieposłuszeństwie, czyli opowieści psychologa O więźniach i strażnikach Pewnej letniej niedzieli wycie syren zakłóciło spokój mieszkańców kalifornijskiego Palo Alto. Pod dom Tommy'ego Whitlowa, studenta wyższej uczelni, z piskiem opon podjechał policyjny samochód. Tommy został oskarżony o popełnienie przestępstwa, poinformowany o swoich prawach, zrewidowany i skuty kajdankami. W komisariacie zdjęto odciski palców, po czym zawiązano mu oczy i przewieziono do Stanfordzkiego Więzienia Stanowego. Tam mężczyznę rozebrano do naga, wydezynfekowano i wydano kusy więzienny strój z numerem identyfikacyjnym z przodu i z tyłu. Tommy stał się więźniem nr 647. W rzeczywistości Tommy nie popełnił żadnego przestępstwa, tylko wziął udział w jednym z najsłynniejszych eksperymentów z psychologii społecznej. Pan był autorem tego eksperymentu. Rozmowa z Panem to dla nas wielka okazja, żeby zapytać o różne rzeczy z nim związane. A przede wszystkim: w jakim celu Pan go przeprowadził? Chciałem się przekonać, w jaki sposób konkretna sytuacja społeczna wpływa na nasze zachowanie. Sprawdzić, co się stanie, jeśli dobrych, przyzwoitych ludzi umieścimy w obrzydliwym, złym miejscu. Co zwycięży - dobroć ludzi czy zło otoczenia? Dlaczego zdecydował się Pan akurat na więzienie? Przysposobił Pan do tego piwnicę jednego z uniwersyteckich budynków. Wiadomo bowiem, że więzienie jest miejscem złym. Większość osób po wyjściu z więzienia staje się gorsza, agresywniejsza, bardziej skłonna do popełniania przestępstw. Więzienia są złe, ponieważ zamyka się tam złych ludzi, zaś strażnicy to typowi socjopaci - tak myśli większość z nas. Ale co się stanie, jeżeli w więzieniu, zarówno w roli więźniów, jak i strażników umieści się najlepszych, najinteligentniejszych studentów, o normalnej osobowości? Takich, którzy nigdy nie zażywali narkotyków, nigdy nie byli aresztowani. Czy będą na tyle silni, by oprzeć się naciskowi i zachować przyzwoicie w nowej sytuacji? Wydawało się, że będą, że nie sprawi im to większego kłopotu, nasi studenci bowiem mieli wprawę w buntowaniu się. Przypomnijmy, że wszystko to działo się w roku 1971, w czasach wojny w Wietnamie. Młodzi wykształceni ludzie zbuntowali się przeciw tej wojnie, panowała niemal rewolucja przeciw establishmentowi, działali obrońcy praw obywatelskich. Co jednak wykazał eksperyment? Że wystarczy 36 godzin, by ci sami wrażliwi, kulturalni, mądrzy studenci przeistoczyli się w biernych, całkowicie bezradnych więźniów oraz agresywnych, sadystycznych strażników! Dlaczego tak się stało? Ponieważ znalezienie się w więzieniu na niby spowodowało wytworzenie nowej rzeczywistości społecznej - prawdziwego więzienia - w psychice dozorców i więźniów. I jedni, i drudzy ulegli temu z zadziwiającą szybkością. A przecież zadanie, jakie otrzymali strażnicy, polegało wyłącznie na utrzymaniu porządku. Tymczasem już od pierwszych chwil eksperymentu weszli w rolę i zaczęli się znęcać nad więźniami. Nalegali, by więźniowie bez szemrania wypełniali wszelkie polecenia. Każde niepodporządkowanie się prowadziło do utraty jakiegoś przywileju. Najpierw chodziło o możliwość czytania, pisania bądź rozmowy z innymi więźniami, potem w grę zaczęły wchodzić takie przywileje, jak jedzenie, mycie się czy spanie. Nieprzestrzeganie reguł pociągało też za sobą upokarzające kary, jak czyszczenie toalet gołymi rękoma. Co na to więźniowie? Wiedzieli przecież, że nie są prawdziwymi więźniami, i że ich koledzy również o tym wiedzą i także nie są prawdziwymi strażnikami. Więźniowie oczywiście początkowo się buntowali. Krzyczeli, znieważali strażników, barykadowali cele od wewnątrz. Jednak w miarę upływu czasu ich opór malał, zaś strażnicy czerpali coraz większą, sadystyczną satysfakcję z władzy. Kiedy rozpoczynaliśmy eksperyment, nie mieliśmy pojęcia, co odkryjemy. Jego wynik całkowicie nas zaskoczył. Przeczył powszechnemu przekonaniu, że dobre jednostki nigdy nie uległyby presji otoczenia. Tylko złych ludzi, sadystów, można nakłonić do robienia złych rzeczy - uważano. A tymczasem okazało się, że na dobrą sprawę każdy z nas mógłby zostać esesmańskim strażnikiem. Po wojnie uważano, że nazistowscy dozorcy musieli być sadystami czy psychopatami z natury. Mówiono też, że liczył się tu narodowy charakter Niemców. Mnie by się to nie przytrafiło, ponieważ nie jestem ani psychopatą, ani sadystą, ani nie mieszkam w Niemczech - uspokajali się ludzie po obu stronach oceanu. Mój eksperyment temu zaprzecza. Nie miał Pan żadnych złych przeczuć? Badanie było przecież bardzo nietypowe. Mnie nigdy nie interesowały sprawy drążone na tysiąc sposobów przez moich kolegów. Zawsze szukałem nowych intrygujących tematów i niekonwencjonalnych rozwiązań. Ponadto jestem osobą dramatyczną, a eksperyment więzienny od początku był dramatyczny. Były role, kostiumy, scena. Na przykład strażników, którzy de facto niczym się nie różnili od więźniów (jednych i drugich wybraliśmy spośród studentów, którzy odpowiedzieli na ogłoszenie w gazecie i losowo przydzielaliśmy do obu grup), ubraliśmy w identyczne mundury koloru khaki i ciemne, odblaskowe okulary. Chodziło o podkreślenie ich anonimowości. Więźniowie nie tylko nie znali ich personaliów, ale też nigdy nie mieli okazji zobaczyć ich oczu. Pański przyjaciel, znany amerykański psycholog społeczny Elliot Aronson, był bardzo krytyczny wobec tego eksperymentu. "Zimbardo zaangażował się i stracił kontrolę nad doświadczeniem - powiedział nam w wywiadzie. - Popełnił poważny błąd, że nie poprosił kogoś z zewnątrz, by panował nad sytuacją. Mogliby się tam pozabijać. Zimbardo był chyba niespełna rozumu. Teraz, po latach przyznaje, że mógł przeprowadzić eksperyment mądrzej". Z kolei inny Pański kolega, Stanley Milgram, twierdzi, że użył Pan tego eksperymentu, by zrobić karierę. Wielu psychologów społecznych, w tym moi najbliżsi koledzy, po ogłoszeniu wyników doświadczenia nie zostawili na mnie suchej nitki. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że mogłem go przeprowadzić lepiej. Ale to nie Aronson pierwszy stwierdził, że straciłem kontrolę nad sytuacją. Ja sam mówiłem o tym głośno od początku. Po prostu zaangażowałem się w sytuację bez reszty. Nie doceniłem, jak potężnie atmosfera więzienia podziała na wszystkich uczestników eksperymentu. Wszystkich - więc także na mnie. Mówię o tym wszędzie - nie chcę, by Aronsona uważano za osobę, która to pierwsza powiedziała - że błąd mój polegał na tym, iż zdecydowałem się odegrać jednocześnie dwie role: obiektywnego naukowca nadzorującego eksperyment i dyrektora więzienia. Gdybym trzymał się tylko tej pierwszej, wszystko byłoby w porządku. A tak straciłem obiektywizm badacza. Do tego stopnia wciągnąłem się w codzienne życie więzienia, że zapominaliśmy nawet o gromadzeniu danych (a zaprzestanie zbierania danych to dla naukowca grzech niewybaczalny). Straciłem wolność rozumowania i w pewnych momentach nie byłem w stanie podejmować najważniejszych decyzji. Na przykład, gdy po 36 godzinach jeden z więźniów zaczął na zmianę płakać i wybuchać gniewem, zamiast uznać, że jeśli się to powtórzy, to kończymy eksperyment, stwierdziliśmy, że popełniliśmy błąd, rekrutując kogoś "z defektem". Ostatecznie jednak przerwałem doświadczenie po sześciu dniach, choć zaplanowaliśmy je na dwa tygodnie. Odpowiedz Link Zgłoś
mcattery rozmowa z Zimbardo cz 2 13.11.04, 18:51 Od początku zakładał Pan, że przed zakończeniem eksperymentu nie zwolni żadnego więźnia? Nie. Dwukrotnie zwoływana była komisja do spraw zwolnień, w skład której wchodzili m.in. ludzie niezwiązani bezpośrednio z doświadczeniem. Więźniowie zgłaszali się do komisji, a strażnicy tłumaczyli, dlaczego nie powinno się ich zwalniać. Więźniowie mieli prawo do odwiedzin rodziny, kapelana, prawnika i obrońcy z urzędu. Wszyscy doskonale widzieli, co się święci, ale mówili tylko "dobra robota" i odchodzili. Kiedy pytano mnie, dlaczego nie przerwałem doświadczenia, odpowiadałem: "A czemu matka albo ksiądz nie zakończyli eksperymentu?". Gdy jeden z chłopców załamał się psychicznie, ksiądz tłumaczył mu, że widział podobne załamania w prawdziwym więzieniu, ale że z czasem stajemy się twardsi, bardziej odporni na więzienne warunki. Dlaczego on nie kazał zaprzestać doświadczenia? Jak wyglądały odwiedziny? Rodzice najpierw musieli się zobaczyć z dyrektorem więzienia. Tam otrzymywali raport o tym, jak zachowywał się ich syn. Pozwalaliśmy jedynie na dziesięciominutowe widzenia, i to tylko dwóch osób. Rodzice zaakceptowali narzucone ograniczenia. Dzięki temu kontrolowaliśmy ich zachowanie. Przystawali na to, a przecież wcześniej wcale nie wyrażali zgody na eksperyment. Któregoś dnia matka jednego z więźniów powiedziała mi, że nie chce sprawiać kłopotów, ale nigdy nie widziała syna w tak złej kondycji psychicznej i fizycznej. Zdałem sobie sprawę, że będę miał z nią problem. Cóż więc zrobiłem? Zapytałem: "Co według pani jest problemem syna?". Tak postępują wszelkie autorytety, na przykład kiedy rodzice idą na wywiadówkę do szkoły. Starają się przekonać, jak ja w tym przypadku, że nie jest to wina sytuacji, tylko syna. A matka dalej swoje, że przez ciągłe budzenie więźniów w nocy syn nie spał przez dłuższy czas. "Czy pani syn cierpi na bezsenność?" - natychmiast odbiłem piłeczkę. Odpowiedziała, że o ile jest zorientowana, to nie. Widzę, że tak łatwo jej nie spławię, więc zwróciłem się do ojca: "Czy pański syn nie poradzi sobie z tą sytuacją?". Nawiązałem w ten sposób męską więź: ojciec, ja, syn. Ojciec postawiony w takiej sytuacji nie może powiedzieć, że syn sobie nie poradzi, gdyż to oznaczałoby, że syn jest słabeuszem. I ojciec odpowiedział, że oczywiście syn da sobie radę, wziął żonę pod rękę i wychodząc rzucił: "Robicie tu dobrą robotę. Wrócimy za tydzień". Odgrywał Pan rolę, czy była to Pana naturalna reakcja? W tej konkretnej sytuacji wszedłem w zupełnie obcą mi rolę. No więc dlatego Aronson uważa, że stracił Pan kontrolę nad eksperymentem. Stracił Pan kontrolę nad samym sobą. W pewnym sensie. Podejmowałem rolę dyrektora więzienia, a potem opuszczałem więzienie i znów stawałem się profesorem. Odpowiadałem na listy, rozmawiałem ze studentami, telefonowałem do matki. Tak jak nazistowscy oficerowie, którzy po powrocie do domu byli miłymi ludźmi, opiekowali się dziećmi. Na swoją obronę mam tylko to, że nieustannie zwracałem uwagę strażnikom, by nie byli tak agresywni w stosunku do więźniów. Z jakim skutkiem? Po pewnym czasie dozorcy postrzegali mnie jako liberała, a do tego słabeusza. Czekali, aż pójdę spać. Dlaczego? Ponieważ dopiero wtedy, gdy strażnicy z nocnej zmiany myśleli, że nikt ich nie obserwuje, zaczynały się dziać naprawdę koszmarne rzeczy. Prowadząc więźnia do łazienki poza terenem więzienia skuwali go kajdankami, popychali w dół schodów, wpychali w mocz. Wypytywaliśmy ich później, dlaczego tak postępowali. Odpowiadali, że kiedy byli sam na sam z więźniem, bez zaplecza, jakim było więzienie, np. bez umieszczonego tam napisu "nie rozmawiać", musieli pokazać swoją siłę. Udowodnić więźniom, że wciąż mają nad nimi władzę, choć znajdują się w zwykłej, a nie więziennej toalecie. Wniosek, jak wypływa z Pana eksperymentu, brzmi: natura ludzka jest gorsza, niż sądzono. Nie, wcale nie. Eksperyment udowodnił tylko, że jesteśmy znacznie bardziej podatni na wpływy, niż myśleliśmy. Że możemy zostać wychowani tak, by służyć np. Hitlerowi. Że można zaaranżować sytuację, kiedy ludzie twierdzący, że czegoś by za nic nie zrobili, po chwili to robią. Proces przemiany następuje, gdy umieści się ludzi w konkretnym kontekście społecznym, ubierze ich w mundury, odbierze tożsamość, wyznaczy rolę, jaką mają odegrać i każe trzymać się ściśle wyznaczonych reguł. Następuje rozproszenie odpowiedzialności. To nie wy jesteście odpowiedzialni, lecz sytuacja, w jakiej się znaleźliście, i reguły, którym musicie się podporządkować. W takich warunkach niezwykle łatwo manipulować ludźmi. Sprawić, by przekroczyli barierę pomiędzy dobrem i złem. Na wykładach często przedstawiam taką sytuację. Proszę studentów, by wyobrazili sobie, że staram się ich nakłonić do wstąpienia do plutonu egzekucyjnego, który wykona wyrok na zdrajcy Stanów Zjednoczonych. Prawo stanowi, że taką osobę należy rozstrzelać. Zdrajca został uznany za winnego i zapadła decyzja, że to cywile, a nie żołnierze mają dokonać egzekucji. Czy zgodzą się wejść w skład tego plutonu? Na początku nikt nie chce. Wystarczy jednak, iż dodam, że jest tylko jeden ostry nabój, a pozostałych pięć to ślepaki, i że w skład plutonu wchodzi osiem osób - co oznacza, iż ryzyko, że konkretnej osobie przypadnie ostra amunicja jest jak 1 do 48. I cóż się dzieje? Po ogłoszeniu takiego komunikatu natychmiast zgłaszają się chętni. Dlaczego? Ponieważ nastąpiło rozproszenie odpowiedzialności. Manipulując tą jedną zmienną psychologiczną, potrafię zmienić nastawienie studentów z "nie zabiję" na "jestem skłonny zabić". To nie brzmi optymistycznie. Ależ właśnie jest optymistyczne, ponieważ każe nam uważnie obserwować środowisko, w którym żyjemy i które współtworzymy. Odpowiedz Link Zgłoś
