Gość: Tomasz
IP: *.ibch.poznan.pl
06.10.03, 12:47
Tadeusz Zieliński
A to Polska właśnie
Kraj, w którym żyję, to Polska właśnie. Zamieszkały przez kłótliwe plemię
zwane Polakami, które mówi tym samym językiem, ale porozumieć się ze
sobą nie potrafi. To wyjątkowa nacja, która rządzi się emocjami
niekontrolowanymi rozumem. Naród w chwilach przełomowych wielki, ale w
potocznych, codziennych służbach zaniedbany (Norwid).
Kartezjusz twierdził, że "rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej podzielony na
świecie, każdy bowiem mniema, że jest tak dobrze weń zaopatrzony, że
nawet ci, których najtrudniej zadowolić w innych sprawach, nie zwykli posiadać go
więcej niż go posiadają". Teza o równym podziale rozsądku Polaków wśród narodów
świata ich nie dotyczy. Polonusi na brak rozumu się nie uskarżają!
Państwo, w którym żyję, nie jest państwem prawa w pełnym tego słowa znaczeniu. Złe
obyczaje panoszą się nad prawem. Konstytucyjna formuła państwa prawnego okazała się
w praktyce gwarancją fikcyjną, gdyż zasada działania wszystkich władz publicznych
wyłącznie na podstawie prawa i wyłącznie w jego granicach nie jest konsekwentnie
przestrzegana. Konstytucyjna zasada domniemania niewinności znalazła się w stanie
poważnego zagrożenia od czasu, gdy wszczęta została sprawa Rywina. Z deklaracji bez
pokrycia, że wszystkie działania władz odpowiadać będą założeniom prawdziwego
demokratycznego ustroju, diabeł tęgo się dziś śmieje. Parlament jest widownią
gorszących awantur. Majestat Rzeczypospolitej jest na co dzień poniewierany. Quo
usque? (jak długo jeszcze?) Może do końca tej kadencji i dłużej jeszcze? Cóż bowiem
dzisiaj znaczy to wielkie niegdyś słowo?
Głęboko niepokojąca jest w moim kraju coraz wyraźniejsza ewolucja prawa penalnego w
stronę dehumanizacji instytucji tego prawa. Pisałem o tym w książce pt. "Droga do ziemi
obiecanej", KIW 2002, ale mój protest pozostał (na razie?) głosem wołającego na
puszczy. A przecież jednym z postulatów Okrągłego Stołu miała być reforma sądów i
więziennictwa w duchu humanitaryzmu.
W kraju, w którym żyję, nie ma sprawiedliwości społecznej. Konstytucja miała ją
zapewnić wszystkim obywatelom. A dziś jedni zbijają niewiarygodne fortuny, a drudzy
żyją w skrajnej nędzy. Obecna Polska jest krajem ludzi bezrobotnych i bezdomnych.
Ludzie chorzy, starzy i niedołężni nie są otoczeni opieką.
Moja dzisiejsza Polska nie jest państwem w pełni świeckim. Jest to państwo katolickie,
światopoglądowo nietolerancyjne. Dominuje w nim myśl katolicka szerzona przez
przeważające na rynku czytelniczym wydawnictwa katolickie.
Zdaniem prawicy, Trzecia Rzeczpospolita nie jest "prawdziwą Polską" i tak długo nią nie
będzie, dopóki dozwolone w niej będą aborcja, pornografia, agencje towarzyskie i inne
podobne bezeceństwa.
W kraju, w którym muszę żyć, sądy nie są szanowane. Polska stacza się z tego powodu
w świadomości społecznej do poziomu dzikich państw, w których ludzie nie mają dostępu
do sprawiedliwości i w nią nie wierzą.
Wielce szkodliwy przykład sponiewierania sądów w publicystyce współczesnej znajdujemy
w niezwykłym wywiadzie, którego udzielił "Tygodnikowi Powszechnemu" z 14.09.br. A.