mcattery rozmowa z Zimbardo cz 3 13.11.04, 18:53 O autorytetach Pisze Pan w podręczniku "Psychologia i życie" , że przemożny wpływ sytuacji na zachowanie jednostki jeszcze bardziej przekonująco zademonstrował pański kolega - wspomniany Stanley Milgram w innym słynnym eksperymencie. Wielu naszych czytelników o nim słyszało, przypomnijmy jego przebieg tym, którzy go nie znają. Milgram dobierał ochotników w pary. Jedna osoba grała rolę nauczyciela i miała uczyć ucznia powtarzania serii wyrazów. Psycholog poprosił, by nauczyciel karał za każdy błąd bolesnym wstrząsem elektrycznym. Uczeń (w rzeczywistości pomocnik eksperymentatora) siedział w pomieszczeniu obok, tak że nauczyciel go nie widział, za to doskonale słyszał. Rzecz jasna żadnych wstrząsów naprawdę nie otrzymywał, ale nauczyciele nie podejrzewali, że to manipulacja. Przy pierwszym błędzie mieli karać ucznia dawką 15 woltów. Każdy następny błąd miał być karany surowiej. I badani posłusznie zwiększali dawkę, mimo że uczeń coraz głośniej błagał o litość. Kiedy zaś uczeń przestawał reagować, nauczyciele krzykiem domagali się poprawnej odpowiedzi, żeby nie musieli wymierzać mu kolejnych wstrząsów. Przez cały czas kłócili się też z eksperymentatorem, ale ten nalegał: "Zasady to zasady. Proszę działać dalej". I ostatecznie aż 62,5 proc. nauczycieli zastosowało szok o najwyższym, potencjalnie śmiertelnym napięciu 450 woltów. Profesorze Zimbardo - a więc większość z nas jest w stanie bez większych ceregieli zabić drugiego człowieka? Zważcie, że nauczyciele sądzili, że uczestniczą w godnym przedsięwzięciu badawczym. Polecenia wydawał ubrany w biały fartuch naukowiec, postrzegany jako "sprawiedliwy autorytet w służbie nauki". Z eksperymentu Milgrama wynika jednak, że jeśli ten autorytet zaczyna wydawać złe polecenia, ludzie nie potrafią mu odmówić. Początkowo wszyscy nauczyciele protestowali, ale karnie wykonywali polecenia. Nikt nie odmówił. A jednak to doświadczenie ma swoich bohaterów. Jedna trzecia powiedziała, że nie wykona polecenia, gdy napięcie przekroczyło 300 woltów, co musiało być już bardzo bolesne. Ale uwaga - żaden z nich nie wstał i nie poszedł pomóc cierpiącemu uczniowi. To był kolejny przejaw posłuszeństwa. Na podobnej zasadzie - dopóki nauczyciel nie pozwoli, dopóty dzieci nie mogą wstać z ławek i wyjść z klasy. Na czym polega różnica pomiędzy Pańskim eksperymentem a eksperymentem Milgrama? Milgram pokazał, jak autorytet jednostki potrafi zmusić ludzi do posłuszeństwa. A ja - jak ludzie poddają się działaniu instytucji. W Pańskim doświadczeniu niektórzy strażnicy pod koniec eksperymentu też się wyłamali i przestali poniżać więźniów. Chciałem badać dalej tę małą grupę moich "bohaterów". Kiedy zakończyliśmy eksperyment, Aronson i dwóch innych naukowców stwierdziło, że potrafiliby odpowiednio przygotować strażników i rezultaty nie byłyby tak negatywne. Zgłosiłem więc na Stanfordzie projekt kolejnego doświadczenia, do którego strażnicy byliby specjalnie przygotowywani. Spytano mnie, czy mogę zagwarantować, że uzyskam lepsze wyniki. Naturalnie nie mogłem tego zrobić. "To trzeba dopiero sprawdzić" - tłumaczyłem. No i uniwersytet nie wyraził zgody. Nie mogłem więc zbadać, czym charakteryzują się ludzie, którzy postawieni w sytuacji zła potrafią zbuntować się, okazać nieposłuszeństwo. Ale jednak trafiają się tacy ludzie, bohaterowie. Skąd się, Pana zdaniem, biorą? Może liczą się tu indywidualne cechy? Może to efekt wychowania religijnego? Dobrego przykładu rodziców? Tego nie wiemy i prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, ponieważ by zbadać to doświadczalnie, należałoby stworzyć "sytuację złą". Oczywiście, w każdym kraju byli ludzie, którzy na przykład pomagali Żydom w czasie Holocaustu. Ale po 30 - 40 latach otrzymuje się tylko retrospektywne odpowiedzi, dlaczego tak postępowali, co sprawiło, że zachowali się w sposób bohaterski. A pamięć ludzka jest zawodna. Chcę jeszcze dodać, że dzisiaj nie dałoby się zaaranżować sytuacji podobnej do tej z eksperymentu Milgrama czy mojego. Zgodnie z dzisiejszymi wymogami etycznymi tego rodzaju badań nie wolno dziś przeprowadzać. Załóżmy, że dostaje Pan jednak pozwolenie na powtórzenie eksperymentu. Wiedziałby Pan, jakich zmian dokonać, by pomóc ludziom stać się bohaterami? Aronson i inni - jak wspomniałem - twierdzili, że potrafią przygotować strażników, żeby byli bardziej ludzcy. Ja raczej zastanawiałem się, jak przygotować przyszłych więźniów, by potrafili mądrze odmawiać posłuszeństwa. Doszedłem do wniosku, że prostym sposobem na to byłby śmiech, humor. Można było na przykład zażartować: "Spójrzcie, zachowujemy się tak, jakby to było prawdziwe więzienie. A ty wyglądasz na prawdziwego strażnika". Tymczasem więźniowie nie byli w stanie się wyluzować, przypomnieć strażnikom, że to tylko eksperyment. Jestem przekonany, że gdyby umiejętnie żartowali ze strażników, ci zachowywaliby się mniej agresywnie. Humor pozwala nam zdystansować się wobec rzeczywistości. I dlatego go lubimy. Odpowiedz Link Zgłoś
mcattery Re: rozmowa z Zimbardo cz 4 13.11.04, 18:54 O nieśmiałości Po eksperymencie więziennym zabrałem się za nieśmiałość. Nieśmiałość to też więzienie, w które sami siebie wtrącamy. A w badaniach psychologicznych to był też dziewiczy ląd. Człowiek boi się odezwać, boi jakiejkolwiek konfrontacji z innymi. Przeprowadziliśmy ponad 10 tysięcy wywiadów na całym świecie. Na początku badań blisko 40 procent Amerykanów twierdziło, że są nieśmiali. Niedawno zebraliśmy nowe dane. I okazało się, że wśród amerykańskich studentów procent ów przekroczył 50. To już epidemia! Więc uważa Pan, że ludzi nieśmiałych jest dziś więcej niż 20 lat temu? Ale dlaczego? Czym to można wytłumaczyć? Przypuszczam, że to wynik nowej technologii, która w ciągu ostatniej dekady zdominowała Amerykę. Ta technologia powoduje izolację społeczną. Dzieci w Stanach spędzają od dwóch do ośmiu godzin dziennie na oglądaniu telewizji samotnie, bez nadzoru. Rodzice nie rozmawiają z nimi na temat tego, co obejrzały. Dzieci serfują po Internecie, grają w gry wideo i to wszystko izoluje je od społeczeństwa. Rezultat? Coraz więcej osób nie czuje się swobodnie, stojąc twarzą w twarz z innym człowiekiem, ponieważ nie wiedzą, jak się zachować. Doszedłem do wniosku, że aby próbować z tego ludzi wyzwalać, trzeba zmienić ich sposób myślenia. W połowie lat siedemdziesiątych stworzyłem więc Klinikę Leczenia Nieśmiałości. To bardzo skomplikowana rzecz prowadzić konwersację. Jak blisko usiąść? Jak skomplementować drugą osobę? Jak się zachować, gdy ktoś powie nam komplement? Setki, a nawet tysiące reguł. W naszej klinice rozprawiamy o tym na okrągło, radzimy, kiedy się uśmiechnąć, jak uważnie słuchać rozmówcy. Kręcimy filmy wideo, które obrazują, jak dana osoba zachowuje się w określonych sytuacjach. Tłumaczymy, że trzeba się starać, by inni w naszej obecności czuli się dobrze, swobodnie. Walka z nieśmiałością to praca na całe życie. Nieśmiałość jest wspaniałym tematem dla psychologa, dającym poczucie, że robimy coś naprawdę użytecznego, coś co pomaga ludziom żyć. Zważcie, że jeżeli ponad 50 procent społeczeństwa zmaga się z nieśmiałością, to to staje się problemem ogólnonarodowym, bo ogranicza wolność społeczeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
mcattery Re: rozmowa z Zimbardo cz 5 13.11.04, 18:55 Wolność społeczeństwa? Tak. Ogranicza przecież swobodę wypowiedzi i swobodę zrzeszania się. Powinniście uważnie obserwować to zjawisko w swoim kraju. Polska wkracza przecież w wiek elektronicznej technologii, w wiek Internetu. O szkole, posłuszeństwie i nieposłuszeństwie Dlaczego tak łatwo podporządkowujemy się autorytetom i zatracamy umiejętność krytycznej oceny sytuacji? Ponieważ od dziecka uwarunkowuje się nas, byśmy byli posłusznymi władzy konformistami. Proszę zauważyć, że wszyscy uczestnicy mojego eksperymentu byli wychowani - poprzez szkołę podstawową, średnią, Kościół - w tradycji posłuszeństwa, uległości. My tylko wykazaliśmy, jak łatwo te nawyki można uaktywnić. Po to, by wychować mniej konformistyczne pokolenia, należałoby powołać coś, co nazywam szkołami nieposłuszeństwa. Twórczego nieposłuszeństwa. Czyli - jak być nieposłusznym, a jednocześnie nie narazić się nauczycielowi. Chyba trudno byłoby znaleźć do nich nauczycieli. Nauczyciele lubią posłusznych uczniów. Nauczyciel przede wszystkim chce, żeby wszyscy byli cicho. Ale jeśli powie coś głupiego albo niezgodnego z przekonaniami uczniów? Można się temu przeciwstawić, opuszczając klasę. Zanim w Stanach zapanował feminizm, zdarzało się, że profesorowie opowiadali seksistowskie kawały. Klasa się śmiała. Ale niecała. Śmiali się chłopcy, a dziewczyny siedziały cicho. Dopiero po rewolucji feministycznej dziewczęta zaczęły wyrażać swoją dezaprobatę posykiwaniem. Profesorowie zdali sobie sprawę, że takie żarty były dla nich obraźliwe i przestali je opowiadać. Inny przykład: taksówkarz opowiada antysemicki kawał. Zwykle w takiej sytuacji albo się śmiejemy, albo co najwyżej milczymy. Powiedzmy taksówkarzowi, że nie mamy ochoty słuchać tego rodzaju dowcipów. To nie jest łatwe, ponieważ czujemy się skrępowani, ale musimy się przemóc, by stanąć w obronie naszych przekonań. Jeżeli się nie przeciwstawimy, to nagle okaże się, że wokół nas coraz więcej osób opowiada antysemickie żarty, a wtedy już trudniej wyrazić swoją dezaprobatę. Czy naprawdę sądzi Pan, że ideę szkół nieposłuszeństwa udałoby się wprowadzić w życie? W Stanach to nierealne. Ale być może w Polsce byłoby łatwiej, ponieważ wy macie tradycję stawiania oporu. Czego jeszcze oczekiwałby Pan od tych szkół? Chcemy, żeby dzieci były posłuszne. Ale czy chcemy ślepego posłuszeństwa? Chcemy, żeby ludzie szanowali władzę - ale czy chcemy, żeby przystawali na faszyzm? Ważne jest, aby rodzicom uświadomić, że dzieci mogą w uzasadnionych przypadkach być nieposłuszne. By umieć odróżnić, kiedy komuś należy się szacunek, a kiedy mam prawo się sprzeciwić. Szacunek i dyscyplina w rodzinie i szkole to są rzeczy dobre, ale konformizm to rzecz zła. Według mnie należy w bardzo młodym wieku uczyć dzieci o rewolucji, kiedy ona jest dobra, a kiedy zła. Jak narodziła się rewolucja "Solidarności". Jak udało się nakłonić intelektualistów i stoczniowców, by w sposób twórczy wypowiedzieli posłuszeństwo. Chciałbym też, by uczono tam żartowania. Są ludzie z natury skorzy do żartów. Ale wielu tego nie potrafi. Dlatego żartowania powinno się uczyć w szkole. W czasach komunizmu to był popularny sposób samoobrony. Tak. Graffiti, dowcipy podziemne... Dzięki humorowi można nauczyć ludzi, aby w twórczy sposób minimalizowali powagę, z jaką władza zajmuje swoje stanowisko. Chciałbym też, aby w szkole uczono, by ludzie nie traktowali się zbyt poważnie. By umieli patrzeć oczami innych i nie bali się być śmieszni. Wtedy, gdy ktoś im powie: "wyglądasz głupio", potrafili odpowiedzieć: "świetnie, czasami chcę tak wyglądać". Odpowiedz Link Zgłoś
mcattery Re: rozmowa z Zimbardo cz 6 13.11.04, 18:57 Cztery lata temu miałem okazję chodzić na Pana zajęcia na Uniwersytecie Stanforda. Pamiętam, jak urządził Pan "Dzień dziwaka" (Deviant Day). Większość studentów przyszła ubrana niecodziennie, prowokująco. Od lat przeprowadzam ten eksperyment, chociaż dopiero tu, w Warszawie, na uniwersytecie opowiedziałem o nim na forum publicznym. Proszę moich studentów, by przez jeden dzień starali się zachowywać w sposób inny niż zazwyczaj. Żeby zrobili coś sprzecznego ze swoim wyobrażeniem o sobie. Jeżeli ważne dla nich jest, by wyglądać elegancko, namawiam, żeby ubrali się w łachmany. Jeżeli pragną uchodzić za mądrych, niech zachowują się głupio. I tak mają postępować przez cały dzień, nie mówiąc nikomu, że to praca domowa. Potem na wykładzie omawiamy, kto co zrobił i dlaczego, jak ludzie reagowali i jakie to wywołało w nich uczucia. Dodam, że ja sam również się wtedy przebieram. Przez półtorej godziny prowadzę wykład ubrany w sukienkę, mam perukę. W trakcie wykładu nakładam kolczyki, maluję się szminką. To bardzo krępujące, ale dzięki temu moim studentom łatwiej jest przeprowadzić ten eksperyment. Za każdym razem najważniejszą nauką płynącą z tego doświadczenia jest to, żeby studenci zdawali sobie sprawę z przemożnej siły konformizmu. Na własnej skórze odczuwali, co to znaczy, że ludzie się z nich śmieją, nie chcą z nimi rozmawiać. A przecież wszyscy chcemy, by nas lubiano, akceptowano. Pokazywał Pan także na wykładach filmiki świadczące o owej przemożnej sile konformizmu. Studenci uwielbiają je oglądać. Psycholog społeczny Allen Funt okiem ukrytej kamery rejestrował, jak zwyczajni ludzie zachowują się w niecodziennych sytuacjach. Wynikało z tego, że jeżeli kogoś ubierzemy w mundur, to ta osoba może powiedzieć coś totalnie bezsensownego, a ludzie będą się słuchać. Na przykład, na moście przy wjeździe do stanu Delaware umundurowany osobnik mówił: "Stan Delaware jest dzisiaj zamknięty. Mamy wiosenne sprzątanie. Musicie wracać do New Jersey". I ludzie zawracali! Albo przed sklepem, w którym podłoga była ułożona w szachownicę, umieszczono napis: "Proszę nie stawać na czarnych kafelkach". I klienci chodzili po sklepie, skacząc z jednej białej płytki na drugą. Okropnie się przy tym męczyli. Niektórzy drobili, inni przeskakiwali przez dwa czarne kafelki naraz, tylko nieliczni, rozglądając się niepewnie, czy nikt ich nie widzi, łamali przepis. Zupełnie niezwykłe jest to, z jaką łatwością jakikolwiek symbol władzy - mundur czy napis - sprawia, że ludzie robią rzeczy głupie, a nawet niebezpieczne. Oglądając telewizyjny program "Ukryta kamera", zwykle śmiejemy się do rozpuku, choć rzadko dociera do nas głębszy sens tego, co się dzieje. Jak mocno zakorzenione jest w nas poczucie posłuszeństwa. Wykład, który wygłosił Pan w Warszawie podczas inauguracji roku akademickiego w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, nosił tytuł "Psychologia wyzwolenia" (Psychology of Liberation). Wyzwolenia od czego? Od ignorancji. Chciałem, by moje wystąpienie zainspirowało studentów. Mówiłem m.in. o wolności i o sensownej niezgodzie na świat. Starałem się wykazać, że wykształcenie jest jednym z kluczowych warunków bycia wolnym. To przecież dzięki wykształceniu jesteśmy w stanie ocenić kto i w jaki sposób ogranicza naszą wolność. Miałem tu na myśli ograniczenia narzucone przez najrozmaitszej maści dyktatorów, przez ideologie, instytucje. Tłumaczyłem, że edukacja z jednej strony dodaje nam skrzydeł, a z drugiej nawiązuje do naszych korzeni. Skrzydła pozwalają studentom wzlatywać w intelektualne przestworza i miewać wizje, których bez wykształcenia nigdy by nie doświadczyli. Z kolei korzenie zapewniają im łączność z przeszłością, z tradycją, z rodziną, z narodem. To dla mnie idealna kombinacja tego, co może dać wykształcenie. A wiem, o czym mówię, bo sam pochodzę z biednej, niewyedukowanej, sycylijskiej rodziny. Nikt z moich krewnych nie skończył szkoły średniej. Pokazałem warszawskim studentom dwa rekwizyty - liczącą ponad 100 lat szczotkę do butów i równie starą brzytwę fryzjerską. Tej pierwszej używał mój dziadek ze strony matki, który robił buty na Sycylii. Druga stanowiła własność dziadka ze strony ojca - fryzjera. To były właśnie dwie kariery dla mnie - mogłem zostać albo szewcem, albo fryzjerem. A tymczasem dziś udzielam wam wywiadu, a wczoraj wystąpiłem w charakterze gościa honorowego i wykładowcy podczas inauguracji roku akademickiego na polskiej wyższej uczelni. Jak to możliwe? To, co różni mojego dziadka i mnie, to wykształcenie. Dzięki niemu miałem nieomal nieograniczony wybór drogi życiowej. Mój dziadek takiego wyboru nie miał. Ale zgodzi się Pan, że można być człowiekiem wykształconym, a wcale nie czuć się wolnym? Naturalnie. Ludziom niewykształconym jednak dużo trudniej bronić własnej wolności i niezależności. Tym bardziej że w większości społeczeństw jest tyle mechanizmów i instytucji, które czyhają na naszą niezależność. Choćby reklama. Wmawiają ci, żebyś kupił to czy tamto. Wydaje się nam, że mamy wolny wybór, a w rzeczywistości jesteśmy go pozbawieni. Ulegamy przyzwyczajeniom, zamiast zachowywać się w sposób racjonalny. Nie sądzi Pan, że zarówno z Pańskiego eksperymentu, jak i z doświadczenia Milgrama wynika wniosek, że system szkolny, uniwersytecki, uczy konformizmu? Dlatego dziwię się, że tak Pan go wychwala. Gdyby nie system uniwersytecki, nie pozwolono by na przeprowadzenie podobnych eksperymentów. Rodzice zaakceptowali doświadczenie, ponieważ to uniwersytet je nadzorował. Tymczasem okazuje się, że uniwersytet może stać się siłą konformistyczną, a nie wyzwoleńczą. Tradycyjna edukacja rzeczywiście promuje konformizm. Dlatego właśnie upieram się przy swoich szkołach nieposłuszeństwa. Chcemy, by ludzie szanowali władzę, by dzieci były posłuszne. Ale czy chcemy, by byli ślepo posłuszni? Nie. Tymczasem nasze szkoły nie przygotowują uczniów, by potrafili odróżnić sprawiedliwy autorytet od niesprawiedliwego, dobrego przywódcę od żądnego władzy tyrana. A czy ma Pan pomysł na eksperyment z psychologii społecznej, który dałby pozytywne rezultaty i nadzieję, że poprzez stworzenie stymulujących warunków pozytywnego środowiska ludzie staną się lepsi, bardziej altruistyczni? Przychodzi mi na myśl doświadczenie, które byłoby przeciwieństwem eksperymentu Milgrama. Chodziłoby o to, by nakłonić ludzi do coraz to trudniejszych zachowań pozytywnych. Na przykład do wyrażenia zgody na przeszczep serca po śmierci. Ludzie twierdzą, że to ważne, ale wcale nie mają ochoty się na to godzić. Można by ustalić szereg altruistycznych uczynków, oszacowanych w skali od 1 do 10, i starać się nakłonić badanych, aby zgadzali się na coraz to bardziej altruistyczne działania. W trakcie eksperymentu zmieniać ich zachowanie od: "Nie, nie zrobię tego" do "Dobrze. Zgadzam się". To byłby przykład pozytywnej psychologii. O życiu czasem przeszłym, przyszłym i teraźniejszym Mój nowy konik to obserwowanie, jakie jest nastawienie ludzi do czasu. Zamieniamy się w słuch. Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że sposób, w jaki ludzie oceniają swoje doświadczenia życiowe w kategorii przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, ma na nich przemożny wpływ. W zależności od pochodzenia, religii, wykształcenia, niektórzy ludzie skłonni są nadużywać przeszłości, teraźniejszości lub przyszłości, a nie doceniać pozostałych czasów. I to często ma groźne skutki, tymczasem ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Na przykład ci, którzy skupiają się na przeszłości, stale odwołują się do dawnych doświadczeń i zamiast postrzegać sytuację jako nową, za wszelką cenę starają się ją wtłoczyć w ramy znane z przeszłości. Tacy ludzie z nostalgią wspominają rodzinne święta Bożego Narodzenia, lubią wracać pamięcią do dawnych, dobrych czasów. Cóż w tym złego? Nic. Przeciwnie, to cecha, która łączy nas z naszymi korzeniami, tradycją, Odpowiedz Link Zgłoś
mcattery Re: rozmowa z Zimbardo cz 7 ostatnia 13.11.04, 18:59 Lepiej więc być nastawionym na przyszłość? Nie do końca. Ludzie zapatrzeni w przyszłość stawiają sobie cele i wolą poczekać na gratyfikację. W efekcie osiągają sukcesy w szkole, w biznesie, ale płacą za to słoną cenę. Często bowiem rezygnują z "kapitału społecznego". Nie troszczą się o rodzinę, przyjaciół, społeczność, czyli o wszystko, co może stanąć im na drodze do sukcesu. Zapominają też o tym, żeby znaleźć czas na korzystanie z przyjemności życia. Zostaje nam troska o teraźniejszość. \Tak, ci to dopiero potrafią cieszyć się życiem. Carpe diem, dobre jedzenie, dobre wino, dobry seks. Żyje się chwilą. Tacy ludzie są świetnymi przyjaciółmi. Są też jednak znacznie bardziej podatni na nałogi. Jedzenie, seks, narkotyki. Co ciekawe, uleganie nałogom nie idzie w parze z wiedzą na temat konsekwencji nałogu. Kiedy zapytać ich na przykład o skutki nieostrożnego seksu, doskonale znają konsekwencje (AIDS, ciąża). Ale w sytuacji, gdy są pobudzeni, nie istnieje dla nich czas przyszły. Tymczasem ktoś, kto jest nastawiony na przyszłość, w takich sytuacjach mówi "nie". Skrytykował Pan wszystkie trzy modele. Czyli nie ma tu dobrego wyjścia? Jest. Zachowanie równowagi pomiędzy sposobem odbierania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Kiedy pracuję, to nagrodę otrzymam później. Kiedy skończę pracę, będę się bawił i cieszył życiem. Kiedy będę rozmawiał z babcią o naszej przeszłości, to postaram się być uczestnikiem tej pozytywnej przeszłości. Robiliśmy ostatnio badania na temat postrzegania czasu i okazało się, że ludzie, którzy są nastawieni negatywnie na przeszłość i pesymistycznie na przyszłość - nie bardzo też potrafią się cieszyć teraźniejszością. Twierdzą, że nie opłaca się niczego planować, ponieważ to i tak przeznaczenie rządzi życiem. Nasze badania wykazały, że te dwie postawy przyczyniają się do agresji, złości, depresji. Tymczasem nastawienie do czasu można przecież próbować zmienić. Jak to robić - nad tym właśnie się głowimy. Mówił Pan, że są całe społeczności nastawione na teraźniejszość lub przeszłość. To świetnie widać na przykładzie Włoch. Ten kraj żyje w dwóch różnych przedziałach czasu. Północne Włochy to przyszłość i przeszłość. Teraźniejszość tam nie istnieje. Natomiast na południe od Rzymu ludzie są nastawieni wyłącznie na teraźniejszość i przeszłość. Opowiadają o swojej historii i żyją chwilą obecną (szczególnie cenią porę obiadową). Wszystko to naturalnie jest mało efektywne. Północ Włoch chce się oderwać od Południa. Ludzie z Północy mówią, że z Południem nie da się prowadzić interesów, ponieważ południowi Włosi nie podchodzą poważnie do pracy. Powstaje pytanie, jak zmienić postawę ludzi, którzy nigdy nie byli nastawieni na przyszłość. Inny przykład. W USA dzieci pochodzące z rodzin mniejszości narodowych (Murzyni, Portorykańczycy) często nie dają sobie rady w szkole. Zakłada się, że są mniej inteligentni niż rówieśnicy. Moja hipoteza brzmi, że oni wcale nie są głupsi, a ich trudności w nauce to efekt nastawienia do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Dzieci te pochodzą bowiem z rodzin, których członkowie nie interesują się przyszłością. Jeśli ich tego nie nauczymy, nie osiągną dobrych wyników w szkole, nie dostaną się do college'u. Z naszych badań jasno wynika, że uczniowie zorientowani na teraźniejszość mają gorsze stopnie, nawet jeżeli są równie inteligentni. Pracują tylko wtedy, gdy lubią nauczyciela lub dany przedmiot. Tymczasem ludzie zapatrzeni w przyszłość pracują z jednakową intensywnością, niezależnie od tego, czy lubią przedmiot, ponieważ zależy im na dobrej pensji. Profesorze Zimbardo, podkreśla Pan, że jest "psychologiem z pogranicza". Prowadził Pan zawsze kontrowersyjne badania. Na wykładach zachowuje się Pan jak showman, puszcza z taśmy ostry rock, przebiera się w kobiece ciuchy. Teraz jednak przyszła Panu chęć przewodniczenia szacownej naukowej instytucji, jaką jest Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologów. Czy opinia, jaką ma Pan wśród kolegów-naukowców, nie sprawi, że nie zagłosują na Pana? Zobaczymy. Sądzę, że dość często naukowcy zbyt poważnie traktują samych siebie. Ja zawsze staram się uświadomić ludziom, że nie powinno się innych oceniać po wyglądzie, lecz po tym, jak myślą. Czasem przychodzę na wykłady ubrany w elegancki garnitur, czasem w koszulkę bawełnianą i dżinsy. Moja inteligencja nie zależy od tego, jak wyglądam. I jeszcze jedna ważna sprawa. Zawsze uczę studentów, że trzeba umieć cieszyć się życiem. Życie jest zbyt krótkie, by z tego zrezygnować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lUNArㄖㄡ AN.TUI MO.ROU QIA.NA MO2.GUN.ZHEN IP: *.cm-upc.chello.se 17.11.04, 20:11 PAI.KOU COU.DOU YAO .................... Poㄖㄡanne dzieci... .............. Placzcie Poㄖㄡanne dzieci alleUlewa...zewanie chmury mokra skora Smiejcie sie wieCzone dzieci az do lzow potoku rzeki oceanu fal z ksiezyca AN TUI MO ROU QIA NA MO2 GUN ZHEN PAI KOU COU DOU YAO ... Manipulations Pushing (Tui Fa) Grasping (Na Fa) Pressing (An Fa) Rubbing (Mo Fa) Kneading (Rou Fa) Arc pushing (Yun Fa) Nipping (Qia Fa) Pinching (Nie Fa) .........Behandlungstechniken mit Variationen und Kombinationen • Massierende Manipulationen Tui, Na, An, Mo, Rou, Nie, Cuo, Ca, Kou Ji, Gun, Yi Zhi Chan • Mobilisierende und reponierende Manipulationen Ban, Ba Shen, Yao, Dou, Qia, Cai, Nian, Ning, Tan Bo, Gua www.library.ucla.edu/libraries/eastasian/ctable2.htm Odpowiedz Link Zgłoś
drf atmosfera tego swiata sztucznego... 18.11.04, 00:56 SKLEPY CYNAMONOWE www.gutenberg.net/etext05/sklep10.txt W okresie najkrótszych, sennych dni zimowych, ujetych z obu stron, od poranku i od wieczora, w futrzane krawedzie zmierzchów, gdy miasto rozgalezialo sie coraz glebiej w labirynty zimowych nocy, z trudem przywolywane przez krótki swit do opamietania, do powrotu-- ojciec mój byl juz zatracony, zaprzedany, zaprzysiezony tamtej sferze. Twarz jego i glowa zarastaly wówczas bujnie i dziko siwym wlosem, sterczacym nieregularnie wiechciami, szczecinami, dlugimi pedzlami, strzelajacymi z brodawek, z brwi, z dziurek od nosa--co nadawalo jego fizjonomii wyglad starego, nastroszonego lisa. Wech jego i sluch zaostrzal sie niepomiernie i znac bylo po grze jego milczacej i napietej twarzy, ze za posrednictwem tych zmyslów pozostaje on w ciaglym kontakcie z niewidzialnym swiatem ciemnych zakamarków, dziur mysich, zmurszalych przestrzeni pustych pod podloga i kanalów kominowych. Wszystkie chroboty, trzaski nocne, tajne, skrzypiace zycie podlogi mialy w nim nieomylnego i czujnego dostrzegacza, szpiega i wspólspiskowca. Absorbowalo go to w tym stopniu, ze pograzal sie zupelnie w tej niedostepnej dla nas sferze, z której nie próbowal zdawac nam sprawy. Nieraz musial strzepywac palcami i smiac sie cicho do siebie samego, gdy te wybryki niewidzialnej sfery stawaly sie zbyt absurdalne; porozumiewal sie wówczas spojrzeniem z naszym kotem, który równiez wtajemniczony w ten swiat, podnosil swa cyniczna, zimna, porysowana pregami twarz, mruzac z nudów i obojetnosci skosne szparki oczu. Zdarzalo sie podczas obiadu, ze wsród jedzenia odkladal nagle nóz i widelec i z serweta zawiazana pod szyja podnosil sie kocim ruchem, skradal na brzuscach palców do drzwi sasiedniego, pustego pokoju i z najwieksza ostroznoscia zagladal przez dziurke od klucza. Potem wracal do stolu, jakby zawstydzony, z zaklopotanym usmiechem, wsród mrukniec i niewyraznych mamrotan, odnoszacych sie do wewnetrznego monologu, w którym byl pograzony. Azeby mu sprawic pewna dystrakcje i oderwac go od chorobliwych dociekan, wyciagala go matka na wieczorne spacery, na które szedl, milczac, bez oporu, ale i bez przekonania, roztargniony i nieobecny duchem. Raz nawet poszlismy do teatru. Znalezlismy sie znowu w tej wielkiej, zle oswietlonej i brudnej sali, pelnej sennego gwaru ludzkiego i bezladnego zametu. Ale gdy przebrnelismy przez cizbe ludzka, wynurzyla sie przed nami olbrzymia bladomebieska kurtyna, jak niebo jakiegos innego firmamentu. Wielkie, malowane maski rózowe, z wydetymi policzkami, nurzaly sie w ogromnym plóciennym przestworzu. To sztuczne niebo szerzylo sie i plynelo wzdluz i w poprzek, wzbierajac ogromnym tchem patosu i wielkich gestów, atmosfera tego swiata sztucznego i pelnego blasku, który budowal sie tam, na dudniacych rusztowaniach sceny. Dreszcz plynacy przez wielkie oblicze tego nieba, oddech ogromnego plótna, od którego rosly i ozywaly maski, zdradzal iluzorycznosc tego firmamentu, sprawial to drganie rzeczywistosci, które w chwilach metafizycznych odczuwamy jako migotanie tajemnicy. Maski trzepotaly czerwonymi powiekami, kolorowe wargi szeptaly cos bezglosnie i wiedzialem, ze przyjdzie chwila, kiedy napiecie tajemnicy dojdzie do zenitu i wtedy wezbrane niebo kurtyny peknie naprawde, uniesie sie i ukaze rzeczy nieslychane i olsniewajace. Lecz nie bylo mi dane doczekac tej chwili, albowiem tymczasem ojciec zaczal zdradzac pewne oznaki zaniepokojenia, chwytal sie za kieszenie i wreszcie oswiadczyl, ze zapomnial portfelu z pieniedzmi i waznymi dokumentami. Po krótkiej naradzie z matka, w której uczciwosc Adeli zostala poddana pospiesznej, ryczaltowej ocenie, zaproponowano mi, zebym wyruszyl do domu na poszukiwanie portfelu. Zdaniem matki do rozpoczecia widowiska bylo jeszcze wiele czasu i przy mojej zwinnosci moglem na czas powrócic. Wyszedlem w noc zimowa, kolorowa od iluminacji nieba. Byla to jedna z tych jasnych nocy, w których firmament gwiezdny jest tak rozlegly i rozgaleziony, jakby rozpadl sie, rozlamal i podzielil