Rzepliński (członek Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka!). Prawnik ów powiedział, że "nie
ma w Polsce sędziego (sic!), który byłby dla obywateli symbolem uczciwości,
profesjonalizmu, niezależności". Zdumiewająca jest niefrasobliwość i nieodpowiedzialność
tego człowieka, który nie zawahał się obrazić całego stanu sędziowskiego i wprowadzić w
błąd wszystkich obywateli, że wymiaru sprawiedliwości w Polsce w rzeczywistości nie ma.
W żadnym wypadku! Hulajmy więc bez kontusza. Jesteśmy bezkarni.
W kraju, w którym przez ponad pół wieku uprawiałem działalność naukową, nauka i
edukacja popadły w stan głębokiego kryzysu. Trwogą napawa upadek wszystkich
właściwie nauk, spowodowany brakiem środków na ich finansowanie. W dziedzinie nauk
społecznych regres spowodowała niekontrolowana eksplozja wyższego szkolnictwa
prywatnego, doprowadzając do dekoncentracji kadry naukowej i zaniku autentycznych
szkół naukowych w silnych do niedawna uniwersyteckich ośrodkach wiedzy i edukacji. Z
tego stanu pohańbienia nauka polska szybko się nie podźwignie i pozostanie długo
jeszcze w tyle za nauką światową.
W rozregulowanym systemie edukacji narodowej nawet najzdolniejsi absolwenci szkół nie
mają gwarancji uzyskania pracy w wyuczonych zawodach. Brak perspektyw urządzania
sobie życia przez młodych ludzi w możliwie nieodległej perspektywie czasowej wprost o
pomstę do nieba woła.
W gospodarce rynkowej odpadły właściwie szanse rozwoju kultury, o których była mowa
przy Okrągłym Stole. Na co mogą liczyć dzisiaj twórcy w gospodarce rynkowej? Co będzie
z rozwojem kulturalnym narodu, skoro ludzie kultury zostali brutalnie zepchnięci na
margines społeczeństwa? Kto rozwinie nad nią mecenat? Karol Marks czy niewidzialna
ręka rynku?
Do wszystkich tych nieszczęść dochodzą obskuranckie zapędy prawicy zmierzające do
cofnięcia kraju do ciemnoty z czasów Boya-Żeleńskiego i Zielonego Balonika. Haniebnym
przykładem jest inicjatywa radnych krakowskich z LPR i Młodzieży Wszechpolskiej w
królewskim mieście Krakowie zburzenia pomnika i zmiany nazwy ulicy
T. Boya-Żeleńskiego, wielkiego pisarza, który na trwale zapisał się w historii naszej
kultury.
Jedna, a nawet kilka jaskółek nie czynią jednak wiosny (w tym wypadku raczej jesieni).
Pomysł młodych barbarzyńców jest dowodem, że głupota i nietolerancja są nieśmiertelne.
Przyjmowane są przez kolejne pokolenia, bo tak się toczy światek. Niech sobie więc
żądają zburzenia wszystkich pomników nieśmiertelnego Boya, spalenia wszystkich jego
książek oraz zmian nazw ulic i placów (np. na gospodarki rynkowej!). Naród jednak nie
zgłupiał do tego stopnia, by wielkiego pisarza wymazać z narodowej pamięci. Polska nie
podąży śladem hitlerowców, którzy najpierw burzyli pomniki, później palili książki, a w
końcu... ludzi.
W kraju, w którym żyję, szerzy się nieodpowiedzialna swawola słowa. Godność człowieka
jest poniewierana. Media, które uwierzyły, że są faktycznie "czwartą władzą", wynoszą
się ponad prawo. Kłamstwa nie są prostowane. Prawo prasowe stało się fikcją.
Taka jest Polska dzisiejsza. Miała być państwem powszechnego dobrobytu, a jest krajem
powszechnego ubóstwa w nowym wspaniałym świecie.