na labirynt odrebnych niebios, wystarczajacych do obdzielenia calego miesiaca nocy zimowych i do nakrycia swymi srebrnymi i malowanymi kloszami wszystkich ich nocnych zjawisk, przygód, awantur i karnawalów. Jest lekkomyslnoscia nie do darowania wysylac w taka noc mlodego chlopca z misja wazna i pilna, albowiem w jej pólswietle zwielokrotniaja sie, placza i wymieniaja jedne z drugimi ulice. Otwieraja sie w glebi miasta, zeby tak rzec, ulice podwójne, ulice sobowtóry, ulice klamliwe i zwodne. Oczarowana i zmylona wyobraznia wytwarza zludne plany miasta, rzekomo dawno znane i wiadome, w których te ulice maja swe miejsce i nazwe, a noc w niewyczerpanej swej plodnosci nie ma nic lepszego do roboty, jak dostarczac wciaz nowych i urojonych konfiguracji. Te kuszenia nocy zimowych zaczynaja sie zazwyczaj niewinnie od chetki skrócenia sobie drogi, uzycia niezwyklego lub predszego przejscia. Powstaja ponetne kombinacje przeciecia zawilej wedrówki jakas nie wypróbowana przecznica. Ale tym razem zaczelo sie inaczej. Uszedlszy pare kroków, spostrzeglem, ze jestem bez plaszcza. Chcialem zawrócic, lecz po chwili wydalo mi sie to niepotrzebna strata czasu, gdyz noc nie byla wcale zimna, przeciwnie - pozylkowana strugami dziwnego ciepla, tchnieniami jakiejs falszywej wiosny. www.gutenberg.net/etext05/sklep10.txt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: !d The Land of Love IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 01:16 The Land of Love "W ell, is `hee-haw` all you are able to say?" inquired the Sawhorse, as he examined Hank with his knot eyes and slowly wagged the branch that served him for a tail. They were in a beautiful stable in the rear of Ozma`s palace, where the wooden Sawhorse--very much alive--lived in a gold-paneled stall, and where there were rooms for the Cowardly Lion and the Hungry Tiger, which were filled with soft cushions for them to lie upon and golden troughs for them to eat from. Beside the stall of the Sawhorse had been placed another for Hank, the mule. This was not quite so beautiful as the other, for the Sawhorse was Ozma`s favorite steed; but Hank had a supply of cushions for a bed (which the Sawhorse did not need because he never slept) and all this luxury was so strange to the little mule that he could only stand still and regard his surroundings and his queer companions with wonder and amazement. The Cowardly Lion, looking very dignified, was stretched out upon the marble floor of the stable, eyeing Hank with a calm and critical gaze, while near by crouched the huge Hungry Tiger, who seemed equally interested in the new animal that had just arrived. The Sawhorse, standing stiffly before Hank, repeated his question "Is `hee-haw` all you are able to say?" Hank moved his ears in an embarrassed manner. "I have never said anything else, until now," he replied; and then he began to tremble with fright to hear himself talk. "I can well understand that," remarked the Lion, wagging his great head with a swaying motion. "Strange things happen in this Land of Oz, as they do everywhere else. I believe you came here from the cold, civilized, outside world, did you not?" "I did," replied Hank. "One minute I was outside of Oz--and the next minute I was inside! That was enough to give me a nervous shock, as you may guess; but to find myself able to talk, as Betsy does, is a marvel that staggers me." "That is because you are in the Land of Oz," said the Sawhorse. "All animals talk, in this favored country, and you must admit it is more sociable than to bray your dreadful `hee-haw,` which nobody can understand." "Mules understand it very well," declared Hank. "Oh, indeed! Then there must be other mules in your outside world," said the Tiger, yawning sleepily. "There are a great many in America," said Hank. "Are you the only Tiger in Oz?" "No," acknowledged the Tiger, "I have many relatives living in the Jungle Country; but I am the only Tiger living in the Emerald City." "There are other Lions, too," said the Sawhorse; "but I am the only horse, of any description, in this favored Land." "That is why this Land is favored," said the Tiger. "You must understand, friend Hank, that the Sawhorse puts on airs because he is shod with plates of gold, and because our beloved Ruler, Ozma of Oz, likes to ride upon his back." "Betsy rides upon my back," declared Hank proudly. "Who is Betsy?" "The dearest, sweetest girl in all the world!" The Sawhorse gave an angry snort and stamped his golden feet. The Tiger crouched and growled. Slowly the great Lion rose to his feet, his mane bristling. "Friend Hank," said he, "either you are mistaken in judgment or you are willfully trying to deceive us. The dearest, sweetest girl in the world is our Dorothy, and I will fight anyone--animal or human- -who dares to deny it!" "So will I!" snarled the Tiger, showing two rows of enormous white teeth. "You are all wrong!" asserted the Sawhorse in a voice of scorn. "No girl living can compare with my mistress, Ozma of Oz!" Hank slowly turned around until his heels were toward the others. Then he said stubbornly: "I am not mistaken in my statement, nor will I admit there can be a sweeter girl alive than Betsy Bobbin. If you want to fight, come on--I`m ready for you!" While they hesitated, eyeing Hank`s heels doubtfully, a merry peal of laughter startled the animals and turning their heads they beheld three lovely girls standing just within the richly carved entrance to the stable. In the center was Ozma, her arms encircling the waists of Dorothy and Betsy, who stood on either side of her. Ozma was nearly half a head taller than the two other girls, who were almost of one size. Unobserved, they had listened to the talk of the animals, which was a very strange experience indeed to little Betsy Bobbin. "You foolish beasts!" exclaimed the Ruler of Oz, in a gentle but chiding voice. "Why should you fight to defend us, who are all three loving friends and in no sense rivals? Answer me!" she continued, as they bowed their heads sheepishly. "I have the right to express my opinion, your Highness," pleaded the Lion. "And so have the others," replied Ozma. "I am glad you and the Hungry Tiger love Dorothy best, for she was your first friend and companion. Also I am pleased that my Sawhorse loves me best, for together we have endured both joy and sorrow. Hank has proved his faith and loyalty by defending his own little mistress; and so you are all right in one way, but wrong in another. Our Land of Oz is a Land of Love, and here friendship outranks every other quality. Unless you can all be friends, you cannot retain our love." They accepted this rebuke very meekly. "All right," said the Sawhorse, quite cheerfully; "shake hoofs, friend Mule." Hank touched his hoof to that of the wooden horse. "Let us be friends and rub noses," said the Tiger. So Hank modestly rubbed noses with the big beast. The Lion merely nodded and said, as he crouched before the mule: "Any friend of a friend of our beloved Ruler is a friend of the Cowardly Lion. That seems to cover your case. If ever you need help or advice, friend Hank, call on me. "Why, this is as it should be," said Ozma, highly pleased to see them so fully reconciled. Then she turned to her companions: "Come, my dears, let us resume our walk." As they turned away Betsy said wonderingly: "Do all the animals in Oz talk as we do? "Almost all," answered Dorothy. "There`s a Yellow Hen here, and she can talk, and so can her chickens; and there`s a Pink Kitten upstairs in my room who talks very nicely; but I`ve a little fuzzy black dog, named Toto, who has been with me in Oz a long time, and he`s never said a single word but `Bow-wow!`" "Do you know why?" asked Ozma. "Why, he`s a Kansas dog; so I s`pose he`s different from these fairy animals," replied Dorothy. "Hank isn`t a fairy animal, any more than Toto," said Ozma, "yet as soon as he came under the spell of our fairyland he found he could talk. It was the same way with Billina, the Yellow Hen whom you brought here at one time. The same spell has affected Toto, I assure you; but he`s a wise little dog and while he knows everything that is said to him he prefers not to talk." "Goodness me!" exclaimed Dorothy. "I never s`pected Toto was fooling me all this time." Then she drew a small silver whistle from her pocket and blew a shrill note upon it. A moment later there was a sound of scurrying foot-steps, and a shaggy black dog came running up the path Dorothy knelt down before him and shaking her finger just above his nose she said: "Toto, haven`t I always been good to you?" Toto looked up at her with his bright black eyes and wagged his tail. "Bow-wow!" he said, and Betsy knew at once that meant yes, as well as Dorothy and Ozma knew it, for there was no mistaking the tone of Toto`s voice. "That`s a dog answer," said Dorothy. "How would you like it, Toto, if I said nothing to you but `bow-wow`?" Toto`s tail was wagging furiously now, but otherwise he was silent. "Really, Dorothy," said Betsy, "he can talk with his bark and his tail just as well as we can. Don`t you understand such dog language?" "Of course I do," replied Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eh....... Sanatorium pod klepsydra..... IP: *.acn.waw.pl 18.11.04, 01:30 jw Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: canaPKa wanted! az zglodnialem !poproszeowyjasnienieeksperymentu IP: *.acn.waw.pl 18.11.04, 03:00 poddaje sie. ale nasuwa mi sie inne pytanie: dlacego zadales te a nie inne pytania: tj czy chodzi o slawe ? pienadze ? zadowolenie z zycia ? hm.... egocentrycznie odniose je do siebie.Slawa - juz mi przeszlo. Pieniadze - tak chce coraz wiecej. Lubie pieniadze i sie do tego przyznaje. Zadowolenie z zycia najwazniejsze. Dodaje rzeczy arcywazne : najwazniejsze,ze ma sie poczucie,ze we wspolnym domu jest ktos, kto cie kocha tak samo mocno jak ty jego. Mocno ale....nietoskycznie..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 97AAL 9&3/4 Zakon Syjonu IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 09:57 Dan Brown Kod Leonarda Da Vinci Sonia Draga i Albatros Andrzej Kuryłowicz Demonizm niejednoznaczności Maciej Pinkwart Dobiega jedenasta w nocy. W Luwrze świecą się tylko słabiutkie światła techniczne- obrazy odpoczywają. W Wielkiej Galerii malarstwa włoskiego w skrzydle Denona kustosz największego muzeum na świecie, 76-letni Jacques Sauniere ma przed sobą jeszcze 15 minut życia. Właśnie ledwo powłócząc nogami wraca z sąsiedniej sali, gdzie zwykle kłębią się największe tłumy, mimo zakazu błyskają flesze, a wszyscy usiłują uruchomić komórki, by zawiadomić rodzinę i znajomych: Słuchaj, właśnie stoję przed Moną Lizą, masz pojęcie jaki tu tłok? Komórki w tej sali jednak nie działają i mimo że teraz jest pusto i głucho kustosz nie może nikomu dać znać o tym że umiera, kto go zabił ani też nie ma jak przekazać największej tajemnicy wszechczasów, której jest ostatnim depozytariuszem. Na pleksiglasowej szybie najsławniejszego obrazu świata pisze więc kilka słów niewidocznym dla zwykłych oczu tuszem. Po czym wraca do Wielkiej Galerii, ostatnim wysiłkiem rozbiera się, rysuje wokół siebie krąg, pisze jeszcze kilkanaście cyfr i umiera, przybierając pozę, przypominającą najsłynniejszą grafikę świata - sylwetkę nagiego mężczyzny, wpisanego w krąg. Człowiek witruwiański Leonarda da Vinci. A potem, zgodnie ze znaną receptą Hitchcocka - napięcie stopniowo wzrasta. Dan Brown, z którego poprzedniej książki "Anioły i demony" niedawno lekko się naśmiewałem - tutaj trzyma czytelnika w nieustannym napięciu i nie trudno mi się zgodzić, że jest to światowy bestseller nr 1, jak zapewniają wydawcy. Bo też autor w "Kodzie Leonarda da Vinci" okazał się absolutnym mistrzem, podczas gdy w "Aniołach..." był co najwyżej czeladnikiem. A propos bestsellerów: pyszny fragment rozmowy bohatera, Roberta Langdona ze swoim wydawcą, który dziwi się, że prawdziwa historia Świętego Graala nie jest szerzej znana, a Lagdon mówi mu, że sprawę zaciemnia wszechświatowy bestseller wszechczasów. Na co wydawca: - Chyba nie powiesz, że "Harry Potter" też jest o Świętym Graalu. - Miałem na myśli Biblię. I taka jest to książka: sprawy, rodem ze średniowiecza - więcej: z początków naszej ery, jak się okazuje - ciągle żywotne, aktualne i wyzwalające największe ludzkie emocje osadzone są mocno w realiach współczesności. Jeszcze więcej: mają na tę współczesność ogromny wpływ. Tym razem realia właśnie są najmocniejszą stroną książki Browna: szczególnie te, związane z Paryżem i Londynem. Wraz z bohaterami - i depczącymi im po piętach "czarnymi charakterami" - podążamy zawiłym tropem wskazówek pozostawionych przez tragicznie zmarłego wielkiego mistrza Zakonu Syjonu oraz jego wielkiego poprzednika - Leonarda da Vinci. Celem poszukiwań jest, oczywiście Święty Graal, a raczej to, co on oznacza. Akcja toczy się wartko, choć niekiedy dość sztucznie stopują ją dialogi - a dokładniej, rozpisane na głosy wykłady o historii Graala i jego symbolice. Ale ponieważ temat jest niesłychanie wciągający, a niektóre konkluzje dla nas, tkwiących z zasady bezrefleksyjnie w tradycji i symbolice chrześcijańskiej są zupełnie szokujące - więc w lekturze to nie przeszkadza. Ciekawe, jak potraktowane to zostanie w filmie, który na podstawie "Kodu..." ma powstać w Hollywood. Jednym z elementów tajemnicy jest portret, malowany na topolowej desce we Florencji w latach 1503-1506. 77 cm wysokości, 53 cm szerokości. Numer inwentarzowy Luwru 779. Autorem jest Leonardo di ser Piero z Vinci. Gioconda. Joconde. Mona Lisa Leonarda da Vinci. Jak pisał jeszcze w XVI wieku pierwszy biograf Leonarda, a zarazem pierwszy historyk sztuki Giorgio Vasara portret prawdopodobnie przedstawia Lisę Gherardini, małżonkę florenckiego notabla Francesco di Bartolomeo di Zanoli del Giocondo. Dlaczego, jeśli portret był zamówiony przez bogatego kupca, Leonardo woził go wszędzie z sobą, z Florencji do Mediolanu, potem do Rzymu i na koniec do Francji, gdzie na łożu śmierci przekazał go swemu protektorowi, królowi Franciszkowi I z poleceniem, by go strzegł jak oka w głowie? Ale "gioconda" to po włosku określenie kobiety wesołej, miłej. Więc może prawdziwa jest interpretacja, w myśl której jest to portret "pewnej florenckiej damy, wykonany z natury na życzenie wspaniałego Giulana Medici", jak to ujęto w pierwszym opisie dzieła, jeszcze za życia artysty. Ale istnieje też anonimowy dokument opisujący Giocondę jako... przebranego mężczyznę, być może samego Leonarda. Jak pisze na stronie internetowej Luwru kustosz działu malarstwa Vincent Pomaréde ostatecznie do dziś nie mamy żadnego przekonującego dowodu kogo obraz przedstawia. Niewykluczone, że jest to abstrakcyjny wizerunek, ukazujący po prostu postać ludzką na tle wyidealizowanego krajobrazu. Dan Brown znacznie rozszerza w swojej książce dywagacje na temat Mony Lisy, jej pochodzenia i znaczenia, oczywiście symbolicznego. Są ciekawe, na pewno, ale dla mnie La Joconde jest symbolem czegoś, co nie ma nic wspólnego z historią, opisywaną w książce.. Chociaż... Mona Lisa jest niezniszczalnym symbolem wyższości ducha nad materią. Kawałek deski, niepiękna kobieta, może i nie całkiem kobieca, skąpy uśmiech... I 500 lat istnienia. Mona Lisa przetrwała Walezjuszy i Burbonów, Rewolucję i Cesarstwo, wszystkie republiki, wojny światowe, faszyzm i komunizm, nowinki techniczne i prądy filozoficzne. Trwa poza wszystkim i ponad wszystko. Jak najtrwalsza idea. Jak Święty Graal. Książka Browna urzeka kapitalnie poprowadzoną akcją, wspaniałą galerią postaci pierwszo- i drugoplanowych, erudycją historyczną i artystyczną. Jest w niej mnóstwo odniesień do wydarzeń politycznych, a także do literatury, w tym - do współczesnego piśmiennictwa związanego z legendą Graala. Powołuje się nawet bezpośrednio na bestseller Michaela Baigenta, Richarda Leigha i Henry'ego Lincolna "Święty Graal, Święta Krew", a tragicznie zmarły kustosz Luwru nosi to samo nazwisko co bohater "Świętego Graala..." - proboszcz z wioski Rennes-de- Chateau, Béranger Sauniere... Powieść Browna ma więc wszelkie dane, by zostać przebojem wydawniczym na długi czas. I dlatego nie mogę zrozumieć, dlaczego wydawcy pozwolili sobie na próbę deprecjacji dzieła poprzez dołączenie do niego "Posłowia", w którym prof. Zbigniew Mikołejko - wielki naukowiec z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, badacz historii religii i świetny pisarz - "daje odpór" Brownowi. I to bynajmniej nie w kwestiach najbardziej dla książki fundamentalnych, tylko przeprowadzając filipikę w obronie... kościoła katolickiego, a przede wszystkim formacji "Opus Dei", która w książce Browna pełni rolę marginalną, a jej przedstawiciele, działający niewątpliwie w dobrej wierze, zostali wciągnięci w ponurą grę przestępczą przez nie przebierającego w środkach maniaka, z pobudek absolutnie z Kościołem nie mających nic wspólnego. Nota bene, jednym z zarzutów "posłowia" pod adresem Browna jest to, że nie jest on katolikiem... Wolno panu profesorowi Mikołejce przywdziewać kostium rycerza i wyruszać na krucjatę przeciw Brownowi, jego sprawa, byłoby niewątpliwie ciekawe przypatrzyć się merytorycznej polemice w opisywanych tam kwestiach. Ale nie rozumiem wydawcy, który na okładce zachęca nas, żebyśmy kupili ten wspaniały bestseller, a pod koniec książki wynajmuje historyka religii, który drobnym drukiem przekonuje nas, że autor pisze banialuki. I to nie w książce naukowej, tylko w powieści sensacyjnej. No to jak? Musieli wydawcy umieścić ten tekst, żeby książka otrzymała imprimatur? Jesteśmy czy nie jesteśmy państwem religijnym? Obyśmy nie doczekali czasów, w którym do "Harrego Pottera" trzeba będzie pisać posłowie tłumaczące, że tak naprawdę to Joanna Rowling się myli, bo profesor od peronologii stwierdza autorytatywnie, że na dworcu King's Cross nie ma peronu numer dziewięć i trzy cz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: . Leonardo da Vinci 9.3/4 IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 10:13 Autor: Amy Welborn Tytuł: Zrozumieć Kod Da Vinci Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE Liczba stron: 144 ISBN: 83-88822-94-2 Zrozumieć Kod Da Vinci Amy Welborn jest błyskotliwą analizą najbardziej intrygujących kwestii podniesionych przez książkę Browna: tożsamość i posłannictwo Jezusa Chrystusa, powstanie chrześcijaństwa, osoba Marii Magdaleny, gnostycyzm, pogaństwo, herezje, rola kobiet w religii, twórczość Leonarda da Vinci, Święty Graal, Zakon Syjonu, templariusze, Opus Dei. Autorka dowodzi, że teorie Browna oparte są na całkowicie niewiarygodnych podstawach lub są po prostu czystą fantazją. Wskazuje na wielką liczbę grubych błędów lub oczywistych kłamstw Kodu Leonarda da Vinci. Oto niektóre z nich: Jezus i Maria Magdalena byli małżeństwem; Jezus wyznaczył Marię Magdalenę do kierowania Kościołem; pierwsi chrześcijanie uważali Jezusa tylko za człowieka, a o tym, że ma On być uważany za Boga, zadecydował cesarz Konstantyn w IV wieku; Kościół powstał w wyniku walki o władzę, a ci, którzy w tej walce zwyciężyli, wybrali spośród 80 ewangelii te cztery, które im najbardziej odpowiadały; Leonardo da Vinci był „wielkim mistrzem” antykatolickiej organizacji, a w swoich obrazach zakodował bardzo ważne tajne informacje, godzące w Kościół katolicki. Zrozumieć Kod Da Vinci Amy Welborn to lektura obowiązkowa dla wszystkich czytelników Kodu Leonarda da Vinci, którzy dali się nabrać na te fantazje. Ponadto jest to niezwykle przystępna książka o powstaniu chrześcijaństwa i historii początków Kościoła, skutecznie zachęcająca do czytania Ewangelii. Konsultantem naukowym polskiego przekładu jest ks. dr Piotr Turzyński, specjalista z zakresu patrologii, wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Radomiu. O autorce: Amy Welborn jest amerykańską autorką książek o tematyce religijnej, m.in. przewodników po Biblii, felietonistką i recenzentką Our Sunday Visitor (www.osv.com). Ukończyła historię Kościoła na Uniwesytecie Vanderbilt. www.panoramafirm.com.pl/acms/religie/religie.html?catid=%7C4%7C1%7C15%7C&rb=cs_articlea&id=428874 -------------------------------------------------------------------------------- Strengthening European co-operation in vocational education and training: The Way Forward 13. - 16. prosinca 2004. Maastricht, Nizozemska www.bologna-bergen2005.no/EN/Bol_sem/Other_sem/041213-16Maastricht.HTM The conference programme will include a series of formal and informal Ministerial and official meetings and a Ministerial Conference attended by some 500 - 600 participants. The events will bring together the key political and practical processes and players around the launch of a planned new ‘Maastricht Declaration’ on VET. A Leonardo da Vinci Exhibition showcasing some 30 practical examples of innovation in VET and the first Leonardo da Vinci awards will also feature during the week. /////////////////////////////////////\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\ Leonardo da Vinci 0.9 data dodania do serwisu: 28-09-2004 Aplikacja służąca do kodowania tekstów w obrazach BMP, w celu wymiany tajnych informacji. Bardzo prosta w obsłudze. Dla osób postronnych plik zostaje nie zmieniony. Tekst można odtworzyć w programie Leonardo. Dla zwiększenia bezpieczeństwa można ustanowić hasło. www.pcworld.pl/ftp/program.asp?sys=pc&id=4395 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ależ alez.............. IP: *.acn.waw.pl 18.11.04, 10:16 nie wklejaj recenzji Doc tylko marsz do czytania. Ksiazka jest koszaca!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Potem na jej temat pogadamy. Chyba ze juz czytales sciski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 3X9317M3NT Systemy Wspomagania Decyzji w Wy& iquest;szej Szkole .... IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 10:42 Tekst zakodowany w pliku TORY.BMP ---------------------------------------------------------------------- Program Leonardo da Vinci s³u¿y do ukrywania informacji w widmie kolorów fotografii cyfrowych. Aplikacja powsta³a jako demonstracja jednego z wyk³adów z przedmiotu Systemy Wspomagania Decyzji w Wy¿szej Szkole Komunikacji i Zarz¹dzania w Poznaniu. Autor: Karol Nawrot e-mail: knawrot@wskiz.edu ..................................... "$%%( ( )!!)!!*""*""+##+##("#)#$)#$)#$)#$*$%*$%*$%+% &+%&+%&+%&+%&+%&+%&+%&/''/(%/(%/(%/(%/(%/(%/(%,%",%",%",%",%",%",%",$$*$%*$%*$% *$%)$%)$%)$%)$%'%%'%%%%%%%%%%%%%%#%%#%%(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&& (&&(&&(&%(&%('#('#('#(&%(&%(&&(&&&$$&$$%$!#!" ")+$675FICTWO_e[nsk~ƒu‰Žx??‚—˜?¥£–°ª—´«— ¸ªœºž¿±§Ç¼žÀ¶š¼²?²¨ž—mŒ…[tpD[W%:7/,$$"#"#'$ %%## !#$%( ( )!!)!!*""*""+##+##("#)#$)#$)#$)#$*$%*$%*$%*$%*$%*$%+% &+%&+%&+%&,'&/''/(%/(%/(%/(%/(%/(%/(%,%",%",%",%",%",%",%",%"*$%*$%*$%*$%)$%)$%) $%)$%'%%'%%%%%%%%%%%%%%#%%#%%'%%'%%'%%(&&(&&(&&(&&)''(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&%(&% ('#('#('#(&%(&%(&&(&&'%%'%%(%'%#$ ! %!.0):KNHY\Tdjaqwo‚‡z?’|?’„™š?§¥•±«™¶™º¬?¾°žÁ³¦È½œ¾´”¶¬†¨žr‘Š^} vJc_2IE.+'$ !"#"&& %&"" #$$( ( )!!)!!*""*""+##+##("#)#$)#$)#$)#$*$%*$%*$%*$%*$%*$%+%&+%&+% &,&','&.&&0'$0'$0'$0'$0'$0'$0'$///////-*$%*$%*$%*$%)$%)$%)$%)$ %'%%'%%%%%%%%%%%%%%#%%#%%'%%'%%'%%(&&(&&(&&)'')''(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&%(&%('# ('#('#(&%(&%(&&(&&(&&(&&)&((%'%!&! "#"''46/AB?PSM^aYiofv|u…‹~‘– ‚•˜ŠŸ ”¬ªš¶°?º±ž¿± õ¤Ç¹¡Ã¸”¶¬‰«¡y›‘c‚{NmfO!84+($"!"&"'%$$ # !!!!#$"'*!',#). "$$( ( )!!)!!*""*""+##+## ("#)#$)#$)#$)#$*$%*$%*$%*$%*$%*$%+%&+%&,&',&','&-%%--%%--%%--%%- .&&.'$.&&.'$.&&.'$.&&.&&*$%)$%*$%)$%)$%)$%)$%)$%'%%'%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%'%%'% %'%%(&&(&&)'')'')''(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&%('#(&%(&%(&%(&%(&&(&&(&&)''*'))& (%"!%#(+7;3DGCTWSbe^mpkz} z‰Œƒ•–‰›œ?¥£˜±žº´Ÿ¾µŸÃ·¢Éº§ÍÁ˜»±Œ¦€¡šq?‰\xrIb^2IE.+-+'%"# $%%$(#$! "#%)**./,12-47-6:/8( !#%)!"*"#+#$,$%-%&,$%+#$+#$+&%*%$*%$)$#(#"'"!&! &! '"!)$#*% $,'&-('-(','&,'&*&%*&%*%&*&%*%&*&%*%&*&%+&'*&%)$%)%$)$%*&%+&'+&'*%&(&&*%&'%%'%% &$$&$$&$$(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&& (&&)'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')'')''(&&(&%(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&& (&&(&&(&&(&&&$$# "" #()/44?G(IQLZ` [gkgsur~~|Šˆ…”?‹Ÿš?§Ÿ–±¨š¹°ŸÂ¸¡É¾?Ƚ˜Ãº‹¯©‡©£zš•j…?Vmi)PO,:9",,%% #$!" #(,#/3(48+7;,8(5BD7CE8DF "#)!"*"#+#$,$%-%&,$%+#$+#$+&%+&%*%$)$#(#"'"!&! &! (#")$#*%$,'&- ('-(','&+'&*%&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&(&&'%%&$$&$$&$$'%%(&&)''(&&(&&(&&'%%'%%'%% &$$&$$(&&(&&(&&(&&(&&( Odpowiedz Link Zgłoś
drf (.)-CoD )\/..(. 18.11.04, 11:22 BMÞ 6 ( ¨ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿÿ ...... BMV¨ 6 ( ƒ X ¨ # 0 ;,J3P:V:V6P2L1K2L/G/G.F-E,B+A*@)?)=(((: (:'9&8&7&7'9'9&8&8%7%7$6$6%7%7%7% 7&8&8&8%:$:#($=$=&(&('='=))))*(););(:)9) 9);););*(*(*(*(+=.@.@/A0B0B1C2D2D/A/A0B0B1C2D3E3E6H7I! 9K#;M$(N!9K4F0B+(.? 4F!9K&)P(BS'BV'BV.I^,G\+CY(@V';T"6O.H*A2( !(&7+;2A6E7F5E!3D!3D!5G4F3E2D3E4F5G 6H3E4F5G 6H! 7I"8J#9K#9K&:K';L)=N,@Q-AR.BS.BS.BS/CT/CT.BS-AR-AR,@Q+?P+?P')N&=M%(L$;K"9I 7G6F6F4D5E!8H$;K')N*AQ,CS,EU.GW.HX0J[1K\1M^1M^2Ma2Ma1Nc1Nc/Nc.Mb.Md- Lc,Lc+Kb)I`)I`)H_)H_)H])H],I^,I^.I].I].J[/K\2L]2L]2L\3M]2L\3M]4N^5O_5O_5O_3M]3M] 4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N\5O]8O^9P_;Q][;OZW)PW)QV?OU?PS@OQ? NP@MOAMMDIJEJIDIHCHGDFFCEEDDDCCCBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D? @@(;@(;A(;A(;A(9@;8B;8B;8C:6C:6C;4B:3D:3C92C:1C:1E(3E(3E(3F=4F=4F=4F=4G)5E(3F=4F =4F=4G)5H?6H?6H?6F=4F=4F=4F=4F=4F=4F=4F=4G)5G)5G)5G)5G)5H? 6I@7HA8F@;EA(FB=GC)GD@GD@GD@GD@ECBECBCCCCCCBBBAAA)@A)@@86;;5;8383070-7+) 5)'3%&1#$+ % #/:+I2O:V;W7Q2L1K2L0H0H/G-E,B*@)?)?)=(((: (:'9&8&7&7'9'9&8&8%7%7%7%7%7%7%7% 7&8&8&8%:$:#($=$=&(&('='=))))*(););(:)9) 9);););*(*(*(*(+=.@.@/A/A0B1C1C2D/A/A0B1C2D3E4F4F5G6H 8J":L":L6H/A*($5(9.@5G":L%?P'@T%@T*EZ)DY)AW(?U';T#4N,F(?2 ) ! (%6+;1@5D4D4D"2C"2C"3F3E2D1C1C1C2D3E1C2D3E 4F!5G"6H#7I#7I% 9J&:K)=N+?P-AR.BS.BS.BS/CT/CT.BS.BS-AR-AR,@Q,@Q(?O')N&=M%(L#:J"9I 7G 7G4D6F! 8H$;K')N*AQ-DT,EU/HX.HX0J[1K\1M^1M^2Ma2Ma1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-Lc,Lc+Kb*Ja)I`*I`)H_) H])H]+H],I^.I].I]/K\/K\2L]2L]3M]3M]2L\3M]4N^5O_5O_5O_4N^3M] 4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^5O]5O]8O^9P_;Q][;OZ;PX)PW)QV?OU?PS@OQ? NP@MOAMMDIJDIHDIHCHGDFFCEEDDDCCCBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D? @A=(@(;A(;A(;A(9@;8B;8B;8C:6C:6C;4B:3D:3D:3C:1C:1E(3E(3F=4F=4F=4F=4G)5G)5E(3F=4F =4G)5G)5H?6H?6H?6F=4F=4F=4F=4F=4F=4F=4F=4G)5G)5G)5G)5G)5H?6I@7HA8GA(EA(GC)HD? HEAHEAHEAHEAECBECBCCCCCCBBBAAA)@A=??:;76::4:728306/,6*(4(&1#$/!")# ! -8)G1N:V(X8R3M0J1K1I1I/G.F,B*@)?())=(((: (:'9&8&7&7'9&8&8&8&8%7%7%7%7%7% 7&8&8&8&8&;$:#($=$=&(&('='=))))););););)9) 9);););*(*(*(*(+=-?-?.@/A0B0B1C1C0B0B1C2D3E4F5G5G5G6H 8J":L 8J2D); #5+/&8.@5G :K";O#(P&)T&)T(?U')T&"3M+E&=2 ( (8-=1A1A/@ .@ .@ 0A/@.?-),=-)-).?-).?/@0A1B!3D"4E"4E#7H% 9J';L*)O+?P,@Q-AR-AR.BS.BS.BS.BS-AR-AR-AR-AR)@P)@P')N&=M$;K#:J"9I!8H5E6F"9I%(L (?O+BR.EU-FV/HX/IY0J[2L]1M^1M^2Ma2Ma1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-Lc,Lc+Kb+Kb*Ja*I`)H_)H])H] +H]+H].I].I]/K\/K\2L]2L]3M]3M]2L\3M] 4N^5O_6P`5O_4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^4N^5O]6P^9P_9P_;Q];Q\(P[;PX)PW)QV?OU? PS@OQ?NP@MOAMMDIJDIHCHGBGFCEEBDDDDDCCCBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D? @A=(A=(B=(A(;A(9A(9C(9B;8C:6C:6C;4C;4D:3D:3D;2D;2F=4F=4F=4F=4F=4G)5G)5G)5F=4F=4F =4G)5G)5H?6H?6I@7G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5H?6I@7I@7HA8HB=FB=HD? IE@IFBIFBIFBIFBECBECBCCCCCCBBBAAA)@A=??9:69;599396161.4-*4(&2&$. !,& + 5'E0M:V=Y9S4N1K1K2J2J0H.F,B*@)?())=(((: (:'9&8&7&7&8&8&8&8&8&8&8&8% 7&8&8&8&8'9'9&;$:#($=$=&(&('='=(= (=););););*:*:);););*(*(*(*(+=-?-?-? .@/A0B0B1C0B1C2D3E4F5G6H7I7I 8J":L#;M 8J0B&8 1 $)2 (:/A3E5I5I 8N"%(R(=S):T#4N+E&=0& $/"3(8*:*;):(:(:);(:&8%7$6$6%7%7'9'9(:*(+=- ? .@/@!3D 4E#7H%9J';L)=N)=N)=N*)O+?P+?P,@Q,@Q-AR-AR.BS)@P(?O')N&=M$;K#:J!8H! 8H6F 7G#:J&=M)@P,CS/FV.GW0IY0JZ1K\2L]1M^2N_2Ma2Ma1Nc1Nc/Nc.Mb.Md- Lc,Lc+Kb+Kb+Kb+Ja*I`)H])H]+H]+H]/J^/J^/K\0L]2L]3M^3M]3M]2L\3M] 4N^6P`6P`6P`5O_4N^5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O]6P^9P_:Q`(R^;Q\(P[;PX)PW)QV?OU? PS@OQ?NP@MOAMMCHIDIHCHGBGFCEEBDDCCCCCCBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D? @A=(A=(B=(B=(A(9A(9C(9C(9C:6C:6C;4C;4E;4E;4E(3E(3F=4F=4F=4F=4G)5G)5G)5G)5F=4F=4G )5G)5H?6H?6I@7I@7G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5G)5H?6G)5G)5G)5H? 6I@7JA8HA8IC)GC)IE@JFAJGCJGCJGCJGCFDCFDCDDDCCCBBBAAA=?@=??89579388274/4/,2+(2&$0 $"+(" ) 2#A.K:V)Z;U6P2L1K3K2J0H.F,B*@)?())=(((: (:'9&8&7&7&8&8&8'9'9'9'9'9&8&8&8&8'9'9'9&;$:#($=$=&(&( '='=(=(=););););*:*:);););*(*(*(*(+=,),)-?-? .@/A0B0B0B1C2D3E5G6H7I 8J!9K":L$(N%":L2D(:!3%) 1&8*(,),@+?1G3I6L$9O&7Q"1K)C#;+ # ( + / 1!2112 1 0.-,,-- 0 0!1#3%5&6(8(8+(-)/@ 2C#5F$6G%7H%7H&8I'9J(:K*(M+=N-?P.@Q-AR(?O(?O&=M%(L#:J"9I!8H 7G 7G!8H$;K')N*AQ- DT0GW/HX1JZ0JZ2L]3M^1M^2N_2Ma1L`1Nc1Nc/Nc.Mb.Md- Lc,Lc+Kb+Kb+Kb+Ja*I`*I^*I^,I^,I^/J^/J^0L]0L]3M^3M^3M]4N^2L\3M] 5O_6P`7Qa6P`6P`5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_6P^6P^9P_:Q`(R^;Q\(P[(QY)PW)QV?OU? PS@OQ?NP@MOAMMCHIDIHCHGBGFCEEBDDCCCBBBBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D? @B)=A=(B=(B=(B=:A(9C(9C(9C:6C:6C;4C;4E;4E;4E(3E(3F=4F=4G)5G)5G)5G)5H?6H? 6F=4G)5G)5H?6H?6I@7I@7I@7H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6H?6I@7JA8IB9IC)HD? IE@JFAJGCJGCJGCJGCFDCFDCDDDCCCBBB@@@=?@())67368266052-2-*/(%0$"-!'$ &/=+H9U?[=W8R3M2L2J2J0H/G-C+A*@)?)=(((: (:'9&8&7&7&8&8&8'9'9'9'9 (:&8&8&8'9'9'9'9'($:#($=$=&(&('='='('(););););+;+;);); );*(*(*(*(+=+=,),)-?.@.@/A/A/A0B1C3E4F6H7I 8J":L#;M%'?Q% 7I.@(:. 1#6(:(:&8 #7!5 %;'=+A/E-G)C"(5 % !%'' &'( & % #" "" ##%&')+-./"3$5'8*;,=.?.?.?0A1B!3D$6G'9J*(M,)O+? P*)O')N&=M%(L#:J"9I 7G 7G!8H"9I%(L(?O+BR.EU1HX0IY2K[1K[2L] 3M^2N_2N_2Ma1L`1Nc1Nc/Nc.Mb.Md-Lc,Lc+Kb*Ja*Ja*I`*I`*I^+J_-J_.K`/J^/J^0L]0L] 3M^3M^4N^4N^2L\3M]5O_6P`7Qa7Qa6P`6P`5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_5O_6P^7Q_:Q`:Q`(R^(R] =Q\(QY)PW)QV?OU?PS@OQ?NP@MOAMMCHICHGBGFAFEBDDACCCCCBBBBBBBBBDBBCAAE@AD?@D?@D? @B)=B)=C)=B=(B=:B==:C(9C:6C:6C;4C;4F(5F(5F=4F=4G)5G)5G)5 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :E:M.(2: (.)-CoD )\/.!.(.3 IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.04, 13:57 image18.webshots.com/19/3/31/16/218933116liBkjM_fs.jpg community.webshots.com/album/42521574iBGEAa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: q# renesansowy! renesans kuchenny IP: *.acn.waw.pl 18.11.04, 23:43 jako, ze czlek renesansowy winien sie zajmowac wieloma naukami, ja zajalem sie dzisaj tym, co artystom najbardziej smakuje. Wczoraj pisalem canapca wanted tak wiec dzisiaj zajalem sie tworzeniem renesansowych kanapek. - canaPKa Michala Aniola Buonarotti - kawalek chleba ciemnego ze sliwkami suszonymi posmarowac maslem ( zadna tam margaryna).Na to polozyc kawalek Bleu d'Auvergne. Na kawalek sera rzucic od niechcenia plaster avocado. Popieprzyc tylko bialym piepierzem! Spozywac i czuc jak delikatne avokado studzi smak wyrazistego sera, a bialy pieprz dodaje glebi wyrazu. Cos ostre jest ostre,cos wyraziste zostaje wyraziste, a jednoczesnie balsamiczne, miekkie i lagodzace podniebienie. ( mam jeszcze wersje - niezbyt pilny uczen Leonardo tj. zgniesc avocado i pomieszac z Bleu d'Auvergne ale .... wtedy avocado nie koi ostrego smaku a spycha w otchlan pyszny aromat i wyrazistosc sera) CanaPKa Mistrza Leonardo - na pumpernikiel( male kawalki najlepiej okragle )posmarowany maselkiem ( nie zadna tam margaryna ) kladziesz tatar z lososia ( najleopszy norweski wedzony na zimno pomieszany z surowym norweskim posiekane w proporcjach 2/3 wedzonego, 1/3 surowego z domieszka bialego,zielonego pieprzu,ze sproszkowana wyschnieta ociupinka skorki z cytryny,troszeczke galki muszkatalowej, troche oliwy z oliwek, sok z cytryny w niezabojczych dla ryby proporcjach) na to czyli na tatara - papryka : musi byc żółta (- malutko nie przesadzac!) Obok papryki - 1/7 lyzczeczki od kawy Pesto Genovese.Do tego... posiekanej cebulki - tylko czerwonej szczypte. Mozna dodac oliwki - czarna koniecznie. I pojawia nam sie ; tatar z łososia pieknego różowego,jesli na okragly kawalek nalozony umiejetnie przybiera postac rózy. Papryka i cebulka daje mozliwosc chrupniecia clou canaPKi, ktora przeciez jest miekka,morska rozplywajaca sie w ustach.Pesto przeniesie cie do Italii.A Nuta zielonego pieprzu pozwoli ci poznac goraco smaku a zarazem chlod zapachu. Ide po kolejna porcje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Daikon MAK RO BIO TYKA IP: *.cm-upc.chello.se 20.11.04, 00:50 The Macrobiotic Knowledge The History of Macrobiotics Thousands of years ago great sages realised that the food we eat not only sustains life, but also underlies our health and happiness. They compiled religious or medical laws-the Code of Manu in India, the Hebrew code, the Nei Ching and the Hon.so Komoku (the first medicinal herb book) in China; the Zen diet in Japan, are just some examples. Around the end of the last century a Japanese army doctor, named Sagen Ishizuka, established a theory of nutrition and medicine based on the traditional Oriental diet, to which he applied the Western medical sciences of chemistry, biology, biochemistry, and physiology. He had been born weak and suffered from kidney and skin disease. In order to restore his health he studied both Western and Eastern medicine extensively. He compiled the information and conclusions of his lifelong study in two books- Chemical Theory of Longevity, published in 1896, and Diet For Health, published in 1898. In 1907 a group of his followers started an association, called Shoku-Yo-Kail in Japanese. lshizuka was an Army doctor of the highest rank, and the co- founders of this association consisted of noblemen, congressmen, councilors, representatives, and successful businessmen of the day. At this time Japan was being strongly influenced by European culture and science. Going against this trend, Ishizuka criticized the adoption of the West's modern medicine and dietary theories, and recommended the Japanese traditional diet - whole, unrefined foods, with very little or no milk or animal foods. He cured many patients by having them eat a traditional diet based on brown rice, and a variety of land and sea vegetables. Since his method was unique at that time, and effective, many patients visited his clinic; so many in fact that he had to limit his practice to 100 persons per day. There were also many inquiries by mail which, because of his fame, would reach him addressed only "Vegetable Doctor, Tokyo," ` `Daikon (Japanese radish) Doctor, Tokyo"; or "Anti-Doctor Doctor, Tokyo." His healing technique was based on the recognition of five very important principles: Foods are the foundation of health and happiness. Sodium and potassium are the primary antagonistic and complementary clements in food. They most strongly determine its character-or "yin/ yang" quality. Grain is properly the staple food of man. Food should be unrefined, whole, and natural. Food should be grown locally and eaten in season. Suffering "incurable" diseases at the age of 18, George Ohsawa learned about this approach to diet from two of Mr. Ishizuka's disciples, Manabu Nishibata and Shojiro Goto. After completely restoring his own health, Ohsawa joined ShokuYo-Kai. He was later elected the association's President. Before Ohsawa started his prolific writing career there were only a few books in Japan on the subject of diet and health. Mr. Akira Iida was a director of Shoku-Yo-Kai, and one of the editors of the magazine published by that organization. About 1925 Mr. Ohsawa wrote many articles for the magazine, and in 1928 his first books, Physiology of Japanese Mentality and Biography of Sagen Ishizuka, were published. When Ohsawa's activities started to gain recognition he was excluded from the association, which I believe was due mainly to the jealousy of some of the directors. He then established his own organisation, where he devoted himself more to the teaching of the yin and yang philosophy rather than the direct treatment of the sick. From that point on Mr. Ohsawa devoted his life to lecturing around the world and to writing on macrobiotic philosophy and its application, until his death at the age of 74. George Ohsawa first mentioned the term macrobiotic in his Japanese translation of Alexis Carrel's Man, the Unknown. It did not appear in the main text but rather in his postscript. His first textual usage of the term was in Zen Macrobiotics, which he wrote in English in 1959. It was published in English by Nippon Centre Ignoramus, (Nippon C. I). in 1960. In Greek, macro means big or great and biotic means concerning life, so the word refers to the "big view of life." This meaning suggests that we should relax our small, rigid views of the world so that the underlying unity of nature can be sensed. The word macrobiotic was originally used in literature by the German scholar Christophe Wilhelm Von Hufeland in Das Makrobiotik (1796). George Ohsawa met a descendant of Hufeland in Germany in 1958. After Ohsawa died his disciples continued to teach macrobiotics in Japan, Europe, North America, and South America. It is currently being practised virtually all over the world, including the Eastern European countries. During his lifetime Ohsawa wrote more than 300 books and pamphlets, in Japanese, French, English, and German. He also published a monthly magazine for more than 40 years, and today more than 30 of his books have been translated into English, German, French, Swedish, Flemish, Portuguese, Italian, Spanish, and Vietnamese. In America thousands of people are using the principles of macrobiotics in their daily lives in all the major cities, and the number of people practising this way of life is increasing across the country. Thousands of health and natural food stores throughout the nation now sell the basic foodstuffs commonly used in macrobiotics -such as organically-grown grain and produce, sea vegetables, and special condiments. A growing number of macrobiotic publications are also appearing. A positive sign is that some medical doctors are now recommending the macrobiotic diet to their patients. Since the publication of Dr. Anthony Sattilaro's recent book, Recalled By Life, many people have opted for this natural method of healing, which simply involves providing the proper material and allowing the body to heal itself. Many of these people have had good results. However, macrobiotics is not primarily a diet for curing sickness, nor is it a new fad. Macrobiotics is a way of life, based on an understanding of the rhythm, the ebb and flow of nature. Its roots can be traced back through civilisation to the beginning of human tradition. Although it requires study and seemingly very big adjustments, macrobiotics is a practical way of living towards happiness. Nippon C. I. or M. I. (Maison Ignoramus). Many of them went abroad and started macrobiotic centres in Europe, U.S.A. and Brazil. Michio Kushi was the first such student who left Japan from his school.) Extracts from the book 'Basic Macrobiotics' by Herman Aihara www.macrobiotics.co.uk/macrobiotics.htm www.makrobiotyka.wroc.pl/ www.holisticmed.com/www/macrobiotics.html recepty : members.tripod.com/enisart/cooking.htm polecam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: well Re: MAK RO BIO TYKA cz 1 IP: *.acn.waw.pl 20.11.04, 01:27 a w sumie moge sie nazwac specjalista od zywienia. Przetrzasnalem tone ksiazek, wiem co jest na co, i wiem jak to stosowac.I stosuje. Np. u mnie baze stanowia ryby. Na okraglo ale nie do znudzenia, bo jestem kolekcjonerem najlepszych przepisow na ryby.Potrafie co sie 2 razy zdarzylo....sprowadzac rybe z Berlina, dzieki pewnemu znajomemu mistrzowi kuchni. Ryba byl to rozowy tunczyk z Omanu.U nas to co jest sprzedawane jako tunczyk nie pluywalo nawet kolo tunczyka. Jest to ( ja sie he he dobrze trafi ) ryba z rodziny tunczykowatych i poza tym z tunczykiem nie ma nic wspolnego. Najgorszego tunczyka aczkolwiek prawdziwego mozna dostac w duzych hipermarketach. Nadaje sie on prawie wylacznie do stekow, ale do tego by zrobic z niego sashimi nie ma mowy. Acha, ryby przewaznie jem na surowo. Mam zelazny zapas wasabi ( zielony chrzan wspominany w "twoim "tekscie ), sosu sojowego. Ryby slodkowodne ( nie wszystkie ) tez ku zgrozie znajomych jem na surowo. Musze co parwda uzupelniac niedobory witaminy B poniewaz surowe ryby zawieraja enzym ( fenyloalamina mam nadzieje ze nie schrzanilem nazwy )rozkladajacy witamine B6. Na temat zdrowotnych wlasciwosci ryb rozpisywac sie nie bede bo sa znane. Uwaga tylko na zbyt duze ilosci rybek na surowo bo jak wyzej.Zrobiono kiedys doswiadczenie na kotach.Koty odzywiano wylacznie surowymi rybami. No i.... pewnego dnia koty zaczely tracic zmysl rownowagi.Zbadano poziom witamin mikrioelementow itd.Okazalo sie ze maja wielki niedobor wit B6. Poza rybami na surowo wszystkie chwyty z rybami dozwolone. Co do mleka - mleko kozie, jogurty, sery ( mniam...niesety ) Absolutnie nie Actimel - poniewaz reklamowane szeroko bakterie L Casei Defensis maja zdolnosc przebywania w organizmie tylko wtedy gdy sie dopiero co wypilo ow actimel. Czytalem dobre opracowanie o L Casei. Sery...moja zmora.Niby wapn, bla bla, smak Granda Padano,Bleu d'Auvergne,Rocamadour w zaadzie wszystkie plesniowe niebieskie, camemberty,brie ale .... migrena - udowodniono,ze sery sa migrenotworcze zlogi w okreznicy - francuzi ostatnio nmaja hopla na punkcie hydrokolonoskopii.Absolutna wyluda grosza i niebezpieczenstwobo :wypulkujesz korzystna flore bakteryjna z jelit, moze zdarzyc sie ze twoje jelito ma uchylek i pozostala tam po zabiegu woda spowoduje zapalenie jelit, nie wyplukuje zlogow z okreznicy itp itd cholesterol zaraz beda warzywa (pomijam jeno hi hi wieczory z robota, Pizza Hut lub KFC ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waziwa Re: MAK RO BIO TYKA cz 2 (czesc warzyw) IP: *.acn.waw.pl 20.11.04, 02:43 Warzywa.To jest temat rzeka. Co do mnie nie zjadlbym nigdy gotowanego kalafiora No ale wemy pod lupe takie popularne: - pomidory - zrodlo likopenu, potasu.Likopen - udowodniono,ze zapobiega zawalom serca. Z tym,zeby pomidory wyleczyly zdorwe serce trzba by ich jesc pare kg dziennie. Wiec niestey polcam likopen z pomidorow apteczny.Dla sercowcow. - brokuly - bomba antywolnorodnikowa. Polecany....przy nowotworach ze wzgledu na b.wysoka zawartosc antyutleniaczy.Prowitamina A w czystej formie ! ( na marginesie: palaczom nie poleca sie przyjmowanie zwiekszonych dawek betakarotenu i wit E w formie tabletek.Hm...nie zbadano do konca dlaczego,ale czasem przynosza one dokladnie odwroctny od zamierzonego skutek, tj. moga sprzyjac nowotworom.Ale tylko u palaczy. - papryka - duza dawka wit C.Nie polecana w przypadku schorzen watroby i woreczka zolciowego. - imbir - dziala antywymiotnie.W Chinach jest stosowany jako najleoszy srodek przeciw chorobie lokomocyjnej.Wystarczy troszke swiezego imbiru i pawie z glowy. - marchew - patrz brokuly - cebula - kwercetyna + flawonoidy + wit c+ antyutleniacze = silne dzialanie antybakteryjne, antymiazdzycowe,antyszkorbutowe.Wiec :stosowac w przeziebieniach,infekcjach Uwaga ! Nie naduzywac w przypadku niskiego cisnienia. - czosnek (moge jesc tonami dla tych,ktorzy boja sie zapachu pozniej polecam zielona pietruszke ) jak w cebuli z tym ze dzialanie razy 2 musza jesc: miazdzycowcy, wysokocisnieniowcy,sercowcy. Czosnek ma tak silne dzialanie antybakteryjne,ze byl stosowany w medycynie ludowej, jako srodek zapobiegajacy....grzybicom m.in pochwy.Wiejskie dziewczyny owijaly bawelna kawalek czosnku i wkladaly go do pochwy na noc. Kilka dni i grzybica z glowy. No ale.... hi hi co z oralem ? - seler,zielona pietruszka - dzialanie moczopedne - ziemniaki - superowy wynalazek dla np. chorych na wrzody zoladka. Wystarczy pic codziennie 1/3 szklanki soku z surowych ziemniakow.Pomaga, widzialam. Ponadto :weglowodany, weglowodany, weglowodany.Dowiedziono naukowo,ze osoby spozywajaceduzo weglowodanow sa...spokojniejsze i mniej nerwowe. Tak wiec kartofelki lagodza charakter. kapusta - dzialanie antybakteryjne,wit C, wit A z tym ze kapusta odwapnia. Tak wiec uwaga jesli ktos ma osteoporze. Ponadto powoduje wzdecia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: . The great Vegeta , creator of us all and our parts IP: *.cm-upc.chello.se 20.11.04, 03:28 www.gdynia.ids.pl/~wroclawska/warzywa.html members.lycos.co.uk/jggo1/html/warzywa.html kuchnia.gery.pl/cms/ www.vegetablepatch.net/index.phtml................................................ temat jak morze... moze cos na temat : swiadomosci warzywnej ? Once upon a modern time there was a place where chaos and harmony both existed, where peace and war were constant, and where technology and poor eating habits coexisted. Indeed it was a modern time full of skyscrapers, tongue depressors and anti-depressants. There were centrifuges, kaleidoscopes, lemon-scented napkins, even 3-D internet chemical plug-ins… yet there were huge divisions among the people all because of vegetables. Vegetables, you ask? Yes vegetables. They were never eaten together. People always ate them separately. Not only did they eat them separately, but people of different regions and backgrounds would only eat the one kind of their division. Huge fights developed when people discussed vegetables, their nutritious qualities and their delectable flavors. Hot-headed carrot crazies would threaten the lettuce- lovers after hearing one say, "Lettuce balances spaghetti and sauce like no other vegetable can." Yet, because of society, the various vegetable-lovers were forced to live in the same neighborhoods - working in the same offices and sending their children to the same schools. Oh, a few were willing to try other vegetables in secret, but even if they did rather enjoy the forbidden food, their pride wouldn't dare let them admit that any vegetable could taste better than the one their forefathers ate. All the people in each vegetable section would say "The great Vegeta , creator of us all and our parts" would be displeased if they were open to any vegetable but their own. www.swingmachine.org/issue8/vegeta.html czy ludzie w to uwierza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MSW "Hipnoza zbiorowa podwyższa życiową energię" IP: *.cm-upc.chello.se 20.11.04, 12:48 Hipnoza zbiorowa jest bardzo interesującym typem terapii. Polega ona na tym, że w jednym pomieszczeniu gromadzi się grupę osób i oddziaływuje na nią technikami wprowadzającymi w sztuczny sen. Na podwyższenie energii życiowej i zdrowotnej pacjentów działa nie tylko siła hipnoterapeuty, ale także osób obecnych na sali. Ma ona słabsze działanie niż seanse hipnozy indywidualnej, ale jej niekwestionowaną zaletą jest fakt, że w grupie wszystko wydaje się łatwiejsze, bezpieczniejsze i radośniejsze. Tworzy się łańcuch wspólnej pomocy. Dr Andrzej Kaczorowski: Hipnoza zbiorowa wykorzystuje dwa interesujące zjawiska. Po pierwsze koncentrację, czyli skupienie się na działaniach hipnotyzera oraz formę transu, która zawsze rodzi się się wtedy, gdy grupa osób coś wspólnie przeżywa i jest kierowana przez jedną osobę przewodnią. Przy poważnym potraktowaniu tego typu hipnozy przez obecnych na sali przypomina to koncentrację w kościele. Hipnoterapeuta przecież chętnie korzysta z gestów zwracających i skupiających uwagę (jak kapłan): podnoszenia rąk, odrzucania ich po przejęciu na siebie złej energii, trzymania dłoni nad pacjentem, co jest uniwersalnym symbolem bezpieczeństwa. Ważna jest też modulacja głosu, monotonna, ale nie cicha – hipnoza bowiem to w dużej mierze działanie autorytatywne. Hipnoterapeuta to przewodnik, z którym się nie dyskutuje, ale wykonuje się jego polecenia. Przepływ energii uzdrawiającej nie może być niczym zakłócony; skupienie i cisza ułatwiają kontakt bez słów – droga dobrych uczuć musi być czysta. Uzdrawianie ciała Wpływ hipnozy zbiorowej na polepszanie stanu organizmu ludzkiego jest wciąż badany. Dziś z całą pewnością możemy stwierdzić, że tego typu terapia wzmacnia psychikę osób w niej uczestniczących. Wiadomo zaś, że wszelkie leczenie powinno zaczynać się od zrównoważenia stanu duszy. Stopniowo umacniana psychika zaś lepiej sobie radzi z pokonywaniem chorób. Bariera ochronna organizmu to nie tylko mur zbudowany z tkanek fizycznych, które walczą z bakteriami i zarazkami. To także blokada psychiczna, która stanowi pierwszą straż przeciw wszelkim truciznom. Hipnoza zbiorowa to właśnie lekki sztuczny sen, który pobudza w nas siły odpornościowe dla duszy i ciała. Z mojego doświadczenia wieloletniego hipnoterapeuty wynika wniosek, że osoby, które częściej korzystają z takiej formy terapii grupowej, są spokojniejsze, coraz bardziej odporne na stresy, lepiej umiejące sobie z nimi radzić. Zanotowałem też wiele przypadków złagodzenia przewlekłych bólów głowy, a nawet stanów lękowych czy obsesji utrudniających życie. Pomoc dla duszy W obecności bratnich dusz i przyjaznego przewodnika każda terapia i każda sugestia jest łatwiej rozumiana i przyjmowana. Hipnoza zbiorowa ma zatem niebagatelne znaczenie, jako pomoc w uleczaniu zaburzonych stosunków z innymi ludźmi. W czasie seansu, kiedy myślimy o naszych obsesjach, lękach i natręctwach to nie musimy uciekać od rzeczywistości. Obecność innych osób zapewnia nam „kotwicę bezpieczeństwa”. Walkę z własnymi lękami możemy przenieść na płaszczyznę zbiorową. Poczucie, że inni borykają się z podobnymi do naszych problemami daje nam większe szanse na wygraną z własnym „złym losem”. Hipnoterapeuta-przewodnik pozwala nam ukierunkować nieujarzmione poczucie zagrożenia, pozwala je wyjaśnić i rozpoznać jego przyczyny. Hipnoterapeuta nie krytykuje i nie potępia, ale naprowadza pacjentów na drogi możliwych dla nich rozwiązań. Nie traktuje nikogo indywidualnie, co zapobiega lękowi przed odkryciem słabego miejsca u osób nadwrażliwych. Podbudowuje w nich chęć do indywidualnego wzmacniania woli uzdrowienia. Obecność innych osób pozwala pozbyć się dręczących nas automatyzmów w myśleniu, a więc pobudza działania twórcze, bardziej rozwojowe. Hipnoterapeuta i osoby na sali dają sobie nawzajem duchowe wsparcie. Uczą otwarcia się na innych, właściwej oceny własnych problemów oraz budzą w nas chęć do pomocy innym, co już jest dowodem na to, że staliśmy się silniejsi. Życie jest grą zbiorową, a hipnoza zbiorowa uczy nas, jak należy z pożytkiem dla siebie i innych brać w niej aktywny udział. ......................................................... www.hipnoza.wroclaw.pl/internet.html ZAStOSOWANIE poliTYczne ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: taaaak Re: "Hipnoza zbiorowa podwyższa życiową energię" IP: *.acn.waw.pl 20.11.04, 13:53 zasosowanie polityczne a jakze istnieje. Masz przywodcow ( historia, terazniejszosc) wytarzajacych stany euforii podczac wiecow, zebran itd.Stany zafascynowania idea,osoba itd. Czasem przy uzyciu tzw. meskaliny ale wazny jest efekt. Tak samo sekty. Niesety tez masz to dobrze widoczne na przykladzie spotkan np.Amwaya.Wiec mozna jeszcze dorzucic do polityki, sekt, niektore firmy. (( Odpowiedz Link Zgłoś
drf "Hipn0za zbi0r0wa = energia życi0wa ?" 20.11.04, 14:24 .............................. Hypnosis is an induced state of trance. Generally, that state is induced by one person upon another person, but it is sometimes achieved alone (Self- Hypnosis) or with the use of mechanical devices such as spinning spirals or other attention holding devices. Hypnosis is not sleep, but rather a form of deep relaxation similar to sleep where the senses (especially hearing) are still able to supply the subconscious with information, but much more directly - with less scrutinisation, judgement and reasoning from the conscious. Capturing and holding the attention of any person is of prime importance in Hypnosis - and usually an acceptance of the induction procedure or device is required before Hypnosis can occur. If you agree with the popular theory that no person can control another with Hypnosis, then it is also probable that the theory which proposes that all Hypnosis is really Self-Hypnosis, is also quite correct. Any person, who agrees to be hypnotised by another, immediately has a higher probability of attaining at least some stage of trance - whereas anyone who objects to being hypnotised, has a very slim chance of entering into Hypnosis. Initial trance induction, then subsequent deepening of that trance state to a point where the subject is “hypnotised” is different in every person and in fact different every time that person is hypnotised. Hypnosis is an inexact science where two plus two usually equals four, but sometimes equals three - and sometimes five! During the state of induced trance called Hypnosis, the conscious mind is relaxed to such a degree that it’s desire and ability to judge and reason (known as “critical faculties” becomes very much lessened. The subconscious, on the other hand, becomes very much more dominant, accepting and responsive to suggestions - especially positive, repetitious suggestions, that are presented to it. A light state of trance coupled with a desire to follow the suggestions of the Hypnotist, will often achieve much more than will a deep state of trance combined with suggestions that are too far from a subject’s comfort zone. During Hypnotherapy, usually a client and therapist are working toward the same goal so a light to medium depth will usually be sufficient because of the client’s will to change or improve. However, during Stage Hypnosis, a much deeper state of trance is generally necessary to achieve some of the more spectacular and humourous routines expected of the hypnotised volunteers. Basically, their critical faculties (desire and ability of the conscious mind to judge and reason) has become lessened to such a degree that they’re usually happy to follow the Hypnotist’s suggestions without question. It’s as if the Hypnotist has become the volunteer’s conscious mind and is supplying the subconscious directly with suggestions. And, because the subconscious usually just accepts what it is given, it takes and responds to those suggestions - up to a point! If the morals, ethics or physical boundaries of the volunteer are challenged too far, then there are several likely outcomes. The volunteer may break the trance; remain hypnotised but refuse to comply; or maybe refuse to awaken from the trance altogether. Knowing that awakening may mean partial or even full compliance with the suggestions, where no compliance is acceptable, then remaining in a trance state can be a means of escape from the unacceptable suggestions. So, where Hypnosis is concerned, working with a person’s expectations of achieving a trance will help immensely in the induction of that trance. When working within the moral, ethical and physical boundaries of any hypnotised person, it becomes far more likely that that person will comply with any of the suggestions given. ......... http://www.stuartashing.co.uk/hypnosislinks.htm .............................. States of Awareness - Beta, Alpha, Theta, Delta. The "Beta" state being the most aware and the Delta being the least. ie. Beta = wide awake. Alpha = light trance. Theta = deep trance/light sleep. Delta = deep sleep. ....................................... The Four Brain States Choosing the Programs that are Right for You Beta Alpha Theta Delta Vibrations from rhythmic sounds have a profound effect on our brain activity. In shamanic traditions, drums have long been used to transport the shaman out of his or her body into other realms of reality through the use of constant rhythmic vibrations. Researcher Melinda Maxfield, studying the Shamanic State of Consciousness, found that the steady rhythmic beat of the drum struck four and one half times per second was the key to transporting a shaman into the deepest part of his shamanic state of consciousness. It is no coincidence that 4.5 beats, or cycles, per second corresponds to the trance-like state of theta brain wave activity. In direct correlation, we see similar effects brought on by the constant and rhythmic drone of Tibetan Buddhist chants that transport the monks and even other listeners into realms of blissful meditation. The gentle pulsating rhythms of Brain Sync tapes act in a similar fashion, yet because the frequencies are computer generated, they are precise, consistent and can be targeted to induce highly specific and desired brain states. Just as we can tune a radio to get a particular station, with Brain Sync technology we can tune our consciousness to dial-in a wide variety of brain states. You have your very own signature brain wave activity, unique to you. It has a rhythm and pattern - and it incorporates Beta, Alpha, Theta, and Delta frequencies at varying levels over the course of a day as your brain modulates them to match your activities. Brain Sync audio programs amplify a single frequency or a carefully balanced combination of frequencies to achieve a specific purpose. So how do you choose the programs that are right for you? Consider the qualities each frequency promotes as we describe them below. Listen to the audio samples we've provided, then select the audio programs that best support your personal desires, preferences, and goals. Beta Alertness Concentration Cognition You are wide-awake, alert. Your mind is sharp, focused. It makes connections quickly, easily and you're primed to do work that requires your full attention. In the Beta state, neurons fire abundantly, in rapid succession, helping you achieve peak performance. New ideas and solutions to problems flash like lightning into your mind. Beta training is one of the frequencies that biofeedback therapists use to treat Attention Deficit Disorder. Beta-centered programs help you prepare to take an exam, play sports, give a presentation, analyze and organize information, and other activities where mental alertness and high levels of concentration are key to your success. Beta waves range between 13-40 HZ. The Beta state is associated with peak concentration, heightened alertness, hand eye coordination and visual acuity. Nobel Prize Winner Sir Francis Crick and other scientists believe that the 40HZ beta frequency used on many Brain Sync tapes may be key to the act of cognition. To experience the Beta State for increased cognition and concentration try Brain Power or High Focus. To boost energy and enhance your workout try these high beta fitness programs: Power Training, Running Meditation, Walking Meditation, Breakthrough Training. Back to Top Alpha Relaxation Visualization Creativity When you are truly relaxed, your brain activity slows from the rapid patterns of Beta into the more gentle waves of Alpha. Your awareness expands. Fresh creative energy begins to flow. Fea Odpowiedz Link Zgłoś
drf Modulowanie czestotliwosci fal mozgu.... 20.11.04, 14:30 www.brainsync.com/about/4states.asp Choosing the Programs that are Right for You Beta Alpha Theta Delta Vibrations from rhythmic sounds have a profound effect on our brain activity. In shamanic traditions, drums have long been used to transport the shaman out of his or her body into other realms of reality through the use of constant rhythmic vibrations. Researcher Melinda Maxfield, studying the Shamanic State of Consciousness, found that the steady rhythmic beat of the drum struck four and one half times per second was the key to transporting a shaman into the deepest part of his shamanic state of consciousness. It is no coincidence that 4.5 beats, or cycles, per second corresponds to the trance-like state of theta brain wave activity. In direct correlation, we see similar effects brought on by the constant and rhythmic drone of Tibetan Buddhist chants that transport the monks and even other listeners into realms of blissful meditation. The gentle pulsating rhythms of Brain Sync tapes act in a similar fashion, yet because the frequencies are computer generated, they are precise, consistent and can be targeted to induce highly specific and desired brain states. Just as we can tune a radio to get a particular station, with Brain Sync technology we can tune our consciousness to dial-in a wide variety of brain states. You have your very own signature brain wave activity, unique to you. It has a rhythm and pattern - and it incorporates Beta, Alpha, Theta, and Delta frequencies at varying levels over the course of a day as your brain modulates them to match your activities. Brain Sync audio programs amplify a single frequency or a carefully balanced combination of frequencies to achieve a specific purpose. So how do you choose the programs that are right for you? Consider the qualities each frequency promotes as we describe them below. Listen to the audio samples we've provided, then select the audio programs that best support your personal desires, preferences, and goals. Beta Alertness Concentration Cognition You are wide-awake, alert. Your mind is sharp, focused. It makes connections quickly, easily and you're primed to do work that requires your full attention. In the Beta state, neurons fire abundantly, in rapid succession, helping you achieve peak performance. New ideas and solutions to problems flash like lightning into your mind. Beta training is one of the frequencies that biofeedback therapists use to treat Attention Deficit Disorder. Beta-centered programs help you prepare to take an exam, play sports, give a presentation, analyze and organize information, and other activities where mental alertness and high levels of concentration are key to your success. Beta waves range between 13-40 HZ. The Beta state is associated with peak concentration, heightened alertness, hand eye coordination and visual acuity. Nobel Prize Winner Sir Francis Crick and other scientists believe that the 40HZ beta frequency used on many Brain Sync tapes may be key to the act of cognition. To experience the Beta State for increased cognition and concentration try Brain Power or High Focus. To boost energy and enhance your workout try these high beta fitness programs: Power Training, Running Meditation, Walking Meditation, Breakthrough Training. Alpha Relaxation Visualization Creativity When you are truly relaxed, your brain activity slows from the rapid patterns of Beta into the more gentle waves of Alpha. Your awareness expands. Fresh creative energy begins to flow. Fears vanish. You experience a liberating sense of peace and well-being. In biofeedback, Alpha training is most commonly recommended for the treatment of stress. Alpha-centered programs help you tap your creativity and are excellent for problem solving, finding new ideas and practicing creative visualization. Choose Alpha programs when you want to attain deep levels of relaxation that are so essential to your health and well-being. Alpha waves range between 7-12 HZ. This is a place of deep relaxation, but not quite meditation. In Alpha, we begin to access the wealth of creativity that lies just below our conscious awareness - it is the gateway, the entry point that leads into deeper states of consciousness. Alpha is also the home of the window frequency known as the Schuman Resonance - the resonant frequency of the earth's electromagnetic field. To expand creativity, reduce stress and relax into Alpha try Total Relaxation, Increase Creativity, or Stress Free Forever. Theta Meditation Intuition Memory Going deeper into relaxation, you enter the elusive and mysterious Theta state where brain activity slows almost to the point of sleep, but not quite. Theta is the brain state where magic happens in the crucible of your own neurological activity. Theta brings forward heightened receptivity, flashes of dreamlike imagery, inspiration, and your long-forgotten memories. Theta can bring you deep states of meditation. A sensation of "floating." And, because it is an expansive state, in Theta, you may feel your mind expand beyond the boundaries of your body. Theta rests directly on the threshold of your subconscious. In biofeedback, it is most commonly associated with the deepest levels of meditation. Theta also plays an important part in behavior modification programs and has been used in the treatment of drug and alcohol addiction. Finally, Theta is an ideal state for super-learning, re-programming your mind, dream recall, and self-hypnosis. Theta waves range between 4-7 HZ. Theta is one of the more elusive and extraordinary realms we can explore. It is also known as the twilight state which we normally only experience fleetingly as we rise up out of the depths of delta upon waking, or drifting off to sleep. In Theta, we are in a waking dream, vivid imagery flashes before the mind's eye and we are receptive to information beyond our normal conscious awareness. Theta has also been identified as the gateway to learning and memory. Theta meditation increases creativity, enhances learning, reduces stress and awakens intuition and other extrasensory perception skills. To enter the Theta state try Deep Meditation, Sacred Ground, Guided Meditation, Deep Learning, or Deep Insight. Delta Detached Awareness Healing Sleep Long, slow, undulating. Delta is the slowest of all four brain wave frequencies. Most commonly associated with deep sleep, certain frequencies in the Delta range also trigger the release of Human Growth Hormone so beneficial for healing and regeneration. This is why sleep - deep restorative sleep - the kind that Delta frequencies help induce is so essential to the healing process. Delta is the brain wave signal of the subconscious, the seat from which intuition arises. That means Delta-based programs are not only an ideal choice for their sleep and deep regeneration potential, but also when you want to access your unconscious activity and help that wellspring of information flow to your conscious mind for clearing and for empowerment. Delta waves range between 0-4 HZ. To enter Delta for sleep or healing try Sound Sleep, Deep Sleep, or Healing Meditation. ................... fale na wodzie w mozgu ? Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: "Hipnoza zbiorowa podwyższa życiową energię" 20.11.04, 19:26 > ZAStOSOWANIE poliTYczne ? The Collection on Nourishing Life1 says: " The most important things in Nourishing Life are the following: 1. Stint spirit; 2. Cherish Vital Breath; 3. Nourish the body; 4. Gymnastics; 5. Speech; 6. Eating; 7. Sexual life; 8. Following customs; 9. Medicine; 10. Taboos. " In addition, inner alchemy, Breathing Arts and martial arts are also important methods. www.eng.taoism.org.hk/daoism&human-civilization/mpeg3/music1.mp3 (.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DrUfo martian- art & lifeforms... IP: *.cm-upc.chello.se 22.11.04, 02:14 CHANGQUAN NANQUAN DAOSHU JIANSHU GUNSHU QIANGSHU SANSHOU BAGUA ZHANG TUMBLING BOXING SHAOLIN QUAN TAIJI QUAN QIGONG The Shocking Truth About Realistic Self Defense: What the Masters Won't Tell You!.......... martialarts.about.com/od/history/a/ShaolinMyth.htm www.hku.hk/philodep/ch/daotoc.htm#Language www.martian-lifeforms.com/index.html cydonia.proboards21.com/ ))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pytanie mam pytanie i ogromna prosbe IP: *.acn.waw.pl 21.11.04, 14:54 Bardzo potrzbuje tlumaczenia jednej nazwy na angielski. Mam zwykly slownik bez takich terminow.A nie chce pomylic, bo musze pilnie znalezc publikacje na ten temat w necie. "Przewlekle zapalenie krtani,gardla,gornych drog oddechowych u zwierzat domowych". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: drf Re: mam pytanie i ogromna prosbe IP: *.cm-upc.chello.se 22.11.04, 00:37 niestety tez nie jestem posiadaczem slownika terminow medycznych, sorry... Odpowiedz Link Zgłoś
patience Prosze uprzejmie, mccattery 22.11.04, 00:54 Gość portalu: pytanie napisał(a): > Bardzo potrzbuje tlumaczenia jednej nazwy na angielski. > Mam zwykly slownik bez takich terminow.A nie chce pomylic, bo musze pilnie > znalezc publikacje na ten temat w necie. > > "Przewlekle zapalenie krtani,gardla,gornych drog oddechowych u zwierzat > domowych". > forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=517 Ps. polecam: forum.gazeta.pl/forum/0,46581,1901857.html?x=1270754 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bardzo dziekuje Re: Prosze uprzejmie, mccattery IP: *.acn.waw.pl 22.11.04, 00:58 moj domowy zwierz jest ci wdzieczny. choruje od 3 mcy i nikt nie zna przyczyny. dziekuje Odpowiedz Link Zgłoś
patience Re: Prosze uprzejmie, mccattery 22.11.04, 01:05 Gość portalu: bardzo dziekuje napisał(a): > moj domowy zwierz jest ci wdzieczny. > choruje od 3 mcy > > i nikt nie zna przyczyny. > > dziekuje Prosze uprzejmie. W katalogu forow znajdziesz bardzo wiele interesujacych forow na ktorych zdecydowanie szybciej uzyskasz odpowiedz, niz zadajac pytania tutaj. Oprocz forum Kuchnia i English Only jest tam rowniez na przyklad forum Psychologia, Zwierzęta oraz Czas Wolny. Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa [...] 26.10.03, 01:05 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś